Analiza wpływu ceł
Donald Trump wprowadza cła na Kanadę, Meksyk i Chiny. Jak ten ruch wpłynie na światową gospodarkę i rynki finansowe? Dowiedz się, jakie mogą być konsekwencje dla inwestorów i czy jest to powód do paniki.
W tym filmie analizujemy motywacje Trumpa stojące za wprowadzeniem ceł, potencjalne skutki gospodarcze dla USA, Kanady, Meksyku i Chin, a także historyczne przykłady wojen handlowych. Omawiamy zarówno negatywne, jak i pozytywne aspekty ceł, w tym wpływ na ceny, produktywność i zatrudnienie. Film porusza również kwestię fentanylu i imigracji jako uzasadnienie dla ceł. Wojna handlowa USA-Chiny to temat szeroko komentowany w analizach rynkowych, dlatego warto rozumieć jej mechanizmy i potencjalny wpływ na Twoje inwestycje.
Konsekwencje dla inwestorów
- Które sektory ucierpią najbardziej? (motoryzacja, sieci handlowe)
- Kto może zyskać? (azjatyckie rafinerie ropy, amerykański sektor energetyczny)
- Jakie strategie inwestycyjne warto rozważyć w obliczu wojny handlowej? Oprócz tego, warto śledzić bieżące komentarze ekspertów rynkowych, np. takie jak te zawarte w analizach Piotra Kuczyńskiego, by lepiej zrozumieć zmienną sytuację geopolityczną i jej wpływ na rynki.
Odbierz nawet do 20 darmowych akcji z Freedom24 (link w opisie).
„`
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Trump uderza cłami. Tylko czy to na pewno jest takie proste jak się wydaje? Bo po ogłoszeniu przez Trumpa ce na Kanadę i Meksyk wysokości 25% i w odwecie Kanadyjczyków na zwrotne 20% rynki faktycznie mocno się zdenerwowały. No ale cła Trumpa to temat, którym żyje cały finansowy świat właściwie od początku listopadowych wyborów w Stanach w 2024 i główny dotychczasowy strażak nowego prezydenta na innych. W dotychczasowych wynikach firm ze S&P 500Z nawet wzmianki u cłach pojawiają się kilkukrotnie częściej niż przez ostatnie 5 lat. Teraz kiedy Trump postanowił w końcu na grubo wjechać ze swoimi zapowiedziami, warto zadać sobie pytanie o co w ogóle w tym wszystkim chodzi i czy giełda faktycznie ma się czego bać. Partnerem odcinka jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na amerykańskiej giełdzie Nazda. Dołącz do ponad 1600 inwestorów w strefie premium DNA. to najlepsze miejsce do inwestycyjnej edukacji również dla ciebie. Dziękuję wam za wszystkie ponad 59 000 subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją już [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] teraz. Zacznijmy sobie trochę ten materiał od teorii. Po co w ogóle wprowadza się cła na importowane towary? No przede wszystkim chodzi znowu w teorii o ochronę krajowego przemysłu. Sła mają chronić lokalnych producentów przed jakąś zagraniczną konkurencją. Zwłaszcza gdy zagraniczne firmy korzystają z na przykład niższych kosztów produkcji, bo mają tańsze surowce, mają tańszą siłę roboczą albo na przykład mają subsydia i dotacje państwowe. Jakie są cele ochrony takich lokalnych producentów i lokalnego przemysłu? Różne. Może być to próba ochrony miejsc pracy w obawie przed bezrobociem i kryzysem. Może to być też chęć uniezależnienia się od produkcji prowadzonej w państwach, które uznajemy za naszych rywali. To są takie dwa podstawowe powody. No i w zasadzie ten drugi brzmi nawet bardzo racjonalnie na poziomie jakiejś rywalizacji pomiędzy krajami, ale ten pierwszy jest często zgubny i przynosi odwrotny efekt dla gospodarki w długim terminie. Dlaczego? No dlatego, że cła generują także dla gospodarki, która je nakłada problemy. Mogą ograniczać konkurencję, co powoduje, że krajowi producenci rozwijają się trochę wolniej i ostatecznie jest większa szansa, że ich produkty będą po prostu gorsze. Sła też podnoszą ceny, no bo prowadzą do tego, że dochód, którym dysponuje konsument się zmniejsza, a w efekcie pieniądze, które musi wydać konsument na droższe produkty krajowe, nie zostaną i tak wydane na coś innego, co może generować problemy w innych sektorach. Ponadto kraje dotknięte cłami mogą odpowiadać tym samym, a to w efekcie pogarsza sytuację ekonomiczną również eksporterów kraju, który w ogóle zaczął. No i w efekcie ludzie mogą stracić pracę, bezrobocie wzrosnąć, a gospodarka zwolnić. i cła szkodzą również efektowi skali w biznesie. Kraje zamiast iść w kierunku swojej specjalizacji, wykorzystywania swoich przewag w konkretnych sektorach i branżach, muszą zaczynać się rozdrabniać i kreować sobie każdą branżę niezależnie na jakiś mniejszy krajowy rynek, a to też podnosi ceny. No więc czemu Trump tak naciska na cła? To jest dobre pytanie, na które jeszcze nikt publicznie nie zna odpowiedzi, ale na pewno nie naciska na nie, żeby po prostu sobie te cła były. W przypadku ceł na Chiny akurat sprawa jest w miarę prosta. Chiny to największy geopolityczny rywal Stanów Zjednoczonych. Chiny gorąco subsydiują państwowo wszystkie przyszłościowe sektory gospodarcze od samochodów elektrycznych przez fotowoltaikę po sektor półprzewodników i sztuczną inteligencję. No przy takim zachowaniu się Chin Stany Zjednoczone swoimi cłami chcą po prostu poniekąd zniwelować efekt zaniżanych przez chińskich konkurentów cen. Tylko, że to nie cła na Chiny najbardziej uderzyły w rynek. Zresztą te zapowiedziane na Chiny mają mieć stawkę 10%, a tymczasem najmocniej ma oberwać Kanada i Meksyk. Sąsiedzi i główni najwięksi partnerzy handlowi Stanów Zjednoczonych. Rozporządzenie wydane przez Trumpa w weekend 1 2 lutego przewiduje nałożenie 25% ceł na towary z Kanady i Meksyku z wyjątkiem kanadyjskiej energii, gdzie stawka ma wynosić 10%. Co Trump chce tym osiągnąć? No jak sam twierdzi, podobno wywrzeć nacisk na rządy sąsiednich krajów w zakresie napływu fentanylu imigrantów do Stanów Zjednoczonych. Nie brzmi to dla mnie jakoś przesadnie, przekonująco, ale jest to narracja poniekąd wymuszona prawnie. Trump nie może sobie tak po prostu nałożyć ceł, bo tak do skorzystania z podstawy prawnej IEPA potrzeba nadzwyczajnego zagrożenia. Tak dokładnie jest to zdefiniowane. No czy Sąd Najwyższy zgodzi się z tym, że fentanyl takim nadzwyczajnym zagrożeniem jest? Nie wiem, ale na pewno zgodzi się z tym prędzej niż gdyby powodem było, bo tak, bo nie lubimy sąsiadów. albo bo chcemy trochę pieniędzy. Fentanl to taki syntetyczny opioidym, narkotyk, który w ostatnich latach szybko się spopularyzował w Stanach Zjednoczonych i faktycznie jest odpowiedzialny za rosnącą liczbę zgonów po przedawkowaniu. Rok temu około 8 na 10 wyborców w siedmiu kluczowych stanach uważało, że nadużywanie fentanelu jest bardzo ważną albo dość ważną kwestią przy podejmowaniu decyzji na kogo będą głosować w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich. Trump obiecywał, że ograniczy dostęp do tej substancji w Stanach Zjednoczonych. No więc ma fajną podkładkę do tego, żeby faktycznie uaktywniać się w tym zakresie. Przez ostatnią dekadę liczba zgonów w Stanach Zjednoczonych spowodowana przedawkowaniem narkotyków wzrosła do około 80 000 rocznie. Jeszcze w 2015 to było około 30 000 zgonów rocznie. A do tego jeśli chodzi o liczbę zgonów wywołanych przez syntetyczne opioidy takie jak fentanyl to w 2015 wynosiła ona mniej niż 30% wszystkich zgonów przedawkowania. Dziś jest to ponad 80% wszystkich zgonów od przedawkowania. No więc nie można na pewno powiedzieć, że problem fentanelu w Stanach Zjednoczonych nie istnieje. Także jest to jakiś powód do uaktywniania się w tym obszarze przez Donalda Trumpa. No warto jednak tu podkreślić jeszcze raz, że samo rozporządzenie Trumpa jeszcze nic nie znaczy. Dalej sąd może je zakwestionować i nie podzielać zdania, że to jest nadzwyczajne zagrożenie. Tak naprawdę do pełnoprawnego wprowadzenia celu byłaby potrzebna jeszcze zgoda Kongresu. Także chciałem zwrócić uwagę, że nic tu jeszcze nie jest finalnie przesądzone, przynajmniej w momencie kiedy powstaje te nagranie. W każdym razie pomińmy na razie te prawne dywagacje. Faktem jest, że Stany Zjednoczone mają w tej przepychance mocniejsze karty. Cła oczywiście również potencjalnie zaszkodzą im, ale skala tych szkód będzie dużo, dużo mniejsza niż w Meksyku czy Kanadzie, które są od Stanów Zjednoczonych o wiele bardziej uzależnione niż Stany Zjednoczone od nich. Można by więc w teorii zakładać, że jeśli Kanada i Meksyk przyłożą się do ograniczenia zmniejszenia importu entanylu do Stanów Zjednoczonych albo zadeklarują jakieś kroki w tym działaniach, no to Trump może równie dobrze szybko zmienić swoje rozporządzenie. Nie bardzo wiem co prawda co miałyby zadeklarować te kraje, zwłaszcza już ze strony kanadyjskiej. No ale okej. Tylko, że tak jak wspomniałem, wydaje mi się, że fentanel to głównie wymówka prawna, bo Trump postrzega cła głównie jako formę podatku, który Stany Zjednoczone będą nakładać na inne kraje w zamian za zapewnianie im ochrony i odgrywanie roli takiego światowego szeryfa. No trochę jak taki mafiozo, co przychodzi po haracz do baru. Prezydent Sanów zwrócił tu uwagę, że Stany ponoszą ogromne koszty związane z pilnowaniem światowego porządku i w związku z tym Trump uważa, że inne kraje albo powinny przemyśleć swój bilans handlowy ze Stanami Zjednoczonymi i zacząć w ramach tego zadośćuczynienia więcej kupować z USA albo pogodzić się z cłami, które mają odegrać rolę podatku, jakie to stany będą nakładały na swoich sojuszników w zamian za ochronę. No efekt jest taki, że gdyby cła wprowadzone przez Trumpa rozporządzeniem na początku lutego 2025 zostały z nami, to polityka handlowa USA stanie się najbardziej restrykcyjna od czasów II wojny światowej. Kanada i Meksyk do tego zapowiedziały już odwet wobec Stanów Zjednoczonych. Jeszcze premier Kanady Justin Trudo ogłosił wprowadzenie 25% ceł na amerykańskie z kolei towary, a prezydent Meksyku Klaudia Shainboundown również zapowiedziała jakieś działania odwetowe, które jeszcze nie zostały sprecyzowane. Chiny natomiast oświadczyły, że w odpowiedzi na 10% taryfy na chińskie produkty zastosują, cytuję, odpowiednie środki zaradcze, chociaż na razie nie ogłosiły żadnych konkretnych ceł ani żadnych konkretnych planów. Trump do tego ostrzegł też Europę, że ta też znajduje się na jego celowniku, no co potencjalnie też jest kolejnym zagrożeniem z kolei dla europejskich firm, które dalej nie potrafią wyjść z gospodarczego marazmu. Ale konsekwencje ceł dla Europy według przynajmniej raportu Banku PKO w sumie nie są takie straszne. Według nich wpływ amerykańskich ceł na europejskie PKB można zniwelować by obcięciem stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny o 0,5%. No więc tak naprawdę realny problem dotyczy głównie Kanady i Meksyku, a tu liczby są bezlitosne. Eksport Stanów Zjednoczonych do Meksyku to około 1,2% PKB USA, ale już eksport Meksyku do Stanów to około 35% PKB Meksyku. Z kolei eksport USA do Kanady to około 1,5% PKB USA, ale już eksport Kanady do USA to około 22% PKB Kanady. No więc jak myślicie, kto tutaj wygrałby to oblężenie, gdyby faktycznie się ono przedłużało? Odpowiedź jest dość oczywista. No niemniej jednak Stany Zjednoczone dalej odczułyby tego skutki. Według analiz JP Morgan utrzymanie zapowiedzianego stanu nowej rzeczywistości celnej oznaczałoby pewną niemalże recesję w Meksyku i Kanadzie oraz spadek tempa wzrostu PGB stanów o ponad 1%, wzrost bezrobocia i uszczuplenie budżetu każdego gospodarstwa domowego o średnio 1000 do$ar. Zastanówmy się jednak na chwilę, ile nominalnie Stany mogą zyskać na tych wprowadzonych cłach. Tu z kolei według szacunku Komitetu Odpowiedzialnego Budżetu federalnego cło na poziomie 25% dla Kanady i Meksyku oraz 10% dla Chin przyniosłoby do 2035 roku około 1,3 biliona dolarów dochodu netto. Ten dochód miałby zostać częściowo wykorzystany do zrekompensowania kosztów obniżek podatkowych. Jak być może niektórzy pamiętają coś śledzą bardziej amerykańską politykę. Trump nie tylko zapowiadał wprowadzanie ceł, ale również deregulację i obniżki podatków bezpośrednio dla Amerykanów. No więc można to wszystko skrócić do tego, że wizja Trumpa jest następująca. Do budżetu Stanów Zjednoczonych więcej mają się dokładać producenci zagraniczni, a mniej krajowi. No czy to takie proste? Na papierze na pewno tak, ale w rzeczywistości zawsze może się nie udać, bo w gospodarce trzeba myśleć nie tylko o tym, co widać, ale też o tym, czego nie widać. No i zmierzam do tego, że nie da się przenieść 100% kosztów ceł jedynie na zagranicznych producentów bez jednoczesnego przenoszenia części tych kosztów na konsumentów ze Stanów Zjednoczonych. Według analizy Tax Policy Center z października 2024 roku pierwotnie zapowiadane Cła na poziomie 20% na szczeblu ogólnoświatowym i 60% na towary z Chin, takie były na początku zapowiadane, doprowadziłyby do zmniejszenia się dochodu dla różnych grup zarobkowych w Stanach Zjednoczonych od 2 do nawet 3%. Oczywiście cła zatwierdzone przez Trumpa na początku lutego są niższe i obejmują mniej krajów, ale chodzi bardziej o mechanizm, o pokazanie, że mechanizm zubożenia konsumenta krajowego na bazie ceł również ma miejsce. No dobra, ale może nie trzeba się zastanawiać tyle nad skutkami wojny handlowej, bo przecież za pierwszej kadencji Trumpa wojna handlowa też miała miejsce. Mało tego, nie tylko wtedy, bo wojny handlowe to nie jest coś, co wymyślił Trump. Więc rzućmy trochę okiem na to, jakie skutki przyniosły wojny handlowe tego typu dawniej. Przykład historyczny, jakim może być tak zwany pozłacany wiek, czyli ostatnie 30 lat XIX wieku w Stanach Zjednoczonych, też dostarcza, chociaż był bardzo dawno temu, dużo ciekawych wniosków. Wtedy to Stany Zjednoczone podniosły cła do średniego poziomu 40 50% i miały na celu budowę tym własnej bazy przemysłowej. No ostatecznie tylko efekty tej polityki były takie sobie. Analiza tamtych danych pokazuje, że wysokie cła spowolniły wzrost produktywności w chronionych sektorach, prowadziły do większego rozdrobnienia firm, co też ograniczyło efekt skali, o którym mówiliśmy i podniosły cen produktów objętych cłami. Można to też zresztą zobaczyć na tym wykresie, który teraz widzicie. W branżach, których cła były względnie wyższe, była gorsza produktywność pracy, firmy były mniejsze, a zatrudnienie wcale nie było wyższe, a wręcz odwrotnie, było coraz mniejsze. Na osiach X macie tutaj wysokość ceł w danej branży względem średniej, a na osi Y mierzony konkretny wskaźnik gospodarczy jak produktywność, wielkość firm i tak dalej. To są jednak takie ogólne wnioski, no których mogliśmy już w sumie wyciągnąć na bazie tego, co do tej pory wcześniej sobie powiedzieliśmy. Więc zostaje nam tak naprawdę bardziej sprecyzowane i obecne pytanie, bieżące pytanie. Kto może teraz ucierpieć na tych cłach najbardziej? Jak to zyskać? No i tu też pojawiają się na horyzoncie jakieś sektory, które mogą coś zarobić i mogą coś stracić. Problemy mogą mocno dotknąć na przykład producentów samochodów, nie tylko chińskich, ale również japońskich, yyy, takich jak Toyota, Honda czy Nissan, bo ich kluczowym problemem są zakłady produkcyjne w Meksyku, skąd samochody trafiały na rynek amerykański. Podobnie południowok-koreańska Kia też posiada fabrykę w Meksyku i nawet amerykańska branża motoryzacyjna może odczuć negatywne tego skutki. W tym na przykład takie firmy jak General Motors Ford czy Stelantis, które mają złożone globalne łańcuchy dostaw i duże zależności od fabryk właśnie rozlokowanych w Meksyku czy w Kanadzie. No ale można też zobaczyć wygranych na horyzoncie potencjalnych wygranych. Na przykład w Azji mogą zyskiwać niektóre rafinerie ropy naftowej. Firmy takie jak SO mogą skorzystać na nowych taryfach, które to podniosą koszty importu ropy z Kanady i Meksyku do Stanów Zjednoczonych. No a to z kolei może poprawić konkurencyjność azjatyckich przetwórców ropy i zwiększyć potencjalnie ich marżę. Naturalnie w podobny sposób może też zyskać sektor wydobywający ropę i gaz w samych Stanach Zjednoczonych. Stany Zjednoczone są w końcu największym konsumentem ropy na całym świecie, a dzięki temu lokalni producenci mieliby lepszą sytuację konkurencyjną właśnie z tym większym kawałkiem tortu. Oclonach Kanada i Meksyk są też ważnymi źródłami żywności w Stanach Zjednoczonych. Mają one odpowiadać za 42% importu przetworzonej żywności do Stanów. No więc w efekcie rolnicy w USA teoretycznie mogą się cieszyć, ale już sieci handlowe i dystrybutorzy jedzenia, którzy ponoszą koszty zatowarowania swoich sklepów, mogą mieć jakieś w związku z tym problemy. No i przykładem takiej firmy z problemami może być chociażby Walmart. Cła to w tym wypadku naprawdę szeroki rozbudowany temat. A głównym problemem tego odcinka jest to, że przy obecnej formule ich nałożenia równie dobrze wszystko za 24 godziny może być nieaktualne. Dalej bowiem nie wiemy, czy to nie jest po prostu taktyka wywierania presji i potencjalnego nacisku na meksykańskich, kanadyjskich polityków. Trochę takie potrząsanie drzewem i patrzenie, co akurat spadnie. Próba wybadania co można uzyskać. Realne pytanie, na które nie znamy jeszcze odpowiedzi, to co tak naprawdę chcą Stany Zjednoczone, bo na pewno, na pewno nie chcą ceł na poziomie 25%. Takie sytuacje jednak zawsze dostarczają inwestorowi szansę i okazję. Dajcie znać, co wy o tych cłach myślicie. No i pytanie, czy wystarczy wam odwagi, żeby z tych potencjalnych okazji skorzystać. Ale jeśli wam wystarczy, to na pewno będziecie potrzebować do tego dobrego rachunku, na przykład takiego, jaki oferuje partner tego odcinka, Freedom 24. Freedom 24 to część notowanej na amerykańskiej giełdzie NZDAQ grupy Freedom Holding. I obecnie jeśli założycie tam konto korzystając z linka z opisu tego nagrania lub z przyjętego komentarza, to możecie uzyskać od trzech do nawet 20 darmowych akcji o wartości do 800 $ każda. Wystarczy otworzyć rachunek, wpłacić depozyt, podać kod promocyjny i już można odbierać akcji. Jeśli też chcecie poznać nasze bardziej bieżące zdanie na temat ceł, taryf, polityki Stanów Zjednoczonych, gospodarki, to już zapraszam do wersji premium DNA, gdzie można dołączyć do ponad 1600 innych inwestorów. Więcej na ten temat znajdzie na stronie premiumdarynków.pl. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]
