Podział Synektik: okazja czy pułapka dla inwestorów? [Spiny korporacyjne i biotechnologia]

Podział Synektik: szansa na podział ryzyka i zysków?

Filmy edukacyjne analizujące podział Synektiku na Synek i SyntuBio – sektor medyczny i biotechnologię – a także mechanizmy rynkowe, które inwestorzy powinni rozważyć.

Kluczowa analiza: Wideo zawiera szczegółowe informacje o podziale akcji 1:1, przyszłych potencjalnych przychodach SyntuBio oraz strategicznych zmianach w portfelu Synektika po wydzieleniu.

Czego się dowiesz: Jak dokładnie przebiega wydzielenie nowej spółki? Czy dokładnie wiadomo, jak rynek postrzega syntetyczne badania kliniczne? Jakie są zagrożenia związane z finansowaniem startupu biotechnologicznego?

Prawidłowa strategia: Dowiedz się, dlaczego wydzielenie pozwala firmie lepiej czyścić sprawozdania finansowe i przyciągać inwestorów z konkretnymi profilami. Uzyskaj narzędzia do oceny ryzyka i możliwości wzrostu SyntuBio.

Dlaczego to warto zobaczyć: Idealny film dla inwestorów chcących zrozumieć mechanizmy rynkowe, analizy fundamentalne oraz strategie zarządzania kapitałem w sektorze medycyny i biotechnologii.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Są takie momenty na giełdzie, które wyglądają jak czysta księgowość, a w rzeczywistości potrafią tworzyć jedne z najlepszych i najciekawszych okazji inwestycyjnych. Dokładnie z czymś takim mamy teraz do czynienia na Syneku. Ta spółka z giełdy przechodzi właśnie spinoff, czyli wydzielenie nowego biznesu syn to bio. Z jednej strony zostaje ta stabilna, przewidywalna maszynka do zarabiania pieniędzy, Synek. Z drugiej strony będzie biotechnologiczny projekt, który może być globalnym hitem. To jest historyczna zmiana dla jednej z, nie oszukujmy się, no perełek polskiej giełdy, która wygenerowała już ponad 2500% stop zwrotu od czasu swojego debiutu na rynku w 2011 roku. Swoją drogą była też jedną z spółek, która mawialiśmy jako te, które warto inwestować, nawet jak są na all time high i to było przy 40 paru złotych na kursie. Dla wielu inwestorów w każdym razie to jest kluczowy moment, bo ci obecni inwestorzy Synctica dostaną możliwość otrzymania również akcji właśnie Syntu. A ci, którzy jeszcze Synctica w portfelu nie mają, wkrótce dostaną możliwość kupowania na rynku dodatkowej spółki, która przyjmuje to, co w tej grupie jest najbardziej innowacyjne. Projekt kardioznacznika. Rozdzielenie tych dwóch światów, stabilnego biznesu Synectica i innowacyjnego potencjału Syntubio ma pozwolić na lepszą wycenę całej grupy. Inwestorzy będą mogli teraz sami zdecydować, czy wolą segment z bezpiecznymi zyskami, czy wizję globalnego sukcesu, czegoś totalnie, totalnie innego. Co warto zrobić? O tym będę opowiadał właśnie w tym materiale, który też zaznaczmy to, powstał we współpracy z Snekiem, bo spółka chciała po prostu podzielić się z wami, z inwestorami tym, jak to będzie wyglądać. Ja bym naprawdę życzył sobie, żeby wszystkie spółki były tak ajarowo świadome tego, co się dzieje. Partnerem kanału SXTV polska aplikacja inwestycyjna, dzięki której możecie inwestować całkowicie bez prowizji również w akcje i wtfy, w akcje też z polskiej giełdy. A całkowicie bez prowizji możecie inwestować do 100 000 € obrotu miesięcznie. To jest bardzo dużo pieniążków, 100 000 € obrotu. Chociaż jak ktoś dużo handluje i dużo trejduje, no pewnie wyrobi te 100 000 €. W każdym razie link w opisie, żeby założyć tam konto. Jak użyjecie kodu DN na rynków, to dostajecie też specjalny pakiet edukacyjny dla inwestorów zadarm Ololca, więc możeci sobie zawsze coś pooglądać zamiast Netflixa. Link w opisie. Klikajcie klik. Inwestuj skuteczniej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium DNA. Podobnie jak już ponad 4900 innych inwestorów. To najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już prawie 105 000 waszych subskrypcji. To dla nas naprawdę wiele znaczy w zespole. Jeśli jeszcze nie jesteście z nami, to kliknijcie suba teraz i pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać. Przypomnijmy sobie na start krótko, czym w ogóle zajmuje się dziś sam Synek. No bo to dalej jest jedyna spółka, która w momencie, którym to nagrywamy i puszczamy, jest obecna na GPW. Spółka jest wyłącznym dystrybutorem systemów robotycznych Davinci od firmy Intuitive Surgical, które pozwalają chirurgowi operować z dużo większą precyzją. A przez to, że ta dużo większa precyzja istnieje, to pacjent też dużo szybciej wraca do domu i ma dużo mniej powichłań. Dodatkowo Synektyk w tym roku został również wyłącznym sprzedawcą w naszym regionie urządzeń Edison, które są produkowane przez Histosonics. A tu medycyna też działa niemal jak magia. Nowotwory, wątroby mogą sobie znikać w zaledwie kilka minut. W ogóle bez żadnego nacięcia, tylko za pomocą ultradźwięków. Więc Synectic to nie jest tylko spółka oparta o Da Vinci. Z punktu widzenia inwestorów najważniejsze jest jednak to, że Synek nie sprzedaje samej maszyny, raczej nie dystrybu. Wtedy ten zysk kończyłby się na bardzo prostym pośrednictwie i nie miałby przychodów powtarzalnych. A to one są w każdym biznesie najbardziej istotne i będą też istotne w Syntu to biom, ale do tego sobie przejdziemy. Tutaj działa model podobny do drukarek. sprzedajesz urządzenie, a prawdziwa kasa płynie z tuszu. W tym przypadku tym tuszem są jednorazowe narzędzia i akcesoria, które muszą być używane przy każdej operacji z wykorzystaniem robota Da Vinci. No i do tego dochodzi też stały serwis tych maszyn, nauka, edukacja, też szkolenia odnośnie tego, jak tego używać. Im więcej operacji wykonują więc lekarze w Polsce i nie tylko w Polsce, tylko w miejscach, w którym faktycznie Synek dostarczył robota, tym więcej będzie Synek zarabiać stabilne, przewidywalne źródło gotówki. Druga część biznesu to jest produkcja i sprzedaż radiofarmaceutyków, czyli substancji, które podaje się pacjentom przed badaniami przeróżnymi, gdy na przykład skanery zaawansowane szukają jakichś zmian nowotworowych. Synek ma własne centra produkcyjne, w których wytwarza takie preparaty. To jest biznes bardzo techniczny, bardzo wymagający też, bo te substancje mają bardzo krótki termin ważności. i czasem trzeba je dostarczyć do szpitala w ciągu zaledwie kilku godzin od wyprodukowania, bo inaczej po prostu przestaną działać. Na tej odnodze biznesu narodził się pomysł kardioznacznika, który teraz właśnie trafia sobie do nowej spółki Syntuo. I żeby lepiej zrozumieć czym jest kardioznacznik rozwijany przez Syntuo, to najlepiej wyobrazić sobie go jako taką określoną substancję, która podświetla lekarzom na przykład serce od środka. Fachowo nazywamy to radiofarmaceutykiem. taka specjalna substancja chemiczna, którą podaje się pacjentowi dożylnie przed badaniem diagnostycznym. Ona się tam osadza w sercu i emituje bardzo słabe promieniowanie, które jest potem wychwytywane. Wychwytywane przez zaawansowany odpowiedni do tego skaner. Po co to się robi? No głównym zadaniem tego jest sprawdzenie jak krew przepływa przez serce. To ma pomagać przy diagnozowaniu na przykład choroby wieńcowej czy ogólnie w ocenie kondycji pacjenta na przykład po zawale. Dziś lekarze często muszą polegać na dużo mniej precyzyjnych badaniach. na przykład próbach wysiłkowych, na przykład na echo serca. One nie zawsze dają jasną odpowiedź, czy dany fragment serca jest niedokrwiony, czy może jest już tylko jakąś martwą blizną po tym, co tam się wydarzyło. Tymczasem taki kardioznacznik od Syntuio ma pozwolić na stworzenie pełnej trójwymiarowej, bardzo dokładnej mapy przepływu krwi i dzięki temu lekarz będzie sobie widział czarno na białym, tu krew nie dociera, tutaj jest wszystko w porządku, tu musimy sobie udrożnić tą tętnicę i tak dalej, i tak dalej. Medycyna korzysta już oczywiście z podobnych rozwiązań, ale produkt od Cyntu bio ma kilka asów w rękawie, które faktycznie czynią go produktem o potencjale globalnym. Przede wszystkim jest dużo bardziej precyzyjny, pozwala na dużo dokładniejszy obraz niż stare metody, czyli mamy o wiele mniej błędnych diagnoz. I po drugie, badanie trwa krócej, a pacjent przyjmuje mniejszą dawkę promieniowania, oszczędza więc czas, a to spora różnica i duża wartość. Do tego konstrukcja tej cząsteczki ma pozwalać na łatwiejszy transport i na wykorzystywanie w większej liczbie szpitali. Do tej pory no to jednak logistyka była sporym problemem w branży farmaceutyków, jeśli musieliście coś na szybko dowieźć do szpitala od produkcji w kilka godzin. Cały ten projekt to nie jest też nowy pomysł, który narodził się wczoraj. Ten maraton już trwa. Trwa ponad dekadę i właśnie wchodzi w tą najbardziej wartościową potencjalnie fazę, bo cała ścieżka zaczęła się w 2013 roku od selekcji odpowiedniej cząsteczki. Kamieniem milowym było to uzyskanie dofinansowania z NCBR-u 2 lata później i od tego czasu projekt przeszedł przez przeróżne badania przedkliniczne i już dwie pierwsze fazy badań klinicznych z sukcesem. Pierwsza faza potwierdziła, że preparat jest bezpieczny dla ludzi. Druga udowodniła, że faktycznie potrafi on skutecznie i powtarzalnie pokazać takie serce, ten przepływ krwi w sercu na skanerze. Obecnie syntu jest już w trzeciej fazie badań klinicznych. To jest ta ostatnia i najważniejsza. Ostateczny sprawdzian przed dopuszczeniem do obrotu. To jest etap na którym badanie prowadzi się na bardzo dużej grupie, a cały proces toczy się dwutorowo zarówno w Europie, tu Polska, Finlandia, Włochy oraz w Stanach Zjednoczonych. Dla inwestora taka trzecia faza to jest moment sporego ryzyka, ale i czas, w którym wartość projektu potrafi rosnąć najszybciej. No bo z każdym kolejnym przebadanym pacjentem prawdopodobieństwo sukcesu tej fazy staje się coraz większe. Spółka wskazuje, że domknięcie trzeciej fazy badań klinicznych może zająć około roku w Europie. i około dwóch lat w Stanach Zjednoczonych. Oczywiście no trzeba brać pod uwagę to, że te terminy mogą się przesunąć, bo zawsze coś może się przesunąć. Samo zakończenie badań jednak też jeszcze nic nie daje. Potem potrzebna jest rejestracja i dopuszczenie produktu do obrotu w odpowiednich jurysdykcjach. No ale jeśli macie klepniętą trzecią fazę badań klinicznych, to to jest tylko kwestia czasu, a nie tego, czy faktycznie coś nie wyjdzie. Ale dopiero potem można zacząć mówić o jakiejś sprzedaży. To też wprost oznacza, że dziś samo Synubio nawet po wydzieleniu nie będzie generować przychodów i każdy inwestor musi zdawać sobie z tego sprawę. No ale kurde biotechnologii nie kupuje się pod obecnie generowane przychody. Kupuje się pod potencjał tych przyszłych przychodów, a ten jest ogromny. Na razie firma finansuje się głównie dofinansowaniami i grantami od instytucji publicznych, kapitałem od inwestorów zewnętrznych i od spółki matki, ale to się w końcu skończy, jeśli faktycznie Syntu wejdzie do obrotu. Jednym z głównych źródeł finansowania Syntu będą środki wydzielone wraz z całym biznesem. I na tą działalność Synek zarezerwował 50 milionów złot. Niewykorzystana część tej kwoty, czyli ponad 20 milionów złot trafi na konto Syntubio dokładnie w dniu wydzielenia spółki. No to jest taki zastrzygówki od spółki matki, który zapewnia spółce funkcjonowanie przez kolejne pewne od 12 do 24 miesięcy, czyli formalnie do zakończenia trzeciej fazy badań klinicznych w Europie. Raczej na pewno, być może również do zakończenia w Stanach Zjednoczonych. W międzyczasie Syntu Bio pewnie też będzie pozyskiwać kolejne granty, które dodatkowo zasilą ten bilans, więc te funkcjonowanie przez najbliższe 2 lata raczej jest zapewnione. Gdzie może pojawić się więc problem? No tam, gdzie większość tego typu spółek ma potencjalnie często problem, tu scenariusz bywa bardzo podobny i zaczyna się od opóźnień, na które spółka często nie ma wpływu. To z kolei sprawia, że przychody przesuwają się w czasie, a skoro pieniądze nie wpływają albo ich pływanie się przesuwa, no to trzeba jakoś łatać dziury i finansować dodatkowe miesiące tego palenia gotówki. W takim momencie najczęściej dochodzi do nowej emisji akcji, a to oznacza rozwadnianie obecnych akcjonariuszy i zazwyczaj spadek kursu na giełdzie. Bardzo prosty schemat, którego ryzyko w tej branży każdy powinien znać. I żeby była jasność, to nie jest moja wróżba co do przyszłości Syntu Bioa. Patrząc na dotychczasowy rozwój Synektika i historię tamtego sukcesu, to prędzej spodziewałbym się pozytywnego zaskoczenia. No ale trzeba pokazać wam jak działa ta branża i na co warto tu zwracać uwagę, bo to nie jest typowy biznes, w którym patrzymy sobie na bieżące przychody czy marże i na tej podstawie oceniamy, czy jest git, czy nie jest. No po prostu nie tak działa biotechnologia. Dobra, wróćmy do samej komercjalizacji. Co się stanie, gdy kardioznacznik zostanie faktycznie już dopuszczony do sprzedaży? Kto za to w ogóle będzie w stanie zapłacić? Strategia Cynu Bio nie zakłada, że firma sama będzie budowała globalną sieć sprzedaży czy sama będzie sobie stawiała fabryki na każdym kontynencie. Ich model biznesowy ma się opierać na tak zwanym out licensingu, czyli sprzedaży licencji. To jest pomysł relatywnie nisko kapitałochłonny, bo plan jest taki, że doprowadzacie projekt do końca trzeciej fazy badań albo nawet do samej rejestracji już w FDA albo w EMA i następnie przekazujecie go w ręce dużego jakiegoś gracza. Kto jest na celowniku? To zależy, tego się nie dowiemy teraz. Naturalnymi partnerami są globalne koncerny farmaceutyczne albo jacyś producenci aparatury medycznej albo jacyś inni wielcy producenci radiofarmaceutyków w każdy kto ma już gotową infrastrukturę produkcyjną i gotową infrastrukturę logistyczną na całym świecie dla takiego giganta kupno gotowego, przebadanego i opatentowanego produktu, no to jest po prostu idealny sposób na uzupełnienie sobie oferty. Ale spółka nie wyklucza, że jak się pojawi atrakcyjna oferta, to do takiej komercjalizacji może dojść nawet jeszcze w trakcie trwania obecnych badań. No ale to zawsze jak w Biotechu loteriada. No tak czy inaczej dzięki temu, że spółka nie będzie teraz sama stawiać jakiejś wielkiej maszyny dystrybucyjnej, to może skupiać się na tym, co jest strzoną jej działalności, na badaniach. ten przemysłowy i logistyczny charakter biznesu, który wymaga masowej produkcji, transportu, marketingu. Wszystko to ewentualnie, jeśli do tego dojdzie, będzie oddane w ręce jakiejś dużej korporacji, która potem będzie płaciła Syntu jakiś procent od sprzedaży. Zapewne taki model można jednak ulepszyć wprowadzając do niego pewną hybrydę, zamiast ograniczać się do samej sprzedaży licencji. I Centynubio chce wprowadzić taką hybrydę, bo chce zachować dla siebie dodatkowe źródło stabilnych, powtarzalnych przychodów i pozostać dostawcą prekursora chemicznego i jednorazowych kaset. Wszystko to, jakkolwiek dziwnie nie brzmi, jest po prostu niezbędne do wytworzenia kardioznacznika Syntu. W świecie finansów to się nazywa modelem maszynki i żyletki. Partner może i kupuje sobie licencję na technologię, ale to Syntu Bio będzie dostarczać części niezbędnych wkładów do każdego badania. To pozwala spółce kontrolować jakość końcowego produktu, ale przede wszystkim generować kasę i to długo po tym, jak główny patent zostanie skomercjalizowany. Z punktu widzenia analizy taka dywersyfikacja przychodów ekstremalnie poprawia profil bezpieczeństwa inwestycji. No nie, no bo generuje naprawdę bardzo długi ogon przyszłych przychodów. Widać zresztą, że Syntubio chce korzystać z podobnych zależności, co obecnie robi Synek, który generuje spore powtarzalne przychody z tych materiałów zużywanych do robotów Da Vinci, o czym sobie na początku powiedzieliśmy. To jest naprawdę bardzo fajny miks, bo on sprawia, że spółka po ewentualnym sukcesie zapewnia sobie i możliwość stałego finansowania potem własnymi środkami już innych pomysłów i albo możliwość generowania cashflowu pod ewentualne dzielenie się potem z akcjonariuszami zyskiem. Taki model jest po prostu lepszy niż ten czysty outlicensing. No dobra, ale to skoro jest tak pięknie, a może będzie pięknie, to po co po co Synektic wydziela ten biznes? To nie jest zwykły zabieg księgowy, moi drodzy, albo jakieś dziwne roszady. To jest naprawdę przemyślany ruch strategiczny, który ma rozwiązać jeden podstawowy problem. Te dwa biznesy są po prostu totalnie inne. Synek jest maszynką do zarabiania kasy, która opiera się na stabilnej sprzedaży robotów i serwisie. Projekt kardioznacznika to jest klasyczny biotechnologiczny startup, który wymaga ogromnych nakładów finansowych i niesie ze sobą spore ryzyko. Ale za to oczywiście no obiecuje potencjalnie gigantyczny zwrot w przyszłości. Trzymanie tego pod jednym dachem powodowało, że inwestorzy mieli problem z rzetelną oceną wartości całej firmy i pierwszym powodem podziału jest tak zwane uwolnienie rentowności samego synektica. Do tej pory zyski tamtej spółki były częściowo zjadane przez bardzo kosztowne badania kliniczne nad kardioznacznikiem. Po wydzieleniu Syntu Bio Synektic staje się spółką o bardzo przejrzystym profilu finansowym. Nie ma ciężaru wydatków na badania. Nie ma czegoś takiego. Firma będzie sobie mogła wykazywać o wiele wyższą rentowność i przeznaczać w efekcie więcej gotówki na dywidendę. No a dywidendy są w Syneku i były już od dłuższego czasu bardzo istotne dla akcjonariuszy. Z kolei biznes Syntu Bio nigdy nie był w stanie być należycie wyceniony, odpowiednio wysoko wyceniony, bo inwestorzy skupiali się przede wszystkim na głównej działalności spółki, która zasłaniała cały potencjał syntu. Ten projekt był traktowany raczej jako dodatek, do którego rynkowo przykładają naturalnie pewne dyskonto, a takie wydzielenie otwiera też dużo klarowniejszy dostęp do finansowania. Badania kliniczne trzeciej fazy to jest jednak operacja na otwartym sercu, również pod względem finansowym. Potrzeby kapitałowe będą rosły, a Syntu Bio jako osobna spółka ma o wiele łatwiejszą ścieżkę do pozyskania inwestorów, którzy szukają właśnie takich innowacyjnych projektów wysokiego ryzyka. Inwestor, który chce postawić na pewien przełom w medycynie, może sobie kupić akcję Syn to Bio i nie będzie musiał przy tym płacić za stabilny biznes dystrybucyjny Synektica. Teraz musi. To pozwoli obu spółkom przyciągać zupełnie inne grupy kapitału, dedykowanego kapitału. Wydzielona spółka Syntu Bio zyskuje też nową ścieżkę do pozyskiwania subsydiów i grantów na dalsze badania. Sam zarząd zresztą wskazuje, że Syntu Bio jako mała spółka po wydzieleniu będzie mogła sięgać po dotacje dla sektora MŚP. Dla Synctica teraz te dotacje są już niedostępne, bo jest po prostu za duży. A do tego dochodzi też atrakcyjność dla funduszy tematycznych, łatwiejsza analiza każdej ze spółek. To też zwiększa potencjalnie zainteresowanie inwestorów indywidualnych. Dochodzą bardziej klarowne cele dla zarządu. Takie spino-offy, w ogóle spino-offy to często są naprawdę bardzo sensowne operacje i ta też na taką wygląda. Dobra, to jak to przebiegnie wszystko od strony technicznej? Najważniejsza informacja dla obecnych akcjonariuszy SKTica, jeśli takim jesteś, jest taka, że działa tu mechanizm jeden za jeden. Podział odbędzie się w parytecie. Za każdą jedną akcję Synektia będziesz posiadać w portfelu w konkretnym dniu dodatkowo jedną akcję nowej spółki Syntu. Jako inwestor nie musisz z tym nic robić, nigdzie dzwonić, nic wypełniać, nic. Twoje biuro maklerskie samo zaksięguje nowe walory na twoim rachunku. Nie trzeba też do niczego dopłacać. No nic nie trzeba robić. Te akcje będą po prostu przydzielone, bo wartość twojego starego Synek zostanie technicznie pomniejszona o wartość tej nowej firmy. Czyli zamiast mieć akcję Senectica za 100 zł, będziesz mieć na przykład akcję Syctica za 80 i Syntubio za 20. Te odcięcie nastąpi dokładnie 2 kwietnia. 1 kwietnia jest ostatnim dniem na zakup akcji Syneka, żeby stać się od razu automatycznie udziałowcem też spółki Syntu przez samo tylko wydzielenie. Według wyceny przyjętej w planie podziału wartość wydzielanego biznesu, czyli Syntu 7,73% Syneka, co oznacza, że jeśli 1 kwietnia akcje Synek kosztowałyby na zamknięciu sesji na przykład 100 zł, no raczej tyle nie będzie, ale załóżmy, że 100 zł, to następnego dnia rano sesja zacznie się od ceny 9227. A te brakujące 7,73 to właśnie wartość twojej akcji Syntu BIO, która niedługo potem pojawi się w twoim portfelu. Pojawi się dokładnie z możliwością handlowania na giełdzie 16 kwietnia. I teraz ważna uwaga dla wszystkich inwestorów zainteresowanych posiadaniem udziałów w Syntu Bio. Warto być świadomym ważnego ryzyka krótkoterminowego. Synek to jest stabilny dywidendowy biznes. Syntu to bio to jest biotechnologiczny startup. No wyobraźcie sobie sytuację, gdzie stabilni dywidendowi inwestorzy Snektica nagle 16 kwietnia dostaną na swoje rachunki maklerskie akcje biotechnologicznego startupu. To jak myślicie, co z nimi zrobią? Ja powiem tak, nie wiem co zrobią, ale istnieje spore ryzyko, że po prostu je sprzedadzą, bo po prostu ta spółka nie będzie odpowiadać ich profilowi ryzyka. Inwestor, który trzyma Snektica jako defensywny dywidendowy biznes, może nie chcieć mieć w portfelu startupu, który nie generuje jeszcze nawet przychodów. I naprawdę nie będzie w tym nawet nic dziwnego. Dlatego w krótkim terminie na akcjach syn to bio może pojawić się podaż. Ja oczywiście nie wiem czy tak się wydarzy na 100%. Nie wiem, ale warto mieć to na uwadze, żeby nie spanikować. Zresztą w ogóle w spin-offach bardzo często pojawia się tego typu podaż krótkoterminowa. Widać to nawet w statystykach i w uśrednionym zachowaniu kursów spin-offów zaraz po ich wydzieleniu. Tylko, że jednocześnie w długim terminie spin-offy co do zasady rosną kursem silniej niż spółka matka, z której zostały wydzielone i pokazują, że warto było to zrobić i warto było odkryć wartość wychodząc trochę spod takiego rodzicielskiego nadzoru. Zwłaszcza, że potencjał rynkowy kardioznacznika Syntu opiera się na rozwiązaniu jednego z największych problemów współczesnej medycyny. Choroba wieńcowa dotyka milionów ludzi, a w samej Polsce każdego roku dochodzi do około 100 000 hospitalizacji z powodu zawału serca. Obecnie lekarze w diagnostyce polegają głównie na metodzie Spect, która ma jednak swoje wady, bo badanie trwa długo, bo pacjent przyjmuje sporą dawkę promieniowania, a uzyskany obraz do tego jest taki sobie mało precyzyjny. Kardioznacznik od syntu bio pozwala na przejście do znacznie nowocześniejszej technologii. Do tego dochodzi przełamanie barier logistycznych. W przypadku tego akurat znacznika spora część dzisiejszych substancji używanych w badaniach tego typu żyje ekstremalnie krótko, czasem nawet kilka minut. A to też sprawia, że szpital musi mieć własny bardzo drogi akcelerator cząstek tuż obok gabinetu lekarskiego. Syntu w sporej części ma rozwiązywać ten problem. można będzie go transportować na większe odległości również do tych gorzej wyposażonych placówek. A to też sprawia, że ta najnowocześniejsza diagnostyka jeszcze bardziej się demokratyzuje i ma jeszcze większe pole do generowania popytu. A to też ma bardzo praktyczny finansowy wymiar i powinno przekładać się na wzrosty przychodów w przyszłości. Lepsza nieinwazyjna diagnostyka to mniej niepotrzebnych zabiegów, mniej takich zabiegów, które są drogie i obarczone ryzykiem powikłań. Szpitale i ubezpieczyciele naprawdę chętniej zapłacą za badania, które pozwolą szybciej i taniej zdecydować, czy pacjent faktycznie potrzebuje operacji, czy może wystarczy tylko leczenie zachowawcze. Do tego dochodzi rosnąca grupa pacjentów, u których tradycyjne badania często zawodzą. Osoby z nadciśnieniem, cukrzycą, seniorzy, pacjenci otyli, gdzie tkanka tłuszczowa zniekształca obraz. Kardioznacznik syntu świetnie ma sobie w tych warunkach radzić, a to powinno czynić go, kiedy wszystko dojdzie do końca i wszystko się uda produktem pierwszego wyboru dla lekarzy. Dla lepszego zobrazowania sobie skali tego rynku, powiedzmy tylko, że w Stanach Zjednoczonych rocznie, w samych Stanach Zjednoczonych rocznie, wykonuje się około 7 milionów badań mięśnia sercowego. I dziś większość wykonuje się przestarzałymi metodami. Te najnowocześniejsze metody, gdzie wykorzystuje się obecnie kardioznaczniki, obsługują około 8% badań, rosną w tempie 10% rocznie. A według firmy badawczej Future Market Insights, rynek badań w Stanach Zjednoczonych w 2025 miał wartość około 550 milionów dolarów tylko w Stanach Zjednoczonych. No dla porównania wycena Sentu przy założeniu ceny akcji Synek na poziomie 270 zł, które mniej więcej jest teraz, będzie oznaczała 178 milionów złot kapitalizacji. Czy to dużo, czy mało? No to ciężko powiedzieć, bo nie ma żadnej możliwości wyceny spółki klasycznej mnożnikami. Tak naprawdę odpowiedź na pytanie ile to jest warte dziś jeszcze nie istnieje. Dowiemy się o tym dopiero w przyszłości. Ale tak czy inaczej to jest taki typ sytuacji, gdzie masz z jednej strony stabilny przewidywalny biznes, który będzie jeszcze bardziej czytelny po wydzieleniu, a z drugiej strony projekt, który może okazać się globalnym hitem i możesz mieć obie te rzeczy. Syn to beo to opcja taka, która być może kiedyś odpali, mimo że dziś jeszcze niczego nie gwarantuje. Ale historia pokazuje, że spiny same w sobie to bardzo dobre pomysły i cieszę się, że polskie spółki również do takich pomysłów dojrzewają. Pamiętajcie, że rynek ma kłopoty często na starcie, żeby dobrze wycenić takie momenty przejściowe, więc woli nie doważać. A tam, gdzie rynek nie jest pewny i nie doważa dla zasady, tam bardzo często potrafią też pojawiać się okazje. No naprawdę oby więcej jeszcze raz podkreślam takich świadomych ruchów spółek na GPW. A w tym materiale, moi drodzy, to już wszystko. Do zarobienia. Cześć.

Przewijanie do góry