Rynkowy Alert: kryzys paliwowy w Europie i rekordowy kurs euro
W najnowszym materiale FXMAG analizujemy jednocześnie kilka kluczowych czynników wpływających na finanse inwestorów. Przede wszystkim omawiamy sytuację na rynku ropy naftowej po tym, jak Saudyjczycy wstrzymali dostawy w ramach umów terminowych, co wywołało poważny niedobór paliw w Europie. Stacje benzynowe we Francji zgłaszają braki, a ceny diesla i paliwa lotniczego rosną odpowiednio o 40% i 100%.
Jednocześnie przyglądamy się gwałtownemu wzrostowi kosztów transportu morskiego – supertankowce osiągają stawki przekraczające 1,1 mln USD dziennie, co przekłada się na dodatkowe obciążenie cen ropy. W związku z tym kurs EUR/PLN bije dwuletnie rekordy, osiągając poziom około 4,36‑4,38, co wynika z jastrzębiej polityki EBC oraz umacniającego się dolara.
W materiale znajdą Państwo także informacje o największym w historii ataku dronowym Ukrainy na Moskwę, wynikach wyborów regionalnych w Niemczech (katastrofalny wynik CDU/CSU) oraz aktualne dane makroekonomiczne: globalne zadłużenie zbliżające się do 100% PKB świata, wynagrodzenia w Polsce rosnące o 5,6% oraz płaca minimalna od 2025 r. na poziomie 4950 zł brutto.
- Analiza przyczyn kryzysu paliwowego i jego wpływu na ceny energii
- Wyjaśnienie mechanizmów wzrostu kosztów frachtu morskiego
- Interpretacja ruchów kursu euro wobec złotego
- Konsekwencje geopolityczne: atak dronowy, wybory w Niemczech i Rosji
- Przegląd najważniejszych wskaźników makro i kalendarz wydarzeń
Materiał jest obiektywny, oparty na danych z Bloomberg, Energy Aspects oraz oficjalnych komunikatów rządowych. Nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej, ale dostarcza koniecznego kontekstu do podejmowania świadomych decyzji finansowych.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
W dzisiejszym materiale takiej klęski partii rządzącej Niemcami nikt się nie spodziewał. Sam kanclerz Mert nazwał ten wynik katastrofą. >> Euro jest najdroższe od dwóch lat, a analitycy uważają, że może być jeszcze drożej. Saudyjczycy nie dostarczą Europie ani jednej baryłki ropy. Rafinerie biją się o każdy ładunek, a ręce zaciera sąsiad z północy. Transport ropy nigdy nie był tak drogi. Garstka zbija na tym miliony dolarów dziennie, a my płacimy za to na stacjach. To rynkowy alert. Wiadomości ważne dla twoich finansów. Łapka w górę i zaczynamy. Partnerem odcinka jest Dom maklerski XTB, który przygotował specjalny raport na temat sytuacji na rynku ropy naftowej. Kliknij w link w opisie i odbierz darmowy materiał. A jeżeli nie masz jeszcze konta w XTB, to załóż je z kodem rabatowym FX Mac. Otrzymasz dodatkowe szkolenie. Linki w opisie. Kompromitujący wynik partii Friedrich Merca w wyborach regionalnych w Niemczech. To katastrofa. Jak ujął to sam kanclerz Merc po raz pierwszy w historii Republiki Federalnej Niemiec Hadecy nie dostali się do parlamentu niemieckiego kraju związkowego. CDU czyli partia rządząca krajem w wyborach w landzie Mclembenurgia Pomorze Przednie osiągnęła wynik zaledwie 4,9% a to mniej niż próg wyborczy wynoszący 5%. Jest to najgorszy wynik w historii hadeków w wyborach w Niemczech. Wybory w tym omawianym landzie wygrała alternatywa dla Niemiec, czyli AfD, uzyskując 38,2% głosów. Drugie miejsce zajęła Socjaldemokratyczna partia SPD z wynikiem na poziomie 35,5%. To nie są jeszcze finalne wyniki, bo ostateczne rezultaty muszą jeszcze zostać zweryfikowane, ale nie powinny one znacznie odbiegać od tutaj przedstawionych przeze mnie. Zdaniem ekspertów tak fatalny wynik może kosztować Merca nawet stanowisko kanclerza. Szef niemieckiego rządu jest wśród niemieckich wyborców rekordowo niepopularny i powszechnie krytykowany i to również w szeregach własnej partii. Trzeba jednak przyznać, że Merc nie ma łatwego czasu na reformę niemieckiej gospodarki. Europa mierzy się przecież z największym szokiem naftowym w historii kontynentum. Spójrzmy na przykład na Francję, gdzie niedobory paliw są coraz większe. Francuski rząd podał, że co dziewiąta stacja benzynowa zgłasza obecnie brak zapasów benzyny lub oleju napędowego. W niektórych regionach odsetek ten sięga nawet 16%. Oczywiście zarówno ceny benzyny jak i diesla osiągnęły we Francji rekordowe poziomy. W efekcie nie tylko Francja czy Polska, ale ogółem europejskie rządy rozważają nałożenie ogólnoonijnego podatku od nadzwyczajnych zysków na koncerny energetyczne. Przecież ceny diesla wzrosły już w Europie o blisko 40%, a w przypadku paliwa lotniczego jest to zwyżka o aż 100%. I to jeśli chodzi o ten ostatni surowiec, szykuje się szczególnie poważny kłopot. Tak niskich zapasów paliwa lotniczego nie notowano w Europie od lat, a trzy ostatnie miesiące tego roku mogą okazać się kulminacją tego problemu. Wtedy zabraknąć może nawet pół miliona baryłek dziennie. Co ciekawe, USA czy Azja takiego problemu zapewne mieć nie będą. Tam niedoboru nie będzie, bo prognozowana jest nawet nadwyżka. Pokazują to widoczne na ekranie dane od firmy Energy Aspects. W przypadku Europy żółta kolumna popytu szacowana jest na większą niż czerwona kolumna podaży. Spodziewany jest zatem niedobór w Europie. Dla Azji jest przeciwnie, prognozowana jest spora nadwyżka. Europie nie pomaga nawet sięganie po odległych dostawców, między innymi Koreę Południową, która według analityków we wrześniu ma zwiększyć eksport paliwa lotniczego do Europy do najwyższego poziomu od czterech lat. Ropa powyżej 100 do$arów, tak, to prawda, ale to cena kontraktów terminowych, czyli w uproszczeniu ropy z dostawą za jakiś czas ropa dated brand kosztuje około 30$ar więcej. To jednak nie koniec. Weźmy ropę z norweskiego złoża Johan Sherdrop. Jest bardzo podobna do tej, którą Europa normalnie zamawia z Arabii Saudyjskiej. Właśnie dlatego nagle wszyscy się o Johan Ferdrup biją. W zeszłym tygodniu oferowano tę norweską ropę o dodatkowe 35 $ar za baryłkę powyżej dated brand, jak podaje Bloomberg, czyli powyżej ceny, która już sama w sobie jest wywindowana o 30 $ar. A olej napędowy, kontrakty na diesel w Europie oscylują wokół około 200 $arów za baryłkę. To oczywiście wartości rekordowe. Skąd się to wzięło? Saudi Aramco ogłosiło w piątek, że w przyszłym miesiącu nie dostarczy ani jednej baryłki w ramach umów terminowych. To spory problem dla europejskich rafinerii, które muszą kontynuować swoje działanie. Nie mogą tak przerwać produkcji. Mają klientów, mają stacje, które czekają na diesla. Muszą więc zdobywać każdy ładunek ropy, na jaki trafią, co się da zdobywać i skąd się da. Sprzedający to oczywiście widzą, kilku chętnych na ten sam ładunek, więc cena idzie w górę, bo po prostu pójść w górę może, sprzedawca może podnosić ceny w przypadku takiego popytu. A rafinerie w rezultacie kupują ładunki z drugiego końca świata nawet, gdzie sam transport kosztuje fortunę. Transport ropy po morzach i oceanach jeszcze nigdy nie był tak drogi. Na początku roku dobra stawka za dzień wynajęcia superankowca to było 50 000 doarów, a 100 000 doarów to była stawka świetna, jak podaje Bloomberg. A teraz super tankowiec płynący z dionami baryłek zatoki perskiej do Chin zarabia dziś nawet ponad milion 100 000 dolarów dziennie. Tak drogo jest dlatego, że takich statków już praktycznie nie da się wynająć. Zapotrzebowanie jest tak duże, więc traderzy czy firmy licytują się, kto zapłaci więcej. Skalę wzrostu cen transportu ropy najlepiej pokazuje koszt w przeliczeniu na jedną baryłkę. W przypadku rejsu z cieśn Ormus do Azji jest to około 22$ na jednej baryłce. Jak szacuje Bloomberg. Rok temu było to co najwyżej 2 $, więc mówimy o wzroście kilkunastokrotnym. No 22 na jednej baryłce to jest 1/4 obecnej ceny ropy na światowym rynku. Sprawia to, że niektóre transporty na dalekich trasach po prostu przestają się opłacać. Kto na tym zarabia? No raczej niestety nie marynarze. Ich stawki nie wzrosły diametralnie. Zarabia garstka potentatów globalnych korporacji transportu morskiego, które kontrolują światową flotę około 925 supertankowców. Wartość największych spółek tankowcowych sięgnęła w tym tygodniu rekordowych 70 miliardów dolarów. Taka suma była wcześniej po prostu nie do pomyślenia. Skąd ten skok? Rynek wynajmu tankowców był napięty na długo przed wojną. Przez lata brakowało inwestycji w tym sektorze. Nie pomagały też ostrzeżenia o tym, że wkrótce świat osiągnie szczyt popytu na ropę. No i to zniechęcało aratorów do zamawiania nowych statków. Do tego jeszcze mieliśmy pandemię, która obniżyła stawki transportowe i jeszcze bardziej ograniczyła zamówienia. W 2022 roku stocznie wyprodukowały najmniej supertankowców od 30 lat. Do tego flota się podzieliła. Około 25% tankowców tworzy tak zwaną flotę cieni, która obsługuje objęte sankcjami Iran, Wenezuelę czy Rosję. W efekcie do legalnego transportu zostało jeszcze mniej statków niż wcześniej, a finalnie pod koniec lutego tego roku USA i Izrael zaatakowały Iran i mamy największy szok naftowy w historii. To na koniec jeszcze dobra i zła wiadomość. Dobra jest taka, że tak ekstremalne stawki raczej nie staną się nową normą na kolejne lata. To jest pewna rynkowa anomalia. Zła jest jednak taka, że jeszcze przez jakiś czas transport ropy będzie bardzo drogi, a to podbije ceny ropy naftowej i za to realnie zapłacimy na stacjach paliw. Ropa naftowa często nazywana jest czarnym złotem, ale być może prawdziwym czarnym złotem jest po prostu kawa. Przecież ziarna też mogą przypływać z dalekich zakątków globu, na przykład z Gwatemali, Deli lub tutaj na przykład mam jeszcze Wietnam. To przykład kawy od partnera naszego kanału, palarni Cafe Del Mondo, polskiej palarni. Jak użyjesz kodu FX Mag, to pierwsze 30 dni dzierżawy ekspresu będą bezpłatne. To idealna opcja dla firm już od jednej złotówki. Link znajdziesz w opisie. Ukraina przeprowadziła największy w historii atak dronów na stolicę Rosji i jej okolice. Rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało, że zestrzeliło 1900 dronów. To informacje przekazane między innymi przez CNN. Jeśli te dane są prawdziwe, to atak ten byłby największym w historii Ukrainy. Strona ukraińska nie potwierdziła jednak jeszcze dokładnej liczby wystrzelonych dronów i pocisków. Poważnie uszkodzona została między innymi rafineria ropy naftowej w obwodzie moskiewskim. Jest to jedna z największych rafinerii w Rosji dostarczająca 1/3 paliwa dla obwodu moskiewskiego. Jak widać na nagraniu obiekt ten stanął w płomieniach, a to fakt ważny. Bowiem zaledwie tydzień temu Donald Trump oświadczył, że Ukraina i Rosja uzgodniły, że nie będą atakować obiektów energetycznych, co miałoby obniżyć ceny paliw. Termin zmasowanego ukraińskiego ataku dronowego zapewne był nieprzypadkowy. Niedziela była trzecim i ostatnim dniem wyborów parlamentarnych w Rosji i to pierwszych od czasu ataku na Ukrainę w 2022 roku. Niemal pewne jest, że wygra partia Jedna Rosja popierająca Władimira Putina. W Rosji praktycznie nie ma już wiarygodnej opozycji, a krytycy są wykluczeni z życia publicznego, wygnani lub osadzeni w więzieniach. Na kartach do głosowania nie można było odnaleźć Władimira Putina, bo jest on przecież urzędującym prezydentem. Członkiem partii Jedna Rosja też Putin formalnie nie jest. Najbliższe wybory prezydenckie czekają Putina dopiero w 2030 roku. W poprzednich w 2024 roku uzyskał nieco ponad 88% głosów. Niemniej Putin zaangażował się w kampanię wyborczą stwierdzając w telewizyjnym przemówieniu do narodu, że wyniki wyborów parlamentarnych pokażą zjednoczenie Rosjan w poparciu dla armii. Wśród obszarów, w których odbywa się głosowanie znalazły się cztery ukraińskie regiony nielegalnie zaanektowane przez Rosję. Euro jest najdroższe od dwóch lat. Kurs eurozł w ostatnich dniach sięga poziomu 4,36, a nawet było to 4,38, a to najwięcej od jesieni 2024. Dlaczego euro podrożało? To między innymi efekt polityki pieniężnej. Europejski Bank Centralny już dwukrotnie podniósł stopy procentowe w tym roku, co umacnia euro, gdy Narodowy Bank Polski czeka. Co więcej, EBC jest wyraźnie jastrzębi, czyli sugeruje dalsze podwyżki stóp procentowych. To nie wszystko, bo dolar się umacnia. To też efekt polityki pieniężnej, ale tej amerykańskiej, a to ciąży na walutach Europy środkowej, czyli również na polskim złotym. Analitycy walutowi z fing tanku ING Think oczekują dalszego osłabiania złotówki. W średnim terminie ich stanowisko jest pesymistyczne, ponieważ nie widzą oni oznak złagodzenia konfliktu między Stanami a Iranem, ani trwałego spadku cen energii. W ich analizie czytamy więc, że waluty krajów Europy środkowo-wschodniej prawdopodobnie pozostaną pod presją do czasu, aż banki centralne tego regionu zaczną podnosić stopy procentowe lub ustąpią ryzyka geopolityczne. Eksperci z INGF oceniają jednak, że złoty może się ustabilizować, zanim kurs eurozłoty znów zacznie rosnąć. Globalne zadłużenie gospodarek osiągnęło rekordowy poziom i sama szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego wzywa do podjęcia pilnych działań. Pani Krystalina Georgiewała w niedzielę rządy do podjęcia natychmiastowych działań w celu zmniejszenia deficytów budżetowych. Łączny dług publiczny świata niebawem może przekroczyć bowiem 100% światowego PKB i według szacunków funduszu miałoby to się stać do 2029 roku, czyli 2 lata szybciej niż wcześniej prognozowano. A główne czynniki rozpędzające wzrost zadłużenia według międzynarodowego funduszu walutowego są dwa Stany Zjednoczone i Chiny. Szefowa funduszu zwróciła szczególną uwagę na pierwszy z wymienionych krajów. Przekazała też sekretarzowi skarbu USA Scottowi Besentowi, że obecna ścieżka amerykańskich finansów jest niezrównoważona i że kraj ten musi stopniowo zmniejszać swój deficyt i zadłużenie. Tymczasem dług Stanów Zjednoczonych przed miesiącem przebił okrągłą sumę 40 bilionów dolarów. Poziom długu to jednak jedno, a koszt jego obsługi to drugie. Rezerwa federalna podniosła stopy procentowe w zeszłym tygodniu, a to zapewne nie będzie ostatni taki krok w rozpoczynającym się nowym cyklu monetarnym. Rosną rentowności obligacji amerykańskich. Te 10letnich są już najwyższe od 2007 roku. Efektem jest coraz większy koszt obsługi amerykańskiego długu. Stany w 2025 roku musiały już płacić netto odsetki sięgające 18,5% dochodów budżetowych państwa. Jest to oczywiście wartość rekordowa. Czas na kalendarz i ostatnie dane. Płace w Polsce nadal rosną w sporym tempie, choć nie aż tak szybkim jak jeszcze 2 lata temu. To wnioski z danych, które pojawiły się dziś w poniedziałek. Pokazują one, że wynagrodzenia Polaków w sierpniu wzrosły o 5,6% w porównaniu do poprzedniego roku. Z kolei płaca średnia w sierpniu wyniosła 9259 zł. To rekordem nie jest. Takiego trzeba pewnie spodziewać się dopiero w danych za grudzień, gdy wlatują do tych danych premie. Tymczasem płaca minimalna od 1 stycznia wyniesie 4950 zł brutto. To już jest pewne, rząd to klepnął w zeszłym tygodniu. To wzrost o 144 zł, czyli o 3%. Więc przy obecnej inflacji realnie to jest niewiele. Związkowcy chcieli co najmniej 5200, będzie niecałe 5000. We wtorek poznamy z kolei dane o sprzedaży detalicznej w Polsce. To ważna statystyka pokazująca koniunkturę w polskiej gospodarce, więc zobaczymy, czy Polacy wciąż wydają mimo drożejących paliw. Również we wtorek o stopach procentowych zadecydują Węgrzy. Prawdopodobnie pozostawią je bez zmian. Natomiast w środę ujrzymy całą serię wstępnych odczytów wskaźników PMI z Europy, ale i z reszty świata, zarówno dla przemysłu, jak i sektora usług. W środę również odczyt stopy bezrobocia w Polsce. W takim razie jeszcze giełda na GPW. Seria sprawozdań finansowych. Sporo ich w tym tygodniu. W poniedziałek między innymi Boomch i Zręb, a we wtorek Anser czy Votum. W środę przede wszystkim Pepco, ale tylko z wybranymi wynikami za ostatni kwartał. Kolejny rynkowy alert w środę i wtedy opowiemy o tym, co dalej wydarzy się w tym tygodniu. Także pozostań z nami, subskrybuj nasz kanał, żeby tego nie przegapić. Do zobaczenia już za dwa dni. Cześć.









