Przejdź do treści

VideoWiedza™ · Poradnik / Tutorial

JAK ZARABIAĆ NA SPADKACH? Największy short w historii [Short selling i dźwignia]

Wyświetlenia
6,434
Polubienia
270
Data publikacji

O materiale

Zarabianie na spadkach – jak to działa?

Zastanawiasz się, jak zarabiać, gdy rynki finansowe spadają? Ten film edukacyjny omawia strategie inwestycyjne, które pozwalają osiągać zyski na spadających cenach akcji, indeksów i innych instrumentów finansowych. Dowiesz się, czym jest krótka sprzedaż (short selling) i jak wykorzystać ją do zabezpieczenia swojego portfela lub spekulacji.

Kluczowe zagadnienia omówione w filmie:

  • Mechanizm krótkiej sprzedaży: Na czym polega pożyczanie akcji i zarabianie na ich spadku?
  • Ryzyko i korzyści: Jakie są potencjalne zyski i straty związane z graniem na spadki?
  • Instrumenty finansowe: Jakie instrumenty (akcje, ETF-y, kontrakty CFD, kontrakty futures) można wykorzystać do shortowania?
  • Short Squeeze: Czym jest i jak uniknąć pułapki gwałtownego wzrostu cen?
  • Dźwignia finansowa: Jak działa dźwignia w kontraktach terminowych i CFD oraz jakie niesie za sobą ryzyko?
  • Rejestr krótkiej sprzedaży KNF: Jak interpretować dane o krótkich pozycjach funduszy i czy mogą być wskazówką inwestycyjną?

Przykłady i case studies

Materiał zawiera analizę historycznych przykładów, takich jak strategia George'a Sorosa wobec funta brytyjskiego oraz short squeeze na akcjach Tesli, ilustrując potencjał i zagrożenia związane z krótką sprzedażą. Zrozumiesz, jak fundusze hedgingowe wykorzystują short selling w strategiach zabezpieczających i spekulacyjnych.

Lokowanie produktu AXI

Film prezentuje możliwości handlu akcjami i walutami u brokera AXI. Pamiętaj, że inwestowanie wiąże się z ryzykiem utraty kapitału. Inwestuj odpowiedzialnie i korzystaj z niezależnych źródeł informacji.

Podsumowanie

Oglądając ten materiał, zdobędziesz kompleksową wiedzę na temat zarabiania na spadkach i nauczysz się oceniać ryzyko związane z tą strategią. Poznasz narzędzia i techniki, które pomogą Ci podejmować świadome decyzje inwestycyjne na rynkach finansowych.

Tematy filmu

Pełna transkrypcja filmu

Rozwiń, aby przeczytać zapis całego materiału.
Transkrypcja

W 1999 George Soros zarobił ponad miliard dolarów, obstawiając spadek funta brytyjskiego, ale to nie był zwykły zakład, tylko wojna finansowa z brytyjskim rządem. W tamtym czasie Wielka Brytania była częścią tak zwanego mechanizmu European Exchange Rate. Mechanizm w skrócie ERM. Jego zadaniem było utrzymanie kursu funta w wąskim przedziale, w wąskich widełkach wobec niemieckiej marki. Problem w tym, że brytyjska gospodarka była słaba, inflacja rosła, wzrost gospodarczy spowalniał, a rezerwy walutowe były ograniczone. George Soros i jego Quantum Fund uznali, że w takich warunkach funt nie wytrzyma tej presji, że w końcu rząd brytyjski zostanie zmuszony do rezygnacji ze stałego kursu lub jego dewaluacji. Soros i jego zespół zaczęli więc budować bardzo duże, krótkie pozycje, warte nawet 10 miliardów funtów. 16 września 1992 roku przeszedł do historii. Jako czarna środa. Bank Anglii podniósł stopy procentowe do 15%. Wydawał miliardy, aby ratować kurs. Ale to nic nie dało. Rząd skapitulował. Funt został wyrzucony z systemu RM, a jego kurs runął. A Soros, on w jeden dzień zarobił miliard dolarów. Co więcej, został ochrzczony mianem człowieka, który złamał bank Anglii. To był moment, który zdecydowanie przeszedł do historii. I to nie dlatego, że Soros zarobił fortunę, ale dlatego, że pokazał jak potężne może być szortowanie nawet wobec całego państwa. Jest to po dzisiejszy dzień jeden z największych szortów w historii, który o dziwo wykonany został na walucie. Historia Sorosa pokazuje, że na rynkach można zarobić nie tylko wtedy, gdy coś rośnie, ale też wtedy, gdy spada. I właśnie ten proces nazywamy tak zwaną krótką sprzedażą. W przypadku krótkiej sprzedaży, czyli tak zwanego szortowania, inwestor zamiast liczyć na wzrost kursu, zakłada jego spadek, sprzedaje akcje, których tak naprawdę nie posiada. Pożycza je od brokera, sprzedaje na rynku, a potem planuje odkupić, tylko że taniej. Jeśli kurs spadnie, różnica między ceną sprzedaży a niższą ceną odkupu staje się jego zyskiem. Ale jeśli się pomyli i kurs pójdzie w górę, no to traci. No i to może brzmieć abstrakcyjnie, bo trochę tak. Teoretycznie sprzedaje się coś, czego tak naprawdę się nie posiada, ale w praktyce to jedna z najciekawszych i najbardziej ryzykownych strategii inwestycyjnych. Zobaczmy to na przykładach. Złośliwi pewnie powiedzą, że żeby zarabiać na spadkach, najlepiej być jak najbliżej otoczenia Donalda Trumpa, która nawet przy ostatniej sytuacji na rynku kryptowalut pokazuje, że gdzieś ma przepisy i reguły, ale mimo wszystko zobaczmy jak wygląda temat zarabiania na spadkach. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby ominęły cię rzeczy ważne dla twoich finansów, no to koniecznie dołącz do grona ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. Partnerem tego materiału jest broker akcji, gdzie możesz handlować ponad 220 aktywami, w tym parami walutowymi. Link do oferty znajdziesz w opisie. Załóżmy, że inwestor zrobił porządny research i doszedł do wniosku, że akcje spółki ABC są przewartościowane. Na giełdzie kosztują 50 zł, ale według jego analizy ich prawdziwa wartość to raczej okolice 20. Postanawia więc zagrać na spadki i pożycza akcje. Pożycza 20 akcji ABC i od razu je sprzedaje za 50 zł każda, czyli w sumie za 1000 zł. Po tygodniu okazuje się, że inwestor miał rację. Kurs faktycznie spada do 20 zł. inwestor odkupuje te same akcji, ale już za 400 zł, no i oddaje je brokerowi. Trzeba jednak pamiętać, że od takich transakcji brokerzy pobierają prowizję. W tym przypadku załóżmy, że wyniosła na nie 50 zł. Podsumowując, inwestor sprzedał akcję za tysiaka, odkupił za 400, zapłacił brokerowi 50. Zysk mamy nieco, no powiedzmy sobie 550 zł, dlatego że broker swoje 50 zł zabrał. Teraz scenariusz, w którym inwestor nie miał tyle szczęścia. W pierwszym kroku sprzedaje on te 20 akcji po 50 zł, uzyskując tysiaka. Liczy, że kurs spadnie, ale rynek ma oczywiście inne plany. Cena rośnie do 80 zł. No i żeby odkupić te same akcje i oddać je brokerowi, musi teraz wydać aż 1600 zł. Do tego dochodzi jeszcze oczywiście 50 złowa prowizja. Podsumowując, sprzedał za 1000 zł, odkupił za 1600, za transakcję zapłacił 50 zł, efekt strata 650 zł i to tylko przy wzroście o 30 zł. Gdyby cena poszła jeszcze wyżej, strata byłaby większa. I to pokazuje jak bardzo ryzykowne potrafi być szortowanie. W przypadku zwykłego kupna akcji możesz stracić tylko tyle ile zainwestowałeś. No bo w końcu kurs może spaść co najwyżej do zera, chociaż nie brzmi to optymistycznie. Natomiast w przypadku krótkiej sprzedaży taki górny limit po prostu nie istnieje. Akcje mogą rosnąć bez końca, a ty musisz je odkupić niezależnie od ceny. Do tego dochodzi jeszcze jedno ryzyko. Skoro akcje są pożyczone, broker może w każdej chwili poprosić o ich zwrot. Wtedy nie masz wyjścia. Musisz zamknąć pozycję, nawet jeśli cena jest dla ciebie niekorzystna. Właśnie w takich sytuacjach zaczyna się prawdziwy roller coaster, bo jeśli kurs nie tylko rośnie, ale jeszcze robi to gwałtownie, to ryzyko strat rośnie wykładniczo. I tutaj wchodzimy w zjawisko, które nazywa się short squeezem. Short squeeze to sytuacja, w której akcje mocno shortowane nagle zaczynają dynamicznie rosnąć. Często ten ruch poprzedza jakiś pozytywny impuls. Może to być na przykład publikacja wyników finansowych, które okazują się być lepsze od oczekiwań. wtedy kurs wystrzeliwuje w górę, a szortujący w panice zaczynają odkupywać akcje, aby ograniczyć straty. Problem w tym, że robią to wszyscy na raz. No i wtedy cena wystrzeliwuje jeszcze mocniej, bo rosnący popyt zderza się z ograniczoną podażą akcji i w efekcie mamy klasyczny short squeeze, bo ci zamykający pozycje kupują, a więc są też stroną popytową, wzmacniając cały ten proces. Short Squeeze Tesli z lat 2019-2021 to dobry przykład tego, jak rynek potrafi odwrócić się przeciwko posiadaczom krótkich pozycji. Wszystko zaczęło się od rekordowego poziomu szortów. Ponad 20% dostępnych akcji znajdowało się w rękach inwestorów grających na spadki, ale zamiast spadków przyszły wzrosty. Z biegiem czasu poprawiły się wyniki finansowe, rosły dostawy aut, a cały rynek samochodów elektrycznych nabierał rozpędu. W sierpniu 2020 roku Tesla ogłosiła split 5:1, dzięki czemu inwestorzy indywidualni mogli łatwiej kupować akcje. Dodatkowym motorem wzrostu był też debiut spółki w indeksie S&P 500. Wtedy wszystko eksplodowało. Szortujący zaczęli się ewakuować, a ich paniczne odkupywanie akcji tylko przyspieszyło wzrost. Na koniec 2020 Tesla kosztowała ponad 235 $ar po przeliczeniu splitu, a ci, którzy grali przeciwko niej, stracili łącznie około 38 miliardów dolarów. Był to jeden z najbardziej kosztownych short squeezów w historii, ale to też pokazuje, że short squeez musi trwać jeden dzień. To może być cała tendencja, a te najdynamiczniejsze ruchy będą tylko zwieńczeniem całego tego długoterminowego procesu. I choć przykład Tesli to idealny cas, jak rynek potrafi ukarać zbyt pewnych siebie szortujących, to nie zawsze krótkie pozycje oznaczają spekulacje. Shzorty wykorzystuje się też jako narzędzie zabezpieczające portfel, tak zwany hedging. Przykład, masz akcji kilku spółek, ale boisz się, że rynek zaliczy korektę. wtedy możesz zająć krótką pozycję na przykład na indeksie i w ten sposób ograniczasz straty, jeśli rzeczywiście przyjdą spadki, bo szortować da się nie tylko akcje, ale też ETFy, obligacje czy instrumenty pochodne, na przykład przez opcje, kontrakty CFD czy kontrakty futures. Generalnie w przypadku kontraktów terminowych zajęcie krótkiej pozycji jest prostsze niż przy akcjach. Nie musisz niczego pożyczać, bo wystarczy zawrzeć transakcję sprzedaży kontraktu. W praktyce to zakład o to, jaka będzie przyszła cena instrumentu bazowego. Jeśli ta cena spadnie poniżej poziomu, po którym otworzyliśmy pozycję, to zarabiamy, ale jednocześnie nasz zysk to czyjaś strata. A dokładnie inwestora, który zajął długą pozycję. Oczywiście działa to w dwie strony. Jeśli kurs kontraktu rośnie, to nasza krótka pozycja będzie na minusie. Warto też pamiętać, w kontraktach terminowych mamy do czynienia z dźwignią finansową. Oznacza to dwie rzeczy. Po pierwsze, dźwignia pozwala działać na większym kapitale, ale sprawia też, że zarówno zysk, jak i straty rosną szybciej. A po drugie, nie musimy wpłacać całej wartości kontraktu. Wystarczy tak zwany depozyt zabezpieczający, czyli tylko część pełnej kwoty transakcji. Według danych KDPW z grudnia 2024 minimalny depozyt wynosi 5,9% wartości kontraktu. Większość biur maklerskich dolicza jeszcze około 20%, żeby zostawić sobie margines bezpieczeństwa. Tak robią na przykład BOŚ, PKOB, Santander. Z koleiem bank trzyma się dokładnie tego samego poziomu co KDPW. Choć wyższy depozyt zamraża więcej kapitału, to ma jedną zaletę. Nie trzeba go ciągle uzupełniać, bo pamiętaj, że wartość depozytu jest codziennie aktualizowana. Jeśli spadnie poniżej wymaganego poziomu, biuro maklerskie wezwie cię do dopłaty, a jeśli tego nie zrobisz, to kontrakt zostanie automatycznie zamknięty. Jednak aby jeszcze lepiej zrozumieć ten mechanizm, przejdźmy do kilku przykładów. Akcje KGHM można obecnie sprzedać za około 193 zł. Czysto teoretycznie załóżmy, że po naszej analizie technicznej i spojrzeniu w raport kwartalny zakładamy, że cena może spaść o 100 zł, czyli do poziomu 93 zł. Sprawdźmy zatem ile da się na tym zarobić, stosując trzy różne warianty: krótką sprzedaż akcji, kontrakt CFD i kontrakt futures. Klasyczna krótka sprzedaż. Pożyczamy 100 akcji KGHMU od brokera i sprzedajemy je na rynku po 193 zł za sztukę. W ten sposób otrzymujemy 19300 w gotówce. Po jakimś czasie kursy rzeczywiście spada. Odkupujemy te same 100 akcji po 9 za 9 300 i oddajemy je brokerowi. Różnica czyli 10 000 zł to nasz zysk brutto. Z kolei stopa zwrotu z tej inwestycji to prawie 52%. W przypadku kontaktu CFD efekt będzie podobny, ale tu pojawia się już dźwignia, więc załóżmy, że naszym brokerem jest broker akcji wymaga depozytu w wysokości 30% wartości pozycji. Oznacza to, że zamiast 19300 zł wystarczy 5790 zł, żeby otworzyć pozycję o tej samej wartości. Jeśli kurs faktycznie spadnie do 93 zł, zysk to znów 10 000 zł. Ale uwaga, tym razem w relacji do wniesionego depozytu wynosi ponad 170% stopy zwrotu. Trzecia opcja to kontrakt Futures FKGHZ 25. Jeden kontrakt to 100 akcji KGHMU, więc wartość nominalna to 19300. Jednak w przypadku kontraktu futures dźwignia działa jeszcze mocniej. Dla uproszczenia załóżmy, że depozyt zabezpieczający wynosi tyle ile określa KDPW, czyli 5,9%. Przy depozycie takiej wielkości otwierasz pozycję 19300, mając zaledwie 1139 zł kapitału. Jeśli kurs akcji faktycznie spadnie o stówkę, to jeden kontrakt odpowiadający z tu akcjom przyniesie ci zysk 10 000 zł. Natomiast stopa zwrotu z takiej transakcji to aż 877%. Jak widać każdy z tych instrumentów działa na tej samej zasadzie zarabiasz. Gdy cena spada, ale różni się skala ryzyka i wymagany kapitał. W klasycznej krótkiej sprzedaży akcji ryzyko jest relatywnie najmniejsze, bo operujesz pełną wartością pozycji, a twój zysk rośnie proporcjonalnie do spadku. Tutaj trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że nie dodałem oprocentowania pożyczki, która często często w przypadku krótkiej sprzedaży występuje. W przypadku kontraktu z CFD w grę wchodzi dźwignia finansowa, co przyspiesza potencjalne zyski. Też sprawia, że strata może szybko wyczyścić rachunek. Z kolei kontakty futures dają możliwość naprawdę wysokich zarobków. Jednak przy ruchu w drugą stronę równie szybko tracisz i to nie tylko cały depozyt. Tutaj możesz zostać zobowiązany do dopłaty środków. Wniosek jest prosty. Im większa dźwignia, tym większe możliwości. Krótką sprzedaż można wykorzystać od spekulacji po zabezpieczeniu portfela, ale to kto faktycznie gra na spadki nie zawsze jest oczywiste. Dlatego na stronie internetowej komisji nadzoru finansowego możemy znaleźć coś takiego jak rejestr krótkiej sprzedaży. To lista podmiotów posiadających krótkie pozycje na spółkach notowanych na GPW. Krótko mówiąc to spis tych, którzy grają na spadki. Dzięki temu zestawieniu inwestorzy mogą śledzić ruchy dużych graczy i wyciągać z tego własne wnioski. Bo jeśli fundusze zaczynają szortować konkretną spółkę, może to być sygnał, że coś się dzieje i kurs niedługo spadnie. Należy mieć jednak na uwadze, że fundusze też często działają bardzo szybko. Wchodzą, zarabiają kilka procent i znikają. Dlatego shortort nie jest prognozą, ale może być wskazówką. Jeśli więc grasz na dużych spółkach, warto sprawdzić, czy przypadkiem ktoś ich właśnie nie szortuje oraz od jak dawna to trwa. W przypadku dużych krótkich pozycji obowiązują konkretne zasady raportowania. Jeśli inwestor przekroczy próg 1% kapitału spółki, musi zgłosić to do KNFu. Ten sam obowiązek pojawia się przy każdym kolejnym 1% powyżej tego poziomu albo przy spadku poniżej progu. W praktyce oznacza to pozycje warte kilka, a czasem kilkanaście milionów złotych. Nie jest to zatem obszar, w którym działa przeciętny inwestor indywidualny. Cała ta procedura wynika z przepisów unijnych, dokładnie z rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej dotyczącego krótkiej sprzedaży. Generalnie w reszcie krótkiej sprzedaży często powtarzają się te same nazwy podmiotów. Od początku września dominują na przykład dwa podmioty Cube Research and Technologies Limited oraz Marshall WS LLP. Cube Research Technologies to globalny fundusz inwestycyjny oparty na analizie ilościowej, czyli na tak zwanym quantitive trading. Ma siedzibę w Londynie. Jego biura działają też w innych częściach Europy i Azji. Fundusz powstał w 2016 w jednym z działów Credit Swiss. Drugi z nich Marshall W LP. To fundusz hedingowy, którego siedziba również mieści się w Londynie. Został założony w 97 przez Paula Marshalla i Iana Waya. Obecnie zarządza portfelem wartym ponad 81 miliardów dolarów. To jeden z największych graczy na rynku, znany z odważnych i często bardzo trafnych, krótkich pozycji. Jednym z jego najbardziej znanych ruchów był Shortz 2014. Fundusz zarobił wtedy 24 miliony euro na upadku portugalskiego banku, banku Espirito Santo. Z kolei obecnie dane z 7 października. Wajście krótkiej sprzedaży KNF znajdziemy 23 pozycje dotyczące spółek z GPW. Liderem w tym zestawieniu jest CCC. Spółka szortuje aż siedem funduszy, które razem mają krótkie pozycje sięgające prawie 6% wszystkich akcji. Rzecz jasna w kontekście rejestru krótkiej sprzedaży nie sposób nie wspomnieć o sytuacji z zeszłego roku, która mocno namieszała na rynku. We wrześniu i październiku fundusz AHL Partners pojawił się w rejestrze KNF z ogromnymi krótkimi pozycjami. Szortował dziewięć spółek z WIGu 20, co dawało 28% wszystkich pozycji w zestawieniu. Oczywiście szybko po tym pojawiły się komentarze, że zagraniczny kapitał masowo szortuje polski rynek aż do listopada, kiedy fundusz ogłosił, że wszystko było wynikiem pomyłki. Według oświadczenia AHL Partners przyczyną były błędy techniczne, a żadna z pozycji nie przekroczyła progu zgłoszeniowego. Po komunikacie o błędzie fundusz zniknął z rejestru, a komisja nadzoru finansowego przyznała, że nie miała możliwości weryfikacji takich zgłoszeń. Szczególnie, że część z nich dotyczyła transakcji OTC, czyli zawieranych poza rynkiem regulowanym. I choć była to pomyłka, to sytuacja przez kilka tygodni wyglądała tak, jakby ktoś grał na spadek całego wiku. 20. Skoro już wiemy mniej więcej jak działa rejestr krótkiej sprzedaży i kto najczęściej się w nim pojawia, to warto zadać sobie jedno pytanie. Czy te dane faktycznie coś mówią o rynku? Czy obecność funduszy w rejestrze naprawdę oznacza, że spółka jest skazana na spadki? No i na to pytanie próbował odpowiedzieć Mateusz Dadaj z Uniwersytetu Gdańskiego w swoim badaniu o krótkiej sprzedaży na GPW. Celem było sprawdzenie jak zachowuje się cena akcji po tym jak pojawia się informacja o krótkiej pozycji. Autor chciał potwierdzić, że spółki, które trafiają do rejestru krótkiej sprzedaży w kolejnych sześciu miesiącach wypadają gorzej niż indeksy WIG. Chciał też zobaczyć, kto faktycznie gra na spadki w Polsce. czy to inwestorzy krajowi, czy może duże fundusze zagraniczne. Żeby to sprawdzić, autor sięgnął po dane z rejestru krótkiej sprzedaży, który działa od 2012 i właśnie wtedy weszło w życie unijne rozporządzenie short selling regulation i wprowadziło obowiązek ujawniania takich pozycji. Dalej zebrał więc dane o wszystkich ujawnionych szortach od 2012 do 2020. Potem połączył je z danymi o notowaniach ze spółek ze Stuka, oczyścił próbkę z nieefektywnych spółek. No i ostatecznie zostały mu 823 obserwacje. Następnie porównał stopy zwrotu akcji po ujawnieniu szorta z wynikami całego rynku, przyjmując WIG jako benchmark. Zbudował też hipotetyczny portfel wszystkich tych spółek z równymi wagami i śledził jego wyniki przez 125 sesji giełdowych, czyli mniej więcej przez pół roku od momentu ujawnienia pozycji. Aby upewnić się, że wyniki nie wyjdą przypadkowe, użył testu Wilcoxona, statystycznego narzędzia, które pozwala badać dane, gdy rozkład stóp zwrotu nie jest normalny. W praktyce autor chciał sprawdzić, czy medianowa nadwyżka stóp zwrotu, czyli wynik powyżej lub poniżej rynku jest mniejsza. od zera. I co wyszło? Z analizy wynikało, że większość ujawnionych pozycji pochodziła od zagranicznych funduszy hedingowych. Naj aktywniejszym graczem był Marshall Wes, który odpowiadał za około 1/4 wszystkich zgłoszeń, zanim znalazły się takie nazwy jak AQR Capital, Black Rock, Blueich czy Fel Investment. Z kolei jeśli chodzi o najczęściej szortowane spółki to były to duże płynne firmy z WIGU 20 i MVIG 40, Eurocash, PK Nordland, CCC czy KGHM. Te cztery spółki stanowiły 51% wszystkich ujawnionych szortów. Liczba krótkich pozycji rosła aż do 2017, potem zaczęła maleć, a największy pik przypadł nam marzec 2020, czyli moment pandemicznej paniki na rękach. Co ważne, aż 64% szortowanych spółek miało wskaźnik, cena zysk wyższy od średniej rynkowej. To sugeruje, że fundusze często grały przeciwko firmom, które mogły być po prostu przewartościowane. I tu zrobiło się ciekawiej. Okazało się, że po ujawnieniu krótkiej pozycji kursy tych spółek rzeczywiście spadały średnio o 3,1% względem wig pół roku. Ujawnienie szorta można więc traktować jako sygnał ostrzegawczy, ale autor zwraca uwagę na coś ważnego. Nie jest to reguła. Nie każda spółka jeszcze musi tracić, bo fundusze często używają szortowania w ramach większej strategii. Może to być po prostu zabezpieczenie portfela albo arbitraż. Na koniec dalej zauważa jeszcze jedną rzecz. Liczba takich transakcji w Polsce maleje, a możliwości szortowania są wciąż ograniczone. To z kolei obniża efektywność informacyjną, bo mniej uczestników oznacza wolniejszą reakcję cen na nowe informacje. Większa dostępność krótkiej sprzedaży mogłaby zatem poprawić funkcjonowanie GPW. Wtedy rynek szybciej korygowałby przewartościowania i stałby się bardziej efektywny. Wnioski z badania jasno pokazują, że szortowanie nie jest tylko grą przeciwko spółkom. To mechanizm, który wpływa także na to, jak funkcjonuje cały rynek. To właśnie od aktywności szortujących. Często zależy, jak szybko ceny odzwierciedlają rzeczywistość, jak płynny jest handel i czy na rynku nie tworzą się bańki. Jedną z największych zalet krótkiej sprzedaży jest to, że w pewien sposób ujawnia prawdziwą wartość akcji. Przykładowo, gdy inwestorzy obstawiają spadki spółek przewartościowanych, pomagają ujawnić informacji, które rynek do tej pory ignorował. Dzięki temu kursy szybciej reagują na fakty, a nie tylko na emocje. Badania pokazują, że szortujące przyspieszają moment, w którym ceny zaczynają odzwierciedlać rzeczywisty stan spółek, zamiast utrzymywać się na sztucznie wysokich poziomach. Po drugie, krótkie pozycje zwiększają płynność rynku. Każdy szort to tak naprawdę dodatkowe zlecenie sprzedaży i późniejszego odkupu. To z kolei oznacza więcej transakcji i mniejsze różnice między ceną kupna a sprzedaży. W efekcie ułatwia to zawieranie transakcji zarówno inwestorom indywidualnym, jak i instytucjonalnym. Kolejną zaletą jest to, że stanowi szortowanie pewnego rodzaju wentyl bezpieczeństwa dla rynku w momentach, gdy pojawia się przesadny optymizm. szortujący są elementem studzącym te emocje. Innymi słowy, ich aktywność pomaga zapobiegać tworzeniu się baniek spekulacyjnych. Ale oczywiście jak każda strategia szortowanie ma też swoje ciemne strony. Jednym z głównych ryzyk jest to, że może zwiększać zmienność. Jeżeli wiele osób szortuje jedną spółkę, pojawienie się plotek no może wywołać efekt domina, a to skutkuje panicznym zamykaniem pozycji i wahaniami kursu. Kolejne zagrożenie to oczywiście ryzyko manipulacji. Wtedy mamy do czynienia z takwem be rate, czyli zorganizowanym atakiem na kurs spółki. To sytuacja, kiedy inwestorzy rozprzestrzeniają fałszywe informacje, aby zepchnąć cenę w dół i zarobić na spadkach. Ale rynek to nie wszystko, bo za każdą transakcją stoi przecież człowiek, inwestor, który podejmuje ryzyko i musi liczyć się z konsekwencjami. Dlatego na koniec zobaczmy jak wygląda szortowanie właśnie z tej perspektywy. Krótką sprzedaż można pokochać albo znienawidzić. Z jednej strony to świetne narzędzie do zarabiania, ale z drugiej szybka droga do potężnych strat. Zacznijmy jednak od zalad. Po pierwsze szortowanie pozwala zarabiać nawet wtedy, gdy rynek się wali. Kiedy większość inwestorów panikuje, szortujący mogą w tym czasie liczyć zyski. Drugi plus to możliwości zabezpieczenia portfela. Krótka sprzedaż może być formą ubezpieczenia na wypadek, gdy rynek pójdzie w dół. Jeśli inwestor ma dużo długich pozycji, to może otworzyć krótką pozycję na indeks albo konkretną spółkę, żeby zrównoważyć ryzyko. Trzeci plus to dywersyfikacja, bo długie i krótkie pozycje w jednym portfelu tworzą coś w rodzaju równowagi. No wszystko zależy od konstrukcji. Dzięki temu nawet jeśli jedna część portfela traci, druga może zyskać. Wiadomo, nie ma róży bez kolców. Ryzyko, nieograniczona strata. Kupujący akcje może stracić maksymalnie tyle ile włożył. Natomiast w przypadku szortowania nie ma górnego limitu, bo cena może rosnąć bez końca. Ale tu mówimy oczywiście o akcjach. Po drugie istnieje ryzyko wystąpienia short squeezów. To efekt domina, który potrafi wyczyścić portfel w bardzo krótkim czasie. No i po trzecie zysk szortowania jest ograniczony. Kurs może spaść tylko do zera, a to sprawia, że ryzyko jest często nieproporcjonalne do potencjalnej nagrody. No ale i tak ostatecznie decyduje nasza analiza i podejście do tematu. Krótka sprzedaż zwiększa płynność, bo zwiększa pulę transakcji. Daj znać kiedy albo inaczej co w portfelu szortujesz. Jaka spółka według twojej oceny jest zdecydowanie zbyt droga? Jeżeli ten materiał przypadł ci do gustu, koniecznie zostaw łapkę w górę. udanych inwestycji

Wszystkie filmy VideoWiedza™