Główne tematy:
Najważniejsze lekcje z giełdy w 2024 roku – przegląd najważniejszych wydarzeń i trendów, które ukształtowały rynek akcji. W tym filmie Piotr Cymdzek, ekspert finansowy, omawia kluczowe czynniki wpływające na hossę w USA, dominację sektora technologicznego, wpływ sztucznej inteligencji (AI) na inwestycje i produktywność, zaskakującą siłę amerykańskiej gospodarki oraz konsekwencje wyborów prezydenckich.
- Hossa na rynku amerykańskim: Analiza przyczyn wzrostów indeksu S&P 500, rola sektora technologicznego i rekordowe zyski spółek.
- Dominacja technologii: Omówienie wpływu półprzewodników, oprogramowania i AI na wyniki finansowe firm oraz wzrost ich kapitalizacji.
- Sztuczna inteligencja (AI): Przegląd inwestycji w AI, prognozy wzrostu produktywności i dyskusja nad wpływem AI na przyszłość gospodarki.
- Wybory prezydenckie w USA: Analiza wpływu wygranej Donalda Trumpa na rynek, tzw. „Trump Trade” i jego konsekwencje dla Tesli, kryptowalut i sektora finansowego.
- Sierpniowa korekta: Omówienie przyczyn i skutków załamania strategii „carry trade” oraz lekcje płynące z tego wydarzenia dla inwestorów.
Dowiedz się, jakie czynniki napędzały rynek w 2024 roku i jakie lekcje warto wyciągnąć z minionych 12 miesięcy. Piotr Cymdzek dzieli się swoją ekspercką wiedzą i analizami, które pomogą Ci lepiej zrozumieć dynamikę rynku akcji i podejmować bardziej świadome decyzje inwestycyjne.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Rok 2024 na rynkach za nami, więc czas na takie solidne podsumowanie i masę wniosków i lekcji, jakie udało się z niego wyciągnąć. Można by powiedzieć, że rynek postanowił pokazać, kto tu rządzi i wykręcił taki wynik, o jakim analitycy, inwestorzy często mogą sami tylko pomarzyć. Na początku 2024, gdy banki inwestycyjne wyznaczały swoje prognozowane ceny docelowe, to celowały w poziomie S&P 500 od 4200 do 5100 punktów. Co zrobił rynek? przeszedł przez nie jak przez masło i zostawił ekspertów z pytaniem: "Matko Boską, co to się stanęło?" Chociaż indeks S&P 500 wzrósł o ponad 28% to zyski spółek w indeksie rosły w 2024 o jedynie 9,4%, a przychody o 5,1%. Oznacza to więc, że akcje dość mocno podrożały względem tego, gdzie były jeszcze rok temu. A wszystko dlatego, że to co naprawdę rozpaliło przez ten rok wyobraźnię inwestorów, to nie same wyniki spółek, ale perspektywy na przyszłość. Oczekuje się, że w 2025 roku zyski dla indeksu S&P 500 wystrzelą o prawie 15% do góry, a przychody pójdą w górę o 5,8%. Innymi słowy to marże mają rosnąć w szalony sposób, a razem z nimi rosną oczekiwania, że spółki będą generować coraz większe zyski z każdego zarobionego dolara. imponujące, zwłaszcza, że obecnie marże operacyjne dla całego indeksu S&P 500 już są na historycznych szczytach, więc rynek oczekuje jeszcze dalszej ich poprawy. I to właśnie ten optymizm pobił indeksy bardziej niż same wyniki firm. W końcu giełda dyskontuje przyszłość, no więc nie powinno być w tym nic dziwnego, a w efekcie mnożniki wycen poleciały do góry, bo przecież kto by się nie ekscytował wizją jeszcze szybszego wzrostu tych marsz w przyszłości. Co ciekawe jednak cały ten rajd odbywał się w niemal idealnych technicznych warunkach. S&P 500 przez większość roku trzymał się wyraźnie ponad swoją 200 dniową średnią i tylko pięć razy spadał na chwilę poniżej 21niowej średniej kroczącej. Nawet mimo wielu nerwowych momentów i strachów największa korekta nie przekroczyła nawet 8% od szczytu. Dzisiejszy odcinek to będzie takie spojrzenie na wszystko, co ważne, co działo się w ostatnim roku, a działo się naprawdę sporo. Były wzloty, lekkie spadki, sporo ciekawych historii, które warto zapamiętać razem z lekcjami, jakie nam wszystkim dały i przyniosły. Zanim jednak zaczniemy, to na początku jeszcze podziękowania dla wszystkich was, ponad 54 000 subskrybujących ten kanał. Każdy sub to pomoc w rozwoju i w przygotowywaniu dla was jeszcze lepszych treści. Jeśli więc też chcecie dołożyć się do tego, to wystarczy szybki klik, najlepiej teraz, bo potem się zapomina. A jeśli oglądasz te materiały po raz pierwszy, to jeszcze czas na krótkie przedstawienie. Cześć, ja nazywam się Piotr Cymdzek, a to jest kanał Merytoryczny o Finansach. Prowadzę też portal dnarynków.pl, pl, gdzie znajdziesz codziennie jeszcze więcej informacji o gospodarce, finansach, inwestowaniu, a także możesz tam dołączyć do wersji premium, gdzie już ponad 1400 inwestorów dostaje ode mnie i całego zespołu codziennie różne analizy, przemyślenia, wnioski o rynkach i o gospodarce, a także obserwują jak sam inwestuje własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości ponad 3,3 miliona złot. Więcej na ten temat znajdziecie na stronie premiumdarynków.pl. Link oczywiście w opisie tego nagrania. A partnerem tego materiału jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na giełdzie NZDA. Co więc zadziało się w 2024 roku? Przede wszystkim gospodarka okazała się silniejsza niż ktokolwiek się spodziewał i to o wiele silniejsza. Wbrew przewidywaniom większości ekonomistów, gospodarka Stanów Zjednoczonych w 2024 roku pokazała gigantyczną wręcz i niebywałą siłę. I to pomimo wysokich stóp procentowych, pomimo rosnącego jednak lekko bezrobocia i różnych wskaźników sugerujących spowolnienie albo straszących nas wszystkich recesją, jak na przykład sam rul, o którym było dość głośno w ciągu 2024. No amerykańska gospodarka pomimo tego wszystkiego zdołała osiągnąć imponujący wzrost na poziomie około 2,93% rocznie. W ciągu ostatnich 45 lat niewiele cykli podwyżek stóp procentowych było równie agresywnych jak te wdrażane niedawno przez Fed. Niemniej jednak gospodarka USA zaskoczyła odpornością i zdołała wejść w taki przysłowiowy stan Goldilox, czyli gospodarki złotowłosej takiej, gdzie wszystko jest w sam raz. ani za ciepło, ani za zimno. Po prostu w sam raz uniknęła recesji i zaliczyła spadek inflacji. A to wszystko pomimo wzrostu bezrobocia z 3,7 do 4,2%. Konsumpcja pozostała jednak na bardzo mocnym poziomie, a płace realne wzrosły. No i tu akurat istotną rolę odegrały zamożniejsze gospodarstwa domowe, których wydatki wyrównały potencjalne spadki w innych grupach, a także imigracja miała swój solidny wkład dodając około 1% do realnego PKB przez cały rok. przesunięcie się w ogóle całej amerykańskiej gospodarki i zresztą nie tylko amerykańskiej, bo wielu innych również z przemysłu na usługi sprawiło, że takie tradycyjne wskaźniki ekonomiczne skupione na tym pierwszym na przemyśle stały się po prostu o wiele słabsze w przewidywaniu tego, co może się wydarzyć. Mimo że wskaźniki od kilku miesięcy wskazywały na recesj te stare wskaźniki to rzeczywistość pokazała, jak widać zupełnie inny obraz. No a co z tymi stopami procentowymi? Bo wkroczyliśmy w 2024 rok z potężnym wręcz balastem. Stoły procentowe były na historycznych szczytach w wielu miejscach, a widmo recesji unosiło się nad rynkami jak taka wielka ciemna chmura. No i ekonomiści dokładali swoje, bo prześcigali się w fatalistycznych wizjach, przepowiadając bolesne, twarde lądowanie albo nawet katastrofę. Fed po latach luźnej polityki monetarnej miał zafundować gospodarce taką naprawdę brutalną terapię, a w efekcie dostaliśmy zamiast katastrofy spokojny lot nad krajobrazem z drinkiem w ręku. W 2024 banki centralne zaczęły w końcu powoli luzować politykę monetarną. Pomimo jednak szeregu cięć stóp przez Fed, EBC i inne banki centralne, zamiast spadków rentowności obligacji zobaczyliśmy [Muzyka] [Aplauz] wzrost rentowności obligacji, zwłaszcza zauważalne w przypadku obligacji Stanów Zjednoczonych. A to jest idealny przykład tego, jak rynek żyje własnym życiem. A ekonomiczne podręczniki można czasem wziąć, zamknąć i odrzucić sobie gdzieś na bok. W 2024 roku Fed obniżył stopy o łącznie 75 punktów bazowych od września, a Europejski Bank Centralny zakończył rok z depozytową stopą procentową na poziomie 3%, co było efektem czterech cięć w ciągu roku. Tylko paradoks polega na tym, że choć teoretycznie obniżki stóp powinny wspierać rynek obligacji, to jednak tak się nie stało. Rentowność 10oletnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych wzrosła z 3,7% we wrześniu do 4,4% w grudniu, co oznacza, że ceny obligacji poszły w dół. Inwestorzy, którzy spodziewali się, że cięcia stóp przyniosą stabilne zyski z obligacji, no musieli się zmierzyć z bolesną rzeczywistością. Dlaczego tak się stało? No i tu odpowiedź jest wielowymiarowa. To jest historia, którą zresztą warto opowiedzieć, bo rynek jak zawsze miał swoje zdanie, a bardziej nawet miał swoje przewidywania, które nie do końca się sprawdziły. Mówiąc prościej, na początku roku rynek zdyskontował, czyli wycenił, że Fed obniży stopy. To, że obniżki się pojawią było już wtedy wiadome. Jednak Fed koniec końców dokonał obniżek w o wiele mniejszej skali niż zakładano rok temu. Co więc zrobił rynek? skorygował oczekiwania i dostosował wyceny. A wynik jest taki, że rentowności zamiast spadać wzrosły, więc był to kolejny słaby rok dla obligacji, kolejny z rzędu. Cały 2024 upłynął też pod znakiem przyspieszonego rozwoju sztucznej inteligencji i wzrostów nakładów inwestycyjnych w cały segment chmurowy. Google przekształcił swojego barda w Gemini i wprowadził Gemini 2.0. Microsoft zasilił Open AI kolejnymi 750 milionami dolarów, a Amazon zainwestował miliardy w Antropic. Wszyscy równocześnie kupowali do tego na wyścigi sprzęt od Nvidia i inny sprzęt do centrów danych za setki miliardów dolarów. No może poza Apple, które poszło na skróty i postawiło sobie na Apple Intelligence integrując czyjeś AI w swoich urządzeniach i dodało Czat GPT jako warstwę wspierającą Siri. No więc Apple ma jeszcze sporo do nadgonienia, ale w każdym razie dzięki tym wszystkim inwestycjom chmurowym giganci tacy jak AWS y czy Google Cloud przyspieszyli tylko swój wzrost. To o tyle niestandardowe, że normalnie gdy Fed podnosi stopy, to biznes wstrzymuje oddech i odkłada plany inwestycyjne na półkę. No jak widać nie tym razem. Bigtechy postrzegają sztuczną inteligencję jako technologiczną rewolucję, której nie mogą przegapić. Przypomina to coś na styl wyścigu o być albo nie być, w którym wolą przeinwestować niż nie doinwestować. W praktyce oznacza to, że decyzje o inwestycjach w sztuczną inteligencję są podejmowane totalnie w oderwaniu od kosztów kapitału. Nawet jeśli finansowanie jest droższe, to firmy traktują AI jako muszę to mieć, a nie fajnie, jakbym to miał. To zjawisko pokazuje dość dobrze, jak mocno AI zmienia dynamikę całej gospodarki. No bo w teorii podwyżki stóp fedu powinny chłodzić te inwestycje i stabilizować gospodarkę, ale jednak ten ogień jaki generuje AI rozgrzewa innowacje, produktywność i właśnie rozgrzewa wydatki. A to z kolei sprawia, że polityka monetarna działa o wiele mniej skutecznie. No to jest taka obecnie próba zatrzymywania wodospadu za pomocą jakiegoś kubeczka. A to o tyle znaczące, że inwestycje w AI dopiero się rozkręcają. Co zauważył też zresztą sam szef Nvidia Jensen Juang, mówiąc, że to naprawdę dopiero pierwsze kroki na bardzo, bardzo długiej drodze. Z perspektywy gospodarczej sztuczna inteligencja staje się również katalizatorem bardzo wielu zmian na bardzo wielu frontach. Od automatyzacji po lepsze wykorzystanie danych aż po, co najważniejsze, wzrost produktywności. Zdaniem CEO Brookfield Corporation, Brucea Flata rewolucja AI to jedna z największych szans inwestycyjnych obecnego biznesowego pokolenia. Jednak nie tylko on, nie tylko Brookfield wypowiada się byczo o sztucznej inteligencji. Z wielkich gigantów w zasadzie w zasadzie nikt nie wypowiada się źle. Szanse są więc gigantyczne, a efekty monetyzacji AI nawet powoli zaczynają być widoczne. Pierwsza fala rewolucji przyniosła korzyści głównie sektorowi półprzewodników, który zyskał dzięki intensywnemu zapotrzebowaniu na tak zwane kilofy i łopaty tej nowej ery technologicznej. Taiwan Semiconductor Manufacturing, lider produkcji chipów, który podwoił swoją wartość w tym roku, podkreślał wielokrotnie wraz z innymi firmami z branży jak Nvidia, że popyt na AI jest teraz szalony. Jednak powoli sztuczna inteligencja wchodzi w nową fazę, w kolejną fazę, w której beneficjentami zaczynają być firmy softwareowe, takie jak na przykład Palantier czy Service Now, specjalizujące się w faktycznym zastosowaniu AI w standardowych procesach biznesowych. Według Morgan Stanley wydatki firm takich jak Amazon, Google, Microsoft i Meta mogą sięgnąć 300 miliardów dolarów w 2025 roku, z czego znaczną część pochłonął właśnie inwestycje w AI. To kasa, która pójdzie nie tylko na rozwój infrastruktury obliczeniowej, ale też na rozbudowę sieci energetycznych, które to są niezbędne do zasilania tych nowych wielkich centrów danych, no i tych nowych wielkich idei, które mają za tym iść. Z punktu widzenia makroekonomicznego wszystko to zaczyna wysyłać bardzo pozytywne sygnały dotyczące możliwości przyszłego wzrostu produktywności. Zresztą jak wskazuje też Goldman Zachs, rewolucja AI pokazuje bardzo pozytywne sygnały przyszłego wzrostu produktywności. Jednocześnie ich raport przewiduje, że pełny wpływ AI na PKB Stanów Zjednoczonych stanie się widoczny dopiero w 2027, gdy technologia zacznie być szerzej stosowana w codziennej pracy. Joseph Bricks z Goldmana zauważył właśnie, że chociaż adopcja AI jest jeszcze ograniczona, to dotychczasowe sygnały wskazują na możliwy wzrost produktywności o około 25% w przypadku firm, które już wdrażają te technologie. No rok 2024 był więc przełomowy dla rozwoju sztucznej inteligencji, bo z jednej strony mamy wzrost inwestycji w infrastrukturę, a z drugiej powolną, ale konsekwentną adopcję przez firmy i ogromny wzrost jakości samej technologii. No nic dziwnego więc, że wiele spółek na giełdzie było wycenianych na bazie miejsca, jakie mogą zająć w tej nowej rzeczywistości w przyszłości. Jeśli więc rok 2024 czegoś nas inwestorów powinien nauczyć, to że bez technologii w inwestowaniu ani róż. Był to rok, w którym niemożliwe było pobicie rynku bez ekspozycji na właśnie sektor technologiczny. No nie powinno to też zaskakiwać. W końcu to sektor technologiczny odnotował najwyższy, bo aż ponad 11% wzrost przychodów spośród wszystkich 11 sektorów składających się na S&P 500. I wzrost ten rozciągnął się na wszystkie branże składające się na ten sektor technologiczny. Z półprzewodnikami zresztą na czele. Zobaczmy na szczegóły. Branża półprzewodników i sprzętu półprzewodnikowego to była prawdziwa gwiazda notująca 23% wzrost przychodów i imponujący 35% wzrost zysków rok do roku. Efekt jest taki, że fundusz ETF SMH, czyli Semiconductor ETF wzrósł o ponad 47%. Bez półprzewodników cały sektor technologii w S&P 500 zanotowałby o połowę niższy wzrost zysków sięgający 6,2% zamiast 13,9. A to dobitnie pokazuje jak kluczową rolę odgrywały półprzewodniki w 2024 roku. Zarówno w kontekście technologicznej dominacji jak i takiej ogólnej rynkowej hossy. Pozostałe branże sektora jednak no też nie zawodziły. Oprogramowanie zanotowało 11% wzrost przychodów i 8% wzrost zysków, podczas gdy sprzęt technologiczny, segment hardware oraz urządzenia komunikacyjne podskoczyły o 8%. yy nawet bardziej stonowane branże takie jak usługi IT odnotowały przyzwoity choć nieco mniejszy wzrost przychodów na poziomie 5%. Nie dało się więc pobić rynku bez technologii. Gdyby wykluczyć technologię, a zwłaszcza półprzewodniki, to indeksy takie jak S&P 500 wyglądałyby już naprawdę znacznie gorzej. Rok 2024 był więc dowodem na to, że sektor technologiczny nie tylko dyktuje warunki na rynku, ale także pokazuje gdzie leży przyszłość gospodarki. Półprzewodniki stały się takim prawdziwym kręgosłupem rozwoju technologicznego, a ich rola w tworzeniu sztucznej inteligencji, systemów autonomicznych czy zaawansowanych urządzeń tylko rośnie. Inwestorzy, którzy próbowali unikać technologii mieli w tym roku naprawdę wyjątkowo trudne zadanie. Wzrosty były w zasadzie skoncentrowane, a dominacja wspaniałej siódemki BigTech i firm półprzewodnikowych sprawiła, że tylko ci z odpowiednią ekspozycją mogli się cieszyć pełnymi owocami tej obecnej hossy, która trwała w 2024 roku. W 2024 roku technologia nie była tylko częścią tej hossy, to było serce tej hossy. Inne strategie inwestycyjne jak strategia value czy na przykład podejście dywidendowe radziły sobie już znacznie gorzej. Podczas gdy szeroki indeks spółek technologicznych zyskał 43% to słynny indeks dywidendowy Schap US Dividend urósł o 7% a indeks spółek value z S&P 500 tylko o 10%. Skoro wiemy już, że amerykańska gospodarka okazała się niezwykle silna dzięki sztucznej inteligencji, a technologiczny sektor przeżywał swój rajd, no to łatwo połączyć kropki. Stany Zjednoczone jako centrum globalnych liderów technologicznych tylko umocniły swoją pozycję i pogłębiły dominację nad resztą świata, która i tak nie radziła sobie za dobrze. Rok 2024 zapisał się jako czas wielkiej, a przede wszystkim pogłębiającej się dominacji USA na mapie światowej gospodarki i na mapie światowych rynków. Okazało się, że bez technologii nie da się skutecznie inwestować, żeby pobyć indeksy, ale trzeba pójść nawet o krok dalej. Bez ekspozycji na rynek amerykański. Samoinwestowanie w akcje no trochę nie ma sensu. Wystarczy spojrzeć zresztą na liczby. Udział USA w globalnej kapitalizacji giełdowej zbliża się do 50%. Połowa całego światowego rynku akcji to Stany Zjednoczone, podczas gdy cała reszta świata, Europa, Azja, Ameryka Łacińska zaledwie temu asystuje. Dla porównania w 2009 roku udział USA wynosił zaledwie 30%. To był więc kolejny rok, który przypomniał, kto naprawdę rozdaje karty na tej globalnej scenie giełdowej. Ale nie tylko technologia jest paliwem amerykańskiej dominacji. To też sprytna polityka gospodarcza, która mimo wszystkich kontrowersji działa jak magnes na kapitał. Idźmy po naprawdę bardzo prostym przykładzie. Administracja Donalda Trumpa, ta przyszła, która już niedługo będzie zaprzysiężona, niezależnie od tego, co kto o niej sądzi, kontynuuje narrację cięć podatkowych, deregulacji i chce tworzyć środowisko przyjazne inwestorom, którzy też chcą inwestować w Stanach Zjednoczonych jak najwięcej. Kto na tym korzysta? No oczywiście amerykańskie spółki. Patrząc na wyniki S&P 500 w 2024 urósł ponad 20% bijąc na głowę wszystkie inne indeksy europejskie, azjatyckie czy rynków wschodzących. Amerykańska dominacja może jeszcze potrwać, choć nie oznacza to, że jest pozbawiona wyzwań. O swoich prognozach na 2025 dla USA mówiłem zresztą w osobnym nagraniu, ale to dalej USA wciąż generuje najwyższy wzrost zysków na świecie, a globalne pieniądze, czy to z Europy, czy z Azji, płyną do Ameryki. Czy jesteś wielkim funduszem inwestycyjnym? czy małem inwestorem. Jedna rzecz jest jasna. Bez USA na horyzoncie i w portfelu twoja giełdowa strategia jest niekompletna. I choć wszyscy marzymy o dywersyfikacji, to prawda jest brutalna, bo USA gra tutaj po prostu w innej lidze, a w tej grze każdy powinien mieć chociaż jedno miejsce przy stoliku. No a skoro jesteśmy w temacie USA, to też trzeba wspomnieć trochę szerzej o wyborach, które miały gigantyczny wpływ na giełdy i będą na pewno mieć w przyszłym roku. Wygrana Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich 2024 wywołała na rynkach euforię. Indeksy giełdowe w Stanach poszybowały do góry. W szczególności S&P500 i Dow Jones zanotowały wzrosty na poziomie odpowiednio 5,3 i 3,6% w tydzień po wynikach. Ale prawdziwymi zwycięzcami tak zwanego Trump Trade okazały się bardziej konkretne sektory i firmy, które zyskały na fali oczekiwań powiązanych z probiznesową polityką nowej administracji Trumpa. Wśród nich szczególną uwagę może tutaj przyciągać Tesla, sektor finansowy czy z tych bardziej spekulacyjnych aktywów, na przykład kryptowaluty i prywatne więzienia. Liderem całego Trump Trade była niewątpliwie Tesla. Tesla, choć teoretycznie mogła obawiać się sceptycznego stosunku Trumpa do pojazdów elektrycznych, to okazała się największym beneficjentem na razie nowego prezydenta. Jeszcze niedawno Tesla zmagała się z niepewnością i spadkami, a teraz proszę bardzo 70% w górę od wyborów. Kapitalizacja wystrzeliła o 570 miliardów dolarów, a Elon Musk bryluje na salonach, robiąc sobie zdjęcia z rodziną Trumpa. Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości co do siły Ilona, to naprawdę czas najwyższy się ich pozbyć. Relacje z nową administracją są tu wręcz modelowe. Trump może nie przepada za elektrykami na drogach, ale to mask rozdaje karty. Każdy wie, że jego wpływy w Waszyngtonie sięgają teraz sufitu. Złagodzenie regulacji, zwiększenie inwestycji, nie ma problemu. Wszystko wskazuje na to, że to Musk będzie ustawiał reguły tej gry, a Wall Street już to wie i ustawia się w kolejce podbijając wyceny. No bo przecież kto lepiej wykorzysta kolegę w białym Domu niż Elon Musk. Mamy już więc nie tylko First Lady, czyli pierwszą damę. Po raz pierwszy mamy w administracji stanowisko First Buddy, czyli pierwszego ziomka prezydenta. Nie ma znaczenia, że Robotaksówki, Optimusy czy FSD wciąż są w sferze marzeń Tesli, a konkurencja czeka za rogiem. Jeśli Ilon jest przy sterach, a zdjęcia z politycznymi elitami podbijają internet, to wiadomo, że Tesla nie tylko wygrywa, Tesla dyktuje warunki gry. Ponadto Trump, który kiedyś krytykował kryptowaluty, zmienił do nich swoje podejście i zapowiedział, że uczyni Stany Zjednoczone stolicą kryptowalut. I w wyniku tej deklaracji Bitcoin osiągnął rekordowe ceny, a inne kryptowaluty takie jak Etherium czy Dodgecoin również odnotowały gwałtowne i dynamiczne wzrosty. Zmiana narracji Trumpa i jego plany rozluźnienia regulacji, a także usunięcie z funkcji przewodniczącego SEC Gargo Genslera dodały tylko dalszego wiatru w żagle dla rynku kryptowalut i raczej można się spodziewać, że ten wiater będzie dmuchał dalej w 2025 roku. Sektor bankowy też długo krytykowany za nadmiar regulacji również znalazł się w centrum uwagi, bo akcje dużych graczy takich jak JP Morgan, Bank of America czy Wells Fargo oraz zarządzających alternatywnymi aktywami jak KKR czy Apollo odnotowały dwucyfrowe wzrosty w reakcji na wyniki wyborów. Wszystko dlatego, że inwestorzy oczekują, że Trump poluzuje regulacje finansowe i ułatwi przeprowadzanie transakcji na rynku. No i wydaje się, że mogą mieć w tym sporo racji. Więc sektor finansowy wskazywany jest jako jeden z potencjalnych zwycięzców w Stanach Zjednoczonych nowej polityki Trumpa. Rok 2024 to jednak też sierpień. Miesiąc, który rynki wolałyby wymazać z pamięci, chociaż jednocześnie miesiąc, który pozwolił spóźnialskim złapać się na ten technologiczny pociąg i miesiąc, który sporo nas nauczył. Sierpień 2024 to słynny cary trade, który przez długi czas działał jak maszyna do drukowania pieniędzy, ale w końcu spektakularnie się załamał i to naprawdę spektakularnie. Przez kilka dni sierpień 2024 wyglądał jakby rozpoczynał nową wielką katastrofę, a rynki wpadały w panikę, a wszystko zaczęło się w Japonii. Japoński rynek znany z niskich stóp procentowych i stabilności nagle stał się epicentrum światowych zawirowań. Topix, główny indeks japoński, stracił 12% w jeden dzień, 5 sierpnia, co było ruchem, jakiego nie widziano tam od lat. Towarzyszyły temu gwałtowne skoki zmienności, a indeks Wix, czyli popularny indeks strachu, osiągnął poziomy zbliżone dotychczasów pandemii COVID-19. Tylko co dokładnie się stało? Powodem tej gwałtownej korekty było załamanie się właśnie wspomnianej strategii kary trade opartej na pożyczaniu pieniędzy w nisko oprocentowanych walutach takich jak jen i inwestowaniu ich w aktywa o wyższej potencjalnej stopie zwrotu. Taka strategia w funduszach hedgingowych działała jak dobrze naoliwiona maszynka w czasach stabilności ale w momencie wzrostu zmienności szybko stała się kulą nogi. To właśnie stało się w sierpniu, gdy fundusze zmuszone były w pośpiechu zamykać swoje pozycje. Sygnały ostrzegawcze pojawiały się tutaj już w lipcu, gdy Jen zaczął niespodziewanie się umacniać, a Bank Japonii wysyłał sygnały o potencjalnej interwencji. Następnie na początku sierpnia na rynkach pojawiły się dwie informacje, które dolały oliwy do tego całego ognia. Przede wszystkim była zaskakująca jastrzębia podwyżka stóp procentowych w Japonii, a do tego połączone to było z nieco słabszymi danymi z rynku pracy ze Stanów Zjednoczonych. I chociaż same w sobie nie były one katastrofalne, to inwestorzy zinterpretowali je jako taka zapowiedź trudniejszych czasów dla globalnej polityki monetarnej. Skala ruchów była wtedy imponująca. S&P 500 stracił w ciągu dwóch dni łącznie prawie 5%. Eurostocks i MCI Asia Pacific zaliczyły najgłębsze spadki od roku. Rynek walutowy też nie został oszczędzony, bo jen gwałtownie się umocnił, a waluty z rynków wschodzących zanotowały spore straty. Jednak co zaskakujące, już pod koniec tego samego tygodnia rynki wróciły do względnej równowagi. S&P 500 odrobił niemal wszystkie straty. Również Topix niemalże w całości odbił. A to tylko pokazuje jak przejściowy charakter mają często takie turbulencje. O ile fundamenty rynku pozostają nienaruszone, a płynność na ten rynek wraca. Ta sierpniowa zwała była dobrą lekcją jak łatwo rynki mogą zareagować nadmiernie na pozornie małoistotne wydarzenia i pokazała również jak niebezpieczne mogą być strategie oparte na lewarowaniu i niskiej zmienności i jak bardzo rynek w krótkim terminie jest pod wpływem całkowicie niefundamentalnych czynników. Choć rynki udowodniły swoją odporność, to takie wydarzenie przypomniało wszystkim, a bardziej powinno im przypomnieć, że nawet w spokojnym roku jak 2024 niespodzianki mogą pojawić się z najmniej oczekiwanej strony i że nawet w takich czasach nie powinno się przesadzać z inwestowaniem na dźwigni finansowej, bo może nas to naprawdę mocno zaboleć. I taki właśnie był 2024 rok. A jaki będzie 2025? Kilka swoich prognoz już opublikowałem. Jest prognoza dla rynków USA, jest prognoza dla rynku dla GPW, jest prognoza dla złota. Na pewno pojawi się ich jeszcze trochę i to w dość krótkim czasie, więc śledźcie ten kanał bardzo uważnie, a sami dajcie znać w komentarzach, z czego wy najbardziej zapamiętacie 2024 i czy udało wam się wykorzystać go dobrze dla swojego portfela. I pamiętajcie, że na 2025 rok na pewno przyda wam się do inwestowania na rynku dobre konto, bo bez niego inwestować się nie da. A co to dobre konto? Dla mnie to takie, które ma szeroki dostęp do masy rynków, dobre oprocentowanie wolnych środków, a do tego naprawdę wygodną i fajną aplikację. Nie jest łatwo znaleźć na rynku taki pakiet u jednego brokera, ale macie go we Freedom 24. Link do założenia konta znajdziecie w opisie nagrania lub przypiętym komentarzu. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]








