Nowa rzeczywistość, która wstrząsnęła giełdą. To aktualnie największa rynkowa okazja? Analiza SaaS [Zagrożenia i AI w SaaS]

SAS-apokalipsa i przyszłość oprogramowania w erze sztucznej inteligencji

FXMAG 118 000 subskrybentów
13 330 452 26/05/2026

Wideo przedstawia przełomowy kryzys w sektorze Software as a Service (SaaS), wywołany rewolucją sztucznej inteligencji (AI), o której mowa w wypowiedzi CEO firmy NVIDIA. Rozpada się dawny model biznesowy oparty na abonamentach, kiedy firmy zastępują licencje na programy autonomicznymi agentami AI, które mogą tworzyć oprogramowanie bez udziału ludzkich programistów.

Analiza koncentruje się na kluczowych zagrożeniach dla gigantów branży, takich jak Salesforce czy Adobe, które stają się społeczne podstawy zysków dzięki strategii buybacksów – skupu akcji własnych. Spółki aktywnie odkupują papiery wartościowe, aby stabilizować wyceny i zyski na akcję (EPS), ale czy ten mechanizm jest trwały?

Film zagłębia się w pytanie, jakie firmy są w stanie przetrwać zmianę paradigmatu?

  • Spółki inwestujące w AI, by utrzymać pozycję rynkową, w tym ServiceNow.
  • Zastosowanie strategii buybacksów w celu ochrony wycen, obserbowana przy przykładzie Salesforce.
  • Zastosowanie AI jako narzędzia przyspieszającego transformację produktową.

Dla inwestorów kluczowym wskaźnikiem jest zdolność firmy do zarządzania kosztami wynagrodzeń (Stock-Based Compensation) i utrzymania rentowności. Warto także zwrócić uwagę na trendy w przestrzeni krótkotrwałym handlu, gdzie spekulanci korzystają z potencjalnie nadmiernych cen przy rozwodnieniu lokalności.

W czym tacy hojni inwestorzy skupią się w najbliższym czasie? Odpowiemy w naszym strategii.

Dlaczego zdecyduje się rynek SaaS?

Nie tylko i wyłącznie zmiana w przychodach. Poziom inwestycji w badania i rozwój (R&D), skala transformacji produktowej oraz stopień wykorzystania AI jako 'grawitacji danych’

Autor nie jest doradcą inwestycyjnym i prosi odbicia o krytyczną analizę treści oraz zastosowania osobnych narzędzi badawczych przed podjęciem decyzji inwestycyjnej. Treść zawiera promoświatkownost Lachart

Zobacz pełną transkrypcję filmu

To legendarne wideo, w którym ówczesny dyrektor generalny Microsoftu euforycznie skandował frazę programiści na lata zdefiniowało największą wartość spółek technologicznych. Walka o programistów była zacięta, a przekonanie ich do tworzenia swoich aplikacji w ekosystemie Microsoftu jednym z kluczowych elementów sukcesu, dzięki któremu zbudowana była rynkowa fosa, czyli przewaga konkurencyjna, jaką firma ma nad swoimi rywalami. Ale to był 2000 rok, a my przechodzimy kolejną fazę rewolucji. Nikt nie musi programować, a język programowania jest ludzki. Każdy na świecie jest teraz programistą. To cud. To cud sztucznej inteligencji. Te słowa wypowiedziane przez Jensa Huanga, CEO Nvidia zburzyły postrzeganie tej technologicznej przewagi. Skoro każdy może programować i to de facto nie potrafiąc tego robić, to przyszłość wielu biznesów opierających się na usłudze, którą jest oprogramowanie stanęła pod znakiem zapytania. I to mowa o biznesach, których model działania w nowoczesnej gospodarce był jednym z najbardziej zyskownych. Luty 2024 roku, czyli moment kiedy szef największej spółki świata wypowiedział te słowa, to pierwszy rozdział SAS apokalipsy. W zaledwie miesiąc czasu liderzy z sektora tracili na wartości nawet 30% i to w sytuacji, w której raportowali bardzo dobre wyniki finansowe, bo na giełdzie liczy się opowieść i szacowanie przyszłości, a nie opisywanie teraźniejszości. Dlatego gdy okazało się, że sztuczna inteligencja jest w stanie robić zdecydowanie więcej niż mogą robić AIowi asystenci to na rynku rozpętało się piekło dla akcjonariuszy spółek z omawianego sektora. Polała się krew, a za spadkami stanęło jedno sformułowanie. Agent AI, twór, który zastępować będzie pracowników, ale skoro nie będzie pracowników, to po co im oprogramowanie? Akcjonariusze spółek, które były liderami wzrostów po pandemii, chodzili spać z myślą o tym, że kolejne osoby rezygnują z subskrypcji narzędzi firmy, których akcje mają w portfelu. I gdy indeksy giełdowe pięły się na nowe szczyty, oni patrzyli na topniejący kapitał i fosę, która wcześniej wypełniona była wartim, nie do przekroczenia potokiem stanowiącym o przewadze ich spółki nad konkurencją. A teraz w oczach kapitału stała się zwykłym ściekiem i tam gdzie pojawiają się olbrzymie ruchy, tam pojawiają się spekulanci ściągnięci wizją łatwych i szybkich zarobków niczym mucha, która swoje jaja składa w głównie, licząc na to, że jej potomstwo będzie miało dostęp do łatwostrawnego pokarmu bogatego w białko. A więc drogi inwestorze, wiem, że masz w portfelu Sasy. Możliwe, że trzymasz je już od kilku, a nawet kilkunastu miesięcy na YouTubie. Mnóstwo było materiałów o tym, że rynek przesadza albo po prostu tłumaczących co się dzieje. Więc powstał szum medialny, za którym podążył kapitał. Gdy zapytałem czy chcecie odcinek o Sasach, mówiliście, że tak. Dlatego nagrywam ten odcinek o spółkach z tego sektora, które to wszystko mogą teoretycznie przetrwać. Siemanko, z tej strony Dawid Zfix Mac. Jeżeli moja śmierdząca metafora przypadła ci do gustu, to koniecznie zostaw łapkę w górę. Daj znać w komentarzu, jakie spółki z sektora SASów masz w portfelu. Partnerem odcinka jest Freedom 24, gdzie możesz zgarnąć darmowe akcje. Na przykład wpłacając 1000 € możesz wylosować jedną z kilkudziesięciu prawdziwych akcji. Im więcej wpłacasz, tym większy bonus otrzymujesz. Pamiętaj, że po wpłacie musisz wprowadzić odpowiedni kod dla minimalnej wpłaty, która gwarantuje otrzymanie dodatkowej akcji. Ten kod to welcome 1. Szczegóły promocji znajdziesz w opisie. Pamiętasz czasy, kiedy kupowało się oprogramowanie raz i miało się je na własność? Do 2021 roku działałem na Photoshopie CS5 od Adobe wydanym w 2010 roku. Takie przykłady mogę mnożyć. Ta era bezpowrotnie minęła. Dzisiaj nie kupujesz narzędzia, tylko je wynajmujesz. A model ten stał się dla wielu absurdalny na tyle, że bywa nazywany scam as service. Jednak ta złota era abonamentów właśnie dobiega końca. Albo inaczej dalej będą abonamenty, ale będziemy płacić za coś innego, nie za sztukę licencji. Co w tej SAS apokalipsie najdziwniejszego? No ten krect następuje w momencie, gdy biznesy tych firm wcale się nie zawaliły, przychody nadal rosną, klienci nie znikają, a wiele z tych firm pozostaje niesamowicie zyskownych. Inwestorzy jednak panikują, bo giełda wycenia to, co dopiero nadejdzie. A przyszłość tego modelu biznesowego jest w oczach wielu mocno zagrożona. Przez ponad dwie dekady. Fundamentem sukcesu gigantów z tej branży był model oparty na liczbie użytkowników, czyli tak zwany model per se. Zasada była prosta. Im więcej firma zatrudniała pracowników, tym więcej licencji musiała wykupić. Ale co się dzieje, gdy pracy człowieka przejmuje AI? Inwestorzy bardzo szybko zorientowali się w nowej matematyce. Jeśli firma używająca systemów Sales Force czy Adobe zredukuje swoje zatrudnienie ze 100 do 50 osób dzięki automatyzacji przez AI, oznacza to natychmiastowy spadek sprzedaży licencji o połowę, a problem idzie znacznie głębiej i uderza w każdą warstwę oprogramowania. Zmiany dotykają zarządzania klientami, narzędzi dla twórców, wewnętrznych systemów dla inżynierów, a nawet analityki danych. Dochodzi do tego jeszcze jedna groźba dla firm softwareowych. Zamiast płacić za pięciu różnych programów, czyli osobno dla wsparcia klienta, sprzedaży czy marketingu, firmy będą mogły wdrożyć jednego agenta AI, który zastąpi je wszystkie, przejmując rozwiązywanie zadań czy odpisywanie klientom. Rynek po prostu brutalnie wycenia strach przed nową rzeczywistością, w której oprogramowanie traci swoją dotychczasową formę, a to czego rynek nie lubi, to niepewność. Gdy w 2020 roku byliśmy świadkami pandemii COVID-19, na giełdzie rozlała się pandemiczna hossa, wzrosty na niektórych spółkach były potężne, ale czymś innym był wzrost akcji Mercator Medical, firmy, która produkowała jednorazowe rękawice medyczne, na które popyt z perspektywy czasu był tylko chwilowo rekordowy, a czymś innym wzrost spółek, które wprowadzały mocniej w nasz świat cyfrową rzeczywistość. Ta druga z nami została i teraz przechodzi potężne zmiany. Żeby odpowiednio podejść do selekcji spółek z sektora SASego, musimy bardzo dobrze i dokładnie ustalić, które cechy, elementy będą kluczowe w przetrwaniu poszczególnych podmiotów. Porozmawiajmy o spółce, która miała całe świat u swoich stóp, a jednak sukiem runęła w przepaść. Widać, że zarządy liczących się spółek nie chcą być kolejną Nokią. Ten przypadek to idealna, wręcz przerażająca przestroga dla dzisiejszych gigantów oprogramowania. Większość z nas kojarzy Nokia z niezniszczalnymi telefonami komórkowymi. Ale czy wiedzieliście, że ta firma powstała już w 1865 roku i w zasadzie regularnie zmieniała swój produkt? Odpierni przez producenta Kaloszy opony samochodowe, a na komórkach kończąc. Lata 90 to absolutna złota rafinów. Model z serii 21:00, który jako pierwszy posiadał słynny na cały świat dzwonek Nokiaune. Miał początkowo sprzedać się w 400 000 sztuk, a znalazł na świecie ponad 20 milionów nabywców. W 1996 roku Nokia wypuściła innowacyjny komunikator 9000 z przeglądarką i emailem oraz rozsuwany telefon 811 znany jako banan z kultowego filmu Matrix. W 98 wyprzedzili Motorolę i stali się największym producentem telefonów komórkowych na świecie. Dodali do swoich telefonów pierwszy wbudowany aparat fotograficzny, kultową grę Snake. Mieli wszystko, wydawali się nietykalni. I wtedy nadszedł rok 2007. Rok, w którym firma Apple pokazała światu pierwszego iponea i zapoczątkowała modę na ekrany dotykowe. Jak zareagowała Nokia? Bardzo wolno i z katastrofalnym skutkiem. Mimo że w 2008 roku wypuścili wreszcie swój pierwszy w pełni dotykowy smartfon, to oparli go na własnym przestarzałym już w nowej rzeczywistości systemie, systemie operacyjnym Symbian. Efekt tej technologicznej pychy był druzgocący zaledwie rok po debiucie konkurencyjnego systemu Android. Kwartalne zyski Noki spadły o 30% podczas gdy sprzedaż iponea wystrzeliła w tym samym czasie o 330% i to był początek końca tej spółki. Jaka była główna przyczyna tego spektakularnego upadku? Eksperci i historia są tutaj zgodni. To była odmowa przyjęcia drastycznych zmian we właściwym czasie Nokia całkowicie przespała rewolucję smartfonów. Kiedy w końcu spróbowała wejść do gry, popełniła masę błędów strategicznych i to jest najważniejsza lekcja dla dzisiejszych korporacji z sektora SAS. Nokia była sprzętowym tytanem. Dzisiejsi giganci to tytani oprogramowania. Zmiana paradygmatu ze zwykłych komórek z klawiaturą na smartfony to dokładnie ta sama przepaść, z jaką mierzymy się dzisiaj, przechodząc z tradycyjnych aplikacji opartych na abonamencie do systemów napędzanych potężnymi agentami AI. Jeśli dzisiejsi sprzedawcy narzędzi zignorują sztuczną inteligencję, licząc na to, że ich ugruntowana pozycja i dawne zasługi uchronią ich przed zmianą, skończą dokładnie tak jak Nokia, jak firma, po której potędzę zostało nam dzisiaj tylko nostalgiczne wspomnienie. Dlatego tu dochodzimy do pierwszego punktu naszych poszukiwań. Spółka SAS, w którą chcemy zainwestować, musi sama mocno inwestować w rozwiązania AIowe. Może to robić tworząc własne zespoły albo realizować tę strategię przez przejmowanie podmiotów z sektora rozwiązań AI. Zadaj sobie pytanie, w jaki sposób spółka, którą mam w portfelu chcę i wchodzi w świat AI? Śmiało pisz w komentarzu pod kątem bardzo wymiernym poszukaj danych na temat kapexu na AI spółki, czyli nakładów inwestycyjnych na sztuczną inteligencję. Mamy pierwszy element układanki, który pomoże w sytuacji, gdy też bardzo mocno się pomylimy. W 2007 roku z iPhona nie śmiała się tylko Nokia. CEO Microsoftu Steve Balmer publicznie wyśmiał oryginalnego iPhona. W wywiadach z tamtego okresu odrzucił telefon Apple uznając jego cenę za zbyt wysoką i krytykując brak fizycznej klawiatury, która miała zniechęcić klientów biznesowych. Ale nie zostawiajmy miejsca, w którym jest Nokia, w którym jest Microsoft. Przejdźmy do kolejnego elementu układanki i szukania przewag. Skoro wiemy już, że wyceny gigantów oprogramowania drżą w posadach, musimy zadać sobie kluczowe pytanie. Kto zatia jako pierwszy? Aby to zrozumieć, musimy podzielić cały rynek SAS na dwie grupy. I to bardzo fajnie opisał w swoim nagraniu Patryk z kanału Giełda Inwestycje Trading. Wrzucam link do tego materiału w opisie. Ja natomiast pokrótce to wytłumaczę. Zacznijmy od tej grupy, która ma obecnie nóż najbliżej gardła. To tak zwani toolsellerzy, czyli sprzedawcy narzędzi. Wyobraź sobie oprogramowanie księgowe, aplikacje do rezerwacji wizyt czy gener. Te programy to takie cyfrowe łopaty. Wykonują konkretną pracę i działają tak samo w każdym środowisku, niezależnie od tego, czy używa ich mała piekarnia, czy hotel. I właśnie te łopaty najłatwiej jest dzisiaj teoretycznie połamać. Dlaczego? No bo bariera wejścia, którą kiedyś był skomplikowany kot, przestała istnieć. Wszystko za sprawą zjawiska, które w Dolinie Krzemowej zyskało miano Vibe codingu, bo do niedawna zbudowanie własnego systemu wymagało zatrudnienia zespołu inżynierów i milionowych budżetów. Dzisiaj dzięki potężnym otwartym modelom AI takimi jak chociażby Quen od Alibaby czy Minimx, firmy mogą mieć własny, wysoce inteligentny mózg programistyczny, teoretycznie za darmo na własnych serwerach. Po co wynajmować pięciu różnych generycznych narzędzi za 49 dolców miesięcznie każda, skoro darmowa sztuczna inteligencja może je dla was napisać od zera? Przyszłość nie polega na tym, że każdy będzie kodował od podstaw swojego własnego Sales Forcea. Mechanizm może wyglądać w taki sposób, że firmy będą po prostu pobierać darmowe otwarto-Źródłowe szablony aplikacji, na przykład darmowy moduł do rezerwacji czy zarządzania bazą maili. Następnie za pomocą jednego prostego polecenia tekstowego poproszę AI o połączenie tych klocków ze sobą, tak by idealnie pasowały do ich biznesu. Jeden zwykły pracownik będzie mógł dodawać lub usuwać funkcje utrzymując system skrojony idealnie na miarę bez pisania linijki kodu. Wniosek jest dla niektórych brutalny, ale szczery. Jeśli twój SAS to tylko ładny interfejs graficzny i nie posiada skomplikowanej infrastruktury, dostępu do unikalnych danych ani potężnego efektu sieciowego, możesz mieć gigantyczne kłopoty. Rynek narzędzi, za które trzeba płacić abonament zaczyna wyceniać to, że wkrótce mogą się stać darmowe. Ale okej, dodajmy, że ta wizja nie uważam, żeby się szybko zmaterializowała, bo już widzę wielkie firmy, które pozwalają na przetwarzanie danych swoich klientów jakiemuś pobranemu szablonowi. z sieci to na pewno będzie jeszcze ewoluowało. Albo też kolejny problem jaki widzę to to, że bardzo proste rzeczy, które może realizować prosty soft nagle zaczną wykonywać agenci AI przepalając kapitał i energię. Nie chcę tutaj budować zerojedynkowej narracji, bo ona taka nie powinna być. Oczywiście nie wszystkie firmy SAS pójdą na dno. Z drugiej strony barykady stoją tak zwani posiadacze danych, którzy mają oczywistą przewagę. to oni dysponują potężną fosą obronną, której żadna, nawet najmądrzejsza sztuczna inteligencja nie jest w stanie tak po prostu przeskoczyć. Czyli posiadacze danych, którzy są beneficjentami tak zwanej grawitacji danych, czyli zjawiska polegającego na tym, że specyficzny zbiór danych rośnie i zaczyna przyciągać do siebie kolejne aplikacje, usługi i procesy. W skrócie, kto ma dane, ten ma władzę. W pewnym momencie ten cyfrowy ekosystem staje się tak ciężki i złożony, że przeniesienie go do konkurencji albo zastąpienie wygenerowanym przez AI nowym modelem staje się gigantycznie trudne, ryzykowne i po prostu nieopłacalne. Takim przykładem może być poruszana przez Patryka Vewa Systems to firma, która zmonopolizowała oprogramowanie dla branży farmaceutycznej i medycznej. Jeśli wielkie koncerny takie jak Bayer, Pfizer czy Nowo Nordisk mają tam swoje poufne dokumentacje i badania kliniczne, nie zaryzykują przecież migracji do niesprawdzonych nowych modeli. Bezpieczeństwo i regulacje wygrywają tu z chęcią oszczędzania na kodzie. Kolejny gigant to Service Now. Platforma, która integruje wszystkie wewnętrzne procesy korporacji, tworząc jeden potężny system operacyjny automatyzujący przepływ pracy. Gdy cała korporacja opiera swoje bezpieczeństwo i dziesiątki zintegrowanych systemów na ich platformie, wskaźnik utrzymania klienta wynosi tam astronomiczne 96%. Fosa ochronna na ten moment jest na tyle głęboka, że wielkim firmom taniej jest płacić ogromne abonamenty, niż ryzykować paraliż organizacyjny, próbując stworzyć zamiennik. Ci posiadacze danych nie tylko nie boją się sztucznej inteligencji, ale wręcz używają jej jako własnego dopalacza. Co więcej, w niedalekiej przyszłości to oni mogą zacząć dyktować warunki, pobierać ogromne opłaty licencyjne od twórców AI za sam dostęp do tych unikalnych zbiorów treningowych. Takim ciekawym przykładem na pograniczu SAS-u, no bardziej modelu powiedzmy sobie MAS, czyli Mobility as a service jest Uber. Gdyby Uber zmienił model i zaczął sprzedawać swoje aplikacje oraz algorytmy korporacjom taksówkarskim na całym świecie za stały miesięczny abonament, żeby te mogły prowadzić własne biznesy, no to wtedy ta konkretna część biznesu Ubera byłaby produktem SAS, ale nie jest. Natomiast Uber dysponuje danymi, które będą kluczowe w procesie rozwoju robotaxi. Zresztą w tym celu powstała gałąź biznesu Uber Autonomus Solutions. Dane te nie służą bezpośrednio do sterowania kierownicą, ale do trenowania sztucznej inteligencji, physical AI oraz optymalizacji biznesowej i już teraz są wykorzystywane przez firmy tworzące robota akcji. Wiem, że nie jest to przykład stricte SASy, ale chciałem jasno pokazać jakie dane mają znaczenie. I tu mówię o przykładzie Ubera jako firmy, która jest w stanie sobie poradzić i przetrwać, ale nie rekomenduje w tym miejscu rzucania się na akcj i zakupu, a na pewno nie wejście na jeden raz. Sama strategia zajmowania pozycji to inna kwestia, ale już teraz dodam, że mądrym pomysłem jest postawienie na strategię DCA, w szczególności gdy obserwujemy mocne przeceny albo inwestujemy w sektor, który przechodzi przez Bessę. Mamy zatem drugi element układanki. Szukamy spółek SAS, które inwestują w AI, ale dobrze by było, gdyby same posiadały przewagę rynkową dzięki danym, które posiadają. Ale samo posiadanie danych nie wystarczy. Warto poszukać spółek, które mają zasoby też w postaci pieniędzy. Ich finansowa pozycja jest bardzo stabilna. W wywiadzie, który udzielił CEO Nvidia wraz z prezesem spółki Dell wynika, że przed nami dekada zmian. To nie będzie proces roczny, dlatego ważne będzie monitorowanie kwartalnych wyników finansowych. A rynek, jestem przekonany, będzie reagował nerwowo, bo zakładam, że przynajmniej w krótkim okresie spółki SASowe mogą złapać finansową czkawkę albo zadyszkę. W tym wspomnianym wywiadzie Huang mówi o tym, że przyszłość agentowa to agenci w twojej firmie, ale tak dosłownie w swojej firmie, w sensie niech w murze, nie w serwerowni Googlea, a u ciebie w takiej formie fizycznej. No bo oczywistym jest, że nie wiem, dane Samsunga nie wychodzą z Samsunga, bo szpital nie może dzielić się wrażliwymi danymi na zewnątrz. Według CEO, NVID komputery przyszłości nie będą budowane dla człowieka, będą budowane dla agentów, ale nie wszyscy będą potrzebować agentów w takiej formie, żeby móc funkcjonować. Zresztą jak mówimy o przyszłości to wiele z tego co różni CEO mówili i robili nie wypaliło. Metavers od Facebooka miało być przyszłością, a finalnie Meta przypaliło na ten projekt 80 miliardów dolarów. Przykłady można mnożyć. Ale wróćmy do wyników finansowych, bo uważam, że ciekawą przestrzenią do selekcji są buybacki w wykonaniu spółek SASch. Mówiliśmy już o tym, jak rynek spanikował w obliczu SAS apokalipsy, ale zarządy największych spółek technologicznych nie siedzą z założonymi rękami, patrząc jak ich wyceny topnieją. Szczególnie na tych wycenach im po prostu zależy, bo często to ich premia od tego jest zależna. Wykorzystują zatem potężną broń. Mowa o gigantycznych programach skupu akcji własnych i to zjawisko stało się wręcz podstawowym mechanizmem obronnym całej branży. Przynajmniej to zjawisko, moim zdaniem zatrzymało spadki. Czym tak właściwie jest ten skup akcji? Wyobraźcie sobie firmę jako nie wiem pizzę pokrojoną na osiem równych kawałków. Jeśli spółka odkupi z giełdy i zniszczy, czyli umorzy dwa z nich, no to wartość całego przedsiębiorstwa musi teraz rozłożyć się na pozostałe sześć kawałków. Każdy inwestor, który nie sprzedał akcji staje się automatycznie właścicielem większej części firmy, nie dokładając do tego ani centa. Z punktu widzenia matematyki sztucznie podnosi to najważniejszy wskaźnik na giełdzie, czyli zysk na akcję, a więc EPS. Ale uwaga, w branży SAS kryje się też pewien sekret, o którym mówi się coraz głośniej, więc nie wiem czy to jest w ogóle sekret. Chodzi o zjawisko o nazwie Stockbased Compensation, czyli wynagradzanie pracowników w akcjach. Dolina Krzemowa zbudowała swoją potęgę na tym, że rozdaje inżynierom oprogramowania pakiety akcji. Gdy te akcje w końcu trafią na rynek, powodują rozwodnienie, czyli całkowita liczba akcji w obiegu rośnie, a zyski inwestorów są zmniejszane. Według raportów te ukryte koszty wynagrodzeń pożerają w sektorze oprogramowania wręcz absurdalne ilości kapitału. Mediana kosztów gotówkowych w wielu firmach chwalących się zyskami no pochłaniała znaczącą część wolnych przepływów pieniężnych. Co to oznacza w praktyce? Oznacza to, że wiele z tych hucznie ogłaszanych programów bajbackowych to po prostu bieg w miejscu. Spółki uciekają do skupu, aby zneutralizować rozwodnienie spowodowane drukowaniem darmowych akcji dla pracowników. Na rynku mamy prawdziwych tetanów, którzy używają bbacków. Gdy akcje Sales Force spadły o prawie 30% z powodu lęku przed AI, zarząd wytoczył najcięższe dzieła, czyli autoryzował potężny program skupu akcji własnych o wartości 50 miliardów dolarów. Część z tego uruchomiono natychmiast w mechanizmie przyspieszonym. efekt. Całkowita liczba akcji faktycznie skurczyła się około 3,5% w ciągu roku. Podobnie zachowało się Adobe inwestując 25 miliardów w swoje akcje, co zmniejszyło ich ogólną podaż na rynku o rewelacyjne 6%. I pomyśl sobie, gdzie byłyby notowania tych spółek, gdyby nie to potężne skupy akcji własnych. Warto zatem patrzeć na efektywność bybacków nie tylko z perspektywy finalnej kwoty, ale też tego, czy całkowita liczba wyimitowanych akcji rok do roku faktycznie spada. Nie ma jednak róży bez kolców, bo optymiści do bbeków podchodzą w taki sposób, że skupy pokazują, że pomimo narracji o rzekomej śmierci oprogramowania, fundamenty finansowe najlepszych graczy pozostają niezwykle silne, a powtarzalny przychód wciąż generuje potężny strumień gotówki. Natomiast też drugi głos, no ten pesymistów, no oni obawiają się, że tak agresywne bajbacki to kapitulacja w kwestii innowacji. Skoro spółka SAS wydaje miliardy na skub akcji własnych to czy nie oznacza to, że brakuje jej pomysłów na konkurowanie w erze agentów AI oraz na fuzję i przejęcia? Więc znowu, jeżeli masz spółkę SAS w portfelu, zadaj sobie pytanie, czy miały miejsce bajbacki? A jeżeli tak, czym były motywowane? Tutaj nie jesteśmy w stanie dać z góry na dół jeden zerojedynedynkowy filtr. Kolejnym aspektem, który bierzemy pod uwagę najczęściej są zakupy przez insiderów i oczywiście to ma sens. Bardzo dobrym objawem jest sytuacja, w której zarząd sam kupuje akcję spółki, którą zarządza. To jest oczywiste. Tylko na ten moment przez Sasy nie przeszła ogromna fala zakupowa przez insiderów. Oczywiście mamy medialne nagłówki w stylu Michael Berry, który przewidział Krak w 2007 roku, kupił akcję Adobe i czy za tym newsem poszła jakaś fala zakupowa na wykresie tego nie widzimy. Problemem SAS jest sentyment, który może być negatywny jeszcze sporo miesięcy. A może już teraz za nami jest dołek? No tego oczywiście nie wiemy. Czas pokaże. >> Jasne, zobaczymy, czas pokaże. >> Ale jeżeli słowa Jensena Juanga, CEO Nvidi, który uważa platformę Service Now za kluczowego lidera w erze agentowej sztucznej inteligencji, nie są w stanie odwrócić rynkowego trendu, to znaczy, że otoczenie jest mocno niesprzyjające. Zresztą CEO Nvidia mówi o tym, że zaawansowane systemy SAS nie są przez AI wypierane, lecz wzmacniane. I uważa tę spółkę w sensie Service Now za idealne środowisko do zarządzania, wdrażania i kontrolowania agentów AI w środowiskach biznesowych. Tylko, że rynek w tę historię nie do końca uwierzył, a reagował wcześniej bardzo mocno na słowa Huanga. Chociaż no okej, ta wypowiedź wypadła w ostatnim dołku. Pytanie, czy zakres ruchu to jest wystarczająco mocny albo wystarczająco przekonywujące. Jak patrzymy na SASy, to pojawia się również wielki znak zapytania, czyli jak wyglądać będzie transformacja płatności abonamentowej. Sales Force wprowadziło na przykład rozwiązanie płatności za efekt. Jak się przyjęło? No dyrektorzy finansowi wielkiej korporacji wpadli w absolutną panikę. Byli przyzwyczajeni do stałych bezpiecznych i przewidywalnych faktur abonamentowych. Nagle stanęli przed wizją rachunków, które w momentach dużego ruchu puchną w niekontrolowany sposób, niczym rachunki na przykład za prąd, chociaż jeszcze mocniej puchły. Safe Force musiało zrobić szybki krok w tył. Zamiast rewolucjonizować cennik, wrócili do starego dobrego modelu opłat za licencję. oferując nowe pakiety Agent Force w cenie 550 $ar za użytkownika miesięcznie, a przy okazji jak to w biznesie bywa, po prostu podnieśli o 6% ceny swoich starszych pakietów. Więc może nie czeka nas tak wielka rewolucja w modelach działania, a zmieni się tylko to, co za modelami stoi, w jaki sposób dostarcza finalny efekt. Sasy to aktualnie dwa światy. firmy o ugruntowanej pozycji, na przykład Sales Force ze swoim ekosystem i tworzeniem Agent Force, który kładzie ogromny nacisk na zyskowność operacyjną. Ale mamy też mniejsze spółki aplikacyjne, które ucierpiały najmocniej z powodu presji technologicznej ze strony open source AI, a one nie mają komfortu robienia bbacków. Całą wolną gotówkę muszą wydawać na transformację produktową lub zabezpieczanie mocy obliczeniowych u zewnętrznych dostawców chmurowych, by przetrwać na rynku. przy tych drugich próba selekcji odpowiedniej spółki to istna loteria, ale daj znać w komentarzu, może się mylę. Gdybym miał teraz postawić na spółki Sazowe to zapewne wybór padły na spółki Sales Force, Service Now i w niewielkim stopniu Adobe. Wiem, zero finezji. I tu czas na portfel, który prowadzę we Freedom. Mam tam już dwie spółki w portfelu. Jest to Zoom, który powiedzmy daje mi ekspozycję na Anthropic i ta spółka w portfelu chce, żeby sporo posiedziała i w sumie jest też reprezentantem omawianych przez nas SASów. Jej kondycję finansową oceniam jako bardzo dobrą. Mamy skup akcji własnych, więcej środków pieniężnych niż dług biznesie. Fajne marże zysku w portfelu zostaje. Drugi podmiot to typowa spekulacja pod debiut SpaceX, więc spółka Echostar i nie ukrywam, że jej będę się pozbywał najprawdopodobniej w dniu debiutu SpaceX, ale nie podjąłem jeszcze ostatecznej decyzji. Daj znać jaki jest twój pomysł pod ten mega debiut, który już odbędzie się 12 czerwca i generalnie do portfela chcę dorzucić jakieś SASy. najbliżej mi do dorzucenia Service Now, ale nie podjąłem jeszcze finalnej decyzji, bo cały czas przeglądam raporty SASów, a na samych giełdach w USA jest ich ponad 100. To naprawdę mozolna praca. Jeżeli myślisz, że wrzucę to w deep research, y, w jakieś Geminaje, i tam dostanę wyśmienite odpowiedzi, to powiedzmy sobie daleka droga do tego, żeby AI zastąpiło pracę dobrego, ale dobrego analityka. Wiadomo, ułatwia, ale do zastąpienia nie wiem czy to nastąpi w krótkim czasie. Daj znać co ty masz w portfelu. A do SASów wrócimy jak tylko dokupię coś do portfela. No i na pewno będę to robił za pomocą strategii DCA, czyli nie rzucę się od razu na akcj budując, tylko będę budował tą pozycję krok po kroku, regularnie w zapewne miesięcznych odstępach. Trzymam kciuki za twój handel udanych inwestycji. No i mam nadzieję, że widzimy się w Karpaczu już w ten piątek.

Przewijanie do góry