Dlaczego Norwegia eksportuje ropę, ale nie ma paliwa?
Norwegia, jeden z największych eksporterów ropy i gazu na świecie, zaskakująco staje przed problemem niedoboru paliwa dla własnych mieszkańców. Jak to możliwe? Kraj produkuje dziennie około 2 milionów baryłek ropy i eksportuje znaczna większość, jednocześnie importując gotowe paliwa, bo posiada zbyt małą infrastrukturę rafineryjną. W marcu 2024 roku sprzedał za granicę 56,6 miliona baryłek ropy, zarabiając ponad 5,4 miliarda dolarów. Tymczasem norweski fundusz emerytalny podwoił swoje inwestycje w Polską Rafinerię Orlen, co pokazuje, jak kraje kompensują brak rafinerii poprzez kapitałowe zainwestowania za granicą. Czy to ryzyko dla bezpieczeństwa energetycznego? Analiza sytuacji na rynkach ropy, skutków konfliktu na Bliskim Wschodzie i roli Norwegii w dostawach do Polski.
Odpowiedź jest prosta: ropa to nie benzyna. Aby uzyskać gotowe paliwa, potrzebne są rafinerie. Norwegia posiada tylko kilka małych rafinerii, które nie wystarczają na zaspokojenie wewnętrznego zapotrzebowania. Dlatego eksportuje surową ropę i importuje gotowe paliwa – paradoksalny model gospodarczy. Tymczasem Polska, dzięki rozbudowanej infrastrukturze Orlenu (700-800 tys. baryłek dziennie), ma komfortową sytuację i nawet wzrost produkcji paliwa lotniczego o 25% w 2023 roku.
Jak kryzys na Bliskim Wschodzie wpłynął na ceny ropy?
Zamknięcie cieśniny Ormuz i konflikty w Zatoce Perskiej spowodowały spadek światowego eksportu ropy o 20%, co podwoiło ceny na rynkach. Norwegia skorzystała na tym, zwiększając eksport i zyski. Jednak kraje Azji (Japonia, Korea Południowa, Indie) cierpią najbardziej, z racjonowaniem paliwa i wzrostem cen. Europa jest w lepszej sytuacji dzięki alternatywnym dostawcom, ale nadal wydaje setki miliardów euro rocznie na import surowców energetycznych.
Jaki wpływ na Polskę i bezpieczeństwo energetyczne?
Norwegia to jeden z głównych dostawców ropy do Polski (1/3 importu). Projekt Baltic Pipe zapewnia bezpieczne dostawy gazu. Mimo tymczasowych problemów z paliwem w Norwegii, Polska nie jest zagrożona – posiadamy własną produkcję i rezerwy. Kryzys pokazuje jednak, jak ważna jest zielona transformacja i redukcja zależności od paliw kopalnych.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Słuchajcie, bo to będzie naprawdę dobre i dawno nie słyszałem czegoś tak głupiego. Uwaga, przygotujcie się. Norwegia, kraj, który jest jednym z największych eksporterów ropy i gazu, nie ma paliwa dla własnych mieszkańców. Serio resier Norwegii Jonas Gacher Stoere powiedział, że rząd rozważa powszechne wprowadzenie pracy zdalnej, by zmniejszyć mobilność obywateli i zredukować popyt na paliwa transportowe. I teraz dla jasności. Tak jak mówiłem, Norwegia jest jednym z kluczowych eksporterów surowców energetycznych na świecie. Średnio dziennie produkuje około 2 miliony baryłek ropy, co daje odejmując dni wolne od pracy około 100 milionów ton ropy rocznie oraz około 120 do 130 miliardów met s gazu ziemnego, z czego eksportuje znaczną większość. Szczególnie w przypadku gazu Norwegia odgrywa ogromną rolę. jest drugim co do wielkości dostawcą gazu do Europy po Rosji. Norwegia pobiła w marcu kolejny rekord. Kraj sprzedał za granicę 56,6 miliona baryłek ropy, czyli o 27,3% więcej niż rok wcześniej. Średnia cena baryłki norweskiej ropy w marcu wyniosła około 97 $ar. To są olbrzymie nadmiarowe zyski. Wychodzi więc na to, że Norwegia woli sprzedawać własne surowce energetyczne za granicę, niż przeznaczać dla ich własnych obywateli. Większość krajowego systemu energetycznego jest zelektryfikowana i oparta na energii wodnej, głównie w północnej części kraju. W związku z tym uzależnienie od paliw kopalnych w zuużyciu wewnętrznym jest stosunkowo niewielkie. Model norweski opiera się przede wszystkim na eksporcie, elektryfikacji zużycia krajowego oraz ciągłym przepływie surowców, a nie ich magazynowaniu. >> A o co chodzi dokładnie w tym kryzysie i czy dostawy do Polski są bezpieczne, skoro Norwegia jest jednym z naszych głównych dostawców, to sprawdzimy dla was w dzisiejszym materiale. Zapraszam. Partnerem odcinka jest aplikacja inwestycyjna XTB, z której sam korzystam. XTB daje mi dostęp do tysięcy instrumentów finansowych, edukacji i najświeższych analiz ekspertów. Jeśli zarejestrujesz konto w XTB z kodem bednarski, otrzymasz dostęp do wyjątkowych materiałów edukacyjnych, które krok po kroku wprowadzą cię w świat finansów. Dzięki nim będziesz wiedzieć więcej. Sprawdź link w opisie. To teraz krok po kroku spróbuję wam wyjaśnić skąd w ogóle wziął się ten nadzwyczaj dziwny kryzys. Oczywiście pewnie wszyscy doskonale wiecie, że cieśnina Ormus znowu jest zamknięta, potem znowu otwarta, otwarta, zamknięta, zamknięta, otwarta i tak w kółko. W sumie to teraz nagrywając dla was ten materiał jest zamknięta, a równie dobrze zaraz może być otwarta. Tak serio to można od tego lekko postradać zmysły. Dojście w tym ładu i składu jest naprawdę ciężkie. Oczywiście to wszystko jest kwestią tego, że USA i Iran stale o coś się oskarżają po tym konflikcie, który w sumie to nie wiadomo czy on jest realnie zawieszony, czy też nie. Ale pewne jest jedno. 20% światowego eksportu ropy zostało uszczuplone, co spowodowało masywny wzrost cen ropy, która na światowych rynkach podrożała niemal dwukrotnie w krótkiej perspektywie czasowej. Norwegia tym samym zyskała szansę na zarobienie ogromnych pieniędzy. W końcu, jak już wam wcześniej wspomniałem, kraj sprzedał za granicę w samym tylko Marcu 56,6 miliona baryłek ropy, czyli o 27,3% więcej niż rok wcześniej. Średnia cena baryłki norweskiej ropy w marcu wyniosła około 97 $ar. Teraz prosta kalkulacja. 56,6 miliona x 97 $ar daje 5 miliardów 490 milionów 200 000 doarów i to wszystko w jeden miesiąc. Powód braku paliwa dla samych Norwegów kryje się w pewnym stopniu w zakupach norweskich funduszy emerytalnych, które jeszcze przed wybuchem tego konfliktu sporo zainwestowały w polskiego giganta, czyli w Orlen. W czwartek 29 stycznia swój raport roczny zaprezentował norweski fundusz majątkowy. Według tego arkusza, który mam teraz przed sobą na komputerze, norweski Państwowy Fundusz Majątkowy zarządzany przez Nortgers Bank Investment Management podwoił swoją pozycję na Orlenie. A co to ma do rzeczy? Oczywiście poza strategią inwestycyjną pokazuje także czego Norwegii realnie brakuje. I teraz dochodzimy do momentu, który rozwala całą tą historię od środka. Bo to nie tak, że Norwegii nagle brakuje ropy. Ropy mają pod dostatkiem. Problem polega na tym, że ropa to nie paliwo, które można wlać do baku. To są dwie zupełnie różne rzeczy. Ropa musi zostać przetworzona w rafineriach. A Norwegia przez lata funkcjonowała w modelu, który dzisiaj brutalnie się na niej mści. To o co chodzi w całym przemyśle rafineryjnym i petrochemicznym to o to, żeby jak najbardziej ten potencjał ukryty w ropie wykorzystać. A tutaj mamy próbki zarówno ropy surowej, która trafia do przerobu, jak i produktów, które już z tej ropy udało się uzyskać. Mamy tutaj paliwo lotnicze, benzynę, y, dwa rodzaje oleju napędowego. Tutaj jest olej przystosowany do niskich temperatur, dwa oleje smarowe i na końcu y olej opałowy. >> Kraj posiada tylko kilka rafinerii o relatywnie ograniczonej skali, które nie są w stanie pokryć pełnego zapotrzebowania wewnętrznego na paliwa transportowe. W praktyce oznacza to, że Norwegia eksportuje surową ropę na gigantyczną skalę, a jednocześnie importuje gotowe paliwa. I to jest absolutny paradoks tego całego systemu. >> Wynika to z faktu, że Norwegia jest państwem naftowym, to kraje nie posiadające własnej produkcji ropy zazwyczaj wprowadzają obowiązek utrzymywania większych rezerw. Norwegia takich regulacji nie potrzebowała, choć mimo to utrzymywała zapasy na poziomie około 20 dni. Norweski fundusz majątkowy zarządzany przez Northest Bank Investment Management zwiększa swoje zaangażowanie w Orlenie nie dlatego, że jest to przypadkowa inwestycja portfelowa. Nasz Orlen to jeden z największych graczy rafineryjnych w Europie środkowo-wschodniej z rozbudowaną infrastrukturą przerobową, której Norwegii po prostu brakuje. Czyli Norwegowie robią coś bardzo sprytnego. Skoro nie mają wystarczających mocy przerobowych u siebie, to inwestują w podmioty, które te moce mają. To jest de facto eksportu. Zamiast budować nowe rafinerie u siebie, co jest drogie i czasochłonne i politycznie trudne, lokują kapitał tam, gdzie ta infrastruktura już istnieje. W idealnym świecie, który skupia się na finansach, to jest świetna sprawa, ale jeśli coś pójdzie bardziej nie tak i kryzys będzie się przedłużał, to nagle okazuje się, że idealne rozwiązania z punktu widzenia finansowego nie są najlepsze dla ciągłości funkcjonowania kraju. Rafinerie w Płocku, Gdańsku, Czechach czy na Litwie to łącznie ponad 700 do 800 000 baryłek dziennie mocy przerobowych. Norwegia o takich wynikach może jedynie pomarzyć. W ramach grupy Orlen działa siedem rafinerii oraz dwa zakłady petrochemiczne. Wszystkie zakłady mają niebagatelne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego krajów Europy środkowo-wschodniej. Rocznie przetwarzają około 37 milionów ton ropy naftowej. Aczkolwiek Norwegia ma coś, czego brakuje w większości państw Europy. Kiedy my w Polsce kłócimy się, czy palić, czy nie palić węglem, albo wzajemnie obrzucamy się nie powiem czym, że zielona energia jest B, to Norwedzy sprzedają ropę i gaz zarabiając na tym krocie. A to co zarabiają inwestują właśnie bezpośrednio w zieloną energię. To powoduje, że nawet brak paliwa nie zatrzymuje nagle tego kraju gospodarczo. Norwy mają ponad milion samochodów elektrycznych, co sprawia, że nawet ograniczenia w dostępie do surowców energetycznych nie są istną katastrofą. Około 98 do 99% energii elektrycznej w Norwegii pochodzi z odnawialnych źródeł. I co najważniejsze to nie jest miks jak w większości krajów. To jest praktycznie jeden dominujący filar. Zdecydowana większość tej energii, bo około 90 do 95% pochodzi z hydroelektrowni. Norwegia ma ponad 1700 elektrowni wodnych i tysiące zbiorników retencyjnych, które działają jak naturalne baterie. Woda spływa z gór, napędza turbiny i produkuje prąd. Prosty mechanizm, ale w ich geografii ekstremalnie skuteczny. Więc obecny kryzys paliwowy dotyczy przede wszystkim zmotoryzowanych, ograniczonych do pojazdów napędzanych paliwem oraz część norweskiego przemysłu, ale w bardzo niewielkiej skali. Według informacji publikowanych przez rząd, Norwegia utrzymuje obowiązkowe zapasy paliwa odpowiadające około 20 dni zużycia. To poziom wyraźnie niższy niż w sąsiadujących krajach nordyckich, takich jak Szwecja czy Finlandia. Tam wymagania sięgają około 90 dni. Norwecy po prostu wiedzą, że paliwo nie jest im aż tak potrzebne. Chcą to teraz w jakimś stopniu zabezpieczyć. Jednak nie jest to mustev. I choć Norwegą grozi obecnie możliwa pracozdalna, nie zmienia to w zasadzie w kontekście dalszego eksportu surowców energetycznych zupełnie nic. Obecnie Norwegia to jeden z głównych dostawców energetycznych do Polski, zwłaszcza po embargo na rosyjski węgiel, gaz i ropę, które to zmusiło nas do zdywersyfikowania dostaw. Od jakiegoś czasu nasz kraj sprowadza z tego skandynawskiego państwa także duże ilości ropy naftowej. Z danych wynika, że ropa z Norwegii stanowi obecnie około 1/3 całego importu tego surowca. Jak pewnie wiecie, gaz z Norwegii do Polski trafia dzięki projektowi Baltic Pipe, o jakim kilka lat temu zrobiliśmy dla was materiał. Najbardziej zagrożone obecnym kryzysem paliwowym są jednak kraje Azji, które praktycznie żyją z dostaw przepływających przez ten jeden wąski punkt na mapie, jakim jest cieśnina Ormus. Japonia importuje przez Ormus około 80 do 90% swojej ropy. Korea Południowa podobnie, India około 60-70%. Podczas gdy drony i pociski sieją spustoszenie w zakładach naftowych i gazowych na Bliskim Wschodzie oddalonych o tysiące kilometrów, wojna wywołała kryzys w Azji, gdzie niedobory energii dotknęły niemal wszystkie kraje tego kontynentu, które w zakresie dostaw są uzależnione od zatoki perskiej. Japonia i Korea Południowa sięgają po rezerwy strategiczne, podczas gdy kraje rozwijające się takie jak Wietnam, Kambodża, Tajlandia i Filipiny wprowadzają racjonowanie paliwa, a w Indiach zamykane są stacje benzynowe. Wybuchły protesty w związku z gwałtownym wzrostem cen i dotkliwymi niedoborami. >> Europa paradoksalnie jest w nie najgorszej sytuacji właśnie dzięki obecności Norwegii. A zielona transformacja, o jakiej tak dużo się mówi, jest Unii bardzo potrzebna. Nie mamy wystarczająco dużo surowców energetycznych, a dalsze płacenie państwom arabskim czy Amerykanom tak ogromnych sum to jest jawne żerowanie na europejskim dobrobycie. Według danych Eurostatu oraz analiz Komisji Europejskiej, jeszcze przed kryzysem energetycznym, UE wydawała rocznie około 300 do 400 miliardów euro na import surowców energetycznych. Po wybuchu wojny i skoku cen w 2022 roku kwota ta eksplodowała nawet do poziomu ponad 600 lub 700 miliardów euro w skali roku. Dla porównania to jest więcej niż cały budżet wielu krajów razem wziętych. Sama ropa odpowiadała za około 60% tej kwoty. Gaz za kolejne 25 do 30%, a reszta to węgiel i inne nośniki energii. I teraz najważniejsze, ogromna część tych pieniędzy trafia poza Europę. właśnie do państw zatoki perskiej, do USA, Afryki Północnej, a także do Norwegii, która jeszcze jest z nami bezpośrednio ekonomicznie połączona, więc tutaj aż tak to nie boli. Niemniej Europa co roku wysyła setki miliardów euro na zewnątrz tylko po to, żeby utrzymać swoją gospodarkę w ruchu. A jeśli ktoś serio jest takim dzbanem, żeby negować odchodzenie od paliw kopalnych, to serio mu współczuję. Ale ekonomia jest tutaj nadzwyczaj prosta i po prostu brutalna. Jak mielibyśmy ropę w Polsce albo nieograniczone ilości gazu, być może jeszcze są, ale ich nie odkryliśmy, to jak najbardziej trzeba wydobywać, ale jak ich nie ma, no to odpowiedź chyba sama się na usta niesie. Co więcej, sam jestem zwolennikiem fuzji lub atomu, ale pragnę zauważyć, że u nas pierwszą elektrownię atomową, jeśli dobrze pójdzie, będziemy mieli w 2035 roku, kiedy ta biedna i zacofana Wielka Brytania aktualnie rozważa budowę elektrowni opartej właśnie na fuzji. Jako Polska niestety produkujemy minimalne ilości ropy naftowej, ale na szczęście sami przetwarzamy ropę na paliwo i mamy także duże zapasy paliwa lotniczego. Więc paradoksalnie my nie jesteśmy w złej sytuacji. Niemniej wydajemy za dużo na czysty surowiec, co powinno nas poniekąd martwić. >> Tak, paliwa lotnicze są bardzo wrażliwe. My na szczęście jako Polska mamy bardzo komfortową sytuację. Wczoraj był upublikowany raport Popkinu niezależnej organizacji skupiających graczy na rynku. Rynek paliwa lotniczego Jetta w Polsce urósł w zeszłym roku o 25%. Mamy chyba rekordowy wzrost w Europie, jeżeli chodzi o kraje tej wielkości co Polska, bo może w jakimś mniejszym kraju procentowo mogłoby być więcej, ale to jest rekordowy wzrost procentowy. No i mamy tu bardzo wygodną sytuację, bo cały czas mamy taki dobry bilans produkcji krajowej, czyli to co nasze rafinerie zarówno w Płocku, jak i w Gdańsku zapewniają w stosunku do konsumcji. Mocze i Norwegowie mają chwilowy zastój problemy z dostępnością do paliwa, ale mają tak dużo pieniędzy ze sprzedaży czystej postaci ropy, że w sumie mam wrażenie, że jakoś bardzo ten kryzys ich nie rusza. Całość można potraktować niczym ciekawostkę i dobrą lekcję z tego, jak działa gospodarka. W końcu Norwegia to świetny przykład państwa, które nastawia się głównie na zysk, a to co się da outsourceuje na zewnątrz. Są pewne ryzyka tej strategii, ale osobiście nie wierzę po prostu w to, że Norwegia nagle całkowicie stanie. To wydaje się być po prostu nierealne. Więc nawiązując do mojego bejtowego tytułu, czy to realnie jest poważny problem dla Norwegii, dla samego kraju nie. Dla części mieszkańców jak najbardziej, zwłaszcza jeśli nie żyją w miastach lub po prostu cierpią na ograniczony dostęp do infrastruktury. To właśnie ludzi z terenów wiejskich lub obszarów pozbawionych odpowiedniej infrastruktury ten problem najmocniej dotyka. Nawiasem mówiąc, problem jest mocno ograniczony, więc my w Polsce aktualnie tutaj w panikę popadać nie możemy. Właściwie w ogóle jej nie ma. Z mojej strony na dzisiaj to wszystko, a teraz czas na kolejne pytania z serii Q&A w komentarzach. To przechodzimy do Q&A. Podpiąłem sobie komputerek, więc czas na wasze pytania. Pierwsze pytanie od Przemysław www.6405. A kiedy powrót globalnych granic? Tęsknie. Globalne granice to była ta seria, gdzie omawialiśmy każde państwo z jego takimi najciekawszymi informacjami. I wiecie co, do globalnych granic wrócę tylko w trochę innym wydaniu, bo plan jest generalnie taki, że ruszymy w trasę po kilku krajach i zrobimy takie wiecie bardziej insiderskie materiały, ale to już wkrótce. Na razie musimy jeszcze kilka innych serii zrobić, ale więcej w swoim czasie. Kolejne pytanie piko 8.pl. Jeśli Trump zakończy konflikt na Bliskim Wschodzie, przefarbujesz włosy na blond? Czekam na odpowiedź. No słuchajcie, w blond chyba by mi nie było do twarzy, ale Piotrek, możesz teraz przerobić mnie na blond. Zobaczymy jak będę wyglądał. Teraz taka szybka próba. Oceńcie sami, to się może przefarbuję, chociaż nie chciałbym psuć włosów. Dobra, kolejne pytanie. Pasztet babuni 58. Panie Oskarze, czy może pan zakręcić globusem? Pewnie, słuchaj, kręcimy globusem. Ten globus jest trochę stary, bo generalnie on jest globusem przedwojennym. Pokażę wam zresztą jak wygląda. To jest ciekawe. Tutaj ta mapa jest dość wyjątkowa. Patrzcie jak wyglądała jeszcze Polska. Tutaj jak w ogóle wygląda półwysep arabski. No wiele z tych krajów właściwie albo nie ma, albo całkowicie zmieniły granice. A jak podoba wam się mój globus, to napiszcie w komentarzach. No i co w sumie z dzisiejszego Q&A to by było na tyle. Kolejne Q&A w kolejnym materiale, więc zadawajcie pytania w komentarzach. Dzięki i do usłyszenia. A no i najważniejsze, proszę nie zapomnijcie o subskrypcji, bo w dalszym ciągu, tak jak wynika z raportu mojego zespołu, ponad 50% z was, którzy oglądają nasz kanał, dalej nas nie subskrybuje, więc najwyższa pora to zrobić. Dzięki i do usłyszenia. Cześć.
