Czy inwestować w S&P500 w drugiej połowie 2025?
Indeks S&P500 bije rekordy, ale czy hossa się utrzyma? W tym filmie analizujemy perspektywy rynku amerykańskiego na drugą połowę 2025 roku, biorąc pod uwagę wpływ sztucznej inteligencji (AI), politykę fiskalną USA oraz sentyment inwestorów.
Autor omawia kluczowe czynniki wpływające na rynek, takie jak:
- Rewolucja AI: Wpływ sztucznej inteligencji na wzrost zysków spółek technologicznych.
- Stymulacja fiskalna: Wpływ ustawy „One Big Beautiful Bill” na amerykańską gospodarkę.
- Sentyment inwestorów: Analiza wskaźników strachu i chciwości, opcji put-call oraz momentum.
- Wyceny spółek: Omówienie wskaźników P/E oraz rewizji zysków.
Film porusza również kwestię dywersyfikacji portfela, rozważając alternatywy dla rynku amerykańskiego, takie jak Europa i rynki wschodzące. Autor porównuje perspektywy S&P500 z innymi indeksami oraz strategiami inwestycyjnymi, takimi jak „Buy Anything But American” (BABA).
Dodatkowe informacje
Film zawiera praktyczne wskazówki dla inwestorów, w tym analizę konkretnych sektorów rynku oraz omówienie potencjalnych ryzyk. Dodatkowo, autor przedstawia ofertę Saxo Banku oraz zachęca do dołączenia do strefy premium DNA Rynków. Warto również zapoznać się z szerszym spojrzeniem na globalne trendy ETF na 2024-2025, które mogą stanowić cenny kontekst dla długoterminowych strategii.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Wojna celna, panika po deepsiku, a potem nagły, największy w historii raj, który dał S&P 500 ponad 6% na plusie, jeśli patrzymy na ten rok. Tak wyglądało pierwsze półrocze 2025. Podręcznikowy roller coaster z emocjami od euforii po rozpacz, wysiąd, a potem znowu po euforię. roller coaster, przed którym jeszcze w grudniu 2024 ostrzegałem was, rok 2025 na rynku w Stanach Zjednoczonych nie zakończy według mnie trwającej tam hossy. Dlatego też dziś bliżej mi do takiej silniejszej korekty, dopiero gdzieś w okolicach końca drugiego kwartału albo w ogóle w drugiej połowie roku, a w jakiejś mniejszej korekty faktycznie w pierwszym kwartale. mówiąc, żeby być ostrożnym ze Stanami Zjednoczonymi i ich rynkiem na początku 2025. Ale dziś nie będzie już o tym, co się stało. Dziś odpowiem na pytanie, co dalej. Czy druga połowa roku to szansa na rozszerzenie hossy? Czy sztuczna inteligencja i stymulacja fiskalna naprawdę poniosą ten rynek dalej? Czy może wszystko jest już w cenie? I czy to aby na pewno jest moment, żeby odpuszczać Amerykę i zagrać tak zwaną babę? Czyli buy anything but American. Kupuj wszystko, tylko nie Stany Zjednoczone. W tym materiale opowiem wam dlaczego naszym zdaniem w DNA Stany Zjednoczone wciąż nie powiedziały ostatniego słowa. Pokażę, które segmenty rynku mają największy potencjał i jak wygląda realna siła na rynkach. To zdecydowanie jest materiał, który musisz zobaczyć. Zapraszam. Partnerem odcinka jest Saxobank, duński bank inwestycyjny, w którym zyskujesz gwarancję depozytu aż do 100 000 € oraz praktycznie zerowe prowizje przez nawet trzy miesiące, a także możesz odebrać bezpłatnie po założeniu konta nasz comiesięcznik Stock Scan, gdzie omawiamy 190 różnych spółek. Dołącz do ponad 2400 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję za wszystkie wasze ponad 73 000 już subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją. Już teraz [Aplauz] [Muzyka] gwałtowna fala wyprzedaży pociągnęła indeks S&P 500 w dół o blisko 15% i sprawiła, że w mediach coraz głośniej zaczęto mówić o nieuchronnym końcu całej pięknej hossy. A jednak wystarczyły zaledwie trzy krótkie miesiące, żeby ten sam spisany już przez wielu nastraty rynek wrócił na szczyt i zakończył czerwiec z wynikiem plus 6,2% licząc od początku tego roku. Tego typu gwałtowne zwroty akcji nie zdarzają się na rynkach zbyt często, ale gdy już się pojawiają, to mówią nam bardzo dużo o fundamentalnej sile danego rynku i ogromnej gotowości inwestorów, żeby wykorzystywać każde, nawet najmniejsze załamanie jako świetną okazję do tanich zakupów. Ale to też nie był wcale szeroki, równomierny rynek. To było w swojej skali bardzo selektywne odbicie. Liderami tego rajdu byli ci, którzy najbardziej korzystali z nowej wzrostowej narracji, czyli strategie oparte na tak zwanym momentum, czystym wzroście i higheta. Innymi słowy, te spółki, które są szybkie, odważne, ryzykowne i wiele obiecują. W tym samym czasie te segmenty rynku, które były uznawane powszechnie za nudne, czyli spółki dywidendowe, te o niskiej zmienności i takie klasyczne spółki typu value, zostały daleko, daleko w tyle. Nawet indeks equal Wave, ten średnio ważony S&P 500, który miał być symbolem powrotu do rynkowej równowagi i szerokości, wypadł w tym okresie znacznie gorzej niż jego klasyczny ważony kapitalizacją odpowiednik. I wnioski z tego są dwa. Po pierwsze, ten potężny wiosenny rajd nie był żadnym przypadkiem, ale bardzo wyraźnym wyrazem wiary inwestorów w konkretne długoterminowe tematy, czyli w sztuczną inteligencję, współprzewodniki, w innowacje, w potężny wzrost produktywności, który ma być wywołany przez rosnące zyski w całym sektorze technologicznym. A po drugie, nie wszyscy uczestniczyli w tym rajdzie. Duża część rynku wciąż została z boku. A rotacja kapitału była niezwykle selektywna i bardzo wybiórcza. I to jest niezwykle ważne, bo wprost sugeruje, że w drugiej połowie tego roku przestrzeń do dalszego rozszerzania się tej hossy na inne sektory wciąż istnieje. Jeśli bowiem druga połowa roku będzie choć w połowie tak emocjonująca jak pierwsza, no to zdecydowanie będzie się działo. Które więc segmenty rynku mają naszym zdaniem w DNA największy potencjał i zasługują na szczególną uwagę i co w takim razie czeka dalej cały S&P 500? No bez dwóch zdań trzeba na starcie powiedzieć, że byki znów dominują na rynku. Widać to doskonale na wykresach. Widać to po wszystkich kluczowych wskaźnikach sentymentu. Indeks strachu i chciwości Fear and Greed wybił nawet niedawno poziom skrajnej chciwości w końcu. A S&P 500 przebił poziom 6200 punktów i ustanowił nowy szczyt. Nazdach poleciał rakieta jak rakieta. Dow Jones też dobił do 44000 punktów i wszystko z boku to faktycznie może wyglądać po trochu jak takie klasyczne bezmyślne FOMO, czyli strach przed tym, że nam odjedzie, więc kupujemy w tej chwili. Tylko czy faktycznie tak jest? Co to właściwie znaczy? Że rynek jest w stanie skrajnej chciwości. Index and grid to popularna cnowska miara sentymentu rynkowego i składa się z siedmiu różnych elementów technicznych rynku. Omawiałem je w osobnym odcinku, o tutaj, który teraz macie na ekranie. Do tego ceny akcji są obecnie wysoko ponad swoimi średnimi kroczącymi, czyli okazuje się, że te momentum rynkowe nie tylko wróciło, ale nawet przyspieszyło i widzimy w efekcie prawdziwy zalew nowych rocznych maksimów dla poszczególnych spółek. I to też sugeruje, że nie tylko BigTech, ale powoli coraz szerszy rynek gra do tej samej wzrostowej bramki. Do tego dochodzą też niezwykle niskie odczyty wskaźnika opcji put call, co z kolei oznacza, że bardzo mało kto na rynku obecnie zabezpiecza się przed ewentualnymi spadkami, a praktycznie wszyscy grają na dalsze nieprzerwane wzrosty. Nawet tak zwane junk bonds, czyli obligacje śmieciowe, cieszą się tak ogromnym popytem, że różnica w ich rentownościach w stosunku do bezpiecznych obligacji skarbowych topnieje do poziomów, który zwykle sygnalizuje bardzo duży, ogromny wręcz rynkowy apetyt na ryzyko. I w tym wszystkim mamy niską zmienność. Popularny wskaźnik VIX generalnie siedzi cicho, jakby nic wielkiego się nie działo, a wszystko to jest w świecie, gdy za nami jest absolutnie najmocniejszy okres niemalże w całej historii, jeśli chodzi o siłę i skuteczność strategii By the Deep, czyli agresywnego kupowania dołków po każdych nawet najmniejszych spadkach. W ogóle według szczegółowych danych Bank of America skumulowana stopa zwrotu z indeksu Nasdaq 100 osiągnięta dzięki kupowaniu akcji posesjach spadkowych przewyższała teraz nawet legendarne euforyczne lata 1998 i 1999, czyli sam szczyt bańki internetowej. Inwestorzy w 2023 cy pi nie tylko jak widać nie bali się w większości rynkowych korekt, tylko na nie czekali. Każdy nawet najmniejszy lokalny spadek był natychmiast prawie że z ogromną determinacją kupowany. No a efektem tego jest niemal liniowa nieprzerwana wspinaczka całego indeksu do góry. I to dobrze pokazuje jak silne jest obecnie przekonanie rynku o dalszych wzrostach hen w przyszłości. Jednocześnie też pokazuje, że jest stosunkowo mało miejsca na jakiekolwiek małe błędy czy rozczarowania. No tylko, że kiedy mamy takie euforyczne otoczenie, to warto zadać sobie pytanie jedno. A co jeśli ta cała wszechobecna euforia jest już tak naprawdę w pełni w cenach? Co tak naprawdę może to oznaczać dla drugiej połowy tego roku? No więc najpierw ukrócając wszystkie spekulacje, ja chciałem powiedzieć wam na starcie, że naszym zdaniem druga połowa roku dalej przyniesie wzrosty. Nie spodziewamy się co prawda powtórki z tego niezwykle dynamicznego wiosennego odbicia, ale patrząc na twarde ekonomiczne fundamenty, naprawdę trudno jest sensownie argumentować za jakimś gwałtownym rynkowym załamaniem się. Obecne środowisko makroekonomiczne po prostu nie sprzyja tak zwanej kompresji mnożników wyceny. What? I chociaż sama ścieżka dojścia do wyższych poziomów może i powinna być mozolna, no to bazowym scenariuszem dla S&P 500 na koniec tego roku, podkreślam, na koniec tego roku jest bycie wyżej niż dziś. I tak wyceny na rynku amerykańskim są obecnie podwyższone. Indeks S&P 500 jest handlowany przy około 23rotności prognozowanych przyszłorocznych zysków. Tylko, że istnieją konkretne, fundamentalne argumenty, które w pełni uzasadniają te wysokie wyceny. A takiej prawdziwej ulicznej euforii, charakteryzującej szczyty baniek spekulacyjnych naprawdę na rynku nie widać. Wręcz przeciwnie, bo wiele dużych instytucjonalnych graczy wciąż czeka z boku spóźnionych ze swoimi portfelami, które po brzegi wypełnili gotówką w trakcie wojenny celnej Trumpa i wciąż jak mantrę powtarzają, to już jest za drogo. No to właśnie to jest ten typ braku pełnej obecności na rynku, który jest dzisiaj paradoksalnie jednym z najsilniejszych byczych argumentów za dalszymi wzrostami. Zresztą naprawdę ile razy już to słyszeliście sami. Rynek jest na swoich szczytach. Na pewno zaraz musi spaść. To jest bardzo typowe, mechaniczne myślenie, które wielokrotnie w historii nawet najlepszym inwestorom odbierało rynkowe okazje i które jest całkowicie sprzeczne z tym, jak w rzeczywistości funkcjonują rynki finansowe. Twarde dane są w tej kwestii absolutnie jasne. Inwestowanie na historycznych szczytach statystycznie rzecz biorąc przynosi lepsze długoterminowe rezultaty niż pasywne czekanie na korekty, które mogą nigdy nie nadejść albo przyjść ze znacznie wyższych już poziomów. Rekordy mają bowiem tendencję do gromadzenia się stadami. Tak zwane rynkowe przysłowie record high stand to cluster, czyli właśnie rekordy chodzą w grupie. To nie jest pusty marketingowy slogan. To jest precyzyjny statystyczny opis mechaniki działania rynków. Jeśli jesteś już oczywiście mocno zainwestowany w pełni masz 80 90% swojego kapitału w akcjach, to jasne, możesz sobie pozwolić na chwilę wytchnienia, na spokojne budowanie pozycji z ewentualnych przyszłych korekt i na jakieś bardziej selektywne reagowanie. To też moje podejście. Ale jeśli jesteś z boku z ekspozycją na rynek na poziomie 0%, 20%, 40% to jest strategia y pod tytułem poczekam na h sierpień, wrzesień, październik, może będzie taniej. I to jest strategia, mówiąc brutalnie i bez ogródek, po prostu będąca inwestycyjnym idiotyzmem, który w szerokim ujęciu nie działa. Jasne, może czasem zadziała, ale ogólnie nie działa. Rynek absolutnie nie ma żadnego obowiązku, żeby dawać ci drugą wygodną szansę. Rynek ma w nosie, żeby nie powiedzieć w dupie. W sumie powiedziałem to, co ty myślisz i to, czego ty oczekujesz. To, że jesteśmy dzisiaj na historycznych szczytach wcale nie oznacza, że jesteśmy u samego kresu obecnej hossy. To może być dopiero jej kolejny dynamiczny etap, bo te wzrosty, które obecnie widzimy, nie wzięły się znikąd. Stoją za nimi realne rosnące zyski spółek, potężny napływ kapitału na rynek i fundamentalne strukturalne trendy, takie jak chociażby rewolucja związana ze sztuczną inteligencją. Dlatego dzisiaj, kiedy emocje i nagłówki w mediach krzyczą, że jest drogo, no to warto posłuchać twardych liczb i twardych faktów. Bardzo istotnym elementem całej rynkowej układanki dla Stanów Zjednoczonych jest deregulacja i potężny impuls fiskalny związany z taką zapowiadaną ustawą One Big Beautiful Bill, które są dzisiaj kluczowym elementem, trochę trzymającym wzrostową narrację w ryzach i też takim, na którym my się opieramy. Po stronie technicznej mamy rozpędzone do granic możliwości indeksy i sentyment rynkowy rozgrzany do czerwoności. To prawda, ale po stronie fundamentalnej mamy coraz więcej twardych argumentów za tym, że amerykańska gospodarka nie tylko wcale nie wyhamowuje, ale wręcz przeciwnie, dostaje nowy potężny silnik napędowy. Przedłużenie wygasających cięć podatkowych i szeroko zakrojone zapowiedzi deregulacji wielu sektorów to dla rynku jest jasny, czytelny sygnał, że rząd szeroko otwiera strumień płynności w Stanach Zjednoczonych i absolutnie nie zamierza go w najbliższym czasie zakręcać. Zmienił on niemal całkowicie swoją dotychczasową strategię swoją drogą z tak zwanego austerity, czyli zaciskania pasa i redukowania wydatków. To była narracja pierwszego kwartału i zmienił ją trochę na taką strategię rozgrzania do czerwoności, na próbę zmniejszenia proporcji długu do PKB nie przez redukcję pierwszego, tylko przez potężną stymulację tego drugiego. A to właśnie przecież otoczenie o dużej płynności i agresywnej stymulacji fiskalnej historycznie najbardziej wspiera rynki akcji. wręcz idealne środowisko do tego, żeby kapitał chętniej płynął w kierunku spółek cyklicznych, chętniej płynął w kierunku segmentów rynku, które charakteryzują się wysoką zmiennością. I oczywiście konkretne szacunki dotyczące realnego wpływu tej nowej ustawy na wzrost PKB są rozstrzelone, bardzo trudne do precyzyjnego ocenienia i niejasne. Tylko, że niezależnie od konkretnej, ostatecznej liczby, czy to będzie 1 2 3 czy 8%, jedno jest niezmienne. Polityka gospodarcza Stanów Zjednoczonych gra dzisiaj do jednej bramki z rynkiem kapitałowym. W pierwszym kwartale i w sumie z kawałek drugiego grała do innej, teraz gra do tej samej. A to w zupełności wystarcza, żeby inwestorzy uznali, że to ryzyko fiskalne jest warte poniesienia. Zwłaszcza, że historia wielokrotnie pokazywała, że rynki finansowe naprawdę kompletnie w pompie mają rosnący dług publiczny przez wiele długich miesięcy, lat, a czasem nawet dekad. I w efekcie cała ta ustawa One Big Beautiful Bill nie tylko w realny sposób wzmacnia kondycj amerykańskich konsumentów i firm, ale też skutecznie odsuwa w czasie wszystkie pytania o to, czy przypadkiem nie jesteśmy w końcowej fazie cyklu gospodarczego. I to naprawdę w zupełności wystarczy, żeby inwestorzy przynajmniej tymczasowo z jeszcze większym optymizmem wyceniali więcej wzrostu, więcej popytu i więcej przyszłych zysków w firmach w Stanach Zjednoczonych. Moment sprawdzam, przyjdzie, bo zawsze przychodzi, ale przyjdzie później. Ale to jeszcze nie koniec tych puzzli, bo kolejny ważny element całej układanki to rewizję przyszłych oczekiwań. Na chwilę przed rozpoczęciem sezonu wyników za drugi kwartał nastroje analityków rynkowych są wyraźnie i jednoznacznie pozytywne, przynajmniej jeśli chodzi o rynek amerykański. Tak zwany wskaźnik rewizji zysków EPS revision ratio dla indeksu S&P 500 wzrósł ostatnio do poziomu 1,26, co wprost oznacza, że liczba pozytywnych podwyżek prognoz przyszłych zysków dla spółek znacząco przewyższa liczbę negatywnych obniżek tych prognoz. To jest najmocniejsze i najbardziej optymistyczne wskazanie od wielu miesięcy i jednocześnie jeden z najwyższych poziomów tego wskaźnika na całym globalnym rynku. Najlepiej w tym zestawieniu wypadają spółki z sektora technologicznego i z sektora przemysłowego. Tam optymizm analityków jest wręcz eksplodujący z rewizjami na poziomie 1,7 do 1,9, ale też nawet sektor energetyczny, który wcześniej nieco kulał, też łapie wyraźnie pozytywny imped. Jedynymi takimi rynkowymi maruderami pozostaje obecnie sektor dóbr podstawowych, consumer staples i sektor finansowy, czyli financials, gdzie wskaźnik rewizji jest nadal poniżej poziomu 1, co wprost oznacza, że tam jest więcej obniżek niż podwyżek prognoz. Tylko jakie z tego płyną wnioski? No przede wszystkim takie, że sezon wynikowy to będzie sezon, w którym oczekiwania rynkowe są ustawione bardzo wysoko, a rynek z góry zakłada dynamiczną poprawę wyników finansowych, zwłaszcza w segmentach, które są najbardziej związane z cyklem inwestycyjnym i z rewolucją w dziedzinie sztucznej inteligencji. Więc to są sektory, na które warto przez chwilę, przynajmniej tym najbliższym sezonie wynikowym trochę uważać. Ale ogólnie wspomniane rewizje zysków w Stanach Zjednoczonych nie tylko dynamicznie rosną, tylko w ogóle zachowują się jakby wychodziły z typowego cyklicznego dołka. Co z kolei według analityków Morgan Stanley może oznaczać dopiero sam początek znacznie szerszej, dłuższej fali poprawy nastrojów wśród instytucji. Największym beneficjentem tej poprawy mają być przede wszystkim duże globalne spółki, czyli te, które posiadają znacznie lepszy i bardziej stabilny bilans, większą siłę negocjacyjną w stosunku do dostawców i historycznie znacznie bardziej stabilne marże. Faktycznie, jeśli spojrzymy na ekspozycję geograficzną przychodów tych największych spółek, to w przypadku spółek z indeksu S&P 500% całej sprzedaży pochodzi spoza granic Stanów Zjednoczonych. Podczas gdy w przypadku mniejszych firm, tych z Russel 2000 udział tego to zaledwie 22%. Słabszy dolar oznacza dla tych globalnych firm lepsze, bardziej konkurencyjne wyniki z eksportu i korzystniejsze efekty walutowe, co też jest kolejnym potężnym impulsem, który może jeszcze bardziej odróżnić przyszłe zachowanie wielkich graczy od mniejszych, czysto lokalnych graczy. A to też ważny powód, dla którego szeroki rynek, a w szczególności te największe technologiczne spółki mogą jeszcze nie powyjeć ostatniego słowa w 2025 roku. I stąd też myślimy, że po takim półrocznym okresie, w którym element tak zwany quality, czyli spółki o wysokiej jakości fundamentalnej, które radziły sobie gorzej od szerokiego indeksu S&P 500, mają szansę kompletnie w drugiej połowie roku ten trend odwrócić. Teraz widzicie ten ETF na ekranie i dorzuciłem go w opisie. W trakcie swoją drogą naszej ostatniej wizyty w Kopenhaze, którą zajawiałem na własnym koncie xowym tym fajnym krótkim filmikiem, jesteśmy w Saksobanku. Tu się dowiedzieliśmy w Saksobanku, jaki jest ich pogląd na najbliższe pół roku chyba nie na rynku. I musimy wam powiedzieć, że chyba zrobimy o tym nagranie, bo ja się my się, my się, my się z tym kompletnie nie zgadzamy. Mieliśmy okazję wymienić się poglądami z zespołem analitycznym Saksobanku, który jest partnerem tego odcinka i chociaż cała ta rozmowa była bardzo merytoryczna, no to zajawiłem wtedy, że w kluczowych kwestiach bardzo stanowczo się różniliśmy. Saxo Bank bardzo mocno promuje obecnie podejście Baba, czyli buy anything bad American. kupuj wszystko, byle nie amerykańskie, wskazując przy tym na rzekome przewartościowanie amerykańskich atywów, na wysoką koncentrację indeksu S&P 500, na liczne ryzyka polityczne związane z nadchodzącymi wyborami mittermowymi w przyszłym roku w Stanach Zjednoczonych. A do tego dorzucają obawy o wysokie wyceny w porównaniu do znacznie tańszych innych rynków międzynarodowych. To zresztą nie jest tylko pogląd Saksobanku, ale my widzimy to wszystko naprawdę zupełnie inaczej. No i nie podzielamy tego pesymizmu wobec amerykańskich aktywów, nawet mimo ich obecnych wysokich wycen. Ani też nie podzielamy już aż tak dużego pesymizmu wobec samego dolara, który naszym zdaniem większość tego potencjalnego ruchu spadkowego ma za sobą. Nagrywałem zresztą o tym ostatnio osobne nagranie z prognozami walutowymi na trzeci kwartał 2025. Ta bardzo modna retoryka, Baba, którą sami też forsowaliśmy, zwłaszcza w pierwszym kwartale 2025 i wtedy dała ona zarobić, obecnie trochę zbyt mocno opiera się na politycznych uprzedzeniach i zbyt łatwo odrzuca fundamentalną siłę amerykańskiej gospodarki i unikalną strukturę tamtejszego rynku kapitałowego, która wciąż mimo swoich wielkich wad dalej jest na jedną z najbardziej efektywnych na świecie. Więc z naszej perspektywy, mimo że trzeci kwartał 2025 nie spodziewamy się, że przyniesie jakieś wielkie fajerwerki i pozostanie raczej spokojnym wakacyjnym okresem, to jednocześnie będzie czasem, gdy rynki będą powoli układać się pod znacznie ważniejszy i mocniejszy czwarty kwartał, który to jak sądzimy będzie o wiele bardziej dynamiczny, jeśli chodzi o wzrosty. Właśnie sama końcówka roku z już znacznie wyraźniejszym kierunkiem w amerykańskiej polityce fiskalnej, możliwymi pierwszymi decyzjami o obniżkach stóp albo kolejnymi decyzjami o obniżkach stóp może przynieść taką bardzo skondensowaną i silną falę wzrostów. I teraz jasne, są też inne rynki jak na przykład Niemcy czy Europa, tylko że pomimo tej potężnej stymulacji fiskalnej w Niemczech, to nie zmienia dla nas faktu, że rynek amerykański wciąż pozostaje znacznie bardziej atrakcyjny niż jego europejskie odpowiedniki, zarówno jeśli chodzi jako o fundamentalną jakość notowanych tam spółek czy ich dynamikę wzrostu, jak i o siłę obecnego trendu i taki potężny wiatr w plecy wyjący właśnie ze strony rewolucji sztucznej inteligencji. Europa ma swój potencjał. No to też powód, dla którego w alokacji na trzeci kwartał w 2025 w publicznym portfelu postawiłem przecież część kapitału na indeks mniejszych spółek niemieckich z indeksu MDAX. Tylko trudno dziś mówić o jakimś trwałym, strukturalnym przełamaniu wieloletniej przewagi USA. Dane, które pokazywał niedawno Black Rock jasno pokazują, że każda pojedyncza próba europejskiego wybicia się na tle Stanów Zjednoczonych od dekad kończy się zazwyczaj dokładnie tak samo. Szybko z powrotem wracając do tej wieloletniej strukturalnej przewagi Wall Street. Końcówka tego roku, zwłaszcza czwarty kwartał 2025, według nas może znowu ponownie pokazać, że siła amerykańskiego systemu rynkowego dalej działa i dalej przoduje, a ten obecny cykl wzrostowy ma przed sobą jeszcze trochę paliwa. Od ponad dwóch dekad europejskie akcji co jakiś czas bliżej nieokreślony łapią chwilowy krótki oddech względem amerykańskich odpowiedników. Tylko, że jak dobrze widać na wykresie od Black Rocka, każda taka pozorna przewaga bardzo szybko znika. Cały obecny globalny układ gospodarczy naszym zdaniem wciąż fundamentalnie faworyzuje rynek amerykański. I nawet jeśli na początku 2025 roku Europa na chwilę zyskała na tle Wall Street, to ten efekt już okazał się krótkotrwały. Dlaczego? No bo na starym kontynencie wciąż brakuje odważnych strukturalnych reform i znacznie lepszych dynamik wzrostu zysków w kluczowych przyszłościowych sektorach. Bez wdrożenia tych reform Europa pozostaje rynkiem, który nie potrafi przekuć swojej krótkoterminowej, często przypadkowej przewagi w jakieś trwałe długoterminowe momentum. No i kończy się tym, że co jakiś czas doznaje jakiegoś chwilowego przebudzenia i przejścia z powrotem tam, gdzie była. A co w tym wszystkim z rynkami wschodzącymi? Tutaj choć większość ruchu spadkowego na dolarze amerykańskim może być, jak mówiłem, już za nami, to nie oznacza wcale, że ten trend się nagle gwałtownie odwróci. No naszym zdaniem nie powinien. Obserwowane w pierwszej połowie 2025 mocne osłabienie dolara już teraz tworzy jednak bardzo korzystne warunki dla rynków wschodzących. No a co znacznie ważniejsze, ten efekt zazwyczaj działa na tych rynkach z pewnym kilkumiesięcznym opóźnieniem. I chociaż krótkoterminowo myślimy, że dynamika spadku dolara może przygasać, no to sam długoterminowy trend pozostanie niezmieniony i zdecydowanie chcę to zaznaczyć, nie spodziewamy się nagłego wielkiego zwrotu na dolarze, który zacznie fundamentalnie i szybko drożeć. Dlatego też uważamy, że absolutnie nie jest to moment na całkowite porzucanie ekspozycji na rynki wschodzące, tylko że ta ekspozycja powinna być o wiele bardziej wyselekcjonowana pod kątem rynków i sektorów niż w przypadku Stanów Zjednoczonych. No my jesteśmy tu trwali w swoich poglądach. Najbardziej obecnie z rynków wschodzących wspieramy mentalnie Amerykę Południową. Zresztą patrząc ogólnie na Emerging Markets wystarczy też spojrzeć na dane historyczne. Jak też doskonale pokazuje wykres przygotowany tym razem przez Alliance Bernstein. Relatywna siła akcji z rynków wschodzących względem akcji z rynków rozwiniętych jest bardzo mocno i historycznie skorelowana z kierunkiem, w którym porusza się amerykański dolar. Gdy amerykański dolar słabnie, tak jak to miało miejsce w latach 2003-2007 czy 2009-2011, to rynki wschodzące nie tylko zyskują na wartości, ale często robią to znacznie szybciej i znacznie mocniej niż rynki rozwinięte. Analogiczna sytuacja miała też miejsce w 2017 roku. Mechanizm ten jest stosunkowo prosty. No słabszy dolar to niższy koszt kapitału dla krajów i firm z rynków wschodzących. To większe napływy zagranicznego kapitału. To mocniejsze waluty lokalne i ogólny wzrost wycen. A często też znacznie korzystniejszy kurs wymiany walutowej dla firm z rynków wschodzących, które to raportują swoje wyniki w dolarach. To trochę taka samonakręcająca się pętla do pozytywnego momentum wyceny i poza tym obecne poziomy relatywnej wyceny rynków wschodzących w stosunku do rynku amerykańskiego według danych z kolei Bank of America są najniższe od 50 lat, więc naprawdę jest tam skąd rosnąć. Mało tego, wskaźnik względnej siły emerging Markets do Stanów Zjednoczonych spadł też do poziomów ostatnio widzianych w latach 80, co z kolei w przeszłości wielokrotnie zwiastowało silne wieloletnie odbicie. I to odbicie ma na czym rosnąć. Tu jest paliwo do tego odbicia. Akcje z rynków wschodzących są obecnie wciąż relatywnie tanie. A obserwowana słabość dolara w połączeniu z rosnącymi cenami niektórych surowców to może być początek długoterminowego odwrócenia trendu, który dominował na rynkach przez ostatnie w sumie dekady. No więc na zakończenie warto postawić tu kropkę na i jasno określić stanowisko podsumowujące to wszystko. Moi drodzy, cała druga połowa 2025 to czas, który naszym zdaniem wciąż będzie sprzyjał rynkom amerykańskim. nie tylko z perspektywy czysto makroekonomicznej, ale też z perspektywy rynkowej. Nie spodziewamy się oczywiście takich kokosów jak w pierwszej połowie tego roku i choć zespół analityczny z Saksobanku i wielu innych analityków promuje te o rzekomym zmierzchu amerykańskiej wyjątkowości prezentując takie strategie jak Baba, to my uważamy, że na definitywne przekreślenie Stanów Zjednoczonych jest zdecydowanie za wcześnie. Tak długo jak fundamentalne czynniki takie jak dynamika wzrostu zysków, dominacja technologiczna czy unikalna struktura rynkowa pozostają po stronie Wall Street, tak długo ten właśnie rynek będzie przynosił inwestorom ponadprzeciętne korzyści. Europa owszem, ma pewne szanse, ale potrzebuje czegoś znacznie większego niż tylko szumnych fiskalnych zapowiedzi. Ona musi pokazać realną polityczną wolę głębokich zmian strukturalnych, technologicznych i regulacyjnych, bo w przeciwnym razie będzie dalej systematycznie przegrywać w tym globalnym wyścigu o kapitał. A co z kolei z rynkami wschodzącymi? Tu wierzymy w ich długoterminowy potencjał. Tylko, że nie jako alternatywę dla Stanów Zjednoczonych, tylko jako wartościowe uzupełnienie naszego ogólnego portfela. To są rynki, które w korzystnym otoczeniu walutowym i surowcowym mogą dawać ponadprzeciętne, a nawet spektakularne stopy zwrotu, ale jednocześnie wymagają znacznie większej selekcji, znacznie większej cierpliwości. koniec tego roku tak czy inaczej może być niezwykle intensywny, ale koniec i wtedy właśnie takiej intensywności się spodziewamy. Dlatego też trzymamy się naszej narracji. Spokojny wakacyjny trzeci kwartał, znacznie bardziej dynamiczna końcówka roku i wciąż utrzymująca się dominacja tych, którzy nadal mają największe tempo wzrostu, najwięcej kapitału i najwięcej danych po swojej stronie. No ale jak to na rynkach, jutro mogę zmienić zdanie. Tylko, że jak zmienię, to na pewno nagram o tym materiał. Dlatego nie rezygnujcie z obecności na rynkach, bo coś tam. Po prostu zarządzajcie nią, tą obecnością z głową. Dobry portfel to nie jest Allin w jeden segment, to jest przemyślana strategia. A w tym odcinku według mnie dostaliście ją na tacy. A do jej zbudowania z kolei potrzebne jest jak najbardziej wszechstronne konto i do tego polecamy Saxobank, bo chociaż z ich poglądem na rynek w najbliższym czasie może się nie zgadzamy, to dobrego konta na pewno nie można im odmówić. Zresztą sam z niego korzystam. Dodatkowo otwierając konto z linka, który jest w opisie tego materiału, otrzymujecie zarówno 250 € bonusu do wykorzystania na prowizję w Saakso do handlowania sobie przez trzy miesiące bez żadnych kosztów. A do tego możecie odebrać bezpłatnie, podkreślam bezpłatnie najbliższe wydanie naszego miesięcznika Stockcan, gdzie w zespole omawiamy dla was sytuację ponad 190 spółek. Top PIXY z Tokscana też biją szerokie indeksy o solidne kilkadziesiąt procent. No a sam produkt jest jedynym takim na polskim rynku. Zresztą zobaczcie teraz sami jak on wygląda. Naprawdę warto, zwłaszcza gdy można sobie go przetestować bezpłatnie. Więcej informacji o Stock Scanie, o tym jak go odebrać i o założeniu konta samego w Saxo znajdziecie już w linku w opisie tego materiału. A jeśli z kolei chcecie być bardziej na bieżąco z tym inwestycyjno-technologicznym rynkowym światem, to pamiętajcie też, że zawsze możecie dołączyć do wersji premium DNA, gdzie jest z nami ponad 2400 innych osób. naprawdę wielka społeczność, która jestem przekonany każdego dnia staje się lepszymi inwestorami. Lepszymi inwestorami, którzy zyskują codziennie masę materiałów edukacyjnych, analiz, przemyśleń o rynkach, gospodarce, o różnych spółkach ode mnie i całego naszego zespołu, a także mają możliwość podglądania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości prawie 4,5 miliona złot. To duże pieniądze, które dają dużo emocji, ale przede wszystkim dają masę nauki i tą naukę wam gwarantuję. Więcej na ten temat znajdziecie na stronie premiumdarynków.pl. Link jest oczywiście w opisie tego materiału. A w tym to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]







