VideoWiedza™ · Teoria / Wykład
5 sektorów, które zarabiają MILIONY, ale prawie NIC nie ZOSTAWIAJĄ akcjonariuszom [Analiza CAPEX i cykliczności]
- Wyświetlenia
- 2,998
- Polubienia
- 35
- Data publikacji
O materiale
Dlaczego niektóre sektory pochłaniają zyski mimo wysokich przychodów?
W materiale omawiamy pięć branż o wysokich przychodach, które zatrzymują mały udział zysku dla akcjonariuszy ze względu na duże nakłady inwestycyjne (CAPEX) i cykliczny charakter działalności. Przykłady: sektor surowcowy, przemysł ciężki, motoryzacja oraz linie lotnicze, gdzie konieczność stałej modernizacji środków trwałych znacząco redukuje wolne środki.
Wyjaśniamy również pułapkę wartościową: niski wskaźnik C/Z (P/E) w spółkach cyklicznych często sygnalizuje szczyt zysków, a nie okazję kupna. Pokazujemy, jak różnica między firmami technologicznymi polegającymi na jednym produkcie a tymi budującymi ekosystem (np. Apple) zmienia ocenę sektora.
Na końcu wskazujemy sektory o bardziej przewidywalnych i powtarzalnych przychodach – dobra konsumpcyjne pierwszej potrzeby, ochrona zdrowia, handel oraz usługi oparte na subskrypcjach – które historycznie zapewniały lepsze stopy zwrotu dla inwestorów długoterminowych.
- Surowce i metale – wysokie CAPEX, cena jako główny czynnik konkurencyjny.
- Motoryzacja i lotnictwo – stałe potrzeby reinwestycji w flotę i technologie.
- Linie lotnicze – wysokie koszty paliwa i utrzymania flota, częsta zmienność wyników.
Tematy filmu
Rynki
Koncepcje
Typy treści
Poziom
Pełna transkrypcja filmu
Rozwiń, aby przeczytać zapis całego materiału.Transkrypcja
Warren Buffett żartował kiedyś, że gdyby jakiś rozsądny inwestor zestrzelił samolot braci Wright, oszczędziłby inwestorom fortunę. I trudno nie zrozumieć, co miałą na myśli. Linie lotnicze przez dekady przewoziły miliony ludzi, generowały ogromne przychody, a mimo to jako branża bardzo słabo zarabiały dla swoich akcjonariuszy. I podobny problem pojawia się też w innych sektorach. Firma może być ogromna, ważna dla całej gospodarki i obracać miliardami, ale to wcale nie znaczy, że dużo z tych pieniędzy zostaje dla właścicieli akcji. Zobaczmy więc kilka branż, które potrafią być prawdziwymi pożeraczami kapitału i dlaczego w przypadku jednej z nich sytuacja zmieniła się tak bardzo, że nawet Buffet ostatecznie zrobił wyjątek od własnej zasady. Całość zaczyna się od bardzo prostej rzeczy. Nie każdy zysk jest tak samo wartościowy. Wyobraź sobie dwie firmy, które zarabiają dokładnie tyle samo. Pierwsza produkuje gumy do życia. Nie musi wydawać ogromnych pieniędzy tylko po to, żeby dalej robić to samo. Więc sporą część zysku może wypłacić akcjonariuszom, przeznaczyć na skup własnych akcji albo wykorzystać na rozwój. Druga firma to Huta Stali. Tutaj duża część zarobionych pieniędzy musi cały czas wracać do firmy. Trzeba wymieniać piece, modernizować zakłady, kupować nowe maszyny i zastępować te, które się zużyły. Na papierze obie firmy mogą mieć taki sam zysk, ale dla inwestora to dwa zupełnie różne biznesy. Jedna firma zarabia pieniądze dla akcjonariusza, druga dużą część tych pieniędzy wydaje tylko po to, żeby nadal móc działać. I właśnie z tego założenia bierze się podejście, według którego są sektory szczególnie narażone na ten problem. Nie dlatego, że firmy w nich są źle zarządzane, ale dlatego, że taki jest po prostu charakter tych biznesów. Cztery z nich pasują do tego schematu bardzo dobrze. Piąty jest ciekawszy, bo chodzi o sektor, z którego korzystamy praktycznie codziennie i w którym z czasem ta zasada przestała działać tak dobrze jak wcześniej. Zacznijmy od tych czterech najbardziej oczywistych. Pierwsza grupa to surowce i biznesy, w których trudno się czymkolwiek wyróżnić. Stal, aluminium, miedź, papier czy produkty rolne konkurują głównie ceną. Miedź jednej firmy nie różni się specjalnie od miedzi drugiej firmy. Nie kupujesz lepszej marki miedzi. Jeśli jedna kosztuje 20 $ar, a druga 19, to tańsza ma oczywistą przewagę. Podobny [parsknięcie] problem mają duże firmy przemysłowe czy chemiczne. Tutaj dochodzi jeszcze masa wydatków, które trzeba ponosić każdego roku tylko po to, żeby utrzymać biznes na obecnym poziomie. Nie chodzi nawet o rozwój, chodzi o to, żeby maszyny działały, fabryki nie były przestarzałe i żeby konkurencja nie uciekła kilka lat do przodu. I właśnie dlatego część zysku znika, zanim w ogóle może trafić do akcjonariuszy. Do tego dochodzi jeszcze jedna bardzo myląca rzecz. Kiedy gospodarka ma dobry okres, zyski takich firm potrafią rosnąć bardzo szybko. Koszty w dużej mierze są już poniesione, więc każdy dodatkowa sprzedaż mocno poprawia wynik i wtedy spółka nagle wygląda niezwykle tano. Zyski są rekordowe, więc wskaźnik cena do zysku jest niski. Inwestor patrzy na PDE i myśli: "Świetna okazja". Tyle że w przypadku spółki cyklicznej najniższy wskaźnik PDOE bardzo często pojawia się właśnie wtedy, kiedy zyski są blisko szczytu, a za kilka kwartałów mogą zacząć gwałtownie spadać. Dlatego tania wycena spółki cyklicznej nie zawsze oznacza, że akcje rzeczywiście są tanie. Druga grupa to motoryzacja i linie lotnicze. Tutaj też potrzeba ogromnych pieniędzy tylko po to, żeby utrzymać biznes. Producent samochodów musi cały czas tworzyć nowe modele, budować fabryki, zmieniać linie produkcyjne i inwestować w nowe technologie. Linia lotnicza musi kupować albo leasingować bardzo drogie samoloty i ponosić ogromne koszty utrzymania floty. Do tego dochodzi paliwo, którego cena firmy praktycznie nie kontroluje oraz ciągła walka cenowa między przewoźnikami. A mimo to te biznesy robią wrażenie. Samochody, samoloty, wielkie fabryki, miliony klientów to firmy, które często trafiają na pierwsze strony gazet. Tyle że ogromna skala biznesu nie oznacza automatycznie dobrych wyników dla akcjonariusza. Linie lotnicze są tutaj najlepszym przykładem. Branża przewozi każdego roku ogromną liczbę pasażerów, a jednocześnie ich historia jest pełna bankructw, restrukturyzacji i bardzo słabych wyników dla inwestorów. Firma może więź być bardzo ważna dla gospodarki i jednocześnie być słabym biznesem z punktu widzenia właściciela akcji. Zanim przejdziemy dalej, partnerem tego odcinka jest Trade Republic. I tutaj jedna rzecz naprawdę zwraca uwagę. możesz aktywować 6% oprocentowania w skali roku na niezainwestowanych środkach do 200 000 zł. Czyli pieniądze, które normalnie po prostu czekałyby na kolejną inwestycję mogą w tym czasie pracować i nie chodzi o typową promocję na kilka miesięcy, po której oprocentowanie nagle mocno spada. Obecnie Trade Republic oferuje tą samą stawkę bez takiego krótkiego okresu promocyjnego. Jeśli chcesz sprawdzić szczegóły albo otworzyć konto, link znajdziesz w opisie filmu, bo najciekawszy przypadek dopiero przed nami. Chodzi o technologię. W 2012 roku technologia trafiała na taką listę głównie dlatego, że była bardzo trudna do przewidzenia. Produkty szybko się starzały, nowe rozwiązania wybierały stare, a firma będąca dziś liderem kilka lat później mogła praktycznie zniknąć z rynku. Jako przykład podawano wtedy między innymi firmy, które straciły znaczenie po pojawieniu się nowych sposobów komunikacji. I problem w tym, że niedługo później zaczęła się dekada, w której firmy technologiczne zdominowały światowe giełdy. Czyli cały pomysł był błędny? Nie. Błędem było wrzucenie całego sektora do jednego worka, bo prawdziwa zasada nie brzmiała: "Nie inwestuj w technologi". Chodziło o coś znacznie bardziej konkretnego. Firma powinna mieć mocną markę, nie potrzebować ogromnych pieniędzy tylko po to, żeby utrzymać swój biznes, a jej przyszłość powinna być w miarę przewidywalna. I właśnie tego w 2012 roku trudno było jeszcze dostrzec. Kilka firm technologicznych przestało z czasem przypominać zwykłych producentów elektroniki. Zaczęły budować całe ekosystemy, z których klientowi coraz trudniej było odejść. doszły usługi, subskrypcje, aplikacje, płatności i ogromna baza użytkowników. Dzięki temu ich biznes stał się znacznie bardziej przewidywalny. Ale firmy technologiczne, które nadal opierały się głównie na jednym popularnym urządzeniu, potwierdziły dokładnie to, czego inwestorzy wcześniej się obawiali. Nokia i Blackberry są tutaj świetnymi przykładami. Przez pewien czas dominowały rynek, a później jedna zmiana technologiczna wystarczyła, żeby straciły ogromną część swojej pozycji. Najciekawsze jest jednak to, co zrobił sam Buffet. Przez dziesięciolecia unikał spółek technologicznych. W 2016 roku zaczął jednak kupować Apple, a z czasem firma stała się największą pozycją w portfelu Berksshire Halfway. I Buffet nie patrzył na Apple na zwykłą firmę technologiczną. widział raczej biznes konsumencki z niezwykle mocną marką i całym ekosystem produktów i usług. Coś bliższego Coca-Coli niż producentowi elektroniki, który co roku musi zgadywać jaki gadżet będzie kolejnym hitem. I właśnie tutaj jest najważniejsza różnica. Lista sektorów, których warto unikać może z czasem przestać mieć sens, ale powody dla których dany sektor trafił na taką listę nadal mogą być bardzo przydatne. Dlatego zamiast automatycznie skreślać całą branżę lepiej sprawdzić każdą firmę osobno. Czy ma mocną markę, czy musi wydawać ogromne pieniądze tylko po to, żeby utrzymać obecną pozycję, czy jej biznes da się w miarę sensownie przewidzieć za kilka lat. I kiedy patrzymy na rynek w taki sposób, pojawiają się sektory, w których takich firm jest po prostu najwięcej. To między innymi dobra pierwszej potrzeby, żywność, część branży energetycznej czy farmacja. Do tego handel oraz firmy usługowe, które regularnie pobierają opłatę od klientów, na przykład operatorzy płatności czy firmy związane z bezpieczeństwem. Można też patrzeć na banki i inne [odchrząknięcie] firmy finansowe, ale tutaj pojawia się jeden problem. Trzeba najpierw zrozumieć, co znajduje się w ich bilansach, a to jest dużo trudniejsze niż może wyglądać na pierwszy rzut oka. Długoterminowe badania amerykańskiego rynku od 1957 roku pokazują zresztą, że dobra podstawowe i ochrona zdrowia należały do sektorów, które przez bardzo długi okres wypadały szczególnie dobrze. Ale zanim wyciągniemy z tego zbyt prosty wniosek, są trzy rzeczy, o których trzeba pamiętać. Po pierwsze, nawet najbardziej nielubiane sektory potrafią mieć świetne okresy. Surowce bardzo mocno radziły sobie między 2000 a 2008 rokiem. A jeśli uda ci się kupić taki sektor blisko na cyklu, wyniki mogą być naprawdę świetne. Tylko, że to jest już zupełnie inny sposób inwestowania. Trzeba umieć oceniać cykl, wiedzieć kiedy sytuacja zaczyna się zmieniać i akceptować dużo większą zmienność. Po drugie, w każdym słabym sektorze mogą pojawić się świetne dobre firmy. Jedna może produkować taniej niż wszyscy konkurenci, inna może mieć zupełnie inny model biznesowy, jeszcze inna może stworzyć przewagę, której reszta sektora nie ma. Dlatego taka lista może pomóc szybko odrzucić część pomysłów, ale nigdy nie zastąpi analizy konkretnej spółki. I jest jeszcze trzeci problem. Dzisiaj bardzo łatwo spojrzeć na Apple i powiedzieć, że unikanie technologii było oczywistym błędem. Tylko, że w 2012 roku nikt nie miał napisane na czole, która firma będzie przyszłym Apple, a która w przyszłym BlackBerry. I właśnie dlatego cała ta zasada sprowadza się tak naprawdę do jednej rzeczy. Nie inwestuj w biznes, którego w przyszłości kompletnie nie rozumiesz i bądź wobec siebie uczciwy, kiedy oceniasz ile naprawdę jesteś w stanie przewidzieć. Jeżeli chcesz zobaczyć jeszcze jedną zasadę, której Buffet trzymał się przez około 30 lat, a później praktycznie od niej odszedł, zobacz kolejny materiał. Pokazuje tam przykład Coca-Coli, Forda, który dobrze tłumaczy, dlaczego z czasem zaczął patrzeć na firmy inaczej. To już wszystko na dziś. Dzięki za oglądanie i do zobaczenia. Yeah.