Dlaczego akcje nagle lecą w dół? Oto powody zmienności i lekcje dla inwestora! [Zmienność i Wycena Akcji]

Dowiedz się:

Chcesz zrozumieć, dlaczego ceny akcji gwałtownie spadają i rosną? Ten film analizuje zmienność na giełdzie, od stabilnych gigantów po dynamiczne spółki wzrostowe.

  • Co wpływa na nagłe wahania cen akcji?
  • Jak wyniki finansowe, rekomendacje analityków i newsy wpływają na rynek?
  • Dlaczego niektóre akcje reagują silniej na te same informacje?
  • Czym jest DCF i wartość rezyudalna i jak wpływają na wycenę?
  • Jak dźwignia operacyjna wpływa na zmienność spółek wzrostowych?

Odbierz do 20 darmowych akcji dzięki Freedom24 (link w opisie). Przekonuj się, jak zmienność wpływa na realne inwestycje. Zobacz analizę portfela Freedom24 i dołącz do strefy premium DNA Rynków.

Inwestowanie wiąże się z ryzykiem. Przeszłe wyniki nie gwarantują przyszłych zysków.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Akcje potrafią szaleć. Jednego dnia plus 30%, a za chwilę okazuje się, że połowa tego zysku znika w kilka godzin. No to dla wielu brzmi jak hasyno, brzmi jak hazard i dla wielu pewnie tak też wygląda, zwłaszcza jeśli nie siedzą głęboko w temacie żadnej konkretnej spółki. Tylko czy na pewno giełda to są takie losowe skoki cen? No nic bardziej mylnego. Różne firmy to różne historie i różne wyceny. Giganci rynkowi, starzy wyjadacze. Ich akcje nie będą latać jak szalone. To są spółki ze stabilną pozycją, a drobne korekty, prognoz czy jakieś zawirowania w sektorze nie zrabią na nikim wielkiego wrażenia. Żeby sobie zachwiać takim wielkim kolosem jak na przykład PZU, no to potrzeba prawdziwego tąpnięcia na rynku i tak samo potrzeba czegoś wielkiego, żeby ruszyć wtedy ceną akcji PZU. Popatrzcie zresztą sobie na taką Coca-Colę. No średni dzienny zakres wahań cen mierzony takim specjalnym wskaźnikiem ATR dla ostatnich 200 sesji to około 1,4% wartości, czyli jakieś 0,9 $ na akcję. No trochę nuda, nie? Ale weźmy sobie jakąś małą spółkę jak NSCALe. Modułowe reaktory jądrowe, firma, która bardziej przypomina startup jeszcze bez zysków. Tutaj każda plotka, malutka plotka, każda minimalna nawet informacja rynkowa może wywołać trzęsienie ziemi. Dzienna zmienność przeciętnie ponad 7,5%. Cztery razy więcej niż Coca-Cola. Skąd taka różnica? Co tak naprawdę napędza te dynamiczne wzloty i dynamiczne spadki na giełdzie? O tym opowiem wam więcej w tym materiale. Zapraszam. Partnerem odcinka jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na amerykańskiej giełdzie Nazdach. Załóż konto i odbierz do 20 darmowych akcji o wartości nawet 800 $ar każda. Dołącz do ponad 2100 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji dla każdego, w tym również dla ciebie. Dziękuję za wszystkie wasze prawie 70 000 subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją już teraz, bo jak tylko dobijemy do 70 000, to jak zapowiedziałem będzie specjalny odcinek, gdzie możecie pytać mnie o co tylko chcecie. [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] Żeby to sobie wszystko zrozumieć na początku, musimy odpowiedzieć sobie na dwa kluczowe pytania. Po pierwsze, co konkretnie wywołuje te nagłe dynamiczne wahania cen i po drugie, dlaczego niektóre akcje reagują na te same informacje znacznie, ale to znacznie mocniej niż inne. Zacznijmy sobie od odpowiedzi na pytanie: Jakie są najistotniejsze czynniki, które powodują te dynamiczne skoki i zjazdy cen pojedynczych akcji? Po pierwsze to klasyka, czyli wyniki finansowe. Sezon publikacji raportów wynikowych to jest prawdziwy festiwal zmienności, zwłaszcza na rynkach zagranicznych. No ciężko się dziwić, bo każdy inwestor czeka trochę na informację zwrotną, jak rynek przyjmie te cyferki, które spółki publikują w swoich raportach. Ceny akcji po wynikach często otwierają się potężną luką albo w górę albo w dół i nawet jednego dnia potrafią wygenerować zysk z całego miesiąca kwartału, a czasem nawet z kilku lat, albo go wymazać. Mówimy oczywiście o zysku na akcjach. Jeśli sobie spojrzymy na wykres czegoś, co nazywa się implikowana zmienność, czyli tego jak rynek spodziewa się, że będą występowały w przyszłe ruchy cen dla kilku popularnych spółek, to zobaczymy, że regularnie cztery razy w roku w okolicach właśnie publikacji wyników ta implikowana zmienność wystrzeliwuje totalnie do góry. Świetnym przykładem z ostatniego sezonu wynikowego jest taka firma jak Glanbia. Po publikacji wyników ogłosili oni, że zwijają jedną ze swoich marek spożywczych, Slimfast. Powód jest taki, że mieli obawę przed spadkiem popytu, bo na rynek weszły popularne leki na odchudzanie. A efekt jest taki, że akcje poleciały w dół o 14% na jednej sesji. To był ich najmocniejszy jednodniowy zjazd od 2019 roku. I nawet nie chodzi tylko o to, że same wyniki były słabe. Wyniki były okej. To nie była prosta historia, że przychody czy zyski urosły mniej niż rynek sobie zakładał. Wycofanie się z dużej marki było odebrane jako sygnał kapitulacji i sygnał potencjalnych poważnych problemów. No potraktowano to trochę jak dowód na to, że trendy rynkowe się zmieniają i w długim terminie ludzie mogą totalnie nie potrzebować produktów tej spółki. Czy tak będzie naprawdę, tego oczywiście nie wiadomo, ale to nie ma dużego znaczenia, bo giełda dyskontuje założenia co do przyszłości. Dlatego cena tak mocno tąpnęła. No bo nagle cała perspektywa firmy na kolejne lata musiała zostać według rynku napisana na nowo. Ale to też nie znaczy, że samo rozczarowanie w cyferkach nie może wywołać podobnej reakcji, zwłaszcza może ją wywołać na spółkach wzrostowych. Tam nawet niewielkie minięcie się z prognozami albo delikatne zaskoczenie na plus może spowodować albo prawdziwą lawinę, albo prawdziwą euforię. I o tym, dlaczego tak się dzieje. Ma to związek trochę z elementami wyceny spółek opowiemy sobie trochę później w odcinku. Ale raporty wynikowe to nie wszystko. Mamy też zmiany rekomendacje analityków i generalnie wszystkie nowe informacje, które mogą płynąć z branży. Ja wiem, wiem, że popularne jest gadanie, żeby ignorować sobie rekomendacje giełdowe, ale prawda jest taka, że bardzo często one jednak niosą ze sobą bardzo dużo wartości. Cena akcji nie spada i nie rośnie oczywiście tylko dlatego, że jakiś analityk zmienił sobie cenę docelową w Excelu. Spada lub rośnie, bo za tą zmianą ceny docelowej stoi jakiś argument, jakaś nowa informacja, jakaś zmiana perspektywy. Oczywiście najczęściej, no bo zdarzają się jakieś wyjątki, gdzie to po prostu jest trochę zmiana z palca, ale najczęściej jednak stoi za tym jakiś powód. Pomyślcie sobie o spółce e-commerce. Nagle na jej najważniejszy rynek wchodzi nowy potężny konkurent z grubym portfelem z zagranicy, gotowy walczyć do upadłego cenami. Albo na przykład spółka przemysłowa. Okazuje się, że nie ma wystarczających mocy produkcyjnych, żeby sprostać nadchodzącemu bumowi na jej produkty. No taki analityk, jeśli dostaje tego typu informacje trochę z nienacka, no to musi je uwzględnić w swoich modelach. musi uwzględnić, że potencjalnie jakaś spółka sprzeda mniej, bo wchodzi nowy konkurent, albo musi uwzględnić, że jakaś spółka musi dużo więcej wydać na jakichś nakładów inwestycyjnych, żeby temu popytowi sprostać. każdą taką plotkę, każdą zmianę, każdy niuans każdy stara się uwzględnić w swoich modelach wyceny. No i te modele wyceny potem generują jakąś zmianę ceny na końcu. I oczywiście ta zmiana ceny na końcu jest trochę z palca, ale powód jaki wygenerował tą zmianę wcale z palca nie jest. Jeśli na rynek wjeżdża nowy gracz i sypie promocjami z rękawa, no to cały misterny plan analityka, który sobie ułożył do tej pory, trzeba wyrócić do kosza i zbudować ten model na nowo. No i może się okazać, że zamiast pięknych zysków od przyszłego roku, które firma miała osiągać według poprzedniego modelu, trzeba będzie na przykład dokładać do interesu przez kolejne d trzy lata, żeby w ogóle zdobyć jakieś udziały w rynku albo utrzymać te, które się posiada. No i to musi mieć wpływ na obecną wycenę. I rynek oczywiście czasem reaguje na takie rzeczy przesadną paniką, dynamicznym spadkiem, czasem o kilkadziesiąt nawet procent i taki spadek może być przesadzony, ale wcale nie musi. Bardzo podobną zresztą sytuację mieliśmy też na naszej GPW, nie wiem czy pamiętacie, 12 stycznia 2023 roku. Raptem Allegro zrobiło plus 7% na jednej sesji. Dlaczego? tylko dlatego, że Szopie ogłosiło, że zwija się z Polski. No i niby irracjonalne, ale jednak nie, bo rynek po prostu zaczął dyskontować, że Allegro nie będzie musiało palić kasy na wojnę cenową z tym gigantem. Zresztą same rekomendacje też potrafią zadziałać trochę jak news, nawet jeśli nie ma w nich nic super odkrywczego. Rynek może po prostu założyć, że skoro analityk, który siedzi w tej spółce od lat i coś mówi, to raczej wie, co robi, tak? i część inwestorów tak na wszelki wypadek zacznie sprzedawać albo kupować akcje zawczasu. Taka reakcja trochę na zasadzie najpierw działaj, a potem przeanalizuj. No jeśli potem okaże się, że jednak z analitykiem się ktoś nie zgadza, no to zawsze można przecież sobie odwrócić pozycję i albo wrócić do niej z powrotem. No ale w momencie tego pierwszego napięcia są ludzie, którzy nie chcą stawać naprzeciwko kogoś, kto teoretycznie powinien znać się na rzeczy. Spójrzcie zresztą na tę tabelę, którą teraz macie przed sobą, która pokazuje jak zachowywały się kursy polskich spółek w dniu publikacji rekomendacji kupuj oraz w ciągu kolejnych dwóch i trzech dni. Co ważne, ta stopa zwrotu to różnica między spółką a indeksem WIG. Czyli jeśli WIG urosła 1%, a w tabeli mamy 0,98% to znaczy, że akcje tej konkretnej spółki wzrosły o 1,98%. No i jak widać rekomendacje kupuj mają realny istotny wpływ na kurs akcji. W tym krótkim te bardzo krótkim terminie. Spółki z pozytywnymi rekomendacjami radziły sobie zauważalnie lepiej niż cały szeroki rynek. No dobra, to wiemy już, że rynek potrafi dynamicznie szarpać sobie cenami i mniej więcej co na to może wpływać w tym krótkim terminie. A tak na dobrą sprawę należy to skrócić do emocji. Tylko dlaczego? Dlaczego niektóre spółki reagują na to aż tak mocno, a niektóre nie? Czy naprawdę ruchy po 20% w ciągu jednej sesji są racjonalnie wytłumaczalne? Lekkie rozczarowanie dynamiką przychodu, nie wiem, rzędu 2% uzasadnia spadek akcji o 20%. No na pierwszy rzut oka to brzmi głupio, ale jednak jakoś można wybronić takie zachowanie giełdy. I kluczem do zrozumienia tego fenomenu pewnie dla niektórych jest koncepcja zdyskontowanych przepływów pieniężnych, czyli czegoś co nazywa się DCFem i czegoś co nazywamy wartością rezydalną albo inaczej tą wartością końcową krańcową terminal value. Spokojnie, najpierw to brzmi dziwnie, ale zaraz sobie wyjaśnimy o co w tym biega. Tylko najpierw trochę kontekstu. Jeśli inwestujemy w jakąś spółkę, to tak naprawdę nie kupujemy tego, czym ona jest teraz. Kupujemy to, czym ona może stać się w przyszłości. Sama idea inwestowania to jest w końcu odroczenie tej bieżącej konsumpcji na rzecz potencjalnych niepewnych dodatkowych zysków w przyszłości. No dlatego kupując akcje nie chcecie, żeby firma jako biznes stała w miejscu i się nie rozwijała. Chcecie, żeby pracowała, żeby zdobywała nowe rynki, chcecie, żeby się rozwijała, chcecie, żeby wasze pieniądze razem z nią rosły. To może być dywidenda wypłacana co roku z zysków, może być jakiś skup akcji własnych, może być wzrost wartości całej firmy i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, co kto lubi. W każdym razie chcecie, żeby firma się rozwijała. No problem w tym, że nikt nie ma szklanej kuli, nikt nie zna przyszłości, więc inwestor musi trochę sam ocenić spółkę, w którą chce włożyć pieniądze. Musi oszacować, ile ta firma może być warta za kilka lat i na tej podstawie zdecydować ile jest gotów zapłacić za nią dzisiaj. Taką ocenę robi każdy inwestor z osobna, każdy uczestnik rynku indywidualnie, który klika kup albo sprzedaj w danym momencie. I w efekcie cena rynkowa to oczywiście wypadkowa wszystkich tych opinii, wszystkich przemyśleń, wszystkich emocji, wszystkich analiz. I jasne, część inwestorów podejmuje te decyzje emocjonalnie, inni podejmują je racjonalnie, a jeszcze inni stosują metody, które z fundamentami nie mają nic wspólnego, jak na przykład losowanie. Znam takich ludzi. Dlatego czasem na rynku pojawiają się jakieś nieefektywności, ale to nie znaczy, że rynek jest totalnie chaotyczny. działalność spółki, jej wyniki, jej perspektywy, to wszystko wciąż jest rdzeń tego, co dzieje się z kursem w długim terminie. Gwarantuję wam, że jeśli znajdziecie spółkę, która będzie przez następne 10 lat rosła po 50% na przychodach, to nawet jeśli za 2 lata ten kurs tej firmy będzie niżej niż obecnie, to potem będzie wyżej i tak dalej, i tak dalej. No i tu wracamy sobie do tej wartości rezydalnej, końcowej, tego terminal value. Chodzi o to, żeby oszacować wartość firmy w dalekiej przyszłości, na tym umownym końcu jej dynamicznego rozwoju, a potem na tej podstawie móc ocenić, czy ta dzisiejsza cena jest atrakcyjna. No i najbardziej klasyczna metoda do robienia tego to właśnie model zdyskontowanych przepyłów pieniężnych, czyli ten popularny DCF. popularny dlatego, że zaszyty niemalże w każdym modelu wyceny każdej firmy. Ma prosty cel oszacować ile firma będzie zarabiać, a dokładniej ile wolnej gotówki będzie generować za 5, 10 lat, a potem w tej nieskończonej przyszłości. I oczywiście ten model będzie się mylił, no ale każdy model się myli. Istotne jest to, żeby był jak najbardziej dokładny i wartość, którą wyjdzie nam z tego modelu, trzeba jeszcze sobie zdyskontować. są zdyskontowane przepły pieniężne. Co to znaczy zdyskontować? Czyli pomniejszyć wartość o koszt czasu, który musimy odczekać, zanim faktycznie firma dowiezie te prognozowane wyniki. Pomyślcie o tym sobie w ten sposób. M zamiast inwestować w tę spółkę, moglibyście przecież włożyć pieniądze na jakąś bezpieczną obligację skarbową, która daje 5% rocznie bez prawie żadnego ryzyka. No albo moglibyście wydawać te pieniądze tu i teraz i się cieszyć nowym samochodem, nowymi wakacjami, nowym robotem kuchennym, thmomiksem, cokolwiek. No i właśnie dlatego, że poświęcacie tą dzisiejszą konsumpcję na rzecz przyszłych niepewnych korzyści, to wartość tych przyszłych korzyści trzeba sobie obniżyć odpowiednią stopową procentową, która odzwierciedli wam ryzyko i odzwierciedli wam koszt alternatywny. No i odzwierciedli wam czas, jaki musicie odczekać. i w efekcie otrzymujecie tą dzisiejszą oszacowaną wartość analizowanej spółki. Więc krótko mówiąc, każda firma jest warta tyle, ile jej przyszłe przepływy zdyskontowane na dziś. No i tu właśnie leży odpowiedź na to pytanie, dlaczego jedne firmy są tak piekielnie zmienne, a inne są dużo mniej zmienne. Bo wyobraźcie sobie teraz, że inwestujecie w w młodą dynamiczną firmę. Ona jeszcze nie jest rentowna albo zarabia jakieś grosze, ale za to ostro walczy o udziały w rynku. Tnie ceny, żeby wykończyć konkurencję, a jej przychody rosną w tempie 50% rok do roku od trzech lat. Analitycy i inwestorzy próbują więc oszacować, jak szybko ta firma będzie dalej rosła przez kolejne 5 czy 10 lat. kiedy w końcu osiągnie rentowność, kiedy zacznie generować dodatnie przepływy, jak będą się zmieniać marże, czy będzie musiała emitować nowe akcje, żeby sfinansować się dalej, czy rozwodnie udziały akcjonariuszy i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Wyniki tych wszystkich szacunków, prognoz, obliczeń to jest właśnie postrzegana wartość tej firmy. Nie to, co dzisiaj sobą reprezentuje, tylko to, co będzie reprezentować za 10 lat. Jeśli ta nasza malutka, dynamicznie rozwijająca się firma będzie na początku swojej drogi i zaliczy nawet niewielki poślizg w stosunku do prognoz wzrostu, marży czy cokolwiek innego, no to ten pozornie malutki rozjazd będzie miał ogromny wpływ na cały model wyceny, na całą wartość końcową tej inwestycji, bo to wszystko dla takich malutkich firemek działa trochę jak efekt domina albo jak kto woli efekt motyla. Skoro przychody nie rosną w oczekiwanym tempie, mimo że firma dalej wydaje dużo na marketing, to albo spółka będzie po prostu rosła wolniej niż zakładał model, a to już gigantycznie coś zmienia, albo będzie musiała wydawać jeszcze więcej na pozyskanie klientów, a to z kolei oznacza, że później osiągnie rentowność, czyli później zacznie generować gotówkę i wszystko się rozwala. Taka drobna, malutka zmiana dzisiaj w perspektywie 10oletnich prognoz może prowadzić do drastycznych zmian w ostatecznej wycenie. W przypadku wielkich molochów, które i tak już rosną po 4, po 5% rocznie, fakt, że akurat raptem wzrosną o 3,8% rocznie albo o 5,6% rocznie w danym roku naprawdę niewiele zmienia, bo one już są rentowne, one już generują gotówkę i dlatego właśnie rynek tak brutalnie każe nawet najmniejsze rozczarowania względem oczekiwań dla tych najmniejszych spółek. I w dobie handlu algorytmicznego, gdzie wszystko dzieje się w oparciu o z góry zaprogramowane wcześniej schematy, to inwestor no nie może być czasem zdziwiony tymi kolosalnymi reakcjami na dane, które być może nawet na pierwszy rzut oka wydają mu się neutralne albo kompletnie inne nawet w odbiorze. Chcę wam to pokazać na takim bardzo uproszczonym przykładzie. Nie będziemy budować sobie skomplikowanych modeli, bo nie o to w tym odcinku chodzi. Skupmy się na przychodach firmy. I załóżmy, że wyceniamy ją stałym wskaźnikiem cena do przychodów. Mamy dwie ścieżki. W jednej ścieżce przychody rosną o 50% rocznie, w drugiej tylko o 40% rocznie. Zakładamy też, że rynek wycenia spółkę wskaźnikiem na poziomie cena do sprzedaży równym trzy i to się nie zmienia. Po prostu cały czas jest taka wycena. No to popatrzcie w scenariuszu, gdy przychody rosną o 40% zamiast 50% cena docelowa firmy po 10 latach jest 46% niższa niż w tym pierwszym. No niby bardziej optymistycznym wariancie, ale no nie aż tak na pierwszy rutoka innym, prawda? Na pierwszy lutoka mogłoby się wydawać, że wzrost o 40 czy 50% to i tak jest gigantyczna rewelacja, ale siła procentu składanego jest tu nieubłagana i te pozornie niewielkie 10 punktów procentowych różnicy w rocznej dynamice przychodów przekłada się na prawie podwojenie wartości firmy na przestrzeni całej dekady. I w tym prostym przykładzie wziąłem przecież pod uwagę tylko przychody, ale gdybyśmy uwzględnili cały model z zyskami, z przepływami, z marżami i tak dalej, no to różnica w cenie mogłaby być jeszcze większa. Dlaczego? No bo wtedy w grę wchodzi jeszcze coś, co nazywamy dźwignią operacyjną. Mała nierentowna firma planuje przecież stać się kiedyś rentowna, więc jeśli jej przychody rosną o 50%, jednocześnie poprawia ona marżę, no to jej zyski rosną jeszcze szybciej niż same przychody. Dlatego różnica w tej końcowej cenie pogłębiłaby się jeszcze bardziej. I właśnie z tego powodu, gdyby taka firma zaraportowała sobie wzrost przychodów gorszy o nawet jeden czy dwa punkty procentowe poniżej oczekiwań rynku, czyli niby niewiele, no to uruchamia się ten efekt domina. wartość może się skurczyć wtedy o 10, 20, a czasem nawet 30% w ciągu jednego dnia, bo raptem rynek musi założyć, że już nie będziemy mieli wzrostu o 50% rok do roku, tylko raptem będziemy mieli wzrost po 47% rok do roku. Niby niewielka różnica, ale na końcu tej drogi okazuje się, że jest kolosalna, jeśli chodzi o wartość firmy. I ten efekt domina będzie tym silniejszy, im młodsza jest spółka, im bardziej jest nastawiona na wzrost, im więcej w jej wycenie jest przyszłości, a mniej teraźniejszości. Jeśli mamy do czynienia z dojrzałym molochem, który rośnie o te kilka procent rocznie, a marża od 15 lat się nie zmienia, no to tu wahania wyceny nigdy nie będą tak drastyczne. I właśnie dlatego te ceny akcji potrafią się tak dynamicznie czasem zmieniać i jednego dnia lecieć w kosmos, a drugiego spadać do piekła. No i co? Mam nadzieję, że po tym materiale nie będziecie już zaskoczeni tym, że nawet jakaś mikroskopijna wydawać by się mogło zmiana tak mocno czasem potrafi wpłynąć na wycenę całego biznesu. Ale zmienność akcji może was nie interesować, jeśli dostaniecie je za darmolca. Partnerem tego odcinka jest Freedom 24 i od teraz możecie dostać, uwaga, darmową akcję już za wpłatę nawet 1000 €. Co tak jest? Ten próg został obniżony i jest już teraz bardziej dostępny dla każdego. Jak to zrobić, to już tłumaczę. Freedom 24 to część notowanej na amerykańskiej giełdzie nazdak grupy Freedom Holding. I żeby odebrać sobie darmowe akcje, trzeba założyć konto z linka w opisie albo w komentarzu, wpłacić odpowiedni depozyt i podać kod promocyjny i już możecie sobie odebrać jedną 4, 10 albo nawet 20 akcji. Wszystko zależy od tego ile wpłacicie. Wpłata 1000 € to ten minimalny próg i daje wam jedną akcję do losowania. Ale jeśli w całym okresie promocji sobie potem uzupełnicie depozyt do kolejnego progu, na przykład do tych czterech akcji od wpłaty 5000 € to dostaniecie po prostu kolejne, więc można to sobie dobrać potem w przyszłości. Lista akcji, które są dostępne w tym losowaniu widzicie teraz na ekranie i ja sam korzystam z firm 24 i prowadzę tam również dla was portfel publiczny, który mocno bije indeksy i który możecie śledzić w odcinkach na specjalnej playliście na kanale. O tutaj tak się ona nazywa. A jeśli chcecie być też bardziej na bieżąco z sytuacją na rynkach, to koniecznie sprawdźcie wersję premium portalu DNA, gdzie można dołączyć dziś do ponad 2100 inwestorów. Dostajecie tam codziennie różne analizy, przemyślenia o rynkach, o gospodarce, o spółkach i ode mnie, od całego naszego zespołu. A do tego macie możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości ponad 4 miliony złot. To duże pieniądze to pieniądze, które dają bardzo dużo rynkowych emocji, ale jednocześnie dają bardzo, bardzo dużo nauki i to właśnie naukę jestem ci w stanie zagwarantować. Więcej ten temat znajdziecie na stronie premiumdnarków.pl. Link jest oczywiście w opisie tego nagrania. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]

Przewijanie do góry