O czym jest najnowszy odcinek FX Mag?
W materiale omawiamy najważniejsze wydarzenia geopolityczne i rynkowe z września 2026 roku. Przedstawiamy analizę przemówienia premiera Izraela Benjamina Netanjahu na forum ONZ, które wywołało protesty i opuszczenie sali przez dyplomatów. Następnie przechodzimy do rynku obligacji skarbowych USA – opisujemy gwałtowną wyprzedaż 10‑letnich papierów, której rentowności osiągnęły najwyższy poziom od 2007 roku, oraz czynniki makroekonomiczne stojące za tym ruchem (inflacja, wysoki dług publiczny, jastrzębska polityka Fedu).
Kolejny odcinek poświęcony jest surowcowi – miedzi. Wyjaśniamy, dlaczego jej ceny biją rekordy, wskazując na ograniczoną podaż spowodowaną przeglądami konserwacyjnymi w chińskich rafineriach oraz gromadzeniem zapasów na amerykańskiej giełdzie Comex, co prowadzi do zjawiska backwardation. Omówiliśmy także prognozy dotyczące pamięci RAM – czy rzeczywiście czeka nas niedobór do 2030 roku, czy raczej przesadzone przewidywania producentów, które służą utrzymaniu wysokich marż.
Nie zabrakło również tematyki technologicznej: prezentacja nowego urządzenia Meta – Muse Charm – oraz jego potencjalnego zastosowania w interakcji z asystentem AI. Na koniec przedstawiamy informacje o planowanej podwyżce wynagrodzenia prezesa NBP Adama Glapińskiego i członków RPP, które mogą zwiększyć jego roczne pensje o prawie 200 000 zł.
- Przemówienie Netanjahu ONZ – reakcje i kontekst geopolityczny
- Wyprzedaż amerykańskich obligacji skarbowych – przyczyny i skutki
- Rekordowe ceny miedzi – analiza podaży i popytu
- Czy prognozy niedoboru pamięci RAM są przesadzone?
- Meta Muse Charm – nowe urządzenie i jego funkcje
- Podwyżka wynagrodzenia prezesa NBP Glapińskiego – szczegóły
- Nadchodzące wydarzenia makroekonomiczne i giełdowe (Pepco, Modivo, Micron, Nike)
Materiał jest przeznaczony dla inwestorów poszukujących szybkiego, rzeczowego podsumowania najważniejszych czynników wpływających na rynki finansowe i surowcowe.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
W dzisiejszym materiale gwizdy, okrzyki i puste fotele na forum ONZ. Połowa sali wyszła, a druga połowa usłyszała jak premier Izraela ocalił cywilizację. Najgorsza sesja obligacji amerykańskich od półtora roku. Rynek szykuje się na działania Fedu. Prezes NBP może zarabiać nawet 200 000 zł więcej rocznie i to ekspresowo, bo już od października. Ceny pamięci wzrosły w rok nawet 500%. Szef giganta sądzi, że ktoś robi nas w konia. Nazywam się Przemysław Tabor. To jest rynkowy alert na kanale FX Mag, czyli wiadomości ważne dla twoich finansów. Łapka w górę i zaczynamy. Zgromadzenie ONZ, czyli forum dla globalnego pokoju, a Beniamin Netaniaahu wygłosił na nim bojowe wręcz przemówienie, chwaląc się sukcesami militarnymi Izraela z ostatnich lat. kilkakrotnie powtórzył słowa: "Wygramy, nie mamy żadnego innego wyboru." Te same słowa w czerwcu 1967 roku przed wojną sześciodniową powiedział mu starszy brat Jonathan. Netanyahu powtarzał je przez całe swoje przemówienie niczym refren. Premier Izraela bronił działań w strefie Gazy i przekonywał, że Izrael nie popełnił ludobstwa, tylko mu zapobiegł. Bronił też wojny Izraela i USA w Ianie, którą rozpoczęto jego zdaniem, aby, cytuję ocalić cywilizację. Netanyahu ocenił, że oskarżanie Izraela o ludobo to największe kłamstwo stulecia. I cytuję: "Zniszczenie irańskich obiektów jądrowych było trudne. To było bardzo trudne zadanie. Jednak dla mnie była to jedna z najłatwiejszych decyzji, jakie kiedykolwiek musiałem podjąć jako premier, ponieważ gdybyśmy tego nie zrobili, wszyscy byśmy zginęli. Zanim premier Izraela w ogóle zaczął swoją mowę, to z sali przy gwizdach i okrzykach wyszły tłumy dyplomatów. Większość foteli opustoszała. Nataniahu przywitał ich tak: "Jeśli są tu jacyś inni moralni tchórze, którzy jeszcze nie opuścili tej sali, proszę, aby zrobili to teraz". Dwa dni wcześniej z tej samej mównicy przemawiał Donald Trump. Mówił, że stoi przed wielką decyzją albo zakończyć wojnę i uczynić Iran jednym z najwspanialszych krajów na Bliskim Wschodzie, a nawet na świecie, albo może unicestwić republikę islamską. Netanyahu swoje zdanie też ma. Przepowiedział, że irański reżim upadnie, a Trumpowi podziękował tak. A co na to gospodarz tego wydarzenia? Swoje sekretarz generalny ONZ Antonio Guteres powiedział już we wtorek na otwarcie obrad. Oskarżył Izrael o niszczenie drogi do pokoju i wywoływanie widma czystek etnicznych. Mówił, że to co spotkało Palestyńczyków w Strefie Gazy to skala zabójstw i zniszczeń, jakiej nie widział przez wszystkie lata na tym stanowisku. A o zachodnim brzegu powiedział, że przemoc, wysiedlenia i rozbudowa izraelskich osiedli niszczą drogę do pokoju i wywołują widmo czystek etnicznych. Wcześniej pan Abbas, czyli prezydent Autonomii palestyńskiej, oskarżył Izrael w nagraniu o prowadzenie wojny ludowej w strefie Gazy. Dlaczego w formie wideo? Ponieważ Stany Zjednoczone ponownie odmówiły wydania WIS delegacji palestyńskiej. Tymczasem Donald Trump na sprawach ONZ i przemówieniu Netaniaahu już się nie skupiał, bo ma ważnego gościa. Prezydent Chin Shjin Ping odwiedził biały Dom po raz pierwszy od 2015 roku i przywitany został z prawdziwym hukiem. Jeśli ryk silników na Shijin Pingu wrażenia nie zrobił, miały zrobić to pompa, orkiestra, czerwony dywan i wszelkie ceremoniały, które miały przebić wszystko, co zaoferowały Chiny podczas wizyty Trumpa w Pekinie w maju. Ceremoniały ceremoniałami, ale najważniejszy konkret padł, zanim Shin Pink zdążył zejść po schodach samolotu. Chiny i USA osiągnęły przedłużenie rozejmu gospodarczego zawartego w zeszłym roku, który miał wygasnąć już niebawem w listopadzie. Chodzi o zawieszenie wzajemnych odwetów celnych. Stany nakładały cła, a Chiny odpowiadały ograniczeniem eksportu metali ziemadkich. Pekin chciał przedłużyć rozejm do końca kadencji Trumpa. Ostatecznie obie strony zgodziły się na dość skromne wydłużenie. Go ozaleduje dwa miesiące. Zatem wygaśnie ono na początku stycznia. Okres spokoju odpowiada obu stronom. Trump jest zajęty wojną w Iranie i zbliżającymi się wyborami do Kongresu i Senatu. Shjin Pinga niepokoi z kolei spowolnienie gospodarcze oraz przyszłoroczny odbywający się co 5 lat Kongres komunistycznej partii Chin. Zanim przejdziemy do wydarzeń z USA to może nieco amerykańskiego klimatu doda kawa w amerykańskim stylu. Tu mam na przykład kawę o nazwie Boston od polskiej palarni kawy Cafe Delmondo, partnera naszego kanału. Jeśli użyjesz kodu FX Mac to pierwsze 30 dni dzierżawy ekspresu będą bezpłatne. Idealna opcja dla firm już od złotówki. Link w opisie. Wyprzedaż na rynku amerykańskich obligacji trwa w najlepsze. W ostatnich tygodniach była ona konsekwentna, ale jednak spokojna aż do środy. W środę ceny amerykańskich 10oletnich obligacji tąpnęły, czyli innymi słowy ich rentowności wystrzeliły i to do najwyższego poziomu od 2007 roku. To była najgorsza sesja amerykańskich obligacji skarbowych od momentu ogłoszenia wzajemnych ceł przez Trumpa w kwietniu zeszłego roku, czyli był to najgorszy dzień dla nich od prawie 18 miesięcy. Tym razem jednak nie było niespodziewanego wydarzenia, szoku czy zawieruchy. Dzień jak co dzień w 2026. Skąd więc taki nagły skok? Inflacja i jej konsekwencje makroekonomiczne. Skoro ropa jest o 70% droższa przez wojnę, której końca nie widać i to nie jedną, bo dwie na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, to jak nie spodziewać się wyższej inflacji? A co jeszcze z długiem publicznym Stanów Zjednoczonych, który przekracza 40 bilionów i ich deficytem budżetowym? No i do tego mamy jeszcze jastrzębią politykę pieniężną, która potęguje wahania na rynku obligacji. Fed będzie nadal podnosił stopy. Tak uważają rynki, które z każdym dniem coraz agresywniej wyceniają podwyżki. Teraz to już 74% szans na podwyżkę na najbliższym posiedzeniu w październiku. A jeszcze wczoraj było to 64%, a przecież Fed podniósł stopy już tydzień temu we wrześniu. Szansę, że podniesie jeszcze raz w grudniu, to już blisko 58%. A pamiętajmy, że jeszcze na początku tego roku rynki sądziły, że Fed miałby na koniec tego roku stopy nie trzeci raz podwyższać, a może i nawet trzeci raz obniżać. Tak duże jest przełożenie wajchy w bankach centralnych w tym roku. Zmierzamy tak samo szybko, tylko nie w tym kierunku. Fizyk rzekłby, że kierunek dobry, tylko zwrot przeciwny. Natomiast na rynku miedzi kierunek był w gruncie rzeczy jeden w górę i to do rekordu. Gdy weźmiemy ostatnie 12 tygodni miedź na nowojorskiej giełdzie podrożała aż w 11 również w ostatnim i zmierza też do wzrostu w tym tygodniu. Dlaczego miedź tak się rozpędziła? Odpowiedź to dwa kraje: Chiny i USA. Oba państwa jak i cały świat potrzebują miedzi do zasilenia centrów danych, elektryfikacji, rozbudowy infrastruktury energetycznej i tak dalej. Podaż tam spada, a chińscy nabywcy są gotowi płacić więcej, byle tylko zapewnić sobie metal. W październiku i listopadzie planowane są przeglądy konserwacyjne w kilku chińskich rafineriach miedzi, co ograniczy podaż. Po drugie, stany. Magazyny amerykańskiej giełdy Comex przez ostatnie miesiące zasysały miedź z rynku. Dziś leży w nich już blisko 70% całej miedzi monitorowanej przez giełdy na świecie. I Ameryce zaczyna brakować miejsca w tych magazynach. Na przykład w Nowym Orleanie są one praktycznie pełne, a zapasy po raz pierwszy od kwietnia przestały rosnąć. Dlaczego? Bo importerzy skupują metal przed wprowadzeniem ceł, których Trump jeszcze nie zdążył nałożyć. A skoro metal wyjechał do Ameryki, to brakuje go w Londynie. Trerzy nie mogą więc czekać i skupują z rynku miedź i płacą nawet więcej za dostawę teraz niż za trzy miesiące i to więcej o około 8090 $ar na tonę. Mamy więc tak zwane backwardation. Podsumowując, ceny coraz wyżej, bo miedzi na rynku coraz mniej. Świat z AI, proszę państwa. Miedź to jednak pikuś z niedoborami podzespołów elektronicznych, na przykład pamięci RAM. Ale czy na pewno? Może ktoś nas robi tu w konia? Szef firmy Acer, tej znanej z produkcji laptopów mówi, że tak, jak najbardziej pogrywają sobie z nami producenci pamięci. Jego zdaniem to w dużej mierze gra na podtrzymanie cen, które wzrosły o nawet 500% w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Według niego prognozy producentów pamięci, zgodnie z którymi niedobór ma utrzymać się do 2030 roku, są przesadzone, a ceny spadną znacznie wcześniej. Pan Jason Chen sądzi, że w zasadzie nie brakuje pamięci DDR4 czy DDR5, a DDR4 wręcz już tanieje. Zaznaczył też, że tak naprawdę brakuje jedynie pamięci do laptopów z procesorami od Nvidi, tych najnowszych, ale one są ułamkiem rynku. Jason Chen twierdzi, że trzej liderzy rynku pamięci, czyli Samsung, SK, Hinx i Micron regularnie publikują zapowiedzi wzrostu cen pamięci, żeby utrzymać swoje rekordowe marże. W ten sposób nawzajem spierają się w tym, aby wysokie ceny podtrzymać, choć nie można tego nazwać zmową cenową. W przeszłości jednak takie sytuacje miały miejsce na przykład w latach 1999-2002, kiedy to udowodniono zmowę cenową na rynku RAM, a w sprawę zamieszane były właśnie te trzy firmy. Mark Zuckerberg, szef Metapatforms, zaprezentował nowe urządzenie, na które pewnie nikt nie czekał, ale za to mało kto potrzebował. Mus charm. coś jak taki bardzo mały smartfon, ale potrafiący tylko 10% tego co najtańszy smartfon, albo coś jak smartwatch, tylko że taki, którego nie da się założyć na rękę. No to może breloczek, tylko taki bardzo duży jak na breloczek, ale za to można sobie takiego Muse Charm zawiesić na pasku. Niby można zrobić to na szyi, ale i tak jest to urządzenie dość duże. Więc w sumie może to jest smartwatch tylko taki, który nosi się w kieszonce niczym nasz prapraadziadek. A po co to nowe urządzenie i co ono właściwie potrafi? Według Marka Zauckerberga ma ono ułatwić użytkownikom interakcję z asystentem AI od Meta. Klika się z boku, pojawia się nasz awatar i możemy mówić do naszego urządzenia. Dokładnie tak samo, jak możemy to robić w przypadku naszego smartfona, którego przecież i tak cały czas mamy przy sobie. Hej, Siri, a po co Zuckerberg wypuszcza ten cały Muse Charm? No tak, zapomniałem, że Siri nadal nie mówi po polsku. Tak to amerykańskie bigtechy dbają o polskich konsumentów. Niemniej pan Mark Zuckerberg wyjaśnił jednym slajdem z prezentacji po co to wszystko. Jak nie wiadomo o co chodzi to wiadomo o co chodzi. Zamiast nad garami lepiej posiedzieć nad wykresami albo własnymi finansami. Każdy szanujący się kanał ma już współpracę z dietami pudełkowymi i możemy dumnie powiedzieć, że inwestorów wspiera Pomelo. Łap kod rabatowy FX Max 31, dzięki któremu diety pudełkowe będą tańsze o 31%. Zostaw gary, zajmij się finansami, a link znajdziesz w opisie. Tymczasem prezes NBP profesor Adam Klapiński nie pozostawił żadnych wątpliwości o co chodzi. >> Dbamy o wartość polskiego pieniądza. Chodzi o pieniądze, a konkretnie o wysoką i ekspresową podwyżkę dla niego samego, jego zastępcy i wiceprezesa. Czytamy na money.pl, która temat naprawdę solidnie rozpracowała. Podwyżka jest to niebagatelna, bo nawet blisko 200 000 zł więcej rocznie może za chwilę zarabiać szef Polskiego Banku Centralnego. Wniosek w tej sprawie w tym tygodniu pojawił się w strukturach NBP. Dokument przygotowały kadry, ale szef NBP już zdążył go zaakceptować. No któż? nie przejąłby takiego gestu od kadr. Premia prezesa miałaby wzrosnąć ze 130% do 150% miesięcznej pensji. Sporo, bo sama premia byłaby półtora raza wyższa niż pensja. Czyli co miesiąc prezes dostawałby już 2,5 pensji. Ale to jeszcze nie wszystko, bo dochodzą do tego jeszcze nagrody, które wynoszą wielokrotność miesięcznego wynagrodzenia. Mniej więcej tak to się rozkłada, że za pierwszy kwartał jest to trzykrotność, za drugi kwartał 3,5 krotność, za trzeci kwartał czterokrotność, a za czwarty kwartał 4,5 krotność miesięcznej pensji. Dzięki temu łącznie prezes zarabia takich miesięcznych pensji w roku, uwaga, aż 27. I teraz wszystkie te składniki pójdą w górę o blisko 9%, jeśli uchwała wejdzie w życie. Dlaczego tak prędko ta uchwała jest poddawana głosowaniu? Prawdopodobnie dlatego, że dzięki temu nowe zasady wejdą już od października, więc cały pełny ostatni kwartał będzie już na nowych, lepszych zasadach. Czyli prezes otrzymałby trzy takie podwyższone miesięczne pensje do końca roku, bo zwykła pensja plus wyższa nagroda i potem jeszcze jako kwartalną nagrodę za czwarty kwartał jeszcze 4,5 takiej podwyższonej pensji. Jak szacuje money.pl obecnie profesor Glapiński zarabia około milion 600 000 zł rocznie, uwzględniając premię i nagrody. Jednak za chwilę to może być już 1 milion 800 000 zł. Co więcej, jeśli rosną pensje Glapińskiego i jego zastępców, to rosną też uposażenia członków rady polityki Pieniężnej, które są z nimi powiązane. Jak mawiają ekonomiści, przypływ unosi wszystkie łodzie. Niestety nie wiem jakim szefem jest profesor Glapiński. Nie miałem przyjemności z nim pracować, ale z ostatniego badania można się dowiedzieć, że szefowie, których pierwszym dzieckiem jest córka, lepiej płacą swoim pracownikom. Ekonomistki Nina Smith oraz Madalena Ronch wykorzystały dane, które pozwoliły prześledzić losy wszystkich pracowników ich firm w Danii w latach 1992-2017. Także 25 lat badań, szeroka próba i ku ich zaskoczeniu odkryły, że gdy pierwszym dzieckiem szefa małej firmy była córka, a nie syn, to płacili kobietom o 4,1% więcej, a na dodatek zatrudniali też więcej kobiet. Efekt ten widoczny był tylko w zatrudnianiu nowych pracowników czy awansów. W sytuacji, gdy do wyboru są równie wykwalifikowani mężczyźni i kobiety, to świeżo upieczony ojciec wydaje się wybierać kobiety, zwłaszcza na stanowiska w pełnym wymiarze godzin i dobrze płatnym. Co ciekawe, zmiana ta następowała natychmiast po narodzinach córki, tak jakby w głowie świeżo upieczonego tatuśka przełączał się jakiś tajemniczy pstryczek i ten efekt utrzymywał się tak długo, jak długo menedżer pozostawał w firmie. Posiadanie syna nie miało żadnego znaczenia, podobnie jak kolejne córki. Znaczenie miała ta pierwsza. Więc jeśli chcesz pomóc córce znaleźć lepiej płatną pracę, to może dowiedz się, czyj potencjalny nowy szef jest tatusiem córeczki. Tylko wiesz, nie przesadzaj z tym śledztwem. No i jedna uwaga dla panów. Efekt działał tak, że szef częściej zatrudniał kobietę w miejsce mężczyzny, więc jeśli sami szukacie pracy, lepiej trafić na szefa z synem. Co ważnego w przyszłym tygodniu? O wydarzeniach makroekonomicznych powiemy szerzej w poniedziałkowym alercie. A teraz skupmy się na giełdzie. W przyszłym tygodniu na GPW nadal seria za serią sprawozdań finansowych. Zwrócić uwagę warto na Pepco we wtorek i Modivo w czwartek. Na Wall Street z kolei w czwartek 1 października dwie spółki opublikują rezultaty. Po pierwsze Micron i tu będzie ciekawie, bo to spółka potężnie pompowana w tym sezonie. Po drugie Nike, której akcje tylko w tym roku spadły o 35%, a od szczytów z 2021 o około 80%. O tym jak to się stało, że Valory Nike tak mocno tąpnęły, niebawem pojawi się obszerny materiał na naszym kanale. Kliknij suba, żeby go nie przeoczyć. Tyle na dziś. Jeśli podobało ci się to nagranie, to zostaw łapkę w górę. Do zobaczenia w następnym materiale. Cześć. [muzyka] >> [muzyka]
