Główne tematy filmu:
W najnowszym odcinku Rynkowego Alertu Michał Fitz szczegółowo analizuje dynamicznie rozwijającą się sytuację na Bliskim Wschodzie, skupiając się na negocjacjach USA-Iran oraz ich wpływie na rynki globalne. Transkrypcja filmu ukazuje chaotyczne zmiany w podejściu obu stron, począwszy od chwilowego otwarcia cieśniny Ormus, przez kolejne przejęcia irańskich statków przez amerykańską marynarkę wojenną, aż po ryzykowne eskalacje militarne. Michał Fitz nie tylko tłumaczy poszczególne wydarzenia, ale analizuje także ich konsekwencje dla cen surowców energetycznych, indeksów giełdowych oraz stabilności geopolitycznej. Ponadto, w artykule omawia także inne ważne wydarzenia międzynarodowe, takie jak testy rakietowe w Korei Północnej, wzrost presji USA na Kubę, oraz rozmowy nuklearne Polski z Francją. Warto zauważyć, że w odcinku znajduje się również promocja platformy inwestycyjnej Freedom24, wraz z szczegółowymi informacjami o możliwościach bonusów za otwarcie konta.
- Negocjacje USA-Iran i ich ewolucja w czasie rzeczywistym
- Wpływ konfliktu na ceny ropy i giełdy światowe
- Geopolityka: Korea Północna, Kuba, Bułgaria, Polska-Francja
- Promocja platformy inwestycyjnej Freedom24
Zobacz pełną transkrypcję filmu
polecą czy nie polecą, spadną bomby czy nie spadną. W temacie wojny na Bliskim Wschodzie w ciągu ostatnich kilku dni wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Można było niemalże pójść spać w momencie, w którym cieśnina Ormus była jeszcze zamknięta, przespać jej otwarcie i obudzić się akurat na ponowne zamknięcie. Długo nie było wiadomo, jak przebiegnie i czy w ogóle odbędzie się druga runda rozmów pokojowych w Islamabadzie. Wiceprezydent USA najpierw miał na nią pojechać, później Donald Trump mówił, że jednak nie pojedzie ze względów wątpliwego bezpieczeństwa, a potem okazało się, że w sumie to może pojechać, tylko że koniec końców jednak nie miał po co. Podobnie blefowali Irańczycy. Ci oficjalnymi kanałami dawali znać, że nie podjęto żadnej decyzji w sprawie wyjazdu na rozmowy, bo żądania Amerykanów miały być nierealne. I to poniekąd mogła być prawda, bo pod koniec ubiegłego tygodnia Donald Trump mówił, że Irańczycy są w stanie zgodzić się na dużo więcej niż przed dwoma miesiącami, nawet na porzucenie programu nuklearnego i oddanie wzbogaconego uranu, czego przecież nie zamierzali robić jeszcze tydzień wcześniej. Mimo to kolejne kilkadziesiąt godzin później zaczęły pojawiać się informacje dotyczące tego, że delegacja reżimu jednak na negocjacje się wybierze. A we wtorek narracja znów się odwróciła i tak w koło Macieju. Wszystko to w momencie, w którym dwutygodniowe zawieszenie broni między obiema stronami zawisło na włosku. Iran bowiem zaatakował skonsternowane zmianami zasad tankowce, a Amerykanie niedługo później zaczęli przejmować statki płynące do Iranu. Jak widać, działo się dużo i to delikatnie mówiąc. Owszem, brzmi to może trochę jak rozwój afery nastoletnich influencerów, ale faktem jest, że tak właśnie w minionych dniach rozwijał się obecnie najważniejszy konflikt zbrojny na świecie. No można byłoby wręcz powiedzieć, że to cyrk na kółkach, gdyby nie fakt, że kółek nikt się nie dopatrzył. Oczywiście świat teraz kręci się wokół Bliskiego Wschodu, co pewnie nie spodobałoby się Mikołajowi Kopernikowi, ale to nie oznacza, że na geopolitycznej płaszczyźnie nie rozwijały się też inne zdarzenia. Polska robi kolejny krok w stronę Atomu i wiele wskazuje na to, że będzie szła ramię w ramię z Francją. W Gdańsku doszło bowiem do ważnego spotkania prezydenta Emmanuela Macrona z premierem Donaldem Tuskiem. Za to Bułgarzy niedługo po Węgrach wybrali nowy rząd, choć skłonili się wręcz w przeciwnym kierunku co Madziarzy. Muskuły prężył też Kim Dzong Kun. Zupełnie jakby był nieco zazdrosny, że cała rakietowa zabawa toczy się obecnie bez niego. Stany Zjednoczone jakby nie miały dość wojowania po raz kolejny tym razem za sprawą Marco Rubio, sugerują rychły podbój Kuby. Kto wie, być może dlatego poparcie dla Donalda Trumpa według sondaży spadło w ostatnich dniach do rekordowo niskich poziomów. Jeśli więc, drogi widzu, chcesz być na bieżąco z najważniejszymi sprawami na świecie, zapraszam na dzisiejszy alert. Partnerem odcinka jest Freedom 24, gdzie możesz zgarnąć darmowe akcje. Na przykład wpłacając 1000 € możesz wylosować jedną z kilkudziesięciu akcji. Im więcej wpłacasz, tym większy bonus otrzymujesz. Pamiętaj, że po wpłacie musisz wprowadzić odpowiedni kod. Dla minimalnej wpłaty, która gwarantuje otrzymanie dodatkowej akcji, ten kod to welcome 1. Szczegóły promocji znajdziesz w opisie. Ja nazywam się Michał Fitz. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby ominęły cię rzeczy ważne dla twoich finansów, to koniecznie dołącz do grona ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. Zacznijmy jednak od tego, co najważniejsze. Uporządkujmy sobie chronologicznie to, co działo się wokół Bliskiego Wschodu, bo to ważne, a główni zamieszani raczej tylko sprawę komplikowali, zamiast pomóc ją zrozumieć. W pierwszej kolejności mieliśmy zamieszanie z tymczasowym, dosłownie trwającym około dobę, otwarciem cieśniny Ormus. Jeszcze w ubiegły czwartek Donald Trump obwieścił, że udało się dogadać zawieszenie broni także między Izraelem a Libanem, które planowo miało potrwać 10 dni. To wydawało się krokiem w bardzo dobrym kierunku, wykonanym przez jedną ze stron. Dlatego druga Iran też postanowiła się dołączyć. W odpowiedzi na ten rozwój zdarzeń tamtejszy minister spraw zagranicznych ogłosił, że reżim odpuszcza blokadę cieśniny. Jak oficjalnie zakomunikowano, przepływ przez nią został całkowicie otwarty dla statków handlowych na okres do końca zawieszenia broni. W reakcji na tę wiadomość rynek zareagował bardzo optymistycznie. Ceny surowców energetycznych wyraźnie spadły. Baryłka ropy brand potaniała o około 8%, a z kolei notowania na amerykańskiej giełdzie poszły mocno w górę. Indeks S&P 500 skoczył o ponad 1% poprawiając rekord z ostatnich dni. Szkoda tylko, że nie trwało to tak długo jak miało. Cieśninę faktycznie na pewien czas otwarto, ale długo to nie potrwało, bo Iran szybko poróżnił się z Amerykanami. Ci bowiem na kolejne ustępstwa już iść nie zamierzali, o czym poinformował Donald Trump. Zresztą warto rzucić okiem na całą serię wpisów, które ten opublikował w krótkim czasie, bo część z nich zestarzała się niczym mleko na słońcu. Najpierw prezydent USA potwierdził otwarcie cieśniny Ormus przez Iran, jednocześnie zastrzegając, że amerykańska blokada irańskich portów pozostaje w mocy, dopóki umowa między obiema stronami nie zostanie w 100% dogadana. Chwilę później dodał, że Iran w ramach porozumienia oddawki wzbogaconego Uranu. A na tym nie koniec, bo według słów prezydenta USA Iran miał wręcz pomagać w odminowaniu cieśniny, by umożliwić jeszcze szybsze jej otwarcie. W międzyczasie pewnie nie odkładając nawet telefonu na biurko, sprzedał pstryczka w nosato. Napisał, że dopiero teraz otrzymał od przedstawicieli sojuszu telefon w sprawie udzielenia pomocy, ale im za nią podziękował. znów nazwał sojusz papierowym tygrysem i podkreślił, że ten nie wsparł go, kiedy to było faktycznie potrzebne. Później pojawiły się też wpisy z podziękowaniami dla sojuszników z Bliskiego Wschodu za udział w wojnie oraz dla Pakistanu za mediację. A na koniec wisienka na torcie. Tu cytat. Iran zadeklarował, że już nigdy więcej nie zablokuje cieśniny Ormus. Nie będzie ona już dłużej wykorzystywana jako broń przeciwko reszcie świata. No a to co zrobił jakieś 15 godzin później Iran najlepiej podsumowuje ta kultowa już scena z serialu Dexter. >> No nie uwierzycie co się stało. Iran ponownie zablokował cieśninę Ormus. Przesmyk, który już na zawsze miał pozostać otwarty, już w sobotę ponownie był zamknięty. Reżim tłumaczył, że jest to reakcja na podtrzymanie blokady irańskich portów przez USA. Niestety wiele wskazuje na to, że informacja ta nie dotarła do niektórych statków. Pomimo zmiany statusu cieśniny kilka tankowców próbowało przepłynąć, na co nie zamierzał pozwalać korpus strażników rewolucji Iranu. Według oficjalnych informacji przynajmniej trzy tankowce zostały ostrzelane przez irańskie okręty. Wśród nich były dwie indyjskie jednostki, w tym superankowiec przewożący aż 2 miliony baryłek ropy z Iraku. Mimo to Indie zareagowały bardzo powściągliwie, jedynie wzywając na dywanik ambasadora Iranu. Za to bardziej zdecydowane były Stany Zjednoczone. Te w niedzielę doprowadziły do pierwszego przejęcia statku, który chciał wpłynąć do jednego z irańskich portów. Według oficjalnych doniesień amerykańska marynarka wojenna miała przez okres sześciu godzin cyklicznie informować załogę tankowca, by ten zawrócił, bo nie przepłynie przez blokadę. To jednak jednostki nie zniechęciło. W odpowiedzi Amerykanie wysłali ostatni komunikat, w którym wezwali załogę do ewakuowania maszynowni. Następnie ostrzelali ją unieruchamiając tankowiec. Chwilę później amerykańscy komandosi przeprowadzili desant na pokład, przejmując statek. Załoga nie stawiała oporu, oficjalnie obyło się bez ofiar. Manewr ten mógł szczególnie nie spodobać się także Chińczykom. Jak zbadała redakcja Wall Street Journal, ówtankowiec należał do tej części floty, która regularnie odwiedzała chińskie porty. Ustalono, że ostatnim razem dokował w jednym z nich pod koniec marca, co dobrze przedstawiono na tej mapce. I niewykluczone, że wtedy na jego pokład załadowano bliżej nieokreślony prezent, bo tak nazwał go Donald Trump w rozmowie z CNBC. Agencja Reuters informowała, że żołnierze znaleźli narzędzia dwojakiego użytku, które mogłyby być wykorzystywane do celów militarnych. Warto nadmienić, że oficjalnie Chiny nie dostarczają Iranowi broni. Donald Trump we wspomnianym wywiadzie mówił zresztą, że to niezbyt miłe ze strony Sidzinpinga, bo ten zapewniał go, że nie wspiera reżimu militarnie. Niewykluczone, że z powodu tego znaleziska Amerykanie mocniej zasadzili się na kolejne jednostki, bo na tej się nie skończyło. We wtorek rano amerykańska marynarka wojenna poinformowała o wejściu na pokład innego tankowca powiązanego z irańskim reżimem. W komunikacie zaznaczono, że do akcji doszło w regionie Indo Pacyfiku. To jednak bardzo szeroka strefa i trudno jednoznacznie stwierdzić, czy operacja miała miejsce tuż przy samej blokadzie, czy może jednak gdzieś dalej. To, w jaki sposób komunikat sformułowano, może sugerować, że Amerykanie swoją działalność rozszerzyli. Tu cytat. Będziemy prowadzić globalne działania egzekwowania prawa na morzu, aby zakłócić nielegalne sieci i przechwytywać objęte sankcjami statki zapewniające materialne wsparcie Iranowi, gdziekolwiek działają. Iran nie podejmował stanowczych reakcji po tych działaniach Amerykanów. Tamtejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych skomentowało tylko sprawę, uznając ją za akt piractwa. Nic więc dziwnego, że w wyniku takiego rozwoju zdarzeń rynek zareagował negatywnie. Całe zamieszanie na tamtą chwilę wyraźnie cofnęło też postępy w rozmowach pokojowych. Jeszcze przed weekendem Donald Trump mówił reporterom, że umowa z Iranem jest bardzo blisko i niewykluczone, że zostanie uzgodniona nawet przed upływem terminu zawieszenia broni. Zgodnie z zapowiedziami konto we Freedom 24 uruchomione. wpadła pierwsza wpłata o wartości 1000 € i podobnie jak w przypadku IKexe czy inwestowania małych kwot samego początku zaczynamy zarabianie a w tym pomogła promocja od Freedom do wpłaty o wartości 1000 € mogłem wylosować jedną akcję tak wygląda ten proces losowania wprowadzania kodu rabatowego i trafiła mi się spółka AMWL czyli AMUEL a więc wiodący dostawca platformy telemedycznej WA spółka walczy o odwrócenie trendu i technicznie nie wygląda to źle ale spokojnie to To jest marginalna część portfela, który zaczynamy prowadzić. Będziemy działać typowo stock pickingowo. W przyszłym tygodniu pierwsze zakupy. Dlatego jeżeli masz coś ciekawego do zaproponowania to pisz w komentarzu. Linki i szczegóły promocji na którą ja się załapałem znajdziesz w opisie. Tymczasem w poniedziałek w rozmowie z Bloombergiem mówił już, że bardzo powątpiewa w to, że nawet samo zawieszenie broni zostanie przedłużone. Niedługo później również Wall Street Journal donosił, że według informatora z białego Domu zawieszenie broni nie zostanie przedłużone. Wtorkowe popołudnie było już jednym wielkim wyczekiwaniem i grą pozorów. Pojadą na te negocjacje czy nie pojadą? Bliżej wieczora Wall Street Journal powołując się na informacje od mediatorów donosił, że Iran nie wybierze się do Islamabadu na negocjacje, jeżeli Stany Zjednoczone w pierwszej kolejności nie wycofają się ze swojej blokady. A ci się do tego nie kwapili, choć negocjacjami byli zainteresowani. Można wręcz powiedzieć, że byli w blokach startowych. Samolot, którym dyplomaci Steve Witkof i Jared Kasner mieli wylecieć z Miami do Islamabadu, był gotowy do startu już ranu czasu wschodniego, ale ostatecznie nie odleciał. Z kolei pod Waszyngtonem na pasie startowym od rana grzały się już silniki w samolocie, którym na rozmowy miał dotrzeć JD Vans, ale odlotł ciągle przekładany. Wreszcie pojawiły się doniesienia New York Times, według których wycieczka VANSA i spółki miała zostać wstrzymana, a negocjacje zawieszone. Z informacji pozyskanych przez inne czołowe media, na przykład ACIOS, wynikało, że powodem tego wstrzymania jest niezdecydowanie strony irańskiej, która nie chce zasiadać do stołu, póki tamtejsze porty są zablokowane. Wychodzi więc na to, że chętniejsi do rozmów byli Amerykanie, tylko że nie mieli z kim gadać. W reakcji na te wieści cena za baryłkę ropy brand znów skoczyła o kilka procent ocierając się o granice 100 dolarów. Z kolei notowania giełdowe, tu mam na myśli S&P 500 zaliczyły najgorszą sesję w tym miesiącu. Gdy już wydawało się, że sytuacja poważnie eskaluje, zawieszenie broni wygaśnie bez porozumienia i bomby znów zaczną spadać na Iran, tym razem na ważniejsze obiekty, to Donald Trump znów się wycofał. W mediach społecznościowych opublikował wpis, w którym zawiadomił, że przedłuża zawieszenie broni na czas nieokreślony, do momentu, w którym strona irańska będzie w stanie wyjść zgodną propozycją. Jak zaznaczył we wpisie, niezdecydowanie Irańczyków ma wynikać z tego, że ich władze są mocno podzielone. Co istotne, podtrzymał także blokadę irańskich portów. W następnych wpisach podkreślał, że przez to działanie Iran traci 500 milionów dolarów dziennie i w związku z tym reżimowi już brakuje pieniędzy na opłacenie państwowych służb. Wychodzi więc na to, że Trump chce po prostu zdusić ekonomicznie Iran i tym samym zmusić jego przedstawicieli do powrotu do negocjacji z bardziej pokorną postawą. Niedługo później irańska agencja Tasnim powiązana z reżimem informowała, że Iran o żadne przedłużenie zawieszenia broni nie prosił. Strona irańska stwierdziła, że postrzega blokadę jako działanie tak samo wrogie jak bombardowanie. Co ważne, nie uznała przedłużenia zawieszenia broni przez Trumpa. Zagroziła, że blokadę przełamie siłom, a wojsko ma już się do tego przygotowywać. Niewykluczone, że już w przeciągu najbliższych godzin przekonamy się, czy to nie blew. Jeśli nie, na Bliskim Wschodzie zrobi się bardzo gorąco. A co poza tym? Stany Zjednoczone jeszcze jednego konfliktu nie skończyły, a już zdają się mieć upatrzony kolejny. Wiele wskazuje, że taki, na którym łatwiej będzie się odkuć. Już przed kilkoma tygodniami Donald Trump mówił, że prawdopodobnie to on będzie prezydentem, któremu przypadnie zaszczyt przejęcia Kuby. Ciekawy dobór słów, ale powiedział to naprawdę. Przypomnijmy sobie ten cytat. W tej samej rozmowie prezydent USA tłumaczył, że to powinno być proste, bo Kubańczycy zmagają się z poważnym kryzysem energetycznym, wywołanym zresztą w dużej mierze właśnie przez Amerykanów, którzy zaczęli kontrolować dostawy wenezuelskiej ropy. Te wcześniej zasilały karai wyspę. Dodatkowo już w pierwszych dniach zawieszenia broni mówił, że wojska będą teraz odpoczywać, dozbrajać się i przygotowywać na kolejne podboje. W międzyczasie pojawiały się też liczne doniesienia, że amerykańska administracja prowadzi rozmowy z Kubańczykami, próbując doprowadzić do w miarę spokojnego przejęcia władzy dzięki presji gospodarczej i dyplomatycznej. W niedzielę na tej drugiej płaszczyźnie wykonano kolejny krok. Marco Rubio publicznie stwierdził tu cytat: "Gdybym mieszkał w Hawanie i był w rządzie, byłbym zaniepokojony". W podobnym czasie Fox News informowało, że Rubio wysłał specjalną delegację do Hawany w celach negocjacyjnych. Zmiana władzy na Kubie, szczególnie przed listopadem, byłaby administracji i wszystkim republikanom bardzo na rękę. Wówczas odbywają się przecież wybory do Kongresu i Senatu, a jakiś wyraźny sukces na arenie międzynarodowej nieco podbudowałby konsekwentnie słabnące poparcie dla prezydenta i partii rządzącej. Wekend stacja NBC opublikowała bowiem nowy sondaż, z którego wynika, że poparcie dla Trumpa znów spadło i teraz znajduje się na historycznie najniższym poziomie. Popiera go tylko 37% obywateli. W lutym ten wynik wynosił 39%, a rok temu w kwietniu 45%. Co drugi respondent udzielił odpowiedzi zdecydowanie nie aprobuje w kontekście działań prezydenta. Sprawę wyraźnie pogarsza sposób prowadzenia wojny z Iranem i jej konsekwencje odbijające się na szeregowych Amerykanach. Jak podkreślają komentatorzy polityczni, dobrze widać to po odsetkach głosów wśród republikanów. Tylko 17% z nich dezaprobuje ogólnie pojęte działania Trumpa, ale w przypadku pytania o samą wojnę odsetek dezaprobujących wzrasta do 26%. Wymowne w kontekście słabnącego poparcia dla Republikanów są także notowania na rynkach predykcyjnych dotyczące kolejnego wyścigu prezydenckiego. Długo wyraźnym faworytem do kolejnego stołka był JD Vans. Wekend pierwszy raz jego notowania spadły na tyle, że zrównał się on z Gawinem Newsomem, obecnym gubernatorem Kalifornii, który jest potencjalnym kandydatem ze strony demokratów. Tak jak Amerykanie prężą się przed Kubańczykami, tak przed Amerykanami próbują prężyć się Koreańczycy z północy. Kim Dzong Un w weekend podziwiał test pięciu nowych rakiet balistycznych. To już czwarte takie wydarzenie w kwietniu i siódme w tym roku. Eksperci zgodnie zauważają, że Koreańczycy zwiększyli liczbę testów w ostatnim czasie nieprzypadkowo. Ma to być pokaz siły przed majowym szczytem w Pekinie, na którym spotkają się Sidinping i Donald Trump. A teraz zajmijmy się Europą i naszym krajowym podwórkiem. W poniedziałek miały miejsce obchody pierwszego dnia przyjaźni polsko-francuskiej ustalonego symbolicznie w zeszłym roku traktatem w Nonsi. Z tej okazji do Polski przyleciał sam Emmanuel Macron, ale co ciekawe wizytował nie w Warszawie, a w Gdańsku. Do jego spotkania z naszym prezydentem Nawrockim nawet nie doszło. Za to udało mu się zbić piątkę z byłym prezydentem Lechem Wałęsą. Rozmawiał też z premierem Tuskiem, a głównym wątkiem miała być współpraca nuklearna obydwu państw. Premier Tusk potwierdził, że rząd ma w planach budowę drugiej elektrowni jądrowej w Polsce. Poważnym kandydatem do realizacji tego projektu jest jedna z francuskich spółek państwowych EDF. Tak o potencjalnej współpracy mówił premier. Potrzebujemy partnerów, do których będziemy mieć zaufanie w pewnym sensie ponadczasowe i dlatego Francja będzie traktowana jako jeden z najpoważniejszych partnerów we wszystkich najważniejszych projektach. Rozmowy, ale już poufne, dotyczyły także parasola nuklearnego Francji. Premier publicznie przyznał, że Polska wyraziła zainteresowanie takim partnerstwem, ale jego szczegóły nie są jeszcze dokładnie znane. Wiadomo jedynie, że nawet w przypadku wciśnięcia innych krajów pod parasol, Francja zachowa suwerenność decyzyjną w sprawie użycia broni nuklearnej. Prezydent Macron powtarzał to już wielokrotnie. Przez weekend rozstrzygały się także wybory w Bułgarii. Nimi Europa żyła nieco mniej niż tymi na Węgrzech, ale również warto o nich wspomnieć. Zdecydowanym zwycięzcą okazała się partia Progresywna Bułgaria, na której czele stoi Rumen Radw, były prezydent kraju, który raptem kilka miesięcy temu zrezygnował ze stanowiska, teraz zostanie premierem. Jego partia zdobyła ponad 44% głosów, co przekłada się na około 130 mandatów w 240osobowym parlamencie. Progresywna Bułgaria uznawana jest za partię centrolewicową, której bliżej do Rosji niż Europy Zachodniej, choć oczywiście jej opis różni się w zależności od tego, w jakich mediach go przeczytamy. Żeby być uczciwym, przytoczę stwierdzenia ze źródeł o różnych poglądach. Washington Post wprost pisze, że teraz Bułgaria stanie się nowym przyczółkiem Moskwy w Europie. Z kolei bardziej konserwatywny Washington Times skupia się na antykorupcyjnym podejściu Radewa i pisze w ten sposób: "Jego zwolennicy są podzieleni między tych, którzy mają nadzieję, że zakończy on oligarchiczną korupcję kraju, a tych stojących za eurosceptycznymi i przyjaznymi Rosji poglądami." Sam Radew woli określać swoje podejście mianem pragmatycznego, aniżeli prorosyjskiego. Podkreśla przy tym, że taka postawa wynika z faktu, że Bułgaria jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, który jest jednocześnie słowiański i prawosławny. Jeśli ten odcinek przypadł ci do gustu, to zostaw łapkę w górę. Do usłyszenia.
