KONCENTRACJA czy DYWERSYFIKACJA? Ile akcji warto mieć w portfelu? [Optymalna liczba akcji w portfelu]

Koncentracja czy dywersyfikacja – ile akcji naprawdę potrzebujesz?

W materiale analizuje się, dlaczego zaledwie około 4 % spółek odpowiada za niemal cały wzrost wartości amerykańskiego rynku akcji przez ostatnie sto lat. Autor porównuje dwa skrajne podejścia – mocno skoncentrowany portfel z kilkoma starannie wybranymi spółkami oraz szeroko dywersyfikowany zestaw dziesiątek pozycji – wskazując na ich zalety i pułapki.

Kluczowe wnioski:

  • Dywersyfikacja ogranicza ryzyko specyficzne dla pojedynczej firmy, ale jednocześnie rozmywa wpływ dobrych decyzji.
  • Skupienie kapitału w kilku najlepszych pomysłach zwiększa potencjalny zysk, pod warunkiem przeprowadzenia dogłębnej analizy przed zakupem.
  • Prawdziwa dywersyfikacja wymaga nie tylko dużej liczby pozycji, lecz także różnorodności sektorów i czynników makroekonomicznych.
  • Metoda Anthony’ego Boltona sugeruje dostosowanie wagi każdej spółki do poziomu przekonania inwestora, a nie równy podział kapitału.
  • Praktyczny przykład pokazuje, jak od 61 analizowanych spółek można wyłonić 10 finalistów, a ostatecznie wybrać dwie najbardziej przekonujące inwestycje.

Film kończy się wskazówką, że optymalna liczba akcji zależy od ilości czasu, który jesteś w stanie poświęcić na analizę – od kilku pozycji dla aktywnych selekcjonerów po szeroki indeks dla tych, którzy wolą pasywne podejście.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

zaledwie około 4% spółek odpowiadało za cały netto wzrost wartości amerykańskiego rynku akcji w ciągu ostatnich 100 lat. Cała reszta przyniosła wyniki gorsze niż amerykańskie obligacje skarbowe. Jeśli spojrzymy na ten temat z tej perspektywy, dyskusja o tym, czy lepiej mocno koncentrować portfel, czy szeroko go dywersyfikować zaczyna wyglądać trochę inaczej. W tym materiale przyjrzymy się obu podejściom na liczbach i sprawdzimy, gdzie każdy z nich ma swoją pułapkę. A na końcu spróbujemy odpowiedź na znacznie praktyczniejsze pytanie. Ile spółek faktycznie ma sens trzymać w portfelu, biorąc pod uwagę ilość pracy, którą naprawdę jesteś w stanie wykonać? Większość inwestorów ma w tej sprawie dość mocne zdanie. Jedni uważają, że tylko portfel złożony z kilku najlepszych spółek daje szansę na naprawdę ponadprzeciętne wyniki. Inni, że odpowiedzialne inwestowanie oznacza rozłożenie kapitału na dziesiątki różnych firm. Problem w tym, że obie strony mają trochę racji i obie w pewnym momencie zaczynają przesadzać. To dobrze oddaje jedno proste zdanie. Dywersyfikacja chroni inwestora przed skutkami własnej niewiedzy, ograniczając ryzyko, ale jednocześnie także potencjalny zysk. Im szerzej rozkładasz kapitał, tym mniejszy wpływ na cały portfel ma każda pojedyncza dobra decyzja. To nie jest argument ani za koncentracją, ani za dywersyfikacją. to po prostu opis mechanizmu. Żeby dobrze go zrozumieć, trzeba rozróżnić dwa rodzaje ryzyka. Pierwszy to ryzyko specyficzne dla konkretnej spółki. Upadłość, oszustwo, błędne decyzje zarządy, utrata przewagi konkurencyjnej czy pojawienie się technologii, która nagle wypycha firmę z rynku. To wszystko są problemy, które mogą uderzyć w jedną spółkę, nawet jeśli cały rynek radzi sobie dobrze. Drugi rodzaj to ryzyko rynkowe, czyli coś, co dotyka praktycznie wszystkich firm jednocześnie. Zanim przejdziemy dalej, partnerem tego odcinka jest Trade Republic. I tutaj jedna rzecz naprawdę zwraca uwagę. Możesz aktywować 6% oprocentowania w skali roku na niezainwestowanych środkach do 200 000 zł. Czyli pieniądze, które normalnie po prostu czekałyby na kolejną inwestycję mogą w tym czasie pracować. I nie chodzi o typową promocję na kilka miesięcy, po której oprocentowanie nagle mocno spada. Obecnie tre Republic oferuje tą samą stawkę bez takiego krótkiego okresu promocyjnego. Jeśli chcesz sprawdzić szczegóły albo tworzyć konto, link znajdziesz w opisie filmu. Ryzyko pojedynczej spółki można w dużej mierze ograniczyć właśnie przez dywersyfikację i dlatego działają globalne indeksy. Zamiast uzależniać wyniki od kilku firm, rozkładasz go na setki albo tysiące spółek, więc problem jednej z nich przestaje mieć większe znaczenie. Tylko, że oba skrajne podejścia mają swoje słabe strony. Jeśli masz w portfelu dwie albo trzy spółki, jedna poważna pomyłka może bardzo mocno uderzyć w cały majątek. Jeśli jedna z trzech pozycji okaże się katastrofalną inwestycją, mówimy przecież o 1/3 portfela. I za każdą historią skoncentrowanego portfela, który przez lata przynosił świetne wyniki, znajdziemy też przypadki inwestorów, których największą i najbardziej lubiana pozycja pociągnęła cały portfel w dół. A teraz spójrzmy na drugi skrajny przypadek. Portfel składający się z 30 spółek brzmi rozsądnie i bezpiecznie. Tylko, że jeśli będzie to 30 banków i firm budowlanych z jednego kraju działających w tym samym momencie cyklu gospodarczego, to w praktyce nie zdywersyfikowałeś ryzyka. Po prostu 30 razy postawiłeś na ten sam scenariusz. Klasycznym przykładem były portfele mocno wypełnione bankami i deweloperami przed kryzysem finansowym. Formalnie inwestor miał wiele spółek. Problem w tym, że każdy przyszedł kryzys, wszystkie zaczęły spadać jednocześnie. Wiemy więc już, dlaczego trzy spółki mogą być niebezpieczne i dlaczego 30 spółek wcale nie musi oznaczać prawdziwej dywersyfikacji. Ale jest jeszcze jedna rzecz, która w praktyce może być ważniejsza niż sama liczba pozycji. Ile pracy wykonałeś przed zakupem? W społeczności Rankia od lat pojawia się przykład inwestora, który konsekwentnie broni bardzo skoncentrowanego podejścia. W portfelu trzymał zwykle trzy spółki, ale jego lista firm, które wcześniej dokładnie przeanalizował, przekraczała 70. I to jest bardzo ważna różnica. Koncentracja nie polegała tutaj na przeanalizowaniu trzech firm i kupieniu wszystkich trzech. Najpierw powstał szeroki zbiór spółek, a dopiero później wybierane były z niego te najlepsze. On sam porównywał to do wyścigu konnego. Jeśli możesz postawić na trzy najlepsze konie, po co dokładać do nich cały peleton przeciętnych? Bo gdy włożysz do portfela wszystkich, słabsze firmy zaczną rozmywać wynik tych kilku, które rzeczywiście radzą sobie świetnie. Bardzo szeroko zdywersyfikowany portfel nazywał z kolei Arką Noego. Jest w nim po prostu po trochu wszystkiego, ale w pewnym momencie liczba pozycji staje się tak duża, że trudno naprawdę wiedzieć, co dzieje się w każdej z nich. Matematyka stojąca za tym argumentem jest dość prosta. Jeśli masz 30 równych pozycji, każda odpowiada za nieco ponad 3% portfela. Nawet jeśli twoja najlepsza spółka podwoi swoją wartość, wpływ na cały portfel będzie stosunkowo niewielki. W skoncentrowanym portfelu dobra decyzja ma po prostu znacznie większe znaczenie. Dochodzi do tego jeszcze jeden problem. Czas. Poważne śledzenie jednej spółki oznacza czytanie raportów, obserwowanie wyników, konkurencji, zarządu i całego sektora. to może zajmować wiele godzin. Jeśli pomnożysz to przez 30 firm, większość inwestorów po prostu nie jest w stanie robić z tego naprawdę dokładnie i wtedy zamiast 30 dobrze monitorowanych spółek masz 30 pozycji, o których część informacji zwyczajnie ci umyka. Ale ta sama osoba bardzo otwarcie mówiła również o kosztach takiego podejścia. Skoncentrowany portfel może być znacznie bardziej zmienny niż indeks. Jeśli ktoś nie jest w stanie zaakceptować sytuacji, w której jego portfel chwirowo traci 40 czy nawet 50%, bardzo mocna koncentracja prawdopodobnie nie jest dla niego. Mogą też pojawić się całe lata, w których wynik będzie słabszy niż na szerokim rynku albo nawet niż na prostym depozycie. Ciekawą zasadę dotyczącą wielkości pozycji sformułował brytyjski zarządzający Anthony Bolton. Według niego udział każdej spółki w portfelu powinien odzwierciedlać poziom przekonania inwestora do tej konkretnej inwestycji. Im większe przekonanie poparte analizą, tym większy może być udział spółki. To podejście działa zarówno przy pięciu, jak i 15 pozycjach. Chodzi o to, żeby nie dzielić kapitału automatycznie po równo, tylko dlatego, że tak jest prościej. Co ciekawe, również szeroki indeks nie zawsze jest tak równomiernie rozłożony, jak mogłoby się wydawać. Jeśli kilka największych spółek zaczyna odpowiadać za bardzo dużą część jego kapitalizacji, inwestor kupujący indeks również przyjmuje pewien poziom koncentracji, tylko że nie wybiera go samodzielnie. Mamy więc argumenty obu stron. Wiemy, co ryzykujemy koncentrując portfel i wiemy, że szeroka dywersyfikacja też potrafi ukrywać ryzyko, którego na pierwszy rzut oka nie widać. Zostaje najważniejsze pytanie, jak właściwie ustalić liczbę spółek odpowiednią dla siebie. I tutaj wracamy do czegoś, co odróżnia przemyślaną koncentrację od zwykłego strzelania na ślepo. Zanim zostawisz w portfelu dwie albo trzy spółki, powinieneś najpierw przeanalizować znacznie większą liczbę firm. Jeden z inwestorów ze społeczności Rankia zbudował w ten sposób własny krąg spółek, który dobrze znał. Po latach czytania raportów, analizowania modeli biznesowych i odrzucania firm, których nie rozumiał wystarczająco dobrze, zostało mu 61 spółek z indeksu S&P 500. Z tej grupy wybrał później 10 finalistów. Disney, American Express, GE, Morgan Stanley, Exon, Walmart, Briston Myers, Interpublic, Berksshire Halfway i Black Rock. Dopiero wtedy zaczął porównywać dobre firmy z innymi dobrymi firmami. Patrzył na przewagę konkurencyjną, rentowność kapitału, bilance, jakość zarządzania i wycenę. Ostatecznie w portfelu zostały tylko dwie G i Morgan Stanley. Pozostałe nie znikały jednak z jego radaru. Nadal pozostawały na liście firm, które znał i do których mógł wrócić, jeśli warunki się zmienią. Taki krąg analizowanych spółek pełni dwie bardzo ważne funkcje. Po pierwsze, działa jak ławka rezerwowych. Jeśli jedna z obecnych pozycji straci przewagę konkurencyjną albo przestanie spełniać wcześniejsze założenia, nie musisz w panice szukać czegoś nowego. Masz już inne spółki, które wcześniej dokładnie przeanalizowałeś. Po drugie, chroni przed przywiązaniem do jednej firmy tylko dlatego, że dobrze ją znasz. Jeśli regularnie porównujesz dobrą spółkę z innymi dobrymi spółkami, znacznie trudniej zakochać się we własnej inwestycji i ignorować fakt, że gdzie indziej pojawia się lepsza relacja jakości do ceny. I z tego wynika lekcja, która ma sens nawet wtedy, jeśli nigdy nie zamierzasz prowadzić bardzo skoncentrowanego portfela. Jakość portfela można oceniać nie tylko po tym, co się w nim znajduje, ale również po tym, ile spółek zostało wcześniej świadomie odrzuconych. Ile akcji powinieneś więc mieć? To w dużej mierze zależy od tego, ile pracy naprawdę chcesz w to włożyć. Jeśli nie zamierzasz analizować pojedynczych firm, najbardziej logicznym rozwiązaniem pozostaje szeroki indeks globalny obejmujący setki albo tysiące spółek. Ryzyko pojedynczej firmy zostaje wtedy mocno ograniczone, a głównym zadaniem inwestora jest po prostu zaakceptowanie zmienności całego rynku i unikanie panicznych decyzji. Jeśli natomiast chcesz rzeczywiście selekcjonować spółki i poświęcać czas na ich analizę, sensowny zakres może zaczynać się od kilku i kończyć gdzieś w okolicach kilkunastu czy około 20 pozycji. Duża część korzyści wynikających z dywersyfikacji pojawia się już przy pierwszych 10 20 spółkach, a później coraz trudniej naprawdę dobrze śledzić każdą z nich. Najmniej sensu ma coś pośrodku, ale bez żadnej metody. 30 czy 40 przypadkowo dobranych spółek analizowanych tylko powierzchniowo. Nie masz wtedy ani potencjalnej przewagi wynikającej z koncentracji najlepszych pomysłów, ani prostoty i szerokiej ochrony, jaką daje indeks. Dywersyfikacja rzeczywiście może chronić inwestora przed konsekwencjami własnej niewiedzy, ale ta zasada działa w obie strony. Kto koncentruje portfel bez wykonania wcześniejszej analizy, bierze na siebie ryzyko, którego być może nawet nie potrafi oszacować. Z kolei ktoś, kto rozprasza kapitał na dziesiątki pozycji bez konkretnego powodu może tak mocno rozcieńczyć swoje najlepsze pomysły, że cała selekcja pojedynczych spółek przestaje mieć większy wpływ na wynik. Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi trzy akcje czy 30. Brzmi ile naprawdę wiesz o spółkach, które już masz w portfelu. To już wszystko na dziś. Jeśli podobają ci się nasze treści zostaw like i subskrybuj kanał. Dzięki za oglądanie i do zobaczenia. Yeah.

Przewijanie do góry