Przyszłość to ROBOTY. Banki przewidują gigantyczny BOOM. Inwestorzy już rzucają się na te spółki [Analiza IPO i rynku robotów]

Film analizuje sektor robotów humanoidalnych ze szczególnym uwzględnieniem IPO chińskiej spółki Unitree (sierpień 2025) – wycena ~9 mld USD przy nadsubskrypcji około 8000 akcji. Przedstawiono model przychodowy Unitree, marże brutto (~60%) oraz wpływ redukcji rozmiaru robotów na rentowność mimo spadku cen. Omówiono prognozy: sprzedaż robotów ma wzrosnąć z 60–90 tys. sztuk w 2025 do 500 tys. w 2030, a wartość rynku w 2035 według Goldman Sachs wynosi 38 mld USD, podczas gdy bardziej optymistyczne scenariusze sięgają nawet bilionów dolarów. Porównano Unitree z konkurencją – Agibot (większy udźwig, kołowe podwozie), Tesla Optimus (planowana cena 20–30 k USD) oraz Figr AI (wysoka precyzja). Wskazano na ryzyka: regulacje USA, brak danych treningowych dla zadań domowych oraz zależność od sektora badawczego.

  • IPO Unitree: wycena 61 mld juanów (~9 mld USD), nadsubskrypcja 8000×.
  • Prognozy rynku: 2025 – 60–90 tys. sztuk, 2030 – 500 tys. sztuk, wartość 2035 – 38 mld USD (GS).
  • Kluczowe różnice: Unitree G1 (130 cm, udźwig 5 kg) vs Agibot G2 (kołowe podwozie) vs Tesla Optimus (20–30 k USD).
  • Ryzyka: regulacje USA, brak danych treningowych, zależność od badań i edukacji.
Zobacz pełną transkrypcję filmu

Pamiętacie ten kultowy film science fiction z Willem Smithem w roli głównej pod tytułem Ja robot? O ten, w którym humanoidalne roboty wykonują za ludzi najcięższe i najbardziej żmudne obowiązki? Ręka do góry. Kto z was oglądając go wówczas naprawdę myślał, że takich widoków uświadczy jeszcze za swojego życia? Niestety waszych odpowiedzi nie mogę zobaczyć, ale domyślam się, że nawet gdybym mógł, to lasu rąk bym nie dostrzegł. Twórcy osadzili film w 2035 roku i jak się okazuje wcale nie musieli się bardzo pomylić ze skalą zjawiska. W końcu już dziś po ulicach Warszawy dziki zagania niejaki Edward Warchocki. Podobny robocik do tego, którego widzieliśmy we fragmencie filmu. A tego typu maszyny potrafią coś więcej niż tylko biegać i gadać przez wbudowany głośnik. Niektóre modele są już w stanie wykonywać praktyczne obowiązki, choć jeszcze przesyłek nam nie dowożą. Jeszcze mniej więcej w tym samym czasie siedzący po drugiej stronie globu Elon Musk twierdzi, że za jakieś trzy lata roboty humanoidalne będą na tym samym poziomie co najlepsi chirurdzy na świecie i będą w stanie dokonywać zaawansowanych, trudnych operacji. Jednocześnie ten sam mask kompletnie przestawia wajchę w swojej spółce Tesli. Ta przecież zrewolucjonizowała przemysł motoryzacyjny wprowadzając na rynek elektryczne samochody, które faktycznie mogły równać się z tymi spalinowymi. Tym wciąż ma się oczywiście zajmować, ale zamiast skupiać się na pojazdach, teraz jej głównym priorytetem jest opracowywanie robotów humanoidalnych o wymownej nazwie Optimus. >> Dlaczego spychać motoryzację na boczny tor na rzecz robotów? Odpowiedź jest prosta i niedawno udzielił jej sam zainteresowany. W rozmowie ze swoimi pracownikami mówił, że przyszłość przytłaczająco zdominują roboty i sztuczna inteligencja. I właśnie dlatego w FX Mac postanowiliśmy pochylić się nad tym sektorem przyszłości, który według słów największego wizjonera na Ziemi mają przytłaczająco zdominować. A okazja do tego jest niebyle jaka, bo w tym tygodniu już 19 sierpnia na giełdzie zadebiutuje jeden z absolutnych liderów rynku, unripe. To swoją drogą producent tego modelu, na bazie którego stworzono Edwarda Warchockiego, tego zaganiającego dziki robota. W ramach pierwszej oferty publicznej spółka zrobiła taką furorę, że w zapisach na jedną akcję przypadło około 8000 chętnych. To oczywiście wywindowało jej wycenę w ostatniej chwili znacznie powyżej tego, czego oczekiwała sama spółka. A nie brakuje analiz fachowców, którzy uważają, że to i tak znacznie za mało. Gdzie w takim razie jest sufit takich spółek? Które z nich będą liderami rynku? Jak szybko będzie rozwijał się ten rynek? Czy faktycznie jesteśmy już u progu rewolucji, dzięki której wszystko będą robić za nas roboty? Na te wszystkie pytania odpowiemy sobie w dzisiejszym odcinku. Zapraszam na materiał. Partnerem odcinka jest Dom Maklerski XTB, gdzie możesz handlować bez prowizji do 100 000 euro miesięcznego obrotu i gdzie założysz konta, które musisz mieć, bo jeżeli ich nie masz, to sam sobie szkodzisz. Mowa o koncie IKE oraz XZE, do których lada moment, bo z początkiem 2027 roku, dołączy konto Oki. A więc kolejna opcja do optymalizacji podatkowej. Jeżeli nie masz tam jeszcze konta, w sensie w XTB, to z kodem FX Mac otrzymasz dostęp do darmowego szkolenia. Link w opisie. Partnerem nagrania jest Investing, z którego narzędzi AI pomocnych w inwestowaniu sami korzystamy. W sierpniu możesz skorzystać z letniej mega promocji. Aż 55% zniżki oraz dodatkowe 15% jeżeli zakupu dokonasz przez nasz link. To idealny czas na przetestowanie tych rozwiązań. Oczywiście z 70% rabatem. Ja nazywam się Michał Fitz, a wy oglądacie FX Mac. Kanał, na którym tłumaczymy świat finansów już od 2016 roku. Jeśli chcesz być na bieżąco ze sprawdzonymi informacjami, które dotyczą twojego portfela, to nie zapomnij zostawić suba. Przed kilkoma dniami Unitree skradło nagłówki mediów branżowych z uwagi na ogłoszenie, wydawać by się mogło, ogromnej nadsubskrypcji. Jej krotność miała wynosić nawet 8000, co oznacza w przełożeniu na język potoczny, że na jedną emitowaną akcję zapisało się 8000 chętnych. Dla porównania najbardziej wyczekiwane IPO tego roku, czyli SpaceX miało około czterokrotną nadsubskrypcję. Wcześniejszy rekordowy debiut giełdowy, czyli koncern naftowy Saudi Aramco miał około trzykrotną nadsubskrypcję. Patrząc w ten sposób na te wartości można byłoby odnieść wrażenie, że Unitree to jakaś istna perełka, żywe złoto, biały kruk, ale prawda jest inna. Trudno jest porównywać zapisy na amerykańskie akcje do zapisów na chińskie, gdyż w państwie środka są one całkowicie darmowe i dużo bardziej dostępne nawet dla mniejszych inwestorów. W związku z tym zapisują się tam wszyscy, którzy mogą, a akcje często są rozwadniane. Średni poziom nad subskrypcji dla chińskich debiutów technologicznych w tym roku to około 3500. Przy tej wartości te 8000 producenta robotów nie wygląda już tak kosmicznie. Mamy do czynienia z rozchwytywanym debiutem, ale też nie jakąś rynkową anomalią. Ni mniej takie zainteresowanie sprawiło, że spółka ostatecznie została wyceniona znacznie hojniej niż w swoim pierwotnym prospekcie. Wycena z marca, gdy składano dokumenty w sprawie wejścia na giełdę, zakładała 42 miliardy juanów, czyli około 6 miliardów dolarów. W sierpniu na podstawie wielkiego zainteresowania te wartości zrewidowano. Ostatecznie spółkę wyceniono na 61 miliardów juanów, co daje nam jakieś 9 miliardów dolarów. To skok wyceny o 45%. To oczywiście wpłynie na cenę akcji i pozyskany przez spółkę kapitał. Pierwotnie miała ona zyskać dzięki IPO 4,2 miliarda juanów, a teraz mowa jest już o ponad 6 miliardach. Cena za akcję skoczyła ze 100 yanów za sztukę do 150 juanów za sztukę. A fachowcy, lokalni traderzy i różne platformy uważają, że akcje szybko staną się warte dużo więcej. HVE spodziewa się skoku cen akcji o około 170%. Equity Zen spodziewa się potrojenia kursu, a doświadczony chiński trader Weno cytowany w tamtejszych mediach mówi, że nie zdziwi się, jeśli pierwszego dnia kurs podskoczy ośmiokrotnie. Największym paradoksem tego IPO jest fakt, że jedną z najniższych wycen spółki sugeruje bank prowadzący tę ofertę, czyli CIC Securities. Według jego wyceny spółka jest warta maksymalnie 8,4 miliarda dolarów, czyli o niecały miliard mniej niż po rewizji wyceny z prospektu. Na co pójdą te pieniążki z IPO? Zaprezentowałem to na tym wykresie. Ważna uwaga, wartości dotyczą tej mniejszej wyceny z prospektu. Nie wiemy na ten moment oficjalnie, jak rozdysponowane zostaną te większe środki, ale niewykluczone, że proporcje pozostaną te same lub podobne. Wracając do meritum. Na wykresie widać, że niecała połowa tego kapitału pójdzie na same badania nad oprogramowaniem AI, 1/4 na rozwój technologii robotów i tylko niecałe 15% na budowę bazy produkcyjnej. To doskonale pokazuje nam, że Unitree i zresztą wszystkie spółki z sektora wciąż muszą się przede wszystkim rozwijać i ulepszać swój produkt, a na wielkie uprzemysławianie przyjdzie dopiero czas. To dobry moment, by pochylić się bardziej nad działalnością Unitree i jej fenomenem. Większość startupów działających w tak przyszłościowej branży może raczej pomarzyć o rentowności w pierwszych latach działalności. Tymczasem Unit jest spółką rentowną i to od kilku lat. Roczny przychód w 2024 roku wzrósł o 147%, a rok później wzrost ten wyniósł już ponad 300%. Za 2025 rok spółka zaksięgowała 600 milionów juanów skorygowanego zysku. Kluczem do tak sprawnie działającego biznesu jest fakt, że Unitree tylko w małym stopniu polega na zewnętrznych dostawcach. Firma sama projektuje i produkuje najbardziej kosztowne podzespoły, jak na przykład aktuatory, czyli te wszystkie ruchome elementy w robocie imitujące stawy. Dzięki temu spółka mogła sprawnie ograniczyć koszty, zanim spadły ceny, a te spadły znacząco. Jeszcze w 2023 roku robot humanoidalny, wówczas totalne nowum, kosztował około 600 000 juanów. Teraz można go już dostać za jakieś 170 000. Ceny spadły więc w tr lata o ponad 70%, a teraz uwaga. W tym samym czasie marża brutto wzrosła do około 60%. Jak to możliwe? Roboty po prostu okrojono. Model sprzed trzech lat nosił nazwę H1. Był dosyć sztywny, ciężki i rozmiarom odpowiadał człowiekowi. Miał około 1 i 80 cm wzrostu. Unitre zorientowało się jednak, że nie ma potrzeby, by humanoidy były tak wysokie. Kolejne modele były już mniejsze. G1, czyli ten, który jest ciałem Edwarda Warchockiego, ma około 130 m wzrostu, a wydany w ubiegłym roku R1 jest jeszcze o 10 cm niższy. A to sprawia, że ich produkcja jest tańsza, wymagają mniej materiału, mogą działać na słabszych bateriach, nie potrzebują tak mocnych silników. Okrojenie miksu produktowego pozwoliło więc utrzymać biznes w ryzach pomimo spadku cen. Jak w takim razie prezentowała się sprzedaż Unitree na przestrzeni lat? Ją warto sobie rozróżnić, bo choć dziś mówi się głównie o robotach humanoidalnych, to nie one są podstawą działalności tej spółki. Dużo bardziej popularne są tak zwane czworonogi, czyli maszyny, które swoją konstrukcją bardziej przypominały psa czy kota. Założyciel firmy zaledwie 36letni Wang Shing Shing. Prototyp takiego robota stworzył już na studiach. Później Unitree wielokrotnie udoskonalało ten pomysł. W efekcie sprzedaż wystrzeliła. W 2022 roku sprzedano nieco ponad 2000 takich czwronogów, a w 2025 roku już ponad 23 000 sztuk. W przypadku humanoidów liczby są dużo skromniejsze. W 2023 roku sprzedano zaledwie pięć sztuk modelu H1 tego sztywnego dryblasa, którego pokazywałem wcześniej. W ubiegłym roku sprzedaż humanoidów Unitree wyniosła za to około 5500 sztuk. I teraz ważna kwestia, która nieco ostudzi zapędy chura optymistów. Na początku wideo widzieliśmy robota składającego pranie. Musk mówił o tym, że za parę lat będą operować ludzi. Póki co jednak sprzedaż wyraźnie pokazuje, że służą one głównie do nauki i badań. W ubiegłym roku blisko 75% sprzedaży szło do segmentu nauka i edukacja. Raptem 9% to faktyczne zastosowanie branżowe, a nawet tu nie możemy mówić o robotach zastępujących ludzi w mozolnych zadaniach. Z tych 9% ponad połowa to roboty służące do oprowadzania ludzi po firmach lub do pracy w roli hostessy na różnych eventach. Górników jeszcze nie wyręczają. Na początku 2025 roli w roli pracowników magazynów testowano mniej niż 100 robotów humanoidalnych Unitry. Cykle pilotażowe trwają od 18 do nawet 30 miesięcy. Innymi słowy, roboty są wciąż za słabe i zbyt wolno się uczą, by móc sensownie zastępować pracowników. Póki co spełniają tylko i wyłącznie rolę ciekawostek w firmach, które mogą sobie na to pozwolić i przede wszystkim obiektów badawczych, na których uczą się studenci. Główni klienci, również ci zagraniczni, to bowiem uczelnie takie jak MIT, Carnagi czy Princeton. Sprzedaż do USA w ubiegłym roku wygenerowała 13% przychodu Unite. To największy zagraniczny rynek dla spółki i to niestety poważny problem. Dlaczego w czerwcu tego roku Pentagon wpisał Unitree na listę chińskich firm wojskowych? Federalna komisja łączności poszła jeszcze dalej i objęła restrykcjami całą kategorię urządzeń. mobilne roboty produkowane poza Stanami Zjednoczonymi. Formalnie przepis nie wymienia Unitri z nazwy, ale w praktyce trafia w spółkę idealnie z jednym wyjątkiem. Chińczycy zdążyli przepchnąć przez amerykańską certyfikację wszystkie swoje obecne modele na kilka tygodni przed wejściem zakazu. Ostatni z nich 30 czerwca, a zakaz wszedł 28 lipca. Zakaz uderza więc nie w to, co Unitree sprzedaje dziś, tylko dokładnie w to, na co właśnie zbiera pieniądze z giełdy. Wszystko to głównie z obawy o to, że chińskie roboty podłączone do sieci mogą po prostu wykorzystywać pozyskane informacje w celach wywiadowczych. Swoją drogą model G1 tej spółki, czyli Edward Warchocki, bezproblemowo przechadza się korytarzami naszego Sejmu i rozmawia z politykami, a niedawno wprowadzono go nawet na teren placówki wojskowej wsi Noujździu. No ale mniejsza o to. W każdym razie te decyzje federalne mocno ograniczą możliwość sprzedaży kolejnych modeli Unitree w USA, tych które spółka dopiero stworzy dzięki pieniądzom z IPO. Przekonamy się jak sobie z tym poradzi. Póki co spółka zaprezentowała ułamek tego, co te przyszłe modele mogą potrafić. W poniedziałek, dosłownie na kilkadziesiąt godzin przed giełdowym debiutem, zaprezentowała swój nowy model robota o wymownej nazwie Superman. Na filmiku widzimy, jak ten potrafi skoczyć z miejsca na 2 m wzwyż i pobiec z prędkością 12 m/sund, czyli jakichś 45 km/h. Praktycznego zastosowania nowego robotu nie pokazano, ale już te urywki pokazują jego ogromny potencjał. To o Unitrie z uwagi na debiut i to ogromne zainteresowanie mówi się teraz najwięcej, ale oczywiście nie jest to jedyna spółka na rynku. Ba, według najnowszych danych nie jest to nawet lider rynku. W pierwszej połowie tego roku Unitree odpowiadało za około 31% sprzedanych robotów, a inna chińska spółka Agibot za 44%. Co ciekawe, jeszcze rok wcześniej to Unitree było na czele. Dane pokazujące zmianę lidera opublikowano dosłownie dzień przed otwarciem zapisów na akcje. Druga z firm sprytnie wypełniła bowiem lukę, którą pozostawiła pierwsza z nich. Jak już wcześniej ustaliliśmy, Unit by zachować odpowiednie marże, zmniejszyło swoje roboty. To sprawiło, że udźwig tych najnowszych modeli nie przekracza 5 kg. Agibot stworzył roboty, które mogą dźwignąć znacznie więcej, więc lepiej nadają się do fabryk, magazynów i innych zakładów przemysłowych. By jednak zrobić, Agibot musiał troszkę oszukać. Najnowsze modele G2 nie mają bowiem nóg, a kwadratowe podwozie na kółkach. Takie rozwiązanie gwarantuje znacznie lepszy balans przy udźwigu ciężarów niż dwie chwiejne nogi. Kto wie, może to jest rozwiązanie, które będzie powszechne w przyszłości. W końcu wcale nie jest powiedziane, że roboty będą najbardziej efektywne wtedy, kiedy będą nas najbardziej przypominały. Agibot również niedługo znajdzie się na giełdzie, ale w przeciwieństwie do Unitree, nie na tej w Szanghaju, a na tej w Hongkongu. Formalny proces IPO rozpoczął się pod koniec lipca. Poza tymi gigantami na rynku chińskim działają jeszcze UBitech czy Galbot, ale to wciąż tylko rynek chiński. A co z resztą świata? No i co z tą Teslą, której roboty za trzy lata mają nam wycinać nowotwory? Tak jak to w przypadku Maska bywa, również w tym wypadku mamy do czynienia z ambitną obietnicą. Podczas gdy roboty Unitree już zaganiają dziki po Warszawie, Optimusy Tesli są jeszcze głęboko w fazie projektowej. W styczniu tego roku Musk zarządził remont linii produkcyjnej w fabryce we Fremont, która do tej pory produkowała samochody elektryczne. Teraz ma być w stanie wytwarzać Optimusy. Tesla chce jednak tworzyć całkowicie od zera, więc proces jest długotrwały i dlatego trudno oszacować, kiedy robot będzie gotowy do użytku komercyjnego. Mask odmówił podania jakiegokolwiek wolumenu produkcyjnego na ten rok, choć planowo produkcja miała ruszyć na przełomie lipca i sierpnia. stwierdził jedynie, że Optimusy powinny być komercyjnie dostępne już w 2027 roku. Podał też szacowaną cenę takiego cacka. Ma się ona mieścić w przedziale od 20 do 30 000 $arów. Najnowszy Unitree kosztuje około 6000 $arów, czyli jakieś trzy do pięciu razy mniej. Ale tu ważne zastrzeżenie. Optimus nowej komercyjnej generacji ma być znacznie bardziej zaawansowany i funkcjonalny. będzie miał około 170 wzrostu przy wadze blisko 60 kg. Ma być w stanie wykonywać precyzyjne czynności przy użyciu dłoni, jednocześnie przenosząc i dźwigając cięższe rzeczy. To jednak wszystko określenia dotyczące przyszłości. Czy taki model faktycznie będzie gotowy do sprzedaży za półtora roku? Czy za trzy lata nowe generacje tych robotów będą operowały ludzi? Trudno powiedzieć, ale warto pamiętać, że gdyby wszystkie ambitne zapowiedzi Maska sprawdzały się w terminie, to w tym momencie na Marsie byłaby budowana stacja kosmiczna. Zupełnie odwrotnym przykładem jest Agility Robotics. Na razie nie jest notowana, ale wybrała skróconą ścieżkę na giełdę. Zamiast klasycznego debiutu łączy się ze spółką, która jest już notowana, tyle że nie prowadzi żadnego biznesu. Chodzi o Churchill Capital Core. Proces ma się zakończyć do końca 2026 roku i w jego ramach producent robotów został wyceniony na 2,5 miliarda dolarów, czyli prawie cztery razy mniej niż Unitre. Agility już produkuje swoje roboty i te już są wykorzystywane do pracy w magazynach. Spółka ma ponad 300 milionów zakontraktowanego przyszłego przychodu, a wśród klientów znajdują się tacy giganci jak Amazon czy Toyota. Około 1000 sztuk robotów agility już teraz pracuje w magazynach tych firm. Nagraniu warto zwrócić uwagę na ciekawe rozwiązanie techniczne, które zastosowali projektanci. Dzięki sprytnej budowie nóg roboty mogą dźwigać więcej, bo łatwiej im o balans. Agility jest liderem zachodnich firm, jeśli chodzi o sprzedaż przemysłową, ale daleko jej do bycia liderem wyceny w całym sektorze. Na aż 39 miliardów dolarów, czyli ponad cztery razy tyle co Unite. Wyceniana jest spółka Figr AI. Jej roboty działają już u partnerów biznesowych w ramach programów pilotażowych pod ścisłą kontrolą inżynierów spółki. Jeden z takich programów realizowano chociażby w fabryce BMW w Spartanbergu. Modele Figowały tam przez 11 miesięcy i brały udział przy produkcji 30 000 modeli BMW X3. Skończyły program na skuteczności umieszczania części rzędu 99%. Imponujące, a były to modele starszej generacji. Teraz spółka rozwija model 03. Na tym filmiku dobrze widać, co potrafią one zrobić. Wrażenie robią przede wszystkim precyzja i dokładność, z jaką roboty wykonują swoje działania. Na przykład to delikatne odłożenie słuchawek na stojak. Patrząc na taką pokazówkę trudno się dziwić, że spółka jest wyceniana tak wysoko. Zachód ma jeszcze jedną spółkę, która chce zaistnieć na rynku robotów humanoidalnych. To OneX Technologies. Spółka założona przez Norwegów i prowadzona w Kalifornii z dużym wsparciem Open AI. Ma inny priorytet niż omówione przed chwilą dwie inne spółki. Zamiast skupiać się na użytkowaniu przemysłowym, OneX Technologies chce produkować, już zresztą to robi, roboty, które są domowymi asystentami. Za 20 000 $arów lub 500 $arów miesięcznie w ramach subskrypcji można sobie zagwarantować takiego oto pomocnika. To jest Nio i według nagrania promocyjnego potrafi zająć się niemal wszystkimi podstawowymi obowiązkami domowymi, a dodatkowo można z nim rozmawiać i podpytywać o różne rzeczy. Wtedy działa podobnie jak taki fizyczny czat GPT. Można nawet podglądać, co aktualnie robi przez aplikację w telefonie. Wówczas mamy widok bezpośrednio z jego perspektywy. Tak zaanonsowany robot robi ogromne wrażenie, prawda? Niestety praktyka wykazała jego liczne mankamenty. Do tej pory nie potwierdzono żadnej sprzedaży do klienta indywidualnego, a robot był jedynie wypożyczany na testy mediom czy influencerom. Jeden z takich testów codziennych działań przeprowadziła redaktorka Warsage Journal. Wnioski: Robot jest powolny i dosyć niezdarny. Zabadowanie tylko trzech przedmiotów do zmywarki zajęło mu prawie 5 minut. Co więcej, okazuje się, że robot nie jest całkowicie autonomiczny. Jeśli zostanie poproszony o wykonanie czynności, której sam nie jest w stanie zrobić, kontrolę przejmuje nad nim pracownik firmy, który steruje nim przy użyciu googli, VR i specjalnych kontrolerów. Ktoś de facto sprząta wam dom, robiąc to zdalnie, a kosztuje wielokrotnie więcej niż fizyczna pomoc domowa. Dodatkowo robot szybko się rozładowuje i szybko przegrzewa. Okazuje się więc mocno niepraktyczny, przynajmniej w tej wersji. Pomysł wydaje się dobry. Z pewnością znajdą się na to klienci, ale produkt musi zostać dopracowany. To zresztą tylko jeden z wielu problemów różnych firm z całego sektora, które w dzisiejszym nagraniu wymieniłem. Jedne roboty są za wolne, inne za mało dokładne, jeszcze inne za słabe fizycznie. Kolejne są stworzone tylko do wąskiego spektrum zastosowań, nie są uniwersalne. Na łamach Bloomberga pojawił się wymowny felieton pod tytułem AI obiecuje transformację robotyki, ale jeszcze nie teraz. Wyjaśniono w nim dobrze, w czym tkwi problem dzisiejszych producentów robotów humanoidalnych. Roboty ogólnie świetnie sprawują się w działaniach powtarzalnych, przewidywalnych i wysokowolumenowych. Dlatego testy w fabrykach czy magazynach wychodzą dobrze. Wcześniej mówiłem o tym, jak modele 0,2 od Figur AI świetnie sprawdziły się w fabryce BMW, a roboty od agility w magazynie Amazona. Problemy zaczynają się w momencie przyjmowania nowych poleceń na bieżąco i realizowania ich tak, jak było to widać po Neo, który podstawowe czynności domowe wykonywał powolnie i niezdarnie. To dlatego, że nie uczył się tej konkretnej czynności w konkretnym domu. W tekście Bloomberga zwrócono uwagę na kluczowy problem rozwoju tej branży. Brak danych do treningu. Modele takie jak Chat GPT testowano na praktycznie nieskończonej, już gotowej bazie danych, jaką jest internet. Roboty nie mają takiej bazy danych zawierającej wszystkie fizyczne zadania tego świata, z której mogą się uczyć. Odkurzanie w każdym domu jest trochę inne. Różne lodówki otwiera się inaczej. Każdy kubek w zależności od tego jakie ma ucho chwyta się trochę inaczej. Roboty nie mają się skąd tego dowiedzieć, ale takie pojedyncze źródła danych już są tworzone. Pracownicy różnych zakładów, głównie w Indiach, od niedawna za dodatkową premię pracują w specjalnych opaskach na czoło z zamontowanymi kamerami. Urządzenia skrupulatnie nagrywają każdy ruch ich rąk właśnie po to, by niedługo mogły zastąpić ich roboty. No tylko, że te roboty trzeba najpierw nauczyć sortowania czy obierania mango na podstawie jakichś danych. A mówimy tylko o dwóch prostych czynnościach. W zasadzie te same sceptyczne argumenty padają w podobnym felietonie opublikowanym na łamach Wall Street Journal. Autor tego tekstu podsumowuje go tymi wymownymi słowami. Na razie najbardziej ludzką rzeczą w robotach humanoidalnych może być nasza skłonność do ich przeceniania. No i na koniec, jak już do przeceniania doszliśmy, to warto zerknąć na prognozy. Co na temat rozwoju całego sektora myślą banki? Czy też przemawia przez niesceptycyzm? Czy może jednak wieszczą wielki bum na roboty już niedługo? Mówiąc krótko, fachowców można podzielić na tych, którzy wierzą w robotyczną rewolucję i na tych, którzy wierzą w nią bardzo. Zespół analityków Smart Analytics Global, który przygotował obszerny raport na temat całego sektora, szacuje, że do końca tego roku sprzedanych zostanie 60 000 robotów, co wygeneruje około 1,6 miliarda dolarów przychodu. W 2030 roku sprzedaż ma już wzrosnąć do 500 000 sztuk. Nawet bardziej byczo na rynek patrzy Bank of America, który uważa, że w tym roku sprzedaż zamknie się na 90 000 sztuk. Dane za ubiegły rok mówią maksymalnie o 20 000 sprzedanych sztuk. Fachowcy spodziewają się więc wzrostu o 200% albo o 350% w zaledwie rok. I to w momencie, w którym technologia pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Później rynek ma tylko przyspieszyć. Goldman Zachs spodziewa się, że całkowita wartość rynku docelowego robotów humanoidalnych w 2035 roku wyniesie 38 miliardów dolarów. To o czym warto w kontekście tej prognozy wspomnieć to fakt, że została ona zrewidowana w górę w ostatnim czasie i to sześciokrotnie. Pierwotnie założenia mówiły o rynku o wartości 6 miliardów dolarów, a to i tak mniej więcej średnia wartość, jeśli chodzi o prognozowaną wartość rynku za 10 lat. Najniższa, jaką udało mi się znaleźć od Precedence Research, mówi o niecałych 9 miliardach. Największa od CityBank zakłada 209 miliardów dolarów. Tu jednak muszę zaznaczyć gwiazdeczką, że to prognoza sprzed ponad roku. A im dalej wl, tym jeszcze ciekawiej. Trzy banki pokusiły się nawet o prognozy z celem na 2050 rok, a wśród nich właśnie ten byczo nastawiony Citybank, Morgan Stanley i najbardziej sceptyczny UBS. Zestawiłem je na dwóch wykresach. Ten wyższy pokazuje prognozowaną wartość rynku, a ten niższy ilość robotów w obiegu. Jak widać zdecydowanie największą wartość rynku przewiduje City, szacując go na aż 7 bilionów dolarów. Przy czym City liczy to jako rynek adresowalny, czyli teoretyczne maksimum. Dalej mamy Morgan Stanley z szacunkiem w okolicach 4,7 biliona dolarów i powściągliwy UBS prognozujący do 1,7 biliona dolarów. Ciekawą różnicę w założeniach widać na drugim wykresie. Choć to City prognozuje zdecydowanie największą wartość rynku, to Morgan Stanley uważa, że w 2050 roku na świecie będzie najwięcej humanoidów w użyciu. Okrągły miliard. Przypominam tylko, że dziś na świecie mamy 8 miliardów ludzi. City uważa z kolei, że wówczas będzie ponad 600 milionów robotów w użyciu, a UBS spodziewa się około 300 milionów. Jak widać wszyscy fachowcy są zgodni co do tego, że nasza codzienność prędzej czy później będzie nierozłączna z robotami. Pytanie tylko w jakim stopniu. Jeśli interesują cię inne takie analizy, to koniecznie zapisz się do naszego FX Magowego inwestycyjnego newslettera. Potrzebny link znajdziesz w opisie. Całość zajmie ci chwilę, a dostaniesz pokaźną pigułkę rynkowej wiedzy. A jeśli ten odcinek przypadł ci do gustu, to zostaw łapkę w górę. Do usłyszenia. [muzyka] >> [parsknięcie]

Przewijanie do góry