Kryzys energetyczny nad Europą. Pierwsze problemy Polski [Kryzys energetyczny w Europie]

Opis odcinka

W najnowszym wydaniu „Rynkowego alertu” omawiamy najważniejsze wydarzenia wpływające na globalne rynki finansowe. Najpierw analizujemy eskalację napięć wokół Iranu i wypowiedzi Donalda Trumpa, które wywołały wzrost cen ropy oraz zwiększoną zmienność na rynkach surowcowych. Następnie skupiamy się na polskiej giełdzie – indeks WIG20 ustanowił historyczny rekord 3963 pkt, głównie dzięki wzrostowi akcji banków oraz spółek energetycznych takich jak PGE i KGHM. Przedstawiamy także wyniki finansowe kluczowych korporacji: SpaceX (przychody 7,81 mld USD, lecz wysokie nakłady inwestycyjne), BP, Chevron i Exxon Mobil (zdecydowanie lepsze zyski dzięki wysokim cenom ropy) oraz Palantir (silny wzrost przychodów rządowych i komercyjnych).

Omówiony zostaje również nadchodzący kryzys energetyczny w Europie spowodowany suszą: spadkowy poziom wody w Dunaju zagraża chłodzeniu elektrowni jądrowych w Rumunii i na Węgrzech, natomiast w Polsce niski stan Wisły doprowadził do czasowego wyłączenia części bloków w elektrowniach Kozienice i Połaniec. Na koniec przedstawiamy interwencję walutową jenową przeprowadzoną przez Japonię i Stany Zjednoczone, której celem było zahamowanie nadmiernej zmienności jena.

  • Analiza wpływu konfliktu irańskiego na ceny ropy i sektory paliwowe.
  • Szczegółowy przebieg rekordu WIG20 oraz jego determinanty.
  • Podsumowanie wyników finansowych SpaceX, koncernów paliwowych i Palantira.
  • Ocena skutków suszy dla energetyki europejskiej i polskiej sieci przesyłowej.
  • Informacje o interwencji walutowej jenowej i jej znaczeniu dla rynku walutowego.
Zobacz pełną transkrypcję filmu

otwarcia cieśniny Ormus na warunkach sprzed wojny lata dzień. Tak twierdzi jeden z najważniejszych ludzi Donalda Trumpa. Sam prezydent USA w ostatnich dniach popełnił za to kilka naprawdę intrygujących wypowiedzi, które dziś przytoczę. A co jeszcze w dzisiejszym rynkowym alercie? Najbardziej wyczekiwane wyniki finansowe ostatnich miesięcy, czyli pierwszy giełdowy raport SpaceX zawiódł czy zachwycił. Nie zdradzając wszystkiego powiem jedynie, że szale przeważyła jedna konkretna liczba. Jaka o całym tym raporcie i reakcji rynku na niego więcej w dalszej części materiału. A co poza tym będzie także o historycznym rekordzie na naszej rodzimej giełdzie papierów wartościowych, nowej erze, w którą wchodzi rynek walut oraz o kolejnym kryzysie energetycznym w Europie, który powoli zaczyna dotykać także Polskę. Nie ma czasu do stracenia, bo mamy o czym gadać. Zaczynamy najświeższy rynkowy alert. Sponsorem odcinka jest CMC Markets, globalny dostawca usług transakcyjnych i inwestycyjnych wiodący broker kontraktów na różnic, oferujący 0% prowizji na CFD na akcje i ETFy z giełd w Polsce, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej z wyłączeniem Grecji. Partnerem odcinka jest walutomat, gdzie tanio i przyjemnie wymienisz waluty. Skorzystaj z linku w opisie i zaoszczędź 50% przy pierwszej wymianie. Ja nazywam się Michał Fit. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby ominęły cię rzeczy ważne dla twoich finansów, to koniecznie dołącz do grona ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. Jeżeli szukasz wartościowych analiz, to zapraszam do zapisywania cię na nasz FX Magowy inwestycyjny newsletter. Link znajdziesz w opisie. W ostatnich dniach mogliśmy być świadkami największego ataku militarnego pod względem siły i mocy od czasu II wojny światowej. To nie żart. Donald Trump sam tak stwierdził, dodając przy tym, że Amerykanie są zwarci i gotowi, by przeprowadzić taki nalot na Iran. A w następnych zdaniach tego samego wpisu poinformował, że ów atak zostaje wstrzymany na prośbę Iranu i mediatorów. Dzięki temu miałoby się udać sprawnie dokadać porozumienie, którego nie dało się dogadać od miesięcy. Macie dejavi? Słusznie, bo trudno nie mieć w tym wypadku wrażenia, że to już się działo. Przypomnę tylko, że Donald Trump przed kilkoma tygodniami groził wręcz wymazaniem całej irańskiej cywilizacji, a później naloty odwołał z uwagi na rzekomy postęp w negocjacjach. Prezydent USA tak naprawdę co jakiś czas przekleja niemal ten sam wpis z pogrózkami, tylko nieco zmienia słowa, a później się z niego wycofuje. Być może na początku wojny to jeszcze działało, zarówno na rynki, jak i na samych Irańczyków, ale teraz wszyscy co najwyżej patrzą na to zpolitowanie. Iran zresztą za pośrednictwem swojego ministerstwa spraw zagranicznych wprost przyznał, że nie prowadzi żadnych negocjacji z Amerykanami. Te miały zostać zerwane po tym, jak USA nie uszanowało ustaleń memorandum o porozumieniu podpisanego w czerwcu. Od tamtego momentu Trump już parę razy mówił o rzekomych postępach w negocjacjach, których zdaniem Irańczyków nie ma. Ci przyznają się jedynie do negocjowania z Omanem w sprawie ustalenia sposobu zarządzania przepływem przez cieśninę Ormus. To nie spodobało się prezydentowi USA, który w kolejnym wpisie nazwał irańskich decydentów dwulicowymi. I tu zacytujmy sobie fragment tego wywodu. Proszą o spotkanie. Niektórzy powiedzieliby: "Błagają. Rozpoczynają się rozmowy. Kolejne planowane są w najbliższej przyszłości." A oni otwarcie i dumnie mówią, że nie prowadzą żadnych dyskusji, że o niczym się nie mówi i że zajmują się tylko Omanem. Na pokładzie Air Force One dodał, że te negocjacje, o których mówi, a do których Iran się nie przyznaje, odbędą się w poniedziałek po południu. We wtorek sekretarz skarbu Scott Besent w rozmowie z CNBC również mówił, że amerykańska delegacja jest w trakcie rozmów z Irańczykami. Mało tego, jego zapowiedzi były jeszcze bardziej ambitne niż te Trumpa. Besent stwierdził, że umowa, dzięki której wznowiony zostanie wolny przepływ przez cieśninę Ormus, może zostać zawarta nawet dziś lub jutro. Później te słowa potwierdzały doniesienia portalu Axios, który powoływał się na swoich informatorów z białego Domu. Jak widać, różne strony mówią zupełnie różne rzeczy. Ze względu na ten dysonans informacyjny reszta świata tak naprawdę nie wie na czym stoi. Nie ulega jednak wątpliwości, że Trump taką narrację stosuje z uwagi na zbliżające się wielkimi krokami listopadowe wybory do Kongresu. Sondaże z ostatnich miesięcy pokazują słabnące poparcie nie tylko dla samego prezydenta, ale całej partii republikańskiej. Jest na tyle kiepsko, że sondaż sporządzony przez Ipsos na zlecenie Reuters po raz pierwszy od 10 lat wykazał, że zdaniem obywateli to demokraci lepiej zadbaliby o gospodarkę niż republikanie. A to znamienne, bo ci pierwsi przeważnie dokładają programów socjalnych, co często wiąże się z dodatkowymi podatkami. Z tego względu to republikanie mieli od dawna, żeby nie powiedzieć, że od zawsze, renome tych, których rządy lepiej wpływają na gospodarkę. Ten wykres pokazuje, że jeszcze rok temu obywatele USA mocno trzymali się tego przekonania. Wówczas 45% ankietowanych wskazywało, że to republikanie są lepsi dla gospodarki, podczas gdy na demokratów wskazywało tylko 25% badanych. Z biegiem miesięcy różnica malała, a w ostatniej edycji ankiety więcej respondentów wskazało na demokratów. A co na to główny zainteresowany? Oczywiście zaprzecza i kreuje własną narrację. W tym wpisie twierdzi, że jego prawdziwe wyniki sondażowe są najlepsze w historii, a te, które okrążają media są fałszywe, spreparowane przez lewicę. Dalej wymienia serię powodów, dzięki którym rzekomo poparcie ma być rekordowo wysokie. Co ciekawe, wśród nich są takie, których jeszcze nie udało się zrealizować, jak na przykład denuklearyzacja Iranu. Sam Trump mówił niedawno, że są podejrzenia, iż reżim kontynuuje program nuklearny w podziemnej placówce pod wzgórzem kilofów. No dobrze, geopolityczne deżavi mamy już za sobą. Teraz skupmy się na konkretach i faktach, z którymi nie da się kłócić. Atakowym, jeśli chodzi o nasze lokalne finansowe podwórko, był przede wszystkim rekord wszechczasów, jeśli chodzi o notowania WIG20. Inne subindeksy w trakcie trwającej w ostatnich kilku latach hossy wielokrotnie poprawiały swoje najlepsze notowania, ale nie WIG 20. Temu przez długi czas bardzo dużo brakowało do rekordowych poziomów z 2007 roku. Powoli do niego człapał i dzięki skokom z ostatnich sesji się doczłapał. W poniedziałek notowania indeksu przebiły dotychczasowy rekord ustanowiony na poziomie 3940,53 punktów i dobił w pewnym momencie do 3963 punktów. To zasługa głównie banków i spółek z sektora energetycznego, przede wszystkim PGE i KGHM. Aż 15 z 20 największych podmiotów skończyło dzień na Plusie. Wspominając o tym kamieniu milowym warto nieco podsumować ostatnie lata w wykonaniu WIG20. Początek hossy przypisuje się na październik 2022 roku i od tamtego czasu notowania skoczyły o niecałe 200%. Dla porównania S&P 500 w tym samym czasie zyskało niecałe 100%, a Nasdaq Composit skoczyło o około 160%. Trwająca hossa jest więc już drugą najdłuższą w historii. Dzięki pierwszej ustanowiony został zresztą ten wcześniejszy rekord z 2007 roku. Przyjmuje się, że tamta trwała 69 miesięcy. Ta obecna jest w 45 miesiącu. Czy pobije także rekord pod względem długości? Oby. Przekonamy się. Dom maklerski BNB Pariba w swojej nocie z dnia bicia rekordu pisze, że polski rynek akcji pozostaje w długoterminowym trendzie wzrostowym i wciąż jest wyceniany niżej niż pozostałe europejskie rynki. Dodatkowo fachowcy wskazują, że giełdę wspiera dobra kondycja gospodarki, rosnąca konsumpcja i perspektywa dalszych inwestycji z UE. Jednocześnie w NOSI pojawia się ważne zastrzeżenie. Ben Pariba zwraca uwagę, że po tak silnych wzrostach trudno oczekiwać, by rynek dalej rósł w aż takim tempie. We wtorek ten wynik udało się jeszcze wyśrubować i to znacznie. Dzień wcześniej WIG 20 urósł bowiem raptem o pół%, a we wtorek o 1,3%. Całą ekipę znów w górę ciągnęły KGHM i PG, których notowania skoczyły o odpowiednio 8,6%. A teraz rzut oka na amerykańską giełdę. przede wszystkim na te spółki, które przez ostatnie dwa dni podzieliły się swoimi wynikami finansowymi. Ty, drogi widzu, na pewno straciłeś nieco pieniędzy z uwagi na wojnę w Iranie, bo musiałeś więcej płacić na stacjach benzynowych. A wiesz kto zyskał? A no właśnie te koncerny paliwowe, które chętnie korzystały z windowowanych przez eskalację konfliktu cen ropy. Obecnie za baryłkę ropy Brand trzeba zapłacić poniżej 80 $arów, ale w drugim kwartale tego roku ceny oscylowały powyżej stówki, czasem nawet w okolicach 115 $arów za baryłkę. I to było widać po wynikach BP. Skorygowany zysk netto spółki w ujęciu rocznym wzrósł o ponad 100%. Zaksięgowano wynik na poziomie 5,73 miliarda dolarów. To też wyraźnie więcej od konsensusu analityków. Ci spodziewali się wartości nieznacznie przekraczającej 5 miliardów. Spółka ogłosiła też, że rozpoczyna proces sprzedaży Archea Energy, biznesu zajmującego się produkcją odnawialnego biogazu. To największy producent tego typu surowca energetycznego w USA. jest wyceniany na około 4 miliardy dolarów. To, czym spółka nie pochwaliła się sama, to informacja o znaczącej redukcji etatów z zespołów z całego świata. W jej ramach zwolnionych zostanie około 700 pracowników, około 8% kadry. Te informacje podał Reuters, a samo BP nie potwierdziło wieści, gdy agencja zapytała się je o komentarz w tej sprawie. AB nie jest absolutnie wyjątkiem, jeśli chodzi o wyniki finansowe w sektorze paliwowym. Nawet bardziej szokująco dobre wyniki nieco wcześniej raportowały Chevron oraz Exon Mobile. Ten drugi zaksięgował aż 14,5 miliarda dolarów zysku za drugi kwartał tego roku. Podobnie jak w przypadku BP był to wynik ponad dwukrotnie lepszy niż przed rokiem. A jeszcze większy skok zaliczył Chwron. Jego zysk wzrósł o 400% z 2,5 miliardów do 12 miliardów dolarów za kwartał. Dyrektorzy tych spółek powinni polecieć z kwiatami do Donalda Trumpa za to, że ten rozpętał wojnę z Iranem. Bez cenowego szoku na paliwach takich wyników by nie było. I tu pewnie część osób, szczególnie tych mniej sympatyzujących z prezydentem USA, mogłaby stwierdzić, że cała ta wojna to pewnie kolejny szwindel, który miał napchać kieszenie magnatów paliwowych kolegów prezydenta. No ale nie tym razem, a przynajmniej nie wskazują na to wypowiedzi Donalda Trumpa, które trzeba przyznać jak na niego są bardzo nietypowe. Ten jest bowiem wręcz archetypem kapitalisty. A tymczasem zabierając głos w sprawie wyników koncernów paliwowych stwierdził, że te zarabiają za dużo i że mu się to nie podoba. Sam zresztą dodał na koniec, że jest ostatnią osobą, która powinna to mówić, bo jest wielkim zwolennikiem wolnego rynku. dalej mówił, że przy osiągnięciu takiej wielokrotności wcześniejszych zysków firmy powinny oddać ich część konsumentom na przykład przez obniżenie cen na stacjach. Halo, czy ktoś tam podmienił Trumpa na zagorzałego socjalistę? A na tym apelu zresztą nie poprzestał. opublikował wpis, w którym reagował na wypowiedzi Mikea Werfa, dyrektora Chwrona. Wspomniał w nim, że koncerny powinny być wdzięczne administracji za takie warunki i wręcz nakazał im obniżenie cen benzyny. Dla Amerykanów też jest ona bowiem wyjątkowa droga, nie tylko dla nas. A biorąc pod uwagę fakt, jak zmotoryzowany jest to naród, ta kwestia będzie szalenie istotna przy urnach w listopadzie. Część nagłówków skradły też inne wyniki finansowe, te należące do Palantira. Spółka specjalizująca się w analizie baz danych dotąd była kojarzona głównie z wykonywaniem kontraktów dla wojska, ale w ostatnim czasie rozkręciła też biznes typowo komercyjny. Tak naprawdę to znacząco rozwinęły się obydwie odnogi, bo przychody z sektora rządowego wzrosły o 90%, a z sektora komercyjnego o niecałe 150%. Łącznie przychody spółki wyniosły 1,94 miliarda dolarów wobec oczekiwanego poziomu 1,80 miliarda dolarów. Zysk na akcję wzrósł za to ponad trzykrotnie i też sporo przebił konsensus. Tymi wynikami wręcz hełpił się Alex Karp, CEO spółki. Ten w rozmowie z CNBC mówił, że według jego wiedzy żaden amerykański biznes porównywalnych rozmiarów nie urósł nawet w połowie tak bardzo jak Palantir. Dodał, że wszystko wskazuje na to, że to tempo wzrostu utrzyma się przynajmniej przez kolejne 18 miesięcy. Trzeba przyznać, że jeśli chodzi o ego i pewność siebie, to Elonowi Maskowi wyrasta godny rywal. Pewność siebie Ilona Maska może zresztą nieco maleć, ale o tym za chwilę. Inwestorzy jednak kupili tę buńczuczną zapowiedź Karpa wspomaganą przez fantastyczne wyniki. Już w handlu pozasyjnym akcje Palantira podrożały o 15%. Po otwarciu sesji cena skoczyła o kolejne 12%. Wczoraj późnym wieczorem opublikowane zostały za to najbardziej wyczekiwane wyniki ostatnich miesięcy. Mowa o pierwszym giełdowym raporcie SpaceX. Spółka Ilona Muska w ostatnim czasie notowała kiepski okres na giełdzie. Cena za akcj spadła bowiem poniżej ceny z IPO i od dobrych dwóch tygodni utrzymuje się pod tym poziomem. Tuż przed publikacją wyników inwestorzy wyraźnie wywindowali kurs spółki do góry. Ten na wtorkowej sesji wzrósł o 10%. Jak się okazuje tylko po to, by znowu spaść. Po publikacji raportu w handlu pozasesyjnym akcje potaniały około 8%. Co ciekawe stało się to pomimo tego, że większość najważniejszych elementów dokumentu pobiła oczekiwania rynku. Co w takim razie tam się wydarzyło? Skąd ta reakcja? Przyjrzyjmy się temu bliżej. Przychody spółki wyniosły 7,81 miliarda dolarów, podczas gdy rynkowy konsensus zakładał 6,93 miliarda dolarów. Mówimy więc o pokaźnej wynoszącej niemal miliard dolarów przebitce. Warto dodać, że przychód był lepszy od oczekiwanego w każdym z trzech głównych segmentów spółki, czyli kosmicznym, komunikacyjnym i tym dotyczącym sztucznej inteligencji. Natomiast zysk wypracował tylko segment komunikacyjny napędzany przez usługę Starling. Reszta generowała stratę i dlatego też zbiorczo mówimy o stracie netto, a nie zysku. Niemniej nie jest to zaskoczeniem, bo już wcześniej było wiadomo, że tylko ten segment jest prawdziwie rentowny na ten moment. Strata na akcję wyniosła ostatecznie 9 centów, podczas gdy konsensus zakładał 26 centów na akcj. Więc mimo wszystko nawet tu spółce poszło lepiej niż zakładano. Co w takim razie nie spodobało się inwestorom? Przyczyny można doszukiwać się w wydatkach inwestycyjnych, które były drastycznie większe od oczekiwanych. Analitycy spodziewali się, że nieco przekroczą one 13 miliardów dolarów, a tymczasem wyniosły ponad 18 miliardów. Wydatki na sam tylko segment AI wynosiły blisko 16 miliardów dolarów. Grubo powyżej tego, ile miał wynieść Capex dla wszystkich segmentów razem wziętych. Mówiąc prościej, rynek zobaczył zadowalające przychody, ale też gigantyczny rachunek, który spółka za niego zapłaciła i zwyczajnie uznał go za zbyt wysoki. Elon Musk mówił na konferencji dla inwestorów tak, jakby spodziewał się takiej reakcji rynku na wyniki. Robił bowiem to, w czym jest najlepszy, czyli mydlił oczy cudowną wizją przyszłości, która ma być bardzo niedaleka, a później w praktyce okazuje się różnie. Na przykład wspomniał o orbitalnych centrach danych, czyli tych, które mają dosłownie znaleźć się w kosmosie. Wyjaśnił, że wbrew powszechnej opinii nie jest to melodia dalekiej przyszłości, bo spółka planuje zacząć wysyłać je na orbitę już w przyszłym roku. Mówił też o tym, jak świetnie będzie funkcjonował nowy model Grocka, który aktualnie jest testowany na danych SpaceX. Zapowiadał również, że pod koniec tego roku spółka ma dysponować aż 2 GW mocy obliczeniowej. W przyszłym roku, jak stwierdził ta liczba będzie bliższa 10 niż pi. No przekonamy się, patrząc na reakcję kursu, inwestorzy potraktowali jego zapowiedzi ze sporą dawką sceptycyzmu. Już dziś omówiliśmy sobie jak wojna z Iranem wpłynęła na świat. Gstka koncernów paliwowych zbija na niej fortunę, a niektóre regiony jak na przykład Azja południowo-wschodnia czy Europa mierzyły się przez nią z kryzysem energetycznym. I niestety niewykluczone, że zaraz stary kontynent dotknie kolejny taki kryzys. Tym razem jednak nie będzie on związany z wojną, a z pogodą. Od kilku dni nie tylko nasz kraj, ale w zasadzie większa część Europy mierzy się z falą upałów. To, że ciągle chodzimy przepoceni to najmniejszy z problemów. Na pewno słyszeliście już o szalejących pożarach w Hiszpanii i Francji, ale niewykluczone, że nawet poważniejsze, choć nieco mniej oczywiste kłopoty generuje ona na wschodzie kontynentu. W wyniku suszy drastycznie opadł poziom wody w Dunaju, który jest drugą po wołdze najpotężniejszą rzeką Europy. Poziom ten jest obecnie bardzo blisko rekordowo niskich odczytów sprzed 40 lat. Gdyby Dunaj służył tylko jako kąpielisko, to pół biedy, ale sęk w tym, że jest on również bardzo istnotym elementem sektora energetycznego w niektórych krajach, głównie w Rumunii i na Węgrzech. W pierwszym z krajów działa elektrownia jądrowa Czerna Woda, która generuje około 20% energii wytwarzanej w całym kraju. Woda z Dunaju jest niezbędna do chłodzenia tamtejszych reaktorów. Jest kluczowa do tego, by elektrownia działała sprawnie. W obecnej sytuacji, jak potwierdzają jej zarządcy, działa na granicy możliwości. Już w ubiegłym tygodniu z konieczności wyłączono reaktor nr 1. Rumuni byli na tyle przyparci do ściany, że ogłosili stan wyjątkowy w kraju na cały sierpień, powołując się na niską produkcję energii elektrycznej, a na tym nie poprzestali. Żeby jakoś pomóc elektrowni podjęto decyzję o wysadzeniu jednej z gigantycznych granitowych skał leżących w odnodze Dunaju, by nieco zwiększyć przepływ wody. Użyto do tego 100 kg materiałów wybuchowych. Oto nagranie z tego zdarzenia. Mało tego, przeprowadzono też inne mniejsze eksplozje wzdłuż od nogi, by powstały w ich wyniku osad podbił poziom wód. Eksperci szacują, że takie działania mogą podnieść ten poziom o 10 do 15 cm. Podobny problem mają Węgrzy. Tam działa elektrownia jądrowa PAX, która również korzysta z wody w Dunaju do chłodzenia reaktorów. Jeśli sytuacja się nie poprawi, może ona zostać w całości wyłączona. a również jest szalenie istotna dla systemu energetycznego całego kraju. Rząd już wprowadził środki mające na celu ograniczenie zużycia energii. Zaapelowano do obywateli, by rozsądnie korzystali z energii elektrycznej przede wszystkim w godzinach szczytu, czyli między 17:00 a 22:00. Nie można wykluczyć, że zarówno Rumuni jak i Węgrzy będą potrzebowali pomocy z zewnątrz. Unia Europejska jest gotowa zwołać w tej sprawie nadzwyczajne posiedzenie grupy koordynacji energetyki elektrycznej. W tej sytuacji, drogi widzu, pewnie zastanawiasz się, czy to w jakiś sposób wpłynie na Polskę. My co prawda jeszcze nie mamy elektrowni atomowej, a ta, która powstaje w gminie Choczewo, będzie chłodzona wodą z Bałtyku, ale problem niestety też zaczyna nas dotyczyć. Woda z Wisły chłodzi bowiem elektrownię Kozienice i Połaniec, które częściowo musiały zostać wyłączone z uwagi na warunki eksploatacyjne wynikające z niskiego poziomu Wisły. We wtorek nie pracowały bloki numer 2, 3 i 4 w elektrowni Kozienice oraz bloki 5, 6 i 7 w elektrowni Połaniec. Łącznie odpowiadają one za generowanie około 1,3 GW mocy. Jeszcze w poniedziałek minister energii Miłosz Motyka mówił, że polski system energii pracuje bezpiecznie. Podkreślił jednak, że sytuacja jest dynamiczna. Uspokoił, że w razie jej zmiany, która jak widać zaszła dosyć szybko, Polska ma instrumenty przeciwdziałania takim sytuacjom, takie jak przywoływanie rynku mocy. Polskie sieci elektroenergetyczne, czyli operator naszego systemu przesyłowego, ogłosiły zresztą wczoraj okres przywołania rynku mocy. To czwarty raz w historii, gdy ma to miejsce i już drugi w tym roku. Wcześniej doszło do tego pod koniec czerwca. Pochylmy się jeszcze nieco nad gorącą sprawą z końcówki ostatniego tygodnia, o której dziś wiemy już nieco więcej. Mowa o interwencji walutowej na Jenie przeprowadzonej wspólnie przez Japończyków i Amerykanów. Ta miała na celu zastopowanie osłabiania się japońskiej waluty i zakończyła się sukcesem. Wspomniał o niej na świeżo w poprzednim rynkowym alercie mój redakcyjny kolega Przemysław Tabor. Na początku tego tygodnia poznaliśmy więcej szczegółów. Japońska minister finansów Satsuki Katajama wydała oświadczenie, w którym potwierdziła, że jej resort kupił jena we współpracy z Departamentem Skarbu USA. Nie podała jednak oficjalnej kwoty. Ta różni się w zależności od medialnego źródła. Mówi się o zakupie sześciu lub nawet 8,5 bilionów jenów. A dlaczego w ogóle do tego doszło? Tak Katajama wyjaśniła powód tego działania. To wspólne działanie przeciwdziałało nadmiernej zmienności i nieuporządkowanym ruchom japońskiego jena. w ostatnich miesiącach. Co istotne, dodała, że oba resorty mogą postąpić podobnie w przyszłości, jeśli problem się powtórzy. Bliźniaczy komunikat wydał Scott Besent, sekretarz skarbu USA, już wspomniany w tym materiale. Ten zresztą uchodzi za specjalistę w tej dziedzinie. Zagraniczne media przypominają, że jeszcze jako trader zatrudniony w prywatnych funduszach hedgingowych generował niezły zarobek na zmianach kursu funta i jena. właśnie w swoim komunikacie napisał, że działanie zostało przeprowadzone z uwagi na bardzo dobre relacje USA z Japonią. Ta jest ważnym partnerem Stanów Zjednoczonych, dlatego trzeba było podtrzymać jej bezpieczeństwo finansowe. Besent dodał również, że obie strony nie zawahają się powtórzyć misji w przyszłości, jeśli zajdzie taka potrzeba. Financial Times przypomina, że w ubiegłym roku USA pomagało także Argentynie z ratowaniem kursu tamtejszego PESO. Źródło zwraca uwagę na to, że możemy wchodzić w nową erę na rynku walutowym, taką, w której państwa są dużo aktywniejsze niż wcześniej, a to wcale nie musi być dla inwestorów dobra wiadomość. Świetnymi relacjami z Japonią to działanie tłumaczył także Donald Trump na pokładzie Air Force One. Dziś już padło kilka jego mocnych cytatów, ale niewykluczone, że to właśnie ta wypowiedź była najbardziej zdumiewająca. Trump stwierdził bowiem, że Japończykom trzeba było pomóc, bo byli dla Stanów Zjednoczonych bardzo dobrzy poza Pearl Harbor oczywiście. Dla tych, którzy przysnęli na lekcjach historii, szybkie przypomnienie. Chodzi o atak sił japońskich na usytuowaną na Hawajach amerykańską bazę wojskową Pearl Harbor z grudnia 1941 roku. To to wydarzenie doprowadziło do wciągnięcia Stanów Zjednoczonych do II wojny światowej. Co istotne, doszło do niego zanim Japonia oficjalnie wypowiedziała stanom wojnę. Dlatego Amerykanie byli zaskoczeni i ponieśli duże straty. A dlaczego to istotne? Zaraz się przekonacie. Trump urodził się 5 lat po tym wydarzeniu, ale z jakiegoś powodu ma mocną fiksację na jego punkcie. To bowiem nie pierwszy raz, gdy wypomina je Japończykom. W marcu tego roku premier kraju kwitnącej wiśni Sanae Takaichi odwiedziła biały Dom i przed kamerami rozmawiała z prezydentem Trumpem. Rozmowa była milutka, dopóki jeden z dziennikarzy nie zapytał, dlaczego Stany Zjednoczone nie uprzedziły swoich sojuszników, że zaatakują Iran. Dzięki temu mogliby oni lepiej przygotować się na szok energetyczny, do którego wojna doprowadziła. Trump powiedział wprost, że chcieli uderzyć Iran mocno i sprawnie, dlatego wiedziało o tym jak najmniej osób. To zna się na niespodziankach lepiej niż Japończycy, co nie? Dlaczego wy nie powiedzieliście nam o Pearl Harbor? To na tyle w dzisiejszym rynkowym alercie. Jeśli ten odcinek przypadł ci do gustu, to zostaw łapkę w górę. Do usłyszenia.

Przewijanie do góry