Tajwan zostanie sam? Donald Trump podjął decyzję! [Analiza strategii Chin wobec Tajwanu]

Analiza sytuacji wokół Tajwanu – kluczowe czynniki geopolityczne i ich wpływ na rynki

W materiale omówiono rosnące napięcia między Chinami a Tajwanem oraz reakcję administracji Donalda Trumpa na sytuację w regionie Indo‑Pacyfiku. Przedstawiono taktykę „szarej strefy”, w tym codzienne patrole chińskiej marynarki, naruszenia przestrzeni powietrznej dronami oraz działania ekonomiczne i dyplomatyczne mające na celu zwiększenie presji na Tajwan i jego sojuszników (Japonia, Filipiny, Wietnam, Czechy).

Podkreślono strategiczną rolę Tajwanu jako producenta ponad 90 % najnowocześniejszych półprzewodników, co czyni wyspę kluczowym elementem globalnego łańcucha dostaw i przedmiotem rywalizacji między USA a Chinami. Omówiono także historyczny status quo (KWO), jego ostatnie zmiany oraz możliwe scenariusze przyszłości – od dalszego zwiększania presji po hipotetyczny „wielki targ”, w którym Stany Zjednoczone ograniczyłyby wsparcie wojskowe w zamian za zobowiązanie Pekinu do powstrzymania się od siłowego przejęcia wyspy.

  • Analiza działań chińskiej marynarki wojennej i straży przybrzeżnej wokół Tajwanu.
  • Opis incydentów z dronem „Szybujący Smok” oraz ich znaczenia dla bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej.
  • Wpływ decyzji Trumpa o wstrzymaniu pakietu zbrojeniowego o wartości ponad 10 mld USD na relacje USA‑Tajwan.
  • Przegląd reakcji regionalnych sojuszników i metod presji dyplomatycznej i gospodarczej ze strony Chin.
  • Prognozy ekspertów dotyczące najbliższych lat (2028‑2032) oraz możliwe scenariusze rozwoju konfliktu.

Materiały mają charakter edukacyjny i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych. Są przeznaczone dla osób zainteresowanych analizą fundamentalną oraz wpływem wydarzeń geopolitycznych na rynki finansowe, w tym Forex, akcje sektora technologicznego i surowce.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Od ponad ctere lat Ukraina. Na początku tego roku Wenezuela, przez ostatnie miesiące Iran, a teraz coraz więcej sugestii o tym, że do tej listy może też dołączyć Kuba. Nie tylko obywatele tych krajów, ale i całego świata mogą być już po prostu zmęczeni tymi wszystkimi konfliktami i mnożącymi się napięciami. biorąc pod uwagę fakt, że minęła raptem połowa 2026 roku, te nastroje idealnie oddaje ten pewnie dobrze znanym wszystkim mem. No i niestety wcale nie możemy być przekonani, że na zamieszaniu w tych wymienionych przed momentem regionach się skończy. Niewykluczone, że w kolejnych miesiącach uwaga przeniesie się w jeszcze jedno miejsce na baseny morza południowo-chińskiego i wschodniochińskiego, czyli o tutaj w tym regionie. To znaczy nasza uwaga się przeniesie, bo uwaga Chińczyków jest w ostatnim czasie jeszcze bardziej skupiona właśnie na tych obszarach. Amerykanie swoje zaangażowanie i częściowo także zasoby przerzucili z regionu Indo Pacyfiku na Bliski Wschód. Dlatego to właśnie tam swoje działania zaczęły intensyfikować Chiny. Kolejne próby wpłynięć na państwowe wody, wymowne prowokacyjne ćwiczenia wojskowe, a nawet naruszenia przestrzeni lotniczej przez drony, których wcześniej nie odnotowywano. Do tego ciosy gospodarcze w postaci restrykcji, sankcje nakładane na dyplomatów i próby nacisku od wewnątrz. Po co to wszystko? A no głównie po to. Rzućmy jeszcze raz okiem na tę prowizoryczną mapkę sprzed chwili. Co znajduje się na środku zaznaczonego obszaru? To Tajwan, na którym tak bardzo zależy Chińczykom od lat i w ostatnim czasie podejmują coraz śmielsze kroki, by nie tylko całkowicie go sobie zawłaszczyć, ale także przejąć kontrolę nad całym okolicznym regionem, również tymi obszarami, do których do tej pory prawo rościły sobie Japonia, Filipiny czy Wietnam. W dzisiejszym odcinku opowiem czym zajmowali się Chińczycy, kiedy my przez wszystkie przypadki odmienialiśmy cieśninę Ormus. Wyjaśnię w jaki sposób w napięcia zostały zaangażowane także inne kraje, a nie tylko Stany Zjednoczone, które przecież od lat jawiły się jako obrońcy Tajwanu. Swoją drogą one kroczek po kroczku się z tej roli wycofują, a przynajmniej na to mogą wskazywać wypowiedzi Donalda Trumpa. Je też weźmiemy sobie pod lupę. Przede wszystkim odpowiemy sobie na dwa proste, ale kluczowe pytania. Co tam się dzieje i co może się wydarzyć w przyszłości, zarówno tej bliższej, jak i nieco dalszej. Kolejny konflikt zbrojny jest jednym ze scenariuszy, ale nie jedynym i też obecnie nie najbardziej prawdopodobnym. Jeśli więc chcesz dowiedzieć się, co nam wszystkim umykało przez ostatnie miesiące, poświęć mi najbliższe 20 minut. Zapraszam na materiał. Partnerem tego materiału jest broker Axi, gdzie możesz handlować ponad 220 aktywami, w tym parami walutowymi. Link do oferty znajdziesz w opisie. Ja nazywam się Michał Fitz. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby ominęły cię rzeczy ważne dla twoich finansów, to koniecznie dołącz do grona ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. Jeżeli szukasz wartościowych analiz, to zapraszam do zapisywania się na nasz FX Magowy inwestycyjny newsletter. Link również znajdziesz w opisie. Na początek szybkie przypomnienie, dlaczego Tajwan i okalające go wody są w zasadzie takie ważne? To bowiem węzeł, w którym splatają się interesy dwóch największych światowych potęg. Dla Stanów Zjednoczonych jest on kluczową częścią tak zwanego pierwszego łańcucha wysp, czyli archipelagu biegnącego od rosyjskiej kamczatki aż po indonezyjskie Borneo. To naturalna bariera między chińską a amerykańską strefą wpływów w tym regionie. Ponadto Tajwan to procesor całego świata. Niemalże dosłownie. To tam produkowanych jest nawet 90% półprzewodników najnowszej generacji, bez których najbardziej rozwinięte gospodarki na świecie. a przede wszystkim ta amerykańska nie są w stanie funkcjonować. Dla Pekinów stawka jest jeszcze bardziej egzystencjalna. Demokratyczny, prosperujący Tajwan jest żywym zaprzeczeniem tezy, że Chińczykami można rządzić tylko twardą ręką partii, a więc samym swoim istnieniem podważa narrację, na której komunistyczna partia Chin opiera prawo do władzy. Do tego dochodzi duma narodowa. Zjednoczenie z Tajwanem wpisane jest w założycielski mit partii i jest też osobistą obietnicą siedzin pinga. Przez dekady od końcówki lat 70. ubiegłego wieku wobec wyspy obowiązywał nieformalny status KWO. Oparty był o trzy kluczowe założenia. Po pierwsze, Tajwan faktycznie rządzi się sam, ale nie ogłasza formalnej niepodległości. Po drugie, Chiny uznają go za swój, nazywając co najwyżej zbuntowaną prowincją. ale nie podbijają go siłą. Po trzecie, Amerykanie nie uznają Tajwanu za niepodległe państwo, lecz utrzymują z nim ścisłe relacje handlowe i pomagają mu w obronności. Ten status quo w ostatnim czasie zaczął mutować. W jaki sposób? Obecna administracja Stanów Zjednoczonych zaczęła realizować politykę izolacjonistyczną. To co Donald Trump mówił o NATO czy o europejskich sojusznikach słyszeliśmy już wielokrotnie. Krótko mówiąc, prezydent USA nie uważa, by te relacje były obustronnie korzystne, a tym samym sensowne. Podobne opinie zaczął wyrażać wobec zaangażowania w sprawę tajwańską, szczególnie po majowym szczycie w Pekinie, w trakcie którego omawiał z Sidzinpingiem wiele tematów, również ten. Trump przyjeżdżał tam w słabszej pozycji i eksperci spodziewali się, że prezydent Chin może na nim wywrzeć presję w sprawie Tajwanu. Niewykluczone, że to się udało. Prezydent USA po szczycie oczywiście nie mówił, że porzuca wsparcie dla Tajwanu czy że zostawia go na łasce państwa środka, ale udzielił kilku wypowiedzi, które są dosyć sugestywne. Na przykład tej zapytany o to, czy Stany Zjednoczone rzuciłyby się do obrony Tajwanu, gdyby Chiny chciały go zająć zbrojnie. Donald Trump odpowiedział, że ostatnie czego Amerykanom teraz potrzeba, to wojna 15000 km od ich terytorium. Do tej pory według omówionego wcześniej statusu KWO oficjalne zdanie Stanów Zjednoczonych na temat niepodległości Tajwanu było takie, że go nie popierają. Trump trzyma się tej retoryki, a nawet nieco ją podostrza. W jednej z rozmów z dziennikarzami mówił tu cytat: "Nie zależy mi na tym, by ktoś ogłaszał niepodległość, bo jest pewny, że Stany Zjednoczone go wspierają". W tej samej rozmowie z Fox News dziennikarz zadał mu podchwytliwe pytanie. Czy obywatele Tajwanu powinni czuć się bardziej czy mniej bezpieczni po pańskiej wizycie w Pekinie? Znając Donalda Trumpa, gdyby była to sprawa, na której mu zależy, pewnie mówiłby coś w stylu, że obywatele Tajwanu nigdy nie mogli czuć się bardziej bezpieczni niż teraz. Tylko, że tak nie powiedział. Zamiast tego usłyszeliśmy taką odpowiedź. To jednak tylko słowa, a jak już przekonaliśmy się nie raz, w przypadku Donalda Trumpa znaczą niewiele. Jednak o słabnącym wsparciu dla Tajwanu może świadczyć także jeden konkretny czyn, a w zasadzie to jego brak. Mowa o wstrzymaniu pakietu zbrojeniowego dla Tajwanu o wartości 11 miliardów dolarów. Drugi szacowany na 13 14 miliardów dolarów miał być za to bezpośrednim przedmiotem rozmów między Sidzinpingiem a Donaldem Trumpem w trakcie szczytu. Takie podejście jest niemalże bezprecedensowe. Stany Zjednoczone na mocy ustawy Taiwan Relations z 1979 roku zobligowały się do regularnego, ponadpartyjnego dozbrajania Tajwanu. I tak działo się przez dekady. Oczywiście po drodze zdarzały się rozbicia tych pakietów czy opóźnienia dostaw, ale fakt, że Trump wstrzymuje jego zatwierdzenie, a jeszcze kolejny bezpośrednio negocjuje z Chinami jest wyjątkiem. W tym samym wywiadzie, który cytowałem już dziś dwukrotnie, mówił, że zastanowi się nad zatwierdzeniem pakietu i użyje go jako karty przetargowej. Tylko, że przez lata nikt tym nie targował. To był pewnik. To poniekąd pokazuje, że Trump bardzo liczy się z pozycją Chin. Oczywiście oficjalna narracja jest taka, że Stany Zjednoczone swojego podejścia wobec Tajwanu nie zmieniają i mówili w tym tonie także Marco Rubio, czyli sekretarz stanu oraz Pete Hexet, czyli sekretarz wojny. Niemniej trudno nie uznać wcześniej cytowanych wypowiedzi Trumpa za sugestywne. Z czasem ewoluowało też nastawienie samych Chin do Tajwanu. Coraz więcej wskazuje, że długo tolerowany status quo przestaje im wystarczać. Według informacji wywiadowczych sprzed kilku lat, Sidzin Ping już w 2019 roku miał polecić swoim dowódcom wojskowym przygotowanie armii na potencjalne przejęcie Tajwanu siłą już w 2027 roku. Według informatorów chodziło nie tyle o datę inwazji, co o doprowadzenie wojsk do stanu gotowości. Później informacje podawane przez amerykański wywiad potwierdzały, że w tym oknie do chińskiego ataku na Tajwan nie dojdzie. Redakcja The Economist pisze, że teraz bardziej prawdopodobnym oknem jest to między 2028 a 2032 rokiem. Te daty są nieprzypadkowe. W 2028 roku odbędą się wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, co może oznaczać zmianę władzy na taką, która bardziej wstawi się za Tajwanem. Z kolei 2032 rok to koniec kolejnej kadencji Sidzinpinga, który będzie miał już wtedy 79 lat. Medium pisze, że si może być już wtedy zniecierpliwiony brakiem postępów w sprawie Tajwanu. Tym bardziej, że Tajwan na chwilę obecną ma rząd zwracający się w kierunku suwerenności i ogólnie pojętego Zachodu. Nieprzerwanie od 2016 roku wyspą kieruje Demokratyczna Partia Postępu. W 2016 roku wybory prezydenckie z jej ramienia wygrała C in Ven. O ta pani w 2020 została wybrana po raz drugi. Już ona nie przypadła do gustu Sidinpingowi, a szczególnie podpadła mu wraz z Amerykanami w 2022 roku, kiedy to z oficjalną wizytą dyplomatyczną przyjechała tam Nancy Pelosi, spikerka Izby Reprezentantów. Była to wizyta znamienna, bowiem oficjalne wizyty dyplomatyczne w teoretycznie nieuznawanym przez większość świata państwie nie są normą. Z kolei w 2024 roku wybory wygrał inny członek partii Leing T, którego zdaniem niektórych raportów Sidin Pink nie lubi nawet bardziej od poprzedniczki. Obecny prezydent Tajwanu przed objęciem urzędu nazwał się bowiem pragmatycznym pracownikiem na rzecz niepodległości Tajwanu. Państwo środka nie chce mu tego darować do dzisiaj. Ponadto LA jest także aktywniejszy na arenie międzynarodowej od swojej koleżanki z partii. Już udzielił sześciu wywiadów zagranicznym mediom, a jego poprzedniczka w analogicznym okresie udzieliła czterech. Im większe są więc niepodległościowe zapędy Tajwanu, tym silniejsza jest kontra ze strony rządu w Pekinie. Póki co jednak państwo środka wywiera na wyspę presję coraz większą i na coraz większej liczbie płaszczyzn. Wall St Journal opublikował niedawno artykuł, w którym pisał o tym, że obecność chińskiej marynarki wojennej wokół tajwańskich wód to już nie jest eksces, a tak naprawdę nowa normalność. Źródło pozyskało informacje od tajwańskich urzędników, dzięki czemu wiemy, że pod koniec maja rozkład chińskich statków wokół wyspy wyglądał tak. Jak widać na mapce, mamy tu nie tylko fregaty, ale także pełnoprawne niszczyciele, a tam na północy nawet statek wywiadowczy. cytowany w tekście ekspert, emerytowany oficer wywiadu US Navy Michael Dam, mówi wprost, że to zaciskanie pętli na Tajwanie. Mało tego, ta pętla nie jest zdejmowana nawet na chwilę, by wyspa mogła sobie odetchnąć. Okoliczne wody są całodobowo patrolowane przez kilka lub nawet kilkanaście mniejszych i większych okrętów. Każdy wypływa na misję na okres około dwóch tygodni i gdy spływa do portu, natychmiast zastępuje go następny. Chińczycy przeprowadzają też patrole, w ramach których napierają na granice morskie Tajwanu. Władze wyspy w ubiegłym roku odnotowały 40 takich incydentów, a w tym 15. Na każdą taką sytuację tajwańska marynarka odpowiada: "Wysyłana jest jednostka, która eskortuje chińskie statki aż do momentu, aż te opuszczą nieswoje wody". Chiny dobrze o tym wiedzą i robią to z premedytacją. Zdaniem fachowców w ten sposób chcą po prostu zamęczyć tajwańską marynarkę wojenną, która jest znacznie mniejsza od chińskiej, która to z kolei jest największą na świecie. Co więcej, oprócz marynarki wojennej prężnie działa także straż przybrzeżna Chin. Te statki nie tylko mają straszyć i sprawdzać gotowość tajwańskiej marynarki, ale także zbierać informacje. Bardzo dużo informacji. Już wcześniej w momencie wyświetlenia mapy ze statkami otaczającymi Tajwan zwróciłem uwagę, że znalazł się tam statek wywiadowczy. Jest ich w okolicy znacznie więcej. Te regularnie opływają tamtejsze wody, robiąc badania głębi i dna morskiego. Na przykład w dniach od 16 do 18 czerwca zaobserwowano pracę jednego z takich statków na wschód od Tajwanu. Oficjalnie prowadził on badania środowiska morskiego. Pobrane w tych badaniach dane mogą jednak zostać w praktyce użyte w nawigacji okrętów podwodnych i wykrywaniu. Już sama ta morska, nigdy nie znikająca, choćby na moment pętla może budzić niepokój. A do tego dochodzą jeszcze podobne działania z udziałem lotnictwa. Niemal codziennie chińskie samoloty testują Tajwan przelatując w okolicach linii Mediany Cieśniny Tajwańskiej. Bloomberg przygotował wykres pokazujący jak bardzo nagminne jest to działanie. Każdy słupek to średnia dzienna liczba takich naruszeń w danym miejscu. I tak na początku prezydentury LA takich incydentów potrafiło być 12 13 jednego dnia. Jak widać tego typu działania znacząco przybrały na sile po wyborze nowego prezydenta. Z końcówką ubiegłego roku Chiny nieco przystopowały, ale teraz znowu się rozkręcają i próbują przekraczać kolejne granice. Tu mówiłem bowiem o przekraczaniu linii Mediany Cieśniny, czyli obszaru znajdującego się poza bezpośrednim terytorium Tajwanu. Natomiast do naruszenia faktycznej przestrzeni powietrznej Tajwanu znajdującej się nad lądem także już doszło. Chiny próbowały tego pierwszy raz w styczniu tego roku. Na 4 minuty w tajwańską przestrzeń wtargnął dron o wymownej nazwie modelu Szybujący Smok. Leciał na pułapie około 18 km poza zasięgiem obrony przeciwlotniczej i zawrócił po ostrzeżeniu radiowym. Niby krótkie, drobne zdarzenie, ale zdaniem ekspertów kluczowe do dalszego nakładania presji. Dlaczego? Tak tłumaczy to Kicliao, ekspert do spraw Chin z think tanku Atlantic Council. Tu cytat: "Chiny znalazły kolejny czuły punkt. Mogą to powtarzać, by pokazać, że są w stanie bezkarnie wchodzić w przestrzeń powietrzną Tajwanu. I co zrobisz, jeśli zaczną latać coraz niżej? Jeśli zdecydujesz się zestrzelić drona, gdy znajdzie się on w zasięgu? Chiny mogą obciążyć winą Tajwan, bo wcześniej nic nie robił. A to wszystko to tylko dla Chin zwykła nudna codzienność. Te jednak potrafią naprawdę prężyć muskuły od święta, organizując wokół Tajwanu ćwiczenia bojowe. Szczególnym pokazem siły były te zorganizowane pod koniec grudnia pod kryptonimem Justice Mission. Co ciekawe, mówi się, że były nieoficjalną odpowiedzią Chin na ogłoszenie przez USA kolejnego pakietu zbrojeniowego, tego samego, który Trump później wstrzymał. Żeby pokazać skalę tych ćwiczeń, najpierw przypomnijmy sobie standardowe ustawienie chińskiej marynarki wojennej z ubiegłego miesiąca. Tak wyglądało. No to teraz patrzcie na to. Widać tu całe mnóstwo jednostek należących zarówno do chińskiej marynarki wojennej, jak i straży przybrzeżnej. Na niebiesko widzimy jeszcze bardzo aktywne w trakcie tej misji lotnictwo. Jak zaznaczono pomarańczowymi czworobokami, tuż przy granicy tajwańskich wód wystrzelono blisko 30 rakiet. No istna sieczka, a raczej na całe szczęście jej inscenizacja. Żeby tego było mało, podobne prowokacje nie dotyczą tylko samego Tajwanu. Chiny zaczynają testować także inne kraje regionu, które opowiadają się wyraźnie po stronie Amerykanów, a przede wszystkim te, które deklarują chęć ewentualnego wsparcia Tajwanu w hipotetycznej wojnie. Tak na przykład państwu środka podpadła Japonia. Tamtejsza premier Sanaeta Cici w listopadzie ubiegłego roku zasugerowała, że jej kraj wsparłby Tajwan w razie inwazji. Chińczycy uznali to za potwarz i odpowiedzieli na kilku płaszczyznach. Dyplomatycznie stanowczo potępili takie słowa, a gospodarczo mocno ograniczyli eksport metali ziemadkich, które są niezbędne w przemyśle wysokich technologii. Japonia jest drugim po Chinach największym producentem magnesów wytwarzanych właśnie z tych surowców, ale była zależna od chińskich dostaw. W ostatnich miesiącach musiała znacząco zmienić łańcuchy dostaw, by surowce dalej do niej trafiały, a to oczywiście generuje różne trudności z dodatkowymi kosztami na czele. W kwietniu tego roku Japonia została też przetestowana na morzu. Państwo środka wysłało niszczyciela, który miał przepłynąć przez kanał Jokoate znajdujący się między japońską wyspą Amami Oshima, a niezamieszkałą wyspą wulkaniczną Jokoate. Trasa obrana przez chiński statek miała być nietypowa, dużo bliższa japońskiego lądu od standardowej, którą pokonują inne jednostki przepływające w tamtym regionie. Eksperci zauważają, że nie tylko samo działanie było nieprzypadkowe, ale jego timing również. Do zdarzenia doszło tuż po rozpoczęciu gigantycznych ćwiczeń bojowych o kryptonimie Balikatan. Te przeważnie przeprowadzane są przez USA oraz Filipiny z udziałem pojedynczych jednostek z innych krajów, takich jak Kanada, Australia czy Francja. W tym roku na poważnie włączyła się do nich Japonia, co Chiny też mogły odebrać jako eskalację napięć. A jak już przy Filipinach jesteśmy, to one, jak można się już domyślić, zmagają się z podobnym problemem. Niewykluczone, że nawet większym, bo tu jest mowa o potencjalnym zaanektowaniu przestrzeni przez Chiny. Państwo środka ostatnio wykazuje wzmożoną aktywność wokół płycizny z Carborą. To duży atol na Morzu Południowo-chińskim, świetnie nadający się na przykład do stworzenia sztucznej wyspy pod cele wojskowe. Jak pisze redakcja Financial Times, miejsce to stało się jednym z najniebezpieczniejszych punktów zapalnych w regionie IndoPacyfiku. Źródło rozmawiało nawet z sekretarzem obrony Filipin Gilbertem Teodoro, który wprost przyznał, że poziom zaniepokojenia jest teraz znacząco wyższy niż wcześniej. Do podobnego procederu dochodzi w innej części Morza Południowo-Chińskiego, dokładnie w okolicy paraceli, które są wyspami o spornym statusie między Chinami a Wietnamem. Państwo środka prowadzi prężną budowę bazy wojskowej na atolu Antelo Prif. Stworzona tam baza, zdaniem fachowców również byłaby bardzo pomocna przy ewentualnym przejęciu Tajwanu. Taka morska presja na Tajwanie i sojusznikach to tylko jeden rodzaj presji, jaką Chiny stosują. Jak wspomniałem, w przypadku Japonii mowa jeszcze o tej handlowej, a od jakiegoś czasu Tajwan szczególnie odczuwa tą dyplomatyczną. Chiny starają się umniejszyć jego rolę w polityce międzynarodowej, a nawet w kontaktach ze światem. Wcześniej mówiłem o tym, jak chętnie nowy prezydent wyspy udziela wywiadów zagranicznym mediom. Państwo środka tego nie znosi i surowo traktuje dziennikarzy, którzy te wywiady przeprowadzają. Vivian Wang z New York Times została z Chin wydalona za przeprowadzenie wywiadu z LA. Redakcje francuskiego AFP i japońskiego Nickej zostały wręcz odcięte od dostępu do chińskich dyplomatów po tym, jak przeprowadziły wywiady z prezydentem Tajwanu. A sankcje i zakazy wjazdu dostają też politycy. Na przykład wcześniej cytowany sekretarz obrony Filipin Gilbert Teodoro. Oficjalnym powodem jego kary są niestosowne komentarze wobec Chin. Podobne działania Państwo Środka stosuje wobec polityków innych krajów, którzy wizytują Tajwan niczym suwerenne państwo. Bloomberg przygotował wręcz wykres sankcji, na którym pokazano jak dużo i na kogo je nałożono. Jak widać po 2025 roku słupki są wyższe i gęstsze, co oznacza, że od tamtego momentu Chiny zwiększyły swoją presję dyplomatyczną na tej płaszczyźnie. Niedawno oberwali za to nawet czescy politycy. Żeby tego było mało, Chiny wywierają presję polityczną na Tajwan jeszcze jednym kanałem, tym wewnętrznym. Jak mówiłem wcześniej, od lat Tajwanem rządzi partia klasyfikowana przez rząd państwa środka jako separatystyczna. W związku z tym Siedzinping i jego ludzie starają się pogłębić relacje z tamtejszą opozycją, której najbliżej do zjednoczenia wyspy z kontynentem. Mowa o partii KMT. W kwietniu tego roku Sidinping spotkał się z jej przewodniczącą Chenk Lewun. Było to pierwsze takie spotkanie od 10 lat. Ta miała nawet wystosować zaproszenie zwrotne, by Siinping odwiedził Tajwan, gdy tylko pojawi się taka możliwość. Mówi się, że kobieta będzie głównym kandydatem partii w wyborach prezydenckich w 2028 roku. Może mieć większe szanse niż jej poprzednicy, bo raport Brookings wskazuje na to, że Tajwańczycy w wieku do lat 30 mają mniejsze zapędy proniepodległościowe od starszych obywateli. Zresztą opozycyjna KMT już odnosi pierwsze sukcesy, bo skutecznie zablokowała wysoki budżet obronny proponowany przez rząd DP. Ostatecznie zatwierdzono ten niższy. Ze wsparciem Chin sprawczość i poparcie tej partii w kolejnych latach mogą rosnąć. Na koniec warto zadać sobie pytanie, jak sytuacja może się rozwinąć lub wręcz rozwiązać. Według raportu wywiadu USA z marca tego roku scenariuszem, który ma w najbliższym czasie się rozwijać jest ten, który już oglądamy, czyli zwiększanie presji przez Chiny i wykorzystywanie szarej strefy do takich działań. możemy spodziewać się większej ilości sankcji, jeszcze większej ilości wtargnięć na wody i przestrzeń powietrzną Tajwanu i silniejszego poparcia dla partii opozycyjnych utożsamiających się z państwem środka. Innym prawdopodobnym scenariuszem, o którym czytamy w raportach f tanków Brookings oraz Rant, jest ten zakładający tak zwany wielki targ. Co to oznacza? Stany Zjednoczone miałyby zachować ekonomiczne korzyści wynikające z relacji z wyspą, jednocześnie ograniczając wsparcie wojskowe. W zamian za to Pekin miałby obiecać, że powściągnie się od siłowego przejęcia Tajwanu. Biorąc pod uwagę fakt, że Donald Trump wprost mówił o wykorzystaniu pakietu zbrojeniowego jako karty przetargowej, można odnieść wrażenie, że w najbliższym czasie faktycznie będziemy świadkami wielkiego targowania. Pytanie tylko na jakiej cenie się zakończy. No i kto tak naprawdę ją zapłaci? Jeśli ten materiał przypadł ci do gustu, to zostaw łapkę w górę. Do usłyszenia.

Przewijanie do góry