GORSZE OD RECESJI. Jak zarobić na STAGFLACJI? [Stagflacja i Inwestowanie]

Czym jest stagflacja i dlaczego jest groźna?

FXMAG 103 000 subskrybentów
7 458 378 29/04/2025

Czy wiesz, jak inwestować w czasie stagflacji? To zjawisko łączące stagnację gospodarczą z wysoką inflacją stanowi poważne wyzwanie dla inwestorów. W tym filmie Dawid Augustyn z FXMAG omawia stagflację, jej przyczyny i skutki, a także strategie inwestycyjne, które mogą pomóc w ochronie kapitału i generowaniu zysków w tym trudnym okresie.

Stagflacja to połączenie stagnacji gospodarczej, czyli niskiego lub ujemnego wzrostu PKB, z wysoką inflacją. W odróżnieniu od typowej recesji, gdzie niskiej dynamice wzrostu towarzyszy niska inflacja lub deflacja, stagflacja stanowi dylemat dla banków centralnych. Obniżanie stóp procentowych, typowe działanie w czasie recesji, może napędzać inflację, a podwyższanie stóp, konieczne do walki z inflacją, może pogłębić stagnację.

Jak inwestować w czasie stagflacji?

Film omawia strategie inwestycyjne rekomendowane przez firmę Wellington Management, która zarządza aktywami o wartości ponad biliona dolarów. Zgodnie z ich analizą, najlepsze rezultaty w okresach stagflacyjnych przynoszą inwestycje w złoto (średnio +27%) i towary (+18%). Obligacje skarbowe indeksowane inflacją również oferują pewną ochronę (+4%). Natomiast akcje, zwłaszcza spółki o małej kapitalizacji i spółki wzrostowe, mogą tracić na wartości. Największe straty odnotowują zazwyczaj posiadacze obligacji korporacyjnych wysokiego oprocentowania.

Czy grozi nam stagflacja?

Film analizuje bieżącą sytuację gospodarczą i politykę handlową USA, wskazując na czynniki, które mogą sprzyjać stagflacji. Autor podkreśla, że dane za drugi kwartał 2024 roku będą kluczowe dla oceny ryzyka.

  • Dowiedz się, czym jest stagflacja i jak wpływa na gospodarkę.
  • Poznaj strategie inwestycyjne na czas stagflacji.
  • Zrozum, jakie czynniki mogą sprzyjać stagflacji w najbliższej przyszłości.
  • Otrzymaj praktyczne wskazówki, jak chronić swój kapitał w trudnych warunkach rynkowych.
Zobacz pełną transkrypcję filmu

Wiele wskazuje na to, że nadchodzące miesiące będą ciężkie pod kątem gospodarczym. I tutaj oczywiście mam na myśli przede wszystkim sytuacje w Stanach Zjednoczonych. Na kanale w ostatnim czasie kilka razy podejmowaliśmy temat recesji, ale też z twojej perspektywy, bo jest naprawdę duża szansa na to, że jeżeli recesja nadejdzie, ty jej możesz nie odczuć. Link do tego odcinka podrzucam w opisie. Jest jeszcze inny temat, którego ekonomiści nie wykluczają, a przed którym bardzo mocno ostrzegają. Więc zanim na rynku wybuchnie ewentualna panika, to fajnie, żebyś wiedział czym to zjawisko jest i jak odpowiednio do niego podejść. A o czym mowa? O tak zwanej stakflacji. Stałych widzów proszę o kredyt zaufania w postaci łapki w górę. Ja nazywam się Dawid Augustyn. Ty trafiłeś na kanał FX Mag. to encyklopedia finansowa, w której tłumaczymy rzeczy ze świata finansów w przystępny sposób. Dziękuję za 100 000 subskrypcji naszego kanału. Jeżeli chcesz otrzymywać wartościowe treści, kliknij i suba i dzwoneczek, żeby otrzymywać wszystkie powiadomienia. Partnerem odcinka jest Dom Maklerski XTB, gdzie możesz tak jak ja handlować bez prowizji, zakładając konto wprowadź kod FX Mac i odbierz dodatkowe szkolenie dla początkujących inwestorów. O nadchodzącej recesji tak wiele banków inwestycyjnych już się wypowiedziało, że chyba nie ma sensu nadmiernie strzępić języka na ten temat. Zagadnienie zdaje się już na tyle spopularyzowane, że to co widzimy obecnie przypomina jedynie licytację, kto da więcej procentów prawdopodobieństwa. Dla porządku można dodać, że szansę na to, że w tym roku zawita WSR recesja techniczna, rozumiana jako co najmniej dwa kolejne z rzędu okresy spadku realnego PKB, wynoszą około 60% według na przykład platformy predykcyjnej CALSI. I co ciekawe, banki inwestycyjne od tych procentów mocno nie odbiegają. Warto też dodać, że nie tylko banki o tej recesji mówią. Popularność frazy w Google jest na takim poziomie jak była w 2008, 2020 czy 2022. Ten niepokój wisi w powietrzu. O tym, że nie warto tracić jednak z oczu prognoz dotyczących recesji świadczy inne zjawisko, które może być z nią związane. Mowa o stakflacji, czym jest. O tym zjawisku jako pierwszy wypowiedział się w 1965 Ian McClaud. Nie, nie ten od słynnej szkockiej single mold spod marki właśnie Ian McCloud, ale brytyjski parlamentarzysta. Dramatyczne wydarzenia lat 70. gdy świat zmagał się z głębokim kryzysem naftowym i odszedł od wymienialności dolara na złoto, doprowadziły do tego, że słowo weszło do szerszego obiegu. Jest ono połączeniem stagnacji i inflacji, co jednoznacznie w zasadzie charakteryzuje naturę tego zjawiska. Ściślej, takiej ścisłej, typowo ścisłej definicji wzorem recesji technicznej niestety nie mamy. Być może najtrafniej objaśnił stakflas amerykański noblista z dziedziny ekonomii Paul Samuelson, którego rodzice byli przedwojennymi migrantami pochodzenia żydowskiego z Polski. Według Samuelsona przez stakflację należy rozumieć czas niskiego lub ujemnego wzrostu gospodarczego i wysokiej w porównaniu ze standardami historycznymi inflacji. W swojej pracy z 1974 roku Samuelson oryginalnie odnosił się do produkcji przemysłowej, a nie do PKB. Zwykle recesji poza ujemną dynamiką wzrostu gospodarczego towarzyszy niezbyt wygórowana inflacja, a nawet deflacja. czyli spadek cen. Ma to swoje uzasadnienie, gdyż zwijająca się gospodarka prowadzi najczęściej do zmniejszenia poziomu zatrudnienia, ponieważ przedsiębiorcy dostosowują moce wytwórcze do dostępnego popytu konsumpcyjnego i też popytu inwestycyjnego. Spadek popytu ogranicza zdolność do podbijania inflacji konsumenckiej. Rzecz jasna i to jest jeszcze do przełknięcia. Przyzwyczailiśmy się do tego, że gospodarki podlegają cyklom dobrobytu, które przeplatają chude lata. Do tego niska inflacja czy też deflacja skłania banki centralne do pobudzania aktywności w sferze realnej za pomocą obniżania stóp procentowych. Przykładem może być ostatni epizod recesyjny związany z rozprzestrzenianiem się po całym świecie COVID-19. W reakcji na pandemię władze monetarne ścięły stopy procentowe w niektórych przypadkach do zera. To pomogło, gdyż tani pieniądz dodał wigoru gospodarce na tyle wzbudzając demona inflacji, że trzeba było rychło przystąpić do gwałtownego przykręcania kurka ze stopami procentowymi. W 2022 roku taka sytuacja miała miejsce. Stakflacja to jednak coś innego, bo bardziej przypomina podwójny pocałunek śmierci. Dlaczego? Z jednej strony na planszy pojawia się wątły wzrost PKB lub nawet ujemna dynamika tego wskaźnika. Czyli książkowo, tak jak w czasach typowej recesji, należałoby obniżać stopy procentowe, ale z drugiej strony gospodarka znajduje się pod presją ponadprzeciętnej wysokości inflacji, czyli książkowo należałoby chcąc to zdusić utrzymać stopy procentowe na wysokim poziomie lub nawet je podwyższać. To w końcu obniżać czy podwyższać? Nie da się przecież podjąć decyzji w obu kierunkach. To wyższa szkoła jazdy dla najbardziej wytrawnych bankierów centralnych i zapewne świadomość tego ma, że Rompael, szef komitetu rezerwy, który od swojego wystąpienia publicznego z grudnia 2024 roku systematycznie studzi nazbyt rozgrzane głowy wzywających do dalszego luzowania polityki pieniężnej za oceanem. Ryzykuje bowiem, że tnąc dalej stopy procentowe doprowadzi do wymknięcia się inflacji spod kontroli. A w to, że wojownicza polityka handlowa rozpętana po całości przez Donalda Trumpa 2 kwietnia nie jest proinflacyjna, to już chyba wierzą najbardziej niepoprawni optymiści. Zresztą nagranie z konferencji prasowej pani rzecznik dom białego Domu no już obiega internet. Mowa o tak naprawdę spotkaniu też i konferencji prasowej z ze Scottem Besentem, gdzie atakują Amazona za to, że pokazuje efekt ceł nakładanych przez administrację Donalda Trumpa w koszyku, nazywając to chińską propagandą. To jest naprawdę absurdalne. Ale to zostawmy. Do gabinetu owalnego w białym Domu napływają szczątkowe raporty, które pokazują pierwsze negatywne efekty tych taryf. celnych w różnych segmentach biznesowych. Przykładem może być to, co się dzieje w amerykańskim przemyśle stalowym, czy to jak wygląda aktywność przewozowa w międzynarodowych kontenerowych frachtach morskich. O tym pisaliśmy nie tak dawno. Zresztą swoje zdanie na temat tego, co wyczynia ekipa Trumpa mają amerykańscy wyborcy. I wygląda na to, że nie zostawiają suchej nitki na tym, jak postępuje administracja republikańska, co nie tylko dotyczy obszaru taryfowego. Prezydent cieszy się najniższym poparciem społecznym od końca II wojny światowej. Jednocześnie od schyłku stycznia widoczny jest potężny wzrost dezaprobaty, które odnosi się do migracji, gospodarki, handlu zagranicznego i perspektyw inflacji, czyli tak naprawdę kosztów życia. A zegar nieustępliwie tyka. A do tego złowieszczo można powiedzieć, ponieważ w następnym roku odbędą się wybory połówkowe w USA. Do 3 listopada 2026 poznamy nowy kształt Kongresu. W izbie deputowanych wymienionych zostaną wszystkie miejsca uprawnione do głosowania, a więc 435 miejsc, a w Senacie 35 mandatów na setkę członków izby. Oprócz tego odbędą się wybory gubernatorskie w 39 stanach. Gdyby szala zwycięstwa przechyliła się na korzyść opozycyjnych obecnie demokratów, to łatwo sobie wyobrazić, że wdrażanie wizji politycznej Donalda Trumpa byłoby drogą przez mękę. I pytanie najważniejsze, nie to jak będzie w Stanach Zjednoczonych, ale jak na stakflacji zarabiać. Rynki finansowe to takie organizmy, że da się na nich zarabiać bez względu na to jaki trend obowiązuje. I to jest ten atut, ale też taka bajka, w którą my wszyscy troszeczkę wpadamy. Wzrosty, spadki, boczniak, wszystko to sprzyja oczywiście inwestorom, którzy właściwie obstawiają zwycięńskie klasy aktywów i w tym może być problem. I chyba jeszcze bardziej sprzyja to oczywiście brokerom, więc może najlepiej to po prostu być akcjonariuszem XTB w tych najbliższych miesiącach. Z obliczeń Wellington Management, czyli amerykańskiej firmy inwestycyjnej, która została założona w 1928, która zarządza aktywami wartymi ponad 1 bilion dolarów, wynika, że najlepsze rezultaty w okresach stakflacyjnych dało złoto średnio plus 27% i towar plus 18%. W skrócie cykl surowcowy. Nieźle radziły sobie też obligacje skarbowe indeksowane inflacją plus 4%. A dalej to już był obraz nędzy i rozpacz. Ceny akcji zniżkowały przeciętnie w trakcie stakflacji. Najgorzej wiodło się smallom, czyli malutkim spółeczkom i papierom wzrostowym o największej kapitalizacji. Tutaj przykładem mogą być spółki taki zestaw Mac se, czyli ta Magnificent Seven wspaniała siódemka, tylko że to są spółki technologiczne i one się mogą nam tutaj trochę tym regułą wymykać. Największymi stratnymi byli jednak posiadacze obligacji korporacyjnych wysokiego oprocentowania powszechnie nazywanymi śmieciowymi. Średnia przecena ich kursów przewyższyła 7%. Jako kryterium kwalifikacyjne Wellington Management przyjął, że stakflacja następowała wtedy, gdy wzrost gospodarczy był zbliżony do zera albo był ujemny, a stopa inflacji wynosiła co najmniej 5%. Wygląda więc na to, że posiadacze złota dalej mogą spać spokojnie. Pytanie, czy rzeczywiście do stakflacji może dojść? O tym przekonamy się w czasie najbliższych tygodni i miesięcy, a w szczególności ważne będą dane za dopiero co rozpoczęty drugi kwartał tego roku, bo w nich uwzględniona zostanie polityka Donalda Trumpa. Jeżeli spodobał ci się ten odcinek, zostaw łapkę w górę i kliknij dzwoneczek, żeby otrzymywać powiadomienia dotyczące naszych publikacji. Trzymam kciuki za twoje inwestycje. [Muzyka]

Przewijanie do góry