Mam 33 000 zł w portfelu. Gdybym zaczynał dziś, zrobiłbym to inaczej. [Strategia Core Satelite]

Dlaczego warto zastosować podejście core‑satellite?

W materiale omawiana jest koncepcja budowania portfela inwestycyjnego w oparciu o strategię core‑satellite. Autor dzieli się swoim dwuletnim doświadczeniem z portfelem wartym ponad 33 000 zł, wskazując na problemy wynikające z nadmiernej liczby pozycji i braku hierarchii inwestycyjnych. Pokazuje, jak dzięki prostemu rdzeniowi składającemu się głównie z szerokich ETF‑ów można uzyskać stabilny wzrost kapitału, jednocześnie zachowując miejsce na indywidualne analizy spółek jako satelity. Przedstawione są konkretne proporcje (np. 80 % ETF‑ów i 20 % akcji), wyjaśnione są zagrożenia pozornej dywersyfikacji oraz wpływ zmęczenia decyzjami na wyniki długoterminowe. Wideo zawiera także refleksję nad rolą obligacji w nowoczesnym portfelu oraz zachęta do dyskusji w komentarzach o własnych strategiach inwestycyjnych.

Strategia ta pozwala ograniczyć liczbę codziennych decyzji, zwiększyć skuteczność dywersyfikacji i skupić się na tym, co naprawdę napędza zwrot – tani, szeroki ETF‑owy rdzeń. Satelity w postaci wybranych akcji dają możliwość realizowania własnych pomysłów bez ryzyka zagrożenia całego kapitału. Autor podkreśla, że kluczem jest ustalenie wyraźnego limitu dla części satelitarnej oraz regularne kierowanie nowych wpłat do rdzenia, co przekłada się na spokojniejsze budowanie majątku na przestrzeni lat.

Przykładowe proporcje można dostosować do własnej tolerancji ryzyka – niektórzy inwestorzy wybierają 70/30, inni 90/10, a niektórzy rezygnują całkowicie z pojedynczych akcji. Najważniejsze jest, aby część satelitarna miała jasno określony górny limit, co zapewnia, że pojedynczy błąd wyboru spółki nie zniszczy efektów całej strategii.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Przez ponad 2 lata zbudowałem portfel wart przeszło 33000 zł. Mam w nim ETFY, pojedyncze akcje, rejty i obligacje. Nie żałuję, że zacząłem, ale gdyby ktoś dzisiaj wypłacił mi cały portfel w gotówce, nie kupiłbym ponownie wszystkich tych samych instrumentów. Nie dlatego, że wszystkie były złe. Problem jest trochę inny. Stworzyłem sobie za dużo decyzji, za mało hierarchii i kilka inwestycji, które w praktyce wykonują bardzo podobne zadanie. Dlatego gdybym zaczynał dzisiaj od zera, zbudowałbym portfel przede wszystkim z dwóch części ETFów jako rdzenia oraz pojedynczych akcji jako mniejszych satelitów. I tutaj ważna rzecz. Ja naprawdę lubię wybierać pojedyncze spółki. Lubię analizować raporty, szukać ciekawych firm i próbować znaleźć coś, czego rynek jeszcze nie docenia. Ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że moja wiedza i umiejętności wybierania naprawdę dobrych spółek nadal są ograniczone. Nie mam żadnej pewności, że przez kolejne 10 czy 20 lat będę regularnie wybierał spółki lepiej niż szeroki rynek. I właśnie dlatego pojedyncze akcje zostawiłbym w portfelu, ale nie pozwoliłbym im decydować o wyniku całego mojego majątku. ETFy wykonywałyby główną robotę. Akcje dawałyby mi możliwość szukania własnych okazji, uczenia się i jeżeli moje decyzje okażą się dobre, poprawienia wyniku całego portfela. Ale jeśli się mylę, pojedynczy błąd nie powinien wykoleić całej strategii. Jestem ciekaw, jak wy do tego podchodzicie. Jakie inne strategie inwestowania znacie albo sami stosujecie? Core satelite, jeden globalny ETF, portfel dywidendowy, 60 na40, a może jeszcze zupełnie inne podejście? Napisz w komentarzu, bo chętnie zobaczę jakie strategie dominują wśród osób oglądających ten kanał. W pewnym momencie miałem osiem pojedynczych spółek, cztery rejy, trzy ETFY i obligacje. Na papierze wyglądało to jak bardzo dobra dywersyfikacja. Polska, Stany Zjednoczone, technologia, małe spółki, nieruchomości i bezpieczna część portfela. Wszystko po trochu, tylko że każda kolejna pozycja oznaczała następne pytania. trzymać, sprzedać, dokupić, czy wynik jest dobry, czy spółka nadal pasuje do portfela, czy spadek to okazja, czy może sygnał ostrzegawczy. Im więcej miałem pozycji, tym częściej czułem, że powinienem coś robić, a inwestowanie zaczęło przypominać zarządzanie magazynem, a nie spokojne budowanie majątku. Jeśli interesuje cię budowanie portfela, ETFy, pojedyncze spółki i moje prawdziwe decyzje inwestycyjne, zostaw subskrypcję. Na kanale regularnie pokazuje mój publiczny portfel, również wtedy, kiedy coś nie idzie zgodnie z planem. Zostaw subskrypcję i pomóż mi dobić do 1500 subskrybentów. Ten materiał ma charakter edukacyjny i pokazuje moje własne decyzje oraz sposób myślenia o inwestowaniu. Nie jest to rekomendacja inwestycyjna ani gotowa strategia, którą każdy powinien kopiować. Pierwszą rzeczą, którą bym zmienił nie jest żaden konkretny ETF ani spółka. Zmniejszyłbym liczbę decyzji. Wyobraź sobie dwa portfele. Pierwszy składa się z jednego lub dwóch szerokich ETFów kupowanych regularnie przez 10 lat. Drugi zawiera trzy ETFY, osiem spółek, cztery rejty i obligacje. Każdy składnik może mieć sens, ale każdy wymaga obserwowania, analizowania i podejmowania kolejnych decyzji. W drugim portfelu nie wystarczy raz dobrze wybrać. Trzeba jeszcze wielokrotnie nie przeszkadzać samemu sobie. Największym kosztem rozbudowanego portfela nie zawsze jest prowizja. Czasem jest nim zmęczenie decyzjami. Druga rzecz to pozorna dywersyfikacja. Można posiadać trzy różne ETFY, nadal opierać sporą część wyniku na tych samych spółkach. S&P 500 i Nasdaq 100. Mają inne zasady, ale w obu znajdziemy wiele tych samych największych amerykańskich firm. To trochę jak kupynie trzech koszyków zakupów, w których większość miejsca zajmą te same produkty. Koszyków jest więcej, ale dieta nie staje się przez to bardziej zróżnicowana. Dlatego dzisiaj nie pytałbym najpierw ile mam różnych instrumentów. Zapytałbym co właściwie robi każdy element mojego portfela. Trzeci problem to brak ważnej hierarchii. Kiedy każda pozycja wydaje się równie ważna, niewielka spółka potrafi zabierać więcej uwagi niż cały ETF. Dlaczego? Bo pojedyncza spółka jest ciekawsza. Ma raporty, nowe kontrakty, zarząd, dywidendę, cenę, która potrafi mocno zmienić się jednego dnia. Szeroki ETF jest nudny, regularnie go kupujesz i najczęściej nic spektakularnego się nie dzieje. I właśnie dlatego ta nudna część powinna być największa. Nie chcę, żeby fundament portfela zależał od tego, czy dobrze oceniam jeden raport, albo przewidzę zachowanie jednej spółki. Pojedyncze akcje mogą zostać, ale nie powinny przejmować kontroli nad całym portfelem ani nad moją głową. Gdybym zaczynał dzisiaj, główną część portfela zbudowałbym z dwóch elementów ETFowego rdzenia oraz pojedynczych akcji jako satelitów. Takie podejście często nazywa się strategią core satelite. Nazwa brzmi bardziej skomplikowanie niż sama zasada. Rdzeń ma budować wynik całego portfela przez wiele lat. Satelity mają pozwalać mi realizować pojedyncze pomysły, ale bez ryzykowania całym portfelem. Nie chodzi więc o znalezienie magicznego ETFU i kilku pewnych spółek. Chodzi o ustalenia, która część jest najważniejsza, a która jest tylko dodatkiem. Największą częścią portfela byłyby ETFY. to tutaj trafiałaby większość nowych wpłat przeznaczonych na rynek akcji. Rdzeń powinien być prosty, tani i wystarczająco szeroki, żebym nie musiał co miesiąc zgadywać, która branża albo spółka będzie najlepsza. W zależności od wybranej strategii, mógłby to być globalny ETF albo świadomie wybrany szeroki rynek, na przykład SNP 500. Najważniejsza jest zasada rdzenia. Nie zmieniam po jednym słabszym jednym raporcie ani kilku negatywnych nagłówkach. Kupuję go regularnie i pozwalam mu wykonywać swoje zadanie. ETFowy rdzeń ma być silnikiem całego portfela. Jeżeli co kilka miesięcy wymieniam silnik, prawdopodobnie daleko nie zajadę. Drugą zdecydowanie mniejszą częścią byłyby pojedyncze akcje. Nie chcę całkowicie z nich rezygnować. Lubi analizować spółki, śledzić ich rozwój i samodzielnie podejmować decyzje. Ale akty muszą pozostać dodatkiem. nie mogą stać się większe od rdzenia tylko dlatego, że jedna spółka ostatnio szybko rosła albo szczególnie mocno w nią wierzyłem. Przykładowo część portfela przeznaczoną na rynek akcji mógłbym podzielić w proporcji na przykład 80% ETFY i 20% pojedyncze akcje. Przy 33000 zł oznaczałoby to około 26400 zł w ETfach oraz około 6600 zł w pojedynczych spółkach. To przykład pokazujący zasadę, a nie idealne proporcje dla każdego. Ktoś może wybrać 70 do 30, ktoś inny 90 do 10. Można też całkowicie zrezygnować z pojedynczych spółek. Dla mnie najważniejsze byłoby to, żeby część satelitarna miała wyraźny limit. Nawet jeżeli pomylę się przy wyborze jednej spółki, ten błąd nie powinien zniszczyć całego wyniku portfela. W poprzednich filmach mówiłem, że obligacje mogą stanowić bezpieczny rdzeń portfela i na wcześniejszym etapie mojej inwestycyjnej drogi rzeczywiście tak na nie patrzyłem. Pomagały mi spokojnie rozpocząć inwestowanie. Ich wartość nie zmieniała się tak gwałtownie jak ceny akcji, a sposób naliczania odsetek był znacznie łatwiejszy do zaakceptowania niż giełdowe spadki. Z czasem zobaczyłem jednak, że przy wieloletnim horyzoncie ETFy dają większy potencjał wzrostu. Nie oznacza to, że zawsze zarobią więcej. Na rynku nie ma takiej gwarancji. Mogą również przez kilka lat przynosić słabe wyniki albo mocno spadać. Zmieniło się jednak moje podejście. Dziś nie traktowałbym obligacji jako głównego silnika długoterminowego portfela. Pozostawiłbym je jako opcjonalny dodatek, ale pieniędzy potrzebnych wcześniej jako stabilizację albo bezpieczniejszą część oszczędności. Trzeba również pamiętać, że oprocentowanie obligacji indeksowanych inflacją zmienia się razem z inflacją. Kiedy inflacja spada, spada również ich nominalne oprocentowanie. Stała marża nadal pozostaje i nadal jest waszą zaletą, ale wynik wyrażony w procentach nie będzie tak wysoki jak w okresie bardzo wysokiej inflacji. Obligacje nadal dobrze chronią realną wartość pieniędzy. Jednak przy horyzoncie kilkunastu albo kilkudziesięciu lat bardziej zależy mi na potencjale wzrostu. Dlatego rolę głównego rdzenia przeniósłbym z obligacji na ETF. Obligacje nie znikają z mojego planu, po prostu dostają inne zadanie. Czy w takim razie sprzedam jutro wszystkie obligacje i pojedyncze akcje? Nie. To byłaby kolejna decyzja podjęta pod wpływem emocji. Niektóre pozycje nadal realizują swoje zadanie. Portfel może zmieniać się stopniowo. Najpierw ustaliłbym docelowy podział. Następnie kierowałbym większość nowych wpłat do ETFowego rdzenia. przestałbym dokupować pozycje, których udział jest już za duży. Dopiero później zastanowiłbym się, które inwestycje rzeczywiście pasują do nowej strategii. Dobry plan nie musi zaczynać się od przycisku sprzedaj wszystko. Najważniejsza reguła, którą zbieram z tych dwóch lat brzmi: Każda dodatkowa spółka musi udowodnić, że jest warta dodatkowego ryzyka, czasu i kolejnych decyzji. Gdybym dzisiaj zaczynał od zera, nie próbowałbym stworzyć najbardziej interesującego portfela. Zbudowałbym portfel, który daje mi najmniej okazji, żeby zepszyć go własnymi decyzjami. Duży ETF-owy rdzeń, mniejsza część pojedynczych akcji, obligacje tylko wtedy, gdy mają konkretne zadanie. Pozostaje jednak najtrudniejsze pytanie: czy wszystkie decyzje, które podejmowałem przez ostatnie dwa lata dały mi lepszy wynik niż regularne kupowanie na przykład jednego ETFU na S&P 500? W kolejnym materiale policzę każdą wpłatę i sprawdzę ile miałbym dzisiaj gdybym od początku kupował wyłącznie jeden ETF. A w komentarzu napisz dwie liczby. Jaki procent twego portfela stanowią ETFY a jakie pojedyncze akcje. Jeśli chcesz zobaczyć wynik tego eksperymentu, zostań ze mną na kolejny odcinek. Do zobaczenia. Yeah.

Przewijanie do góry