Ile ETF-ów naprawdę potrzebujesz w portfelu?
Film analizuje, dlaczego posiadanie wielu funduszy ETF często prowadzi do pozornej dywersyfikacji – czyli iluzji bezpieczeństwa, gdy kolejne ETFy pokrywają te same spółki. Autor pokazuje, jak sprawdzić nakładanie się portfeli za pomocą narzędzi typu ETF Overlap i kiedy jeden szeroki fundusz (np. MSCI World, S&P 500) wystarczy dla większości inwestorów pasywnych. Omówione są sytuacje, w których warto dodać dodatkowe ETFy: ekspozycja na rynki wschodzące, małe spółki, inne klasy aktywów oraz zasada core‑satellite, czyli połączenie stabilnego rdzenia z satelitami umożliwiającymi pojedyncze wybory akcji lub sektorów. Przedstawiono także najczęstsze błędy: kolekcjonowanie funduszy bez planu, brak analizy overlapu, przesadna waga satelitów, gonienie za sektorami oraz koncentracja na optymalizacji kosztów zamiast regularności wpłat. Na koniec podkreślono znaczenie dyscypliny oszczędzania, regularnego inwestowania i prostego fundamentu portfela.
Przykładowo, MSCI World zawiera około 72 % akcji ze Stanów Zjednoczonych, więc łączenie go z S&P 500 (który również jest w 70 % USA) skutkuje podwójną ekspozycją na te same największe spółki, co zwiększa koncentrację ryzyka zamiast jej zmniejszać. Podobnie, ETFy skupiające się na pojedynczych sektorach (np. technologia) często mają ponad 50 % pokrycia z szerokimi indeksami, co oznacza, że dodanie takiego funduszu nie wnosi praktycznie nowej dywersyfikacji. W ramach modelu core‑satellite zaleca się przeznaczenie 70‑90 % portfela na szeroki ETF‑rdzeń, a pozostałe 10‑30 % na satelity – pojedyncze akcje, ETFy na rynki wschodzące, małe spółki, obligacje czy surowce – zgodnie z indywidualną analizą i tolerancją na ryzyko. Takie podejście pozwala zachować prostą, niskokosztową bazę, jednocześnie zostawiając miejsce na bardziej aktywne decyzje inwestycyjne.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Masz w portfelu pięć ETFów i pewnie pomyślisz, że jesteś świetnie zdywersyfikowany i niestety mam dla ciebie złą wiadomość. Prawdopodobnie trzymasz te same lub prawie te same firmy, tylko w innych opakowaniach. I to jest częsty błąd, który można łatwo popełnić, szczególnie jak się zaczyna inwestować. Im więcej ETFów, tym wydawałoby się, że bezpieczniej. No bo przecież rozkładam ryzyko, prawda? No niekoniecznie. Czasami dokładasz kolejny po prostu fundusz i statystycznie nie zmieniasz w portfelu prawie nic. Poza tym, że masz więcej rzeczy do pilnowania i większą koncentrację wśród spółek, które w tych ETFach się pokrywają. W tym filmie odpowiem ci wprost: ile ETFów naprawdę potrzebujesz. Pokażę ci, kiedy jeden szeroki fundusz wystarczy, a kiedy realnie możesz potrzebować więcej. Powiem ci także, gdzie w tym wszystkim jest miejsce na pojedyncze akcje, jeżeli naprawdę cię to kręci. Pamiętajcie, że to co usłyszycie w tym filmie to są moje prywatne zdania i nie jest to porada inwestycyjna. Partnerem odcinka jest XTB. Jeśli chcesz zacząć inwestować, zacząć swoją przygodę z ETFami, z akcjami, z IKES XZ, to możesz to zrobić właśnie tutaj. Jest to polski broker, u którego do 100 000 € miesięcznego obrotu nie płacisz prowizji od transakcji. A przy rejestracji z moim kodem Snela dostajesz bonus w postaci kursu dla początkujących, więc myślę, że warto skorzystać. QR masz na ekranie, link jest również w opisie. Krótka odpowiedź. na start. Nie będę cię tutaj trzymał w niepewności przez 20 minut. Krótka odpowiedź brzmi: dla zdecydowanej większości inwestorów pasywnych jeden, dwa szerokie ETFy akcyjne w zupełności wystarczą. Może to być S&P 500, może to być MSCI World, może to być nawet Nasdaq 100. Dla osób bardziej nastawionych na wzrost to jest wystarczający fundament portfela. Dla osób, które zaraz powiedzą: "A ten Nazdak bardziej zmienny, oszustwo, MSCI World lepsze". odsyłam do tego materiału. Okazuje się, że nawet wybierając najgorszy możliwy okres do backtestu, czyli świeżo przed bańką.comową, NZDAQ i tak bije na głowę wszystkie pozostałe indeksy. Ale zostawiając ten temat, przejdźmy już do tego materiału. No wydawałoby się, że to brzmi zbyt prosto, tak? No jak, no kupić jeden ETF i wystarczy. Spójrzmy, dlaczego to w ogóle działa i weźmiemy sobie to na ETFie globalnym, bo też na nim będzie nawet lepiej to można zobrazować. To nie jest przede wszystkim fundusz na jedną spółkę. Tak samo jak S&P 500 i tak samo jak NZDAQ 100. Wiele osób może na początku nawet mieć takie przekonanie, że skoro to jest jeden produkt, to jest pojedyncza ekspozycja. No nie, w środku jest ekspozycja na te spółki, które należą do indeksu. W przypadku MSCI Word to jest 1283 spółki, czyli jednym kliknięciem kupujesz trochę Apple, trochę Microsoftu, trochę Nvidii, trochę Amazonu, trochę japońskiej Toyoty, trochę brytyjskich banków. Wszystko na raz jednym kliknięciem. Więc dywersyfikacja to nie jest już kwestia liczby funduszy w twoim portfelu. To jest liczba niezależnych od siebie źródeł ryzyka. I teraz uwaga. jeden dobrze skonstruowany ETF może dać więcej realnej dywersyfikacji niż jakiś pięć bardzo wąskich funduszy, które w gruncie rzeczy obstawiają to samo. No i taki MSCI World, no to jest jeden z największych takich ETFów, jeśli chodzi o ilość spółek, ale z pewnością wśród ponad 1200 no znajdą się również firmy kiepskie, które ciągną ten indeks w dół. Więc dla kogoś, kto chce zawęzić sobie ekspozycję do tej śmietanki, no to lepszym wyborem będzie NZDAQ 100. czy nawet ETFY na top 20 lub to top 30 spółek z danego indeksu. Takie też są. No i teraz zaczyna się pewien problem, o którym większość inwestorów nawet nie wie, że go ma, bo owszem, jeden ETF wystarcza, ale to co często robimy zamiast tego, to po prostu dokładanie kolejnych ETFów, myśląc, że to jakoś zwiększa bezpieczeństwo. Pozorna dywersyfikacja, czyli iluzja bezpieczeństwa. Jest takie określenie wśród inwestorów pochodzący z angielskiego die worsification, czyli nie dywersyfikacja jak diversification tylko właśnie wars, czyli po angielsku gorzej. Chodzi o sytuację, w której niby dywersyfikujesz, ale tak realnie dokładasz fundusze czy spółki do portfela myśląc, że rozkładasz ryzyko, a w praktyce tylko komplikujesz swoje życie i nie zyskujesz prawie nic. I to jest taki dość klasyczny przykład. to ktoś ma na S&P 500, no i czuję, że to takie mało globalne, więc dokupuje sobie jeszcze ETF na MSCI Word. No i brzmi jak rozsądny krok. Problem tylko w tym, że MSCI World jak popatrzymy sobie na koncentrację to jest 72% Stany Zjednoczone, więc okazuje się, że to S&P 500 razem z MSCI World w tych 70 paru procentach się pokrywają. I kiedy popatrzymy sobie na spółki z największym udziałem, to również okazuje się, że jakieś 25% yyy tego indeksu to jest zasadniczo 10 firm, wszystkie ze Stanów Zjednoczonych. I teraz żeby unikać takich yyy powiedzmy błędów w doborze indeksów czy w doborze ETFów, warto skorzystać no z darmowych stron, które znajdziecie praktycznie po prostu wpisując w przeglądarkę ETF Overlap czy ETF Overlap. No i po prostu wpisujecie tickery dwóch ETFów, które chcecie sprawdzić. No i my tutaj na przykład sobie wpiszemy Ishares MSCI Word i wpiszemy sobie ETF, na przykład niech będzie CSPX na S&P 500. Policzymy sobie jakie jest pokrycie. No i okazuje się, że to jest prawie 70% to co właśnie mówiłem. I to co się dzieje kiedy trzymamy dwa takie ETFy w portfelu, to jest realnie podwojenie tych 70%, jeżeli na przykład rozłożymy 50 na 50, jeśli chodzi o gotówkę, co oznacza, że jeszcze bardziej koncentrujemy się na tych największych spółkach, które i tak już dużo ważą w globalnym poprzez dołożenie S&P 500, gdzie ważą jeszcze więcej i z całej naszej ekspozycji mamy mega dużą koncentrację na top 10, top 20 spółek. I to nie jest jakiś błąd, tak po prostu działa konstrukcja tych indeksów. No skoro Stany Zjednoczone odpowiadają za większość globalnej kapitalizacji rynkowej, a spółki w ETFie są dobierane po kryterium kapitalizacji, no to każdy szeroki indeks siłą rzeczy będzie miał duży udział USA. Więc zanim kupisz kolejny ETF do portfela, zapytaj się, co konkretnie nowego wnosi ten ETF do portfela, czego jeszcze w portfelu nie ma, bo jeżeli brzmi odpowiedź brzmi, że prawie nic, to prawdopodobnie nie jest on potrzebny. A teraz w takim razie zastanówmy się, gdzie można kupić takie ETFY. jeden szeroki ETF, żeby zbudować sobie solidny fundament portfela. No tu pojawia się partner tego odcinka, czyli XTB. Dla kogoś, kto zaczyna od jednego funduszu i chce trzymać się prostoty, o którą mi chodziło w tym filmie, no to ważne są dwie rzeczy. Wygoda i koszty. XTB daje możliwość inwestowania właśnie bez prowizji do 100 000 EUR miesięcznego obrotu, a do tego jeszcze są plany inwestycyjne, w ramach których możecie ten ETF po prostu sobie kupować z automatu, co jeszcze ułatwia robotę. albo możecie go kupować na koncie emerytalnym, na przykład na IKE. Szczegóły dotyczące oferty XTB i link do rejestracji masz w opisie pod filmem. Kiedy jeden ETF faktycznie nie wystarcza. To nie jest tak, że ten jeden fundusz zawsze i wszędzie będzie kompletną odpowiedzią, bo są sytuacje, w których warto dołożyć coś jeszcze. I to nie dlatego, że więcej znaczy bezpieczniej, bo to już sobie umówiliśmy, tylko dlatego, że twój jeden ETF ma na przykład jakieś konkretne, policzalne luki. Tu może się przydać taki framework, z którego korzysta wielu inwestorów, czyli podejście core satellite, czyli rdzeń i satelity. I core satelite to jest właśnie rozwiązanie dla takich inwestorów, którzy chcą mieć większą kontrolę nad tym, co jest w portfelu i zostawić sobie miejsce na takie osobiste wybory, bo inwestowanie to nie jest tylko sprawdzenie Excela czy historycznych stóp zwrotu, kliknięcie enter i tyle. Trzeba jeszcze skonstruować portfel tak, żebyśmy byli w stanie z tym portfelem wytrzymać przez 10, 20, 30 lat. No i są osoby, dla których kupowanie i wręcz zapominanie o pieniądzach jest po prostu niewykonalne. Dlatego warto zostawić sobie taki bufor, 20, może 30% na bardziej aktywne czy ręczne wybieranie aktywów i te 70, 80 90% właśnie na nasz core, czyli nasz rdzeń i wokół niego układać satelity. Tutaj na stronie Vangarda są całkiem fajne wizualizacje, więc nimi będę się posiłkował i może to według Vangarda i w sumie jak się na to spojrzy, faktycznie ma to sens. wyglądać na przykład tak, że mamy jakiś ETF Grow dosyć szeroki jako ten nasz core czy właśnie jakiś MSCI World czy nawet S&P 500, ale tu na przykład jest dołożony ETF na Azję i Japonię. Są dołożone też pojedyncze spółki. To jest miejsce na to, żeby móc sobie ewentualnie w tym portfelu coś samemu powybierać. No to teraz konkretnie czego taki na przykład MSCI World nie pokrywa? Po pierwsze nie pokrywa rynków wschodzących. MSCI World obejmuje wyłącznie rynki rozwinięte. Chiny, Indie, Brazylię. No cała reszta gospodarek wschodzących zero. Jeśli chcesz mieć tam ekspozycję, no to potrzebujesz albo osobnego ETFa na rynki wschodzące, albo zmiany na szerszy jeszcze indeks ACI, czyli All Country World Index, który w sumie ma bardzo podobne wyniki do MSCI World z racji na to, że udział rynków wschodzących jest tam dosyć śladowy. Po drugie, w MSI World nie małych spółek. Pokrywa około 85% kapitalizacji rynkowej tych krajów rozwiniętych. No ale to są duże i średnie spółki. małych spółek tam po prostu nie ma. Więc jeśli chcesz mieć ekspozycję na te small cupy, no to wtedy faktycznie warto dołożyć coś osobno. Po trzecie, są też inne klasy aktywów, nie tylko akcje. Są obligacje, jest złoto, są nieruchomości. To też są elementy, które warto rozważyć, jeżeli budujemy już duży portfel na lata. I tu obligacji skarbowych nie mylcie z ETFami obligacyjnymi, które są zmienne i mają tendencję do poruszania się tak samo jak akcje. Wcale nie amortyzują nam spadków tak, jak mogłoby się wydawać, a przynajmniej nie w każdym scenariuszu. Tu zwróć uwagę, że dokładki drugiego, trzeciego, czwartego ETFa, one nie są kwestią większego bezpieczeństwa. To są po prostu luki, dziury w tym ETFie, sektory, których nie pokrywa, spółki, których nie pokrywa. sektory i doważanie, czyli gra, w której przegrywa prawie każdy. Jest jeszcze jeden taki pomysł, koncepcja, która dosyć regularnie nawet pojawia się w komentarzach. A może zamiast by tak jednego szerokiego ETF zbudować portfel z kilku ETFów sektorowych, technologii, energii, finansów, ochrony zdrowia i na przykład kupować więcej z tego sektora, który akurat rośnie, to by się nazywało rotacją sektorową. No i teoretycznie brzmi świetnie, no bo w teorii nawet ma sens. Zobaczmy jednak, ile z tego sensu zostaje kiedy zderzymy to z twardymi liczbami. Przede wszystkim idea rotacji sektorowej zakłada, że w pewnych fazach cyklu gospodarczego lepiej radzą sobie spółki o określonych cechach. Czyli kiedy mamy wczesną fazę wzrostu, no to wtedy mamy określoną grupę spółek, która wtedy performuje lepiej. Zaraz przejdziemy jakie. Mamy też taką fazę środkową, gdzie już zaczyna się wyhamowanie. Potem mamy już ten bardzo późny czas, kiedy ten wzrost już właściwie nie istnieje. No i potem przechodzimy do recesji. I chociażby ta cykliczność właśnie jest opisana w książce Reyalio Jak radzić sobie ze zmieniającym się porządkiem świata. Zakłada się tutaj, że poszczególne sektory w pewnych fazach radzą sobie lepiej. Czyli w tej wczesnej fazie wzrostowej materiały, przemysł IT, y, nieruchomości, finanse czy czy nawet takie typowo konsumenckie biznesy radzą sobie dobrze. W fazie takiej MIT, powiedzmy, to tutaj widzimy, że już głównie information technology, czyli technologia, communication services, czyli te wszystkie telcomy. Natomiast no widzimy, że chociażby sektor materiałów, chociażby sektor nieruchomości no kiepsko sobie radzi. Później w tej takiej już fazie wzrostu, gdzie ten wzrost raczej się kończy, no co ciekawe zaczynają sobie jednak lepiej radzić nieruchomości. Sektor energetyczny całkiem spoko, a w takiej już recesji wręcz to tak naprawdę ochrona zdrowia i takie produkty pierwszej potrzeby. Okazuje się, że pod taką rotację sektorową zostały przeprowadzone odpowiednie badania. Weźmy sobie najbardziej takie życzliwe założenie, jakie można w ogóle sobie wyobrazić dla takiej strategii. To znaczy idealny timing. Inwestor, który za każdym razem trafia dokładnie w ten moment zmiany sektora, w którym trzeba i nie płaci przy tym żadnych prowizji czy podatków od transakcji. Jest taka akademicka praca The MV of Business Cycle Sector Rotation, czyli mit rotacji sektorowej w biznesie. No i ta w tej pracy zostało to policzone z 70 lat dla rynku amerykańskiego. Mamy tutaj dane od 48 do 2018 roku i liczymy tę cykliczność na bazie oficjalnych danych podawanych przez Enber, czyli National Bureau of Economic Research. No taka dosyć znana instytucja. To jest taka rządowa agencja, która stwierdza kiedy w Ameryce zaczyna się i kończy się recesja. Jeżeli chodzi o miesięczne stopy zwrotu z takiej strategii, to okazuje się, że rotacja sektorowa dawała nam około 1%, yyy, rynek dawał około 0,9, gdzie ta rotacja sektorowa była na większym ryzyku, bo mamy odchylenie standardowe większe, bet też większą niż rynek, czyli bardziej zmienny. Sharper ratation jest niższe, to nam pokazuje jak efektywnie w stosunku do podejmowanego ryzyka generujemy stopę zwrotu. No i okazuje się, że lepiej jest po prostu trzymać rynek niż robić rotację sektorową. Też sektory według różnych metryk można dzielić na różne kategorie. Według niektórych jest 11 sektorów, według innych tam chyba 38. Okazuje się, że w tym przypadku również te wyniki za bardzo nie odbiegają od wyniku rynku. I nawet kiedy weźmiemy sobie pod uwagę dzielenie tych cykli na różne etapy, na dwuetapowe, cztero czy pięcio, to dalej ledwo co pobijamy indeks. Przy założeniu, że mamy idealny timing, to tylko w tym przypadku, gdzie mamy cztery etapy, lekko pobijamy faktycznie wynik rynku przy założeniu, że mamy idealny timing i nie płacimy żadnych prowizji. nawet posprawdzali, co by było, gdybyśmy tak żonglowali tymi sektorami z pewnym przesunięciem, czyli spóźnili się trochę albo kupili trochę wcześniej. No i jeżeli mamy takie odchylenie plus minus trzy miesiące, to okazuje się, że również te wyniki za bardzo nie biją wyników rynku. Bierzemy też pod uwagę to, że mają dużo wyższą zmienność. Nawet marketing, czyli wpisanie się w odpowiedni moment na zrobienie takiej rotacji, no daje nam faktycznie yyy nieco wyższą stopę zwrotu przy nieco niższej zmienności. No ale to jest scenariusz idealny, który jest absolutnie nie do odwzorowania. Nawet jest taki ETF sektorowy stickerem XLSR, czyli State Street Sector Rotation, który dokładnie tym się zajmuje, żeby mielić transakcje pomiędzy sektorami. No i co się okazuje? Okazuje się, że przy niemalże tej samej zmienności, bo widzimy po dwdownach, że jest tak jak S&P, wypracowuje dużo gorszą stopę zwrotu. No i jest przede wszystkim znacznie droższy w zarządzaniu niż taki ETF na S&P. Więc te rotacje sektorowe no nie mają sensu, no po prostu nie dają żadnej realnej przewagi. Pojedyncze akcje jako satelita dla koneserów. Skoro już jesteśmy przy temacie bawienia się portfelem, tu mieliśmy taką żonglerkę sektorami, to trzeba powiedzieć wprost o jeszcze jednej rzeczy, czyli pojedynczych akcjach. I tutaj w przeciwieństwie do sektorów faktycznie da się rozróżniać firmy, które są jakościowym biznesem, który działa od bardzo długiego czasu, który generuje dużą ilość gotówki, w którym rosną przychody, w którym rosną zyski. To jest do odróżnienia. W przypadku sektorów, jak widać, te rotacje nie za bardzo sobie radzą. Świetnym przykładem na to, że chociażby zawężanie puli spółek, z której korzystamy, podbija nam wynik, jest porównanie NASDAQ do S&P, gdzie NASDAK po prostu daje lepsze stopy zwrotu, bo tych spółek jest tam mniej. Siłą rzeczy więcej ważą spółki najlepsze. Ale idźmy do pojedynczych spółek. Nie zamierzam ci mówić, że kupowanie pojedynczych akcji jest złe, bo nie jest. Ale trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Jest to coś dla ludzi, którzy naprawdę jarają się giełdą i takich, którzy no muszą, po prostu muszą inwestować w pojedyncze spółki, bo inaczej wyjdą z siebie i staną obok. To muszą być osoby, które chcą czytać raporty kwartalne, śledzić wyniki, robić dogłębne analizy fundamentalne. No nie jest to dla każdego, kto chce po prostu bezpiecznie odłożyć pieniądze na emeryturę. Jeżeli takie inwestowanie w akcje odbywa się przez zasadę core satellite, o której też w sumie nagrywałem cały film, no to taka część portfela, gdzie można się wyszaleć, pokupować pojedyncze spółki zgodnie z własnymi analizami, to jest coś jak najbardziej wskazanego, chociażby po to, żeby nie ruszać fundamentu portfela. Teraz możesz zapytać, ile spółek potrzebujesz? No tutaj odpowiedzi są różne. Benjamin Graham w inteligentnym inwestorze pisał, że od 10 do nawet 30. Późniejsze badania pokazywały, że 90% korzyści z dywersyfikacji dostajesz już przy 12 18 spółkach. Warren Buffet w wywiadach mówił o 15 do 20. Mówi się, że ryzyko rynkowe jest już zrównane, kiedy mamy około 15 w portfelu. W praktyce oznacza to, że jeśli masz w tej satelicie trzy, cztery spółki, to nie jest to dywersyfikacja, tylko obstawienie jakiegoś konkretnego scenariusza. I to wcale nie musi być złe, bo jeżeli jest to poprawne obstawienie, no to może podbić wyniki twojego portfela. Jeśli już zdecydujesz się na tę część portfela z pojedynczymi spółkami, no to same wykresy cen to jest za mało. Musisz patrzeć na przychody, marże, zadłużenie, wyceny, prognozy, transkrypcje, Conference coli, raporty kwartalne, po prostu patrzeć co się dzieje w spółce. I tutaj przydają się narzędzia takie jak chociażby Investing Pro czy Fiscal AI. To są narzędzia, w których sprawdzisz dane finansowe zamiast ręcznie zbierać to gdzieś tam z 1000 źródeł, bo w ten sposób to jest absolutnie niewykonalne. Do obydwu tych narzędzi na dole w opisie masz link z moim kodem Snela. znajdziesz zniżkę, także myślę, że warto z tej zniżki skorzystać. Najczęstsze błędy. Błąd pierwszy to kolekcjonowanie ETFów bez planu, czyli dokładanie kolejnego funduszu, bo wygląda ciekawie, tak? Czyli ktoś ma MSCI Ward, MSCI World Equal Weight, MSCI World od Vanguarda, od Black Rocka, może jeszcze MSCI World jakieś od Xt Trackers. Po co? To jest wszystko to samo. Błąd drugi, czyli brak sprawdzenia co się nakłada, czyli tego overlap przed zakupem, czyli na przykład kupujesz drugi, trzeci, czwarty ETF i nie sprawdzasz, czy one się czasem nie pokrywają. Przykład takiego połączenia, które ma sens, to kiedy połączymy sobie na przykład ETF S&P 500 Information Technology, kiedy połączymy go sobie na przykład z MSCI Word i obliczymy sobie jak bardzo się pokrywają, no to tu mamy pokrycie około 25%, więc te 75%, którego nie pokrywa MSCI World, no to już jest warte uwagi. To znaczy, że tu jest naprawdę sporo spółek, które dokładamy, dostajemy coś nowego w portfelu, a nie, że dublujemy to, co było. Błąd trzeci. Mylenie satelity jest fundamentem, czyli zaczynasz od tylko 20% na pojedyncze akcje, a kończysz z połową portfela, nie wiem, w Tesli albo w SpaceXie. To też się czasem zdarza, niestety. A widzę po prostu wiadomości i komentarze, jak to czasami no rozjechały się te standardy i ktoś się zastanawia, co z tym dalej zrobić. No trzeba tego sztywno pilnować. Jeżeli masz zasady, że 20% to 20%, a nie, że robi się z tego zaraz 50. Błąd czwarty. Gonienie za sektorami. Okazuje się, że taka gonitwa, nawet jeżeli macie idealny timing, daje niewielką przewagę nad rynkiem. No ale trzeba mieć idealny timing. Błąd numer pięć, czyli skupianie się na optymalizacji liczby ETFów zamiast na regularności, po prostu wpłacaniu, kupowaniu regularnie. To jest chyba największy błąd ze wszystkich. Spędzamy godziny na wybieraniu między piątym a szóstym ETFem, bo ten ma za koszt zarządzania 009, a ten ma 0,7, ale ten ma mniejszą płynność, a ten ma większą, to w długim terminie nie ma aż takiego znaczenia. Jeżeli koszt zarządzania TFU jest w miarę niski, płynność w miarę duża, to jest okej. I to co zrobi większą robotę, to poświęcenie czasu na zarobienie dodatkowych pieniędzy, które można zainwestować. To jest najlepsza rada, jaką można dać na początku. Wydawaj mniej niż zarabiasz. Odkładaj nadwyżki. inwestuj. Tyle. Także koniec tego kombinowania. Pora zacząć działać. Masz już jasną odpowiedź. Wiesz gdzie są realne luki. Czas ułożyć własny plan. A jeżeli masz z tym problem zapytać innych jakie mają swoje plany. Dołączyć do Przystan Inwestorów naszego serwera na Discordzie i tam porozmawiać z osobami takimi jak ty, które inwestują czy to od niedawna, czy już od bardzo dawna i wymienić się doświadczeniami, pomysłami i tak dalej. Ja wam dziękuję bardzo za oglądanie tego filmu.







