Od Caddiego do Guru Inwestycyjnego
Odkryj fascynującą historię Petera Lyncha, legendarnego inwestora, który w ciągu 13 lat osiągnął średnioroczną stopę zwrotu na poziomie 29,2%!
Ten film dokumentuje niezwykłą drogę Petera Lyncha, od skromnych początków jako pomocnika golfisty (caddiego) do zarządzającego jednym z największych funduszy inwestycyjnych w historii – Magellan Fund.
Dowiedz się, jak Lynch, dzięki ciężkiej pracy, bystrej obserwacji i unikalnemu podejściu do inwestowania, zgromadził fortunę, pomnażając kapitał funduszu z 17 milionów do 17 miliardów dolarów.
Strategia Inwestycyjna Lyncha – Klucz do Sukcesu
Film zgłębia filozofię inwestycyjną Lyncha, skupiając się na jego strategii poszukiwania tzw. „tenbaggerów”, czyli akcji spółek z potencjałem dziesięciokrotnego wzrostu.
- Badanie rynku: Lynch podkreślał wagę bezpośredniego kontaktu z klientami, dostawcami i pracownikami firm, w które inwestował.
- Długoterminowe podejście: Zamiast krótkoterminowych spekulacji, Lynch preferował inwestycje długoterminowe, oparte na dogłębnej analizie fundamentalnej.
- Wskaźnik PEG: Poznaj bliżej wskaźnik Price/Earnings to Growth, opracowany przez Lyncha, który pomaga ocenić, czy akcje danej spółki są odpowiednio wycenione.
Ten film to lekcja nie tylko dla doświadczonych inwestorów, ale również dla początkujących, którzy chcą zgłębić tajniki skutecznego inwestowania na giełdzie.
Naucz się od Mistrza
Odkryj, jak Lynch wykorzystywał swoją wiedzę z zakresu nauk społecznych, takich jak filozofia, logika i psychologia, do lepszego zrozumienia rynku i podejmowania trafnych decyzji inwestycyjnych. Poznaj jego najważniejsze zasady, w tym:
- Cierpliwość: Lynch uważał, że czas jest sprzymierzeńcem inwestora.
- Zrównoważone życie: Lynch pokazuje, że sukces finansowy nie musi odbywać się kosztem życia osobistego.
Zainspiruj się historią Petera Lyncha i zdobądź wiedzę, która pomoże Ci w budowaniu własnego portfela inwestycyjnego.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Witajcie, z tej strony Andrzej Szkałuba Independent Trader. W poprzednim odcinku z serii Legendarni inwestorzy zapoznawałem was z postacią Warena Buffetta. Dziś przyszedł czas na kolejną postać. Przed wami człowiek, który na przestrzeni 13 lat utrzymywał stopę średniorocznego zysku w wysokości 29%. Proszę państwa, przed wami Peter Lyncz. [Muzyka] Ogromny wpływ na jego karierę finansową miała rodzinna tragedia, do której doszło, gdy Lincz miał zaledwie 10 lat. Mianowicie na raka umiera jego ojciec. Był to główny żywiciel rodziny Linczów, który dobrze zarabiał jako księgowy. Jego matka nie musiała wtedy pracować. Po jego śmierci zmuszona była do tego, żeby podjąć pracę i to na dwóch etatach naraz. po to, żeby pozwolić rodzinie utrzymywać dawny poziom życia, a także żeby Peter mógł dalej korzystać z prywatnej edukacji, która miała mu zapewnić świetlaną przyszłość. Młody Peter nie był ślepy na jej poświęcenie. W wieku 11 lat zaczął sobie szukać pracy, czym udowodnił, że zarówno jest człowiekiem empatycznym, jak i że potrafi brać odpowiedzialność za siebie i swoją rodzinę. Jego pierwszą posadą był tak zwany Cadi w lokalnym klubie golfowym. Cadi to nikt inny jak pomocnik gracza. Odpowiada on za noszenie kijów, podawanie ich, podpowiadanie strategii graczowi, ponieważ Cadi znał świetnie pole, na którym pracował oraz utrzymywanie porządku. Dzięki tej pracy Peter Lynch nauczył się sumienności, cierpliwości, obowiązkowości, ciężkiej pracy, a także uczył się kontaktów społecznych. Na polu golfowym przewijali się finansści, biznesmeni, przedsiębiorcy, lekarze, prawnicy. Peter słuchając ich rozmów mógł wiele czerpać i nauczyć się. Poznał tam między innymi Georgea Sulivana, który był wiceprezesem wykonawczym firmy Fidelity. Był to największy fundusz w Ameryce. Zawarcie tej znajomości miało ogromny wpływ na późniejszą karierę Lincha. Peter był najciężej i najsumienniej pracującym Cadi na całym polu, co nie uszło uwadze Saliwana. Dodatkowo Peter ujął go miłym gestem, gdy Sivan pewnego dnia zgubił parasol. Mianowicie młody Lyncz za własne oszczędności, których miał niewiele, kupił nowy parasol i wręczył go Salivanowi. Ten gest uprzejmości zapadł Salivanowi tak bardzo w pamięć, że postanowił udzielić rekomendacje Linczowi w celu uzyskania stypendium na Boston College. Stypendium, które było przeznaczone właśnie dla młodocianych pracujących między innymi w zawodach typu CADI. Na Boston College Lynch obrał dosyć nietypową ścieżkę edukacyjną. mianowicie nie zajął się jak reszta finansistów matematyką, ekonomią, biznesem, a naukami społecznymi. Interesowała go filozofia, logika, historia, politologia i psychologia. Wierzył, że te przedmioty lepiej przygotują go do zrozumienia ludzi. A jak sam mawiał, finanse to przede wszystkim ludzie, a nie tylko liczby. Ta zasada stała się fundamentem w jego podejściu do inwestowania. Jeszcze jako student w 1961 roku Lynch dokonał swoich pierwszych inwestycji. Swoje pieniądze ulokował wtedy w akcjach spółki Flying Tigers. Firma ta została założona w 1945 roku i zajmowała się transportem lotniczym. Nie przewoziła co prawda pasażerów, ale towary. Lynch jednak wiedział, że branża ta będzie się dynamicznie rozwijać, a przynajmniej tak przewidywał. W 1961 roku firma wprowadziła ofertę paletyzacji ładunków. Takie działanie pozwalało optymalizować ilość ładowanego towaru do samolotu, wielokrotnie ją zwiększając. Zwróćmy uwagę, że Flying Tigers było wtedy spółką typu Grove, ponieważ to była bardzo mała firma. Lynch kupował ich akcje po zaledwie 7 za sztukę. Paletyzacja ładunków w mniemaniu lincza stanowiła bardzo dużą przewagę konkurencyjną. Początkowo akcje nie poruszały się zgodnie z życzeniem inwestora. Jednak Linch wiedział, że musi wytrwać w swoim wyborze. Mawiał, że akcje kupujesz nie dlatego, że są tanie, ale dlatego, że dużo o nich wiesz. Jego przeczucie okazało się jak najbardziej słuszne. Wybuch wojny w Wietnamie, a konkretnie dołączenie Stanów do tej wojny zwielokrotniło zapotrzebowanie na transport lotniczy. Tym samym akcje Flying Tigers znacznie wzrosły, a zyski z tej inwestycji pozwoliły Lynchowi opłacić swoją dalszą edukację na Warton School. Na Warton School, na którym Lynch uzyskał tytuł Master of Business, Peter uczył się statystyki, rachunku różniczkowego oraz analizy ilościowej. Spostrzegł jednak, że teorie akademickie rzadko kiedy pokrywają się z rzeczywistością rynkową. Chciał więc jak najszybciej przekuwać swoją teoretyczną wiedzę na praktyczne doświadczenie. Na drodze stanęła mu jednak okoliczność, która wcześniej dała mu dobrze zarobić. Wojna w Wietnamie. Lynch został wcielony do wojska. Na szczęście dla niego był daleko od frontu, ponieważ w Korei Południowej. Tam stacjonując nie przestawał szukać kolejnych okazji inwestycyjnych. Szukał kolejnego potencjalnego tenbugera, czyli akcji, które zdolne są przynieść 10okrotny zysk. Jego wybór wpadł na Main Sugar Industries, czyli firmę produkującą cukier z buraków cukrowych. Jej przewagę konkurencyjną dostrzegł w działaniach firmy. Mianowicie spółka dostrzegła, że okres zbioru buraków cukrowych oraz ziemniaków minimalnie na siebie się nakładają. Dlatego zaczął namawiać rolników, aby ci nie tylko uprawiali ziemniaki, ale również buraki cukrowe. W ten sposób firma miała zapewnić sobie dopływ taniego surowca, zwiększając znacznie jego podaż. Korzyścią dla rolników było przedłużenie okresu zbioru, w którym zarabiali de facto najwięcej. Lynch uznał to za wspaniałą wiadomość i szybko zainwestował pokaźną sumę w te akcje. Rzeczywistość jednak okazała się dla niego rozczarowująca. Rolnicy nie chcieli ponosić dodatkowego rodzyka, zwiększając swoje uprawy o jeszcze jedno warzywo. Ta lekcja nauczyła Lincza, że zanim zainwestuje w firmę swoje pieniądze, musi najpierw dokładnie poznać jej otoczenie biznesowe. Od tej chwili zbierał informacje nie tylko z raportów finansowych oraz newsów z gazet, ale również bezpośrednio od klientów, dostawców i pracowników danej firmy. W 1969 roku Lynch wrócił do cywila i dostał od razu zatrudnienie w Fidelity dzięki swoim koneksjom z Sivanem. Jego założyciel i jednocześnie prezes Edward Crosby Johnson był pionierem w swojej dziedzinie. Jako pierwszy zaczął zatrudniać etatowych sprzedawców, którzy nie posiadali wiedzy finansowej, po to, żeby próbowali sprzedać jak najwięcej udziałów zwykłemu Kowalskiemu, a nie tylko finansistom. Zmienił również strategię inwestowania w funduszu z bardziej ryzykownej na stabilną. Zapewniał tym samym stały i relatywnie bezpieczny dochód swoim klientom. To przyczyniło się do bardzo dużego sukcesu spółki. Jego konkurencja jednak nie próżnowała i nie stała tylko z boku przyglądając się. Bacznie śledzili jego posunięcia i zaczęli je naśladować. Edward Johnson wiedział, że musi czymś się wyróżnić. Wypróbował wtedy wiele strategii, aby zwielokrotnić zyski swoich klientów. Strzałem w dziesiątkę okazała się wtedy dla niego analiza techniczna. Zatrudniał genialnego analityka, jakim był Gerald Tsaj. Analiza techniczna nie była ówcześnie zbyt dobrze rozpropagowana, przez co mógł dostrzegać w krótkoterminowym ruchu akcji pewne wzory i wykorzystywać je na swoją korzyść. Skoro on je widział, a większa publika nie, to te wzory nadal działały. W związku z jego licznymi sukcesami otoczenie Fidelity jak i Sai myśleli, że to on zostanie nowym prezesem Fidelity. Ta funkcja przypadła jednak synowi założyciela. Nowym prezesem został Ned Johnson. Gerald Sa czuł się niesprawiedliwie potraktowany. Postanowił odejść z Fidelity, a wraz z nim odeszło wielu jego klientów. Saj bowiem założył własny fundusz. Prezes N. Johnson wiedział, że musi szybko zareagować, aby nie stracić jeszcze większej liczby klientów, a tym samym narazić firmę na straty. Myślał, że szuka następcy Csaja, który w krótkoterminowych ruchach pozwoli mu zarobić wiele pieniędzy. Okazało się, że szukał kogoś zupełnie innego. Lynch pracował w firmie od 69 roku i radził sobie całkiem dobrze. Prowadził również swój prywatny portfel, na którym osiągał o wiele lepsze zyski. Koledzy z firmy wiedzieli o tym i często przychodzili do niego prosić o poradę pocztą pantoflową takie wieści doszły również do ucha prezesa. Net zaczął się przyglądać swojemu pracownikowi i szybko dostrzegł w nim wielki talent do długoterminowych inwestycji. W połowie lat 70 mianował go kierownikiem działu analiz. Podczas ówczesnej recesji jego rekomendacje zadziwiająco dobrze się sprawdzały. Podczas gdy inwestorzy uciekali z rynku sprzedając swoje akcje, Linch widział w tym niesamowitą przecenę i okazję do zakupów. Mawiał, jeśli jakimiś akcjami znudzili się nawet analitycy, to znak, że czas zacząć je kupować. W 1977 roku w wieku zaledwie 33 lat Lynch został mianowany zarządzającym funduszem Magelan. Wtedy był to jeszcze mały zamknięty fundusz, który głównie inwestował pieniądze założycieli Fidelity, czyli państwa Johnsonów. Przez 13 lat od 77 do roku 90 Magelan stał się jednak najbardziej prężnie rozwijającym się funduszem w historii Stanów. Przez 13 lat Lynch osiągnął średnioroczną stopę zwrotu wynoszącą 29,2%. Lynch zasłynął ze strategii inwestycyjnej polegającej na poszukiwaniu tenbagerów, czyli akcji spółek, które mają potencjał przynieciokrotny zysk. Elementem tej strategii było bezpośrednie badanie rynku poprzez rozmowy z klientami, dostawcami oraz pracownikami danych firm. Lincz mawiał: "Jeśli lubisz produkt, a inni ludzie go kochają, masz lepszy dowód niż same liczby." Jego podejście było połączeniem zarówno nauki, jak i sztuki. On sam porównywał takie wybieranie akcji do gry w pokera, gdzie najbardziej liczy się strategia i cierpliwość. Profesjonalni inwestorzy nie rozumieją sedna. Stos oprogramowania jest nic nie wart, jeśli nie odrobili podstawowej pracy domowej na temat firm. Gorączkowo kupują dostęp do serwisów takich jak Bridge, Shark, Bloomberg, FT Call, Market Watch, a powinni raczej spędzać więcej czasu w centrum handlowym. Warto w tym miejscu opowiedzieć pewną historię, którą Linch opisuje w jednej ze swoich książek. Na początku lat 90 na rynku panował bardzo duży pesymizm. Na poparcie tej tezy finansści z Wall Street wymieniali następujące argumenty. Zarówno zadłużenie Stanów Zjednoczonych, jak i deficyt handlowy były na bardzo wysokich poziomach. Rynek nieruchomości pompował od dłuższego czasu jak szalony. Do tego rosnące bezrobocie, słabość sektora bankowego oraz konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie. Brzmi znajomo. Wszyscy krzyczeli wtedy o nadchodzącej recesji. A co się stało? Krach przyszedł, ale dopiero za 10 lat przy okazji pychnięcia bańki nacomach. Jakie założenia towarzyszyły naszemu bohaterowi przy analizowaniu spółek? Swoją metodę opierał na pięciu głównych filarach. Świetny produkt. Spółka powinna dostarczać produkt lub usługę o doskonałej jakości, znacznie wyróżniającą ją na tle innych konkurentów z rynku. Skalowalność. Model biznesowy powinien umożliwiać spółce szeroki rozwój. Niedostrzeżenie. Firma z jakiegoś powodu powinna utrzymywać się poza radarem szerokiego Wall Street. Długi termin. Zamiast spekulować, Lynch wolał inwestować na lata, a nawet na dekadę. Wierzył, że dobra firma obroni się sama, jeśli tylko pozwoli im na to czas. Empiryzm. Lynch unikał skomplikowanych modeli matematycznych. Zamiast tego kierował się swoim doświadczeniem, intuicją oraz szerokimi badaniami. Lynch udowodnił, że inwestor amator może osiągnąć większy sukces niż zawodowy finansista. To odpowiednie miejsce, aby przypomnieć, że Linch jest autorem popularnego wskaźnika analizy fundamentalnej, jakim jest PEC, czyli price to earnings growth rate. W skrócie PEC mówi o tym, czy akcje danej firmy są w danym momencie drogie czy tanie, uwzględniając nie tylko zyski, które udaje im się osiągnąć, ale również tempo wzrostu tych zysków. PEC łączy sobie dwa elementy. W liczniku tego równania mamy typowy wskaźnik P do E, czyli stosunek ceny akcji do zysku netto na akcje. Pokazuje ile inwestor płaci za każdego dolara zysku firmy. Drugim elementem jest tempo wzrostu zysków. Chodzi tu najczęściej o średnioroczny wzrost zysków na akcje. Używanie PEC daje nam pełniejszy obraz sytuacji. Wyobraźmy sobie, że analizujemy dwie spółki: Logitech i Aliste Network. Porównamy je za pomocą współczynnika P do E oraz PEK. Zanim zaczniemy, pamiętajmy jednak, że PEG jest podobnie jak P do E, tym lepszy, im niższy. Idealnie natomiast, jeżeli przyjmuje wartości poniżej jednego. Pod względem P do E sprawa jest prosta. Logitech bije na głowę Aristy, której wynik 47,39 sugeruje, że jest spółką przewartościowaną. Według metodologii Lincha i współczynnika PEG takie jednak nie jest. Arista ma wysokie PDE jedynie jeśli przyglądamy się sytuacji obecnej. W rzeczywistości jednak rynek wycenia już przyszłe wzrosty tej spółki, a te są niebagatelne. Przez ostatnie 5 lat ebitta aristy rosła średniorocznie o ponad 43% podczas gdy Logitech mogło pochwalić się wzrostem jedynie 16,3%. To dlatego PEK w przypadku Aristy jest bardziej atrakcyjny. 43,39/ 43,08 wynosi 1,1. Zaletą tego wskaźnika jest to, że lepiej ocenia jej wartość, jednocześnie uwzględniając potencjał tej firmy. Oczywiście są i wady. Zwróćmy teraz uwagę na tempo wzrostu zysków znajdującą się w mianowniku tego równania. Czasem w celu oceny potencjału do wzrostu uwzględnia się zysk na akcje w różnych okresach. Najczęściej jest to 3, 5 lub 10 lat. Innym razem wykorzystuje się średnioroczną EBITTA. Generalnie jeżeli korzystamy z historycznych danych i to na nich się opieramy, to sprawa jest jasna. Niestety niektórzy często wykorzystują do tego celu y prognozowany zysk na akcje, który naszym zdaniem nie może być zbyt miarodajny. Zarządy spółek już nieraz udowadniały, że takim obietnicom nie można wierzyć, ponieważ po prostu gładko się z nich potem wycofywały. Oprócz tego wskaźnikowi PEC towarzyszą minusy wskaźnika samego P do E, takie jak jednorazowe sytuacje, które mają wpływ na wycenę. Mówimy tutaj o sprzedaży części mienia spółki, masowych zwolnieniach albo kryzysie w konkretnym sektorze. Jak i przy każdej innej okazji, tak i tym razem przypominam, że wskaźników analizy fundamentalnej nie powinniśmy stosować w odosobnieniu. Jeżeli już stosujemy PE, nie zapominajmy o innych podstawowych wskaźnikach analizy fundamentalnej. Mam tu na myśli choćby zbadanie stosunku ceny do wartości księgowej. dogłębne przejrzeniu się finansom spółki takim jak zadłużenie czy ilość posiadanej gotówki. Kariera Lincza pełna była zarówno sukcesów jak i porażek. Jednym z największych sukcesów Petera była inwestycja w sieć Tacobel. W latach 70, kiedy Linch był w podróży po Kalifornii, wstąpił do jednej z restauracji Tacobel i zachwycił się tamtejszym burrito. Dostrzegł tym samym pewien potencjał w tej firmie. Po powrocie zbadał jej sytuację finansową i stwierdził, że firma nie ma zadłużenia. Do tego spółka rozwijała się bardzo dynamicznie. Lynch postanowił w nią zainwestować. Kupił pokaźny pakiet akcji po 7 $arów za sztukę. W 1978 roku Taco Bell było przejmowane przez Pepsico. Fundusz Magellan osiągnął wtedy ogromny zysk, ponieważ Pepsico kupowało akcje Tacobel średnio po 50 arów za sztukę. Nie wszystkie decyzje Lincha były jednak trafne. Kiedyś na przykład zainwestował w spółkę J Builders Sons, która była siecią specjalistycznych sklepów spożywczych, w których Lynch kupował kanapki. Zachwycony jakością ich produktów oraz samych sklepów, Lynch postanowił zainwestować w tą spółkę. W 1986 roku kupował pakiety akcji średnio po 13. Niestety firma nie potrafiła powtórzyć swojego sukcesu w takich miastach jak Nowy Jork i Atlanta i szybko zbankrutowała. Linch stracił wtedy od 50% do 95% początkowej inwestycji. Wyciągnął jednak z tego ważną lekcję. Zanim zainwestujesz, upewnij się, że firma jest w stanie skalować swój sukces. Jeśli prototyp działa w Tekasie, wstrzymaj się z zakupem akcji, dopóki firma nie pokaże, że potrafi zarabiać również w Illinois. Czy ten pomysł działa również gdzie indziej? To właśnie pytanie, którego zapomniałem zadać założycielom. W latach 70 fundusz Magellan stał się największym funduszem inwestycyjnym zarządzającym aktywami o wartości przeszło 17 miliardów dolarów. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że był to czas, który sprzyjał amerykańskiemu rynkowi akcji. Indeks S&P rósł wtedy praktycznie bez większych korekt, zaczynając od pułapu poniżej 100, dochodząc do poziomu aż 320 punktów. Lynch był wtedy celebrytą na Wall Street, co rok pobijając główne indeksy, a jego osoba przyciągała klientów do fidelity jak lep na muchy. Jednak w 1990 roku, mając 46 lat podjął bardzo zaskakującą decyzję. Mianowicie zrezygnował z zarządzania funduszem po to, żeby móc poświęcać coraz więcej czasu rodzinie. Decyzja ta była podyktowana osobistymi doświadczeniami. Lynch dokładnie wiedział jak to jest wychowywać się bez ojca, a miał trzy córki. Nie chciał, żeby dziewczynki doświadczyły tego, co on. Chciał, żeby dziewczynki dorastały w obecności ojca, a nie w obecności tylko jego pieniędzy. Powiedział wtedy: "Nie dajmy się zwariować. Warto prowadzić zrównoważone życie". To najważniejszy, ale nie jedyny powód odejścia Lincza. Musimy zdawać sobie sprawę, że Magelan w momencie kiedy Lynch zaczynał zarządzanie nad nim, operował kwotą około 18 milionów dolarów, a urósł do aż 17 miliardów dolarów. Kiedy posiadasz ograniczoną, ale dużą ilość pieniędzy do zarządzania, ironicznie masz o wiele większe pole manewru niż posiadając niebotycznie większą kwotę. W latach 90 fundusz był już ogromnych rozmiarów i jego kapitał było coraz trudniej ulokować. Brakowało potencjalnych tenbagerów mogących przyjąć tak ogromne pieniądze. Lynch pozostał aktywny jako filantrop, jako doradca, ale nigdy już nie wrócił do aktywnego zarządzania funduszami. Peter kładzie największy nacisk na dogłębne poznawanie spółek, w które inwestujemy. Rozumie, że inwestowanie bez researchu może dostarczać emocji poprzez zabawę i duże ryzyko. Tam jednak doradza sumienne przygotowanie się przed inwestycją po to, żeby wiedzieć co się kupuje i dlaczego. Musimy znać jej przewagi konkurencyjne. Następnie skupiamy się na jej kondycji finansowej. Czy firma jest zadłużona, a może posiada oszczędności? Jak wykorzystuje zaciągane kredyty? Jakie przynoszą one stopy zwrotu? Czy firma jest uwikłana w jakieś spory sądowe? Czy zarząd tej firmy jest rozrzutny, czy raczej oszczędny? uważa, że będąc amatorem można dostrzec potencjalną okazję przed zawodowymi finansistami. Przede wszystkim amatorom sprzyja ten fakt, że mogą oni się skupić na o wiele mniejszej liczbie spółek niż robią to zawodowcy. Twierdził, że amatorom wystarczy posiadanie pięciu spółek oraz obserwowanie maksymalnie 12. Aby osiągnąć ogromny sukces, trzeba inwestować w kilka spółek, bo na pięć, które wybierzesz, jedna wypadnie wspaniale, jedna nadzwyczaj źle, a trzy przeciętnie. niejednokrotnie podkreślał, że to nie zdolności intelektualne czy tytuł na wizytówce albo elitarne wykształcenie, które w sumie sam posiadał są najważniejsze w tej branży. Mówił, że najważniejsze w tym fachu są nerwy ze stali. Tym, którzy ich nie posiadają, a jednocześnie też nie mają czasu na dogłębne analizowanie spółek, doradzał inwestowanie w ETFY. Namawiał też do zaprzestania inwestycji, jeżeli nie można znaleźć atrakcyjnych spółek. Uważał, że lepiej wtedy jest odejść od stolika, niż włożyć w pieniądze w coś, co przyniesie nam stratę. Do zanych kryzysów podchodził ze stoicyzmem. Widział w nich okazję do zakupów. Jednocześnie nigdy nie próbował trafić w dołek. Wiedział, że jeżeli cena spadła, za chwilę może spaść jeszcze bardziej. Gdy wszyscy wieścili nadchodzący krach, on uważał, że sprzedać akcje możemy tylko dlatego, że analiza fundamentalna, którą przeprowadziliśmy na spółce nie wyszła zbyt dobrze. Odrzucał podjęcie takiej decyzji na podstawie negatywnego sentymentu na giełdzie. Tym bardziej, jeżeli ten sentyment był wsparty jedynie przeszłymi wydarzeniami. Jego najważniejszą cnotą inwestycyjną zawsze pozostanie cierpliwość, której uczył się już na polach golfowych. uważał, że czas zawsze będzie stał po stronie inwestora, który kupił akcje spółek dobrze zarządzanych, solidnych i udowadniających, że mogą przetrwać najgorsze czasy. Tych zaś szukał na przykład po historii wypłacanych dywidend. Mawiał, że dobra firma zwykle co roku podwyższa dywidenda. Jednocześnie Linch uczy, że nie powinniśmy bać się drobnych potknięć w naszej inwestorskiej drodze. Nie zawsze możemy dobrze wybrać spółkę, ale inwestując w dłuższym okresie czasu zawsze wyjdziemy na tym korzystniej niż trzymając pieniądze w banku. Jego filozofia oparta na prostocie, zrozumieniu ludzi i na cierpliwości pozostaje aktualna do dzisiaj. Dla wielu inwestorów Lynch pozostaje inspiracją, a jego wskazówki pewnym drogowskazem w świecie pełnym spekulacji i niepewności. To wszystko w dzisiejszym odcinku. W komentarzu dajcie znać, czy stosujecie jakieś zasady lincza podczas własnego inwestowania. Zachęcam również do subskrybowania tego kanału. Dzięki temu nie przegapicie kolejnych odcinków zapoznających was z wielkimi sławami inwestycyjnego świata. Dziękuję. Zobacz nasze pozostałe produkcje i subskrybuj, aby być na bieżąco. [Muzyka]
