Uważaj na nagłówki! Jak media sterują Twoimi decyzjami na giełdzie? [Okładki Magazynów a Rynek]

Czy okładki magazynów to sygnał kontrariański?

Czy krzykliwe nagłówki w mediach finansowych rzeczywiście przewidują przyszłość rynku, czy może wręcz przeciwnie?

W tym filmie analizujemy wpływ medialnych narracji, takich jak okładki magazynów The Economist, Time czy Barons, na decyzje inwestycyjne i trendy rynkowe. Omawiamy mechanizmy psychologiczne, takie jak efekt pewności wstecznej i efekt dostępności, które wpływają na naszą percepcję medialnych doniesień.

Przytaczamy konkretne przykłady okładek, które zbiegły w czasie z odwróceniem trendów rynkowych, m.in. słynną okładkę „The Death of Equities” z lat 70. Analizujemy również badania statystyczne, które pokazują, że okładki The Economist i Time mogą rzeczywiście działać jako wskaźnik kontrariański, szczególnie w przypadku surowców. Z drugiej strony, okładki Baronsa, magazynu bardziej specjalistycznego, okazują się skuteczne w przewidywaniu trendów.

Jak inwestować mądrze, nie dając się zwieść medialnemu szumowi?

  • Bądź krytyczny wobec medialnych nagłówków.
  • Pamiętaj, że media opisują teraźniejszość, niekoniecznie przyszłość.
  • Skup się na długoterminowej strategii inwestycyjnej, a nie na krótkoterminowych wahaniach rynku.
  • Dokształcaj się i korzystaj z rzetelnych źródeł informacji finansowej.

Dowiedz się, jak rozpoznać manipulacje i inwestować, nie dając się wciągnąć w panikę ani euforię rynku. Odbierz darmowe akcje na Freedom24 i dołącz do Strefy Premium DNA Rynków, aby pogłębić swoją wiedzę inwestycyjną. Linki w opisie!

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Wyobraźcie sobie, że stoicie na plaży i patrzycie na morze. Jedna z fal rośnie, robi się większa i większa, a w końcu wali w brzeg. I to jest właśnie ten moment, ten największy hałas, największy rozgłos, ale to też moment, w którym fala się cofa i rynki finansowe i giełda działają dokładnie tak samo, kiedy na okładce The Economist pojawia się dramatyczny nagłówek w stylu niepowstrzymany wzrost Chin albo koniec dolara, to naprawdę często jest znak, że ta narracja, ten trend, ta konkretna panika albo euforia osiągnęła już masową świadomość i swoje szczyty. Tymczasem rynki mają to do siebie, że kiedy o czymś wiedzą już absolutnie wszyscy, to na tej wiedzy nie da się za wiele zarobić. Rynek dyskontuje przyszłość, a nie teraźniejszość. Gdy jakiś temat ląduje na okładce, to często przebył już długą drogę od jakiś pierwszych szeptów, przez analizę ekspertów po w końcu ten masowy uliczny odbiór. Polskich inwestorów ten temat powinien szczególnie interesować, zwłaszcza teraz, gdy właśnie The Economist opublikował niedawno okładkę z wielkim nagłówkiem Niesamowity wzrost. polski. No czy to jest symboliczny pocałunek śmierci i zapowiedź końca hossy na GPW i końca hossy naszej gospodarki? Czy może ten cały wskaźnik okładkowy to tylko taka trochę głupia ciekawostka, która w rzeczywistości absolutnie nic nie znaczy. W tym odcinku właśnie to sprawdzimy. Partnerem odcinka jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na amerykańskiej giełdzie Nasdaq. Załóż konto i odbierz nawet 20 darmowych akcji o wartości do 800 $arów każda. Dołącz do ponad 2200 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję za wszystkie ponad 70 000 waszych subskrypcji. Już pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją już teraz. [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] Na początek odpowiedzmy sobie trochę na pytanie, dlaczego te słynne okładki tak często pojawiają się tuż przed jakimś rynkowym przesileniem albo przed końcem danego trendu. Dzieje się tu kilka rzeczy na raz. Po pierwsze, ludzka potrzeba narracji. My ludzie nie lubimy chaosu i niepewności. Lubimy proste, zrozumiałe opowieści, które mają początek, środek i koniec. Gdy jakiś trend na rynku staje się bardzo silny, długotrwały, no to chcemy nadać mu jakiś sens. jakoś go sobie wytłumaczyć i właśnie wtedy do gry wchodzą media, które zaczynają ten trend szeroko opisywać, racjonalizować. Kiedy cena jakiegoś aktywa na przykład jakichś akcji rośnie od bardzo dawna, nagle wszyscy od taksówkarza po fryzjera chcą wiedzieć dlaczego, a redakcje popularnych magazynów dostarczają im jakichś prostych i przekonujących odpowiedzi, no to robi się jakieś FOMO. Po drugie, okładka w jednym z najpopularniejszych magazynów na świecie oznacza, że dosłownie, dosłownie wszyscy zainteresowani danym tematem, ale tak naprawdę zainteresowani już o tym wiedzą, już go rozumieją i co najważniejsze, już go dyskontują w swoich wszystkich decyzjach inwestycyjnych. A rynki nie lubią tłoku. Gdy wszyscy, którzy mieli już kupić dane jakie akcje jakiejś spółki, bo uwierzyli w świetlaną przyszłość i już je kupili, po prostu kończymy tym, że nie ma już kto kupować, żeby pchać cenę wyżej. Potem zaczyna się męcząca stagnacja, a potem jakieś spadki, no bo część osób po prostu zaczyna realizować te zyski. I po trzecie, występuje tu też coś, co można nazwać takim trochę opóźnieniem medialnym. Dziennikarze w przeciwieństwie do analityków czy inwestorów z reguły nie próbują przewidywać przyszłości. Ich zadaniem jest opisywanie i wyjaśnianie tego, co się dzieje albo co się stało. To, co jest istotne tu i teraz, a nie tego, co być może się wydarzy. Więc zanim dany temat trafi na okładkę jakiegoś magazynu, to musi najpierw DOS zostać bardzo szeroko rozpoznany i wielokrotnie potwierdzony. Dopiero wtedy taki przeciętny odbiorca chce o nim czytać i chce go zrozumieć. Dlatego właśnie okładka jest często sygnałem końca jakiegoś procesu, a nie początku jakiegoś procesu. No i do gry wchodzi też nasza ludzka ułomna psychika, a konkretnie coś, co psychologowie określają jako pamięć selektywna. Dlaczego tak dobrze i tak często pamiętamy właśnie te okładki, które rzekomo idealnie przewidziały punkt zwrotny na rynku? No to klasyczny przykład takiego confirmation bias, czyli efektu pewności wstecznej i efektu dostępności. Nasz mózg ma tendencję do zapamiętywania, szczególnie tych przypadków, które idealnie pasują do jakiejś większej atrakcyjnej narracji albo które zrobiły na nas nie jakieś szczególnie silne emocjonalne wrażenie. Słynna okładka magazynu Business Week z końca lat 70 wieszcząca śmierć akcji, która ukazała się tuż przed rozpoczęciem wielkiego, wieloletniego rynku byka w latach 80. No to jest już niemalże taka inwestycyjna legenda, bo perfekcyjnie wręcz wpasowała się w ten kontrariański, buntowniczy schemat myślenia. Nie pamiętamy jednak tych dziesiątek albo i setek innych znacznie mniej spektakularnych okładek, które nie miały absolutnie żadnego znaczenia prognostycznego dla rynku, bo po prostu po ich publikacji nic się nie wydarzyło. Nic wartego zapamiętania się nie wydarzyło. Im mocniej w świadomości społecznej zakorzeni się takie przeświadczenie, że okładki dużych czasopism są sygnałem kontrariańskim, tym bardziej będziemy zwracać na to wszystko uwagę. Inwestorzy, którzy głęboko wierzą w to, że media zawsze się mylą na rynkowych ekstremach, będą pamiętać przede wszystkim te okładki, które faktycznie z perspektywy czasu zbiegły się z odwróceniem jakiegoś trendu, bo nasza pamięć po prostu działa wybiórczo i preferuje to, co jest nietypowe, to, co jest dramatyczne i to, co jest wyraziste. Te przesadzone okładki, które akurat coś zajawiły w przyszłości, po prostu wyróżniają się na tle setek innych, które być może nawet i były trafne, ale jednocześnie nudne i mało spektakularne. Mimo wszystko jest jednak wiele przykładów, które każą nam podejrzewać, że być może coś jest na rzeczy, więc spójrzmy sobie trochę na nie. Czy rzeczywiście były sygnałem kontrariańskim, czy to jedynie efekt tej selektywnej pamięci. Na start zarzuciłem już przecież wcześniej absolutny klasyk gatunku, czyli okładkę The Death of Equities z końca lat 70. Ale pobawmy się jeszcze trochę i spójrzmy na kilka innych równie spektakularnych przykładów. W 2020 roku bardzo szanowany magazyn The Economist wypuszcza na rynek okładkę, która dumnie krzyczy Hossa Big Tech. Jak na złość było to dosłownie na moment przed gwałtownym covidowym załamaniem całego rynku akcji. No ale w sumie jeśli byśmy przeciągnęli prognostykę tej okładki na przykład nie na za chwilę po tym jak była panika covidowa tylko na rok dwa trzy do przodu to okazuje się że faktycznie hossa Big Tech dalej trwa. Natomiast w trakcie słynnej bańki internetowej sprzed ponad 20 lat, również znany magazyn Time wypuścił numer z dramatycznym pytaniem na okładce, czy to już koniec bumu. No i co? i zrobili to akurat w samym dołku przejściowej korekty tuż przed rozpoczęciem najbardziej szalonej euforycznej fazy tamtej legendarnej wtedy hossy. Od momentu publikacji tamtej okładki 14 września 98 roku indeks NASDAQ 100 do samego szczytu bańki zrobił jeszcze 270% wzrostu. Ale nie tylko na amerykańskim rynku akcji znajdziemy takie kontrariańskie perełki. 14 listopada 2009 roku pokazuje się The Economist z niezwykle optymistycznym tytułem. Brazylia startuje. Brazil takes off. Tylko, że akurat dokładnie wraz z publikacją tego entuzjastycznego numerum brazylijska giełda zamiast startować zaczęła gwałtownie lądować rozpoczynając wieloletni okres bessy i stagnacji. Okładka przedstawiała słynny pomnik Chrystusa z Rio de Janeiro, który startował w niebo niczym rakieta kosmiczna. No to chyba tej rakiecie zabrakło paliwa. Zresztą nie tylko na rynku akcji ten tak zwany wskaźnik okładkowy wydawał się przewidywać w cudzysłowie te punkty zwrotne. Podobnie było na amerykańskim rynku nieruchomości tuż przed wybuchem globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku. Wśród najbardziej znanych wtedy kontrariańskich okładek z tamtego okresu często przywołuje się takie dwa dość wymowne wydania z 2005 roku. Magazynu Time z hasłem Home Sweet Home oraz magazynu Fortune z równie sugestywnym tytułem Gorączka złota na rynku nieruchomości. Obie te okładki pokazały się niemal w samym szczycie gigantycznej banki spekulacyjnej na amerykańskim rynku nieruchomości. I co ciekawe treść samych artykułów, które znajdowały się w środku tych magazynów, jeśli ktoś faktycznie je przeczytał, ale przecież większość czyta tylko nagłówki, była w dużej mierze bardzo stonowana i bardzo, bardzo ostrzegawcza. Opisywały spekulacyjną gorączkę opartą na złudnym przekonaniu o rzekomo nieprzerwanym wzroście cen i na niezwykle łatwo dostępnych, często ryzykownych kredytach. jako zjawisko całkowicie oderwane od zdrowych ekonomicznych fundamentów. Autorzy tamtych tekstów w samych tekstach wyraźnie przestrzegali przed rosnącym ryzykiem, przed możliwymi dotkliwymi stratami, zwłaszcza tych mniej doświadczonych indywidualnych inwestorów. No ale przez te niezwykle wymownie optymistyczne i euforyczne jednak ilustracje na okładkach, oba te wydania dziś uchodzą za klasyczne podręcznikowe przykłady właśnie tego wskaźnika okładkowego. Na rynku surowców też znajdzie się coś ciekawego. Październik 2003 The Economist ponownie publikuje swoje wydanie pod niezwykle sugestywnym i akurat jednoznacznym tym razem tytułem koniec ery ropy naftowej. No i co się stało z cenami ropy naftowej zaraz po tym? Mały spoiler, oczywiście wzrosły i to nie byle jak, bo o 370% w ciągu zaledwie kilku kolejnych lat. Widzimy więc, że czasem, wcale nierzadko, ten słynny wskaźnik okładkowy rzeczywiście wydaje się działać. No tylko pytanie fundamentalne brzmi, jak często on działa? Ile razy na taką jedną spektakularną kontrariańską okładkę, o której potem wszyscy mówią przez lata, przypadają okładki, które zupełnie trafnie i bez większych emocji przewidują dalszy zgodny z okładką trend na rynku. 22 grudnia 2021 roku firma Spectra Markets opublikowała bardzo ciekawy wpis na swoim blogu zatytułowany właśnie Magazine Cover Indicator, w którym autorzy postanowili sprawdzić, czy ten słynny wskaźnik okładkowy ma jakikolwiek statystyczny sens i czy rzeczywiście występuje jakaś mierzalna negatywna korelacja między treścią okładek magazynów The Economist Time a późniejszym faktycznym zachowaniem cen różnych klas aktywów. Autor tego badania Brand Donell stworzył specjalną bazę danych, która obejmowała 63 wyselekcjonowane okładki obu tych magazynów opublikowane w latach 1997-2021. Żeby dana okładka mogła zostać w ogóle włączona do badania, to musiała spełniać kilka bardzo rygorystycznych kryteriów. Między innymi musiała jednoznacznie odnosić się do konkretnego rynku albo kraju albo klasy aktywów. Musiała mieć też wyraźnie jednoznaczny wydźwięk, czyli być albo niebywale bycza, albo niebywale niedźwiedzia i musiała pozwalać na zajęcie oczywistej kontrariańskiej pozycji inwestycyjnej. No czyli jeśli dotyczyła aktywa nieinwestowalnego, to nie miało to dużego znaczenia. No i co ciekawe, po przeanalizowaniu wszystkich tych danych okazało się, że okładki tych dwóch magazynów faktycznie mają kontrariański charakter. te optymistyczne, euforyczne okładki w większości przypadków, bo aż w 59% po miesiącu zapowiadały późniejsze spadki cen. Z kolei te pesymistyczne, wieszczące kryzys okładki zapowiadały w przypadku roku po ich publikacji w 60% aż straty. Ja wiem, że to nie są jakieś gigantyczne różnice od fifty fifty 60% albo 50 parę procent, ale przyjęcie prostej strategii inwestycyjnej, które polegało na zajmowaniu pozycji odwrotnej do przekazu danej okładki. skutkowało odpowiednio albo średnim rocznym zyskiem na poziomie plus 13% w przypadku okładek pesymistycznych albo plus 8% w przypadku okładek optymistycznych. No więc dało się na tym zarobić. Brand Donelli, autor badania, podsłował całą tę analizę jednym niezwykle zapadającym w pamięć trochę ironicznym zdaniem. Jeśli chcesz inwestować zgodnie z okładkami magazynu The Economist, to lepiej przygotuj się na około 10% straty w ciągu roku. Oczywiście uśredniając. Autor badania też pokazał dość jedną niezwykle ciekawą rzecz. Mianowicie chodzi o fakt, że okładki tych popularnych magazynów znacznie częściej mają negatywne nastawienie niedźwiedzie, a znacznie rzadziej euforyczne, czyli te bycze. W jego badaniu aż 39 analizowanych układów miało wyraźnie negatywny wydźwięk, a tylko 23 wydźwięk jednoznacznie pozytywny. No to też zresztą jest w pełni zgodne z dobrze znanym w mediach i pewnie też wam efektem, który nazywa się efektem negatywności. Straszące, dramatyczne okładki po prostu znacznie lepiej się sprzedają. Na pewno znacie to też z YouTubea i znacznie lepiej przyciągają waszą uwagę niż te nudne i radosne, albo jeszcze nie daj panie edukacyjne. Należy przy tym wszystkim jeszcze brać pod uwagę oczywiście fakt, że rynki finansowe, w szczególności rynki akcji co do zasady w długim, wieloletnim terminie po prostu rosną. Więc kiedy dodamy do siebie te dwa elementy przewagę negatywnych okładek i długoterminowy jednak trend wzrostowy na rynkach, no to widać, że ten schemat w naturalny sposób będzie sprzyjał statystycznemu występowaniu kontrariańskiego wskaźnika okładkowego, bardziej istotnego dla okładek pesymistycznych. Donelli dochodzi tu we wszystkim jeszcze do kilku kluczowych wniosków, z czego dwa są dla nas szczególnie interesujące. Po pierwsze, okładki magazynów takich jak The Economist czy Time faktycznie są lepszym wskaźnikiem kontrariańskim niż jakiekolwiek inne. Ale odwrócenie trendu rynkowego zaczyna się zazwyczaj niemal od razu po publikacji takiej skrajnej okładki i osiąga największą siłę mniej więcej po upływie roku, zaledwie roku. A co więcej, okładki o wydźwięku niedźwiedzim są statystycznie silniejszym sygnałem kontrariańskim, ponieważ już sobie powiedzieliśmy to większość rynków i aktywów znajduje się w naturalnym długoterminowym trendzie wzrostowym. Siłą rzeczy te negatywne mogą być bardziej kontrariańskie niż te pozytywne. A swoją drogą jak się spojrzało na wszystkie te okładki wyfiltrowane przez Doneliego to najbardziej skrajne i czyli najbardziej zyskowne wskazania po roku dają prognozy na rynku surowców. Kontrariańskie pozycje na surowcach zajęte zgodnie z sygnałami z okładek dałyby po roku średnią stopę zwrotu w wysokości aż 91%. W przypadku okładek niedźwiedzich, czyli grając na wzrosty, kiedy media wieszczą spadki i 27% stopy zwrotu w przypadku okładek byczych, czyli grając na spadki, gdy media wieszczą hossę. Donellly wrócił jeszcze do swojego badania w 2024 roku i tym razem dla porównania wziął okładki innego, równie znanego, ale znacznie bardziej specjalistycznego magazynu, czyli Barons z lat 1997-2024. I tu trzeba tylko pamiętać, że Barons jest zdecydowanie bardziej inwestycyjnym i fachowym magazynem niż sam The Economist, zarówno pod względem pokazywanych treści, jak i grupy docelowej. Baron to magazyn tworzony typowo dla aktywnych inwestorów i profesjonalistów z branży finansowej. w całości zorientowane na rynek i na konkretne decyzje inwestycyjne. A z kolei The Economist, no to magazyn przeznaczony dla znacznie szerszego grona osób, które po prostu śledzą bieżące wydarzenia na świecie. The Economist jest bardziej makro niż mikro. bardziej skupion na geopolityce i globalnej ekonomii niż na analizach poszczególnych rynków pojedynczych spółek czy portfeli. Podczas gdy w Baronsie da się znaleźć treści związane głównie z rynkami finansowymi, analizami spółek, strategiami inwestycyjnymi, no to w The Economyście są artykuły o globalnej polityce, ekonomii, technologii, społeczeństwie czy kulturze. Więc inwestowanie w The Economist to tylko jedna z wielu równorzędnych sekcji i dlatego właśnie te okładki z The Economist okazują się dużo bardziej prognostyczne niż te z Baronsa. I to samo wynika też z tej drugiej odsłony badania Doneliego. Okazało się, że okładki Baronsa absolutnie nie sprawdzają się jako wskaźnik kontrariański. Inwestowanie w kierunku przeciwnym do ich głównego przekazu nie tylko nie przynosiło zysków, wręcz przeciwnie generowało spore straty. Przeciętna stopa zwrotu z kontrariańskiej pozycji zajętej po pesymistycznej okładce wynosiła zaledwie plus 0,3% po miesiącu i aż - 1,9% po roku, a odsetek trafnych kontrariańskich sygnałów utrzymał się konsekwentnie poniżej 50%. Jeszcze gorzej wypadały okładki optymistyczne z Baronsa, które kontrariańsko sugerowałoby zgranie na spadki. Tu średni wynik takiej strategii to -5% po miesiącu i aż - 5,6% po roku przy skuteczności na poziomie zaledwie 40%. Przez skuteczność rozumiem tu procent przypadków, kiedy rynek faktycznie poruszał się w przeciwnym kierunku. Za to, co ciekawe, moi drodzy, inwestując zgodnie z sugestiami i analizami przedstawionymi na okładkach Baronsa i zamykając za każdym razem te pozycje po roku, to od 1997 do 2024 zarobilibyśmy imponujące 1800% całkowitej stopy zwrotu i dla porównania szeroki indeks SP 500 dał w tym okresie zaledwie około 800%. Jeszcze lepsza stopa zwrotu była w sytuacji, kiedy pozycje sugerowane przez Baronsa trzymalibyśmy w portfelu przez 2 lata. No jaki z tego wniosek? bardzo prosty. Analitycy z Barąsa po prostu dają całkiem niezłe i skuteczne piki inwestycyjne, które regularnie biły szeroki rynek. Ten sukces wynika z bardzo prostego faktu. No Barons jest po prostu bardziej specjalistycznym, bardziej finansowym magazynem skierowanym do bardziej świadomych i doświadczonych odbiorców i inwestorów. Plus Barons ma historycznie wyraźnie byczy profil redakcyjny. znacznie częściej zachęca do kupowania jakiś perspektywicznych akcji niż ostrzega przed nadchodzącymi spadkami. No i dlatego właśnie bije rynek w długim terminie, bo w długim terminie nie pobijesz rynku grając na spadki. To jest fizycznie nierealne. Nie drzyj się tak tu. Dlatego też granie przeciwko baronsowi jest trochę jak granie przeciwko rynkowi i uparte granie pod prąd dominującego długoterminowego trendu rynkowego, bo na rynku akcji co do zasady jest trend wzrostowy. Więc oto co z tego wszystkiego wynika dla nas w szerszym rynkowym kontekście. Po pierwsze okładki dużych opiniotwórczych czasopism biznesowych jak The Economist faktycznie czasem trafiają w sam kulminacji danej rynkowej narracji, czyli momencie, w którym temat już jest tak powszechnie świadomy, że nie jest w stanie wygenerować ponadprzeciętnych zysków. Ale dalej są to od setki rzędu maksymalnie 60% skuteczności. różne mechanizmy psychologiczne, tak jak nasza wrodzona potrzeba prostych narracji, nieuniknione opóźnienie medialne versus to, co się naprawdę dzieje. Yyy, czy wszechobecny efekt potwierdzenia sprawiają, że to właśnie te dramatyczne, skrajne i często przesadzone nagłówki są tymi, które zapadają nam w pamięć, a zapominamy o setkach innych, które nic więcej nie przyniosły. To doskonale tłumaczy, dlaczego tak chętnie i często wspomina się tą słynną okładkę Death of Equities, która ukazała się tuż przed spektakularnym odwróceniem wieloletniego trendu. No cóż. Dajcie znać, czy sami kiedykolwiek podjęliście jakąś konkretną decyzję inwestycyjną właśnie na podstawie okładki jakiegoś znanego magazynu i czy po dzisiejszym odcinku widząc tę głośną okładkę The Economist obawiacie się faktycznie bardziej czy jednak mniej o przyszłość polskiej giełdy. A moim zdaniem najważniejszy wniosek, który płynie z tego materiału i który każdy powinien wbić sobie do głowy, to że akcje w długim terminie po prostu rosną. Dlatego jeśli chcecie w długim terminie statystycznie zarabiać na rynku akcji to trzeba po prostu kupować, kupować i jeszcze raz kupować. Tylko i aż tyle. No aż żeby coś kupować, to trzeba mieć na pewno dobry rachunek, bo inaczej nic kupić się w ogóle nie da. Ja korzystam z Freedom 24, który jest częścią notowanej na amerykańskiej giełdzie NZDA grupy Freedom Holding. Jest tam masa, naprawdę masa dostępnych instrumentów i rynków niedostępnych nigdzie indziej. A do tego możecie odebrać sobie darmowe akcje na swój własny rachunek. Żeby to zrobić wystarczy założyć konto z linka w opisie albo w przypiętym komentarzu. Wpłaćcie odpowiedni depozyt, podać kod promocyjny i już odbieracie jedną, 4, 10 albo nawet 20 akcji. Wszystko zależy od tego ile wpłacicie. Żeby dostać jedną wystarczy już 1000 € wpłaty. A listę akcji, które można wylosować, no bo to nie jako losowanie, widzicie teraz na ekranie. Akcje po odebraniu oczywiście możecie sobie od razu sprzedać. I jeśli szukacie inspiracji na kup na kupienie jakiś innych, to zawsze możecie też podejrzeć specjalny portfel publiczny Freedom 24, który dla was prowadzę i który mocno bije indeksy. No ale opiera się na kupowaniu, a nie na kontrariańskich okładkach. Przy czym uprzedzam, że jest też bardzo ryzykowny. Podejrzeć go możecie również w linku w opisie tego materiału. A jeśli chcecie też sami lepiej wyłapywać takie spółki i te trendy na rynkach szybciej niż dziennikarze, to zachęcam też do sprawdzenia wersji premium portalu DNA, gdzie można dołączyć do ponad 2200 inwestorów, którzy codziennie dostają różne analizy, przemyślenia i o rynkach, i o gospodarce, i o spółkach ode mnie i całego naszego zespoła. do tego mają możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości ponad 4,2 chyba teraz miliona złotych. To duże pieniądze i dużo emocji, ale gwarantuję, że jeszcze więcej nauki. Więcej ten temat jest na stronie premiumdnarynków.pl. Link jest oczywiście w opisie tego nagrania. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]

Przewijanie do góry