Rynkowy alert: geopolityka, decyzja FED i rotacja kapitału
W materiale omawiane są spotkanie Trumpa z Zełeńskim i Netanjahu, sytuacja w konflikcie USA‑Iran oraz wojna na Ukrainie oraz nadchodząca decyzja Rezerwy Federalnej dotycząca stóp procentowych.
Analizuje się wpływ tych czynników na zmienność indeksów giełdowych (Dow Jones, S&P 500, NASDAQ) oraz rotację kapitału ze sektora technologicznego do bardziej defensywnych branż. Przedstawiono także wyniki kwartalne wybranych spółek półprzewodnikowych oraz ich wpływ na notowania.
- Spotkanie Trump–Zełenski–Netanjahu: bezpieczeństwo, pomoc wojskowa, perspektywy negocjacji z Iranem.
- Wojna USA‑Iran: zużycie amunicji, możliwe eskalacje, stan rozmów pokojowych.
- Sytuacja na Ukrainie: produkcja rakiet Patriot, nowe sankcje wobec Rosji.
- Decyzja FED: prawdopodobieństwo podwyżki stóp i wpływ na kurs dolara oraz akcje.
- Rotacja kapitału: przesunięcie inwestycji z technologii do innych sektorów i skutki dla głównych indeksów.
Materiał zawiera lokowanie marki Maclear oraz przypomnienie o ryzyku inwestycyjnym. Zapraszamy do subskrypcji newslettera FXMAG i śledzenia kolejnych analiz.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Wołodymir Zełeński i Beniamin Netaniahuchu przylatują do Waszyngtonu tego samego dnia i to w momencie, gdy zarówno wojna na Bliskim Wschodzie, jak i ta na Ukrainie trwają w najlepsze. Dlaczego panowie odwiedzili Donalda Trumpa w tym samym czasie? O czym dokładnie rozmawiali i co ustalili? W dzisiejszym rynkowym alercie dokładnie sobie to omówimy. Porozmawiamy też o nadchodzącej wielkimi krokami decyzji, która na ten moment jest historycznie niejednoznaczna. Przeważnie inwestorzy świetnie czytają między wierszami, ale tym razem rezerwa federalna na ba grała tak bardzo, że nawet rynek nie jest w stanie się rozczytać. W efekcie mamy sytuację, której nie widziano od lat. Dlaczego i co to dokładnie za decyzja? O tym również sobie opowiemy. Kilka słów poświęcimy również rynkowi akcji, który znów przeżywa niemałe wahania. To, co jeszcze do niedawna było motorem napędowym całej giełdy, zaczyna poważnie szwankować. Wygląda to trochę tak, jakby ktoś przy dużych obrotach zamiast piątki zrzucił na jedynkę. Co wobec tego tam się wyprawia? Spraw do omówienia jest co najmniej kilka, a każda ważniejsza od poprzedniej. Nie ma więc czasu do stracenia. Bierzemy się za konkrety. Zapraszam na najświeższy rynkowy alert. Cenisz przejrzystość w finansach? Crowdlanding ze szwajcarską platformą MCLIAR to prosty mechanizm. Finansujesz pożyczki dla europejskich firm i co miesiąc zarabiasz na odsetkach. Na stronie widzisz pełne statystyki spłat i wyniki projektów w czasie rzeczywistym. Bezpieczeństwo kapitału wspiera szwajcarski scoring oraz zabezpieczenie pożyczek nieruchomościami lub innymi aktywami. Sprawdzaj fakty, a nie wiesz tylko w marketing. Kliknij link w opisie i odbierz 3% cashback przez pierwsze 90 dni. Ja nazywam się Michał Fitz. Z stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby ominęły cię rzeczy ważne dla twoich finansów, to koniecznie dołącz do ogrona ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. A jeżeli szukasz wartościowych analiz, to zapraszam do zapisywania się na nasz FX Magowy inwestycyjny newsletter. Link znajdziesz w opisie. Wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem, która według pierwotnych zapowiedzi Donalda Trumpa miała potrwać cztery, no góra 6 tygodni, przed dwoma dniami weszła w 22 tydzień. O podpisanym półtora miesiąca temu memorandum, które miało stanowić ramy wkrótce dogadanej umowy pokojowej, nikt już tak naprawdę nie pamięta. Jeszcze w ubiegłym tygodniu obydwie strony wymieniały się nawzajem atakami rakietowymi. Ba, w piątek Donald Trump w rozmowie z Asios wręcz zapowiadał jeszcze bardziej wzmożone masowe ataki. Do tych niespodzianka ostatecznie jednak nie doszło. Prezydent USA zdążył nas już w trakcie tego konfliktu przyzwyczaić do swojego modu z operandi. Te najpotężniejsze z gróźb w większości przypadków kończyły się na niczym. I tak też było tym razem. Wekend rozpoczęło się kolejne wygaszenie konfliktu, które skończyło się tak naprawdę przed chwilą. W jaki sposób? Zaraz do tego dojdę. Zapożyczając nieco nomenklaturę ze świata sportu, można byłoby wręcz stwierdzić, że mamy do czynienia z wojną interwałową. Obie strony przez jakiś czas w ogóle się nie oszczędzają, by potem przez pewien okres nieco sobie odpuścić i tak co kilka tygodni. Tym razem jednak decyzja o wstrzymaniu się z kolejnymi nalotami miała nie wynikać z chytrego planu prezydenta USA, a z istotnych wskazówek, które otrzymał. Na jednym z zamkniętych spotkań główny generał amerykańskiej armii Dan Kane miał ostrzec Trumpa przed wyczerpującymi się zapasami amunicji, szczególnie rakiet przechwytujących Patriot i innych systemów obrony przeciwpowietrznej. O tym, że amunicja kończy się Amerykanom eksperci trąbili już na początku kwietnia. Wówczas wyliczano, że jeżeli tempo nalotów się utrzyma, to niektórych modeli, w tym właśnie patriotów, zabraknie w kilka tygodni. Później jednak przyszło wyczekiwane zawieszenie broni, które pozwoliło Amerykanom na przeładowanie amunicji. Ostatnia fala ataków znów jednak uszczupliła zasoby. O tym, że to właśnie ta kwestia zaważyła na wycofaniu się z tych zapowiadanych masowych ataków informował New York Times. Sam prezydent jednak temu zaprzeczał. W poniedziałek na pokładzie Air Force One w rozmowie z dziennikarzami mówił, że mamy mnóstwo amunicji różnego rodzaju, wręcz więcej niż jesteśmy w stanie zużyć. W tej samej wypowiedzi stwierdził, że ewentualne luki mogłyby wynikać z tego, że Joe Biden oddał mnóstwo Ukrainie, ale jego administracja nadrabia te braki. O tym, że zasoby amerykańskiej amunicji są wręcz bezdenne, Trump mówił już w ostatnich miesiącach kilkakrotnie. Pomimo takich zapewnień ataki i tak były wstrzymywane. Inni amerykańscy dyplomaci podawali też odmienne przyczyny wstrzymania ognia. Na przykład Mike Walz. Swoją drogą to gość, który rozpoczynał drugą kadencję Donalda Trumpa w jego administracji, ale szybko został z niej eksmitowany i dziś jest ambasadorem USA przy ONZ. Ten sam Wal mówił, że prezydent zrezygnował z kolejnych nalotów, by dać przeciwnikom przestrzeń na negocjacje. Te, jak wynika ze słów strony amerykańskiej, miały zostać wznowione. W tej samej rozmowie z dziennikarzami, której fragment przed chwilką pokazywałem, Trump mówił, że gdyby nie tak potężne ataki z ostatnich tygodni, Iran nie chciałby negocjować. A rzekomo chce, gdyż swoje intencje miał przekazać zarówno bezpośrednio do Amerykanów, jak i przez mediatorów. Mało tego, zdaniem Trumpa Iran jest na tyle skory do rozmów, że istnieje szansa na dogadanie porozumienia już w najbliższych dniach. Nie starczyłoby mi palców, łącznie z tymi u nóg, gdybym chciał policzyć na nich, ile już podobnych wypowiedzi zwiastujących rychłe porozumienie padało z ust prezydenta USA od marca. Poza tym to tylko wersja Amerykanów. Iran twierdzi, że żadnych rozmów z nimi nie prowadzi i kontaktuje się co najwyżej z mediatorami, konkretnie Katarczykami i Pakistańczykami. Jedynym krajem, z którym Iran negocjuje bezpośrednio jest Oman. Strony mają dogadywać się, w jaki sposób zarządzać tranzytem przez cieśninę Ormus. Swobodny przepływ przez nią wciąż jest niemożliwy, a na domiar złego ormus nie jest już jedyną cieśniną, przez którą nie można całkowicie bezpiecznie przepłynąć. Od kilkunastu dni pod potężnym znakiem zapytania stoi także tranzyt przez cieśninę Bab Almandab, tą znajdującą się po drugiej stronie półwyspu arabskiego. Tam ataki na statki przeprowadzają Huti. Bojówka wspierana przez irański reżim. Cieśnina ta już wcześniej była istotnym węzłem handlowym, ale po blokadzie Ormus stała się jeszcze istotniejsza. Arabia Saudyjska zaczęła bowiem przepompowywać swoją ropę rurociągiem ze wschodu kraju na zachód, gdy jej eksport przez cieślinę Ormus stał się niemożliwy. Jak widać na tej mapce opublikowanej na łamach The Economist, ropa musiała przepłynąć wszeż calutki kraj, głównie tereny pustynne, by dotrzeć do portu przemysłowego Janbu. Dzięki temu działaniu Saudyjczykom udało się przywrócić znaczną część eksportu ropy. Ta w świat wypływała właśnie z Morza Czerwonego, którego bramą jest Bab Almandab. Na tej samej mapce kolorem pomarańczowym zaznaczono też obszar, na którym operują Huti. Ci jak widać mają świetne miejsce, by uprzykrzać przepływ przez Bapal Mandap. Ale tamten front nie ogranicza się tylko do ostrzeliwania tankowców. Z biegiem dni akcja niestety się tam rozkręciła. Teraz jest już mowa nie tylko o atakach na statki i infrastrukturę militarną, ale również te energetyczną. Saudyjczycy zaatakowali bazy hutich w zeszły piątek, więc ci odpowiedzieli nalotami na infrastrukturę naftową w okolicach Janbu. Zdjęcia satelitarne pozyskane przez agencję Reuters pokazują ewidentne chmury dymu w okolicach tych miejsc, choć oficjalnie Arabia Saudyjska nie poinformowała o zniszczeniach. Z eskalacji na tamtym froncie najmniej zadowoleni mogą być Chińczycy. Dlaczego akurat oni? To bowiem państwo środka jest największym kupcem eksportowanej sportu Janbu ropy. Jak pokazują dane zagregowane przez Bloomberga w maju Chiny sprowadzały tym szlakiem aż 774 000 baryłek dziennie. Drugim największym kupcem byli Koreańczycy, a trzecim Japończycy. Doniesienia, że Irańczycy nie są zainteresowani rozmowami potwierdziły się minionej nocy, dosłownie kilkanaście godzin temu. Tamtejsza armia przeprowadziła nieoczekiwane ataki rakietowe na amerykańskie placówki w Jordanii. Jak podało dowództwo amerykańskich sił zbrojnych, wszystkie pociski udało się przechwycić. Ni mniej, jak zauważają media takie jak Wall Street Journal, to eskalacja, której USA nie będą mogły puścić płazem i prawdopodobnie na nią odpowiedzą. A to po raz kolejny oddali pokój. Końca wojny na Bliskim Wschodzie więc nie widać i niewykluczone, że nawet bliżej finiszu jest ta trwająca na Ukrainie. Obydwa konflikty były tematami wtorkowych rozmów w białym Domu. Donald Trump bowiem tego samego dnia gościł w swoich skromnych progach zarówno Wołodymira Zełeńskiego, jak i Beniamina Netaniachu. Warto jednak podkreślić, że były to dwa oddzielne spotkania, a nie jakiś wojenny networking. Co się wobec tego stało, że obaj panowie przylecieli wczoraj do Waszyngtonu? Mieli ku temu szlachetny powód. W stolicy Stanów Zjednoczonych odbywały się bowiem uroczystości pożegnalne Linseja Grahama. republikańskiego senatora, który kilkanaście dni temu nagle zmarł. Za oficjalną przyczynę zgonu uznano rozwarstwienie aorty. Mimo to w sieci krąży mnóstwo teorii spiskowych dotyczących okoliczności śmierci senatora, które podsyca fakt, że ten jeszcze dzień przed tragedią był w delegacji na Ukrainie. Był bowiem wielkim sojusznikiem zarówno Ukrainy, jak i Izraela. Dlatego też głowy obydwu państw przyjechały złożyć mu hołd. Niemniej nikt nie omieszkał skorzystać z okazji, by omówić kwestie dotyczące walk na froncie. Co wiemy o ustaleniach? Najpierw na tapet weźmy spotkanie z Zełeńskim, bo to ono Trump miał w swoim harmonogramie wpisane jako pierwsze. Prezydent naszych wschodnich sąsiadów już jakiś czas temu w wywiadzie dla Financial Times mówił, że prezydent USA coraz przychylniej patrzy na Ukrainę, bo chce się trzymać ze zwycięzcami, a ostatnio to właśnie Ukrainie lepiej idzie na froncie. Te poprawę relacji miało być widać także na spotkaniu w Waszyngtonie. Pamiętamy jak nerwowe potrafiły być spotkania obu panów. A tymczasem to wtorkowe kwitowano samymi uśmiechami. Poza pozytywnymi fotkami prezydent Ukrainy po spotkaniu podzielił się też kilkoma wnioskami z rozmowy. Podobnie jak na niedawnym szczycie NATO w Ankarze również i teraz dopraszał się o wydanie licencji Ukrainie na produkcję rakiet Patriot. W dzisiejszym materiale już wspominaliśmy o tym, że zaczyna ich brakować na Bliskim Wschodzie, a przecież bardzo potrzebuje ich także Ukraina. Ukraińcy nie chcą już tylko przyjmować ich od europejskich sojuszników. Chcą je sami produkować. Trump miał nawet obiecać Zełęskiemu, że te kwestie uda się dopiąć. Eksperci cytowani przez Reuters uspokajają jednak, że nawet jeśli licencja zostanie wydana sprawnie, to produkcja rakiet Patriot na Ukrainie rozpocznie się najwcześniej za rok. Co więcej, nie jest to jedyny sukces dyplomatyczny Zełeńskiego, który udało się ugrać w Waszyngtonie. Ten lobbował też u senatorów za przegłosowaniem nowego pakietu sankcji na Rosję, który głównie dotyczy handlu ropą i gazem. Prezydent Ukrainy podkreślał, że wielkim entuzjastą tego pomysłu był świętej pamięci Lindcy Graham. Jak się okazało dziś w nocy przekonywał amerykańskich polityków na tyle skutecznie, że ci wyraźną większością przegłosowali wprowadzenie sankcji. Głosowanie zakończyło się wynikiem 86 do12. Później przyszła kolej na spotkanie z Beniaminem Netanyahu. Dzień wcześniej New York Post publikował niepotwierdzone przez stronę izraelską informacje dotyczące agendy tej rozmowy. Według źródła premier Izraela miał przyjechać z informacjami wywiadowczymi, które potwierdzałyby, że Iran kontynuuje pracę nad budową broni nuklearnej w podziemnej placówce pod tak zwanym wzgórzem kilofów i że tak naprawdę wcale nie chce dogadywać się z Amerykanami. Ile w tym prawdy? Oczywiście nie sposób ocenić. Nie jest jednak tajemnicą, że Izrael, a przynajmniej część jego klasy rządzącej, nie chce, by Stany Zjednoczone dogadały pokój z Iranem. W podcaście u Jo Rogana niedawno mówił o tym sam wiceprezydent J. De Van. Tu cytat. Jestem przekonany bez cienia wątpliwości, że wewnątrz izraelskiego rządu są osoby, które chcą nas oddalić od tej polityki, bo chcą by konflikt był kontynuowany. A o czym ostatecznie rozmawiali Trump i Netaniachu? z wideo, które premier Izraela opublikował na Instagramie tuż po spotkaniu, z wideo, które premier Izraela opublikował na Instagramie tuż po spotkaniu, dowiadujemy się, że liderzy państw utwierdzili się we wspólnych celach, szczególnie w tym, że Iran nie może posiadać broni jądrowej. Padły też standardowe kurtuazje mówiące o tym, że spotkanie było udane oraz produktywne. Podobnie skomentowała je strona amerykańska za pośrednictwem rzeczniczki administracji Caroline Levit. W ostatnich dniach sporo działo się także na giełdzie. Obserwowaliśmy nietypowe zachowanie głównych indeksów. Trzy główne, czyli Dow Jones, S&P 500 i NASDAQ Composite, nie szły bowiem w tym samym kierunku. Najbardziej zyskiwał pierwszy z nich, drugi bardzo skromnie wzrastał, a trzeci spadał. Dlaczego? To efekt rotacji kapitału ze spółek technologicznych do innych sektorów, na czym najbardziej zyskiwał właśnie indeks Dow Jones. Naszpikowany technologią Nazdak tracił głównie ze względu na pogłębiającą się korektę w sektorze półprzewodników. Tak naprawdę wszystkie czołowe spółki z tej części rynku akcji wyraźnie traciły. Akcje Mikrona w dni potaniały o 11%, Intela o niecałe 7%, a SanDisku o aż 23%. To samo zjawisko dotknęło też koreańskich gigantów z tego sektora, czyli Samsunga i SKX. Ich akcje taniały w tym czasie o kolejno 20% i 25%. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka, w tym rozwój chińskiego sektora półprzewodników i działania Nvidi dające znamiona sztucznego pompowania rynku. Nie będę ich tutaj szczegółowo omawiał, bo świetne opracowanie na temat całego sektora przygotował mój redakcyjny kolega Przemysław Tabor. Zachęcam do nadrobienia jego filmu. Omówię natomiast to, o czym Przemysław nie miał możliwości wspomnieć, bo wydarzyło się to już po publikacji filmu. Chodzi tu o wyniki kwartalne, które SKCH Hynik opublikował dziś w nocy. One również przyczyniły się do spadku notowań spółki, której akcje w trakcie tylko ostatniej sesji potaniały o 11%. Co więc wykazano w raporcie? Spółka w ostatnim kwartale zaksięgowała nieco ponad 79 bilionów łonów przychodu. To wzrost o aż uwaga 257% w ujęciu rocznym. Zysk operacyjny wyniósł za to 60,5 biliona łonów, co jest wynikiem jeszcze lepszym w ujęciu rocznym, bo mówimy o wzroście rzędu 557%. Firma potwierdziła też, że ruszyła z masową produkcją chipów pamięci HBM4. Ogłoszono również podpisanie wieloletnich umów z około 10 klientami. Tak przedstawiony raport wygląda wręcz fenomenalnie, a jednak kurs runął. Dlaczego? Otóż spółka w ostatnich miesiącach przed korektą notowała tak dynamiczny wzrost, że oczekiwania rynku były bardzo wygórowane i nie zostawiały miejsca nawet na minimalny margines błędu. Choć przychody i zysk operacyjny były znacznie wyższe od zeszłorocznych, konsensus analityków przewidywał, że będą o kilka bilionów łonów wyższe. Spółka nie doskoczyła więc do tak wysoko postawionej poprzeczki. Ponadto analitycy zwracają uwagę na fakt, że inwestorów mogły zmartwić te wieloletnie umowy. Dlaczego skoro przecież de facto zaklepują wielu klientów na lata? A no dlatego, że jednocześnie ograniczają możliwość sprzedaży chipów po największych cenach spotowych, czyli tych obecnych. Innymi słowy, spółka postawiła na stabilność kosztem wyciskania maksymalnego przychodu z obecnie rosnących cen pamięci. Wszystko to działo się wczoraj, a jeszcze kilka szalenie istotnych wydarzeń w Stanach Zjednoczonych będzie miało miejsce dzisiaj. Pierwsze z nich dokładnie o 20:00 czasu polskiego. Rezerwa federalna podejmie decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych. Jeszcze całkiem niedawno to zebranie decydentów nie wzbudzałoby zbyt dużych emocji. Rynek co prawda wyceniał jedną podwyżkę stóp procentowych w tym roku, ale raczej spodziewano się jej najwcześniej we wrześniu. Tymczasem okazuje się, że może mieć ona miejsce już dzisiaj. Tak przynajmniej twierdzi Frank Flight z Citadel Security spełniący funkcję dyrektora do spraw strategii makro. Jego wczorajsza nota błyskawicznie rozprzestrzeniła się po sieci, będąc sygnałem dla inwestorów, że coś faktycznie może być na rzeczy. W efekcie, jak zauważa analityk Adam Kobeisi, w dniu decyzji inwestorzy dają około 30% szans na podwyżkę i 70% szans na to, że stopy pozostaną na niezmienionym poziomie. Wydawać by się mogło, że to zwykłe wyliczenie prawdopodobieństwa, ale w przypadku polityki monetarnej mamy do czynienia z sytuacją niemal bezprecedensową. Przez ostatnie lata w przypadku niemal każdej decyzji konsensus analityków co do niej w dniu jej podjęcia wynosił blisko 99%. Innymi słowy, na kilka godzin przed jej ogłoszeniem rynek praktycznie zawsze był pewien, co usłyszy, a dzisiaj jest wyraźnie podzielony. Jeśli faktycznie decyzja o podwyżce zostałaby podjęta, możemy spodziewać się wyraźnych zmian na kursie dolara, również USDPLN. Mało tego, na decyzji Fed nie koniec, jeśli chodzi o przełomowe dla rynku informacje. Kilka godzin po decyzji amerykańskiego banku centralnego opublikowane zostaną wyniki finansowe gigantów, konkretnie METY i Microsoftu. Kolejnego dnia swoimi raportami pochwalą się Apple oraz Amazon. Najbliższe sesje będą więc dla inwestorów szczególnie emocjonujące. Na początku tego tygodnia wypłynął jeszcze jeden ciekawy wątek, o którym warto wspomnieć. The Times opublikował informacje mówiące o tym, że FIFA, a tak naprawdę to jej prezydent, czyli Gian Infantino, chce sprzedać mniejszościowe udziały w mistrzostwach świata prywatnym inwestorom. W ten sposób chce pozyskać dziesiątki miliardów dolarów na rozwój organizacji. Transakcja miałaby się odbyć dzięki stworzeniu spółki córki, tak by sama FIFA niczego nie sprzedawała. Choć w świetle prawa jest to wykonalne, a sama FIFA już zdążyła potwierdzić, że ma taki pomysł, to w świecie futbolu nie ma na to zgody. I to delikatnie mówiąc. Oburzyli się niemal wszyscy niezwiązani z federacją, a oficjalne potępiające stanowisko w tej sprawie wystosowała także UEFA oraz na przykład nowy premier Wielkiej Brytanii Andy Barnam. Jeżeli chcesz, żebyśmy jako FX Mac bliżej przyjrzeli się całemu pomysłowi i wzięli go pod lupę pod kątem szczegółów samej transakcji oraz jej potencjalnych konsekwencji, to daj znać w komentarzu. A jeśli ten odcinek przypadł ci do gustu, to zostaw łapkę w górę. Do usłyszenia.








