TRUMP STAWIA ULTIMATUM! Ceny nieruchomości w końcu jawne! Bubel w wykonaniu MINISTERSTWA! [Geopolityka, stopy procentowe, rynek nieruchomości]

FXMAG 103 000 subskrybentów
3 251 153 18/07/2025

Donald Trump stawia ultimatum Władimirowi Putinowi w sprawie wojny na Ukrainie, grożąc sankcjami celnymi państwom współpracującym z Rosją. Prezydent USA wywiera też presję na Rezerwę Federalną, domagając się obniżki stóp procentowych o 3 punkty procentowe. Jednocześnie krytykuje szefa Fed, Jerome’a Powella, za rosnące koszty remontu siedziby banku. W Polsce wejście w życie ustawy o jawności cen nieruchomości wywołało chaos z powodu braku spójnych wytycznych dla deweloperów.

Trump dał Putinowi 50 dni na zawarcie pokoju z Ukrainą, grożąc 100% cłami na towary z państw handlujących z Rosją. Moskwa zareagowała zmasowanym atakiem rakietowym na Ukrainę, w tym na fabrykę polskiej firmy. Rynki zareagowały na ultimatum z umiarkowanym spokojem, licząc na uniknięcie natychmiastowych sankcji.

Presja na Fed i krytyka Powella

Trump naciska na Fed, by obniżył stopy procentowe o 3 punkty procentowe, argumentując niską inflacją. Jednak rynek spodziewa się utrzymania stóp bez zmian. Trump krytykuje Powella za wzrost kosztów remontu siedziby Fed, co może być pretekstem do podważenia jego pozycji.

Chaos na polskim rynku nieruchomości

Ustawa o jawności cen nieruchomości wprowadziła zamieszanie. Dane są niekompletne i niespójne z powodu braku jasnych wytycznych dla deweloperów. Rząd obiecuje poprawę sytuacji.

  • Geopolityka: Ultimatum Trumpa dla Putina i reakcja Rosji
  • Polityka monetarna: Presja Trumpa na Fed i spór z Powellem
  • Rynek nieruchomości w Polsce: Chaos po wprowadzeniu ustawy o jawności cen
Zobacz pełną transkrypcję filmu

Donald Trump stawia Władimirowi Putinowi twarde warunki. Rosja ma 50 dni na zawarcie pokoju z Ukrainą. Inaczej USA wprowadzą 100%owe cła wobec państw handlujących z Kremlem. Wystąpienie Trumpa wywołało międzynarodowy szum i momentalną odpowiedź Moskwy. Także w postaci zmasowanego ataku rakietowego. Prezydent USA żąda obniżki stóp procentowych aż o trzy punkty procentowe i publicznie krytykuje Roma Powela za rzekome marnowanie miliardów na remonty siedziby Fed. Mimo presji rynek wycenia niemal pewne utrzymanie stóp bez zmian. Fed pozostanie nieugięty, a Trump zastanawia się nad tym, jak pozbyć się Pela. 11 lipca weszło w życie nowe prawo, które miało uporządkować rynek nieruchomości w Polsce i ujawnić ceny mieszkań. W praktyce kończy się bałaganem. Dane są niekompletne, niespójne i przesyłane w przypadkowych formatach, a deweloperzy nie dostali jasnych wytycznych, jak je przekazywać. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby omijały cię wartościowe materiały, to koniecznie dołącz do ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. Partnerem odcinka jest i Europe, oficjalny partner handlu online Lecha Poznań, który oferuje dostęp do kontraktów CFD. Jest już nowy odcinek podcastu Pospekulujmy, link znajdziesz w opisie. Partnerem odcinka jest walutomat, gdzie tanio i przyjemnie wymienisz złotówki na dewizy. Zaoszczędź 50% prowizji na pierwszej wymianie, klikając w link w opisie. Zaczynamy rynkowy alert, czyli podsumowanie najważniejszych wydarzeń tygodnia ze świata finansów. [Muzyka] Wystarczyła jedna konferencja prasowa Donalda Trumpa, by świat ponownie wstrzymał oddech. Trump znany wcześniej z chłodniejszego podejścia do sprawy Ukrainy 14 lipca ogłosił ultimatum dla Władimira Putina i zapowiedział sankcje celne na kraje, które dalej współpracują z Moskwą. Już następnego dnia Rosja pokazała, że nie zamierza się podporządkować. Zbagatelizowała wypowiedź Trumpa i wystrzeliła rakiety. Ukraina zalała fala ataków dronowych i rakietowych na sieci energetyczne, domy czy też sklepy. Rosyjskie drony uderzyły nawet w fabrykę polskiej firmy na Ukrainie. 14 lipca, w poniedziałek, w gabinecie owalnym białego Domu rozegrała się scena, która szybko rozlała się po światowych serwisach informacyjnych. Donald Trump w towarzystwie sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego nie tylko po raz pierwszy tak otwarcie skrytykował Putina, ale ogłosił też czwarte ultimatum, jakiego dotąd nie było. Jeśli Rosja w ciągu 50 dni nie zgodzi się na zawarcie pokoju z Ukrainą, Stany Zjednoczone nałożą 100%owe cła na wszystkie państwa, które wciąż prowadzą interesy z Kremlem. Chodzi o tak zwane cła mają uderzyć nie tylko w Moskwę, ale i jej globalnych partnerów gospodarczych. Jesteśmy bardzo niezadowoleni z Rosji, mówił Trump w charakterystycznym dla siebie stylu, nie kryjąc irytacji. Dodał, że jeśli nie dojdzie do porozumienia, Stany Zjednoczone nałożą bardzo surowe taryfy, a sam układ celny może objąć wszystkie towary. Nie sprecyzował jednak, o jakie dokładnie towary chodzi. Ultimatum padło przy okazji rozmów o przyszłych dostawach uzbrojenia dla Ukrainy. Trump zapowiedział, że USA wyślą sprzęt wojskowy wart miliardy dolarów, ale zaznaczył, że to Europa ma zapłacić rachunek. W jego ocenie Ameryka zrobiła już wystarczająco dużo. Jak podkreślił, Waszyngton wsparów na kwotę około 350 miliardów dolarów, podczas gdy Europa tylko 100 miliardów. To też dużo, ale mogą dać więcej. My damy im broń, a oni nam za to zapłacą. Dobry biznes, prawda? Tak ironizował prezydent USA. Wypowiedź Trumpa nie była tylko manifestem siły, ale też wyraźnym sygnałem zmiany kursu wobec Putina. Jeszcze nie tak dawno zarzucano mu zbyt miękkie podejście do Rosji, a teraz teraz mówi o rozczarowaniu, braku postępu w rozmowach i fałszywej grze Kremla. Putin prowadził rozmowy, mówił miłe rzeczy, a potem zrzucał bomby na Ukrainę mówił Trump. Dodatkowo Trump ogłosił zawarcie porozumienia w ramach NATO, na mocy którego USA będą dostarczać broń sojusznikom, a oni następnie będą ją przekazywać Ukrainie. Systemy Patriot mają trafić do Niemiec, które przetransportują je dalej na wschód. Cała operacja ma być skoordynowana przez strukturę sojuszu. Jak stwierdził sam Trump, to nie tylko pomoc, ale krok strategiczny, który pokazuje, że Stany Zjednoczone produkują najlepszy sprzęt wojskowy na świecie, a Europa o tym dobrze wie. Szef NATO Mark Rut dodał od siebie jedno ważne zdanie. Na miejscu Putina zacząłbym się poważnie zastanawiać. Podkreślił, że ta pomoc to dopiero pierwszy etap, a kolejne dostawy broni mają ruszyć w najbliższych dniach. Jak na ultimatum Trumpa zareagowały chociażby ceny ropy. Chociaż słowa Trumpa brzmiały groźnie, rynki zareagowały raczej ulgą niż paniką. Zapowiedź 50dniowego ultimatum wobec Rosji oddaliła widmo natychmiastowych sankcji, przez co ceny surowców lekko się cofnęły. Jak podaje Reuter scena ropy brand zakończyła dzień tego 14 lipca ze spadkiem o 50 centów do poziomu 68,7$ za baryłkę. Z kolei amerykańska ropa WTI spadła o 46 centów do poziomu 66,5 dolara za baryłkę. Analitycy UBS podkreślili, że rynek początkowo bał się natychmiastowego uderzenia sankcyjnego, ale 50 dni oddechu wystarczyło, by te obawy rozproszyć. Pojawiła się też nadzieja, że Waszyngton ostatecznie odpuści, jeśli Moskwa wykaże choćby minimalną gotowość do rozmów. Z drugiej strony, jak ostrzegli eksperci ING, jeśli Trump rzeczywiście zrealizuje groźby, może to radykalnie zmienić układ sił na rynku ropy. Zwłaszcza, że najwięksi odbiorcy rosyjskiego surowca, Chin, India i Turcja będą musieli zdecydować, co ważniejsze, tania ropa czy relacje handlowe z USA. Dzień po wystąpieniu Donalda Trumpa świat wstrzymał oddech, czekając na odpowiedź Kremla, na którą znowu nie trzeba było długo czekać. Już od rana w rosyjskich mediach społecznościowych zaczęły grążyć wypowiedzi czołowych polityków, które jasno dawały do zrozumienia, że ultimatum prezydenta USA zostało przez Moskwę potraktowane bardziej jak kabaret niż poważne ostrzeżenie. Dmitri Miedwiediew, kiedyś prezydent Rosji, a dziś jeden z najbardziej bezkompromisowych polityków w kraju, wyśmiał Trumpa bez cienia dyplomacji. Na Platformie X zamieścił wpis, który błyskawicznie podchwyciły zachodnie media. Medwiedziew z przekąsem ocenił, że Rosja nawet nie zauważyła teatralnego ultimatum w wykonaniu Donalda Trumpa. Jego działania tylko rozczarowały wojowniczą Europę. Nie wszyscy w Moskwie zareagowali jednak tak lekceważąco jak Miediew. Dmitri Pieskow, rzecznik Kremla, podszedł do sprawy bardziej poważnie. W rozmowie z dziennikarzami przyznał, że wypowiedź Trumpa została w Moskwie potraktowana jako poważne oświadczenie, a rosyjskie władze potrzebują czasu, by dokładnie je przeanalizować. zapewnił jednocześnie, że Rosja jest otwarta na kolejną rundę rozmów pokojowych z Ukrainą. Choć jak dodał, ze strony ukraińskiej jak dotąd nie padła żadna konkretna propozycja. Na ultimatum Trumpa zareagował również wiceminister spraw zagranicznych Sgiej Riapkow. Oświadczył on, że Moskwa jest gotowa do negocjacji. Zaznaczył jednak, że Rosja nie przepada za ultimatum, dając jasno do zrozumienia, że Grem nie zamierza ulegać zewnętrznym groźbom. Choć nie padła żadna oficjalna odpowiedź na 50dniowe ultimatum, wypowiedź rapkowa sugeruje niechęć do prowadzenia rozmów pod presją. Reakcja Moskwy nie skończyła się jednak na słowach. W nocy z wtorku na środę Rosja przeprowadziła zmasowany atak na ukraińskie miasta. W ciągu jednej nocy strzelono około 400 dronów oraz jedną rakietę balistyczną, które uderzyły między innymi w Harków, Kriev, Winnic Odesse. Celem ataku była przede wszystkim infrastruktura energetyczna, ale ucierpieli też cywile. Radnych zostało co najmniej 15 osób. Wśród ostrzelanych obiektów znalazł się także zakład produkcyjny Polskiej Grupy Barlinek w Winnicy. W nocy z 15 na 16 lipca fabryka padła ofiarą rosyjskiego ataku dronowego. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski potwierdził, że był to atak celowy, a drony uderzyły z trzech różnych kierunków. Są ranni, w tym dwoje ciężko poparzonych. Działają ukraińskie służby, w tym nasz konsulat. Poinformował na platformie X. Zakład winnicy to jeden z trzech kluczowych ośrodków produkcyjnych Barlinka obok fabryk w Polsce i Rumunii. Działa od 2007 roku i odpowiada za dostawy między innymi na rynki wschodnie. Atak na ten obiekt to nie tylko uderzenie w infrastrukturę przemysłową, ale także jasny sygnał, że wojna zbliża się coraz bardziej do granic NATO. To już nie tylko wojna tam gdzieś, ale coś, co realnie dotyka państw NATO i budzi pytanie, co się stanie, jeśli Putin tych 50 dni nie potraktuje poważnych? Donald Trump cały czas pozostaje na wojennej ścieżce z rezerwą federalną. Prezydent USA domaga się notych miastowej obniżki stóp procentowych. Fed pozostaje jednak nieugięty, czekając na pełniejszy obraz wpływu ostatnich ceł na inflację. Trump nie ukrywa frustracji i właśnie zaraz kolejny pretekst był uderzyć w szefa banku centralnego. Tak dokładnie tego samego, którego sam powołał, chociaż w tym przypadku stara się zakłamywać rzeczywistość. jest okropnym prezesem Fedu. Byłem zaskoczony, że został mianowany. Byłem zaskoczony, szczerze mówiąc, że Biden go umieścił i przedłużył. Mam przyjemność i zaszczyt ogłosić nominację Jerome Powela na następnego prezesa rezerwy federalnej. Gratulacje. Na swojej platformie TR Social Trump napisał krótko: "Ceny konsumpcyjne są niskie. Obniżcie stopy procentowe teraz. Chwilę później dołożył: "Fed powinien ciąć stopy o trzy punkty procentowe. Inflacja jest bardzo niska. Oszczędzimy bilion dolarów rocznie. Trumpowi nie pierwszy raz zdarza się domagać niższych stóp, ale tym razem skala jego oczekiwań bije na głowę wcześniejsze wystąpienia. Dla porównania w marcu 2020 Fed obniżył stopy o 100 punktów bazowych. Teraz Trump chce trzykrotności tej wartości. Problem w tym, że dane o inflacji nie dają tak twardych argumentów do tak wielkiego cięcia. Czerwcowa inflacja CPI wyniosła 2,7% w ujęciu rocznym oraz 3% w ujęciu miesięcznym. Chociaż niektóre wskaźniki były niższe od oczekiwań, to Fed uznaje, że nie czas na luzowanie polityki monetarnej. Na to wszystko nakładają się oczekiwania rynku. Według kontraktów terminowych na przyszłą stopę procentową aż 97,5% inwestorów spodziewa się, że rezerwa federalna utrzyma stopy bez zmian na posiedzeniu 30 lipca. Tylko 2,6% zakłada cięcie o 25 punktów. Przez większość czerwca i początek lipca prawdopodobieństwo obniżki utrzymywało się jeszcze w przedziale 10 do 25%, ale ostatnie dane praktycznie zmiotły ten scenariusz ze stołu. A na tym wszystkim nie koniec. Trump zarzuca Pelowi, że źle zarządza modernizacją siedziby Fed. Koszty projektu wzrosły z niespełna 2 miliardów do 2,5 miliarda dolarów, między innymi przez droższe materiały i konieczność usunięcia dodatkowego azbestu. Budynek Fed z lat 30. XX wieku nigdy wcześniej nie przeszedł gruntownej modernizacji. Choć konserwowany był regularnie, obecny prace prowadzone częściowo pod ziemią ciągną się już od lat. Co ciekawe, ich początki sięgają pierwszej kadencji Trumpa. W cieniu tej krytyki pojawia się pytanie, czy Trump rzeczywiście martwi się o koszty, a może to tylko kolejny krok, by podważyć pozycję Powela? Sąd Najwyższy USA jasno orzekł: "Prezydent nie może zwolnić szefa Fed tylko dlatego, że nie zgadza się z jego polityką, ale nowy powód, jak zbyt drogi remont może być wygodnym pretekstem, chociaż brzmi absurdalnie. Presja na Fed rośnie. Trump chce obniżek, szybkich decyzji i zmian, ale Fed działa swoim rytmem opartym na danych, nie na emocjach. Czy polityczna gra prezydenta USA wpłynie na niezależność banku centralnego? Czas pokaże, ale byłby to dramatyczny scenariusz, gdyby Pawela jakimś cudem udało się odwołać. Od 11 lipca ceny nowych mieszkań w Polsce, przynajmniej tych, które już były w sprzedaży, stały się jawne i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że wdrożenie nowych przepisów poszło, delikatnie mówiąc, fatalnie. Nowe prawo wymusza na deweloperach nie tylko publikacje cen sprzedawanych mieszkań, ale też ujawnienia ich historii cenowej. Co więcej, codziennie muszą przekazywać te dane do specjalnego portalu. Brzmi dobrze? No niestety tylko na papierze, praktyce na rządowych serwerowniach zapanował totalny chaos. Dane są wrzucane w różnych formatach, w różnych układach. Nie ma tam spójności ani żadnego ładu. Portal zametr.pl od razu dał znać na platformie X, że sytuacja wygląda jak dziki zachód. Okazało się, że dane są nieuporządkowane, dziurawe, a ich sortowanie graniczy z cudem. A przecież idea była prosta. Dać ludziom przejrzystcy i pełny dostęp do cen mieszkań. Zaistniałą sytuację ciężko jednak winić firmy nieruchomościowe. Rządowe wytyczne nie przewidziały nawet podstawowej rzeczy jednolitego formatu. Deweloperzy zostali rzuceni na głęboką wodę bez wzoru, bez struktury i bez czasu na przygotowanie. Co ciekawe, sygnały rozstrzegawcze pojawiły się jeszcze zanim przepisy weszły w życie. Mówił o tym między innymi Waldemar Izdebski, były główny geodata kraju, dziś pracujący na Politechnice Warszawskiej. Zwracał on uwagę, że ustawa ma poważne braki. Przykład wymaga się tylko ogólnej lokalizacji inwestycji, jak na przykład Warszawa, ale już nie konkretnego adresu mieszkania. No i nie trzeba podawać całkowitej powierzchni, tylko cenę za metr kwadratowy. Co z tego, jeśli nie wiemy ile metrów ma dane mieszkanie? Największą bolączką jest jednak to, że w ustawie nie ma nic o formacie, w jakim dane mają być przesyłane do Ministerstwa Cyfryzacji. Żadnego wzoru, żadnego standardu. Co gorsza, deweloperzy muszą wysyłać te dane codziennie, nawet jeśli nic się nie zmieniło w ofercie. Jest to niepotrzebnym nakładaniem obowiązków na deweloperów i niepotrzebnym rozrostem baz danych. Spraw skomentował również Krzysztof Bontal, pośrednik kredytowy i ekspert nieruchomościowy, który nie krył swojej frustracji na platformie X. Według niego więcej energii poszło na przepychanki z deweloperami niż na sensowne przygotowanie ustawy. Do całej tej afery odniósł się również wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka. Na platformie X obiecał spokojnie, zaraz to ogarniemy. Zapowiedział, że powstanie jeden spójny plik wypracowany z UOKIK i Polskim Związkiem firm deweloperskich. Czyli jednak się uda. Warto też dodać, że mimo całej tej jawności nie wszystkie mieszkania podlegają pod nowe przepisy. Proces został podzielony na dwa etapy. Pierwszy ten obowiązujący już teraz obejmuje mieszkania, które były w sprzedaży przed 11 lipca. Drugi zaplanowany na 11 dzień września spowoduje pełną jawność cen, która dotyczyć będzie wszystkich lokali sprzedawanych na rynku pierwotym. Podsumowując, pomysł był świetny, ale zamiast tego dostaliśmy chaos, brak standardów i frustracje. Czy rząd naprawi swój błąd, zanim ludzie całkiem przestaną wierzyć w sens? Zobaczymy. To tyle w tym rynkowym alercie. Mam nadzieję, że przypad ci do gustu. Zostaw łapkę w górę. Do zobaczenia w kolejnym odcinku. [Muzyka]

Przewijanie do góry