Czy ETF-y stworzyły największą bańkę w historii?
Film przygląda się questão, czy ETF-y, będącę najszybciej rosnącym narzędziem inwestycyjnym, stanowczo wpłynęły na ukazanie się znaczęcej niezbalansowanej popularnoŤci aktywō, czyŤli ich rynkowa dominancja stanowi potencjalny rok. Czytelnikom podrzuciŤ, jak ETF-y dopasowuję swój portfel do indeksu, jakim je administrują, czy ma to obciągać się w miejscach nieprzewidywalnych, czy pomimo tego, jak ÉTFi kiedyć mogą zvaino się stalymi participarami na rynku.
Kluczowe problem EF: mechaniz wzmocnienia
Relacja ETF-ów z kapitalizacją a influence na wyceny aktywō:
- ETF-y nie analizują firmy przed inwestycją;
- Pomijają aspekty Bhariceану, przypadki szkolne kupna w przeludnionych sektorov
- Gigantyczna kapitalizacja TYA powoduje elementy pozycji pozycji nieprzewidywalnych w rynku
Oponi (kontrzaegждения): ETF linanie się z rynkiem?
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Przez lata niemal każdy inwestor, zwłaszcza ten początkujący, słyszał jedną radę: "Nie wybieraj akcji, nie próbuj samemu pokonać rynku. To ryzykowne i najpewniej ci się nie uda. Kup ETF na cały indeks, na cały szeroki rynek i trzymaj go przez lata, bo nawet jeżeli jedne spółki spadną, to przecież cały rynek idzie do przodu, więc ty zarobisz." Ale co jeśli miliony ludzi na całym świecie posłuchają tej rady i zaczną tak robić? Co jeśli ETFY, które kupują akcje nie dlatego, że są tanie, że spółki mają dobre fundamenty albo solidne perspektywy rozwoju, ale wyłącznie dlatego, że znajdują się w indeksie, zaczęły w niebezpieczny sposób zmieniać rynek. Czy to możliwe, że doprowadziło to do stworzenia największej bańki inwestycyjnej w historii współczesnej giełdy? Sprawdźmy to, ale najpierw czołówka. [muzyka] Zacząć trzeba od krótkiego wyjaśnienia, czym są ETFY i w jaki sposób działają. Mimo że pewnie spora część oglądających ma o tym jakieś pojęcie, to jednak dokładna charakterystyka jest kluczowa dla pełnego zrozumienia tego materiału. EF, czyli Exchange Traded Fund, to fundusz inwestycyjny notowany na giełdzie. Tradycyjne fundusze inwestycyjne działają w taki sposób, że inwestorzy nabywają jednostki uczestnictwa, a fundusz inwestuje ich pieniądze na giełdzie. Zysk inwestora pochodzi najczęściej ze wzrostu wartości jednostek uczestnictwa, które można potem spieniężyć. [muzyka] Część funduszy inwestycyjnych działa na zasadzie funduszu zamkniętego, czyli o ustalonej z góry liczbie jednostek uczestnictwa. I żeby nowy inwestor mógł wejść w fundusz, to jakiś inny inwestor musi mu sprzedać część swoich jednostek. Inne z kolei te otwarte sprzedają samemu kolejne jednostki, zwiększając swój kapitał. Fundusze inwestycyjne zatrudniają armię analityków, a fund manager osobiście podejmuje decyzje o spółkach, w które fundusz zainwestuje. Rodzi to kilka problemów. Po pierwsze, armia pracowników i to naprawdę drogich pracowników musi być opłacona z zysku funduszu. Tak więc każdego roku pobierana jest opłata za zarządzanie, która pomniejsza zysk inwestora. Po drugie, nawet jeżeli cała giełda zyskuje, to nietrafione inwestycje danego funduszu sprawią, że inwestorzy będą stratni. No a po trzecie, jedynie najwybitniejsze fundusze potrafią regularnie pobijać rynek. Zdecydowana większość inwestuje bezpiecznie, zarabiając mniej więcej tyle, ile cały szeroki rynek. Więc doliczając do tego koszty działalności, inwestorzy są nieco poniżej rynku. ETFY niejako rozwiązały wszystkie problemy aktywnych funduszy. Zamiast płacić olbrzymie pensje analitykom i zarządcom za wybór akcji, po prostu kupują cały rynek. Transakcje kupna i sprzedaży odbywają się jedynie wtedy, gdy udział danej spółki w indeksie się zmieni, tak żeby dostosować skład portfela funduszu, by idealnie odzwierciedlał indeks. Rozwiązanie jest tanie, proste i często bardzo skuteczne. Zamiast walczyć z rynkiem, by go odrobinę pokonać, po prostu go naśladuje. Ale to co robi wrażenie to to, jak urosły ETFY w ostatnich latach. W latach 2007-2012 ich skumulowana wartość nie przekraczała 2 bilionów dolarów, by potem zacząć dynamicznie rosnąć aż do 16 bilionów w 2025 roku. To robi wrażenie, ale też sprawia, że na rynku zaczęły się pojawiać teorie o tym, że ETFY psują rynek. Ale zanim do tego przejdziemy, to jeszcze krótka chwila dla partnera tego kanału, czyli aplikacji XTB. Jeżeli chcesz natychmiastowo reagować na zmiany na rynkach, to XTB zapewnia błyskawiczny dostęp do informacji rynkowych, szereg narzędzi analitycznych oraz ponad 10 000 instrumentów, dzięki którym możesz zyskać ekspozycję na niemal każdy rynek. Dodatkowo rejestrując konto z kodem matematyka otrzymasz za darmo kurs inwestowania ze specjalistami z XTB. Szczegóły w opisie do filmu. Krytycy ETFów zwracają uwagę na jeden poważny problem. Takie fundusze nie analizują spółek, zanim je kupią. Nie sprawdzają ich fundamentów, zysków, zadłużenia, perspektyw dalszego rozwoju. Nie zastanawiają się, czy relacja ceny do zysków jest wysoka czy niska. ETFY kupują spółkę wyłącznie dlatego, że znajduje się ona w indeksie, który naśladują. Jeżeli nowa spółka trafi do indeksu S&P 500 albo WIG20, to fundusze zarządzane aktywnie mogą ją zignorować, jeżeli wierzą, że nie ma ona przyszłości. Ale ETFY muszą ją kupić w proporcjach odpowiadających jej wycenie. Tak samo gdy dana spółka spada z indeksu, bo jest wyprzedzana przez inną. Wcale nie świadczy to przecież o jej słabości, że spadła z danego indeksu. Po prostu kapitalizacja innych spółek rosła nieco szybciej. Ale czy to oznacza, że ta spółka jest zła i należy się jej od razu pozbywać? Niekoniecznie. Ale tak właśnie zrobią wszystkie ETFY naśladujące ten indeks. No dobrze, ale ktoś może powiedzieć i co z tego? I tak przecież trzeba coś kupić. coś sprzedać. No i właśnie tutaj trafiamy do sedna problemu. W jaki sposób działają ceny na rynku akcji? Niektórzy kupują i sprzedają po dowolnej cenie, jaka tylko obecnie jest dostępna. Inni zaś czekają na taką, jaka będzie im odpowiadać. Tworzy to coś, co nazywa się księgą zleceń. Wyobraź sobie, że mamy jakąś spółkę i paru inwestorów chce ją kupić. Jeden chce zakupić pięć akcji po 95 zł, drugi pić akcji po 90 zł, a trzeci 10 akcji po 80 zł. i jednocześnie inna grupa inwestorów chce sprzedać. Jeden wystawił pięć akcji po 105 zł, drugi pić akcji po 110 zł, a trzeci 10 akcji po 115 zł. Ile wynosi cena takiej akcji dopóki nie dojdzie do jakiejś transakcji? Nie wiadomo. Wyda średnio 107 zł i 50 gr na akcję, ale na giełdzie na wykresie zobaczymy cenę 110 zł, czyli ostatnią zrealizowaną transakcję. Jeżeli kolejny inwestor, ten który chciał kupić 10 akcji po 80 zł, zobaczy, że cena rośnie i uzna, że traci tylko czas, że musi kupić zadowolną cenę, żeby tylko otworzyć pozycję, to w tej chwili jedyne dostępne zlecenia sprzedaży są na kwotę 115 zł. Kupi więc za tyle i na wykresie zobaczymy kolejny wzrost. Identycznie działa to w drugą stronę. Nie będę tego szczegółowo omawiać, ale ważne jest, żebyś zdawał sobie z tego sprawę. W czym tkwi zatem problem z ETFami? One nie mają czasu, żeby czekać na kupno po założonej cenie, która spełnia ich strategię inwestycyjną. ETFY muszą kupić od razu, żeby rebalansować portfel tak, żeby zgadzał się z indeksem. Kupują więc i sprzedają po dowolnej cenie i im większe są, tym większych transakcji dokonują. A jak ETFY wybierają co kupić? Każda spółka ma swoją kapitalizację, czyli liczbę akcji dostępnych na rynku, przemnożoną przez ich aktualną cenę. Jeżeli cena rośnie, to rośnie też kapitalizacja danej spółki. Gdy rośnie kapitalizacja, to rośnie jej udział w rynku. Zatem trafiamy na takie błędne koło. ETFY kupują olbrzymie ilości akcji po dowolnej cenie, prowadząc tym samym do wzrostu ceny, bo czyszczą skutecznie księgi zleceń. Przez to rośnie kapitalizacja takiej spółki, a tym samym jej udział w indeksie. Gdy rośnie jej udział, to ETF musi dokupić jej jeszcze więcej, jeszcze bardziej windując cenę i dalej zwiększając jej udział w rynku. Jednocześnie gdy rośnie udział jednych spółek, to udział innych spada. ETFY zatem muszą się ich pozbywać ponownie czyszcząc księgi zleceń, tym razem z ofert kupna, sprzedając po dowolnej cenie, byle by się ich pozbyć teraz. I to wszystko prowadzi do absurdalnych wzrostów spółek, które rosną tylko dlatego, że rosną i olbrzymie pieniądze, fundusze napędzają swoimi zakupami dalsze wzrosty. Apple, Microsoft, Nvidia, Amazon, Meta. Wymienia się wiele spółek, za których wzrosty odpowiedzialna jest głównie popularyzacja ETFów. Ale czy ta argumentacja dowodzi temu, że ETFY stworzyły na rynku bańkę? Tutaj zdania są podzielone. Jedni, tacy jak na przykład Michael Berry twierdzą, że ceny na giełdzie są coraz bardziej oderwane od fundamentów. Kapitał koncentruje się na niewielkim wycinku rynku, a wszyscy inwestorzy i wszystkie ETFY kupują to samo. Obniżenie płynności w czasie kryzysu może doprowadzić do tragedii. Ponieważ coraz więcej pieniędzy trafia do tych samych aktywów bez względu na ich rzeczywistą wycenę, zaczyna przypominać to mechanizmy znane z poprzednich kryzysów i z poprzednich baniek spekulacyjnych. Ale z drugiej strony teoria o tym, że ETFY tworzą bańkę ma również słabe punkty. Kapitalizacja całej giełdy jest olbrzymia, wielokrotnie większa niż ilość pieniędzy w ETfach, a większość rynku nadal inwestuje samodzielnie, a tym samym ustala ceny aktywnie, a nie pasywnie. ETF nie działa samodzielnie, ale bardziej podpina się pod aktywnych inwestorów. Dlatego też mówi się, że nie ma znaczenia, czy mniej [muzyka] doświadczeni inwestorzy inwestują przez ETFy, czy też samodzielnie ręcznie naśladują większych graczy. W dalszym ciągu to aktywni inwestorzy i olbrzymie aktywne fundusze decydują jakie ceny są rozsądne. Ale na fali popularyzacji ETFów trzeba odpowiedzieć sobie na jeszcze jedno pytanie. Co będzie w przyszłości, gdy ich udział w rynku będzie dalej rosnąć? Co gdyby w pewnym momencie wszyscy inwestorzy uznali, że już nie ma sensu walczyć z rynkiem i każdy zainwestowałby wyłącznie w ETF na cały szeroki rynek. 100% kapitału w ETfach i brak jakichkolwiek aktywnych inwestorów. Zastanów się przez chwilę. Nikt nie wycenia spółek, nie analizuje ich, nie szacuje sprawiedliwej ceny. Rynek stoi w impasie. Zlecenia kupna pojawiają się wtedy, gdy nowy inwestor wchodzi na rynek i odpowiadają one po prostu aktualnej proporcji spółek w indeksie. Tak samo zlecenia sprzedaży pojawiają się tylko wtedy, gdy jakiś inwestor postanawia pozbyć się ETFu. Taki świat nie ma prawa istnieć, bo gdy zaczynają się pojawiać błędne wyceny, to aktywni inwestorzy widzą okazję do zarobku. wracają na rynek, tym samym go stabilizując. Więc czy ETFY stworzyły największą bańkę w historii? [muzyka] Moim zdaniem nie. Jeszcze nie. Bez wątpienia ich rosnąca popularność jest wyzwaniem, ponieważ zmienia ona sposób funkcjonowania rynku. Niektóre spółki bez wątpienia korzystają z ogromnego napływu kapitału, bez którego ich cena nie byłaby dziś aż tak wysoka. Ale nie oznacza to, że sam ETF jest problemem. bardziej ślepa wiara w to, że każdy ETF pokona rynek, że każdy ETF jest dobrą inwestycją i że najlepiej przestać samemu analizować rynek i po prostu wybierać ETFY. ETF to świetne narzędzie inwestycyjne, jedne z najlepszych dla początkujących inwestorów, ale nawet najlepsze narzędzie nie zwalnia nas z myślenia, bo niestety historia pokazuje nam, że największe finansowe błędy giełda popełniała wtedy, kiedy wszyscy myśleli tak samo. Na dzisiaj to tyle. Jeżeli zostałeś ze mną do teraz, to dziękuję ci za oglądanie. Daj znać w komentarzu, czy ty inwestujesz przez ETFy, czy jednak wolisz samemu konstruować swój portfel. [muzyka] I koniecznie pamiętaj o łapce w górę i subie na kanale, tak żeby nie przegapić kolejnych materiałów. Cześć. Yeah.







