AI a rynek pracy – co się zmienia?
W materiale Michał Fitz analizuje najnowsze dane dotyczące wpływu sztucznej inteligencji na zatrudnienie. Przytacza raport Challengera, który w 2025 roku wskazał ponad 54 000 zwolnieńmotywowanych AI, a w maju 2024 roku odsetek takich zwolnień wzrósł do 40 % wszystkich cięć etatów. Autor wskazuje sektory najbardziej dotknięte – technologię, transport oraz finanse – oraz pokazuje, że wiele firm zaczęło przywracać etaty po zauważeniu wad rozwiązań opartych na agentach AI.
Kluczowe wnioski:
- AI zastępuje głównie proste, rutynowe zadania – obsługa klienta, księgowość, praca biurowa – co prowadzi do erozji drabiny kariery juniorskiej.
- Badania wskazują, że już 21 % firm wstrzymało rekrutację na stanowiska juniorskie, a prognozy mówią o 50 % do 2027 roku.
- W sektorze finansowym aż 44 % menedżerów przyznaje, że po zwolnieniu pracowników i zastąpieniu ich AI ponownie zatrudniają ludzi na podobne stanowiska.
- Przykłady takie jak Klarna, Ford czy Salesforce pokazują, że brak ludzkiego wyczucia i konieczność nadzoru nad modelami AI często prowadzi do powrotu do tradycyjnych pracowników.
Film podkreśla, że choć trend redukcji etatów napędzany AI nadal jest silny, pojawiają się pierwsze sygnały odwrócenia – firmy dostrzegają luki w jakości usług i kosztach utrzymania systemów AI, co skutkuje ponownym zatrudnianiem doświadczonych specjalistów. Materiał jest wartościowy zarówno dla osób obawiających się utraty pracy, jak i dla pracodawców planujących strategię zatrudnienia w erze sztucznej inteligencji.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Przez ostatni rok, gdy wchodziliśmy na choćby najzwyklejsze strony z informacjami, byliśmy wręcz bombardowani nagłówkami mówiącymi o masowych zwolnieniach. Tu Meta miała zwolnić 10% swojej całej kadry. Tam Oracle jednym mailem pożegnało 30 000 pracowników. Podobnie zrobił Amazon, a ten trend rozlał się także poza sektor technologiczny, bo pożegnanie 30 000 pracowników ogłosił też UPS. A to i tak tylko kilka z najbardziej jaskrawych przykładów. Można byłoby je jeszcze mnożyć. Nie ma się więc co dziwić, że ludzie widząc takie nagłówki praktycznie codziennie zaczęli obawiać się o swoje miejsca pracy. W końcu można sobie pomyśleć, że przy następnej informacji o kilkudziesięciu tysiącach zwolnień spadnie również i mój etat, prawda? No prawda. No i część osób doświadczyła tego już nawet na polskim rynku pracy. Ale gdy wydawało się, że wszyscy niczym owieczki na rześ zmierzamy już tylko w kierunku nieuchronnego bezrobocia, które wręczy nam sztuczna inteligencja, nagle zamigotało światełko w tunelu i świeci coraz jaśniej. Okazuje się bowiem, że przynajmniej część pracodawców zwyczajnie przedobrzyła z zastępowaniem ludzi agentami AI. Pojawia się coraz więcej doniesień sugerujących, że nawet duże firmy z powrotem będą zatrudniać ludzi. Badania przeprowadzone pośród menedżerów zatrudnienia pokazują, że coraz więcej z nich żałuje zwolnienia ludzi z niektórych stanowisk. Praktyka pokazała bowiem, że sztuczna inteligencja, choć nie je, nie pali, nie potrzebuje urlopu i nie obgaduje szefa za plecami, wcale nie jest tak dobrym pracownikiem, jak pierwotnie zakładano. Dlaczego? Okazało się, że ma inne mankamenty, o których dziś szerzej opowiem. Przytoczę też kilka konkretnych przykładów spółek, które przejechały się na decyzji o zastąpieniu pracowników sztuczną inteligencją. Co to oznacza dla rynku pracy i osób szukających zatrudnienia? O tym również sobie dziś powiemy. Jeśli więc obawiasz się, że sztuczna inteligencja zabierze ci pracę albo właśnie szukasz ofert na rynku i masz wrażenie, że rywalizujesz z agentami AI, ten materiał jest dla ciebie. Kto nie powinien się przejmować, kto może wrócić na swoje stanowisko, a kto raczej powinien się przebranżowić? Sprawdźmy to. Zapraszam na film. Sponsorem odcinka jest CMC Markets, globalny dostawca usług transakcyjnych i inwestycyjnych wiodący broker kontraktów na różnic, oferujący 0% prowizji na CFD na akcje i ETFy z giełd w Polsce, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej z wyłączeniem Grecji. Partnerem odcinka jest walutomat, gdzie tanio i przyjemnie wymienisz waluty. Skorzystaj z linku w opisie i zaoszczędź 50% przy pierwszej wymianie. Ja nazywam się Michał Fitz. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby ominęły cię rzeczy ważne dla twoich finansów, to koniecznie dołącz do grona ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. Jeżeli szukasz wartościowych analiz, to zapraszam do zapisywania się na nasz FX Magowy inwestycyjny newsletter. Link znajdziesz w opisie. W ubiegłym roku groźby mówiące o tym, że sztuczna inteligencja zabierze twoją pracę zaczęły się materializować. Oczywiście prekursorem tego zjawiska był amerykański rynek pracy i to dane dotyczące właśnie tego rynku najlepiej pokazują skalę zjawiska. W 2025 roku według raportów Challengera firmy wskazały sztuczną inteligencję jako powód zwolnienia przy aż 54000 przypadków. Dużo jeśli spojrzymy na tę liczbę bezwzględnie, bo to w końcu liczba osób, które spokojnie mogłyby zasiedlić miasto powiatowe w naszym kraju. W skali całego rynku był to jednak odsetek jeszcze nie tak straszny. Te 54000 zwolnień z powodu implementacji sztucznej inteligencji to tylko 5% wszystkich zwolnień z ubiegłego roku. W pierwszej połowie tego roku trend zaczął jednak drastycznie przyspieszać. Ten wykres pokazuje jak odsetek zwolnień umotywowanych implementacją AI wyglądał w ostatnich kilku miesiącach. W marcu i kwietniu dobił już do 25% a w maju osiągnął historyczny rekord. Wówczas raport Challengera wskazał nieco ponad 38 000 zwolnień spowodowanych przez sztuczną inteligencję. To 40% wszystkich cięć etatów z tamtego okresu. Od marca do czerwca AI było powodem numer 1 podawanym przez pracodawców raportujących zwolnienia. Oczywiście najbardziej ucierpiał sektor technologiczny. Drugim najbardziej dotkniętym przez to zjawisko sektorem był transport. Co gorsza, ankiety przeprowadzane wśród menedżerów dużych firm zapowiadały nasilenie tego zjawiska. Na przykład ta sporządzona przez portal reszume.org sugerowała, że ponad połowa menedżerów spodziewa się, że w tym roku zwolni przynajmniej część pracowników, zastępując ich sztuczną inteligencją. A w tym całym zamieszaniu warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę. Dużo mówimy o tym, że ludzie tracą pracę z powodu AI, ale często zapomina się przy tym o tych, którzy z tego samego powodu nie są nawet w stanie jej znaleźć. Okazuje się, że aż 21% firm w pierwszej połowie tego roku zamroziło rekrutację na stanowiska juniorskie, bo uznano, że osoby z tych prostych etatów lepiej zastąpić sztuczną inteligencją. Kolejne 15% firm zadeklarowało, że taki ruch wykona do końca tego roku. Ankieta wykazała, że w 2027 roku już blisko połowa firm miałaby wstrzymać rekrutację na stanowiska juniorskie. Między słowami w oficjalnych wiadomościach do swoich zespołów komunikowali to też dyrektorzy największych spółek. Oczywiście używano do tego zgrabnego języka i formułek mówiących o zwiększeniu produktywności przy użyciu AI. Na przykład notka Andiego Jasiego, obecnego CEO Amazona, z ubiegłego roku brzmiała tak: "Tu cytat: "Będziemy potrzebować mniej ludzi wykonujących niektóre z zadań, które są wykonywane dzisiaj i więcej ludzi wykonujących inne rodzaje zadań. W ciągu najbliższych kilku lat spodziewamy się, że zmniejszy to naszą całkowitą korporacyjną siłę roboczą w miarę jak będziemy uzyskiwać wzrost efektywności z szerokiego stosowania AI w całej firmie. A nawet bardziej bezwzględny był zarząd Fiver, spółki prowadzącej platformę dla szukających zleceń freelancerów. Jej CEO Mike Kaufman wprost poinformował, że firma stawia AI jako priorytet. Zespół zostanie zmniejszony, a warstwa zarządzania uszczuplona. Niedługo potem Fiver zwolnił około 30% swojej dotychczasowej kadry. Procentowo wychodzi dużo, ale to nie była spółka z dużym składem, bo mówimy o tylko 250 osobach. Większe firmy poleciały grubiej. W ubiegłym roku Amazon uciął kadrę o 14000 osób, a na początku tego roku o kolejne 16 000 osób. Oracle w zasadzie jednego dnia podjęło decyzję o ucięciu aż 30 000 etatów, z czego póki co pozbyło się 21 000. Meta z kolei pożegnała w trzech falach blisko 10 000 pracowników i do tego anulowała 6000 wakatów. To wszystko spółki technologiczne, ale przypadki potężnej restrukturyzacji spowodowanej przez sztuczną inteligencję możemy znaleźć też w innych branżach. Tu za koronny przykład możemy uznać UPS. Spółka zajmująca się wysyłkami i logistyką od początku 2024 roku zwolniła aż 32000 osób, tłumacząc to restrukturyzacją kadry w oparciu o AI. Jeśli chodzi o sektor finansowy, to warto wskazać City Group, który do końca tego roku ma pozbyć się 20 000 pracowników. Jak wynika z badań Uniwersytetu Stanforda, najbardziej narażeni na zwolnienia spowodowane sztuczną inteligencją są pracownicy zajmujący się obsługą klienta, księgowością, pracą biurową i zarządzaniem operacyjnym. Eksperci tacy jak na przykład Ben Ma z Oxford Economics zwracają uwagę na jeden istotny niuans w kontekście zwolnień spowodowanych przez sztuczną inteligencję. Tak naprawdę nie możemy być pewni, ile z tych zaraportowanych redukcji zostało przeprowadzonych ze względu na wprowadzenie agentów AI na miejsce pracowników. May zauważa, że niektóre spółki mogą podawać taki powód w oficjalnym komunikacie, by sprawiać wrażenie postępowej rozwijającej się firmy, podczas gdy tak naprawdę zwolnienia te są motywowane tylko pobudkami finansowymi i koniecznością szukania cięć kosztów. W tę retorykę wpisuje się fakt, że największych zwolnień dokonują tak zwani hyper scalers, czyli spółki pompujące miliardy dolarów w rozwój infrastruktury AI. Do tej grupy zaliczyć możemy przed chwilą wymienione Amazon, Oracle czy Mete. O tym jak dużych kwot potrzebują te spółki i skąd chcą je wziąć, dużo więcej mówiłem w tym materiale. Zachęcam, by go sobie nadrobić. Przedstawione w ten sposób dane tak naprawdę jednoznacznie sugerują, że trend powinien się tylko nasilać. Coraz więcej osób powinno martwić się o swoje miejsca pracy, szczególnie we wskazanych wcześniej sektorach. Okazuje się jednak, że nie wszystkie spółki zamierzają na tej autostradzie redukcji etatów pędzić tylko do przodu. Najnowsze doniesienia i zapowiedzi pokazują, że część firm widząc pierwsze efekty restrukturyzacji kadry zmienia swoje założenia. Obierają ten najbardziej lewy pas, dzięki któremu można zawrócić i nieco z tego owczego pędu się wycofać. Rzućmy okiem na kilka konkretnych przykładów. W ostatnich dniach spółki takie jak CSX, Service Now, Snapon czy przede wszystkim największy z nich alphabet informowały inwestorów o planach zwiększenia zatrudnienia. Wall Street Journal pisze wprost, że nacisk na zwiększenie zatrudnienia przynajmniej w pewnym stopniu stanowi odwrócenie narracji korporacyjnej dotyczącej zwalniania i zastępowania ludzi sztuczną inteligencją. Branżowe badania i sondaże pokazują, że niedługo grono spółek robiących krok w tył w restrukturyzacji kadry może się powiększyć. Agencja Robert HF, zajmująca się doradztwem sporządziła jedną z takich ankiet wśród 2000 menedżerów dużych firm odpowiedzialnych za zatrudnienia. 32% z nich zwolniło pracowników i zastąpiło ich sztuczną inteligencją, ale później ostatecznie zatrudniło kogoś na to samo lub podobne stanowisko. Co ciekawe, największy odsetek tego zjawiska występuje w sektorze finansów. Tam wynosi 44%. Następna w kolejności jest branża HR i potem technologia. Okazuje się więc, że to w finansach najtrudniej zastąpić ludzi sztuczną inteligencją w taki sposób, by było to skuteczne. O tym, że nie wszystkie firmy są zadowolone z zamiany części kadry na sztuczną inteligencję mówią też wyniki sondażu Orgview. Spośród 39% liderów, którzy zwolnili pracowników, by zastąpić ich agentami AI, aż 55% przyznało się, że to był błąd. Z kolei ankieta Career Minds przeprowadzona wśród 600 menedżerów zatrudnienia wykazała, że ponad 60% z nich później obsadziła z powrotem przynajmniej 1/4 zredukowanych na rzecz AI stanowisk. Raport Gartnera przewiduje, że do końca 2027 roku, przynajmniej połowa pracodawców, którzy zamienili swoich pracowników na agentów AI, zatrudni ludzi na te same lub bardzo podobne stanowiska. Oczywiście zachowajmy ostrożność w stawianiu TES. Absolutnie nie możemy mówić o całkowitym odwróceniu trendu, bo dane z rynku pracy wyraźnie pokazują, że zwolnień motywowanych wdrożeniem sztucznej inteligencji wciąż jest mnóstwo. Ale śmiało możemy już powiedzieć, że przynajmniej część spółek widzi w tym trendzie luki i od niego odbija. No i to dobry moment, by opowiedzieć właśnie o tych lukach. Okazuje się, że wielu dyrektorów zauroczonych rozwojem AI po prostu przeszarżowało z założeniami dotyczącymi tego, z jaką łatwością sztuczna inteligencja będzie wykonywała niektóre, wydawać by się mogło, proste obowiązki. Jednym z ewidentnych minusów okazał się kontakt z klientem. Wiele firm zamieniło swoich podstawowych pracowników z działu wsparcia klientów na sztuczną inteligencję. Dyrektorom wydawało się bowiem, że skoro tyle ludzi rozmawia z chatbotami na co dzień, to podobnie działający agent śmiało zastąpi asystenta na słuchawce. Rzeczywistość pokazała jednak, że modelom brakuje wyczucia. Tu świetnym przykładem jest szwedzki fintech Clarna, który swego czasu mocno postawił na agentów AI opracowanych przez Open AI. Ci zastąpili ekwiwalent aż 700 etatów. Efekt był taki, że spółka straciła w oczach klientów, bo ci nie byli zadowoleni z usług zapewnianych przez agentów AI. Brakowało im kreatywnego, ludzkiego podejścia do problemów, przez co kontaktujący się z supportem klienci tkwili w pętli nieskutecznych rozwiązań proponowanych przez sztuczną inteligencję. Po czasie nawet sam CEO kle, szwed pochodzenia polskiego Sebastian Siemiątkowski przyznał w rozmowie z Bloombergiem, że gdy koszty przysłaniają resztę czynników przy podejmowaniu decyzji, niestety kończysz z niską jakością. Już przed zeszłorocznym IPO spółka zaczęła wycofywać się z restrukturyzacji etatów i ponownie rozpoczęła rekrutację wśród ludzi. Wniosek. Dzisiejsi agenci AI są na tyle bystrzy, by rozumieć problem klienta, ale za mało ludcy, by pomóc go rozwiązać w satysfakcjonujący sposób, co odbija się na postrzeganiu marki. Innym argumentem, który na początku trendu stał za zmianą ludzkich pracowników na agentów AI był ich koszt. Oczekiwano, że ucięcie tysięcy regularnie wypłacanych pensji i zastąpienie ich subskrypcjami będzie tańsze. Ale praktyka pokazała kilka mankamentów tego zjawiska. Wielu menedżerów w branży IT po czasie zwracało uwagę na to, że pracownicy zaczęli wykorzystywać sztuczną inteligencję do dosłownie wszystkiego, przez co drastycznie przekraczano limity mocy obliczeniowych, co skutkowało ogromnymi dopłatami do subskrypcji. W ostatnich miesiącach pojawiało się coraz więcej wpisów na LinkedInie czy XCOM wystosowanych przez biznesmenów, którzy przyznawali się do tego, że ostatecznie wrócili do zatrudniania programistów na stanowiskach juniorskich, bo jednak wychodziło to taniej. Tu mamy pojedynczy wymowny przypadek, ale zagregowane opinie menedżerów są jeszcze bardziej wymowne. Zebrała je agencja Gartner. W maju tego roku przepytała 350 menedżerów firm generujących przychód nie mniejszy niż miliard dolarów, którzy zastępowali ludzi sztuczną inteligencją. Badanie wykazało brak związku między tymi zmianami a stopą zwrotu z inwestycji. We wnioskach raportu czytamy, że redukcje mogą tworzyć przestrzeń budżetową, ale nie tworzą zwrotu. Ponadto w wielu przypadkach potwierdziło się, że sztuczna inteligencja w obecnej formie to co najwyżej świetne narzędzie, ale jednak jeszcze nie pracownik. Sam młotek po prostu gwoździa nie wbije. Ktoś musi nim machnąć. Dobitnie przekonał się o tym Ford, producent samochodów. Zaimplementowane w produkcji systemy AI po prostu nie dostarczały takiej jakości jak doświadczeni pracownicy znający pewne niuanse produkcji. Sztuczna inteligencja nie była w stanie wyłapywać specyficznych usterek. W przeciwieństwie do inżynierów z wieloletnim doświadczeniem, wiceprezes Forda do spraw inżynierii pojazdów Charles Pun po czasie sam przyznał się do błędu w takich słowach. Tu cytat. Błędnie sądziliśmy, że samo wprowadzenie sztucznej inteligencji i wczytanie posiadanych przez nas wymagań projektowych wyprodukuje wysokiej jakości produkt. Sztuczna inteligencja to fantastyczne narzędzie, ale jest tylko tak dobra jak informacje, których używasz do jej trenowania. No więc zrobił Ford z powrotem zatrudnił 350 doświadczonych inżynierów, którzy przy pomocy narzędzi AI mogli dostarczyć produkt znacznie wyższej jakości od tego, za który odpowiadała sama sztuczna inteligencja. Podobne problemy miał Sales Force, spółka, która sama tworzy agentów AI wspomagających inne firmy w kontaktach z klientami. Tamtejsi nadzorcy zauważyli, że ich model AI przestaje dobrze funkcjonować, gdy zada mu się więcej niż osiem poleceń. Wówczas niektóre całkowicie pomija, co jest fatalne przy działaniach wymagających precyzji. Raportowano też przypadki tak zwanego driftu, czyli odpłynięcia AI od głównego polecenia w momencie zadania mu pytania na inny temat. Sales Force postanowiło więc zastąpić niektórych agentów klasycznymi technologiami automatyzacji deterministycznej opartej na kodzie, a nie modelu AI. Tu więc nie zatrudniono z powrotem ludzi, ale przyznano się do tego, że agenci AI nie działają tak idealnie, jak zakładano. Zresztą to samo przyznają niektóre z najbardziej znanych nazwisk w świecie biznesu. Na przykład Markerberg. Niedawno Reuters donosił o słowach siomety z wewnętrznego spotkania spółki. Zuckerberg miał na nim mówić, że rozwój agentów nie przebiegł w tak szybkim tempie, jak oczekiwano tego cztery miesiące temu. Dodał rzekomo że restrukturyzacja została źle przeprowadzona, bo błędnie oszacowano czas rozwoju agentów. To nie oznacza jednak, że z całego procesu się wycofał. Niemniej to kolejny dowód na to, że przeszarżowano z zastępowaniem ludzi sztuczną inteligencją i dostrzegają to nawet prekursorzy tego zjawiska. A jak to wszystko ma się do polskiego rynku pracy? W końcu on nas najbardziej powinien interesować. My jesteśmy jeszcze na wcześniejszym etapie cyklu, co znaczy, że nie zaobserwowano u nas tych powrotów na stanowiska pracy. Póki co trwa etap erozji etatów z powodu sztucznej inteligencji. Dobra wiadomość jest taka, że scenariusz masowych zwolnień z tego powodu nie realizuje się. Jak wynika z danych zebranych przez Polski Instytut Ekonomiczny, 5% przedsiębiorstw przemysłowych już wykorzystujących AI odnotowało spadek zatrudnienia związany z jej wdrożeniem. Niestety ludzie tracą pracę z wielu innych przyczyn i to w stopniu znaczącym. Dane z 23 lipca pokazały, że liczba zarejestrowanych bezrobotnych w Polsce po wyrównaniu sezonowym rośnie nieprzerwanie od 14 miesięcy. Tegoroczne wartości stopy bezrobocia były najwyższe od 5 lat. W pewnym momencie przekraczały nawet 6%, co świetnie widać na tym wykresie. Pewnym pocieszeniem jest fakt, że wskaźnik ten od trzech miesięcy powolutku spada. Sztuczna inteligencja może więc nie wpływa jeszcze drastycznie na Polaków, którzy trzymają się swojej pracy, ale już dotyka tych, którzy chcą wejść na rynek pracy, bo są na przykład świeżo po studiach. Badania uniwersyteckie jednoznacznie pokazują najdotkliwszy skutek implementacji sztucznej inteligencji w miejscach pracy. Nie jest nim wzrost bezrobocia, a erozja drabiny kariery zawodowej. Mówiąc obrazowo, agenci wzięli piłę i wycięli z niej kilka pierwszych szczebelków. Badania wyraźnie pokazują, że maleje liczba etatów juniorskich wykonywanych najczęściej przez osoby wchodzące do zawodu. Teraz pracodawcy wolą kilku doświadczonych pracowników uzbrojonych w narzędzia AI, którzy dzięki nim wykonują tę samą pracę, co wcześniej cały zespół żółtodziobów. Dlatego też omówiony przed chwilką Ford zdecydował się na zatrudnienie doświadczonych inżynierów, który bliżej do emerytury, a nie tych młodych, zdolnych i perspektywicznych. Badanie Uniwersytetu Stanforda wykazało spadek zatrudnienia o blisko 20% wśród programistów w grupie wiekowej 22-25 lat. Jednocześnie te wszystkie raporty punktują też niekorzystny dla pracodawców wniosek. Owszem, być może teraz bardziej opłaca im się rezygnować z młodych, ale kto w takim razie będzie doświadczonym pracownikiem za 10 lat, skoro nie ma jak zacząć? Signal Fire w podsumowaniu swojego raportu pisze wprost tu cytat: "Likwidacja kanału juniorskiego w inżynierii podnosi krótkoterminowe marże operacyjne, ale tworzy strukturalny kryzys przywództwa i talentów za 5 do 10 lat." Czas pokaże, czy korzyści z pierwszego planu przysłonią pracodawcom problemy, które dopiero majaczą gdzieś na horyzoncie. Historia w końcu zna nie jeden taki przypadek, kiedy dostępne na wyciągnięcie ręki korzyści były zbyt kuszące, by przejmować się odległymi konsekwencjami. Jeśli ten odcinek przypadł ci do gustu, to zostaw łapkę w górę. Do usłyszenia. [muzyka] Oh. [muzyka]









