Najgorszy tydzień w historii koreańskiej giełdy – analiza wydarzeń
W materiale opisano, jak gwałtowny spadek indeksu KOSPI doprowadził do ponad 1,2 miliona margin calli oraz wyzerowania 320‑360 tysięcy kont inwestycyjnych. Przyczyny to trzy czynniki: eskalacja konfliktu USA–Iran wpływająca na ceny ropy, obawy o szczyt cyklu półprzewodnikowego oraz rekordowa wyprzedaż akcji przez zagranicznych inwestorów.
Jednocześnie notowano najwyższą zmienność od 1998 roku – wahania rzędu 4% dziennie stały się normą. W tym samym okresie eksport Korei osiągnął rekordowe 55 mld USD w 21 dni lipca, czyli ponad 50% wzrost rok do roku, napędzany sprzedażą półprzewodników (+180%) i komponentów komputerowych (+232%).
Omówiono także odpływ kapitału z bitcoinowych ETF – ponad 8,2 mld USD w ośmiu kolejnych tygodniach, co czyni Bitcoina najsłabszym głównym aktywem w 2026 roku. Na koniec przedstawiono najważniejsze dane makro na nadchodzący tydzień: sprzedaż detaliczna w Polsce, decyzje EBC o stopach procentowych oraz wstępne odczyty PMI dla strefy euro i USA.
Film łączy szczegółowe statystyki z wyjaśnieniem mechanizmów dźwigni finansowej, pokazując, jak wysokie lewerażowe pozycje mogą prowadzić do całkowitej utraty kapitału nawet przy fundamentach silnych spółek. Materiał jest przydatny zarówno dla początkujących, jak i bardziej zaawansowanych inwestorów.
- Margin call i jego skutki dla 1,2 mln rachunków
- Trzy katalizatory krachu na KOSPI
- Rekordowy wzrost eksportu Korei i dominacja półprzewodników
- Odpływ kapitału z bitcoinowych ETF i słabość BTC
- Najważniejsze wydarzenia makro na nadchodzący tydzień
Zobacz pełną transkrypcję filmu
W dzisiejszym materiale setki tysięcy inwestorów zostało z zerem na koncie. To był najkrwawszy tydzień w historii koreańskiej giełdy. Eksport kluczowych produktów trzykrotnie rośnie w rok, a akcje producentów lecą w tym samym czasie o 30%. Jak to możliwe? Rekordowa ucieczka kapitału z Bitcoina, a sam Bitcoin najsłabszym z głównych aktywów w tym roku. To jest rynkowy alert, czyli wiadomości ważne dla twoich finansów. No więc łapka w górę. I zaczynamy. Na koreańskiej giełdzie wydarzyło się coś, o czym będą kręcić filmy. Serio, czyta się te liczby i włos się na głowie jezy. 1 200 000 rachunków inwestycyjnych dostało od brokera informacje o tak zwanym margin call, czyli informacje o tym, że jeśli nie dopłacisz do rachunku, powiedzmy do wieczora albo do rana, to broker po prostu sprzeda wszystko sam i to po takiej cenie, jaka akurat jest na rynku, żeby pokryć stratę. Skala tego co się stało jest ogromna, bo gdy odniesie się to do populacji Korei to margin call otrzymało mniej więcej 3,4% dorosłej populacji, czyli co 30 dorosła osoba, jak szacuje Goldman ZX. Idąc dalej, od 320 do 360 000 kont zostało całkowicie wyzerowanych, czyli zostało przez brokera automatycznie sprzedane wszystko. A jeśli weźmiemy pod uwagę to, że w tak ryzykowny sposób inwestowali głównie mężczyźni w przedziale wiekowym od 20 do 40 lat, to obraz sytuacji staje się jeszcze bardziej ponury. Ale jak do tego w ogóle doszło? Koreańska giełda po ostrej fali rozpędzonej hossy po prostu się posypała, bo mieliśmy tam spadki sięgające już 28% od samego szczytu, a ta spadkowa passa trwała jakiś miesiąc, więc chyba można mówić o krachu. Zapalników było trzy. Wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem i skok cen ropy, a Korea to przecież importer energii. Oprócz tego obawy, że cykl w półprzewodnikach właśnie osiąga szczyt. No i do tego jeszcze rekordowa wyprzedaż akcji przez inwestorów zagranicznych, którzy dopiero od jakiś dwóch tygodni zaczęli wracać do zakupów. Dodajmy jeszcze do tego to, że ostatnie 2 lata na giełdzie w Korei to była jazda bez trzymanki. W zeszłym roku główny indeks koreańskiego rynku Cospi wzrósł o 75%. No a w tym roku nadal jest około 60% na plusie, pomimo tego ostatniego załamania o około 25%. Także ludzie to widzieli i kupowali nawet nie za swoje, tylko zapożyczone pieniądze, często kredytując się pod zakup akcji. Ale to w sumie jest znacznie łatwiejsze, bo na koreańskiej giełdzie pojawiło się mnóstwo różnego rodzaju instrumentów oferujących dźwignię. Więc mając powiedzmy przykładowe 10 000 na koncie, broker dokłada jeszcze drugie tyle, a może jeszcze raz drugie tyle i gra się nie za 10 tylko za 30 000. No te 20 jest pożyczone dźwignia razy 3. Jak rośnie, no to bajka, zarabia się potrójnie, no ale jak spada, to też traci się potrójnie. Zatem ci, którzy wpakowali się na górce, a jak się okazuje takich było sporo, po fali spadków otrzymali wspomnianego Margin Cola od Brokera. Stąd te absurdalne ruchy, bo dzienne wahania po 4% w dół czy w górę to jest w Korei teraz normalka, co zresztą widać na tej tabeli. Zresztą w poniedziałek mieliśmy spadek o ponad 4%, a dziś we wtorek zwyżkę o około 4%. Taka zmienność w Korei jest najwyższa od 1998 roku, a to przecież dla tego kraju data nieprzypadkowa, bo to wtedy Korea mierzyła się z azjatyckim kryzysem finansowym, gdy gospodarka była na kolanach. Jeszcze dla zasady trzeba powiedzieć, że koreański indeks Cospit to w większości dwie firmy Samsung i SK Hinux. Obie jadą na sztucznej inteligencji i na pamięciach do serwerów, co oczywiście pokazuje, że cała HOSAsa w Korei stoi na jednym temacie. Wracając do tych 320 360 000 wyzerowanych kont oraz 1,2 miliona rachunków z margin callem, no wręcz absurdalne są te dane, to ekonomiści ostrzegają przed długofalowymi skutkami takiego uderzenia dla całej gospodarki Korei. W końcu no kilkaset tysięcy rodzin właśnie straciło realne pieniądze. W wielu przypadkach to były całe oszczędności danej rodziny i to przełoży się na to, że nie będzie ich stać na zmianę samochodu, czy wyjazd na wakacje, czy nawet na zakup sprzętu AGD, a z tego robi się realna dziura w konsumpcji. Ekonomiści ostrzegają, że gospodarka koreańska to realnie odczuje i to już niebawem. Oczywiście są w tej koreańskiej hossie ludzie, którzy nadal są mocno na plusie. No jeśli weszli na rynek w zeszłym roku albo choćby na początku tego roku. Jednak problem jest w tym, że no przepraszam, że to powiem, bo to trochę nie jest eleganckie, ale no tak zwana ulica pakowała się tutaj na góreczce i to na wysokim lewarze. Ale w tym samym czasie, kiedy setki tysięcy Koreańczyków traciło swoje oszczędności, koreańskie firmy notowały prawdopodobnie najlepszy okres swojego biznesu w historii. Koreański eksport w ciągu 21 dni lipca był absolutnie rekordowy. W tym okresie Korea wyeksportowała towary za prawie 55 miliardów dolarów. Ta liczba pewnie niewiele mówi, ale powie chyba to, że to jest blisko 52% więcej niż rok temu, czyli o połowę więcej rok do roku. Fabryki koreańskie pracowały więc pełną parą. Zamówienia sypały się jak nigdy, zwłaszcza w sektorze półprzewodnikowym, czyli tym, gdzie działają największe spółki Samsung czy SK. Heinux eksport chipów wystrzelił w Korei o zawrotne 180%, czyli to prawie trzy razy więcej niż rok temu. W efekcie stanowi już sektor półprzewodnikowy 40% całego koreańskiego eksportu, czyli blisko połowę. No choć rok temu było to nieco ponad 20%. Do tego mamy jeszcze sprzęt komputerowy i komponenty komputerowe. To jest plus 232% rok do roku, czyli Samsung i SK HighinX. Te dwie firmy, których akcje zjechały i wyczyściły ludziom konta, no one sprzedawały w tym samym czasie rekordowe ilości pamięci, zarabiając absurdalne sumy. I tutaj wracamy do starej, jak rynki zasady, że sytuacja w firmie, a akcje tej firmy to często dwie zupełnie różne rzeczy. Samsung zarabia wtedy, gdy wysyła kolejny kontener z chipami do zagranicznego klienta. A po ile jego akcje chodzą na giełdzie, to już nie jest dla samej firmy aż tak bezpośrednio ważne, no dopóki nie robi ona emisji czy wykupu akcji. I to jest chyba najbardziej gorzkie podsumowanie całej tej koreańskiej historii. Można stawiać na właściwą firmę, na właściwe akcje we właściwej branży i nawet zyski i przychody pną się konsekwentnie fręcz lawinowo w górę, a i tak można być mocno na minusie i w sumie bez dźwigni. To można się pomylić nawet i przez rok, przez d lata po zakupie akcji być na papierowym minusie. No to jest często normalne. Problem w tym, że jak gra się na wysokiej dźwigni, to te straty stają się znacznie znacznie większe i mogą wyzerować po prostu konto. Kapitał mocno odpływał z bitcoina w ostatnich tygodniach i choć ostatni, no nie wiem, połowa lipca ostatnia to pewien umiarkowany powrót środków do tej kryptowaluty, to wcześniej na bitcoinowych ETFCH odnotowano 8 tygodni odpływania kapitału z rzędu i to był rekordowo długi czas. Yyy, a dane, które zaraz pokażę, robią wrażenie. >> Cenisz przejrzystość w finansach? Groundlanding ze szwajcarską platformą MCLIAR to prosty mechanizm. Finansujesz pożyczki dla europejskich firm i co miesiąc zarabiasz na odsetkach. Na stronie widzisz pełne statystyki spłat i wyniki projektów w czasie rzeczywistym. Bezpieczeństwo kapitału wspiera szwajcarski scoring oraz zabezpieczenie pożyczek nieruchomościami lub innymi aktywami. Sprawdzaj fakty, a nie wierz tylko w marketing. Kliknij link w opisie i odbierz 3% cashback przez pierwsze 90 dni. Kapitał odpływa ze spotowych ETFów na Bitcoina, a to przecież one miały być tymi drzwiami, przez które duży pieniądz wkracza na rynek krypto na dobre. I tak faktycznie było w zeszłym roku i 2 lata temu. Mieliśmy masywne napływy. Te dwa poprzednie lata pokazują na wykresie linę przerywane, ale teraz yyy tą samą drogą ciągła linia pomarańczowa na wykresie kapitał konsekwentnie wypływał, bo od początku tego roku to już łącznie 5,5 miliarda prawie dolarów, które wyparowały z funduszy na BTC. Tylko w samym czerwcu, najgorszym miesiącu w historii ETF na Bitcoina, było to 4,5 miliarda dolarów na minusie. No i te 8 tygodni, o których mówiłem, to było łącznie 8,2 miliarda dolarów. Trzeba jednak przyznać, że na początku lipca część kapitału powróciła, bo mieliśmy potem 273 miliony dolarów napływu, wynika z danych SS value. Jednak przy tej wcześniejszej skali odpływu, no to to jest pewna kropla w morzu. No ale wiadomo, to nie jest tak, że inwestorzy stracili wiarę w w kryptowaluty czy porzucili już bitcoina. To może być po prostu kwestia potrzeby przekierowania gotówki gdzieś indziej. No a mamy przecież hossę giełdową na półprzewodnikach i ogółem na Wall Street, na Bigtechach. Niemniej to cena pokazuje ostatni stan sytuacji na rynku Bitcoina. No i bądźmy szczerzy, Bitcoin jest najsłabszym z głównych aktywów do tej pory w 2026 roku. Wynik kursu Bitcoina to min 27% od początku stycznia. Mundial już za nami, emocje już opadły i nawet Donald Trump odnalazł już drogę z mundialowej sceny, tylko że wprost do polityki celnej, bo skoro uprzejmości związane ze współorganizowaniem tak wielkiej imprezy z Kanadą zostały już zakończone, to czas na powrót do twardej polityki. Trump nakłada 50% cła na szeroką listę towarów z Kanady. Powód jaki podał nierówne traktowanie amerykańskich samochodów na biału i alkoholu jego zdaniem. Część kluczowych towarów wyłączono, oczywiście na przykład energię elektryczną, potas, minerały krytyczne, stal czy ryby. To akurat zrozumiałe po części, bo bez potasu z Kanady amerykańskie rolnictwo ma poważny problem. No a podniesienie sobie cen paliwa przed wyborami, no to strzał w stopę. No ale cłona kije hokejowe czy wino, a to wprost te towary wymieniono, to co innego. A tu całej sprawy jest jeszcze dziwniejsze, bo zapowiedź pojawiła się zaraz po tym, gdy Trump groził Kanadzie cłami za dym z pożarów lasów, który znoszony jest przez wiatr nad amerykańskie miasta. Wielka Brytania ma nowego premiera. Dotychczasowy szef rządu Kir Starmer w poniedziałek formalnie złożył rezygnację, a na jego miejsce mianowany został Andy Bernam. Bernam to świeżo wybrany lider Partii Pracy, ale również jeden z obecnie najbardziej popularnych polityków Wielkiej Brytanii. Tylko 38% brytyjskich wyborców oceniło go w ostatnich sondażach otwarcie, negatywnie. Z kolei rezygnujący z Tarmer nie załamuje się i twierdzi, że jak cytuję jego praca została wykonana. Większość wyborców ma jednak odmienne zdanie. Niedawne sondaże pokazują, że wśród opinii publicznej przeważa pogląd, że były już premier Starmer nie wprowadził dostrzegalnych zmian. Przed tygodniem 64% ankietowanych w sondażu U-Gofov oceniło go niekorzystnie jako premiera, a tylko 28% pozytywnie. A co do Bernama przedstawił on już skład swojego gabinetu, uścisnął dłoń króla Karola II. No i to już piąty brytyjski premier na przestrzeni ostatnich czterech lat, a u nas w tym samym czasie nadal dwóch. Spójrzmy jeszcze zatem na najważniejsze wydarzenia makroekonomiczne tego tygodnia. W środę poznamy dane o sprzedaży detalicznej w Polsce, a to ważny wskaźnik koniunktury, bo pokazuje na ile Polacy mogą sobie pozwolić i jak ich wydatki napędzają gospodarkę. Zapewne będzie to odczyt pozytywny, który pokaże solidny wzrost sprzedaży detalicznej. No ale wróćmy jeszcze na chwilę do danych z poniedziałku, które już znamy, bo poznaliśmy informacje o produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej i to były dane pozytywne. Ta pierwsza statystyka wzrosła o blisko 8% względem poprzedniego roku, a ta druga o ponad 5%. Idźmy dalej. W czwartek decyzje o stopach procentowych poznamy od Europejskiego Banku Centralnego. Powszechnie spodziewana jest pauza. Według ekonomistów jest to niemal przesądzone. Natomiast większość ekspertów ankietowanych przez Reutersa, bo 70% oczekuje podwyżki stó procentowych w strefie euro, choć jednokrotnej jeszcze w tym roku. Powód? No ropa i drogie surowce energetyczne po konflikcie z Iranem. Bank centralny boi się, że ten drogi prąd i paliwo przełożą się na wzrost płac, a potem znów na wzrost cen. Kłopot polega na tym, że gospodarka strefy euro urośnie prawdopodobnie w tym roku o skromne pół%, a EBC rozważa dokładanie do tego wyższych stóp, co hamuje wzrost gospodarczy. Na koniec tygodnia, w piątek poznamy całą serię danych PMI, zarówno z przemysłu, jak i usług dla krajów strefy euro, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, a także Stanów Zjednoczonych. Będą to odczyty najświeższe, wstępne już za lipiec. To w takim razie co jeszcze na giełdzie? Tu pojawi się kilka rzeczy, których przegapić nie można. Przede wszystkim w środę mamy wyniki finansowe gigantów z Wall Street za drugi kwartał. Tego dnia w środę rezultaty przedstawi Alphabet, IBM oraz Tesla. Raporty te tuż po sesji się pojawią, natomiast w czwartek, dzień później wynikami wypracowanymi w drugim kwartale pochwali się Intel, czyli jedna z ulubionych spółek administracji Donalda Trumpa. Sezon wynikowy w USA trwa zatem w najlepsze, a kolejny rozdział tego spektaklu w przyszłym tygodniu, gdy sprawozdania opublikują między innymi AMD, Microsoft, Apple, Amazon czy Meta. Więc pomimo tego, że mamy sezon wakacyjny i każdy z nas włącznie z prezesami największych gigantów z Wall Street myśli pewnie o ciepłej plaży i drinkach z palemką, to wyniki finansowe i dane makro sprawiają, że no i tak trzeba te rynki śledzić uważnie. No ale żeby nawet na wakacjach pozostać na bieżąco, to polecam śledzenie naszego newslettera, gdzie zbieramy najważniejsze i najciekawsze fakty informacje raz w tygodniu w piątek. Link do newslettera znajdziesz i w opisie i w komentarzu. Zapraszam serdecznie i na koniec życzę udanych inwestycji. Do zobaczenia. [muzyka]








