WIECZNY DOCHÓD Jest Prostszy Niż Myślisz: TRZYMAJ AKCJE I ZBIERAJ DYWIDENDY! [Gra bez końca w inwestowaniu]

Czy warto inwestować w spółki dywidendowe?

Więcej niż strategia inwestycyjna – to filozofia finansowa. W tym filmie omówiono koncepcję gra bez końca Simona Sinka i jej zastosowanie w inwestowanie dywidendowe. Czy inwestowanie to tylko gra o wygrane czy coś więcej? Odpowiedź tkwi w tym, czy dążysz do jednorazowego sukcesu czy budujesz trwały strumień dochodów na całe życie. Przedstawiono też różnicę między grami skończonymi (mecze, wybory) a nieskończonymi (biznes, zdrowie, relacje), a także dlaczego inwestowanie dywidendowe to idealny przykład drugiej kategorii. Dowiesz się, jak długoterminowe myślenie, dyscyplina i elastyczność mogą przynieść więcej, niż spekulacja i szybkie zyski.

W filmie wyjaśniono, dlaczego inwestowanie w spółki regularnie wypłacające dywidendy to strategia dla tych, którzy myślą w kategoriach lat, a nie tygodni. Wspomniano o ważnych elementach takich jak: budowanie zaufanych zespołów (solidne spółki), elastyczność egzystencjalna (zmiana portfela gdy coś przestaje działać) oraz odwaga do przewodzenia (trzymanie się strategii mimo rynkowych wahli). Pokazano też, jak wzrost dywidendy może przekraczać inflację i jak w długim okresie tworzy się finansowe dziedzictwo dla pokoleń.

Jak zacząć inwestować dywidendowo?

W filmie podkreślono znaczenie jasnego celu i odpowiedniej mentalności. Bez określenia, czy grasz w grę skończoną czy nieskończoną, trudno wybrać strategię. Przedstawiono kilka kluczowych punktów z książki Synka, które pomagają zrozumieć, dlaczego inwestowanie dywidendowe to gra bez końca. Warto też zauważyć, że nawet jeśli zaczynasz od małych kwot, to regularne inwestowanie i reinwestowanie dywidend może w przeciągu lat dać niezależność finansową. Warto zastanowić się, czy nasza strategia ma wbudowany mechanizm wiecznej gry.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Tak, wieczny dochód. To nie jest clickbite i nie przesłyszałeś się. Możesz raz zarobione pieniądze zagonić do pracy na całe życie. Czy nie fajnie byłoby raz zarobić pieniądze, zainwestować je i czerpać z tego korzyść już całe swoje życie? Ja to już robię od czterech lat w formie prowadzenia portfela dywidendowego i całkiem nieźle to działa. Oczywiście ceny moich akcji się zmieniają, czasami rosną, czasami spadają, ale jest jedna zmienna, która aby było zabawniej jest stała. Systematyczny dochód z dywidend, czyli mityczny dochód pasywny, który jedni uwielbiają, a inni nienawidzą. Jednak to, do której grupy będziesz należeć, w dużej mierze będzie zależało od twoich oczekiwań i od tego, w jaką grę grasz. Ja gram w grę bez końca, która będzie trwała całe moje życie. Dlatego inwestowanie dywidendowe w moim przypadku tak świetnie się sprawdza. Ale zaraz wam wszystko dokładnie wytłumaczę. Mam na imię Tomek. Od 2022 roku zainwestowałem prawie pół miliona złotych w akty spółek dywidendowych. Jeżeli da się zbudować sensowny dochód pasywny ze spółek dywidendowych, to planuję tego dokonać w najbliższych latach. W zeszłym tygodniu zebraliśmy 160 lajków pod wideo i widziałem, że przez pierwsze dwa dni to co piąta osoba zostawiała lajka. To bardzo wysoka skuteczność, przynajmniej na tle tego co wcześniej obserwowałem. Także brawo wy. Zachęcam was do zostawienia kolejnego lajka i dalej walczymy o magiczne 250 lajków pod wideo. Dodatkowo proszę pamiętajcie, że wszystko to co tutaj usłyszycie to jest moje prywatne zdanie oraz moje doświadczenie, którym się dzielę i nie jest to porada inwestycyjna. Zacznijmy od zrozumienia idei gry bez końca i tego skąd ona się w ogóle wzięła albo skąd ja ją wziąłem, bo możliwe, że znajduje się w różnych innych źródłach. Simon Sinek w swojej książce zatytułowanej Gra bez końca przedstawia fundamentalną różnicę między dwoma rodzajami gier. Grami skończonymi i grami nieskończonymi. To rozróżnienie jest kluczowe dla zrozumienia jak budować trwały sukces zarówno w biznesie jak i w życiu osobistym. Ta różnica wam wyjaśni dlaczego inwestowanie dywidendowe dla jednych jest super sprawą. A dla innych nie jest w ogóle opcją i nie lubią o tym słuchać. Gry skończone to takie, które mają jasno określone zasady, znany graczy, konkretny cel i wyraźny koniec. W grze skończonej jest zwycięzca i przegrany. Przykładem może być mecz piłki nożnej, partia szachów czy wybory polityczne. Wiemy kiedy się zaczynają, kiedy się kończą, kto gra i co oznacza wygrana. Celem jest zwycięstwo, a po jego osiągnięciu gra się ukończy. Gry nieskończone natomiast nie mają ustalonego końca. Nie ma w nich wyraźnego zwycięzcy ani przegranego. Ich celem nie jest wygrana, lecz kontynuowanie gry. Widzicie już mniej więcej o co mi chodzi. Zaraz sobie jeszcze o tym opowiemy na przykładzie inwestowania dywidendowego. W grach nieskończonych gracze mogą się zmieniać, zasady mogą ewoluować, a jedynym prawdziwym celem jest utrzymanie się w grze tak długo jak to możliwe i zapewnienie jej trwania dla przyszłych pokoleń. Biznes, polityka, życie małżeńskie czy dążenie do samorozwoju to według Synka przykłady gier nieskończonych. Nie da się wygrać w biznesie raz na zawsze, bo rynek ciągle się zmienia. Pojawiają się nowi konkurenci, a potrzeby klientów ewoluują. Podobnie nie da się wygrać w małżeństwie. To ciągła praca, adaptacja i dążenie do utrzymania relacji. Sinek argumentuje, że wiele problemów w biznesie i przywództwie wynika z tego, że ludzie i organizacje podchodzą do gry nieskończonej, jako jest biznes z mentalnością gry skończonej. skupiają się na krótkoterminowych celach takich jak kwartalne zyski i pokonanie konkurencji czy osiągnięcie konkretnego wyniku w danym roku. Takie podejście prowadzi często do wyczerpania, jakiś nieetycznych zachowań i ostatecznie do problemów, ponieważ prawdziwym celem jest przetrwanie i rozwój w nieskończoność, a nie jednorazowe zwycięstwo. Aby lepiej zrozumieć te koncepcje, przyjrzyjmy się dwóm prostym przykładom. Wyobraź sobie dwie firmy technologiczne produkujące smartfony. Firma A gra, żeby wygrać teraz. zależy jej na pierwszym miejscu w tym kwartale, więc kopiuje konkurencję, mocno reklamuje się i ma parcie na szybkie wyniki. Jak to mówią, liczą się wyniki. Może szybko wskoczy na szczyt, ale również szybko z niego spada, bo nie myśli o przyszłości. Firma B gra długoterminowo. Jej celem jest upraszczanie technologii, żeby służyła ludziom. Pracownicy są zmotywowani, klienci lojalni, a firma nie boi się porzucać starych produktów, gdy pojawią się lepsze rozwiązania. Nie zawsze jest numerem jeden, ale przetrwa każdą rynkową burzę. Ale może coś bliższego każdemu i przykład z normalnego życia. Wyobraźmy sobie osobę, która podchodzi do zdrowego stylu życia jak do gry skończonej. Jej celem jest schudnąć 10 kg do wakacji lub przebiec maraton w tym roku. Kiedy osiągnie ten cel, czuje się zwycięzcą i często wraca do starych nawyków, bo gra się skończyła. Efekt jojo, utrata motywacji po maratonie to typowe konsekwencje takiego myślenia. C został osiągnięty, więc nie ma już po co się starać. Inna osoba podchodzi do zdrowego stylu życia jak do gry nieskończonej. Jej słuszną sprawą jest utrzymanie energii i sprawności fizycznej przez całe życie, aby móc cieszyć się każdą chwilą z rodziną i realizować swoje pasje. Nie skupia się na konkretnej wadze czy jednym biegu, ale na codziennych nawykach, regularnych ćwiczeniach, zdrowym odżywianiu czy odpowiedniej ilości snu. Wie, że będą lepsze i gorsze dni, ale jej celem jest ciągłe dbanie o siebie, adaptowanie się do zmieniających się potrzeb organizmu i czerpanie radości z procesu. Nie ma końca tej gry. jest tylko ciągłe dążenie do bycia najlepszą wersją siebie. Taka osoba nie wygrywa raz na zawsze, ale cieszy się długotrwałym zdrowiem i dobrym samopoczniem, ponieważ jej mentalność jest nastawiona na ciągłe granie i rozwój. Teraz jestem pewien, że już wiecie do czego mniej więcej dążył. Przejdźmy do sedna i zobaczmy jak koncepcja gry bez końca idealnie pasuje do strategii inwestowania dywidendowego. W świecie finansów, gdzie wielu inwestorów skupia się na szybkich zyskach, spekulacji i pokonaniu rynku w krótkim terminie, to jest dokładnie mentalność gry skończonej. Inwestowanie dywidendowe wyróżnia się jako prawdziwa gra nieskończona. Patrząc na to tak z lotu ptaka. Inwestowanie dywidendowe to strategia polegająca na kupowaniu akcji spółek, które regularnie wypłacają część swoich zyskom akcjonariuszom w formie dywidendy. Celem nie jest szybkie sprzedanie akcji z zyskiem, choć to też może się zdarzyć, ale budowanie portfela, który generuje stały rosnący strumień dochodu pasywnego z dywidem. To strategia długoterminowa, często na całe życie, a nawet na pokolenia. To tak jak jakiś czas temu Stanisław napisał: "Widzisz, ja mam w nosie czy mój portfel jest na ATH, czy nie. Jak jest, to dobrze mnie interesuje czy co roku mam większą kwotę z dywidend." I co prawda ja jednak wolę, aby mój portfel był na ATH jak najczęściej, ale ogólnie założenie jest takie samo. Priorytetem jest powiększanie tej ilości akcji, które posiadamy, tym samym zwiększanie naszego dochodu pasywnego. Tutaj nie ma jakiegoś końca celu, kiedy powiemy mam dość. Oczywiście każdy chce dojść jak najszybciej do momentu, kiedy to ilość dywidend przewyższa nasze koszty życia, abyśmy mogli z nich żyć. Ale czy to jest koniec? Jak dywidendy będą rosły, to pewnie dalej część będziemy reinwestować. Mało tego, raczej nikt nie jest szalony i nie liczy, że nic się złego nie wydarzy i konsumuje cały dochód z dywidend. A może są wariaci wśród nas? Ja szczerze wolałbym z dywidend generować 25, może 50% więcej niż potrzebuję, aby tą nadwyżkę dalej reinwestować dla bezpieczeństwa, aby te wpływy z dywidend dalej rosły z roku na rok. W innym komentarzu Daniel napisał, ile stracił portfel dzisiaj. Akurat tam był taki kontekst, że ja w wideo wspomniałem, że mój portfel zrobił ATH i w końcu systematycznie rośnie dzięki zmianom, które wprowadziłem od kilku miesięcy. Ale patrząc z perspektywy gry nieskończonej, to ile stracił albo zyskał portfel jest pomijalne. Ważniejszy dla nas jest kierunek i to, czy zwroty, jakie dla nas generuje ten portfel nas zadowalają. Czy nasz dochód pasywny rośnie z roku na rok i czy biznesy w naszym portfelu zarabiają z roku na rok coraz więcej. Wiele rzeczy z perspektywy gry nieskończonej moglibyśmy tutaj wymienić, ale na pewno nie ile stracił lub zyskał nasz portfel. Raczej skupiamy się na innych elementach, a większy zysk lub mniejsza strata są takim efektem ubocznym dobrego zarządzania i tych wszystkich elementów, na których się skupiamy. Dodatkowo jest taki cytat: "Cena jest tym, co płacisz, a wartość jest tym, co otrzymujesz". Z drugiej strony nie musimy cały czas wygrywać z rynkiem. Musimy grać w swoją grę i zarabiać. W końcu po to robimy co robimy. Krzysztof na początku lutego napisał komentarz: "Styczeń plus 18%, mój celim średnioroczna stopa zwrotu plus 15% z akcji GPW. 15% w długim terminie przez wiele lat. Naprawdę dobra stopa zwrotu, ale po kilku latach hossy wymagania inwestorów mogą się zderzyć z inną rzeczywistością. Dzisiaj WIG 20 zrobił dobry wynik, więc będziecie się do niego porównywać i słuchać, że lepiej było kupić ETF Navig 20, tak jakby każdy rok wcześniej załadował się all in w jeden indeks i cieszył się z prawie 50% zwrotu, a S&P 500 dorzucał, że jest przereklamowany albo Ameryka upada. Jutro Wig zostanie w tyle, a S&P 500 zrobi powiedzmy 40%. Ludzie będą wam mówić i pisać, że bez sensu to, co robicie. Wystarczy kupić S&P 500 i nic nie robić. Oczywiście oni się 1 stycznia załadują all in WTF na S&P 500 i na koniec roku wam o tym przypomną, że wystarczyło go kupić. A o WIG 20 w gorszych latach wrzucą tylko, że kto normalny inwestuje na bananie. Ostatnio wam nagrałem wideo o tym, aby jasno określić po co inwestujecie i jak inwestujecie, bo inaczej w tym świecie zwariujecie, a im więcej siedzicie na mediach społecznościowych, tym większe szanse na ześwirowanie. Takie niestety są dzisiaj realia. Skrajności i strach się dobrze sprzedają i przykuwają uwagę, a czubków nie brakuje. Jesteśmy w takim momencie hossy, że jak zarabiacie, wasz portfel rośnie, to będziecie krytykowani za to, że zarabiacie za mało. To nie jest gra bez końca. To jest gra na zderzenie się z murem, bo bessy i kryzys są częścią rynków finansowych. Co prawda występują rzadziej i trwają krócej niż hosy, ale jednak dla jednych Bessa będzie ciężkim przeżyciem. Jednak jak gracie w grę bez końca, to będzie dla was okazją inwestycyjną i będzie was motywowała do zrobienia nadgodzin w pracy, abyście mogli kupić więcej akcji, bo będziecie wiedzieli, że dodatkowa praca w tym momencie zwróci wam się z nawiązką w kolejnych latach. Ba, będzie już dla was się zwracać przez całe życie. Ale wracając do tematu, spójrzmy jak inwestowanie dywidendowe wpisuje się w praktyki nieskończonej mentalności według Simona Sinka. Dla inwestora dywidendowego słuszną sprawą nie jest zarobienie miliona w rok. Czy pokonanie indeksu S&P 500 w tym kwartale, tak jak już wam przed chwilą o tym wspomniałem, to są cele gier skończonych. Prawdziwą słuszną sprawą jest osiągnięcie niezależności finansowej, czyli sytuacji, w której dochód z dywidend pokrywa lub przekracza bieżące wydatki. Ale to nie koniec. To także budowanie trwałego kapitału, który będzie generował dochód nie tylko dla nas, ale także dla naszych dzieci i wnuków. To tworzenie finansowego dziedzictwa, które będzie służyć kolejnym pokoleniom. To cel, który nigdy nie jest osiągnięty raz na zawsze, ale jest ciągle rozwijany i umacniany. Chodzi o to, aby gra generowania dochodu pasywnego trwała wiecznie, zapewniając bezpieczeństwo i możliwości na naszą przyszłość. W inwestowaniu dywidendowym zaufane zespoły to nic innego jak solidne, stabilne spółki, które konsekwentnie wypłacają i zwiększają dywidendy. Inwestor dywidendowy nie szuka gorących spółek, które obiecują szybkie zyski, ale często są niestabilne. Zamiast tego skupia się na firmach z długą historią wypła dywidend, silnymi bilansami, przewagami konkurencyjnymi i perspektywami wzrostu. To jak budowanie drużyny zaufanych graczy, którzy będą niezawodnie dostarczać wyniki przez długie lata. Dywersyfikacja portfela to również element budowania zaufania zespołu, rozkładanie ryzyka na wiele spółek i sektorów, aby pojedyncze potknięcie jednej firmy nie zrujnowało nam całej gry. Inwestor Divinedowy ufa, że te spółki zarządzane przez kompetentne zespoły będą kontynuować swoją działalność i dzielić się zyskami, co pozwoli mu pozostać w grze na zawsze. W inwestowaniu dywidendowym godnymi rywalami nie są inwestorzy, których chcemy pokonać. To raczej zmienność rynku, inflacja i pokusa krótkoterminowych spekulacji. Zmienność rynku, czyli wahania cen akcji może być często postrzegana jako wyzwanie, które zmusza inwestora dywidendowego do trzymania się swojej strategii i nie podejmowania pochopnych decyzji. Inflacja to kolejny rywal, który zmusza nas do szukania spółek, które są w stanie zwiększać dywidendy szybciej niż rosną ceny, aby realna siła nabywcza dochodu pasywnego nie malała. Pokusa szybkiego zysku z gorących akcji to także rywal, który testuje dyscyplinę inwestora. Ci rywale nie są do pokonania raz na zawsze, ale zmuszają nas do ciągłego doskonalenia strategii, edukacji i utrzymywania dyscypliny, aby gra trwała i była efektywna. Niektórzy się dziwią, że ja znowu coś tam kombinuję w mojej strategii inwestycyjnej. Ja nie kombinuję, tylko sprawiam, żeby była bardziej skuteczna. Inwestor dywidendowy, choć stawia na długoterminowość, nie jest sztywny. Musi wykazywać elastyczność. Oznacza to gotowość do adaptacji portfela do zmieniających się warunków rynkowych, gospodarczych czy technologicznych. Jeśli jakaś spółka przestaje być solidnym płatnikiem dywidend, traci przewagę konkurencyjną lub jej perspektywy długoterminowego wzrostu maleją, inwestor dywidendowy jest gotów ją sprzedać i zastąpić inną, która lepiej pasuje do jego słusznej sprawy. To nie jest rada strategii, ale i ewolucja. Chodzi o to, aby być wiernym celowi, czyli naszej niezależności finansowej i dziedzictwu, a nie konkretnym akcjom. Rynek ciągle się zmienia, a inwestor dywidendowy musi być gotów zmieniać swoje narzędzia, aby kontynuować grę w najlepszy możliwy sposób. Ja długo z tym miałem problem i za bardzo się przyzwyczajałem do akcji. Dlatego dzisiaj się staram polegać bardziej na liczbach niż na moich oczekiwaniach, ale jak wyjdzie to w praktyce, to dowiemy się dopiero za jakiś czas. Również w inwestowaniu dywidendowym odwaga do przewodzenia to przede wszystkim odwaga do bycia cierpliwym i zdyscyplinowanym, zwłaszcza w obliczu rynkowych zawirowań. Kiedy inni panikują i sprzedają, inwestor dywidendowy z nieskończoną mentalnością widzi okazję do zakupów dobrych spółek po niższych cenach, zwiększając swój przyszły strumień dywidend. To odwaga, by trzymać się swojej długoterminowej wizji, nawet gdy krótkoterminowe wyniki są słabe. To także odwaga, by ignorować szum rynkowy i nie ulegać modom czy spekulacjom. Prawdziwy lider w inwestowaniu dywidendowym to ten, kto konsekwentnie realizuje swoją strategię, niezależnie od tego, co się dzieje na rynku, bo wie, że jego celem jest gra bez końca, a nie szybkie zwycięstwo. Dla mnie dwa elementy z mojej strategii najmocniej współgrają z tą ideą. Jednym z nich jest wykres na my fun, struktury portfela w czasie, który właśnie widzicie. I ten wykres bardzo fajnie pokazuje rozwój w długim terminie. A dzięki temu, że dywidendy są naszym źródłem dochodu pasywnego, z którego korzystamy, to nawet kiedy rozpoczniemy moment korzystania z tych dywidend, to dzięki rozwojowi biznesów, w których akcje posiadamy, ten wykres dalej będzie rosnął i to bardzo fajnie obrazuje ideę gry bez końca. Jednak jeszcze lepiej w przypadku inwestorów dywidendowych grę bez końca oddaje rosnący strumień dywidend. Z miesiąca na miesiąc, z kwartału na kwartał, z roku na rok. Im więcej akcji nabywamy, tym więcej dywidend zbieramy. Im więcej nasze spółki zarabiają, tym więcej dywidend są w stanie nam wypłacać. To jest również świetny element gry bez końca. No bo nawet jak zaczniecie z tych dywidend korzystać, to one przy odpowiednim ulokowaniu kapitału dalej będą rosnąć. Te dwa wykresy mi zawsze przypominają w jaką grę ja gram. Tą, która trwa wiecznie i w której z każdym rokiem chcę być lepszy. A te liczby i wzrost tylko to potwierdzają. Natomiast jeżeli chcecie jakiś temat albo zagadnienie z waszego życia przystosować do takiej koncepcji gry bez końca, no to kilka kluczowych punktów, które Simon wymienił w swojej książce. Ten powyższy opis czy porównanie inwestowania dywidendowego do gry bez końca właśnie oparłem na tych pięciu punktach, które opisują nieskończoną mentalność. Po pierwsze słuszna sprawa to głęboki pozytywny cel, który wykrasza poza osobiste korzyści i inspiracje do działania. Jest to wizja przyszłości, która jest tak pociągająca, że ludzie są gotowi poświęcić się dla niej. Słuszna sprawa jest idealistyczna, odważna i nieosiągalna w sensie ostatecznym zwycięstwa, ale jest motorem ciągłego postępu. Ja dla przykładu posłużyłem się tutaj dochodem pasywnym z dywidend, ale takim, dzięki któremu możemy osiągnąć wolność finansową. Po drugie, zaufane zespoły, czyli budowanie środowiska, w którym ludzie czują się bezpiecznie, mogą wyrażać swoje opinie, przyznawać się do błędów i wzajemnie się wspierać. Zaufanie jest fundamentem długoterminowej współpracy i innowacji. Ta kwestia bardziej się odnosi do organizacji, ale w naszym przypadku nasz zespół jest bardziej wewnętrzny i postrzegam to jako mój portfel dywidendowy. Dlatego te zaufane zespoły opisałem jak solidne, stabilne spółki, które konsekwentnie wypłacają i zwiększają dywidendy. To jak budowanie drużyny zaufanych graczy, którzy będą niezawodnie dostarczać wyniki przez długie lata, co również zapewni nam dywersyfikację i rozłożenie ryzyka. Po trzecie, godni rywale. Postrzeganie konkurencji nie jako wrogów do pokonania, ale jako partnerów, którzy poprzez swoje działania zmuszają nas do bycia lepszymi. Goni rywale inspirują do doskonalenia i innowacji. Dla nas to będzie zmienność rynku, inflacja i pokusa krótkoterminowych spekulacji. Po czwarte, elastyczność egzystencjalna, czyli gotowość do radykalnej zmiany strategii, a nawet modelu biznesowego, aby pozostać wiernym swojej słusznej sprawie. Oznacza to odwagę do pożycenia tego, co działało w przeszłości. jeśli nie służy już długoterminowemu celowi. W naszym przypadku, ja to raczej postrzegam jako nieprzywiązywanie się do akcji. To, że dzisiaj sobie dany biznes dobrze radzi i generuje rosnące dywidendy, to nie znaczy, że tak będzie za 5 czy 10 lat. Jak widać pewne oznaki słabości, to nie trzeba bać się wprowadzać tych zmian. Zresztą tak samo jest z naszą strategią inwestycyjną. To co dzisiaj dla nas działa i nam odpowiada niekoniecznie musi być dla nas najlepsze za 5 lat. Więc warto czasami się zatrzymać i zastanowić, czy podążamy odpowiednią dla siebie ścieżką, a może coś się zmieniło. Oraz po piąte, odwaga do przewodzenia. Liderzy muszą mieć odwagę, by podejmować decyzje, które służą długoterminowej, słusznej sprawie, nawet jeśli są one niepopularne w krótkim terminie lub wymakają poświęceń. I to w sumie jest trochę przedłużenie poprzedniego punktu, ale również w inwestowaniu dywidendowym odwaga do przewodzenia to przede wszystkim odwaga do bycia cierpliwym i zdyscyplinowanym. to odwaga, by trzymać się swojej długoterminowej wizji, nawet gdy krótkoterminowe wyniki są słabe, a także odwaga, by ignorować szum rynkowy i nie ulegać modom i spekulacjom. Także zamykając to w jedną klamrę, koncepcja gry bez końca Simona Sinka to narzędzie myślowe, które pomaga nam zrozumieć jak budować trwały sukces w każdej dziedzinie życia, nie tylko w inwestowaniu. W kontekście inwestowania dywidendowego przyjęcie nieskończonej mentalności oznacza odejście od pogoni za krótkoterminowymi zyskami na rzecz budowania trwałego strumienia dochodu pasywnego i finansowego dziedzictwa. To strategia, która nagradza cierpliwość, dyscyplinę i długoterminową wizję, pozwalając nam grać w tą grę finansową, niezależnie przez całe życie. Pamiętajcie, że w grze bez końca nie chodzi o to, by wygrać, ale o to, by grać dalej i czerpać z tego satysfakcję. I to chyba jest najważniejsze zdanie w tym wideo. Czy wasza strategia inwestycyjna ma wbudowany mechanizm wiecznej gry, czy może gracie w konkretną grę i chcecie osiągnąć konkretny cel? Jedno i drugie podejście działa. Tylko pytanie, które podejście lepiej realizuje wasze cele i oczekiwania? W moim przypadku inwestowanie dywidendowe jest zdecydowanie nastawione na grę bez końca i to mi bardzo odpowiada. Może dlatego jak trafiłem na ideę gry bez końca to od razu zwróciłem na nią uwagę. Jak już wam wspomniałem tydzień temu, pogadaliśmy sobie o skuteczności oraz o celach. Warto się czasem zastanowić czego oczekujemy i dopiero potem na tej podstawie wybrać drogę czy strategię inwestycyjną. Możecie tak jak w moim przypadku mocno zmienić podejście, co jest wynikiem zmiany celu. I to nie znaczy, że wcześniej moja strategia inwestycyjna była zła. Była bardzo skuteczna i świetnie realizowała mój wcześniejszy cel. Natomiast w długim terminie trochę czegoś innego oczekuję, więc poprawiłem cel i zmieniłem to jak inwestuję. Aczkolwiek zmieniłem to może zbyt mocne słowo. Powiedziałbym, że lekko skorygowałem. Jak ktoś jest ciekaw jak to się stało i o co chodzi to zapraszam do poprzedniego wideo. A jak wygląda wasza strategia inwestycyjna? Czy gracie w grę skończoną, czy może nieskończoną. I jeszcze klasycznie na koniec ruchu z waszej strony. Dzięki temu mogę coś zmienić na świecie, a wy w tym micie pomóc. Zostaw najlepszy komentarz, zasubskrybuj kanał, a jak jeszcze nie dałeś łapki w górę, to śmigaj po nią. Do usłyszenia w kolejnym odcinku.

Przewijanie do góry