W najnowszym odcinku kanału DNA Rynków analiza skupia się na sektorze finansowym w USA, który ostatnio doświadcza ostrego spadku. ETF XLF, zliczający największe instytucje finance (JP Morgan, Goldman Sachs, Viza, Mastercard), znika aż na 14-20%. Dlaczego rynek karze sektor, który tradycyjnie kojarzony jest z stabilnością? Odpowiedź znajduje się w propozycji regulacyjnej limitu stopy procentowej na karty kredytowe (10%), która może obciążać przychody banków z tego źródła. Dodatkowo zagrożenia takie jak wzrost fintechów, stable coinów, AI i zmiany na rynku pracy wpływają na wyceny akcji. W filmie przedstawiono detale kluczowych czynników, w tym wpływ na net interest income, relacje sektorów finansowych i technologicznych oraz potencjalne scenariusze długoterminowego rozwoju. Pozycję defensywną, jaką jest JP Morgan, autor publikuje w portfelu Saxo Bank, argumentując na podstawie analizy istniejących dyskontów rynkowych. Publikacja zawiera również porównanie wycen sektora finansowego w S&P 500 do historycznych średnich i sygnały z podmiotów sektoralnych.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Są takie momenty na rynku, które wyglądają kompletnie niewinnie, a potem okazuje się, że są początkiem czegoś naprawdę dużo większego. Coś takiego dzieje się dziś w miejscu, na które naprawdę mało kto patrzy. Nie technologia, nie AI, nie krypto. Banki, amerykański sektor finansowy, ten najbardziej nudny fragment rynku, przynajmniej jeden z nudniejszych, zaczął wyraźnie odstawać. największe instytucje świata tracą po kilkanaście procent na wycenie, a cały sektor od miesięcy przegrywa z szerokim rynkiem. I to jest dokładnie taki moment, który ja najbardziej lubię, bo rynek albo właśnie popełnia błąd, albo zaczyna wyceniać coś, czego większość jeszcze nie widzi. I ja w takiej sytuacji nie patrzę, działam. Dlatego do mojego portfela wpadły ostatnio banki, o czym mówiłem wam w tym materiale, konkretnie JP Morgan do defensywnego portfela Saxsobank. Amerykański sektor finansowy zaliczył niedawno jedną z najbardziej wyraźnych korekt w ostatnich miesiącach. Jest taki ETF jak XLF, szeroki koszyk największych instytucji finansowych w USA. Agreguje JP Morgana, City Group, Mastercarda, Bank of America. Spadł od szczytu około 15%, a Goldman Zach w podobnym czasie tracił nawet 20%. I to może nie brzmi jakoś wybitnie dramatycznie, ale to nie są spółki technologiczne, które potrafią rosnąć i spadać po kilkanaście procent w jeden dzień bez wyraźnego powodu. To są finansowe molochy, których zmienność jest z natury niższa i też po to są często do portfeli dodawane dla niższej zmienności. To dla przykładu Viza ma betę na poziomie około 0,8, czyli statystycznie powinna poruszać się dużo spokojniej niż szeroki rynek. I dlatego właśnie taki ruch ma znaczenie, bo jeśli w sektorze, który z założenia jest nudny i stabilny, pojawiają się kilkunastoprocentowe przeceny, no to znaczy, że rynek coś na pewno wycenia. I jeśli spojrzymy głębiej, co zaraz zobaczycie, to powodów do strachu faktycznie nie zabraknie. Regulacje, nowe technologie, geopolityka, ale z drugiej strony mamy szereg danych, które wprost krzyczą i walą po głowie: "Kup, kup, kup." No to kupiłem. A dlaczego? Już wyjaśniam. Partnerem odcinka jest Saxobank, duński bank inwestycyjny, w którym inwestujesz z niemal zerowymi prowizjami nawet przez trzy miesiące, a do tego zyskujesz gwarancję depozytu aż do 100 000 €. Załóż konto z linka w opisie i odbierz nasz najnowszy Stock Scan z analizą 200 spółek z GPW i rynków zagranicznych. Inwestuj skuteczniej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium DNA, podobnie jak już ponad 4900 innych inwestorów. to najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już prawie 105 000 waszych subskrypcji dla tego kanału. Czas na milion, czyli jeszcze tylko 895 000. Nie czekajcie, klikajcie i subujcie. Spadki od szczytów, którymi zacząłem ten materiał, to tylko część historii słabości całego sektora. EF na sektor finansowy zachowywał się słabiej już od szerokiego rynku. Jakiś czas temu w okresie ostatnich 12 miesięcy, kiedy SNV 500 dawał zarabiać nawet 19%, to ETF na sektor finansowy, ten XLF rósło marne 3%. Jego cena odkleiła się od szerokiego rynku już jakiś czas więc temu. Co stoi za tą słabością? No pierwszy i najmocniejszy impuls spadkowy pojawił się w połowie stycznia tego roku. Miał bardzo konkretny charakter. To nie był tylko ogólny strach, tylko realna propozycja legislacyjna, bo w Stanach Zjednoczonych zaczęto poważnie mówić o wprowadzeniu limitu oprocentowania kart kredytowych na poziomie 10%. I żeby zrozumieć skalę tego problemu, trzeba najpierw wiedzieć na czym banki faktycznie zarabiają w tym segmencie. Karta kredytowa to nie jest przecież tylko wygoda dla klienta, tylko przede wszystkim bardzo dochodowy produkt dla banku. W 2025 roku średnie oprocentowanie takich kart w USA przekraczało 20%. I lek. >> Bank zarabiał więc absurdalnie wysokie odsetki od klientów, którzy nie spłacali swojego zadłużenia całościowo na czas na koniec miesiąca. Jeśli nagle ustawiono limit tego na poziomie 10% to praktycznie przecinamy przychody z tego źródła o połowę. W finansach taki ruch bezpośrednio uderza w tak zwane net interest income, czyli dochód odsetkowy netto. A to jest jeden z najważniejszych elementów na wyniku banków. Efekt nawet nie zatrzymał się tylko na wycenie samych banków, bo rynek automatycznie przeniósł ten strach, czy to na wizę, czy na Mastercarda. To są firmy, które co prawda nie udzielają kredytów, ale żyją z wolumenu transakcji. Jeśli banki zaczną ograniczać akcje kredytowe, programy lojalnościowe czy marketing kart, to mniej ludzi będzie z nich korzystać, a to oznacza mniej transakcji i niższe przychody dla operatorów płatności. Dlatego reakcja na rynku była tak szybka i tak nerwowa w całym sektorze i w większości największych spółek z całego ETFA XLF. Trump ogłosił ten pomysł 9 stycznia, w piątek po sesji giełdowej, tak jak ma to w zwyczaju robić w przypadku informacji cenotwórczych. I to był impuls, który zapoczątkował całą większą korektę w sektorze. Ja tylko zwracam uwagę, że to nie tak, że te limity wprowadzono. Na razie to są jedynie propozycje administracji Trumpa, a jak wiemy już z niejednej swojej propozycji, Trump potrafił się bardzo szybko wycofywać. Do tego doszedł kolejny strach, inny czynnik, ale potencjalnie nawet dużo bardziej niebezpieczny w długim terminie. Chodzi o tak zwane agentic commerce, czyli sytuację, w której to nie człowiek tylko AI będzie dokonywało zakupów w jego imieniu. To brzmi futurystycznie, jasne. No ale częściowo już się dzieje. Wyobraźcie sobie, że macie asystenta AI, który sam zamawia zakupy. Taki agent nie ma przywiązania do konkretnej metody płatności. Nie obchodzi go, czy płacicie kartą Visa, Mastercard czy czymkolwiek innym. Jego jedynym celem jest znalezienie najtańszej i najbardziej efektywnej ścieżki transakcyjnej. To z kolei jest problem, który uderza bezpośrednio w wizę i w Mastercarda, bo ich model biznesowy opiera się na szynach płatniczych, czyli na infrastrukturze, przez którą przechodzą transakcje kartowe. Za każde przejście pobierana jest prowizja. Jeśli takie AI zacznie omijać te szyny i kierować płatności bezpośrednio z konta na konto albo na przykład przez stable coiny czy inne metody, no to prowizje zaczną znikać. I dla pojedynczego użytkownika to nie zrobi oczywiście żadnej różnicy, ale w skali całego ekosystemu, no to zmiana może być ogromna. Jeśli miliardy transakcji przestaną przechodzić przez wizę i Mastercarda, to te przychody z dnia na dzień zaczną być pod presją. I to oczywiście jest tylko jeden z wielu scenariuszy tego, jak AI może się tu rozwinąć i wcale nie jest przesądzony. No ale sam fakt podniesionej niepewności skłania rynek do tego, żeby częściowo wyceniać taką firmę trochę niżej. Tylko, że to jest w ogóle czynnik, który zaczął oddziaływać na wyobraźnię inwestorów już w pierwszej połowie ubiegłego roku 2025. Od tamtego czasu ceny akcji akurat o pośredników i wizy i Mastercarda, które wchodzą w skład tego ETF XLF znalazły się w solidnej korekcie. No a słabszy sentyment do całego sektora z przeróżnych powodów, o których teraz też mówimy, tylko pogorszył sytuację tych dwóch spółek. Kolejny problem, jakby sektor finansowy miał ich mało. >> Narastający konflikt z fintechami i rosnąca rola stable coinów, o których sobie przed chwilą wspomnieliśmy. Banki działają w dużym uproszczeniu także zbierają depozyty od klientów i wykorzystują je jako tanie źródło zabezpieczenia i pokrycia wymogów kapitałowych. Potem kreują nowe pieniądze, pożyczają je dalej w formie kredytów z wyższym oprocentowaniem. Różnica między oprocentowaniem jednego a drugiego ma wpływ na ostateczny zysk banku, co na pewno świetnie rozumiecie. Problem polega na tym, że fintech zaczynają oferować podobne usługi bez całego ciężaru regulacyjnego. Banki muszą spełniać rygorystyczne wymogi kapitałowe, raportowe, nadzorcze, a fintechy często działają na dużo luźniejszych zasadach, co tworzy sytuację, w której tradycyjni gracze z sektora finansowego są mniej elastyczni i potencjalnie drożsi w operowaniu. No i do tego dochodzą stable coiny. Enci stable coinów oferują w USA coś na wzór lokaty, czyli oprocentowania zatrzymania swoich oszczędności w konkretnych cyfrowych dolarach. Jeśli użytkownik zaczyna trzymać środki poza systemem bankowym, na przykład w cyfrowym dolarze emitowanym przez prywatną firmę, to bank traci depozyt. A depozyt to dla banku paliwo, no bo umożliwia akcje kredytowe. Ten problem jest o tyle poważny, że największe banki w USA mają tak silną pozycję, że oprocentowanie depozytów jest u nich śmiesznie niskie. nawet operujące w okolicach 01 02%. Więc jak stable coin zaoferuje 2% w skali roku, no to wydaje się być oferta niemalże nie do odrzucenia. No tylko, że jasne, to było ryzyko, ale zastanówmy się nad tym trochę. Przecież już dziś na rynku są dużo mniejsze banki, które oferują wyższe oprocentowanie od gigantów branży. Jakoś nie zdysraptowało to molochów finansowych i nie zmusiło ich do podnoszenia oprocentowania. Więc dlaczego stable coiny miałyby to zrobić, skoro są w teorii jeszcze bardziej dla ludzi egzotyczne niż po prostu jakiś mniej znany mały bank? Jasne, stable coiny zmieniają małymi krokami cały ekosystem finansów. Ja jestem do nich bardzo bycz nastawiony, co było w tym materiale i to jest jakieś ryzyko dla banków, ale banki nie stoją w przypadku ekosystemu stable coinów z boku i nie patrzą biernie na to co się dzieje. J Morgan jest liderem w tym obszarze. Ich platforma przemianowana niedawno na Kinexis obsługuje miliardy dolarów dziennych transakcji. To jest system tokenizowanych depozytów, który działa właśnie jak programowalny stable coin dla klientów instytucjonalnych. A ich zastosowanie to przede wszystkim natychmiastowe rozliczenia transgraniczne 24 godziny na dobę. do tego zarządzanie płynnością wewnątrz korporacji i zautomatyzowane płatności warunkowe, czyli tak zwane smart kontrakty. Nie tylko JP Morgan, Wells Fargo też tu jest na w tym ekosystemie, inne banki też tu są. Wells Fargo złożyło w ogóle wniosek o znak towarowy dla swojego własnego stable coina, a prezes Bank of America wielokrotnie podkreślał, że bank jest gotowy na emisję własnych tokenów, gdy tylko prawo będzie trochę jaśniejsze i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Rynek widzi same nowe zagrożenia, ale często każde z tych zagrożeń ma drugie dno. Do tego podchodziły jeszcze teraz strachy związane z potencjalnym powrotem takflacji. Po tym jak USA zaatakowały Iran, a ropa przebiła 90 dolców za baryłkę. No i znowu na pierwszy rzut oka wydaje się to być oczywiste. Droższe paliwo uderza w portfel konsumenta. To oznacza wyższe ceny praktycznie wszystkiego, bo i transportu i produkcji żywności i cały koszyk kosztów idzie w górę, co też obniża potem wzrost gospodarczy. Dla banków taka stakflacja to potencjalnie bardzo niewygodne środowisko, bo z jednej strony klienci są pod presją kosztową, bo rośnie inflacja, więc może przestaną spłacać kredyty, z drugiej strony gospodarka zwalnia, więc popyt na nowe kredyty też spada. Podwójnie negatywny efekt. Tylko, że ponownie dane nie potwierdzają żadnego recesyjnego środowiska. Średnia krocząca na przykład z rynku prasy w USA pokazuje, że jesteśmy w bardzo idealnie zbalansowanym świecie. Można się tego bać, ale jak na razie dane tego strachu nie potwierdzają. Jakby tego było mało, to rynek znalazł też sobie problem w postaci wypłaszczenia krzywej dochodowości. Bank zarabia na różnicy między tym, ile płaci za pieniądz, ile na tym zarabia. Normalnie jest tak, że im dłuższy okres, tym wyższe oprocentowanie. Obligacje 10oletnie dają na przykład wyższe oprocentowanie niż dwuletnie. Naturalne, bo inwestor bierze na siebie większe ryzyko czasu, więc chce za to wyższą nagrodę. Problem dla banków zaczyna się wtedy, gdy ta różnica zaczyna się zacierać, czyli gdy rentowności krótkoterminowe rosną szybciej niż długoterminowe i krzywa się wypłaszcza. Wtedy mamy do czynienia z sytuacją, kiedy różnica między oprocentowaniem krótkoterminowych i długoterminowych obligacji mocno się zawęża. Dla banku to jest czysta matematyka. No jeśli koszt krótkoterminowego finansowania rośnie, a oprocentowanie długoterminowych kredytów nie rośnie albo rośnie słabiej, to marże zaczynają się kurczyć. Dlatego bankowi zależy potencjalnie na jak możliwie najstromszej, najstromej, najbardziej stromej krzywej dochodowości. No i jak widzimy teraz na wykresie rentowności, obligacje dwuletnie mocno podskoczyły w stosunku do rentowności 10 czy 20letnich. Ten krótszy koniec, dwuletnie obligacje gwałtownie rosną, bo po szoku paliwowym na rynku ropy rynek wierzy, że Fed utrzyma wyższe stopy trochę dłużej, a jednocześnie ten długi koniec, na przykład 10letni rośnie wolniej, bo inwestorzy już węszą na tym nadchodzącą recesję, czyli potencjalnie nawet może obniżki stóp, ale bardzo mocne w przyszłości. Tylko, że ponownie indeks stresu na przykład finansowego nie pokazuje żadnego realnego problemu w systemie finansowym w USA i że jest tam jakikolwiek ścisk płynnościowy. W ostatnich pięciu latach wiele razy było już naprawdę dużo gorzej niż obecnie pod tym względem, a i tak nic się nie wydarzyło. To jest ta cała litania problemów, jakie rynek już zdyskontował w wycenach sektora. No a mimo to do mojego publicznego portfela defensywnego, jaki dla was prowadzę w Saksobanku, wpadły ostatnio akcje JP Morgan. Sam portfel możecie swoją drogą podglądać na portalu Fanstat, jeśli chcecie się w nim w jakimś stopniu zainspirować, to też wszystkie spółki, które są użyte do jego budowy, na pewno znajdziecie dostępne właśnie w Saxobanku. Są w portfelu na razie takie firmy jak Taiwan Semiconductor, Eventim, Brookfield Corporation, JP Morgan, New Holdings. Portfel radzi sobie też bardzo dobrze. Od startu rok temu mamy prawie plus 35 chyba 6% na liczniku i solidnie bije to wszystkie większe indeksy świata. I to też co ważne na relatywnie niewielkiej zmienności. Zakładając konto z linka w opisie dostajecie też 250 € bonusu do wykorzystania na prowizję. A do tego możecie odebrać najnowszy numer Stockscana, czyli naszego comiesięcznika z analizą 200 spółek z Polski i zagranicy za darmo kompletnie. Także wystarczy założyć konto, coś tam wpłacić i potem klikacie i czytacie. I na pewno będzie też w najnowszym Stockscanie trochę o sektorze finansowym, bo wszystko to, o czym mówiłem wcześniej, doprowadziło teraz do sytuacji, w której sektor finansowy jest obecnie po prostu niedrogi, szczególnie w porównaniu z innymi sektorami na rynku. Na ten moment wskaźnik cena do z dysku dla sektora finansowego jest najniższy spośród wszystkich głównych sektorów w S&P 500. Jest nawet poniżej swojej własnej pięcioletniej średniej. CZ dla sektora finansowego to teraz około 14,23 i dla porównania cały indeks S&P 500 jest wyceniany na poziomie 21. Nawet w ujęciu relatywnym do swojej historii sektor finansowy w USA jest dziś jednym z najtańszych na całym rynku. Do tego w jednym z raportów od Factseta, który teraz macie przed sobą, zauważymy też inny bardzo ciekawy wykres, który porównuje zmianę ceny danego sektora do jego zmiany EPS-ów, czyli zysków na akcję. Na osi xowej, tej poziomej, macie zmianę ceny. Im bardziej na lewo, tym większy spadek ceny akcji od początku roku. Na osi Y-ów pionowej macie prognozowaną zmianę zysku na akcję w następnym roku. Sektor finansowy dostał najsilniejszą korektę od początku roku, a jednocześnie prognozowana zmiana zysku. Wcale nie wygląda to źle. Jeśli połączycie to z niską wyceną, to naprawdę wygląda już jak całkiem sympatyczna okazja inwestycyjna, a przynajmniej taka, obok której trudno przejść obojętnie. i nie przechodzą obojętnie obok niej również sami insiderzy z różnych firm z sektora finansowego, którzy dają sygnały, że akcje spółek są według nich atrakcyjnie wycenione. Ten wykres, który teraz macie przed sobą, pokazuje trzytygodniową zmianę aktywności zakupowej kadry zarządzającej wewnątrz właśnie sektora finansowego, czyli wewnątrz XLFA w latach 2010-2026. Ta linia pokazuje dynamikę nastrojów osób, które są jednak najlepiej poinformowane o kondycji swoich firm. Czerwona strzałka pokazuje wam gwałtowny niedawny skok aktywności na początku 2026 ten wskaźnik przebił już barierę 10 punktów, a to zdarza się naprawdę rzadko. Historycznie takie zrywy kupujących często sugerowały, że i zarząd, i ludzie z branży uważali akcje za niedowartościowane albo spodziewali się jakiś pozytywnych katalizatorów. Tak duży i mocny sygnał optymizmu w sektorze bankowym ostatnim razem widziano w trakcie Bessy z 2022 roku. No więc wiemy, że w sektorze finansowym jest relatywnie tanio. Wiemy, że insajerzy kupują. Do tego sektor bankowy to jest jednak bądź co bądź jedna z najsilniejszych grup lobbingowych w całych Stanach Zjednoczonych. Naprawdę nie tak prosto będzie przeforsować regulacje, które odetną raptem część zysków. Dla przykładu nawet ich główny argument banków przeciwko limitowi 10% oprocentowania, o którym była mowa wcześniej jest bardzo prosty. Jeśli go wprowadzicie, to banki przestaną oferować karty kredytowe klientom o niższej zdolności kredytowej. Przy 10% taki klient po prostu nie będzie opłacalny. No i efektem będzie wykluczenie finansowe części społeczeństwa. A to jest argument, który politycznie bardzo trudno będzie zignorować, zwłaszcza listopad 2026 to okres wyborów mittermowych w Stanach Zjednoczonych. Więc tego typu propozycje, które rynek zaczął na razie dyskontować mają bardziej charakter retoryczny niż realny do wprowadzenia. Dobrze brzmią w kampanii wyborczej, ale po wyborach z reguły tracą impet albo są rozwadniane do takiego poziomu, który niewiele zmienia. A sektor bankowy zawsze ma duże pole do manewru. Może podnieść inne opłaty, może zmienić strukturę produktów, może wprowadzić dodatkowe prowizje. Stracony dochód w jednym miejscu często da się dość łatwo odzyskać w innym. A ostateczny kształt regulacji jakichkolwiek może mieć na tyle dużo warstw i wykluczeń, że ostatecznie nic to nie zmieni, ale przynajmniej sprawi, że Trump albo inny polityk będzie mógł sobie odtrąbić sukces. Dlatego sugeruję patrzeć na to wszystko, na cały ten temat chłodny pod kątem oceny tego, czy faktycznie ta przecena jest uzasadniona. Bo z jednej strony jasne, mamy całą listę ryzyk, które brzmią bardzo poważnie dla sektora. regulacje, AI, fintechy, stacflacja, stable coiny, krzywa dochodowości, ale z drugiej strony mamy twarde dane, niskie wyceny, stabilne fundamenty, insiderzy, którzy kupują, rynek widzi problemy, ja widzę dyskonto i właśnie dlatego zdecydowałem się działać, a nie tylko analizować. I czy mam rację? Oczywiście tego nie wie teraz nikt, ale wiem na pewno, że najlepsze okazje bardzo rzadko wyglądają komfortowo w momencie, kiedy je kupujecie. Zawsze pojawia się niepewność, zawsze jest powód, żeby się bać. No i właśnie dlatego są okazjami. A jeśli chcecie być na bieżąco jeszcze bardziej z podobnymi decyzjami, zobaczycie jak ja buduję swój portfel krok po kroku, to zajrzyjcie do wersji premium portalu do 11 i regularnie korzysta ponad 4900 innych osób. Tam codziennie różne analizy, przemyślenia o rynkach, gospodarce, o spółkach ode mnie i całego naszego zespołu DNA, a także możliwość obserwowania jak sam inwestuje własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości prawie 7 milionów złot. Duże pieniądze, dużo emocji, ale przede wszystkim masa nauki. I tą naukę mogę wam obiecać. Więcej na ten temat znajdziecie na stronie premiumdnarynków.pl. Link w opisie. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć.









