Zanim kupisz akcje! Jak ocenić, czy warto w coś inwestować? Oto na co ja patrzę! [Wycena Spółek i Wskaźniki]

Kluczowe zagadnienia:

Zastanawiasz się, jak ocenić, czy warto inwestować w daną spółkę? Ten film przeprowadzi Cię przez kluczowe wskaźniki i strategie, które pomogą Ci podejmować mądrzejsze decyzje inwestycyjne. Dowiesz się, jak odróżnić okazję od pułapki i jak uniknąć błędów popełnianych przez wielu inwestorów.

  • Cena a wycena: Dlaczego cena akcji nie zawsze odzwierciedla rzeczywistą wartość spółki?
  • Metody wyceny: Omówienie metody zdyskontowanych przepływów pieniężnych (DCF) i metody mnożnikowej.
  • Kluczowe wskaźniki: Czym są wskaźniki takie jak cena do zysku (P/E), EV/EBITDA, cena do wartości księgowej (P/BV) i jak je interpretować?
  • Praktyczne przykłady: Analiza wyceny spółek takich jak Google, Apple, McDonald’s i Amazon.
  • Wpływ tempe wzrostu na wycenę: Jak uwzględnić tempo wzrostu zysków i przychodów w analizie?
  • Wskaźnik PEG: Czym jest Price to Earnings to Growth i jak go wykorzystać?
  • Wycena spółek cyklicznych: Jak analizować firmy, których wyniki zależą od cyklu koniunkturalnego?

Dodatkowo: film zawiera informacje o platformie Freedom24 oraz o możliwości otrzymania darmowych akcji.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Cena to nie jest wycena, moi drodzy. I wiem, powtarzam to setny raz już chyba, jak jakąś do znudzenia mantrę, ale będę to robił do znudzenia, bo to, że cena akcji jakiejś spółki leci w kosmos, wcale nie oznacza, że jej wycena robi to samo. Może być zupełnie inaczej. Jeśli w tym samym czasie wyniki finansowe rosną jeszcze szybciej niż kurs na giełdzie na przykład, to realnie spółka może się robić nawet tańsza. Nie wierzycie? No to proszę, prosty przykład, najprostszy z możliwych na ekranie. Teraz jak oglądacie, a nie tylko słuchacie, widzicie pomarańczową linię. Pomarańczowa linia to jest cena akcji Googlea z ostatnich pi lat. Wzrośnie ponad 90%. No to imponujące, prawda? Ale jak spojrzymy sobie na niebieską, na przykład w tym wypadku wskaźnik, cena do dysku, to co widzimy? Spadek. Spadek o 37%. Realnie spółka stała się tańsza. Niestety mnóstwo inwestorów zbyt mocno fiksuje się na samym wykresie ceny. Próbują z niego wyciągać jakieś wnioski tylko na bazie kursu akcji. A kiedy nie ma jakiegoś solidnego punktu odniesienia, to cena akcji staje się tą najważniejszą w cudzysłowie, bo taka nie jest informacją. I właśnie przez to wiele osób panicznie unika kupowania naprawdę dobrych spółek, bo przecież już tak urosły albo pociąg już odjechał. Tymczasem ten pociąg bardzo często nadal spokojnie stoi sobie na peronie i czeka na pasażerów. Tylko wy ulegacie złudzeniu, że pociąg odjechał, bo patrzycie kompletnie nie na te dane i nie na te informacje, na które trzeba. Więc zapamiętajcie sobie raz na zawsze, zamiast na cenę patrzymy na wycenę. A czego potrzebujemy do tego, żeby dobrze spojrzeć i dobrze ocenić, czy jakaś spółka może jest tania, czy może jest droga jak cholera i jak trochę to wszystko ugryźć, to właśnie o tym trochę pogadamy sobie w tym odcinku. Partnerem materiału jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na amerykańskiej giełdzie Nasdaq. Załóż konto i odbierz do 20 darmowych akcji o wartości nawet 800 $arów każda. Dołącz do 2200 ponad już inwestorów w strefie premium DNA. To zdecydowanie najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję wam za wszystkie 70 000 waszych subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją już [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] teraz. Metod wyceny, moi drodzy, jest cała masa. Dwie takie zdecydowanie najpopularniejsze i najczęściej stosowane to metoda zdyskontowanych przychyłów pieniężnych DCF i metoda mnożnikowa. Ta pierwsza polega trochę na tym, żeby zaprognozować przyszłą gotówkę generowaną w firmie, którą jest w stanie wygenerować firma dla swoich właścicieli, w tym również oczywiście dla was, dla akcjonariuszy, a potem sprawdzić sobie wartość dzisiejszą tej całej gotówki wygenerowanej w przyszłości. Samo to dyskontowanie, bo tak się nazywa ten proces zmieniania wartości na obecną, w bardzo dużym skrócie wynika z fundamentalnego faktu, że przecież 100 zł, które macie dzisiaj w kieszeni, ma zupełnie inną wartość niż te 100 zł, które firma wygeneruje za 5 lat, 10 lat czy 20 lat. I nawet nie chodzi tylko o inflację, która zje trochę wartość tych 100 zł. Chodzi na przykład też o to, że te pieniądze mogły pracować w tym czasie na przykład zupełnie gdzie indziej. Druga metoda, metoda mnożnikowa z kolei polega na porównywaniu, porównywaniu popularnych wskaźników, jak na przykład ta słynna cena do zysku, czy jakiś innych wskaźników z analogicznymi wskaźnikami innych podobnych firm z tej samej branży lub z całego sektora, albo ze wskaźnikami tej samej firmy, ale z przeszłości. I na podstawie średniej na przykład albo mediany robimy jakąś grupę porównawczą i szacujemy, czy obecnie coś jest dobre, czy niedobre. Wszystkie te mniej albo bardziej skomplikowane metody wyceny mają tak naprawdę jeden cel. oszacować wartość wewnętrzną analizowanej spółki i na samym końcu tego procesu dostajemy jakąś konkretną docelową cenę akcji, która ma rzekomo reprezentować wartość tej spółki. No i teraz pojawia się pewien problem, bo sama wycena to jest proces ekstremalnie wręcz subiektywny, zwłaszcza jeśli mówimy o tej pierwszej DCFem. W Excela da się wbić absolutnie wszystko. Dlatego ja nie interesuję się modelem DCF, ani podobnymi modelami, gdzie jest dużo założeń i dużo dyskontowania. Bardzo dużo tam zmiennych, bardzo dużo subiektywizmu. Jedyny model oparty częściowo o tym ekosystemie uniwersum DCFA, który ma sens i który o ironio nie jest przez nikogo stosowany, to rewers DCF, czyli odwrócony DCF. Jest na ten temat materiał na stronie dnaryynków.pl, ale zrobimy sobie o tym osobny odcinek. To jedyny DCF, który ma sens być używany. Na co dzień jednak wolę te podejście znacznie prostsze. Zamiast spędzać tygodnie na budowaniu skomplikowanego modelu w Excelu, to wolę sobie popatrzeć na wskaźniki. I to niby brzmi banalnie, no bo patrzymy na konkretny wskaźnik, oceniamy czy jest wysoki, czy niski, czy jest drogo, czy tanią i już. Ale z drugiej strony tu też kryje się sporo subiektywizmu i niuansów. Dlatego doświadczenie inwestycyjne robi tu ogromną różnicę. Doświadczenie i zrozumienie biznesu jakie oceniacie. Bo na początku przyjmijcie sobie do głowy, że absolutnie musicie zapomnieć o jakichkolwiek sztywnych podręcznikowych regułkach w stylu wskaźnik cena zysku poniżej 10 to tanio, a powyżej 20 to drogo. Takie uproszczone, mechaniczne podejście w praktyce robi dla was znacznie więcej szkody niż pożytku. Najlepszy przykład na gminne kupowanie fundamentalnie tanich, ale jednocześnie bardzo kiepskich i nierozwijających się spółek tylko dlatego, że te wskaźniki są rzekomo atrakcyjne. No inwestowanie jest trochę jak z codziennymi zakupami. Nie zawsze warto brać najtańszy telewizor, prawda? Najtańszy laptop, najtańszy samochód, najtańsze bułki. Czasem za jakość trzeba zapłacić i w inwestowaniu jest tak samo. Tylko trzeba też umieć precyzyjnie ocenić, czy w danym wypadku faktycznie płacimy za jakość, bo spółka jest solidna, perspektywiczna, ma dobre fundamenty, czy płacimy głównie za markę albo za to, że akurat wszyscy chwilowo się tą spółką interesują, czyli trochę za modę. Trzeba też w drugiej kolejności wiedzieć, jakim konkretnie wskaźnikiem najlepiej wycenić daną spółkę albo w tym wypadku ocenić. No bo nie każdy wskaźnik też będzie pasował do każdej firmy i każdej branży. Klasyka gatunku to oczywiście chyba wasz ulubiony cena do zysku ten wskaźnik. Najczęściej stosowany mnożnik przez naprawdę wielu inwestorów, ale naprawdę nie zawsze najlepszy i nie zawsze miarodajny. Jeśli widzicie, że zarząd danej spółki w swoich na przykład nawet prezentacjach inwestorskich i raportach operuje głównie na wyniku Ebidda na przykład, to może lepiej sprawdzi się wskaźnik oparty na Ebidda, a nie na zysku. Z kolei popularny wskaźnik cena do wartości księgowej bardzo dobrze sprawdza się na przykład przy wycenie firm windykacyjnych, tak jak na przykład Kruk, bo ich aktywa, te udzielone kredyty albo w tym wypadku portfele wierzytelności są w miarę realnie i rynkowo wycenione w bilansie. No przynajmniej powinny być, więc można go użyć do oceny spółki zamiast zysku, ale z kolei ten sam wskaźnik cena do wartości księgowej będzie kompletnie bezużyteczny i niemiarodajny w przypadku spółek technologicznych. No dlaczego? Bo firmy technologiczne posiadają masę cennych, ale niemożliwych niemalże do precyzyjnego wycenienia aktywów niematerialnych. jak unikalny knohow, jak zaawansowane oprogramowanie, jak silne rozpoznawalne marki, jak patenty. Często s wszystko jest niedoszacowane w bilansie albo wręcz w ogóle nie jest tam ujmowane, bo nie ma jak. Firmy technologiczne zazwyczaj też nie mają wielu takich twardych aktywów jak fabryki, maszyny, rozległe nieruchomości. Ich największą wartością są przede wszystkim ludzie. wiedza tych ludzi, kreatywność tych ludzi, innowacyjność tych ludzi i tradycyjny bilans tego nie pokaże. I dlatego jeśli na przykład będziemy patrzeć na spółki technologiczne wyłącznie przez pryzmat chociażby wskaźnika cena do wartości księgowej, który miał sens w przypadku z firm windykacyjnych, no to niemal zawsze będą one wyglądały na absurdalnie przewartościowaną bańkę spekulacyjną. Znowu przykład, proszę bardzo. Apple. Wskaźnik cena do wartości księgowej wynosi około 4445, wskaźnik cena do dysku około 30. Czy więc wycena Apple przez pryzmat wskaźnika, na przykład cena do wartości księgowej, ma to jakikolwiek sens i oznacza wielką gigantyczną bańkę spekulacyjną? No nie bardzo. Prawda? Żebyście mieli jeszcze lepsze pojęcie jak bardzo specyficzna i nietypowa jest to sytuacja to dodajmy sobie, że dla całego szerokiego amerykańskiego indeksu SNV 500 średni wskaźnik ceny do wartości księgowej wynosi obecnie około 5, a średnia cena do zysku około 27. Czyli dla całego rynku wskaźnik cena do zysku jest średnio ponad pięć razy wyższy niż cena do wartości księgowej. A w przypadku Apple to właśnie cena do wartości księgowej jest znacznie wyższa niż cena do dysku. No gdyby ktoś nieogarnięty oceniał wycenę Apple tylko przez pryzmat akurat tego wskaźnika, bo taki by sobie wybrał, cena do wartości księgowej i porównał ją do średniej rynkowej, no to mógłby się złapać za głowę i krzyczeć, że to jest przecież jakaś kolosalna bańka. No ale przecież wiemy, że tak nie jest, prawda? To teraz gdybym miał wskazać sam takie absolutnie najważniejsze i najczęściej używane wskaźniki do analizy wyceny przeze mnie, to powiedziałbym, że to są właśnie tak również cena do zysku, ale też wartość przedsiębiorstwa do Ebidda, tak zwane EV e Ebidda, wartość przedsiębiorstwa do przychodów, tak zwany enterprise value to sales, czyli EV do przychodów, cena do wartości księgowej również w wybranych sektorach i cena do generowanych wolnych przepływów gotówki, czyli price to cash flow albo albo price to free cash flow. Za pomocą tych narzędzi można całkiem sprawnie i w miarę kompleksowo ocenić, czy faktycznie wycena wygląda na pierwszy rutoka atrakcyjnie, czy nie. No tylko, że znowu każdy z tych wskaźników może nam powiedzieć zupełnie coś innego. Cała sztuka polega na tym, żeby wiedzieć kiedy i w jakiej sytuacji użyć którego z nich, a kiedy lepiej go sobie darować. To też nie jest tak, że jeden konkretny wskaźnik jest zawsze najlepszy i zawsze idealnie uniwersalny, a reszta nadaje się do kosza. Czasem równie dobrze możecie dla danej spółki spojrzeć na cenę do zysku, jak i na EV do Ebidda. i będzie okej. Wszystko zależy od specyfiki analizowanej spółki, konkretnej rynkowej sytuacji. Dużo ważniejsze niż to, jak wiedzieć, co na pewno można użyć jest wiedza o tym, jakiego wskaźnika absolutnie nie używać w danym wypadku, bo może on prowadzić do całkowicie błędnych wniosków. I tak jak kompletnie nie ma sensu patrzeć na wskaźnik cena do wartości księgowych w przypadku tych spółek technologicznych, o czym już sobie powiedzieliśmy. Tak samo nie ma na przykład też większego sensu patrzeć na klasyczny wskaźnik cena do zysku, y, gdy analizowana przez was spółka na przykład nie generuje jeszcze zysków, systematycznie otuje stratę albo dopiero co zaczęła te zyski generować. W ogóle zerkanie na cenę do zysku do względnie młodych jeszcze w biznesie spółek zwłaszcza sektora technologicznego, ale nie tylko, nie ma sensu. No często pewnie spotykacie się z gadaniem, że cena do zysku 60 100 powaliło cię? No nie powaliło. Po prostu w tym wypadku cena do zysku nikogo nie obchodzi, bo celem tej spółki najprawdopodobniej po prostu nie jest generowanie zysku, tylko reinwestowanie wszystkiego, co zarobią i generowanie wzrostu swojego biznesu. Wtedy o wiele efektywniejsze będzie spojrzenie na przykład albo na enterprise value do przychodów, albo na cenę do cashflow, bo to o to powinno chodzić inwestorowi w tym wypadku, o wzrost przychodów i o zdolność do generowania gotówki, nie o zysk. No i warto też pamiętać, że przy analizie dużych globalnych spółek, szczególnie tych zagranicznych, które są szeroko i dokładnie analizowane przez setki analityków, często dużo bardziej lepszym i bardziej miarodajnym rozwiązaniem będzie patrzenie na wskaźniki tak zwane forward, czyli te, które prognozują przyszłość i są oparte na oczekiwanych, a nie historycznych wynikach. No to one pokazują wam wycenę spółki w oparciu o przewidywalne przyszłe zyski czy przyszłe przychody, a nie tylko to, co już się wydarzyło jest trochę historią. I tu weźmy sobie na przykład taką spółkę jak Nike. Na pewno znacie od butów. Na pierwszy rzut oka jej bieżący wskaźnik cena do zysku na wykresie, który widzicie to ta szara linia może wyglądać atrakcyjnie. No spadło w końcu jest niżej niż kiedykolwiek w historii. Ale jeśli spojrzymy na forward cenę do zysku, tą przyszłą na bazie przyszłorocznego potencjalnego zysku, to ta niebieska linia, to nagle cała ta sytuacja robi się znacznie mniej różowa, prawda? Widać, że to nie jest taka tania spółka. I taka prosta analiza, proste spojrzenie na wyprzedzający model zamiast na obecny zmusza nas do tego, żeby potencjalnie trochę szerzej i bardziej krytycznie albo bardziej h odważnie spojrzeć na daną spółkę, zamiast tylko sugerować się pozornie niską albo pozornie wysoką historyczną wyceną. No to gdy już sobie wybraliście ten odpowiedni wskaźnik, to co dalej? Tu trzeba teraz ocenić, czy jego obecna wartość jest wysoka, czy może jednak niska. I tu też zaczynają się schody, chyba te największe. No bo metod i sposobów oceny tego, czy dany wskaźnik jest drogi, czy tani jest cała masa. Nie ma jednej uniwersalnej złotej reguły, która powie, które czynniki są w danym przypadku ważniejsze, a które nieistotne. Kilka podstawowych czynników, które mogą istotnie wpływać na to, czy dana spółka jest na pierwszy lutoka postrzegana przez rynek jako droga czytania, to takie rzeczy jak tempo wzrostu, fosa ekonomiczna, czyli to jak trwałe przewagi konkurencyjne, czy ogólne ryzyko związane z działaniami konkurencji jest dla tej spółki, to też zaufanie do zarządu. czy on regularnie dowozi wyniki, czy realizuje obietnice, czy raczej opieprza się i zawodzi oczekiwania. To ogólna kondycja finansowa, czyli czy warto dać spółce premię za to, że jest ma dobrą płynność, że ma niskie zadłużenie? No czy może warto uwzględnić to, że być może jest jakieś ryzyko bankructwa? To też stabilność i wysokość marsz zysku oraz stabilność i powtarzalność wyników finansowych. No bo jeśli wyniki są przewidywalne, powtarzalne, to też odnajduje to swoją premię w wycenie i w wartości tego mnożnika. A jeśli są rozchwiane i nieprzewidywalne, no to większe jest dyskonto stosowane przez rynek. I takim mierzalnym y najłatwiej elementem tych czynników jest właśnie tempo wzrostu. W końcu jeśli macie do czynienia ze spółką, która rośnie w ślimaczym tempie 3% rocznie, czyli mniej więcej w takim samym y tempie jak przeciętna inflacja, no to wycena na poziomie wskaźnika cena do zysku wynoszącego 30 może być spokojnie i bez większych kontrowersji uznana za grubą przesadę i oderwanie od fundamentów. I tutaj weźmy sobie dla przykładu takiego giganta jak McDonald's. Yyy, jego bieżący wskaźnik, cena do dysku to jest coś właśnie w okolicach 27-28, a przychody są praktycznie na tym samym poziomie co 10 lat temu. Serio, przez całą długą dekadę globalne przychody McDonald'sa wzrosły o zaledwie 1%. Nie 1% rocznie, łącznie przez 10 lat wzrosły 1%. Okej, zyski w tym samym czasie rosły nieco szybciej, bo jakieś 6% średniorocznie, a zysk na akcję jeszcze ciut szybciej, bo McDonald's bardzo dużo skupuje swoich akcji z rynku i trochę kanibalizuje własny biznes. To, że to dobre opowiadałem w innym odcinku, ale mimo wszystko no dla mnie ta spółka jest dziś sporo przewartościowana. dostała za ostatnie 10 lat nawet ekspansję mnożnika, co widać, bo jest wyższy niż 10 lat temu, która wynika głównie z tej wiary, że będzie w stanie on dalej zwiększać swoje marże przy utrzymaniu siły brandu. To siła brandu daje tu premię za jakość i za stabilność na ten mnożnik, mimo tego, że spółka rośnie w żółwim tempie. Czy ta premia jest uzasadniona? Według mnie nie i ja bym w taką spółkę dziś nie zainwestował. No a jeśli macie na przykład spółkę, która też ma cenę do zysku na poziomie powiedzmy 30, ale jej zyski i przychody rosną dynamicznie w tempie 50% rocznie. Są takie spółki? Na pewno nie. No to chyba jest to bardziej wartościowe, prawda? I dużo tańsze niż taki McDonald's, pomimo tego, że cena do zysku jest niby taka sama. No dlaczego? No bo jeśli zysk faktycznie będzie rósł o te imponujące 50% rok do roku, to już za rok przy tej samej cenie akcji efektywnie zapłacicie za nią nie 30 zł za każdą złotówkę przyszłego zysku, ale 20. A jeśli taki dynamiczny wzrost utrzyma się przez 3 lata, to okaże się, że w praktyce z perspektywy trzech lat zapłacicie za akcję tej spółki wskaźnik cenę do zysku poniżej 10. Tymczasem w przypadku tej pierwszej, która rosła 34% rok do roku albo nawet w ogóle, no ta wycena na poziomie cena do zysku 30 zostaje z wami cały czas. No i warto sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dobrze się z tym czujecie, że jest perspektywa w jednym wypadku tego, że ta wycena sama z siebie spadnie, niż że nie spadnie, jeśli biznes się nie zmieni. I oczywiście nie ma absolutnie żadnej gwarancji, że dana spółka będzie dalej rosła w takim ponującym tempie jak do tej pory, że te 50% rocznie raz oznacza automatycznie, że za rok czy dwa też te 50% się utrzyma. No ale właśnie na tym trochę też polega praca aktywnego inwestora. Możecie dokładnie przeanalizować firmę, rynek, konkurencję, perspektywy i spróbować samodzielnie ocenić, czy ten obserwowany obecnie wzrost dla firmy ma szansę się utrzymać przez najbliższe lata. To jest główna praca inwestora, ocena perspektyw przyszłości, a nie to, czy coś obecnie jest dobre czy niobre. Bardzo prostym, ale też bardzo użytecznym narzędziem, które łatwo uwzględnia w waszej analizie to tempo potencjalnego wzrostu, jest też popularny wskaźnik PEG, czyli w tym wypadku price to earnings to growth. yyy, który oblicza się przez podzielenie bieżącego wskaźnika cena do zysku przez oczekiwane procentowe tempo wzrostu zysków danej spółki. Można to też zrobić na yyy bazie przychodów. Do tylko wtedy trzeba wziąć y price to sales, a nie price to earnings na samym początku. W każdym razie jeśli dla dwóch hipotetycznych spółek, które obecnie są wyceniane przez rynek tym samym wskaźnikiem cena do zysku na poziomie powiedzmy 30 obliczymy wskaźnik PEG i okaże się, że pierwsza z nich rośnie właśnie w tym stabilnym, mało imponującym tempie 3% rocznie, a druga dynamicznie rozwija się w tempie 50% rocznie, no to PEG dla pierwszej wolno rosnącej spółki wynosi 10, a dla tej drugiej 0,6. I według klasycznej teorii inwestycyjnej wartość wskaźnika PEG poniżej 1 to dobra po prostu okazja inwestycyjna. Spółka jest w terenie niedowartościowana względem swojego tempa wzrostu. Wartości powyże 1 sugerują, że może być trochę droga i potencjalnie przewartościowana pod względem znowu swojego tempa wzrostu. I to znowu oczywiście jest pewne uproszczenie. No to nie jest materiał i dana wyryta w kamieniu, ale trzeba mieć jakiś punkt odniesienia. Analogicznie tak samo jak z tempem wzrostu trzeba też zawsze brać pod uwagę takie inne równe istotne czynniki, które wymieniłem wcześniej, a które mogą znacząco wpływać na postrzeganie wyceny przez rynek. Uczulam na słowo postrzeganie. Tempo wzrostu jest mierzalne. Cała reszta jest kwestią perspektywy. Spółka, która może pochwalić się historycznie wysokimi i stabilnymi marżami zysku, może być przez rynek naturalnie drożej wyceniona niż firma o niskich albo niestabilnych marżach. Spółka, która regularnie, konsekwentnie bije oczekiwania analityków i dowozi to, co zapowiadał zarząd, też może dostać premię do mnożnika wyceny w porównaniu do spółki, która tego nie dowozi. Tylko też jeśli taka spółka przyzwyczajona do do regularnego przekraczania prognoz choć raz nie dowiezie oczekiwanych wyników, to i akcjonariusze mogą doświadczyć bardzo gwałtownego i bolesnego tak zwanego reratingu, czyli drastycznej zmiany sposobu postrzegania i wyceniania jej przez rynek. A co za tym idzie, kolosalnej wręcz przeceny. No żeby daleko nie szukać, spójrzcie sobie na to, jak zachowywały się akcje takiej firmy jak Trade Desk, która przez lata biała oczekiwania analityków i jeden raz nie dowiozła. Od razu każdy zaczął zakładać, że już nigdy nie dowiezie i ubu duubu kurs się zawalił. Czy słusznie? No to zobaczymy. Czas pokaże. Czas pokaże. Spójrzmy teraz też na jeden inny przykład. Wyprzedzający wskaźnik Ilie Bidda dla Amazona na przestrzeni ostatnich 10 lat. Obecnie spółka jest wyceniona przy tym wskaźniku na poziomie około 13, podczas gdy średnia wartość z ostatniej dekady oscylowała w okolicach 20. No niby super tanio, prawda? Niby tak, ale trzeba też obiektywnie uwzględnić, że dzisiejszy Amazon nie rośnie już w tak szalonym tempie 30% rocznie, jak to miało miejsce w 2017. Dalej rośnie, ale te tempo wzrostu się ustabilizowało i umiarkowało w okolicach 10, 11, 12% rocznie. W tym samym czasie firma niezwykle mocno poprawiła jednak swoją rentowność. operacyjna wzrosła z 2,3% do 11% obecnie. No więc część tego spadku mnożnika Amazona, tego historycznego obniżenia średniej wartości mnożnika dla Amazona jest uzasadniona. Więc to nie tak, że obecnie jeśli Amazon jest wyconiony na 13, a był na średnio 20, to jak wzrośnie dwukrotnie, to będzie delikatnie przewartościowany. No nie, to tak nie działa. Część tego, tej obniżki, tego dyskonta wskaźnikowego obecnego versus historyczne jest uzasadnione przez spadek tempa wzrostu Amazona. Takie rzeczy też trzeba mieć z tyłu głowy. Ciekawym też wyjątkiem od każdej reguły wycenowej są typowe mocno cykliczne spółki, czyli takie, których wyniki finansowe i rentowność bardzo mocno zależą od aktualnej fazy cyklu koniunkturalnego w gospodarce. No jak sama nazwa wskazuje, ich wyniki w okresie dynamicznej hossy i ożywienia gospodarczego potrafią wystrzelić w kosmos. A z kolei w czasie spowolnienia czy recesji równie brutalnie potrafią się załamać. No tylko jaki jest tego efekt na wycenę? Czasem bywa tak przecież, że wycena tych spółek mierzona na przykład tym już popularnym wskaźnikiem cena do zysku, ale też każdym innym jest najwyższa właśnie w ich najgorszych kryzysowych momentach. No dziś tak dlatego, że zyski spadają wtedy mocno, gwałtownie. dynamicznie, o wiele szybciej niż cena akcji. Sam wskaźnik, cena do zysku, który ma zysk w mianowniku paradoksalnie wtedy rośnie do bardzo wysokich poziomów. I działa to też w drugą stronę. Kiedy jest ożywienie w gospodarce, te firmy zaczynają bardzo szybko zarabiać bardzo dużo, no to zysk rośnie naptem kolosalnie. Cena akcji może za tym nie nadążyć i wydaje się, że te spółki są wybitnie tanie, ale tak naprawdę one zaraz mogą zacząć swój cykliczny zjazd. No to jest kolejny świetny dowód na to, że sam w sobie wysoki nominalnie albo niski nominalnie wskaźnik jeszcze nic nie znaczy. Więc jak widzicie wycena spółki to nie jest jedno magiczne równanie, tylko cała układanka różnych zmiennych, które trzeba sobie umyć, zrozumieć i właściwie poukładać. W tym materiale nie dowiedzieliście się o magicznym sposobie na wycenę uniwersalną każdej spółki, bo taki nie istnieje. Same cyferki to jest tylko początek. Prawdziwa sztuka zaczyna się wtedy, kiedy umiemy połączyć te cyferki z kontekstem, z wiedzą o branży, ze zdrowem rozsądkiem inwestora. No i właśnie dlatego aktywne inwestowanie jest tak trudne. A kiedy już w końcu znajdziecie tą spółkę i przeanalizujecie ją i uznacie za fundamentalnie tanią i wartą zakupu, to pamiętajcie też, że do jej zakupu potrzeba dobrego rachunku. My korzystamy z Freedom 24. Freedom 24 to część notowanej na amerykańskiej giełdzie nazdak grupy Freedom Holding i możecie tam odebrać sobie za założenie konta bezpłatnie akcje. No wtedy wszystko jedno jak są wycenione. Żeby odebrać darmowe akcje trzeba założyć konto z linka w opisie, wpłacić odpowiedni depozyt i podać kod promocyjny i już odbierać możecie jedną, 4, 10 albo 20 akcji. Wszystko zależy od tego ile wpłacicie. Żeby dostać jedną wystarczy wpłacić już 1000 €. Żeby dostać cztery, trzeba wpłacić 5000 € i tak dalej i tak dalej. Lista akcji dostępnych w losowaniu widicie teraz na ekranie. A jeśli też chcecie być bardziej na bieżąco z sytuacją na rynkach i w gospodarce i z różnymi spółkami oraz z tym jak je wyceniać, to koniecznie sprawdźcie też wersję premium portalu denna, gdzie można dołączyć do 2200 inwestorów ponad, którzy codziennie dostają różne analizy, przemyślenia o rynkach gospodarce, o spółkach i ode mnie i całego naszego zespołu, a także mają możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości ponad 4 miliony złot. To są duże pieniądze, które generują dużo emocji, ale przede wszystkim generują masę nauki. Więcej na ten temat znajdziecie na stronie premiumdnarynków.pl. Link jest oczywiście w opisie tego nagrania. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]

Przewijanie do góry