Czy inwestowanie to obserwowanie rosnącej trawy? [Inwestowanie Pasywne vs Aktywne]

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Dzień dobry państwu. Zapraszam na ostatni 11 odcinek serii edukacyjnej Inwestowanie od podstaw. W tym materiale porównam dwa style inwestowania: aktywne i pasywne. Chciałbym, żeby po wysłuchaniu tego podcastu każdy mógł sobie odpowiedzieć na pytanie, które z tych podejść albo jakie ich połączenie jest dla niego optymalne. Ten 11 odcinek jest swoistym zwieńczeniem całej serii. Opowiadałem w niej o dwóch najbardziej popularnych metodach analitycznych, o dwóch popularnych metodach selekcji spółek, o kategoryzowaniu instrumentów finansowych według ich relacji zysku do ryzyka, o wyborze horyzontu czasowego, o pułapkach psychologicznych, a także o inwestowaniu przez konta emerytalne. Jeśli ktoś wysłuchał wszystkich poprzednich podcastów tej serii, to myślę, że będzie mu znacznie łatwiej określić swoje miejsce na tej, nazwijmy to, osi aktywności inwestycyjnej. Jedni chcą kupić i zapomnieć, drudzy kupić, ale trzymać rękę na pulsie, trzeci kupować i sprzedawać niemal non stop. A nie brakuje też takich, którzy gotowi są sowicie zapłacić, by ktoś wszystko zrobił za nich, nawet jak zrobi to źle. Do której grupy należysz? Zapraszam do słuchania. Na podcast Inwestowanie od podstaw zaprasza Piotr Zając, finse.pl. Partnerem podcastu jest Noble Securities. Zanim zacznę, chciałbym od razu przyjąć kilka ważnych założeń. Po pierwsze, mówimy tu o samodzielnym inwestowaniu środków. Po drugie, mówimy o osobach regularnie przeznaczających swoje nadwyżki finansowe na cele inwestycyjne, a nie o majętnych osobach, które mogą ulokować swoje oszczędności raz i żyć z samych odsetek. Po trzecie, za cel inwestowania przyjmujemy przynajmniej pokonywanie inflacji w każdym roku. Po czwarte, jeśli mowa jest o horyzoncie długoterminowym, to mówimy tu o minimum 5 latach. Po piąte, mówimy o inwestowaniu środków tylko na rynkach kapitałowych i w końcu po szóste. Każda inwestycja wiąże się z ryzykiem. Choć pasywność inwestycji często kojarzona jest z jego brakiem, a aktywność z jego maksymalizacją, to w gruncie rzeczy wszystko zależy od tego, jakie instrumenty wybierzemy do naszego pasywnego lub aktywnego portfela. A teraz przejdźmy do rzeczy. wspominałem we wstępie o osi aktywności inwestycyjnej, więc zacznijmy od samego jej początku, czyli od inwestowania pasywnego. Jak sama nazwa wskazuje, jest to podejście, które angażuje najmniej naszego czasu, co oznacza, że będziemy minimalizować liczbę zawieranych transakcji i częstotliwość monitorowania portfela. A skoro rzadko coś kupujemy i sprzedajemy i równie rzadko śledzimy wyniki portfela, to implikacją jest niemal z automatu fakt, że inwestowanie pasywne wiąże się z długoterminowym horyzontem czasowym i kumulacją zysków w czasie, a nie nastawieniem na szybki zarobek. Nie ma jednej zgodnej definicji pasywnego inwestowania w tym sensie jakie aktywa i jaki dokładnie horyzont czasowy powinno takie inwestowanie obejmować. Dlatego właśnie proponuję posługiwać się tą osią aktywności, dzięki której ta granica między pasywnością i aktywnością okaże się dość elastyczna i każdy będzie mógł znaleźć na niej swoje własne miejsce. Zaczynając od zera, czyli podejścia, w którym nie trzeba żadnego zaangażowania, to niestety, ale mam złą wiadomość, nie ma takiej formy inwestowania środków, która nie wymagałaby od nas minimalnego chociażby wysiłku. Zawsze trzeba przynajmniej rozeznać się w ofercie aktywów, raz na jakiś czas sprawdzić stan portfela, dokonać cyklicznej dopłaty, gdy pojawiły się u nas nadwyżki finansowe, a po ewentualnych roszadach wypełnić PIT i zapłacić podatek belki. Ten ostatni można sobie darować, jeśli ktoś ma IKE lub XZE, ale żeby wiedzieć o ich funkcjonowaniu i dobrać pod siebie odpowiedniego dostawcę konta, no to też potrzebny jest pewien wysiłek. Można na przykład poświęcić 20 minut i obejrzeć 10 odcinek tej serii, w którym omawiam oba te konta bardzo dokładnie. Tak więc w świecie rynków finansowych, podobnie jak w całej ekonomii, nie ma darmowych obiadów. Jeśli ktoś myśli, że pasywne inwestowanie to oglądanie rosnącej trawy, to jest w błędzie, bo najpierw trzeba tę trawę zasiać i raz na jakiś czas użyć konewki. Innymi słowy, zawsze trzeba chociażby odrobinę zaangażowania, żeby wiedzieć, gdzie i z jaką częstotliwością lokować swoje nadwyżki kapitałowe, by dla nas pracowały. Niestety, jak pokazują dane o oszczędnościach Polaków, mało kto podejmuje ten minimalny wysiłek. Według danych Związku Banków Polskich z 2024 roku 52% aktywów finansowych naszych rodaków trzymane było na bankowych depozytach i w gotówce. A niestety banki działające w naszym kraju nie oferują, mówiąc bardzo dyplomatycznie, zbyt hojnych odsetek i realne oprocentowanie jest zazwyczaj ujemne. Przesuńmy się zatem na osi aktywności od razu do pozycji numer 1. To przesunięcie oznacza, że należy przynajmniej mieć świadomość istnienia różnych instrumentów finansowych, które oferują różne stopy zwrotu, uzależnione przede wszystkim od poziomu ryzyka. Tu od razu dodam, że mój subiektywny ranking ryzyka instrumentów przedstawiłem w podcaście numer 7 tej serii, więc zainteresowanych serdecznie zachęcam do obejrzenia tego materiału. A gdy już mamy podstawowe rozeznanie w rynkowej ofercie i jesteśmy przy tym nastawieni na długi termin, brak jakichkolwiek modyfikacji i wysoki poziom bezpieczeństwa, to możemy się kierować na przykład w stronę skarbowych instrumentów dłużnych o odległym terminie zapadalności. Takie dajmy na to polskie 10olatki EDO są indeksowane inflacją i dają 2%ą marżę. Przynajmniej tyle wynosi ona obecnie w kwietniu 2025 roku, czyli w momencie gdy nagrywam ten materiał. Rządowa gwarancja minimalizuje nam tutaj ryzyko. Oprocentowanie gwarantuje utrzymanie siły nabywczej z małym bonusem. Prowizji przy zakupie i wykupie brak, a jedyną opłatą będzie podatek belki. Przy wykupie papierów oczywiście możemy być z niego zwolnieni w ramach IKE i XE, ale korzystając z tych kąt trzeba na osi aktywności przesunąć się nieco bardziej w prawo, bowiem są tu pewne konkretne cykliczne wymogi dotyczące dokonywania wpłat, które musimy spełnić, by z tej ulgi skorzystać. Jeśli dla kogoś 10 lat to jednak za krótko, to na przykład na kataliście są 30letnie papiery o stałym kuponie, ale tu już znika nam gwarancja pokonania inflacji, pojawiają się prowizje od transakcji. No i jeśli przyjdzie nam wcześniej się spieniężyć, to może się pojawić ryzyko płynności i ryzyko rynkowe, bo obligacje te są w obrocie na rynku wtórnym. Mamy zatem już nieco więcej zmiennych, które sprawiają, że ten poziom pasywności będzie się stopniowo zmniejszał. Będzie się on zmniejszał również wtedy, gdy zamiast polskiego wybierzemy zagraniczny dług. Dojdzie bowiem analiza obcej gospodarki, konieczność przewalutowania, no i ekspozycja na ryzyko walutowe. A jeśli chcemy jednak nieco więcej zaryzykować i spróbować osiągnąć wyższe stopy zwrotu na rynku akcji, ale wciąż pozostać bardzo pasywni, to mamy do wyboru Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych, a także fundusze ETF. W pierwszym przypadku powierzamy środki profesjonalnym zarządzającym, których zadaniem jest pokonanie giełdowych indeksów. Nasza aktywność ogranicza się tu do wyboru instytucji i konkretnego produktu. W drugim przypadku kupujemy fundusz na giełdzie, a jego zadaniem jest replikacja konkretnego indeksu spółek, czyli dywersyfikacja odzwierciedlająca dokładnie skład benchmarku. O ile w krótszych horyzontach czasowych TFI jeszcze sobie radzą całkiem dobrze, to w horyzoncie 10 lat i więcej, jak pokazują statystyki, zdecydowana większość z nich nie jest w stanie pokonać benchmarku. Rozmawiałem o tym kilka tygodni temu z Mateuszem Muchą, który zarządza funduszami bet Beta ETF i jako przyczynę wskazywał on między innymi wysokie koszty prowizyjne, jakie należy ponieść, by profesjonaliści zajęli się naszymi pieniędzmi. Jeśli zatem chcemy mieć długoterminową, pasywną ekspozycję na rynek akcji, to można przyjrzeć się ofercie ETFów. Ich popularność z roku na rok rośnie, choć wciąż aktywa TFI są nieporównywalnie większe. Dzieje się tak prawdopodobnie nie tylko dlatego, że ETFY mają krótszy staż, ale również dlatego, że TFI mają po prostu lepsze sieci dystrybucji, między innymi w ramach grup bankowych. A szczerze mówiąc wątpię, żeby doradca w banku pokazywał klientom na przykład 10letnie zestawienia wyników funduszy z indeksami. Warto jednak pamiętać, że ETFY indeksowe wystawiają nas całkowicie na ryzyko rynkowe. Nasz kapitał podąża bowiem za indeksem, a więc fluktuuje zgodnie z cyklem Hossy i Bessy. W branżowych mediach można dosyć często spotkać artykuły, które niemal wychwalają ETFY odwołując się do wieloletniej średniej rocznej stopy zwrotu indeksu S&P 500, która wynosi około 10%. Uśrednienie, choć matematycznie prawidłowe, no to jednak nieco pudruje, czy też wygładza nam rzeczywistość. Należy pamiętać, że w czasie rynku niedźwiedzia indeks potrafi spaść o kilkadziesiąt procent, a potem odrabiać te straty nawet kilka lat. Należy zatem zadać sobie pytanie, czy w sytuacji, gdy nawet z tradycyjnych mediów będą napływać informacje o krachu giełdowym, będziemy w stanie trzymać się swojego pasywnego długoterminowego podejścia. Niestety, ale mózg lubi w takich sytuacjach płatać nam figle, o czym opowiadałem w odcinku numer 9, który poświęcony jest finansom behawioralnym. Ponadto należy pamiętać, że ETF ETFowi nierówny. Wystarczy zerknąć na wykresy wspomnianego już S&P 500 i WIG 20. No i od razu zauważymy ewidentne różnice. Do tego dochodzą też różne sposoby replikacji, dystrybucji dywidend, a także ryzyko walutowe. I to wszystko sprawia, że na osi aktywności musimy przesunąć się już w kierunku pozycji numer 2. Musimy bowiem wybrać właściwy ETF. Jedni mogą wybrać ekspozycję tylko na amerykański S&P 500, zakładając powtórkę wyników z przeszłości, a inni mogą kosztem niższych stóp zwrotu wybrać ekspozycje na cały świat w ramach na przykład ETFów na MSCI World czy MSCI Avfi. Mało tego, pamiętajmy, że mówimy tu o długoterminowym horyzoncie czasowym i fundamentem zaufania do takiego podejścia jest wiara w to, że gospodarka, na którą mamy ekspozycję będzie się rozwijać, spółki zarabiać, a dzięki temu ich akcje będą drożeć. Z biegiem lat może się jednak okazać, że dana gospodarka poważnie podupadnie i trzeba będzie dokonać jednak zmian. Ponadto z biegiem lat zmienia się też nasze podejście do ryzyka i choć na początku nasza do niego awersja była mniejsza, no to z czasem może się po prostu naturalnie zwiększać. Zbliżająca się emerytura może na przykład sprawić, że nie będziemy chcieli ryzykować wejścia w fazę bessy, więc możemy wówczas przesuwać zgromadzony kapitał w kierunku bezpieczniejszych aktywów. Jak zatem widać, trzeba liczyć się z tym, że nawet z założenia mocno pasywne podejście będzie od czasu do czasu wymagać od nas większej aktywności, czyli będziemy się siłą rzeczy przesuwać w prawo na analizowanej osi. W tym miejscu jeszcze dodam, że jeśli ktoś ma bardzo twardą psychikę i nie boi się fluktuacji, to może też zainteresować się Bitcoinem. Wiem, brzmi to kontrowersyjnie. Jego historia to dopiero 15 lat. No ale nie da się ukryć, że w tym czasie przyniósł jedną z najwyższych, jeśli nie najwyższą stopę zwrotu na rynkach kapitałowych. Bitcoina można nabyć na przykład na kryptowalutowej giełdzie, przesłać na własny portfel sprzętowy i po prostu trzymać niczym złoto w sejfie. W branży krypto pasywni inwestorzy mają nawet swój przydomek. To tak zwani ich odlerzy. Trzeba jednak mieć świadomość, że Bitcoin w fazie Bessy potrafi stracić nawet 90% swojej wartości, co nie oszukujmy się dla większości osób jest po prostu nie do wytrzymania. W tym kontekście nie ma się też co dziwić, że w klasie aktywów o ograniczonej podaży popularniejszym wyborem jest złoto. Oczywiście celowo pogrupowałem te pasywne formy inwestycji według profilu ryzyka. Często bowiem pasywność inwestowania utożsamiana jest nie tylko z podejściem kup i trzymaj, ale również z adnotacją wszystko będzie dobrze. Tymczasem to ostatnie, jak wspominałem przy okazji założenia numer 6, zależy od tego, jaki instrument trzymamy i w jakim momencie go spieniężymy. Ktoś może słusznie zadać pytanie, że skoro mamy co najmniej trzy opcje czysto pasywnego inwestowania i każda z tych opcji ma inną relację zysku do ryzyka i są one ze sobą mniej lub bardziej skorelowane, to dlaczego w celach zarządzania ryzykiem nie zastosować klasycznej dywersyfikacji i nie rozlokować kapitału pomiędzy poszczególne aktywa? Niezły pomysł. Przy czym wkraczamy tu już do bardziej aktywnej formy zarządzania kapitałem, więc na osi aktywności przesuwamy się do pozycji numer trzy. Skoro chcemy skonstruować pasywny portfel złożony z obligacji, ETFów akcyjnych i kryptowalut, to musimy już na starcie opracować znacznie więcej wytycznych dotyczących przede wszystkim udziału poszczególnych klas aktywów. Tak więc już to wstępne zaangażowanie będzie większe niż w sytuacji, gdy skupiamy się tylko na jednej klasie instrumentów. Następnie konieczne może być częstsze monitorowanie takiego portfela i adekwatne transakcje, gdy proporcje ulegną zmianie w wyniku rynkowych wahań. Można zastosować popularne podejście regularnych comiesięcznych wpłat i w ich ramach dokonywać adekwatnych korekt, proporcji. Nie zmienia to jednak faktu, że nasza pasywność zaczyna być po prostu coraz mniej pasywna. Ponadto im więcej instrumentów portfelu i im częstsze transakcje, tym większe będą koszty prowizyjne, większe będą też koszty emocjonalne, bo chcąc nie chcąc musimy ten portfel monitorować, więc zapewne czekają nas okresy mniej i bardziej optymistyczne. Inaczej dokłada się do portfela, gdy ten rośnie, a inaczej, gdy jest mocno pod kreską. W momentach paniki łatwo się zapomina o długoterminowej perspektywie i o ósmym cudzie świata, czyli procencie składanym. Warto też dodać, że stopień aktywności i zaangażowania będzie tu również zależał od wyboru instrumentów. Możemy samodzielnie kupować obligacje, ETFY akcyjne i kryptowaluty, a możemy do wszystkiego wykorzystać ETFY. Wspominałem wyżej tylko o tych dających ekspozycję na rynki akcji, ale w globalnej ofercie mamy tysiące tego typu instrumentów, które odwzorowują szerokie klasy aktywów. Chcemy mieć ekspozycję na Wall Street, wybieramy ETF na S&P 500. Chcemy mieć ekspozycję na polski rynek długu, bierzemy ETF na indeks TBSP. Chcemy zaryzykować z kryptowalutami, możemy kupić ETFA na Bitcoina. Może się zatem okazać, że cały taki portfel można zbudować w ramach jednego konta maklerskiego. Gdy jednak chcemy mieć więcej elastyczności i sami nabywać poszczególne aktywa, to czeka nas tu znacznie więcej zaangażowania. Jeśli w pozycji numer 3 na naszej osi aktywności podejmiemy decyzję, że nie chcemy uśredniać się do rynku, ale chcemy go pokonać ze sporą nawiązką, no to przekraczamy już Rubikon aktywności. Nie zadowala nas rządowe bezpieczeństwo i regularnie wypłacany kupon. Nie zadowala nas zwykłe podążanie za giełdowym indeksem. I widzimy też, że na Bitcoinie można być może lepiej zarobić, gdy nastawimy się na cykliczne wahania. Tym sposobem przechodzimy do pozycji numer 4 na osi aktywności, gdzie samodzielnie wybieramy poszczególne aktywa, dokonujemy znacznie częściej transakcji, akceptujemy wyższe koszty prowizyjne. A naszym celem jest maksymalizacja zysku w horyzoncie powiedzmy do 5 lat. Takie podejście jest znacznie bardziej czasochłonne, ale daje szansę na wyższe stopy zwrotu. W takim ujęciu możemy oczywiście korzystać ze wszystkich wymienionych wcześniej aktywów, ale handlować nimi znacznie bardziej aktywnie. Oferta polskich detalicznych obligacji skarbowych jest aktualizowana co miesiąc, więc należy ją monitorować i porównywać do aktualnej polityki Rady Polityki Pieniężnej i trendów gospodarczych. No i na tej podstawie dokonywać ewentualnych roszat. Trzeba tu od razu pamiętać o opłatach za wcześniejszy wykup, które całkiem niedawno zostały dość istotnie podniesione. W ramach rynku długu można uaktywnić się na kataliście. Jak wspominałem, są tu notowane obligacje rządowe o stałym kuponie, ale mamy też szeroki dostęp do obligacji korporacyjnych i komunalnych. Ta oferta nie jest może najbogatsza, ale można tu znaleźć papiery oprocentowane znacznie lepiej od skarbówek, odpowiednio dobierać okresy zapadalności, a jak płynność pozwoli, to nawet pobawić się od czasu do czasu w spekulacje. Można też brać udział w ofertach na rynku pierwotnym, które często dają dodatkowe dyskonto. Oczywiście to wszystko wymaga analizy emitentów, więc skłania się też analiza fundamentalna, o której opowiadałem w podcastach ner 4 i 5. Jest to spory kawał wiedzy do przyswojenia. No ale jest niezbędny, by ocenić zdolność kredytową emitenta i jego potencjał do generowania gotówki. A skoro już znamy fundamenty, to możemy podjąć walkę z giełdowymi indeksami. Zamiast dywersyfikować się benchmarkowo, próbujemy wyselekcjonować liderów tego benchmarku. Nie jest to łatwe, ale nie niemożliwe. Zachęcam w tym miejscu do posłuchania moich wywiadów z Pawłem Malikiem, który jest doświadczonym inwestorem indywidualnym. W pierwszym wywiadzie z grudnia 2022 roku Paweł opowiada o swojej strategii, a w kolejnych latach, też w grudniu podaje przykłady selekcji. I proszę zwrócić uwagę, że kryteria oceny Pawła są dość bardzo precyzyjnie określone i przede wszystkim powtarzalne, dzięki czemu dokładnie wie, dlaczego powinien nabywać lub sprzedawać dane walory. Wywiady z Pawłem pokazują dość wyraźnie, że aktywne inwestowanie na rynku akcji oznacza śledzenie co najmniej raportów kwartalnych, a nierzadko także codzienną prasówkę, no która jest niezbędna, by nie przegapić jakiegoś cenotwórczego newsa. Jeśli chodzi na przykład o rynek Bitcoina, tu również można próbować pokonać hodlerów. Choć historia króla kryptowalut, jak wspominałem, jest dość krótka, to z uwagi na przykład na cykl halvingowy ma on swoje cykliczne fazy hossy i bessy, które jak dotąd wykazują pełne regularności. Są też modele jak stock to flow, które podpowiadają jak szukać faz przegrzania i wychłodzenia tego rynku. Szukać można ich również przy pomocy analizy technicznej, o której opowiadałem szczegółowo w odcinkach ner 2 i 3 tej serii. Ponadto na rynku krypto jest całe spektrum innych kryptowalut poza Bitcoinem, które mają znacznie większy zakres funkcjonalności i mają znacznie większe ambicje niż Bitcoin. Taki na przykład XRP chce konkurować z przelewami bankowymi, a Etherium chce zdecentralizować usługi finansowe. Można zatem i na tym rynku szukać przyszłego lidera, tak jak kiedyś na rynku IT poszukiwało się przyszłych Applów, Microsoftów czy IBMów. Jak zatem widać już skupienie się na tylko jednym aktywie będzie wymagać od nas dużego nakładu czasu, a co dopiero w sytuacji, gdy będziemy aktywnie prowadzić zdywersyfikowany portfel. Oczywiście współczesna cyfryzacja ułatwia inwestowanie, ale mimo to przy czwartym poziomie aktywności inwestycyjnej należy liczyć się z tym, że niemal codziennie będzie trzeba zaglądać na rynek. Ostatni, czyli piąty stopień aktywności dotyczy już osób, dla których inwestowanie jest sposobem na życie. Nie ma wiele takich osób, bo jest to rzemiosło trudne, które nie daje gwarancji, że uda się przetrwać od pierwszego do pierwszego. I w takim podejściu transakcje zawierane są niemal codziennie. Koszty prowizyjne są wysokie. Zaangażowanie zarówno emocjonalne, jak i nazwijmy to informacyjne jest na najwyższym poziomie, a celem jest tu maksymalizacja stóp zwrotu w krótkim terminie. I raczej nikt nie chce tutaj zarabiać minimalnej krajowej, no ale wycisnąć z rynku najwięcej ile się da. W odcinku ósmym tej serii wspominałem, że w 2020 roku, kiedy pracowałem jeszcze dla gazety Parkiet, miałem przyjemność przeprowadzić wywiad z czwórką inwestorów, którzy faktycznie utrzymują się tylko i wyłącznie z aktywnego inwestowania. Wszyscy poprosili wówczas o anonimowość, ale poznałem ich osobiście i zapewniam, że te historie są prawdziwe. Ten materiał wciąż można znaleźć na stronie parkietu. Nosi on tytuł Wymarzone warunki do spekulacji i został opublikowany 30 kwietnia 2020 roku. I myślę, że te rozmowy bardzo dobrze oddają trud tego pełnoetatowego inwestowania. Moi rozmówcy to bowiem osoby, które mają konkretne day tradingowe strategie akcyjne. Opierają się one często na tak zwanej taśmie, czyli bardzo dobrze panowie, panie czytają arkusze notowań, szukając tam sygnałów wyprzedzających, każdy z moich rozmówców miał pewne wypracowane rutyny, jak przykładowo śledzenie komunikatów ESP, znajomość kalendarium makro, przynajmniej podstawowa analiza wykresów. I tutaj warto dodać, że im krótszy horyzont inwestycyjny, tym większego znaczenia nabiera codzienny przepływsów, a także analiza techniczna rozumiana zarówno jako analiza notowań, statystyk, no ale także dobór stop losów i wielkości pozycji. W zasadzie w takim podejściu, jak pokazują te wywiady, no i też obserwacje rynkowe, w zasadzie niezbędne jest niemal całkowite bieżące podłączenie do rynku, co pewnie dla większości osób jest po prostu niemożliwe do pogodzenia z codziennością. W tym miejscu dodam, że podkręcanie adrenaliny przez korzystanie z instrumentów pochodnych typu CFD, które są skrojone do takiego day tradingu, to w moim odczuciu jest już stąpanie po cienkim lodzie. Lewar bywa bowiem zabójczy, o czym świadczą drastyczne statystyki dla rynku Forex, wskazujące, że około 70% użytkowników tych instrumentów ponosi straty. Tak więc będąc zupełnie szczerym, chyba lepiej już wybrać się do Las Vegas. I na koniec jeszcze wspomnę, że niektórzy w ramach podejścia wilk syty i owca cała mogą podzielić swój portfel na część pasywną i aktywną. Ta pierwsza ma w założeniu dać nam długoterminowe zabezpieczenie finansowe, a druga spełnienie krótkoterminowych marzeń. Brzmi kusząco, ale na pewno trzeba bardzo dokładnie przemyśleć proporcje tych portfeli, żeby się przypadkiem nie okazało, że wilk zeżarł owce. Tyle ode mnie. Zachęcam do oglądania całej tej serii od pierwszego do 11 odcinka. Miło mi będzie również, jeśli zostawią państwo komentarz, suba i lajka pod tym materiałem. A w ramach puenty oddaję głos ekspertowi Noble Securities, który jest partnerem tego cyklu. Inwestowanie aktywne czy pasywne? Sposób inwestowania zależy od filozofii inwestycyjnej czasu, ale też odporności na straty. Innymi słowy, inwestowanie pasywne no wiąże się z tym, że co jakiś czas dokupujemy. Jeżeli trend obowiązuje i nie przekracza powiedzmy naszego powiedzmy stop losa czy poziomu akceptowalnego cofnięcia, no to jest ciekawym sposobem na inwestowanie. Przy czym no właśnie zdarzają się sytuacje, że dany trend jest negowany czy też załamany. No i pytanie co wtedy? Czyli innymi słowy pytanie czy jest plan awaryjny, gdy rynek zachowuje się inaczej niż nasze założenie i odchyla się od naszych założeń. No bo nawet jak zobaczymy S&P od 1950 roku, no to można powiedzieć, że on cały czas jest w trendzie wzrostowym, ale w międzyczasie były korekty 20 i 40%. No i pytanie, czy jesteśmy w stanie przetrwać taką taką korektę. Inwestowanie aktywne wymaga więcej więcej czasu i trzeba poświęcić więcej czasu, trzeba mieć jakby większą wiedzę. No z drugiej strony w krótkim terminie wydaje się, że te obsunięcie kapitału mogą być mniejsze. Yyy, czyli innymi słowy w inwestywaniu pasywnym pytanie czy mamy plan awaryjny i czy jesteśmy na niego przygotowani mentalnie i wiedzowo w inwestyowaniu aktywnym też można powiedzieć, że pytanie czy mam plan awaryjny. Przy czym w inwestowaniu aktywnym istotniejszą kwestią [Muzyka] jest bieżące wycie wyczucie trendu. No i też trzeba więcej poświęcić czasu na wybranie tych tematów, które mogą zachwać się wyraźnie lepiej czy lepiej niż rynek. Czy można te połąc te podejścia połączyć? Niektórym się udaje na części portfela mieć powiedzmy inwestowanie, być inwestorem pasywnym. Pewnie to części dotyczy inwestorów orientowanych na obligacje. W przypadku akcji czy też spółek wzrostowych po ostatnich przecenach wydaje się, że takie inwestowanie aktywne raczej ma lepsze stopy zwrotu w średnim, dłuższym terminie. Dziękuję państwu za uwagę. Życzę udanych inwestycji.

Przewijanie do góry