Wrzesień to NAJGORSZY miesiąc na giełdzie. Wyjaśniamy dlaczego [Przyczyny wrześniowej klątwy giełdowej]

Czy wrzesień rzeczywiście jest najgorszym miesiącem na giełdzie?

W materiale przedstawiono szczegółową analizę statystyczną zachowania indeksów S&P 500 oraz WIG w miesiącu wrześniu na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Pokazano, że średnia historyczna stopa zwrotu we wrześniu jest ujemna i że spadki w tym miesiącu mają tendencję do być głębsze niż wzrosty w innych okresach.

Główne przyczyny wrześniowej klątwy:

  • Sezonowy odpływ kapitału związany z cyklami rolniczymi i końcem roku obrotowego funduszy, prowadzący do sprzedaży słabych pozycji dla efektu podatkowego.
  • Okres blackoutu na zakup własnych akcji przez spółki giełdowe, który ogranicza największego strukturalnego kupującego w drugiej połowie miesiąca.
  • Zmniejszona płynność wynikająca z urlopów inwestorów w sierpniu‑wrześniu, zwiększająca ryzyko zdarzeń płynnościowych.
  • Psychologiczne czynniki – sezonowa afektywna zaburzenie i samospełniająca się przepowiednia – które nasilają awersję do ryzyka.

Autor omawia także prognozy analityków z JP Morgan, Bank of America oraz innych instytucji, które przewidują sezonowe zawirowania, ale jednocześnie podkreślają możliwość wykorzystania okresu słabości do okazjonalnych zakupów przy zachowaniu dyscypliny ryzyka.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Efekt września, wrześniowa klątwa czy nawet najokrutniejszy miesiąc. Taką renomę wśród inwestorów ma dziewiąty miesiąc roku. Gdyby ktoś kiedyś postanowił jednak spisać niepisane giełdowe prawidłowości, to założenie, że wrzesień jest najgorszym miesiącem na rynku z pewnością znalazłoby się na górze tej listy. Porzekadło to krąży na rynku od blisko 100 lat. To zwykły zabobon, czy może faktyczne zjawisko? Choć brzmi jak to pierwsze, to gdy spojrzymy na historyczne dane oraz statystyki zobaczymy znacznie więcej niż tylko ziarnko prawdy. Choć zjawisko to nie materializuje się każdego roku, to giełdowa historia jasno pokazuje, że statystycznie nie ma gorszego miesiąca od września i to tyczy się tak naprawdę wszystkich giełd na całym świecie, a nie tylko tej amerykańskiej. Prawidłowość działa także na naszym rodzimym parkiecie, na GPW. Jak dokładnie wyglądają te statystyki, pokażę to w dalszej części materiału. Wyjaśnię też przede wszystkim z czego to wszystko wynika. Inwestorzy się zmówili, stoi za tym jakiś konkretny, logiczny mechanizm, jaką rolę w tym wszystkim odgrywa psychologia inwestorów. No i kiedy to się zaczęło i dlaczego wciąż trwa? Na te wszystkie pytania odpowiem w dzisiejszym odcinku, ale nie one są najważniejsze. Nie ma wątpliwości, że dla ciebie, jeśli sam inwestujesz, najważniejsza jest odpowiedź na pytanie: "Ale co ja mam z tym zrobić? Jak się zachować? Sam nie mam uprawnień, ani też nie jestem takim autorytetem, by ci o tym powiedzieć, ale mogę pomóc." Przyjrzymy się notom analityków bankowych, w których nie brakuje sugestii, co robić we wrześniu ze swoim portfelem. Jeśli więc chcesz przejść przez ten najcięższy na giełdzie miesiąc w miarę suchą stopą, to zostań ze mną do końca materiału. Zapraszam na film. Ja nazywam się Michał Fitz, a ty oglądasz FX Mac, kanał, na którym tłumaczymy świat finansów już od 2016 roku. Jeśli chcesz być na bieżąco ze sprawdzonymi informacjami, które dotyczą twojego portfela, to nie zapomnij zostawić suba. No to żeby nie przeciągać, wyłóżmy od razu karty na stół, to znaczy fakty, konkrety. Czy ten wrzesień faktycznie jest taki kiepski? Już patrzymy najpierw na najbardziej klasycznym z przykładów, czyli notowaniach indeksu S&P 500. Niezależnie która instytucja i przy jakich ramach czasowych nie zabrałaby się za wyliczanie średniego wyniku dla września, to w porównaniu z innymi miesiącami zawsze wychodzi on najgorzej i to nie tak, że troszkę wyprzedza inne miesiące. Jest ewidentnie najsłabszy. Według Jardeni Research średnia historyczna stopa zwrotu we wrześniu wynosi -,1%. Drugim od końca wynikiem jest -,1% dla lutego. Podobne wyliczenia ma także Morning Star. Tu wartości różnią się. Ogólnie wyglądają nieco pozytywniej, ale przedstawiają ten sam wniosek. Wrzesień jest najgorszy. Średni wynik dla niego to -,2%. W tym wypadku luty jest już na plusie o 0,4%. Podkreślę, że mowa o średnich historycznych wynikach. Te oczywiście nie oznaczają, że każdy wrzesień jest spadkowy, bo tak nie jest. Analiza Yardenii Research pokazuje, że przez minione 98 lat 53 wrześnie zamykały się na spadkach. Bank of America wylicza, że 56% wrześni od 1928 roku było spadkowych. Nieco lepiej wygląda to w momencie, gdy zawęzimy horyzont. Analiza Motli biorąca pod uwagę tylko XX wiek pokazała, że na 26 wrześni spadkowe i wzrostowe podzieliły się po połowie. Choć ten fragment z tej konkretnej analizy może sugerować, że zjawisko odchodzi do lamusa, to inna obserwacja z tego samego raportu podtrzymuje tę tezę. Jaka? Pomimo tego, że liczba spadkowych i wzrostowych wrześni wypada po równo, to te spadkowe są dużo bardziej dotkliwe niż wzrostowe są pozytywne, bo średnia stopa zwrotu z tego okresu i tak jest ujemna. Wynosi -1,4%. Innymi słowy, jeśli wrzesień wyłamuje się z prawidłowości, to nieznacznie, a jak się w nią wpisuje, to wyraźnie. A teraz coś dla wzrokowców. Tak wyglądają stopy zwrotu S&P 500 od 2010 roku. Jak widać, tu też mamy remis po osiem wyników ujemnych i dodatnich, ale potwierdza się to, że spadki są większe niż wzrosty. Tylko w 2010 roku, kiedy rynek odbijał się po ogromnym kryzysie finansowym z 2008 roku, S&P 500 we wrześniu wypracowało naprawdę niezły wynik, plus 8,7%, ale zaledwie rok później było już na minusie 7,2%. Jak widać szczególnie dotkliwy był 2022 rok, kiedy to we wrześniu notowania poleciały w dół o 9,3%. Ogólnie okres od 2020 do 2023 roku mocno utrwalił dziś omawiane porzekardło. Przez 4 lata z rzędu wrzesień był kiepski albo wręcz fatalny. Nieco tę prawidłowość odwracają dwa ubiegłe lata. Wówczas S&P 500 we wrześniu miało jednak dodatnią stopę zwrotu. A jak w tym czasie wygląda sytuacja na GPW? Jak widać polska giełda jeszcze bardziej potwierdza występowanie omawianego zjawiska. Przez aż 10 lat od 2015 do 2024 roku tylko jeden na 10 wrześni zamknął się na wzroście notowań indeksu WIG. Tylko jeden. Podobnie jak w Ameryce mocno skrajne były lata 2010 i 2011. Podobnie pozytywny okazał się rok ubiegły, kiedy to we wrześniu notowania WIG wzrosły o 1,5%. Ale to raczej wyjątek potwierdzający regułę. Jeśli chcesz mieć pod ręką więcej takich konkretnych i rzeczowych analiz, to koniecznie zapisz się na nasz FX Magowy inwestycyjny newsletter. Potrzebny do tego link znajdziesz w opisie. Całość zajmie ci chwilę, a zagwarantuje pokaźną pigułkę aktualnej wiedzy rynkowej. Na korzyść porzekadła, a na niekorzyść września działa jeszcze fakt, że historycznie największe anomalie albo trwały, albo zaczynały się właśnie w tym miesiącu. Największy kryzys finansowy XX wieku rozpoczął się właśnie we wrześniu 2008 roku od upadku Leman Brothers. Do poważnych krachów doszło też we wrześniu 2001 roku. Wówczas katalizatorem był zamach na World Trade Center, ale możemy kopać też głębiej. Gospodarka, głównie amerykańska, ale też w wielu innych państwach, w latach 30. XX wieku była trawiona przez tak zwaną wielką depresję. Formalnie rozpoczęły ją dwa krachy z października 1929 roku, znane jako czarny czwartek i czarny wtorek. Fundamenty tego kryzysu zaczęły się jednak budować już we wrześniu i właśnie w tamtym okresie, a nawet jeszcze trochę wcześniej, jakieś 100 lat temu, należy dopatrywać się genezy całego zjawiska. To świetny moment, by skupić się na tym skąd w ogóle wzięła się wrześniowa klątwa na giełdzie. Nie lubisz jak twoje pieniądze leżą bezczynnie? Ja tego bardzo nie lubię, dlatego warto poszukać alternatyw i taką opcję daje Monefit Smart Saver czyli rozwiązanie, które ostatnio testuje. O to jak to działa. Zamiast pozostawić twoje pieniądze bezczynnie, Smart Saver inwestuje je w pożyczki konsumenckie udzielane przez Credit Star Group. W zamian zyskujesz docelową stopę zwrotu na poziomie 7,5%, która jest naliczana codziennie i automatycznie reinwestowana, dzięki czemu twoje zyski stale się kumulują. To co najbardziej mi się podoba, to elastyczność konta głównego. Nie ma tu okresu zamrożenia środków, więc to nie tak, że twoje pieniądze znikają na długie miesiące. Możesz wypłacić do 1000 €, a środki zazwyczaj wracają na twoje konto w ciągu kilku minut. Wypłata większych kwot zajmuje do 10 dni roboczych, a zacząć możesz od zaledwie 10 €. Więc nie ma presji by od razu angażować duży kapitał na start. Oczywiście pomimo wszystkich funkcji i zalet nadal jest to produkt inwestycyjny, więc wiąże się z ryzykiem, a zwrot nie są gwarantowane. Niemniej jednak w przypadku wolnej gotówki, która w przeciwnym razie po prostu by leżała, jest to naprawdę ciekawe rozwiązanie do rozważenia. A jeśli zarejestrujesz się dzisiaj, korzystając z naszego poniższego linku, otrzymasz natychmiastowy bonus w wysokości od wszystkich inwestycji dokonanych w ciągu pierwszych 90 dni. Otóż wszystko tak naprawdę zaczęło się od amerykańskich rolników. Na początku XX wieku, jeszcze przed powstaniem Fedu, amerykański system bankowy był całkowicie zależny od cyklu rolniczego. Szczególnie we wrześniu i październiku. Farmerzy potrzebowali dużej ilości gotówki, często w formie kredytu, by przeznaczyć ją na zbiory, płace dla pracowników, transport oraz wysyłkę zbóż czy bawełny na rynek. Wówczas lokalne banki, które przez wcześniejsze 8 miesięcy odprowadzały kapitał na Wall Street, by ten pracował tam na wyższych odsetkach, musiały go szybko sprowadzać, by sfinansować rolników. W efekcie pieniądz odpływał z centrum finansowego w tym samym czasie i to w ogromnych ilościach, a jak odpływał, to naturalnie ceny akcji spadały. System ten był szkodliwy dla gospodarki. Jeśli nagle cały kraj potrzebował więcej gotówki, nie było banku centralnego, który mógł po prostu dostarczyć systemowi dodatkowej płynności. Jesienny odpływ rezerw z Nowego Jorku wywoływał więc taki ciąg przyczynowoskutkowy. Mniejsza płynność doprowadzała do droższego pieniądza, a ten do wzrostu krótkoterminowych stóp procentowych. To wywierało presję na kredyty, a w ostateczności sprawiało, że giełda była bardziej podatna na spadki i panikę. Dlatego też te ponad stuletnie krachy jak już występowały to właśnie we wrześniu lub w październiku. Między innymi właśnie po to, by to błędne koło przerwać powołano ustawą z 1913 roku rezerwę federalną, która miała zapewniać elastyczną walutę zapobiegającą sezonowości. I w teorii instytucja swoje zadanie spełniła, ale mimo to zjawisko wrześniowej zapaści na giełdzie nie zniknęło i ponad 100 lat później znów się nim przejmujemy. No dlaczego? Skoro pierwotna przyczyna zniknęła, to kwestia, nad którą uczeni i badacze rynku pochylają się od dziesięcioleci. Na to pytanie nie znaleziono jednej konkretnej odpowiedzi. Dziś możemy mówić raczej o kilku czynnikach, które do tego doprowadzają. Jednym z nich także jest cykliczność, choć już nie ta determinowana przez rolnicze zbiory, a przez kalendarz księgowości. Rok obrotowy dla funduszy w Ameryce nie zbiega się z rokiem kalendarzowym. Trwa od 1 listopada do 31 października. Wielkie amerykańskie fundusze inwestycyjne właśnie dlatego, tuż przed końcem tego okresu, we wrześniu i październiku, dokonują sprzątania w swoich portfelach. Sprzedawane są pozycje stratne dla efektu podatkowego, inne są rebalansowane. Innymi słowy, zarządzający funduszami pozbywają się najsłabszych spółek przed końcem roku obrotowego, w efekcie czego ceny tych akcji lecą jeszcze niżej. RBC Wealth Management wskazuje ten mechanizm jako jedną z głównych przyczyn wrześniowej klątwy. Zjawisko to potęguje jeszcze tak zwany blackout na bajbacka amerykańskich spółek giełdowych, co kryje się za tym być może niewiele mówiącym angielskim pojęciem. Otóż spółki giełdowe są największym nabywcą amerykańskich akcji. Na pewien czas przed publikacją kwartalnych wyników nie mogą one skupować akcji własnych. Okno to otwiera się przeważnie 13 września. Oznacza to, że wyraźna część dotychczasowych kupujących ma poniekąd związane ręce. Czyli w drugiej połowie września z rynku znika największy strukturalny kupujący. Dokładnie w tym oknie, które statystycznie jest najgorsze. Warto bowiem zaznaczyć, że wrzesień nie jest słaby równomiernie. Uznany fachowiec Scott Rabner, który zajmował najwyższe stanowiska w Bank of America, Goldman Zachs, a teraz w Citadel Securities, wyraźnie wskazuje, że to właśnie druga połowa września to najgorszy dwutygodniowy okres na giełdzie w całym roku. Jego wyliczenia pokazują, że licząc od 1928 roku w ostatnich 11 sesjach września Mediana zmiany S&P 500 była ujemna dla 10 z nich. Podobnie uważa na przykład JP Morgan czy LPL Financial. które zwracają uwagę, że pierwsza połowa miesiąca zwykle mija w trendzie bocznym, a straty kumulują się dopiero później. I to nie jest przypadek, bo jak przed chwilą powiedziałem, dokładnie wtedy z rynku znika ten największy kupujący. Nie bez znaczenia jest też inny cykl, ten urlopowy. Nad tą kwestią w swoich badaniach pochylił się doktor Owen Lamont, który pracował na Harvardzie, Princeton oraz Yale. CV ma więc bardzo imponujące. Zauważył on, że trwałą spuścizną cyklu rolniczego jest cykl wakacyjny. Wielu inwestorów na okres sierpnia i września wyjeżdża na urlopy. Przez to, że rynek ma mniej uczestników, maleje płynność i maleją wolumeny. Jak twierdzi Lamont, w takich warunkach rośnie prawdopodobieństwo tak zwanego zdarzenia płynnościowego, bo rynek gorzej absorbuje duże zlecenia. Jeśli więc na przykład jedna duża instytucja zamyka swoją pozycję, może tym samym wywołać nieproporcjonalnie duży ruch ceny, a ten z kolei przymusza innych do zamykania pozycji, by nie byli zbyt stratni i tworzy się błędne koło. W tym wypadku winna zaczyna być już nie księgowość, a psychologia. Ta zdaniem niektórych uczonych wpływa na wrześniowe zachowanie rynku w jeszcze jeden sposób. Mam na myśli hipotezę o wymownym skrócie SAT, czyli Seasonal Affective disorder. Mówi ona o tym, że skracanie dnia wywołuje u części członków rynku depresję sezonową, która to z kolei podnosi awersję do ryzyka. W związku z tym część inwestorów sprzedaje wówczas swoje aktywa, a odkupuje je na początku wiosny, gdy to sezonowe zjawisko mija. Równolegle początkiem jesieni rośnie też popyt na obligacje skarbowe, czyli aktywa o minimalnym ryzyku. Za to wiosną spada. Warto jednak podkreślić, że można znaleźć także badania, które te hipotezę podważają. Niektóre badania medyczne wskazują, że depresja sezonowa występuje głównie w okresie od grudnia do lutego, dlatego nie powinna mieć związku z zachowaniem giełdy akurat we wrześniu. Jest jeszcze jedna kwestia, która prawdopodobnie wpływa na to, że wrzesień na giełdzie wygląda tak jak wygląda. To po prostu przyzwyczajenie inwestorów określane bardziej fachowo jako samospełniająca się przepowiednia. Innymi słowy, inwestorzy od lat nastawiali się, że wrzesień będzie słaby, więc zaczynali sprzedawać, by uniknąć większych spadków, tym samym niejako je nakręcając. A co na temat nadchodzącego września mówią prognozy? Czy one też już z przyzwyczajenia sugerują, że będzie kiepsko? No tu niestety już na początku nas nieco zmartwie. Banki nie sporządzają prognoz dla poszczególnych miesięcy. W najlepszym wypadku takie z celami kwartalnymi, a najczęściej rocznymi. Natomiast możemy znaleźć pojedyncze wypowiedzi analityków lub cytaty z raportów, które mówią o tym, czego możemy się spodziewać i co istotne, jak na to zareagować. Jason Hunter z JP Morgan w nocie z 24 sierpnia co prawda pozostaje byczy w kontekście całego roku i jego końcówki, ale ostrzega przed sezonowością na przełomie lata i jesieni. Szczególnie obawia się ewentualnego rozjazdu między producentami sprzętu a hyperskylerami AI. Jeśli pojawi się kolejna fala słabości, tym razem może nie dotknąć już tylko sektora sztucznej inteligencji, może rozlać się na całą giełdę. To czarny scenariusz, ale jeden z wielu. Poza tym ostatnie fantastyczne wyniki finansowe Nvidi mogą sugerować, że do tego rozjazdu raczej jednak nie dojdzie. Ni mniej standardowe sezonowe wahania mogą się pojawić. Dlatego Hunter sugeruje rozważenie ograniczenia ekspozycji na akcje przed tym potencjalnie trudnym okresem. Bardzo podobny przekaz płynie z noty Bank of America opublikowanej pod koniec sierpnia. Tamtejsi analitycy spodziewają się sezonowych zawirowań, które doprowadzą do osłabienia akcji, mocniejszego dolara, droższej ropy i niższych rentowności obligacji. Bank podkreśla, że gdy akcje w okresie między sierpniem a październikiem już wchodzą na minus, to robią to zwykle wyraźnie, a nie symbolicznie. Ryan Detrick z Carson Group radził jeszcze wcześniej, by przygotować się zarówno na sierpień, jak i na wrzesień, jako na najsłabsze dwa miesiące tego roku. Jednocześnie odradzał panikowanie, podkreślając, że to tylko sezonowa słabość. Również wskazując na sezonowość wierzy, że czwarty kwartał będzie mocny i pozwoli odrobić to, co straci się w tych dwóch miesiącach. No i ma ku temu powody, bo stoją za tym mocne historyczne dowody. Od 1950 roku czwarty kwartał przynosił S&P 500 średnio ponad 4% wzrostu, czyli ponad dwa razy więcej niż drugi najlepszy kwartał roku. Innymi słowy, wrzesień statystycznie zabiera, ale ostatnie trzy miesiące roku statystycznie oddają z nawiązką. Edward Jones zwraca uwagę na to, że akurat w tym wrześniu sezonowa słabość i wahania mogą być nawet większe z uwagi na zbliżające się wybory połówkowe w USA. Te mają wielką wagę i zanosi się na to, że republikanie je przegrają. Niewykluczone, że z Kretesem. Jones dodaje jednak, że ten okres słabości może stanowić okazję do tego, by jeszcze dokupić akcje, które dzięki temu nieco stanieją, jednocześnie dalej trzymając się naszych standardowych założeń oraz celu. Zresztą wspomniane przez cytowanych przeze mnie analityków wybory i wyniki spółek z sektora sztucznej inteligencji to nie są jedyne czynniki, które mogą podkręcić sezonowe wahania. Fachowcy wskazują jeszcze na decyzję Fedu w sprawie stóp procentowych. Najbliższe posiedzenie wypada bowiem dokładnie w połowie września, 16 dnia tego miesiąca. Zachowanie inwestorów będzie w dużym stopniu zależne od tego, jaka decyzja zostanie podjęta. A na ten moment trudno powiedzieć, co postanowi komisja. Narzędzie CMI Fed Watch Tool, które na podstawie kontraktów terminowych wylicza prawdopodobieństwo danej decyzji, wskazuje, że obecnie mamy 66% szans na pozostawienie stóp na niezmienionym poziomie i 34% szans na podwyżkę. Warto jednak zaznaczyć, że prawdopodobieństwo dla podwyżki regularnie spada. Jeszcze tydzień temu wynosiło 40%. Jeśli miałbym krótko podsumować wszystkie te opinie i porady, to w ten sposób. Fachowcy zalecają ostrożność, a nie ucieczkę. Nawet najbardziej niedźwiedzie stanowiska sugerują co najwyżej ograniczenie ekspozycji na akcje, a niychłą wyprzedaż. Należy przede wszystkim zwracać uwagę na te trzy główne wydarzenia, o których wspomniałem przed momentem. Ostatecznie to one powinny mieć największy wpływ na rynek, a nie sezonowość, która jest jedynie tłem. Jeśli ten odcinek przypadł ci do gustu, to zostaw łapkę w górę. Do usłyszenia.

Przewijanie do góry