FIFA planuje sprzedaż udziałów w prawach komercyjnych mistrzostw świata
W materiale Michał Fitz szczegółowo omawia kontrowersyjny projekt FIFA, który zakłada utworzenie spółki zależnej FIFA Forward Enterprise i sprzedaż około 21 % jej udziałów prywatnym inwestorom za 4,2 mld USD przy wycenie całej spółki na 20 mld USD. Analiza pokazuje, skąd wzięła się ta wycena, jakie są struktury własnościowe, kto stoi za funduszami takimi jak Trive Eternal i Apollo Sports Capital, oraz jakie powiązania mają z rodziną Trumpa i Jaredem Kushnerem.
Omówione zostają także konsekwencje dla narodowych związków piłkarskich: każdy ma otrzymać jednorazowo 20 mln USD z nowego programu Fast Forward oraz podwyższone wypłaty z istniejącego programu Forward, co łącznie daje nawet 86 mln USD na związek w dwunastoletnim horyzoncie – pod warunkiem zaakceptowania transakcji. Wideo wyjaśnia, dlaczego UEFA ogłosiła natychmiastowy bojkot wszystkich rozgrywek FIA, jak wygląda proces konsultacji i jakie są argumenty zarówno zwolenników, jak i przeciwników projektu.
- Mechanizm tworzenia spółki zależnej i przenoszenia praw medialnych, sponsoringowych oraz operacyjnych.
- Szczegóły wyceny 20 mld USD i brak jej publicznego uzasadnienia.
- Profil inwestorów: fundusze powiązane z Jaredem Kushnerem, Ivanką Trumpą oraz doświadczeni menedżerowie z Formuły 1.
- Finansowe skutki dla krajowych związków: porównanie scenariusza z transakcją i bez niej.
- Reakcje międzynarodowych federacji – bojkot UEFA, stanowisko AFC, CONCACAF oraz odpowiedź FIFA.
Analiza zachowuje obiektywizm, przedstawiając zarówno potencjalne korzyści finansowe dla rozwoju piłki na świecie, jak i ryzyko związane z przesunięciem skupiska decyzji sportowych na maksymalizację zysku i wpływem prywatnych kapitałów na przyszłość rozgrywek.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Choć na co dzień światom biznesu i piłki nożnej trudno bez siebie żyć, historia nie raz już pokazywała, że gdy przenikają się one za mocno, to kończy się to tragedią albo chociaż aferą. Teraz jednak obydwa te stwierdzenia to mocne nie do powiedzenia, bo mamy tak naprawdę do czynienia z załamaniem dotychczasowego porządku w futbolowym świecie. Parę dni temu FIFA ogłosiła knuty od miesięcy za zamkniętymi drzwiami plan. Dotyczy on sprzedaży udziałów w organizowanych przez siebie rozgrywkach prywatnym inwestorom. W pierwszej kolejności większość piłkarskiego świata zareagowała oburzeniem. Robiły to kontynentalne federacje piłkarskie, jak na przykład UEFA czy też znane osobistości, chociażby nowy premier Wielkiej Brytanii Andy Barnam. Sprawy od słów do czynów przeszły jednak w mgnieniu oka, a całe zamieszanie eskalowało szybciej niż wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem na początku marca tego roku. Wczoraj wieczorem UEFA ogłosiła, że wszystkie wchodzące w jej skład związki piłkarskie bez wyjątku zbojkotują każde kolejne rozgrywki FIFA, dopóki pomysł sprzedaży udziałów nie zostanie całkowicie porzucony. postawia prezydenta FIFA i głównego pomysłodawcę procederu Gianiego Infantino w sytuacji podbramkowej. A żeby było jeszcze ciekawiej, chcąc nie chcąc jednym z najważniejszych zawodników w tej rozgrywce nagle stała się Polska. Dlaczego? Wyjaśnię to w dalszej części materiału, dlatego zachęcam, by ze mną zostać. Ponadto spróbujemy odłożyć na bok emocje, wziąć do ręki lupę i prześwietlić dokładnie informacje dotyczące planowanej sprzedaży udziałów. Ducha sportu i piłkarskie wartości zostawmy mediom sportowym. My jak na portal tłumaczący Świat Finansów Przystało przyjrzymy się skrupulatnie samej transakcji. Jakie są jej niuanse, co przed nami zatajono, kto i w jaki sposób będzie mógł na tym zarobić. Co się stanie jeśli do niej dojdzie, a co jeśli do niej nie dojdzie? Te wszystkie wątki omówię w dzisiejszym materiale. Zapraszam na film. Sponsorem odcinka jest CMC Markets, globalny dostawca usług transakcyjnych i inwestycyjnych wiodący broker kontraktów na różnic, ofarujący 0% prowizji na CFD na akcje i ETFY z giełd w Polsce, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej z wyłączeniem Grecji. Partnerem odcinka jest walutomat, gdzie tanio i przyjemnie wymienisz waluty. Skorzystaj z linku w opisie i zaoszczędź 50% przy pierwszej wymianie. >> Ja nazywam się Michał Fit. stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby ominęły cię rzeczy ważne dla twoich finansów, to koniecznie dołącz do grona ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. A jeżeli szukasz wartościowych analiz, to zapraszam do zapisywania się na nasz FX Magowy inwestycyjny newsletter. Link znajdziesz w opisie. FIFA to z założenia organizacja nonprofit zarejestrowana w Szwajcarii jako związek na podstawie artykułu 60 szwajcarskiego kodeksu cywilnego. Pod tym względem w świetle prawa nie różni się więc niczym od lokalnego klubu szachowego zrzeszającego miejscowych seniorów. W związku z taką formą prawną FIFA nie ma kapitału zakładowego, nie ma akcji i nie ma udziałowców. Ma natomiast członków, których członkostwo jest nieprzenaszalne i niedziczne. Tu już pewnie w twojej głowie, drogi widzu, rodzi się pierwsze pytanie. Skoro FIFA nie ma akcji, ani nie ma udziałowców, bo w świetle prawa nie może ich mieć, to jak chce sprzedać część udziałów w organizowanych przez siebie mistrzostwach świata? Sprawa jest legalnie jak najbardziej do wykonania poprzez stworzenie spółki zależnej, nazywanej także przez niektórych spółką córką. Według swojego planu FIFA chce stworzyć spółkę o nazwie FIFA Forward Enterprise i na mocy własnego statutu przenieść do niej prawa komercyjne do mundialu, traktując je jako aktywa. Te prawa są dosyć obszerne, bo obejmują prawa medialne, w tym oczywiście transmisyjne, sponsoring, sprzedaż biletów, udzielanie licencji na przykład do gier czy kart kolekcjonerskich oraz co istotne również operacyjną obsługę organizowanych turniejów, czyli de facto planowanie i przeprowadzanie imprez. To czego FIFA do nowej spółki nie przenosi to władza regulacyjna, czyli decydowanie o przepisach, zarządzanie i ogólnie pojęta władza sportowa. Niemniej pakiet aktywów wrzucany do spółki córki i tak jest spory. Co ważne, te wszystkie aktywa dotyczą wszystkich organizowanych przez FIFA turniejów. Oczywiście nagłówki skrada mundial, ale tak naprawdę w pakiecie są jeszcze młodzieżowe mistrzostwa świata na różnych poziomach wiekowych, mistrzostwa świata kobiet, a także klubowe mistrzostwa świata. Wszystkie te prawa do wszystkich tych turniejów stają się aktywami spółki FFE, której to udziały już jak najbardziej można sprzedać prywatnym inwestorom i właśnie to planuje zrobić FIFA. Doniesienia medialne mówiły o pakietach różnej wielkości. Jedne źródła podawały 20% udziałów, inne nawet 30% udziałów. Ostatecznie z komunikatu FIFA wynika, że mowa o około 21%. Co ważne, procent ten nie pada w oficjalnym komunikacie. Można go co najwyżej wyliczyć na podstawie wyceny spółki, która jest wskazana i na podstawie planowanego kapitału, który FIFA chce pozyskać ze sprzedaży udziałów. Ten oczekiwany kapitał to 4,2 miliarda dolarów, a jak czytamy w komunikacie spółkę wyceniono na 20 miliardów dolarów, więc to daje nam około 21% sprzedanych udziałów. I tu pojawia się pierwszy istotny szkopuł. Kto ustalił taką wycenę? Dlaczego akurat 20 miliardów? Tego FIFA w swoim komunikacie nie wyjaśnia. Wiemy, że w transakcji pośredniczyć ma bank JP Morgan, ale czy to on wyceniał spółkę? Nie wiadomo. No i niezależnie od tego, kto wyceniał, to w jaki sposób to robił. Skąd wyszło te 20 miliardów dolarów? Przyśniły się dzianiemu Infantino, czy może szepnął mu je w rozmowie telefonicznej Donald Trump? Pytania się mnożą, a odpowiedzi póki co brak. Ta wycena nie dość, że nie została w żaden sposób uzasadniona, to jeszcze wydaje się być podejrzanie niska. Warto to porównać z wyceną samej tylko ligi hiszpańskiej, która przed kilkoma laty dopinała transakcje z funduszem CVC. Wówczas La Liga została wyceniona na 24,2 miliarda euro, czyli uznano ją za bardziej wartościową niż najpopularniejsze wydarzenie sportowe świata, bo statystyki oglądalności jasno pokazują, że nim właśnie jest mundial. Dlaczego więc FIFA wycenia wszystkie prawa komercyjne i operacyjne do mistrzostw świata tak nisko? To również pytanie bez odpowiedzi, które tylko rodzi domysły. Wróćmy jednak do udziału. FIFA zachowa około 80% udziałów w spółce, co oznacza, że de facto ma wyłączną władzę, większość w radzie, a inwestorzy są mniejszościowi. W teorii nie mają więc oni wpływu na działalność operacyjną spółki. Co istotne, według informacji pozyskanych przez agencję Bloomberg, spółka Córka stworzona przez FIFA nie będzie też wypłacała dywidendy. To oznacza, że inwestorzy mogą na swoich udziałach zarobić tylko w jeden sposób, sprzedając je później z zyskiem. FIFA ma takie sprzedaże nadzorować w formie procesów przetargowych organizowanych w kolejnych latach. Jak dokładnie miałby wyglądać ten nadzór i jakie miałyby być warunki wyjścia z inwestycji? O tym póki co nie poinformowano. Skoro jedyną opcją zarobku jest sprzedaż udziałów z zyskiem, to żeby w ogóle móc to zrobić, trzeba zwiększyć wartość całej spółki. I to ważny mankament, gdyż nawet z uwagi na mniejszościowy charakter prywatnych inwestorów tworzy on presję na maksymalizację przychodów. Można się spodziewać, że FIFA będzie i tak podejmowała decyzje, których nadrzędnym celem będzie zarobek, a nie wartość sportowa czy zdrowie zawodników. Dokładnie po to, by zadowolić inwestorów, którzy przy następnej sprzedaży będą chcieli zarobić na udziałach. Już w końcu mówi się o tym, że następne mundiale zamiast 48 drużyn miałyby się składać z 64 zespołów. Więcej zespołów to więcej rozegranych meczów, czyli większy przychód. A to, że zawodnicy będą już ledwo dychali i łapali kontuzję z przeciążenia, żadnych inwestorów nie będzie interesować. 20% FIFA medialnie próbuje przedstawić jako niewinny, nieznaczący odsetek. Tymczasem ze względu na konstrukcję biznesową całego przedsięwzięcia decyzje i tak mogą być podejmowane na korzyść tych 20% udziałowców. No i co istotne, nigdzie nie ma powiedziane, że to się na tych 20% zatrzyma. Ten szczegół wypunktował CNN. W swoim komunikacie w tej sprawie FIFA nigdzie nie wspomina, że gwarantuje utrzymanie swojego większościowego pakietu. Absolutnie nie można więc wykluczyć scenariusza, w którym FIFA za kilka lat dokonuje kolejnej emisji swoich udziałów i w efekcie ma ich coraz mniej, przez co podejmowane decyzje będą jeszcze bardziej nakierowane na tylko i wyłącznie przychód. To dobry moment, by sprawdzić kim są ci inwestorzy, bo już co nieco o nich wiemy. To nie są ludzie, którym będzie zależało na sporcie. to kapitaliści z krwi i kości. Liderem konsorcjum, które ma wejść w posiadanie tych około 20% udziałów jest fundusz Trive Eternal uruchomiony w kwietniu tego roku przez Joshuaę Kuschnera. O tego uśmiechniętego, sympatycznego młodzieńca na zdjęciu. Jeśli nasz kanał oglądasz regularnie lub chociaż śledzisz informacje geopolityczne, to nazwisko tego pana może ci majaczyć gdzieś tam z tyłu głowy. I słusznie, bo Josh to brat Jareda Kusnera. O tego gościa. Jaret jest nie tylko biznesmenem, ale i dyplomatą. To on był wysyłany w delegacji do Moskwy, by rozmawiać z Władimirem Putinem w sprawie wojny na Ukrainie i to on również bierze udział w negocjacjach dotyczących konfliktu z Iranem. No i powoli dochodzimy po nitce do Kłębka, bo prywatnie Jaret jest mężem tej oto pani, a to jest Iwanka Trump, córka obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, z którym jak wiadomo Giani Infantino ma bardzo dobre relacje. Prezydent FIFA specjalnie dla Trumpa wymyślił coś takiego jak pokojowa nagroda FIFA i wręczył mu ją przed kilkoma miesiącami. Później, co było prawdopodobnie największym skandalem ostatniego mundialu, na prośbę Trumpa doprowadził do anulowania czerwonej kartki najlepszego napastnika Stanów Zjednoczonych Folina Baloguna, tak by ten mógł zagrać przeciwko Belgii. Specjalnie nie dziwi więc fakt, że i w ten proceder zamieszane jest otoczenie Trumpa. A jeśli już jest, to można być pewnym tylko jednej rzeczy. Przede wszystkim liczy się zarobek. Poza Trive Eternal w konsorcjum udziałowców mają znaleźć się jeszcze inne fundusze, na przykład Apollo Sports Capital. Dokładnej listy zainteresowanych nie znamy. FIFA zapewnia, że są to inwestorzy z różnych regionów świata geograficznie zdywersyfikowani, tak by żadna kontynentalna federacja nie czuła się gorzej lub lepiej reprezentowana. A jak miałoby być w praktyce, to się okaże. Tu warto też wspomnieć, że FIFA podaje takie zapewnienia jednocześnie nie publikując szczegółów dotyczących umów udziałowców czy dokładnych praw ekonomicznych inwestorów. Oficjalnie poinformowano natomiast, że transakcje ma prowadzić JP Morgan, o czym już wspomniałem. Ponadto za kontakt z potencjalnymi inwestorami ma odpowiadać Open Economics. Warto też zwrócić uwagę na osobę tak zwanego głównego doradcy komercyjnego. Jest nim Greg Maffi. Niewykluczone, że nazwisko to nic ci nie mówi. No chyba, że jesteś też przy okazji ogromnym fanem Formuły 1. Mafeyj to bowiem były prezes Liberty Media, który zarządzał nią w czasach, gdy ta kupowała Formułę 1 i zarządzała nią, robiąc z niej prawdziwy globalny produkt rozrywkowy. mnóstwo do powiedzenia przy całym omawianym dziś procesie będzie miał więc gość, który już raz skutecznie skomercjalizował jeden ze sportów. To również jest pewien sygnał pokazujący jaki jest główny cel tego przedsięwzięcia. Warto wspomnieć o jeszcze jednej potencjalnie śliskiej sprawie. The Times donosi, że komisarzem, czyli szefem nowej spółki ma zostać sam Gian Infantino. FIFA potwierdziła The Athletic, że prezydent federacji będzie miał w FFE istotną rolę, choć nie sprecyzowano jaką. W marcu przyszłego roku Infantino startuje po kolejną kadencję prezydenta FIFA i na ten moment nie ma żadnego rywala na horyzoncie. To będzie jego ostatnia kadencja, bo statut dopuszcza maksymalnie trzy. Po 2031 roku nie będzie już mógł kierować federacją. Mamy więc sytuację, w której człowiek, któremu kończy się czas na czele organizacji nonprofit, tworzy spółkę przejmującą wszystkie źródła przychodu tej organizacji i ma nią kierować po odejściu z funkcji, a o zgodę na to pyta związki, którym za tę zgodę oferuje pieniądze tej samej organizacji. No dobrze, znamy pewne szczegóły transakcji. Wiemy, że innych istotnych niuansów nie zdradzono. A co w takim razie musi się zdarzyć, żeby do niej doszło? Co ciekawe, FIFA w swoim komunikacie zaznacza, że w swojej historii już wielokrotnie tworzyła spółki zależne i to jednostronnie, czyli nie pytając się nikogo o zgodę. Podkreśla, że podobnie robią też inne organizacje sportowe, niejakoby okazać swoją wielkodłuszność. Tym razem jednak federacja chce zaangażować do podjęcia decyzji Krajowe Związki Piłkarskie wchodzące w jej skład oraz Radę FIFA. Infantino ogłosił w swoim liście, że uruchomienie spółki zależnej FFE odbędzie się tylko wtedy, gdy ponad połowa z 211 Związków Krajowych opowie się za dołączeniem do pomysłu oraz gdy zostanie wydana wyraźna zgoda rady FIFA. Związki mają czas do 19 września na ustalenie swojego stanowiska. Gdy ten deadline został ogłoszony, UEFA wydała kolejne oświadczenie, w którym stwierdziła, że tu cytat to mówi wszystko, co powinniśmy wiedzieć o całym tym planie. W komunikacie dodano, że FIFA nie może już używać naszego kochanego sportu do wzbogacania siebie i swoich przyjaciół. Ciekawe o jakich przyjaciołach mowa. No ale przecież wydawać by się mogło, że to uczciwe, demokratyczne podejście, prawda? Na pierwszy rzut oka tak, ale tak naprawdę to tylko fasada dla sprytnego szantażu. Te 4,2 miliarda dolarów, które mają zostać pozyskane ze sprzedaży udziałów, zostaną przekazane na finansowanie programu FIFA Fast Forward. W założeniu ma on pomóc w rozwoju piłki na całym świecie poprzez przekazywanie funduszy Związkom Krajowym. I tu uwaga, bo to jest program zupełnie nowy. Dotąd nie istniał, powstaje razem ze spółką. Obok niego dalej działa stary, dobrze znany federacją program FIFA Forward, który istnieje od dekady i po prostu dostanie wyższe stawki. Dwa osobne programy, dwa osobne strumienie pieniędzy. Warto to rozróżnić, bo za chwilę będziemy je dodawać. A warto też przypomnieć, że każdy związek, niezależnie od tego, czy reprezentuje 80 milionowe Niemcy, czy stutysięczne wyspiarskie państewko, dostanie w ramach tych programów dokładnie tyle samo. Sporządziłem tabelkę, która dobrze pokazuje jak różnią się te zastrzyki gotówki. Gdyby stworzenie spółki FFE i sprzedaż udziałów nie doszły do skutku, związki przez najbliższy czteroletni cykl, czyli w latach 2027-2030, dostałyby z programu Forward po 10 milionów dolarów na głowę. I to jest wszystko, bo fast forward w tym scenariuszu po prostu nie powstaje. Z kolei w przypadku przepchnięcia transakcji każdy związek dostaje 20 milionów jednorazowo z fast forward plus kolejne 20 milionów z forward na ten sam czteroletni cykl. Razem mamy więc 40 milionów zamiast 10 milionów. Cztery razy więcej. I na tym nie koniec, bo FIFA obiecuje podwyżki także w kolejnych cyklach. W latach 2031-2034 mają to być 22 miliony na związek, a w latach 2035 2038 aż 24 miliony na związek. Razem z pierwszym cyklem daje to 86 milionów dolarów rozłożone na 12 lat. Tylko tu trzeba postawić bardzo uważne zastrzeżenie, o którym niewiele się mówi. Z tych 86 milionów tylko 20 pochodzi ze sprzedaży udziałów. Pozostałe 66 to zwykły forward, które ma być finansowane z tego, co FIFA dopiero zarobi w przyszłości. To nie są pieniądze, które gdzieś leżą, to prognoza. I tu robi się naprawdę ciekawie, bo FIFA obiecuje związkom podwojenie wypłat, jednocześnie oddając 1/5 swojego strumienia komercyjnego prywatnym inwestorom, czyli od 2027 roku dzieli mniejszy kawałek tortu na dwa razy większe porcje. Żeby to się spięło, ten biznes musi urosnąć naprawdę mocno. A ile dostaną związki w tych dalszych cyklach, jeśli transakcja nie dojdzie do skutku? Tego FIFA nie podała w ogóle. Media szacują, że w perspektywie 12 lat byłoby to około 36 milionów, czyli mniej więcej 2 i pó raza mniej niż w scenariuszu z transakcją. To są gigantyczne pieniądze, szczególnie dla wielu małych związków, które dopiero co się rozwijają. Objawienie ostatniego mundialu. Niewielkie Wyspy Zielonego Przylądka nie mogą przejść obok takiej różnicy obojętnie. Podobnie debiutujące niedawno Kurasao i dziesiątki innych federacji, dla których to jest budżet nie do wyobrażenia w żadnym innym scenariuszu. Duże federacje pokroju angielskiej FA jeszcze mogłyby machnąć na to ręką stawiając na pierwszym miejscu ducha sportu. Natomiast takich związków, które taką kwotę mogą odrzucić jest po prostu niewiele. A fakt, że wszyscy mają po jednym głosie sprawia, że ci mali, ale znacznie liczniejsi, mogliby tę sprawę przegłosować. Ale chyba jednak się na to nie zanosi, o czym za moment. Warto bowiem wspomnieć o doniesieniach The Telegraph. Źródło informowało, że Infantino miał ostrzec związki, że brak zgody na transakcje automatycznie dyskwalifikuje z udziału na nowych zasadach programu, jeżeli i tak zostanie on przegłosowany. To oznacza, że potencjalni buntownicy mogą zostać z tymi 10 milionami, podczas gdy inni dostaną po 40 milionów, a może i nawet więcej, bo niewykluczone, że wtedy jeszcze rozdzielone zostaną te fundusze, które planowo miałyby przypaść tym właśnie buntownikom. Bycie szlachetnym obrońcą sportowych wartości w takiej sytuacji byłoby więc skrajnie nieopłacalne. No chyba, że założona zostałaby twarda koalicja przeciwników, która stanowiłaby większość członków FIFA. I wychodzi na to, że taka powoli zaczyna się zawiązywać. Pierwsze kluczowe ustalenia zapadły w czwartek wieczorem. Wtedy to przedstawiciele wszystkich członków UEFA zebrali się na specjalnie zwołanym w tej sprawie nagłym zebraniu. Biorąc pod uwagę ton poprzednich komunikatów UEFA po spotkaniu można było spodziewać się jakichś konkretnych działań, ale chyba nie aż takich jakie ostatecznie miały miejsce. Europejska Federacja opublikowała obszerne oświadczenie, którego zdecydowanie najistotniejszym punktem jest ogłoszenie bojkotu rozgrywek FIFA przez reprezentację ze starego kontynentu. Jak podkreślono, podpisuje się pod tym każda z 55 organizacji członkowskich, a decyzja zapadła całkowicie jednomyślnie. Bojkot będzie podtrzymany do momentu, w którym FIFA całkowicie nie porzuci swojego planu oraz nie udzieli zapewnienia, że nie będzie próbowała otwierać swoich rozgrywek na własność prywatną w przyszłości. Co istotne, mowa o natychmiastowym bojkocie wszystkich rozgrywek FIFA. W tym wypadku nie można więc po prostu machnąć ręką i stwierdzić, że a następny mundial jest za cter lata. Odwidzi im się do tego czasu. Bojkot tyczy się wszystkich rozgrywek, więc także tych młodzieżowych. i kobiecych. A tak się akurat składa, że najbliższy turniej FIFA to mistrzostwa świata kobiet do lat 20 organizowane w Polsce. Planowo mają zacząć się 5 września i zagrać ma w nich sześć ekip z Europy, w tym oczywiście gospodynie, czyli Polki. A czy faktycznie zagrają, przekonamy się, ale wychodzi na to, że PZPN na czele z Cezarem Kuleszem chcąc nie chcąc, zostali jednymi z pierwszoplanowych aktorów tej afery. Jeszcze bardziej abstrakcyjne do wyobrażenia są męskie rozgrywki bez drużyn z Europy. Przez to odpadają też fani, a przecież właśnie na starym kontynencie jest ich najwięcej i to oni generują sporą część przychodów z imprez FIFA. Ponadto w komunikacie pojawiło się kilka podniosłych, moralizatorskich zdań. Fakt podjęcia takiej decyzji w tajemnicy UEFA nazwała abdykacją FIFA z obowiązku bycia powiernikiem światowego futbolu. UEFA wprost napisała też to, co ja sugerowałem w tym materiale wcześniej. Nie mówimy tu o demokratycznym wyborze. To szantaż. W komunikacie ubrano to w takie słowa: Związkom krajowym na całym świecie postawiono właśnie ultimatum. Zaakceptujcie nieodwracalne przejęcie najważniejszych rozgrywek futbolu albo ponieście konsekwencje. To nie jest demokratyczna decyzja, lecz rządzenie przez zastraszanie. Akt przymusu niegodny instytucji, której powierzono piecze nad globalną grą. Dodatkowo UEFA punktuje też fakt, że w momencie, w którym do zabawy wchodzą prywatni inwestorzy, to pierwszym obowiązkiem zawsze jest maksymalizacja zysku finansowego, a to, jak napisano, zmieni futbol na zawsze. A jak reagują na to inne federacje? Pierwotnie w sposób mniej zdecydowany. Konkaw, czyli ta północno-amerykańska oraz AFC, czyli azjatycka, skrytykowały publicznie fakt, że dowiedziały się o nim z mediów i nie skonsultowano go z nimi. Samego pomysłu jednak nie potępiły. Sytuacja zmieniła się jednak po ogłoszeniu bojkotu przez UEFA. Konkaw zorganizował własne spotkanie wszystkich 41 członków, po którym wydał swój komunikat. Federacja jako całość odrzuciła w nim pomysł Infantino, tłumacząc go brakiem wcześniejszych konsultacji, sztucznie krótkim czasem na podjęcie decyzji i brakiem potrzeby pozyskania kolejnego kapitału. Wskazano bowiem, że FIFA posiada głębokie rezerwy gotówkowe. W związku z tym zaproponowano kompromis polegający na tym, by to właśnie te rezerwy wykorzystać do finansowania programu FIFA Forward. Decyzja jest więc stanowcza, ale o tyle słabsza od tej UEFA, że nie ma w niej mowy o żadnym bojkocie. Ni mniej mamy już ponad 90 krajów będących przeciwko pomysłowi, a niewykluczone, że z biegiem dni o ile nie godzin ich liczba jeszcze się zwiększy o członków kolejnych federacji jest już naprawdę blisko do większości potrzebnej do odrzucenia pomysłu. I właśnie wtedy po wszystkich tych komunikatach, kiedy ten materiał był już w zasadzie gotowy, odezwała się sama FIFA. Federacja wydała oświadczenie, w którym całą awanturę zrzuca na, cytuję, nieprawdziwe doniesienia medialne, które miały zakłócić zaplanowany proces konsultacji. Nie precyzuje przy tym, co konkretnie było nieprawdziwe. Pada za to zdanie, które warto zapamiętać. Nikt nie sprzedaje futbolu. Są tam jednak dwie rzeczy naprawdę istotne. Pierwsza to bezpośrednia szpila wbita w UEFA. FIFA pisze, że żaden pojedynczy podmiot nie może stwierdzić, że reprezentuje wszystkie 211 związków i że każdy z nich powinien decydować sam, czyli gra na rozbicie europejskiego bloku. Druga jest jeszcze ciekawsza, bo FIFA wycofuje się z mechanizmu, który przed chwilą opisywałem. W nowym komunikacie czytamy, że każdy związek dostanie te dodatkowe 20 milionów dolarów z programu Forward. Niezależnie od tego, czy propozycję poparł, kara za sprzeciw, o której pisał Telegraf i o której mówiłem wcześniej, właśnie zniknęła. I warto też wspomnieć o tym, czego w komunikacie nie ma. Ani słowa o tym, kto i jak wycenił spółkę na 20 miliardów. Ani słowa o umowie udziałowców, o warunkach wyjścia inwestorów, ani o roli, jaką w nowej spółce miałby pełnić sam Infantino. FIFA odpowiedziała więc na zarzut o szantaż, a przemilczała wszystkie zarzuty o brak przejrzystości. Sam Gian Infantino od czasu decyzji Europejczyków nie zabrał głosu ani razu. W świecie futbolu oraz biznesu czeka nas bardzo gorące półtora miesiąca i to niezależnie od upałów na zewnątrz. A jeśli ten odcinek przypadł ci do gustu, to zostaw łapkę w górę. Do usłyszenia. [muzyka] >> [muzyka]









