Wojna Handlowa i Jej Konsekwencje
Trump znowu namieszał! W najnowszym odcinku Finweek omawiamy wpływ wojny handlowej USA-Chiny na rynki finansowe, inwestycje w sztuczną inteligencję (AI) oraz nadchodzący sezon wynikowy spółek.
Analizujemy ostatnie decyzje Donalda Trumpa dotyczące ceł, ich wpływ na giełdy i możliwe odpowiedzi Chin. Omawiamy również stanowisko FEDu w sprawie stóp procentowych w kontekście wojny handlowej.
Sztuczna Inteligencja (AI)
Prezes Amazonu Andy Jassy zapowiada rewolucję w dziedzinie AI, sugerując spadek cen chipów dzięki rosnącej konkurencji dla NVIDII. Dyskusja obejmuje wpływ tych zmian na rynek i strategie inwestycyjne.
Sezon Wynikowy Spółek
Przyglądamy się nadchodzącemu sezonowi wynikowemu w USA, omawiając prognozy dla kluczowych graczy, takich jak Netflix, Google, Tesla i Microsoft. Przedstawiamy również analizę przejęcia Versace przez Pradę i jej implikacje dla rynku dóbr luksusowych.
- Wpływ decyzji Trumpa na rynki
- Inwestycje w AI i konkurencja dla NVIDII
- Prognozy dla sezonu wynikowego spółek
- Przejęcie Versace przez Pradę
- Strategie inwestycyjne w kontekście wojny handlowej
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Spokojnie, w tym odcinku już nie będzie tylko o cłach Trumpa. W zasadzie nawet mało o nich będzie, bo ten temat zaczyna być już lekko nudnawy. Thank you. Zwłaszcza, że w tle całego tańcowania Trumpa z cłami dzieją się naprawdę ciekawe rzeczy. Zupełnie, zupełnie gdzie indziej. Opowiem wam na przykład o tym, jak naprawdę Chiny mogą odpowiedzieć na te cła albo czy stopy procentowe w Stanach faktycznie mają jakąś szansę na to, żeby spadły. Dodatkowo, i to jest niezwykle ciekawe, prezes Amazona Andy Jessie zapowiedział, że AI wcale nie musi być drogie. A problemem jego obecnej dość wysokiej ceny jest istnienie głównie jednego dostawcy, NVIDIA. No wniosek wniosek jest taki, że konkurencja na tym rynku dla Nvidia jest naprawdę mile widziana. Konkurencji będzie jednak mniej na przykład w świecie luksusu, bo Prada przyjmuje Versace. A no i startuje chyba jeden z najciekawszych od dawna sezonów wynikowych w Stanach Zjednoczonych. Zapraszam. Partnerem odcinka jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na amerykańskiej giełdzie Nasdaq. Załóż konto i odbierz do 20 darmowych akcji o wartości nawet 800 $arów każda. Dołącz do prawie 2100 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję za wszystkie ponad 66000 waszych subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją już teraz. [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] Celny taniec administracji Stanów Zjednoczonych trwa w najlepsze. Macie go dość? Nic dziwnego, bo ja też mam go dość. Ale pozytywna informacja jest taka, że wydaje się, że rynki też mają go powoli dość. Po tym jak S&B 500 i Nazdak dwa tygodnie temu zaliczyły jeden z najgorszych tygodni w całej swojej historii, to w środę 9 kwietnia amerykańskie spółki technologiczne na przykład na jednej sesji wystrzeliły o 12,2%. to NZdach 100. No swoim zachowaniem przypominając bardziej takiegoś shitcoin z krypto, a nie dojrzały rynek akcji. Właściwie w trakcie tej jednej wtedy sesji amerykańskie akcje wymazały większość tragicznego spadku z poprzedniego tygodnia, więc inwestorzy, którzy w pośpiechu wtedy opuszczali rynek, mogą pluć sobie mocno w brodę. Za całym tym wystrzałem w kosmos stoi właściwie jedno zdanie wypowiedziane przez Trumpa, który zapowiedział, że cła na wszystkie kraje poza Chinami są odsunięte o 90 dni. No to uświadomiło rynkom, że jednak prezydent Stanów Zjednoczonych być może nie jest tak szalony, jak się tego obawiano. Trzeba jednak też uczciwie oddać, że sam zapowiedział chwilę przed tym ogłoszeniem, że nie ma lepszego momentu na kupowanie akcji. W sumie to chyba nie był w takim razie jakiś inside news, bo przeczytać go mógł absolutnie każdy w sieci. I jak się okazało, to faktycznie był świetny moment na kupowanie akcji. Kolejnego dnia jednak Trump co prawda 90dniowego zawieszenia ceł nie odwołał, ale podniósł cłana Chiny ze 125% do 145%, co i tak nie ma żadnego znaczenia, bo czy jest 100, czy 200, czy 1000 realnie zamyka handel. Jednak z kolei już niedługo później pojawiły się zapowiedzi ustępstw, które mogłyby zostać dokonane. A tymczasem w piątek wieczorem administracja Stanów Zjednoczonych przyznała wyjątki od wysokich cel odwetowych dla smartfonów, komputerów i części elektroniki importowanej głównie z Chin. Wyjątek obojąchał też półprzewodniki, no co ogólnie było gigantycznym ułatwieniem dla firm technologicznych takich jak na przykład Apple, które w dużej mierze polegają właśnie na imporcie tych produktów, bo to tam postawiły sobie swoje montownię. Co więcej, jednak te cła, które zostały pobrane od 5 kwietnia, miały nawet zostać zwrócone, ale w sumie to w niedzielę wieczorem wycofano się z większości i wrócono do ceł na to wszystko, chociaż już wynoszących 20%, a nie 145%. To i tak spory krok wstecz w całej wojnie handlowej, ale jednocześnie krok, który sprawia wrażenie ekstremalnego chaosu komunikacyjnego w białym Domu i trochę chaosu, nad którym chyba nikt nie panuje. No więc jak widzicie, narzekacie na naszych polityków, a jak widać wszędzie wygląda to podobnie. Tak czy inaczej przez kolejne trzy miesiące teraz będą trwać negocjacje z pozostałymi krajami i nie wiadomo do końca, co z nich wyniknie. być może w trakcie tych trzech miesięcy albo za te trzy miesiące rynek dostanie kolejny pretekst do zwalenia się o 7% na jednej sesji, a być może dostanie powód do wzrostu o 7% na jednej sesji. I dla inwestora, i to jest niezwykle ważne, dla inwestora to jest podwójne wyzwanie, bo tak samo jak musi zapanować nad paniką, tak samo trzeba umieć panować nad euforią. A ja chcę, żeby to naprawdę głośno wybrzmiało. Gwarantuję wam, że to nie jest jeszcze koniec wojny celnej. Niemniej jednak z każdym kolejnym jej rozdaniem, z każdą kolejną rozgrywką i partią, rynki będą miały ją coraz bardziej w nosie. No i nic trochę nie dziwi w takim razie, że przedstawiciele Fedu, rezerwy federalnej, czyli Banku Centralnego Stanów Zjednoczonych są powściągliwi z obniżkami stóp. Oczywiście sygnalizują gotowość do zareagowania ze stopami procentowymi, ale unikają twardych zapowiedzi. W wypowiedziach publicznych i wywiadach wielu członków Fed jasno daje do zrozumienia, że nie planuje awaryjnych obniżek stóp jako zabezpieczenia przed możliwym spowolnieniem gospodarczym w Stanach, które miałoby zostać spowodowane cłami. Ale w razie potrzeby są gotowi do działania. Przewodniczący Jeremy Powell powiedział, że bank centralny nie musi się spieszyć z decyzjami, dopóki nie oceni skutków dynamicznych, ładnie powiedziane, działań handlowych prezydenta Trumpa. Natomiast dane z czwartku pokazały, że inflacja konsumencka w Stanach Zjednoczonych nieoczekiwanie spadła i to spadła dość mocno w marcu do poziomu 2,4% wobec oczekiwań na poziomie 2,5%. Inflacja bazowa z kolei, czyli ta pozbawiona cen energii i żywności spadła do 2,8%. To są odczyty rok do roku wobec oczekiwań na 3%. Mimo to wielu analityków oczywiście spodziewa się, że jakiekolwiek zastosowanie ceł przez administrację doprowadzi do wyższej inflacji i jednocześnie osłabi trochę wzrost gospodarczy. Może tak będzie, może nie będzie, ale faktem jest, że Trump trochę sam ukręcił na siebie Bach, bo cały czas naciskał na obniżki stóp ze strony Fedu, żeby obniżyć koszty obsługi zadłużenia Stanów Zjednoczonych i pomóc tej tak zwanej Main Street, czyli ulicy. A teraz dane pokazują, że w sumie te obniżki mogłyby się już zacząć, bo inflacja spada mocniej od oczekiwań, ale jednocześnie Trump wywołał niepewność gospodarczą, która to sprawia, że Fed wstrzymuje się z obniżkami, bo nie wie co będzie ostatecznie. Więc nawet jakby Fed chciał teraz ciąć stofy procentowe, to trochę nie może, bo panuje zbyt wiele niewiadomych na rynku. Mimo wszystko rynek tak czy inaczej wycenia z powrotem, że bank centralny w Stanach dokona aż czterech, czasem pięciu, zależy od tego jak w jaki dzień spojrzycie na notowania. Cięć stóp procentowych w 2025. I według mnie ponownie przestrzelił. Tak, spodziewam się obniżek, ale bliżej mi do dwóch w tym roku niż do czterech. Tymczasem przeskakujemy na tematy technologiczne, bo prezes Amazona Andy Jessie powiedział naprawdę kilka ciekawych rzeczy na temat sztucznej inteligencji jako takiej, ale również na temat branży sztucznej inteligencji. Po pierwsze odniósł się do wątpliwości inwestorów w zakresie tak dużych inwestycji w infrastruktury AI. Powiedział, że jest przekonany o tym, że każde doświadczenie klienta, każde zostanie zrewolucjonizowane przez sztuczną inteligencję. A w związku z tym Amazon też nie ma wyboru i musi szeroko i głęboko inwestować w ten temat pod każdym możliwym kątem. Skomentował też, że z tego powodu w Amazonie powstaje już ponad 1000 różnych aplikacji opartych o AI, które mają realnie zmienić sposób w jaki klienci robią zakupy, w jaki programują, w jaki korzystają z asystentów głosowych, oglądają filmy, słuchają muzyki, przeglądają reklamy, dbają o zdrowie, wszystko w tym kontekście. Niedawno spółka, czyli Amazon zapowiedział asystenta AI, który za pośrednictwem sklepu Amazon ma za nas zamawiać również rzeczy z innych sklepów, które akurat na Amazonie są niedostępne. Oczywiście proces będzie obsługiwał Amazon. cały fulfilment będzie obsługiwał Amazon, więc to Amazon zgarnie z tego tytułu trochę kasy, a dla klienta będzie to po prostu dużo wygodniejsze. Prezes Jessie odniósł się też do samych chipów AI, na których krocie zarabia obecnie NVIDIA. Jessie stwierdził, że chipy wcale nie muszą być takie drogie jak obecnie i w przyszłości nie będą. Dotąd większość rozwiązań AI była oparta na chipach od jednego dostawcy. A tymczasem nawet chipy Amazona oferują o 30-40% lepszy stosunek ceny do wydajności niż powszechnie dostępne obecnie chipy od Nvidia. również AMD ma w tym roku wypuścić nowe chipy, które mają osiągnąć 35rotny wzrost wydajności względem swoich obecnych układów. A to wszystko pokazuje, że rynek AI zmierza w kierunku fragmentacji i rozdrobnienia, co będzie sprzyjać konsumentom, co będzie sprzyjać hyperskalerom i miejmy nadzieję co będzie sprzyjać AMD, które jest pierwsze w kolejce, żeby potencjalnie odebrać trochę tortu od Nvidia. I ja zamierzam tę wskazówkę od szefa Amazona wykorzystać przy portfelu publicznym Freedom 24, który dla was prowadzimy. Na początku zaznaczę jeszcze dla niewtajemniczonych, może pierwszy raz o tym słyszycie, że publiczny portfel Freedom 24 to jeden z trzech publicznie prowadzonych dla was portfeli. Jeden to jest publiczny portfel kwartalny oparty o fundusza ETF, którego najnowsza aktualizacja była przed chwilą 13 kwietnia i który to portfel bije w szerokim terminie indeksy o ponad 50%. jak na razie dał nie tylko lepsze stopy zwrotu od tych szerokich indeksów, ale też osiągał to przy o wiele mniejszej zmienności. Natomiast portfel Freon 24 to jednak portfel o wiele bardziej agresywny oparty o indywidualne spółki zagraniczne, który ma udowadniać, że da się wygrywać z szerokim rynkiem akcji. Portfel pomimo takiej totalnej zagłady ostatnio po tym celnym tańcu Trumpa, dalej nie notuje jednak tragedii i od początku swojego startu bije szeroki rynek. od stycznia 2024 pokazuje niezmiennie plus 26%, co jak na ten ostatni miesiąc na rynku i tak uważam, że jest niemałym sukcesem, biorąc pod uwagę jak agresywny to jest portfel. W każdym razie do niego każdego miesiąca wpłacam nowe 600 €. Uzbierało się tam na razie 10200 € czystego kapitału. A w ostatniej aktualizacji publicznego portfela sprzed tygodnia ostro dokupowałem Mercado Libre, New Holdings, a także sporo akcji Amazona. Właśnie. Co chcę dokupić dalej? Zdecydowanie po takich zapowiedziach Andy Jessiego AMD. Widzicie, jako inwestorzy wielu z was ma według mnie problem ze zrozumieniem długoterminowego horyzontu budowę pozycji. Szukacie górek, szukacie dołków, próbujecie tym jakoś trejdować. To są zachowania, które często wynikają z braku zrozumienia, dlaczego coś w ogóle kupujecie. Jeśli rozumiesz, co robi firma, jeśli rozumiesz co kupujesz i uważasz, że akcje, które kupujesz są dobre po 120 zł, dolarów, wszystko jedno, to jak widzisz je po 100, to nie sprzedajesz, to bierzesz ich więcej, jeśli oczywiście możesz. I jeśli do tej logiki dorzucę analizę kosztu alternatywnego, to wychodzi mi, że powinienem pozbyć się z portfela minimalnej pozycji na C limited, która jest w zasadzie na zero i przenieść te środki w całości na MD. Dokładnie tak zrobiłem. Nie dlatego, że S limited mi się nie podoba, dlatego że uważam, że na AMD mogę obecnie od tych cen po prostu zarobić więcej. Wszystko inne, co obecnie mam w portfelu mi odpowiada. Niespecjalnie widzę sens w zmienianiu czegoś, bo po prostu wszystko co tam jest wydaje mi się dalej atrakcyjnie wycenione. Przestrzegam was jednak, że to jest ogólnie portfel bardzo ryzykowny. Jeśli ktoś ma niską tolerancję na ryzyko, to absolutnie w żadnym stopniu nie powinien się tym portfelem inspirować. W każdej chwili jednak, jeśli ktoś jest zainteresowany, to możecie go podejrzeć w linku, który znajdziecie w opisie tego nagrania. No jeśli czujecie, że chcielibyście spróbować, to analogiczny portfel na pewno będzie można w całości odzwierciedlić na koncie właśnie u partnera tego odcinka we Freedom 24. A być może nawet niektóre z tych akcji, które są w tym portfelu po tym jak założycie te konto, dostaniecie na swój rachunek bezpłatnie. Dokładnie tak, bo zakładając konto Freon24 z linka w opisie możecie otrzymać od trzech do 20 nawet darmowych akcji o wartości nawet 800 $ar każda. Lista akcji, które możecie otrzymać jest oczywiście teraz widoczna na ekranie. A żeby te akcje otrzymać, no to wystarczy założyć konto, wpłacić depozyt od tego ile wpłacicie, zależy ile akcji dostaniecie, podać specjalny kod promocyjny i już ta promocja trwa do końca kwietnia 2025 i naprawdę żal z niej nie skorzystać. A jeśli z kolei nie jesteście jeszcze gotowi na takie aktywne inwestowanie to możecie na przykład znaleźć sobie specjalne ETFY stopą dywidendy rzędu nawet 5%. Na przykład jednym z takich jest ISERS Euro Dividend. I tak zapowiedziałem osobny specjalny odcinek o ETFA dywidendowych. zagwarantuję, że tak się na kanale pojawi. W każdym razie wszystko to jest dostępne na pewno na rachunku we Freedom 24. Są tam też dostępne akcje Prady, a Prada robi bardzo ciekawy ruch, bo wojna handlowa wojną handlową, ale mamy największe przejęcie w 112letniej historii Prady, która przywraca wersacze włoskim właścicielom i może poprawić pozycję firmy w konkurencji z takimi gigantami jak LVM czy Caring. Dla samego Versace to również szansa na odwrócenie bardzo negatywnego trendu. Prada od miesięcy starała się o przejęcie domu mody założonego przez Gianoogo Versace w latach 70, który jest bardziej znany z takich krzykliwych kolekcji Petapo, o Jezu, Petapoch Petapoch. Z takich krzykliwych kolekcji. Petapochte. Bonżur. Dla prady, która słynie z bardziej stonowanej estetyki niż Versacee, przejęcie to oznacza poszerzenie oferty oraz powrót do przejęć po bardzo długiej przerwie. Transakcje z lat 90 na długie lata obciążyły firmę długiem, a to mocno utrudniało akwizycje jakichkolwiek innych konkurentów. Przejęcie Versace idzie pod prąd bardzo wieloletniemu trendowi wykupowania włoskich marek modowych przez zagraniczne koncerny. Francuski gigant LVMH, właściciel Louis Vitton czy Diora posiada też włoskie marki, które wykupił takie jak Fendy czy Loropiana. Z kolei Kering kontroluje Gucci i ma udziały w Valentino. Choć Versaceche nadal jest marką rozpoznawalną na świecie, no to jednak swoje 5 minut z lat 80 i 90 zdecydowanie ma już za sobą. Ambicje Capri, Capri to był poprzedni właściciel Versacee, żeby podwoić przychody firmy, zdecydowanie się nie spełniły. Styl marki przestał trafiać w gusta części klientów. Podwyżki cen ograniczyły dostępność produktów. No jak widać marka to nie wszystko w branży luksusowej i utrzymanie klienta też jest wyzwaniem. Przedaż Versace ma w każdym razie poprawić bilans Capri i umożliwić im skup akcji własnych oraz większe inwestycje w najważniejszą markę firmy, czyli Michaela Corsa. Po ogłoszeniu tej transakcji akcje Capris padały nawet 13%, a w ujęciu rocznym ich wartość zmniejszyła się już o około 66%. Natomiast Prada może rozpocząć ofensywę przejęć dzięki rekordowym wynikom finansowym z 2024 roku. Jej marka Miumiu skierowana dla młodszych klientów bardzo przyczyniła się do tego wzrostu przychodów i pomogła firmie przetrwać globalne spowolnienie w segmencie dóbr luksusowych w 2024 roku. Mimo to wartość Prady jest nadal znacznie mniejsza niż jej największych konkurentów, bo po spadku kursu akcji około 32% od lutowego szczytu wynosi ona 14 miliardów euro. Dla porównania LVM jest wyceniane na około 265 miliardów euro. A skoro już jesteśmy trochę przy wynikach, no to w tym tygodniu na dobre rozpoczynamy sezon wynikowy w Stanach Zjednoczonych i zaczynamy od banków, ale ciekawsze kąsk przyjdą jeszcze w czwartek przed świętami. Wtedy to raport opublikuje Netflix czy Taiwan Semiconductor Manufacturing, a po świętach zacznie się już cała lawina raportów. Dowiemy się co słychać w Beingu, Fordzie, Tesli, Visizie, Google, Pepsi, Microsofcie, Intelu, wielu, wielu innych. rynek znów dostanie, zwłaszcza w takim okresie, kolejne szalone powody do szalonej zmienności. No a już teraz raczej nie ma co na nią narzekać. Natomiast już przed pełnymi raportami wiele spółek podzieliło się pewnymi szacunkami i prognozami. Walmart na przykład utrzymał całoroczne prognozy wzrostu sprzedaży i zysków deklarując, że mimo obaw o rosnące ceny związane z cłami, on nie podniesie cen dla swoich klientów. Akcje Walmarta, które od 2 kwietnia od ogłoszenia nowych ceł przez Trumpa spadły o prawie 9%, w środę odrobiły większość strat kończąc dzieć z wynikiem plus 9,6%, a kurs wzrósł około 4%. Dodatkowo tuż po ogłoszeniu 90dniowego zawieszenia ceł. Cena akcji Walmarta od wielu lat rośnie i tak jak szalona, pomimo tego, że biznes spółki zdecydowanie rośnie wolniej. No i w efekcie ten sklep spożywczy, sieć sklepów spożywczych, który rośnie w tempie 5% rocznie na przychodach jest wyceniany dużo drożej niż technologiczni giganci jak Google, który rośnie w tempie 14%. Czy to znaczy, że Walmart jest za drogi? Niekoniecznie, ale na pewno w takim porównaniu oznacza to, że Google jest za tanie. A skoro już zahaczyliśmy o Google, no to ta spółka również podzieliła się częścią swoich planów jeszcze przed opublikowaniem pełnego raportu. I to co wydaje się najważniejsze, to że mimo całej niepewności znowu wywołanej cłami, Google podtrzymuje plany inwestycyjne na poziomie około 75 miliardów dolarów w rozbudowę infrastruktury centrów danych. Firma na pewno chce w ten sposób uspokoić trochę inwestorów, pokazując, że jej strategie związane ze szóstą inteligencją zaczynają już przynosić konkretne zwroty i że warto w nie inwestować dalej. No i dobrze, że to robią, bo inwestorzy są coraz bardziej zaniepokojeni gigantycznymi kosztami projektów AI. Nie drzyj się tak tu. Tym bardziej, że napięcia wokół cełów wprowadzanych przez prezydenta mocno destabilizują rynek i mocno pogarszają gospodarcze prognozy. Szef Googlea alfabetu Sundar Picaji, który niespodziewanie pojawił się na corocznej konferencji chmurowej firmy, powiedział, że inwestycje zosta przeznaczone między innymi na zakup chipów i budowę serwerów wspierających kluczowe usługi, takie jak wyszukiwarka Google czy rozwój modelu AI Gemini. Planowany budżet inwestycyjny ujawniony po raz pierwszy w lutym był o 29% wyższy od oczekiwań analityków na tamten moment dla Googlea. No a zapytany o to, czy amerykańskie CUA mogą podnieść koszt budowy centrów danych, Sacin Gupta, wiceprezes i dyrektor generalny do spraw infrastruktury Google Cloud przyznał, że koszt importu sprzętu może wzrosnąć, ale utrzymujący się popyt ze strony klientów wciąż uzasadnia dalsze inwestycje. No jeśli to nie brzmi dla was byczo, zwłaszcza po ostatnich spadkach, to nie wiem, co może brzmieć bardziej byczo. A kiedy kurz wojny handlowej trochę już opadł i okazało się, że największym poszkodowanym nowej polityki handlowej Stanów Zjednoczonych mogą być Chiny, no to warto zastanowić się, czym Chiny naprawdę mogą odpowiedzieć, bo chińskie akcje mimo wszystko nie wydają się za bardzo dowierzać chyba w to, że te cła rzeczywiście się utrzymają na takim poziomie. Indeks Hangseng od dołka w środę zeszłego tygodnia urósł o 9% i wszystko wskazuje na to, że tamtejszy rynek jakoś nie kupuje straszaków Trumpa, tylko zakłada, że oba kraje będą się musiały jakoś dogadać na lżejszych warunkach lub no właśnie lub Chiny mają dużo więcej możliwości do działania. Jak więc Chiny mogą obronić się przed tym potencjalnym wpływem ceł, zakładając, że one by zostały? No poza negocjacjami mają do wyboru dwie główne opcje. Pierwsza to osłabienie własnej waluty przez na przykład sprzedawanie jej na rynku. A słabszy Juan zdecydowanie będzie sprzyjał eksporterom. No bo de facto zagranica będzie mogła kupować sobie trochę te rzeczy taniej, więc pomimo ceł, które dadzą droższe ceny, to Juan sprawi, że będzie trochę taniej. To zresztą klasyczna taktyka Chin. No ale w obliczu takich ceł jak 145% raczej przyniesie niewielkie skutki. Może się sprawdzić na poziomie CE 10%, ale nie na poziomie 145%. Ale jest też druga opcja, kosmiczna stymulacja fiskalna rynku wewnętrznego. Chiny to dalej ogromny kraj z ogromną liczbą ludności. Jeśli więc udałoby im się pobudzić popyt wewnętrznym i zachęcić ludność do większego konsumowania, to również w pewnym stopniu może udać im się uratować gospodarkę przed jakimś negatywnym wpływem restrykcji handlowych. Chiński premier nawet Leang zapewnił, że jego kraj dysponuje wystarczającym arsenałem narzędzi polityki gospodarczej, żeby w pełni zneutralizować wszelkie zewnętrzne wstrząsy i ponownie wyraził optymizm co do wzrostu gospodarczego Chin w 2025 roku. Premier Leikiang wezwał również Unię Europejską do zwiększenia dialogu z Pekinem i poszerzenia wzajemnego otwarcia rynków. zaapelował, żeby obie strony jak najszybciej zainicjowały nową rundę wysokiego szczebla rozmów o współpracy strategicznej i handlowej, a także rozwoju zielonych i cyfrowych technologii. No więc być może nawet cała ta hucpa Trumpa doprowadzi do większego zbliżenia Unii Europejskiej i Chin. Czy tak będzie? Zobaczymy. W każdym razie to wszystko w tym filmiku, który powstał dzięki partnerowi tego odcinka Freedom 24. Jeśli uważacie go za wartościowy, to pomóżcie znaleźć go też innym. Kliknijcie łapkę w górę, zostawcie suba, napiszcie coś w komentarzu i pamiętajcie, że na innych naszych social mediach często pojawiają się treści, których nawet nie ma na YouTubie. Również warto je śledzić. Linki oczywiście w opisie filmu. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]








