Ceny żywności NAJWYŻSZE od 3 lat. Sprawdzamy, czy naprawdę jest DROGO [Analiza cen pszenicy i kawy]

Ceny żywności – czy naprawdę jest drogo?

W materiale analizujemy najnowsze zmiany na rynku podstawowych produktów spożywczych: pszenicy, kawy, olejów roślinnych, cukru oraz kakao. Dzięki danym USDA, JP Morgan i ekspertów pokazujemy, jak czynniki pogodowe, geopolityczne oraz zmiany w strukturze popytu wpływają na notowania tych surowców.

  • Pszenica – wzrost o ok. 30% względem ostatniego dołka, ale wciąż poniżej poziomów z 2022 r.
  • Kawa – krótkoterminowy wzrost 32% po czerwcu, przy jednoczesnym spadku perspektyw podażowych.
  • Olej sojowy – ponad 40% wzrost od początku roku napędzany regulacjami dotyczącymi biopaliw.
  • Cukier – modestny wzrost, nadal znacznie poniżej szczytu z 2023 r.
  • Kakao – potencjalny wzrost z powodu powracającego El Niño i cyklu owocowania.

Eksperci podkreślają, że prognozy są niepewne ze względu na wiele niewiadomych: konflikt na Bliskim Wschodzie, susze, zmiany w polityce paliwowej oraz naturalne cykle upraw. Materiał dostarcza obiektywnego spojrzenia, pomagając zrozumieć, czy obecne podwyżki są chwilowym zjawiskiem czy zapowiedzią długoterminowego trendu.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

W ostatnim czasie w oczy mogły rzucić ci się nagłówki wręcz krzyczące o tym, że ceny żywności rosną i są najwyższe od lat. I nie chodzi tylko o jeden rodzaj żywności, ale tak naprawdę o większość produktów, które uprawia się w polu. Mam na myśli na przykład takie nagłówki publikowane nawet na łamach renomowanego i uznanego Bloomberga czy takie, a nie brakowało ich również w polskich mediach. Nie oszukujmy się, jeśli jesteśmy bombardowani takimi nagłówkami praktycznie na każdej stronie, którą przeglądamy, w pewnym momencie mogą pojawić się obawy, czy zaraz nie będzie problemu z tym, co włożyć do gara. Mnożą się pytania, o ile jest drożej, co dokładnie podrożało, kiedy stanieje? No i właśnie po to, drogi widzu, przygotowałem dzisiejszy materiał, żeby na te wszystkie trudne pytania odpowiedzieć i rozjaśnić ci całą kwestię drożejącej żywności. Okazuje się bowiem, że sytuacja jest zdecydowanie bardziej zniuansowana i wcale nie tak przerażająca, jak malują ją same nagłówki. Jeśli więc chcesz być pewny, na czym stoicie ty, twój portfel i twoja spiżarnia, to poświęć mi najbliższe kilkanaście minut, a wszystko ci wyjaśnię. Zapraszam na film. Partnerem odcinka jest Dom Maklerski XTB, gdzie możesz handlować bez prowizji do 100 000 € miesięcznego obrotu i gdzie założysz konto IKE i XE. A jak zrobisz to z kodem rabatowym FX Mac, to odbierzesz jeszcze dodatkowe szkolenie. Jeżeli nie masz tam jeszcze konta klikaj w link w opisie. Partnerem nagrania jest Investing, z którego narzędzi AI pomocnych w inwestowaniu sami korzystamy. W sierpniu możesz skorzystać z letniej mega promocji, aż 55% zniżki oraz dodatkowe 15% jeżeli zakupu dokonasz przez nasz link. To idealny czas na przetestowanie tych rozwiązań, oczywiście z 70% rabatem. Ja nazywam się Michał Fit, a ty oglądasz FX Mac, kanał, na którym tłumaczymy świat finansów już od 2016 roku. Jeśli chcesz być na bieżąco ze sprawdzonymi informacjami, które dotyczą twojego portfela, to nie zapomnij zostawić suba. Pszenica to jeden z absolutnie podstawowych produktów spożywczych w Europie w różnej formie. Większość z nas spożywa ją tak naprawdę codziennie. Wzrost jej cen dotyczy więc niemal każdego z nas. A tak się składa, że ten wzrost jest niemały. Obecnie ceny pszenicy są około 30% wyższe niż w jesiennym dołku. A to jak widać po wykresie, i tak wartość uwzględniająca korektę z ostatnich tygodni, bo gdybym opowiadał o tym kilka tygodni temu, mógłbym mówić o wzroście rzędu 40%. Dziś za buszel pszenicy, bo w takich jednostkach podaje się jej cenę na rynku hurtowym, wynosi około 6$ i 40 centów. W październiku ubiegłego roku mogliśmy mówić o blisko pięcioletnim minimum cenowym w okolicach 5 $arów za busel. Wzrost jest spory, ale jeśli spojrzymy sobie na szerszy obrazek, zorientujemy się, że te ceny wciąż są dosyć niskie w porównaniu z tym, czego świadkami byliśmy jakieś 4 lata temu. W marcu 2022 roku, tuż po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, cena pszenicy wystrzeliła, oscylując w pewnym momencie wokół 14 $arów za buszel. Na tym wykresie dobrze widać jak skromnie wygląda wzrost z ostatnich miesięcy w porównaniu z tym z czym rynek mierzył się te 4 lata temu. Jak widać wówczas cena za buszel pszenicy była ponad dwukrotnie wyższa niż teraz. Warto pamiętać o tej perspektywie natrafiając na nagłówki o szalejących cenach pszenicy. Skąd te cenowe zmiany w ostatnim czasie? Tu przyczyn jest kilka. A jedną z nich jest ta sama, która tak wywindowała ceny pszenicy przed paroma laty. Ukraina i Rosja to jedni z głównych światowych producentów pszenicy. Według danych USDA Rosja jest trzecim największym producentem pszenicy na świecie, a Ukraina dziewiątym. Oba te kraje odpowiadają za około 32% światowego handlu pszenicą. Gdy więc pojawiają się jakieś komplikacje ich dotyczące, siłą rzeczy odbija się to na cenach rynkowych tego zboża. Stąd ogromny szok cenowy tuż po wybuchu wojny. Z czasem dostawcy dostosowali się do wojennych warunków, ale latem tego roku pojawiły się dodatkowe kłopoty i to one są współodpowiedzialne za wzrost cen. Rosyjskie ataki rakietowe na ukraińskie porty sparaliżowały tamtejszy eksport. Dodatkowo ukraińskie ataki dronowe na jednostki na Morzu Azowskim praktycznie zatrzymały żeglugę przez cieśninę Kerczeńską, a uderzenia w rosyjskie porty Noworosyjsk i taman podniosły koszty frachtu i ubezpieczeń. Efekt łączne wysyłki z Morza czarnego pod koniec lipca były o ponad 40% niższe niż rok wcześniej. Co gorsza, szlaki handlowe przebiegające przez Morze czarne nie za bardzo mają alternatywy, a jeśli już, to mało wydajne i kosztowne. Ukraina jest w stanie wozić ziarno barkami przez Dunaj do rumuńskich portów, ale to rozwiązanie jest droższe i powolne. Nie da się bowiem w ten sposób transportować dużych ilości pszenicy. Rosja nie musi wspomagać się partnerami, bo ma jeszcze swoje porty przy Bałtyku, ale uprawy pszenicy w większości leżą z dala od nich, co też generuje problemy z transportem. Drugą przyczyną skoku cen pszenicy wszyscy odczuwamy ostatnio na swoich skroniach i czołach. To upał. Ten doprowadził do suszy, która skutecznie ogranicza zbiory i co za tym idzie produkcję surowca. USDA szacuje, że produkcja siedmiu największych eksporterów pszenicy odpowiadających za aż 84% handlu spadnie w tym sezonie o 11%. Najbardziej ucierpią Stany Zjednoczone, gdzie produkcja ma polecieć w dół o aż 26%. Europejskie Stowarzyszenie Handlu Zbożem i Paszami przewiduje problemy także w Europie. Prognozę dotyczącą tegorocznych zbiorów z Unii i Wielkiej Brytanii obniżono z 310 milionów ton do 286 milionów ton. Jest jeszcze jeden czynnik, który w tle wpływa na ruch cenowy każdego surowca spożywczego, który dziś będę omawiał. Chodzi o wojnę na Bliskim Wschodzie. Zapytasz pewnie jak wpływa ona na rolnictwo i zbiory, skoro stamtąd eksportuje się głównie surowce energetyczne. Po pierwsze, droższe paliwo wpływa na koszty transportu. Po drugie, z zatoki perskiej w dużych ilościach eksportuje się także gaz ziemny, a ten jest jednym z głównych składników potrzebnych do nawozów azotowych. Koszt gazu może stanowić nawet do 80% kosztów produkcji nawozów, a gaz, jak dobrze wiemy, też przez wojnę podrożał. Drogi gaz to drogie nawozy, a to oznacza kłopoty finansowe dla rolników. W związku z tym spora część z nich ograniczyła zasiew, bo przy większym areale nie starczyłoby pieniędzy na nawożenie. Jak w takim razie ceny mogą kształtować się w przyszłości? Co na to prognozy i fachowcy? Eurazja Group przewiduje, że do przyszłego lata ceny pszenicy mogą wzrosnąć o 10 do nawet 18%. Joseph Glauber z Międzynarodowego Instytutu Badań nad Polityką w żywnościową zauważa, że z uwagi na liczebność czynników wpływających na ceny pszenicy, jej ruch w przyszłości jest trudny do zmodelowania. W raporcie JP Morgan czytamy o jeszcze jednej szalenie ważnej kwestii, która również wpłynie na ceny pszenicy w przyszłości. Relacja zasobów do zużycia jest bliska wieloletnich minimów, a to oznacza, że rynek będzie gwałtownie reagował na każdy kolejny czynnik. Jeśli tego typu analizy cię interesują i chciałbyś poznać więcej rynkowych prognoz, to koniecznie zapisz się na nasz FX Magowy inwestycyjny newsletter. Niezbędny do tego link znajdziesz w opisie. Całość zajmie chwilę, a zagwarantuje ci konkretną pigułkę rynkowej wiedzy. A teraz pochylmy się nad innym ważnym produktem spożywczym, tym, od którego prawdopodobnie rozpocząłeś swój dzień. Mam na myśli kawę. Jeśli pomyślałeś o tytoniu, to czas na zmianę nawyków. Kawa zaliczyła krótki i gwałtowny wzrost cenowy. Od początku czerwca podrożała o około 32%. Dziś za funt Arabiki trzeba zapłacić około 3$ i 25 centów, a w czerwcowym dołku ta cena wynosiła 2 $ D i 43 cent. Wzrost ten wygląda nieciekawie, ale podobnie jak w przypadku pszenicy jego odbiór zmienia się, gdy spojrzymy sobie na szerszy obrazek. Niecały rok temu, bo w październiku 2025 roku, jeden funt kawy kosztował blisko 4 do$ i 40 centów, czyli o około 35% więcej niż teraz. Pokazałem to na tym wykresie. Spora różnica. Przecież było to raptem 10 miesięcy temu. Skąd więc takie wahania? Omówmy to sobie po kolei. Zeszłoroczny szczyt wynikał z suszy w brazylijskim sercu upraw kawy Minasz Gerajż. Dodatkowo ceny windowowały amerykańskie cła nałożone na Brazylię, których stawka wynosiła aż 50%. Późniejsza korekta była w dużej mierze spowodowana wycofaniem tych rzece w listopadzie ubiegłego roku. Dodatkowo pogłębiła ją zmiana pogody. Obawy dotyczące suszy windowowały ceny, ale ta ostatecznie okazała się lżejsza niż przewidywano, a opady z listopada i grudnia poprawiły warunki upraw. Mocno skoczył też eksport w Wietnamie. Dzięki temu ceny spadały jeszcze niżej. No a co w takim razie doprowadziło do odbicia? Tu sprawa jest niejednoznaczna i dosyć intrygująca. Jak zauważają fachowcy, cena kawy rośnie wbrew fundamentom podażowym. Brazylia zbiera bowiem plony ocierające się o rekord. USDA prognozuje wzrost o 14% w ujęciu rocznym. Rabobank podniósł prognozę globalnej nadwyżki arabiki z 7u do aż 9,5 miliona worków. To rewizja o całe 36% w górę. Przy takich oczekiwaniach podażowych cena powinna spadać, a jednak rośnie. Dlaczego? Kluczem do zrozumienia tego, co się dzieje jest bowiem nie ilość surowca, a jego jakość. Deszcze w brazylijskim pasie kawowym wzbudziły obawy o jakość ziarna. Do tego dochodzi sezonowość. Między czerwcem a sierpniem trwa w Brazylii okno przymrozkowe, a historycznie to właśnie obawy o mróz wywoływały najgwałtowniejsze rajdy na tym rynku. Międzynarodowa organizacja Kawy zauważa, że pogoda znów stała się głównym czynnikiem kształtującym ceny, a nastroje rynkowe odwróciły się gwałtownie, mimo poprawiających się perspektyw podażowych. Czego wobec tego możemy spodziewać się po cenach kawy w przyszłości? Bank światowy wcześniej zakładał, że ceny Arabiki w 2026 roku spadną o 13%. Ta prognoza wciąż może się wypełnić, ale póki co ścieżka do niej okazuje się inna niż zakładano. W 2027 roku cena dalej miałaby nieznacznie spadać i osadzić się w przedziale 2,5 2,8 $A za funt kawy. Ogromnym, wciąż niewiadomym czynnikiem pozostają potencjalne przymrozki w Brazylii, do których w sierpniu wciąż może jeszcze dojść. Przez to wszystko trudno jednoznacznie przewidzieć jak będą kształtowały się ceny. A teraz rzućmy okiem na wzrost cen olejów roślinnych. Omówimy go sobie na najbardziej jaskrawym przykładzie oleju sojowym. Od początku roku do przełomu czerwca i lipca cena za funt oleju skoczyła o prawie 65%. Dziś po korekcie jest już niżej, ale mimo to możemy mówić o wzroście rzędu ponad 40% od początku roku. A jak to wygląda w szerszym horyzoncie czasowym? Schemat nam się powtarza, choć różnice nie są tak duże jak w przypadku dwóch wcześniej omawianych produktów. Olej był droższy w 2022 roku, ale nieznacznie względem maksymalnych wartości z tych wakacji. Wówczas cena wynosiła około 88 centów za funt. W tym wypadku uczciwie możemy więc powiedzieć, że dziś jest drogo. Źródło zmiany ceny olejów ma bowiem inną charakterystykę niż przyczyny, które doprowadziły do wahań na wcześniej opisanych towarach. Tam ceny w większości przypadków wynikają z reakcji na szoki, które są krótkotrwałe. Ceny olejów rosną natomiast dlatego, że zmieniła się struktura popytu. Te są bowiem teraz częściej wykorzystywane w inny sposób, nie tylko spożywczy. Rządy i różne organizacje regulacyjne, na przykład władze Indonezji czy amerykańska agencja EPA podniosły wymogi dotyczące udziału olejów roślinnych, głównie palmowego i sojowego, w olejach napędowych. W przypadku Indonezji była to bezpośrednia odpowiedź na kryzys paliwowy wywołany wojną na Bliskim Wschodzie. W tym wypadku jednak nie możemy być pewni, czy koniec wojny przyniesie zmianę tego trendu. Mówimy tu bowiem o zmianach regulacyjnych, które dodatkowo tworzą pewien bufor bezpieczeństwa w razie wystąpienia kolejnych kryzysów paliwowych. Agencje i rządy mogą po prostu zostać przy tej strukturze, choć to oczywiście nic pewnego. A ta niepewność sprawia, że ceny na tym rynku trudno przewidzieć. Tym bardziej, że nie każdy olej roślinny zachowuje się tak samo. Ceny oleju rzepakowego czy słonecznikowego nie rosną w taki sposób jak dwóch wcześniej omówionych olejów. Kolejny wszechobecny w naszej diecie produkt to cukier. I tak się składa, że jego cena w ostatnim czasie również rośnie, choć nie aż tak drastycznie. W lipcowym dołku za 1 funt cukru trzeba było zapłacić około 14 centów, a teraz ta cena przekracza 15,5 centa. To i tak taniocha w porównaniu ze szczytami cenowymi z końcówki 2023 roku. Wówczas funt cukru był niemal dwukrotnie droższy. Potrafił kosztować niecałe 28 centów. Niektóre nagłówki medialne mogą więc sugerować, że cukier drożeje, bo w ostatnim czasie skoczył o kilkanaście%, ale to wciąż 44% taniej niż w szczycie z ostatnich lat. Ni mniej cena rośnie, więc warto pochylić się nad przyczynami tego zjawiska, a ich jest kilka. Jedna z nich jest bardzo podobna do tej, która wpływa na wzrost cen olejów. Chodzi o strukturę podażową. Rząd Brazylii w reakcji na kryzys paliwowy podniósł wymagany poziom etanolu w benzynie. Dlatego większa część zbieranej trzciny zamiast na cukier przetwarzana jest na etanol. Produkcja cukru w centralnopołudniowej Brazylii w czerwcu spadła o 26% w ujęciu rocznym, a produkcja etanolów wzrosła o 21%. Dodatkowo rosną obawy o wpływ Elninho na zbiory w Brazylii, Tajlandii i Indiach. Ostatni z wymienionych krajów nałożył zakaz eksportu cukru we wszystkich kategoriach do końca września tego roku. O tym jak El Ninho może wpływać na uprawy na całym świecie i czym w ogóle jest mówiłem obszernie w tym materiale. Zachęcam by go nadrobić. Tym bardziej, że to jeden z faworytów naszej publiczności. Pogoda uderza też w cukrowy rynek w Europie. Ostatnie susze ograniczą podaż buraków cukrowych. Agencja Bloomberg powołując się na ekspertów z SNP Global ostrzega, że produkcja cukru w Europie spadnie do najniższego poziomu od ponad dekady. Jak widać na tym wykresie zamieszczonym w omawianym artykule, tegoroczna produkcja szacowana jest na nieco ponad 15 milionów ton. By znaleźć mniejszy wynik, musielibyśmy cofnąć się do 2015 roku. Jak widać, to spory zjazd względem dwóch ubiegłych lat, kiedy to wytworzono 17,5 oraz blisko 18 milionów ton cukru. Analityk Pedro Antikera ze Stonex zauważa, że przedłużające się upały zlikwidowały wszelki bufor bezpieczeństwa dla upraw, co potencjalnie może uczynić z Unii importera netto tego produktu. Tu warto zaznaczyć, że nie będzie to wielka sensacja, bo przez dużą część XX wieku Unia więcej cukru kupowała niż sprzedawała. Sytuacja odwróciła się jednak na przestrzeni ostatnich dwóch lat, gdy zbiory były ogromne. Teraz szykuje się powrót do wcześniejszego stanu. Jak w takim razie może kształtować się cena cukru w kolejnych miesiącach? Marina Malzoni, główna analityczka rynku surowców miękkich w S&P Global, pisze wprost, tu cytat, oczekuje się wzrostu cen w najbliższym czasie, w miarę jak bilans podaży i popytu będzie się zacieśniał. Te wszystkie dziś omówione wzrosty z ostatnich miesięcy mogły się wydawać wysokie, ale przestają takie być, gdy zestawimy je z procentowymi zmianami cen kakao. Od początku marca ten towar podrożał o około 100%, a przed kilkoma tygodniami był jeszcze droższy. Wówczas ten wzrost oscylował w około 125%. W dołku za tonę kakao trzeba było zapłacić mniej niż 3000 $arów, a w szczycie prawie 6500 doarów. A żeby było ciekawiej, to i tak nic w porównaniu ze szczytami z ostatnich lat. Jeszcze pod koniec 2024 roku za tonę kakao trzeba było zapłacić blisko 13 000 $arów, czyli dwa razy więcej niż obecnie i ponad cztery razy więcej względem dołka z marca. Widząc takie wykresy w głowie rodzi się jedno pytanie. Co tam się wydarzyło? Ten największy szczyt to efekt poprzedniego El Ninho. Zresztą to ono jest jedną z przyczyn tego, że także ceny kawy i cukru były wyższe w niedalekiej przeszłości. Wówczas mocno zmianę pogody odczuły kraje zachodniej Afryki, a tak się składa, że to ona jest światową spiżarnią kakao. Tylko trzy tamtejsze kraje: Nigeria, Wybrzeże Kości Słoniowej i Gana odpowiadają za blisko 70% światowej produkcji kakao. Do tego w tamtejszy rynek kakao uderzyły też choroby. Dokładnie czarna zgnilizna stronków, która zdziesiątkowała uprawy. Przez ostatnie dwa lata pogoda w tamtym regionie była jednak szalenie korzystna dla upraw, dlatego cena tak drastycznie spadła. No ale ta meteorologiczna karta znów się odwraca. Wprost wynika to z komunikatu gańskiego regulatora rynku kakao, który zapowiedział spadek produkcji w nadchodzącym sezonie. Podał trzy główne powody. Pierwszym jest El Ninho, które po niecałych trzech latach powraca i według zapowiedzi ma być jednym z najsilniejszych tego typu zjawisk w historii. Drugi powód to nadmierne opady w maju i czerwcu, zaburzające kwitnienie i zawiązywanie owoców. Trzecia przyczyna to z kolei naturalny cykl dla kakaowca. Ten owocuje naprzemiennie, dając na zmianę obfite zbiory, a potem chude. Podobnych spadków produkcji spodziewają się też inni regionalni giganci rynku. Wybrzeże kości słoniowej spodziewa się spadku o 10%, a Nigeria o 11%. Jak w takim razie będzie kreowała się cena kakao? Tu ponownie nie mogę dać jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony eksperci wskazują na czynniki hamujące rajd, przede wszystkim na spore zapasy kakao wynikające z ostatnich obfitych sezonów i na malejący popyt. JP Morgan zauważa jednak, że rynek kakao jest jednym z nielicznych rynków rolnych, gdzie występuje realne napięcie podażowe. Wydaje się więc, że to pogoda będzie głównym czynnikiem wpływającym na ceny. Jeśli Elninio oszczędzi zachodnioafrykańskie uprawy i nie będzie problemów z podażą, ceny powinny iść w dół. Jeśli jednak zjawisko da rolnikom w kość, ceny prawdopodobnie powędrują na północ. Jak widać, pomimo nagłówków, które sugerują drożyznę spożywczą, w porównaniu z ostatnimi latami wcale nie jest tak drogo, ale nie można wykluczyć tego, że będzie. Wciąż jest przed nami kulminacja El Ninho, która przypada na okres od października do grudnia. Do tego wiele będzie zależało od wojny na Bliskim Wschodzie, która jak już ustaliliśmy pośrednio dyktuje ceny transportu i nawożenia. Ona z kolei się przeciąga i tak naprawdę nikt nie ma pojęcia, ile jeszcze potrwa. Nie sposób więc dokładnie rozwiązać równania przyszłych cen produktów spożywczych, bo ma ono zwyczajnie zbyt dużo niewiadomych. Jeśli chcesz, żebym w kolejnym odcinku przyjrzał się na przykład rynkowi mięs i nabiału, bo tam też sporo się dzieje, to daj znać w komentarzu. A jeżeli ten odcinek przypadł ci do gustu, to zostaw łapkę w górę. Do usłyszenia. [muzyka] >> [muzyka]

Przewijanie do góry