Broń atomowa, porozumienie z Rosją, atak na kraje Bałtyckie? Oto plan TRUMPA i PUTINA [Geopolityka i polityka USA]

O czym jest ten film?

FXMAG 103 000 subskrybentów
25 095 704 09/06/2025

Donald Trump i Władimir Putin: Analiza geopolityczna i wpływ na rynki finansowe.

Amerykanista Andrzej Kohut, gość FXMAG, analizuje strategię Donalda Trumpa w drugiej kadencji, jego relacje z Putinem, politykę celną i wpływ na rynki. Omawia plany Trumpa wobec Iranu, Rosji i krajów bałtyckich, a także jego podejście do ceł i umów handlowych. W filmie poruszane są także kwestie wyborów w USA, relacji USA-Chiny oraz potencjalnego wpływu polityki Trumpa na gospodarkę.

Kluczowe zagadnienia:

  • Strategia Donalda Trumpa i jej wpływ na rynki
  • Relacje USA – Rosja i potencjalny konflikt w krajach bałtyckich
  • Polityka celna Trumpa i jej konsekwencje dla gospodarki
  • Wpływ polityki Trumpa na relacje USA-Chiny
  • Analiza wyborów prezydenckich w USA i ich potencjalny wpływ na rynki finansowe

Partnerzy materiału: XTB i Investing.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Myślę, że to też nie musi od razu być inwazja. To mogą być rozmaite, narastające ataki hybrydowe, z którymi przecież i tak już mamy od jakiegoś czasu do czynienia, sprawdzające do czego jeszcze Rosja może się posunąć. Donald Trump dosyć świadomie gra tą teorią szaleńca, czyli niech moi wrogowie zastanawiają się, czy ja naprawdę jestem wariatem, czy tylko gram i co ja tak naprawdę zrobię w sytuacji zagrożenia. Trump jest autentycznie zaniepokojony możliwością dalszego rozprzestrzeniania się broni nuklearnej. Co Rosja próbuje tutaj zrobić? No istnieje ryzyko, że w pewnym momencie Trump przestanie okazywać tą dobrą wolę i stwierdzi, że dalsze układy z Rosją nie mają sensu, bo Rosjanie nie zamierzają ustąpić w kwestii Ukrainy. z jednej strony nawoływał do negocjacji, ale z drugiej zaczął gromadzić wszelkiego rodzaju elementy sił zbrojnych w postaci chociażby bombowców strategicznych, które mogłyby na Iran uderzyć i zaczął wprost komunikować, że jeżeli te negocjacje nie nastąpią, no to nuklearny Iran z perspektywy Ameryki jest nie do przyjęcia. Abstrahując od tego, że Trump nie Lubin zbyt wiele analizować z ekspertami swoich pomysłów. Już widzieliśmy wcześniej, że jeżeli z Chinami dzieje się gorzej, no to wtedy ten margines negocjacyjny Trumpa z innymi państwami się skraca. Większy odsetek ankietowanych nie ufa Trumpowi gospodarczo w tych kwestiach gospodarczych mniejszy ufa. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby omijały cię ważne wiadomości ze świata finansów, to koniecznie dołącz do ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. Partnerem od ner jest dom maklerski XTB, gdzie osobiście handluje do 100 000 € miesięcznego obrotu. Rejestrując się w XTB koniecznie wprowadź kod referencyjny FX Mac, dzięki czemu zgarniesz jeszcze dodatkowe bezpłatne szkolenie. Link do partnera znajdziesz w opisie. Co siedzi w głowie Donalda Trumpa w tym odcinku? Postaramy się do tej głowy zajrzeć i spróbować coś z niej wywnioskować. Ze mną Andrzej Kochut, amerykanista, Ośrodek Studiów Wschodnich. Witaj Andrzeju serdecznie na naszym kanale. Cześć. Skoro mam amerykanistę, wykorzystajmy to w 100%. Co siedzi w głowie Donalda Trumpa? Czy ta głowa, to może nie jest do końca trafne określenie, ale czy ona się zmieniła w porównaniu do pierwszej kadencji? A ja mam wrażenie, że jeśli chodzi o takie zasadnicze założenia, to nie. Donald Trump nie jest politykiem, czy nie jest osobą wcześniej, zanim został politykiem, która ma bardzo sprecyzowany program, który chce zrealizować. To nie jest rozpisana na wiele stron strategia, którą on teraz wdraża życie w życie. Natomiast są pewne podstawowe założenia, którymi Trump w tej swojej politycznej drodze się kieruje i one się jakoś specjalnie nie zmieniły. On zresztą sam się do tego odwoływał na przykład przy okazji wprowadzania ceł, mówiąc: "To ja jestem tym politykiem, tym człowiekiem, który od kilku dekad powtarza to samo, że Stany Zjednoczone są oszukiwane na arenie międzynarodowej, potrzebują wyższych ceł, żeby nasz przemysł mógł znowu rozkwitnąć, żeby inne państwa nas nie wykorzystywały i po to te cła trzeba podnieść." I to jest jeden z takich przykładów. Takich koronnych zasad jest kilka. Po drugie, na przykład Trump jest politykiem, który widzi siebie jako twórcę pokoju, jako peacemakera i jako taki nie jest przesadnie skłonny ani do rozpoczynania konfliktów zbrojnych, ani do kontynuowania starych. O tym warto pamiętać, kiedy Donald Trump popada w taką trochę bardziej wojowniczą retorykę. U niego najczęściej na retoryce się kończy i to jest bardzo charakterystyczne. On nie lubi otwierać nowych frontów. Mam wrażenie nie tylko z takich powodów pragmatycznych, ale też jakiś takich osobistych przekonań, a niechęci do siania śmierci i zniszczenia. Nie chce się angażować w kolejne konflikty zbrojne. I przy tych konfliktach zbrojnych jeszcze jedna z takich czerwonych linii Trumpa to są kwestie broni nuklearnej. Trump jest autentycznie zaniepokojony możliwością dalszego rozprzestrzeniania się broni nuklearnej. autentycznie obawia się tego, że mogłoby do konfliktu nuklearnego dojść i to jest jakiś taka istotna cecha a tego jego programu politycznego, tego tej jego polityki zagranicznej. Dążenie do ograniczenia tego ryzyka. Czy mówimy o Rosji, czy mówimy o Iranie, ten wątek wielokrotnie wraca. Zresztą ostatnio rozmowa telefoniczna między Putinem a Trumpem dotyczyła głównie broni nuklearnej w Iranie. No bo wiadomo było, że o pokoju na Ukrainie za bardzo nie ma o czym dyskutować, bo tej przestrzeni nie ma. Zresztą w rozmowie telefonicznej Putin zapowiedział działania odwetowe. Te działania odwetowe miały miejsce, ale panowie dogadali się, znaczy dogadali się. jest w pewnym stopniu podobna linia co do tego, co do tego, jak Iran broń swoją nuklearną nie powinien rozwijać, bo może w ten sposób to to powinniśmy nazywać. Tam jest coś jeszcze, co wynika z tej relacji Donalda Trumpa na temat tej rozmowy, tej relacji, którą mamy, bo zamieścił ją na portalu True Social. A mianowicie widać z tej relacji, co Rosjanie, co Władimir Putin tak naprawdę próbował w tej rozmowie zrobić, bo Donald Trump ma ten swój nadrzędny pokojowy cel. Chce zakończyć konflikt na Ukrainie. Mówił o tym wielokrotnie. To była jedna z jego sztandarowych obietnic. Mówił o tych 24 godzinach i tak dalej, i tak dalej. W związku z tym pokazał taką bardziej łagodną twarz w stosunku do Kremla. Zaoferował pewne ustępstwa, rozbudził taką wizję pewnych przyszłych interesów pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją, do których mogłoby dojść gdyby ten pokój zapanował, licząc na to, że ze strony Rosji będzie pewna wzajemność. Natomiast Rosja mimo, że podjęła się tego dialogu z Ukrainą, były te spotkania w Stambule chociażby, no to jak na razie do żadnych ustępstw się nie posunęła i to Trumpa drażni. Tu już parę razy mieliśmy takie sygnały niezadowolenia płynące z Waszyngtonu, w tym wprost wpisy Donalda Trumpa dotyczące chociażby ataków na ludność cywilną na Ukrainie, gdzie Trump pisał o Putinie, czy ten człowiek zwariował, że to jest zupełnie inzalał, tak? Czy szaleńcem nawet i do czego zmierzam? Co Rosja próbuje tutaj zrobić? No istnieje ryzyko, że w pewnym momencie Trump przestanie okazywać tą dobrą wolę i stwierdzi, że dalsze układy z Rosją nie mają sensu, bo Rosjanie nie zamierzają ustąpić w kwestii Ukrainy, nie zamierzają pójść na jakąś ugodę. No oczywiście tutaj mała gwiazdka, Rosjanie nie zamierzają pójść na te ustępstwa. To wydaje się przynajmniej z perspektywy naszego regionu zupełnie jasne. Natomiast z drugiej strony Rosjanie chcą być przy tym stole negocjacyjnym z Trumpem. chcą podtrzymywać u niego tą wizję, że z Rosjanami warto rozmawiać. No i w związku z tym coś zaoferować mu muszą. I ta oferta ze strony rosyjskiej dotyczy Iranu, ponieważ w Stanach Zjednoczonych, jeszcze za kadencji Bidena wielu mówiło na temat takiej kształtującej się nowej osi, można powiedzieć osi zła albo osi podważającej tej ten światowy ład i w ramach tej osi oprócz Chin i Rosji właśnie znajdował się Iran. To Putin proponuje Trumpowi, słuchaj to może my coś z tej osi ustąpimy, razem z tobą wywrzemy presję na Iran, żeby ten Iran nie rozwijał swojego programu nuklearnego, bo to jest jakby twoja agenda i to jest to, co my możemy tobie zaoferować. A ta Ukraina to kiedyś tam dogadamy się w przyszłości. Na razie skupmy się na czymś innym. Dosyć sprytne zagranie. Trump nie pisze co na tą propozycję odpowiedział. tylko odnotowuje, że Rosja taką propozycję przedstawiła. No wydaje się jasne, co to za rozgrywka po stronie Kremla się tutaj toczy. Z perspektywy tak naprawdę położenia Iranu to rozwijanie broni nuklearnej jest poniekąd uzasadnione, bo nawet przy ostatnim konflikcie, który na nowo poznaliśmy, mowa tutaj o sytuacji Indię, Pakistan, gdzie wiemy jak napięta jest ta sytuacja, jak w zasadzie podział kraju w tamtym rejonie po prostu spowoduje, że te napięcia po prostu cały czas będą i na tle religijnym, na tle powiedzmy powiedzmy ideowym. No i to są tak naprawdę kraje, które broń nuklearną mają w tamtym rejonie tych krajów. No jest trochę więc Iran bez tej broni. No nie powiem, że wygląda bezbronnie, bo nie wygląda bezbronnie, bo dalej mówimy tutaj o potężnym kraju, ale czy wierzysz w to, że Iran jest w stanie ustąpić w tym temacie? To pytanie, co to znaczy ustąpić? Bo pewne pole do porozumienia się otwarło. To znaczy z administracją Joe Bidena Iran w ogóle nie chciał rozmawiać. Po tym jak upadła ta umowa nuklearna JCPOA, po tym jak Stany Zjednoczone za czasów pierwszej kadencji Trumpa się z niej wycofały, wywarły maksymalną presję na Iran. Iran stwierdził, że dogadywanie się ze Stanami Zjednoczonymi nie ma sensu. Broń nuklearna jest im po prostu potrzebna jako pewna gwarancja bezpieczeństwa. Yyy, a długofalowo y Amerykanie i tak będą yyy te swoje obietnice, te swoje postanowienia łamać, bo na przykład właśnie nastąpi jakaś polityczna zmiana w białym Domu. Natomiast Donald Trump dosyć skutecznie, mam wrażenie, wystraszył ich potencjalnymi konsekwencjami, bo Trump z jednej strony nawoływał do negocjacji, ale z drugiej zaczął gromadzić wszelkiego rodzaju elementy sił zbrojnych w postaci chociażby bombowców strategicznych, które mogłyby na Iran uderzyć. I zaczął wprost komunikować, że jeżeli te negocjacje nie nastąpią, no to nuklearny Iran z perspektywy Ameryki jest nie do przyjęcia. nastąpi uderzenie i w ogóle działo się to jeszcze w momencie, kiedy Izrael wprost komunikował Amerykanom, to jest ten moment, kiedy należy skończyć z problemem irańskim. Iran jest osłabiony, jego milicję w Libanie, w Syrii, Huti, w Jemenie, wszyscy są osłabieni. To jest ten moment czy czy Hamas to jest ten moment, kiedy powinniśmy uderzyć. Amerykanie wstrzymywali się z tym uderzeniem, ale zaczęli sugerować, że on jest możliwe i wtedy Iran powiedział: "Dobrze, to rozmawiajmy". I jak na razie wydaje się, że jest pewne pole do porozumienia, że to mógłby być w pewnym sensie powrót do tamtej umowy nuklearnej, która została przez Trumpa w pierwszej kadencji wypowiedziana. Zresztą z jakichś takich prywatnych rozmów, które czasami za pomocą anonimowych informatorów przeciekają, można się dowiedzieć, że Trump trochę ma wyrzutów wobec tych, którzy wówczas doradzili mu wypowiedzenie tej umowy i mówi, no twierdzili, że to będzie łatwa droga do tego, żeby namówić Iran do łatwiejszej, do jeszcze korzystniejszej umowy. Nic takiego się nie wydarzyło. Wypowiedzieliśmy tą umowę, była maksymalna presja i tak naprawdę jest jeszcze bardziej niebezpiecznie niż było. Więc jakby otwiera się jakieś pole do wynegocjowania nowej umowy. No tylko trzeba się porozumieć co do warunków. Ten warunek amerykański, który jak na razie jest komunikowany głośno, między innymi Steve Witkof, który jest twarzą tych negocjacji, parokrotnie o tym mówił, to byłoby zablokowanie Iranowi w ogóle możliwości wzbogacania Uranu, obojętnie w jakim celu mogliby ten Uran pozyskiwać z zagranicy. Iran nie chce się na to zgodzić. mówi: "No możemy y przejść na taki powiedzmy program cywilny w pełni, pokazywać, że nie wzbogacamy uranu powyżej pewnego poziomu, nie dążymy do y własnej broni nuklearnej, ale jednak wszystkie te zdolności, które sobie wypracowaliśmy, oczywiście sobie zostawiamy, czyli zostawiamy sobie też drogę, żeby w przyszłości ten program nuklearny na nowo uruchomić, jeżeli sytuacja się zmieni." Amerykanie deklarują, że to z kolei jest nieakceptowalne, ale czy w dłuższej perspektywie nie staną się bardziej elastyczni, wydaje mi się, że jednak pewne pewne pole do kompromisu może być, bo nie ma apetytu na konfrontację. To trzeba sobie jasno powiedzieć. I tu wracam do tego, o czym mówiłem na początku. To to znaczy, że Donald Trump wcale nie chce być tym prezydentem, który otworzy kolejną wojnę, jeszcze w dodatku kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie i być może bardziej tragiczną, jeśli chodzi o konsekwencje niż te wcześniejsze. Zarówno jego ten komentariat po stronie maga, jak i znaczna część jego wyborców jest temu przeciwna. A ci z doradców, którzy akurat być może za tym by się opowiadali, słabną. I tutaj takim przykładem jest Michael Walls, do niedawna doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego Donalda Trumpa i jedna z pierwszych postaci spośród tego m tego tego zestawu, który z którym Trump otworzył drugą kadencję, która już z tego zestawu zniknęła czy została przesunięta na mniej eksponowaną pozycję. No bo to nie jest tak, że WS zniknął zupełnie jednym z powodów, bo tam oczywiście była kilka kwestii afera signalowa i i i kilka innych potknięć ze strony Walsa, ale jedną z tych kwestii, którą mu zarzucano, było takie wyjście przed szereg jeśli chodzi o tą prezydencką linię względem Iranu. Walz miał między innymi z Izraelem prowadzić rozmowy w sprawie tego, co należy z Iranem zrobić. Nie chodziło tutaj o negocjacje. To się Trumpowi nie spodobało. Mhm. Jeżeli popatrzymy też przez pryzmat Iranu, to poniekąd to jest takie wyciąganie wniosków z sytuacji Ukrainy, gdzie zdają sobie sprawę, jak niewiele mogą znaczyć gwarancje bezpieczeństwa, w szczególności jeżeli minie od nich sporo czasu. Jeżeli mówimy tutaj o sytuacjach konfliktowych i ewentualnie nowych sporach, nowych takich zarzewiach konfliktu, w ostatnich tygodniach pojawiły się w sieci nagrania mapki pokazujące, że Rosjanie trochę mocniej przygotowują się przy granicy chociażby z Finlandią, bo to był taki temat z jednej strony kontrowersyjny, z drugiej oddający też trochę to, jak ta rzeczywistość wygląda. Czy czy i jak może potoczyć się sytuacja krajów bałtyckich w Finlandii z perspektywy Putina? Czy bo to, że ma chrapkę na te kraje to nie jest dla nas żadna tajemnica. Tylko pytanie czy jest w stanie uderzyć w momencie kiedy cały czas jest konflikt zbrojny na Ukrainie. Moim zdaniem to się nie wydarzy dopóki ten konflikt na Ukrainie trwa, dopóki jest to konflikt gorący, nie? nastąpi przynajmniej jakieś zamrożenie tego konfliktu, to Putin nie będzie skory do otwierania kolejnego frontu. To jest jedna rzecz. A druga rzecz jest taka, że w tych kalkulacjach rosyjskich bardzo mocno będzie grało to, jak będzie się prezentowało NATO w konkretnym momencie. Jeżeli na to będzie się wydawało osłabione, jeżeli Amerykanie będą się od Europy dystansować, wtedy ta skłonność Putina, żeby testować granicę, bo myślę, że to też nie musi od razu być inwazja, to mogą być rozmaite, narastające ataki hybrydowe, z którymi przecież i tak już mamy od jakiegoś czasu do czynienia, sprawdzające do czego jeszcze Rosja może się posunąć, żeby na to nie zareagowało. No bo w pewnym momencie to będzie odsłonięcie, można powiedzieć, blefu. Tak, Rosja coś zrobiła na to, nie zareagowało. W związku z tym zobaczcie, zostaliście sami, nic się nie wydarzyło, musicie ulec naszym warunkom, bo inaczej będzie wojna. No mniej więcej w takim w takim scenariuszu bym to widział. Natomiast no trzeba też powiedzieć, że ta dynamika ostatnio po jeśli chodzi o stronę amerykańską zmieniła się na niekorzyść Rosji. Na początku administracji Trumpa wydawało się, że dojdzie do jakiegoś szybkiego, czy czy niektórzy się spodziewali, że może dojść do jakiegoś szybkiego rozłamu pomiędzy USA a europejskimi partnerami w NATO. Ostatnio to się mam wrażenie zmienia. Pete Hexet wystąpił na konferencji bezpieczeństwa w Singapurze, bardzo istotne przemówienie. I on tam mówił kilka rzeczy bardzo ciekawych. Na przykład pokazywał azjatyckim partnerom Stanów Zjednoczonych Europę jako dobry przykład. Mówił: "Zobaczcie, Europa zrozumiała, że żyjemy w nowej rzeczywistości, rzeczywistości, w której Stany Zjednoczone dalej chcą mieć partnerów. America first to nie znaczy America alone. To, że chcemy się skupić na swoich interesach nie oznacza, że chcemy być sami. Nasi sojusznicy muszą ponosić większy ciężar własnego bezpieczeństwa. Europa to zrozumiała i już chce wydawać 5% PKB na obronność. Oczywiście trochę fakty to trochę nagiął fakty. Znaczy Europa coś takiego deklaruje, ale jak spojrzymy w szczegóły to chodzi o 3,5% na obronność i 1,5% na inne kwestie z obronnością związane, na przykład infrastrukturę. Poza tym jeszcze dochodzi kwestia w jakiej perspektywie czasowej i tak dalej i tak dalej. Będzie tutaj pewnie sporo. Mamy też podejścia Hiszpanii, sporo kreatywnej księgowości po stron, ale jakby Amerykanie odczytali ten sygnał płynący z Europy pozytywnie, że Europa zrozumiała, chce wydawać więcej, chce się zbroić, zna amerykańskie zastrzeżenia. No i Heet mówi: "W porządku, Europa odrobiła lekcje, część sojuszników europejskich w ogóle zachowuje się modelowo. Kogo wymienia? Polskę z Europy i państwa bałtyckie." mówi, to są państwa, które zrozumiały sytuację i on a Stany Zjednoczone traktują ich teraz jako modelowego sojusznika, tych, którzy, bo jesteśmy pierwszej linii frontu. Tak naprawdę absolutnie tak. Kolejna rzecz, która z tego przemówienia wynika, czy amerykańska obecność w Europie będzie w dalszym ciągu taka jak była do tej pory, no to nie wiadomo, ale cokolwiek by się nie działo, to będzie jakoś tak przynajmniej można wnioskować w porozumieniu z Europejczykami. Więc pewien klimat się zmienił. Amerykanie troszkę ostrzej to komunikowali na początku. Europejczycy przestraszyli się tej retoryki. Ze strony Waszyngtonu tych bardziej umiarkowanych oficjeli płynęły takie zapewnienia, że nie, nie, to jest tylko presja. Prezydent Trump chce, żeby Europa zrozumiała, że te warunki gry się zmieniły. Europa no na to wygląda, a tą zmianę zrozumiała i administracja amerykańska zdaje się mówić: "To jest dobry kierunek. My to doceniamy. Sprawy zmierzają dokładnie tam, gdzie chcieliśmy, żeby zmierzały." No ja tak też odczytuję. tą wizytę kanclerza Merca w gabinecie owalnym. Tam oczywiście ona została przysłonięta później dramą pomiędzy Trumpem i Maskiem, o której pewnie będziemy rozmawiać, ale tam też był bardzo, można powiedzieć, taki pozytywny ton, jeśli chodzi o te relacje transatlantyckie. Trump bardzo Merca komplementował, komplementował Niemców jako tych, którzy też w końcu się obudzili. i wreszcie wydają tyle, ile trzeba na zbrojeniu. Oczywiście było z tym mnóstwo żartów, bo Trump mówił: "No Niemcy się zbroją, niektórzy powiedzą, że to dobrze, niektórzy to źle, ja uważam, że to dobrze, oczywiście do pewnego poziomu i tak dalej i tak dalej." Później były jeszcze te żarty z Dday i i i tak i tam odwołania do czasów historycznych to jeszcze wcześniej. Tak, tak, tak. Więc jakby no te te były takie trochę żarty z tego, co się czym może grozić niemiecka potęga militarna, ale jednocześnie było dużo takiej dobrej woli i takiego pokazywania. Nawet Niemcy, to państwo, na które najczęściej narzekaliśmy, które było tym najpotężniejszym gospodarczo, a wciąż oszczędzającym na zbrojeniach, tym i pasażerem na gapę, wreszcie zrozumiało swoją sytuację. Więc jest zupełnie inna retoryka, jest zupełnie inny klimat. pewnie będziemy widzieli jeszcze więcej jeśli chodzi o ten kierunek relacji transatlantyckich po szczycie NATO w Hadze. Natomiast jest spokojniej i wracając do tego punktu, od którego wyszliśmy, no to jest jednak dla Władimira Putina sygnał, że być może należy poczekać, bo z jednej strony tu się ociepliło, z drugiej strony wiadomo jak to jest z Donaldem Trumpem, czyli nie wiadomo jak to jest. Tak, Donald Trump dosyć świadomie gra tą teorią szaleńca, czyli niech moi wrogowie zastanawiają się, czy ja naprawdę jestem wariatem, czy tylko gram i co ja tak naprawdę zrobię w sytuacji zagrożenia, bo jeżeli będą zgadywać, no to tym trudniej będzie im podjąć ryzykowną decyzję na przykład o rozpoczęciu inwazji, nie wiem, w przypadku Chin na Tajwan, a w przypadku Rosji na któreś z państw bałtyckich załóżmy. Yyy, kolejne spotkanie NATO wspomniałeś w Hadze 23 24 czerwca, więc w zasadzie lada moment oprócz tego co już wiemy, czyli tych nacisków na to, żeby kraje na to przeznaczały 5% PKB, gdzie my w przyszłym roku prawie że ten pułap osiągniemy, bo 4,7% chyba tak wyglądają oficjalne prognozy. yyy na drugim końcu Hiszpania, Włochy, no wiadomo, im dalej od linii frontu, tym chęć wydawania i też też kwestia uzasadnienia społecznie tego, dlaczego te pieniądze mają iść na y zbrojenie, gdzie Hiszpania boryka się z innymi wewnętrznymi problemami, chociażby jak sytuacja rynku pracy jest niezwykle trudne, ale czy to spotkanie w Hadze może przynieść jakikolwiek przełom, czy to będzie No właśnie. jak jak ono może wyglądać. A myślę, że raczej nie przyniesie przełomu. Natomiast dobrze by było, gdyby przyniosło y taką stabilizację tej poprawy nastrojów, o której mówiłem. Jeżeli te wszystkie zapowiedzi dotyczące 5% zostaną podpisane, nie wydarzy się tam żaden rozłam, żadne niepotrzebne groźby, a jeżeli to wszystko odbędzie się w polubownej atmosferze, krótko mówiąc, jeżeli to przemówienie będzie, jeżeli to ten szczyt w takim swoim przebiegu będzie w podobnym charakterze jak spotkanie Trump Merc w gabinecie owalnym, to samo to już by było bardzo pozytywnym sygnałem, że to NATO wciąż jest silne. Pytanie, co wydarzy się w kwestii Rosji i Ukrainy? Czy uda się gdzieś w jakimś końcowym komunikacie kwestie Rosji poruszyć? Stany Zjednoczone ostatnio były temu bardzo niechętne yyy chociażby w ONZe, ale jeżeli te wątpliwości Trumpa co do rosyjskich intencji będą narastać, to być może i taka wola polityczna, żeby coś takiego mocniejszego zawrzeć się pojawi. Natomiast no też nie wyobrażam sobie, żeby tu nagle jakieś do jakiejś diametralnej zmiany doszło. Myślę, że ta zmiana w pewnym sensie już się wydarzyła w ostatnich tygodniach. To znaczy Trump tupnął nogą, Europejczycy konsekwentnie komunikowali, zrozumieliśmy, będziemy wydawali więcej. Administracja teraz komunikuje, przyjęliśmy, Europa jest na dobrym kursie. Teraz czas, żeby skupić się na przykład na Azji. Niech również sojusznicy w regionie Indo Pacyfiku pójdą tym tropem. Pozostajmy w temacie negocjacji międzynarodowych w wykonaniu Donalda Trumpa. polityka celna i to w jaki sposób on się komunikuje. Tutaj wspomniałeś o tym, o tej roli takiego szaleńca, który nie do końca jest przewidywalny i tak naprawdę atakuje, czy też atakuje słownie, żeby zobaczyć ile jest w stanie rzeczywiście wyciągnąć dla swojego kraju czy też powiedzmy dla siebie, bo to, bo to jest tutaj w tym punkcie toż same. Z Chinami było tak, że przed spotkaniem w Genewie, tym gdzie się udało dogadać i delikatnie cła zmniejszyć, bo one dalej są bardzo wysokie w relacji Stany Zjednoczone, Chiny. Dwa dni bodajże przed albo trzy dni Donald Trump powiedział, że nie ma szans na jakiekolwiek wstrzymanie ceł czy zmniejszenie ceł, jeżeli Chiny nie wycofają się ze swoich odpowiedzi. Wiemy, że nie było konieczne wycofanie się Chin z tej odpowiedzi, tylko bardziej tutaj Donald Trump może negocjacyjnie pokazuje na czym mu najbardziej zależy, żeby ta druga strona wiedziała gdzie jest ten punkt odniesienia, bo to, że Donald Trump mówi, że coś się nie wydarzy, jest niedopuszczalne, nie będzie miało miejsca to przez tą drugą kadencję tak dwa tygodnie, trzy tygodnie maksymalnie I to się wydarza dokładnie 180 stopni do tego scenariusza, który przekazywał Donald Trump. No w tej rozgrywce z Chinami to w ogóle okazało się bardzo interesujące, bo mam wrażenie, że Donald Trump nie docenił przeciwnika, że w tym całym planie związanym z Liberation Day nie było takiej reakcji chińskiej, jaka nastąpiła. Po pierwsze od początku kadencji Trumpa Chińczycy zachowywali się dosyć powściągliwie. Nawet kiedy Trump coś tam retorycznie eskalował, bo fentanyl, bo tam takie czy inne nadużycia ze strony chińskiej, a to Chińczycy wstrzymywali się i czekali. Były jakieś pozytywne sygnały. Na przykład Trump nie wyciął w pień Tiktoka, choć mógł to zrobić. Miał właściwie powinien to zrobić, bo to wynikało z ustawy, którą jeszcze jego poprzednik podpisał. Natomiast Trump tego nie zrobił. Chińczycy najwyraźniej liczyli na to, że z Trumpem uda się porozumieć. Trump wyciągnął z tego wniosek, że on teraz może Chińczyków przycisnąć, żeby otrzymać lepsze warunki jakiegoś face to deal, tak jak był Face One Deal swego czasu. I Chińczycy jak na razie nie będą tej tego konfliktu specjalnie eskalować. Zrobił coś jeszcze, mam wrażenie. To znaczy te cła postawione w ramach Liberation Day, one były bardzo mocno wymierzone w Chiny. Natomiast ponieważ stworzono jakąś taką przedziwną arytmetykę mówiącą o tym, dlaczego na to, a na albo na inne państwo są nałożone takie, a nie inne cła wzajemne, no to w moim przekonaniu administracja Trumpa budowała taką trochę zasłonę dymną pokazującą Chinom, to nie jest wymierzone w was. To jest pewna ogólna, pewne ogólne działania administracji mające poprawić naszą nasz bilans handlowy, stan naszego przemysłu w przyszłości. Nie traktujcie tego osobiście. Co się stało? No Chiny potraktowały to osobiście, a cała reszta świata zachowała się zgodnie z tym, co Trump i jego ludzie sobie zakładali. No bo ten mechanizm był taki: Dostajecie wysokie cła, ale perspektywę tego, że te cła zostaną obniżone. Siadajcie z nami do stołu negocjacyjnego i rozmawiajmy. I tak zrobiła absolutna większość świata. Oczywiście część się przygotowała do tego, żeby w następnym kroku coś tam wprowadzić. Natomiast te negocjacje dosyć szybko się rozpoczęły. Najpierw z państwami azjatyckimi, później europejskimi i tak dalej. Co zrobili Chińczycy? z miejsca odpowiedzieli na całego. Stwierdzili, że to jest ten moment, w którym okazuje się, że z Trumpem jednak się dogadać nie uda i trzeba mu pokazać siłę. No i w tym momencie Trump nie mógł dać się złapać na blefie, więc musiał odpowiedzieć. Weszliśmy w taką drabinę eskalacyjną, która skończyła się w momencie, gdy obydwie strony właściwie zamroziły handel pomiędzy sobą. Yyy, sytuacja stała się dla z perspektywy amerykańskiej gospodarki nie do utrzymania i Trump musiał rozpocząć luzowanie i dosłownie po niecałym tygodniu czy tam dziewięciu dniach, już nie pamiętam ile to dokładnie było, yyy wyszedł i powiedział yyy te cła wzajemne to zawieszamy je na razie, bo wszyscy przyszli, żeby negocjować, więc jest powód, żeby je zawiesić. Wcześniej mówił co innego, nie szkodzi. Zostawiamy bazowe 10%. A z Chińczykami to na razie nie ma dyskusji. Muszą się wycofać z tego, co zrobili. i na nich zostają te ogromne cła. W końcu doszli też do tego, żeby z Chińczykami ten handel odmrozić, ale to niewątpliwie Trump był tym, który tutaj mrugnął i któremu coś się w tej strategii nie udało. No oczywiście teraz jeszcze w tej sprawie celnej dochodzi kolejna kwestia, czyli to co zadecydują amerykańskie sądy. To dodatkowo komplikuje pozycję Donalda Trumpa. Także tutaj z jednej strony było może trochę tego genu szaleństwa. Z drugiej strony było budowanie pewnej zasłony dymnej, żeby nie pokazać Chińczykom, że to oni zostali w tej sytuacji wprost namierzeni. Ale myślę, że w tej całej logice Liberation Day było jeszcze coś innego. No i być może to spowodowało, że nie udało się tego skonsultować z odpowiednią ilością ekspertów. już abstrahując od tego, że Trump nie lubi zbyt wiele analizować z ekspertami swoich pomysłów. A chodziło też o to, że tego rodzaju działanie, zresztą widzimy to do tej pory, a narusza interesy bardzo wielu osób, w tym bardzo wpływowych amerykańskich gałęzi y biznesu. Jeżeli chciano to wprowadzić, to trzeba było to wprowadzić szybko, z zaskoczenia, zdecydowanie i gwałtownie, a potem się zobaczy i dokładnie to zrobiono. No natomiast efekt jest taki, że przynajmniej jeżeli chodzi o Chiny, Donald Trump się pomylił. Okazało się, że jeżeli miałaby to być wojna na wykończenie z Chinami, to prawdopodobnie Chińczycy dłużej są w stanie opanować swoje społeczeństwo i konsekwencje polityczne takiej wymiany ciosów niż Amerykanie. Wybiegnijmy trochę w przyszłość, bo tutaj wiadomo, że najłatwiej analizuje się to, co było, a mamy kilka takich czynników, które mogą nam tą układankę dosłownie ze stołu zmieść, bo wspomniałeś oczywiście o wyroku sądu. Sąd apelacyjny wstrzymał decyzję i powiedział: "Dajcie mi oświadczenia i wytłumaczcie, żeby się obie strony wytłumaczyły." Więc biorąc pod uwagę dzień publikacji tego naszego odcinka, to zapewne za tydzień mniej więcej dowiemy się co dalej, bo wstrzymanie było na trzy tygodnie, jeżeli dobrze pamiętam. Tak, ono było czasowe. No i oczywiście to też nie będzie koniec ścieżki. Później sąd apelacyjny będzie musiał podjąć jakąś decyzję, a później sprawa zawędruje do Sądu Najwyższego. Wyjaśniając, bo to chyba nie padło, taki mało znany amerykański sąd federalny zajmujący się relacjami handlowymi stwierdził, że Donald Trump nie miał prawa nałożyć tych ceł, które nałożył w ramach Dnia Wyzwolenia, tych ceł wzajemnych. Nakładanie ceł w amerykańskim systemie jest kompetencją Kongresu. Kongres oczywiście może to uprawnienie delegować. Natomiast Trump wykorzystując pewien akt prawny, który daje prezydentowi rozmaite uprawnienia w sytuacji wyjątkowej, uznał, że ta sytuacja wyjątkowa kryzysowa nadeszła i ona się objawia tak nierównowagą handlową. W związku z tym on może te cła wprowadzić. Sąd powiedział, że to jest zbyt daleko idąca interpretacja, żeby na tej podstawie wprowadzać najwyższe cła od lat 30. Okej. I to jest jedna odnoga tej sytuacji, czyli kwestie prawne, gdzie scenariusz, gdzie sąd apelacyjny oddala zażalenie administracji Trumpa, to nie jest nic niemożliwego. To się może absolutnie wydarzyć, bo dalej mówimy o jednak mimo wszystko sytuacji wydającej wydającej się, że te kompetencje jednak zostały przekroczone. No bo mówimy o ekstremalnych cłach i tak dalej. Ta ścieżka może potrwać dalej, Sąd Najwyższy. Natomiast my przez długie przez długie tygodnie żyliśmy tym, że na początku lipca mamy odmrożenie ceł. Mhm. W przypadku Unii Europejskiej po ostatnich negocjacjach, to jest 9 lipca, mamy ten termin, gdzie który udało się Ursuli Wonder Len trochę wynegocjować podczas rozmowy weekendowej telefonicznej z Trumpem i jak to może rzeczywiście wyglądać, bo pewnie takim podstawowym scenariuszem jest to, że dla części krajów odmrożenie, dla części krajów pozostawienie, pozostawienie tych wyższych, czyli tych tych postanowień z początku kwietnia, czyli wznowienie celów w zależności od tego, jak te negocjacje idą, czyli tutaj nie będziemy wrzucali wszystkich do jednego worka, tylko z każdym w zależności od tego na jakim etapie mamy negocjacje. Może no tu jest jeszcze dodatkowa zmienna, która wynika z tego zamieszania sądowego, które się pojawiły. No nie wiadomo jak te negocjacje będą teraz przebiegać, bo a negocjatorzy muszą to jakoś uwzględnić. Yyy, no oczywiście Amerykanie mogą oczekiwać, że na przykład państwa europejskie czy azjatyckie pójdą na pewne ustępstwa. Natomiast pytanie z perspektywy tych państw brzmi na jakie ustępstwa w sytuacji, kiedy już za chwilę może się okazać, że te Cła, które nałożył Trump były nielegalne i nie mają racji bytu. To co, my zgodziliśmy się wtedy na jakieś ustępstwa, wynegocjowaliśmy jakąś umowę, a tutaj powód, dla którego podjęliśmy te negocjacje tak naprawdę zniknął. To jest pierwsza rzecz. A druga rzecz, no dla mnie ogromnym zagadnieniem jest na jakim etapie zaawansowania będą te wszystkie negocjacje. Ameryka po tym Liberation Day musi prowadzić rozmowy z kilkudziesięcioma państwami. Tuż po tym, jak ten te cła zostały ogłoszone, było przesłuchanie chyba Jamesona Grea, przedstawiciela do spraw handlu przed jedną z senackich komisji i tam padło pytanie, w jakim tempie udało się wam, administracji Trumpa w pierwszej kadencji wynegocjować nową naftę? Tak, bo wtedy administracja podważyła to porozumienie o wolnym handlu łączące Stany Zjednoczone z Meksykiem i Kanadą wynegocjowała nową wersję umowy i ta odpowiedź jaka wtedy padła, brzmiała bardzo szybko. No właściwie posuwaliśmy się z niesamowitą szybkością naprzód ledwie 2 lata. No a teraz do lipca mają wynegocjować umowy z 70 powiedzmy państwami. No brzmi to kompletnie nierealistycznie, więc wydaje mi się, że albo te umowy będą jakieś takie ramowe i bardzo rozwodnione i niewiele z nich będzie wynikać, albo tak naprawdę będziemy na jakimś bardzo wczesnym etapie negocjacji. No i pytanie, co dalej? A pewną zmienną będzie to, co będzie się działo też w tych relacjach z Chinami, bo już widzieliśmy wcześniej, że jeżeli z Chinami dzieje się gorzej, no to wtedy ten margines negocjacyjny Trumpa z innymi państwami się skraca. To trzeba gdzieś jednak troszkę bardziej poluzować. Więc to jest drugie zagadnienie. Czy te ta układanka po stronie chińskiej będzie na korzyść Trumpa, czy nie na niekorzyść. Więc tak naprawdę 9 lipca może się nie wydarzyć zupełnie nic. Pamiętamy to z tych rozmaitych ceł, które Trump wprowadzał od początku swojej kadencji. Ogłaszał, że już za miesiąc wprowadzimy na Kanadę i na Meksyk tyle i tyle ceł na to i na tamto. Po czym dzień wcześniej mówił: "Okej, to jeszcze miesiąc dłużej". Dlaczego tak? No bo Kanada zdecydowała się wysłać jakichś żołnierzy na granicę, a Meksyk też tam postawił paru gwardzistów. takie zupełnie nieistotne ustępstwa. Więc nie wierzę, że o to chodziło. Chodziło pewnie o to, że przychodzili rozmaici lobbyści i mówili: "Panie prezydencie, to jest przedwczesne, stracimy na tym za dużo, proszę się zastanowić". On mówi: "No dobrze, to będziemy się jeszcze zastanawiać, jak na razie opóźniam to o miesiąc, a wy dajcie jakiś gest dobrej woli." Więc być może skończy się dokładnie na tym, Europa powie, państwa europejskie konkretne, dajemy jakiś gest dobrej woli. Proszę sobie wyobrazić, co to może być. Ja teraz mam deficyty wyobraźni, ale to jakby nie jest takie bardzo istotne, bo tu nie chodzi o jakąś dużą przełomową rzecz. A Trump powie: "No dobrze, to odraczamy to, nie wiem, o kolejne trzy miesiące i zobaczymy, co się wydarzy w październiku. Jak Amerykanie odbierają tą politykę Donalda Trumpa? Nie mówię o madze, o ruchu maga, bo to wiadomo jest jak zatward, jak zatwardziały jest to elektorat i zwolennicy 47 prezydenta Stanów Zjednoczonych. Natomiast generalnie jakie są nastroje i ocena no tych już ponad 140 dni prezydentury Trumpa? A myślę, że te moje uczycie uczucia są mieszane. Poparcie dla prezydentury Trumpa spadło. To nie jest jakaś bardzo nadzwyczajna rzecz. Wielu prezydentom po optymistycznym początku te notowania spadają. Bidenowi spadły jeszcze niżej. na tak niskim poziomie już pozostały. Trumpowi w pierwszej kadencji w ogóle nie urosły. Cały czas były na niskim poziomie. Yyy, więc to jeszcze nie mówi nam tak wiele. Natomiast Trump stracił zaufanie przynajmniej części wyborców w kluczowych obszarach takich jak polityka gospodarcza. Y Trump został wybrany jesienią 24 roku, zapewne z wielu względów, już nie będę wracał tutaj do jakiejś obszernej wyborczej analizy, ale jednym z powodów była y taka wyrażana na różne sposoby obietnica, że za Bidena gospodarczo było źle, a za Trumpa będzie lepiej. Że Biden oczywiście chwalił się wynikami makroekonomicznymi, ale Amerykanom żyło się gorzej, różne produkty były droższe, a za pierwszego Trumpa przed Covidem było taniej. I w związku z tym Trump jest tym, który lepiej od Bena zna się na gospodarce. Kiedy przyjdzie będzie lepiej. Ludzie w to uwierzyli. Badania pokazywały, że wyborcy bardziej ufają Trumpowi niż Bidenowi w kwestiach gospodarczych. I to się zaczęło zmieniać. W tej chwili większy odsetek ankietowanych nie ufa Trumpowi gospodarczo. W tych kwestiach gospodarczych mniejszy ufa. No bo pojawiła się bardzo duża doza niepewności. To jeszcze nie chodzi o to, że sytuacja gospodarcza stała się jakaś drastycznie gorsza niż była kilka miesięcy temu, bo tak nie jest. Inflacja wciąż jest stosunkowo niska, bezrobocie nie wzrosło. Mamy przyrost miejsc pracy wciąż na na amerykańskim rynku pracy, więc no generalnie w takim codziennym odczuciu Amerykanów przynajmniej nie jest gorzej. Natomiast jest o wiele większa doza niepokoju i to już nie tylko wśród biznesmenów, którzy się zastanawiają, będzie się dało importować, nie będzie się dało importować, o ile więcej przyjdzie zapłacić za to czy za tamto, ale również po stronie zwykłych Amerykanów, bo na przykład obawiają się, że może nadejść recesja albo że te podwyżki celne, o czym wielu ekonomistów mówi, mogą przynieść podwyżkę cen. To jest zresztą rzecz, której administracja bardzo mocno się obawia i to było widać po dość nawet nie dość, bardzo nerwowych reakcjach na przykład zapowiedź platformy Amazon, że będą pokazywać o ile wzrosły ceny poszczególnych produktów ze względu na cła. Później się z tego wycofali, potem była taka zapowiedź Walmarta, że będzie informował czy tam nawet nie tyle, że będzie informował, co będzie zmuszony podnieść pewne ceny. Znowu bardzo ostra reakcja administracji. No więc to się jeszcze jakoś tam na dużą skalę nie wydarzyło. Amerykanie jeszcze nie zobaczyli jakichś drastycznych konsekwencji tej polityki, ale mają takie bardzo duże poczucie niepokoju, że sprawy nie zmierzają w dobrym kierunku, że być może coś tu się za chwilę przewróci. Ale jak już powiedziałem, że sprawy zmierzają czy nie zmierzają w dobrym kierunku, to tutaj jedno ciekawe badanie, które pokazuje jak bardzo polaryzacja wpływa na elektorat i na to co ludzie uważają też o o obecnej sytuacji w Stanach Zjednoczonych. Było takie badanie Rasmusena. Ono zresztą jest cykliczne i organizują je różne agencje badawcze, gdzie pyta się Amerykanów między innymi o to, czy uważają, że kraj zmierza w dobrym czy w złym kierunku. Od lat to badanie pokazuje, że Amerykanie w swojej większości uważają, że raczej zmierza w złym kierunku. No i ostatnio administracja Trumpa też się tym bardzo chwaliła, a wielu Amerykanów, większość Amerykanów, powyżej 50% tych spośród tych ankietowanych powiedziało, że kraj zmierza w dobrym kierunku. No i szokująca poprawa. No ale teraz spójrzmy w szczegóły. Z czego już ta szokująca poprawa wynika? No a z tego, że po stronie republikańskiej odsetek tych, którzy uważają, że kraj zmierza w dobrym kierunku, wzrósł powiedzmy z 20% za Bidena do prawie chyba 80. Natomiast po stronie demokratów z powiedzmy tam chyba było niespełna 50% spadło do 4%. Znaczy to też powoduje, że bardzo trudno powiedzieć jak Amerykanie jako zbiorowość oceniają Donalda Trumpa. No zapewne ci, którzy na niego głosowali, nie mówię tylko o tym twardym elektoracie maga, o którym wspominałeś, ale ludzie o republikańskich sympatiach, myślę, że wciąż jeszcze dają mu ten kredyt zaufania. Być może czują już zaniepokojenie, a czym tak naprawdę te cła się skończą, ale mówią: "Dajmy Trumpowi porządzić. To jest mądry facet, na pewno wie co robi. Y, zobaczymy. Jest jest taka postawa, że y że władze należy się pewien kredyt zaufania na początek. Natomiast oczywiście po stronie demokratów te zaufanie jest niemal zerowe. Tak, 4% to jest odczyt, jakiego chyba jeszcze na tym wykresie nie było. Popatrzmy w takim razie, bo często lidera poznaje się po tym, czy jest w stanie mobilizować to swoje najbliższe otoczenie. Ile mniej więcej, bo to nie wiem czy są twarde dane, osób z którymi Trump współpracował w czasie pierwszej kadencji, współpracuje z Trumpem w tej drugiej kadencji, bo frontowo się dużo zmieniło. To nie jest jak gdyby ten sam skład, który stwierdził, że tak, my chcemy podążać za tobą Donaldzie po raz drugi. Pewnie jakaś statystyka istnieje. Nie mam jej w głowie w tej chwili, ale rzeczywiście jeżeli chodzi o to bezpośrednie otoczenie Trumpa zmieniło się bardzo dużo. No z bardzo też prozaicznego i prostego powodu. Pierwsza administracja Trumpa funkcjonowała w takiej wyjątkowo trudnej sytuacji, kiedy prezydent musiał na już znaleźć swój zespół, którego nie miał. Część partii republikańskiej wciąż traktowała go jako ciało obce i w związku z tym nie chciała z tą administracją mieć wiele wspólnego. A część ludzi, która do niego przychodziła i to może był problem jeszcze większy, przychodziła tam po to, żeby nie dopuścić do tego, żeby Trump zrobił to, co obiecuje, że zrobi. Oni się obawiali jego programu i chcieli jak najbardziej ten program sabotować i po to dokładnie się w tą administrację włączyli, co powodowało, że Trump ich później musiał wyrzucać, po nowych ludzi. Ci nowi wcale nie okazywali się pod tym względem jakoś bardzo lepsi. No i w związku z tym wielu rzeczy nie udało się zrealizować. No i to jest nauczka, którą Trump wyciągnął z tej pierwszej kadencji. Trzeba y poszukać takiego lojalnego zestawu ludzi, którzy na których będzie można się oprzeć i którym będzie można zaufać. No i to zresztą do pewnego stopnia działa. Natomiast są w tej administracji osoby, które były obecne w pierwszym zespole Trumpa, piastowały tam różne funkcje i również spędziły te lata, kiedy Trump nie był prezydentem na przygotowywaniu pewnych planów, jak pewne rzeczy wprowadzić w życie. To są bardzo kluczowe w tej chwili dla Trumpa postaci, jak na przykład Steven Miller, człowiek, który jest zastępcą szefa personelu białego Domu, a człowiek, który odpowiada za trumpowską politykę imigracyjną. To jest właściwie jego temat, jego obsesja można powiedzieć, czy jakiś obszar, w którym no jest najbardziej aktywny. No i on przez te ostatnie lata przygotowywał rozmaite plany w jaki sposób zamknąć amerykańską granicę i doprowadzić do tych największych deportacji w historii. Jakie służby można wykorzystać, jakie przepisy można wykorzystać, gdzie te przepisy można zreinterpretować albo spróbować je zreinterpretować, zobaczyć co sądy z tym zrobią i tak dalej i tak dalej. Wiele z tych rzeczy, które obserwujemy w polityce zagranicznej wynika z tego, że ten człowiek po prostu przez kilka lat siedział i układał plany. A drugą taką postacią, o której można wspomnieć, jest na przykład Russell Vot, człowiek, który odpowiada za biuro budżetowe w zarządzania i budżetu w białym Domu. Biuro, które no de facto decyduje o tym, jak wydatkowany jest budżet państwowy, tak? jak władza wykonawcza będzie w tym obszarze działała. I to również jest osoba z pierwszej administracji Trumpa, która bardzo skrupulatnie przygotowywała się do powrotu do tej roli w przyszłości. No i teraz robi dokładnie to, czego można było się spodziewać. Są ludzie, którzy nie są z pierwszej administracji Trumpa, ale jakby dołączyli do Trumpa bardzo szybko po tym, jak przestał być prezydentem. No tu przede wszystkim do głowy przychodzi mi Suzys, czyli szefowa personelu. Ona dołączyła do Trumpa w momencie, kiedy właściwie wszyscy od Trumpa woleli się raczej odłączyć po przegranych wyborach, kiedy on był, no może nie osamotniony, nie przesadzajmy, ale w Maralagu znalazło się kilka osób, które chciało go wesprzeć, tak z niezbyt obiecującymi perspektywami politycznymi. Może tak to ujmijmy. Suzi Wes wtedy się połączyła z Trumpem, przyłączyła do niego, połączyli siły. No i dzisiaj jest niezwykle wpływową szefową personelu, osobą odpowiedzialną za to, że ten biały Dom jest dużo sprawniejszy, mniej podatny na jakieś wewnętrzne konflikty, bardziej uporządkowany niż to miało miejsce w przeszłości. Więc jest tam pewien takich taki rdzeń ludzi, którzy których którzy można powiedzieć przygotowywali się do przyjęcia przejęcia władzy, ponownego przejęcia władzy wraz z Trumpem. Jest też trochę nowych, ale już o innym profilu niż ci z pierwszej kadencji. Ja trochę zainicjowałem ten nasz główny wątek, który gdzieś tam na początku naszej rozmowy się pojawił. No bo nie sposób nie odnieść się do tak naprawdę wielkiej kłótni i wielkiego rozstania, które w Stanach Zjednoczonych ma miejsce i wygląda to paskudnie nazywając rzeczy po imieniu, bo w zasadzie panowie każdy na swoim portalu wypisują przeróżne rzeczy. Czy to Donald Trump na True Social, czy na Xie Elon Musk. Zresztą Donald Trump z Xa chyba już wyleciał. A wrócił. przywrócił, ma tam swoje konto tej tej kłótni czasem, czy nie, czy teraz nie zostało to konto zawieszone ponownie. No nie sprawdza, nie jestem, nie jestem pewny. Możemy to zweryfikować, ale mniejsza z tym. Czy spodobała ci się odpowiedź Radosława Sikorskiego z wbiciem szpilki dla tego wielkiego człowieka Ilona Maska? No ta szpilka była niezwykle celna, bo mam wrażenie, że no to jest właśnie największy problem Ilona Muska, że on wszedł w politykę spodziewając się, że tak jak odnosił sukcesy w biznesie, za pomocą swojego sposobu działania, również za pomocą swoich pieniędzy będzie w stanie tą politykę transformować. I okazało się, że te młyny amerykańskiej polityki są potężniejsze nawet niż nawet najbogatszy człowiek na świecie. One go, mam wrażenie dosyć mocno przemieliły. Oczywiście nie wiemy jak ten jak ta drama pomiędzy Trumpem a Maskem się zakończy. Rzeczywiście jest to rozwód wyjątkowo brzydki. Wydawało się, że może być spokojniej. Yyy, mask był stopniowo odsuwany na boczny tor, trochę przesuwany do tła w momencie, kiedy się okazało, że jest z jednej strony prowo trochę niewygodny, ponieważ jego działania w ramach Doz wielu Amerykanom się nie spodobały, budziły poważny niepokój. Jeżeli ktoś wychodził protestować przeciwko rządowi, to tą tarczą, w którą rzucał rzutkami, to była tarcza z twarzą Elona Muska bardziej niż Donalda Trumpa. Z drugiej strony, że jego agenda nie do końca zgadza się z agendą rządową i kiedy Donald Trump mówi o tym, że cła uratują Stany Zjednoczone i to jest w ogóle najpiękniejsze słowo w słowniku języka angielskiego, no to Elon Musk wychodził i mówił, że nie, nie, nie powinniśmy dążyć do tego, żeby na przykład pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską tych ceł w ogóle nie było. A no a to tylko jeden z przykładów, nie wiem, ulgi na samochody elektryczne. Kolejny taki punkt. Trump chce, żeby je wyrzucić jako jakiś relikt epoki bajdenowskiej. No a mask ze zrozumiałych względów wolałby, żeby one jednak zostały. Więc ten mask był stopniowo odsuwany powiedzmy gdzieś tam do tyłu. A potem się wygodnie okazało, że ten jego status specjalnego pracownika rządowego ma pewne czasowe ograniczenie w 130 dni w ciągu roku. Dałbym sobie rękę uciąć za to, że gdyby ktoś tam w administracji bardzo chciał, to znaleźliby sprytny sposób, żeby MASK dalej robił to, co robił. Natomiast ewidentnie nie było takiej woli, w związku z czym wykorzystano dobry pretekst do tego, żeby tego Maska odsunąć. No i ten to ten finał w gabinecie owalnym mimo podbitego oka Ilona Maska wyglądał tak jeszcze całkiem ugodowo. A o ile podbite oko wygląda ugodowo, tak nie wiadomo kto je podbił. On chyba twierdził, że to dzieło jego małego syna. A natomiast no otrzymał złoty klucz, były jakieś miłe słowa, no i wydawało się, że to będzie taki przyjacielski rozwód. Natomiast ten rozwód nie okazał się do końca przyjacielski, no bo y Elon Musk no pewnie tutaj z różnych rzeczy wynikały te żale. Może z tego, że został odsunięty. Może rzeczywiście to Trump podkreślał, a że nie ustąpiono mu w tej kwestii ulg na samochody elektryczne. Może wreszcie z tego, że człowiek, którego popierał i jego znajomy Jaret Isacman nie otrzymał tej funkcji szefa NASA. To zresztą są różne spekulacje, że to zespół Donalda Trumpa postanowił pożegnalnego kopniaka Ilonowi sprzedać za miesiące niezwykle trudnej przyjaźni. No i w efekcie Musk zaczął zwalczać największe dzieło ostatnich miesięcy, jeśli chodzi o administrację Trumpa, wielką i wspaniałą ustawę, którą republikanie muszą przegłosować, a wcale nie jest łatwo. Musk zaczął ją torpedować. Już to podobno bardzo podkurzyło Donalda Trumpa, ale długo się wstrzymywał, nic na ten temat nie pisał, ani publicznie nie mówił. Natomiast kiedy został o to zapytany podczas konferencji z Mercem, no to już się odpalił i i parę słów powiedział. wcale jeszcze nie aż tak daleko idących, ale chyba najbardziej największe konsekwencje spowodowała jego wypowiedź, że prawdopodobnie sam też wygrałby Pensylwanię. Czyli w domyśle niech Elon Musk nie przesadza, jeżeli chodzi o te jego zasługi dla Trumpa. Trump wygrał, bo jest Trumpem, a nie dlatego, że poparł go jakiś Elon Musk. No i tu Mask się odpalił. Poszła cała seria tweetów, których nie ma serii, nie ma sensu streszczać. Kto chciał zobaczyć, to już na pewno zobaczył. No i i zaczęła się ta faza burzliwa tego tego rozwodu. Nie wiemy jeszcze czym to się skończy. Oczywiście może dojść do jakiegoś porozumienia. Pojawiły się jakieś takie sygnały, że strony mogłyby porozmawiać i jakoś to trochę wyciszyć. Natomiast nawet jeżeli czasowo to wyciszą, no to ta te fundamentalne kwestie sporne pozostają. To znaczy też te oskarżenia, które ma sformułowane, załóżmy, że dochodzi do jakiegoś porozumienia. I cóż dalej on mówi o tej wielkiej, wspaniałej ustawie, którą Republikanie, jak wspominałem, muszą przegłosować. No bo to wynika wprost z programu politycznego Trumpa, że teraz już nagle jest w porządku, że te wcześniejsze zastrzeżenia nie mają racji bytu. No więc a no myślę, że ten ten konflikt będzie się toczył i będzie miał swoje konsekwencje. The one big beautiful bill. Amerykanie mają tutaj przepiękną umiejętność nazywania tych wszystkich ustaw i uchwał w bardzo obrazowy sposób. No to chyba zasługa samego Trumpa w ogóle, tak? bo tutaj były takie no przy okazji tych też wcześniejszych to to dosyć kwieciście te ustawy były i uchwały były nazywane. Jeżeli chodzi o ten tą tą ten piękny piękny rachunek czy ten ukłon w stronę też podatników, czy czy i w jakim stopniu to przepchanie tej ustawy uderzy w amerykańską gospodarkę, bo na pewno uderzy w deficyt budżetowy. To jest jak gdyby oczywista sytuacja, że deficyt budżetowy będzie większy. Do tego odniosła się agencja Moodis, która jako ostatnia obniżyła rating. Wcześniej był S&P, później był Fitch. To jak gdyby było uzasadnione, że ten rating spadł. Tylko, że też perspektywy zmieniły się z negatywnych na stabilne, czyli on ten rating się tutaj już dalej nie powinien zmieniać. No ale ta uchwała tutaj ten deficyt budżetowy mocno zwiększy. Tu może się okazać, że będziemy mieć taką małą gospodarczą katastrofę i ciężko będzie domknąć budżet przy rosnących cały czas rentownościach obligacji, bo tam się nie udało zgasić tego tego pożaru. Wiesz co, nie jestem ekonomistą, więc nie chcę się w

Przewijanie do góry