Jak konflikt na Bliskim Wschodzie wpływa na GPW?
Bliski Wschód stanął w ogniu, a wraz z nim światowe parkiety. Uderzenie USA i Izraela na Iran wywołało na rynkach klasyczny scenariusz risk offychając indeksy w dół oraz windując ceny surowców. W naszej analizie omówimy, jak konflikt geopolityczny wpływa na polską giełdę, jakie spółki mogą czerpać korzyści z wojennej premii, a które z pewnością ucierpią na eskalacji napięcia. Przyjrzymy się również, jak zmieniają się notowania ropy naftowej i gazu, oraz jakie są perspektywy dla Polski w tej sytuacji.
Na początku marca indeksy w Polsce zaliczyły spadki, a pod presją znalazły się spółki lotnicze i turystyczne. Rainbow Tours, NTRR oraz Wirtualna Polska zanotowały gwałtowne spadki w reakcji na wzrost cen paliwa i obawy o sektor turystyczny. Z drugiej strony spółki energetyczne i zbrojeniowe, takie jak Orlen, Unimot czy KGHM, zyskały na fali wzrostów cen surowców i oczekiwań wzrostu zapotrzebowania na broń.
Jakie spółki mogą skorzystać na wojennej premii?
- Spółki energetyczne: Orlen (+5%), Unimot (+4%), PGNiG
- Spółki zbrojeniowe: Lubawa, ZREMB, Niewiadów, PGM
- Górnictwo: KGHM (wzrost cen miedzi i srebra)
Jakie są perspektywy na najbliższy czas?
Rynek reaguje na geopolityczne ryzyko, ale niektórzy analitycy uważają, że reakcja może być przejściowa. Jeśli konflikt nie będzie długotrwały, spadki mogą szybko się odwrócić. Warto jednak obserwować sytuację w porcie Ormus i ryzyko zakłóceń w dostawach ropy i gazu.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Bliski Wschód stanął w ogniu, a wraz z nim światowe parkiety. Uderzenie USA i Izraela na Iran wywołało na rynkach klasyczny scenariusz risk offychając indeksy w dół oraz windując ceny surowców. Dziś sprawdziliśmy, które spółki z GPW realnie ucierpią na blokadzie Cieśniny Orbus, a dla których wojenna premia stanie się paliwem do wzrostów. Ja nazywam się Rafał Leszek i zapraszam na omówienie tego ważnego tematu. A partnerami kanału są Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska, Dom Maklerski Navigator oraz Dom Maklerski Nobel Securities. Początek marca stoi pod znakiem nowej odsłony wojny na Bliskim Wschodzie. Prezydent Donald Trump podczas swego pierwszego publicznego wystąpienia od początku konfliktu powiedział, że przewiduje, iż potrwa ona od czterech do pięciu tygodni, ale nie wykluczył, że być może dłużej. Nie wykluczył nawet wysłania wojsk lądowych do Iranu. Sekretarz obrony Pete Hexet podkreślił, że prezydent ma pełną swobodę w decydowaniu o tym, jak długo potrwa wojna. Trump zdecydowanie porzucił język dyplomacji na rzecz retoryki siłowej. w swoim niedzielnym wystąpieniu z Mar Alago stwierdził, że USA nie szukają porozumienia nowego układu nuklearnego, ale końca reżimu, który przez dzięciolecia terroryzował świat. Dla inwestorów to sygnał, że konflikt może być długotrwały, a ryzyko geopolityczne nie zniknie w ciągu kilku dni. To, co budzi największe emocje, to możliwe zaangażowanie w konflikt sił lądowych. Amerykański prezydent wcale tego nie wykluczył. Na ten moment operacja pod hasłem Epicka Furia opiera się na lotnictwie, siłach specjalnych i zmesowanym ataku rakietowym. Inwestorów może też paraliżować nie tyle samo uderzenie, ale fakt, że Iran stracił centralne dowództwo, co może prowadzić do nieskoordynowanych chaotycznych ataków odwetowych na tankowce. Jak mówi Stout.pl, profesor Paulina Polko, kierownik katedry nauk o bezpieczeństwie z Akademii Wsb. Na pewno jest to kolejny zaostrzony, zapalny region na świecie i tutaj trzeba wiele ostrożności i wiele mądrości, której na razie nie widać ze strony przede wszystkim USA, żeby go rozwiązać. Wszystko tak naprawdę zależy od tego, na ile Amerykanie będą zdeterminowani, żeby kogoś obsadzić na pozycję lidera Iranu. Jeżeli im się rzeczywiście uda ze scenariuszem obsadzenia w tej roli Rezy Palao, najstarszego syna ostatniego szacha Iranu, Mohamada Rezy Pala obalonego w 1979 roku podczas rewolucji islamskiej, to na jakiś czas pewnie będzie spokój. Po tym, jak potwierdzono śmierć najwyższego przywódcy Alego Hamenejego, Iran stał się chwilowo państwem bez formalnego szczytu władzy. Władzę przejęła tymczasowa Rada Przywództwa, w skład której wchodzą między innymi prezydent Masud, Pezeszkien i szef sądownictwa. Ich realna kontrola nad krajem jest jednak kwestionowana przez radykalne frakcje wojskowe. Reza Palawii i inne grupy opozycyjne ogłaszają kolejną gotowość do przejęcia władzy, co budzi nadzieje na transformację, ale i też obawy przed wojną domową. Gospodarka, która już przed wybuchem wojny była w ruinie, teraz praktycznie przestała funkcjonować. Konflikt poważnie zakłócił ruch lotniczy na Bliski Wschód, a tysiące lotów zostało odwołanych. Uderzenie na Iran wywołało na rynkach klasyczny wstrząs typu Riskov. Inwestorzy gwałtownie uciekali od ryzykownych aktywów strony tak zwanych bezpiecznych przystani. Reakcja, jak podkreślają analitycy Saksobanku, jest zauważalna, lecz relatywnie umiarkowana względem skali ryzyka. Japonia zakończyła poniedziałkową sesję spadkiem zaledwie o 1,35% mimo gwałtownego wzrostu ceny ropy. A to o tyle zaskakujące, że w całości uzależniona jest od importu ropy i to jak analizuje Saxo niemal wyłącznie z krajów eksportujących surowiec przez Satokę perską oraz cieśninę Ormus. Europejskie giełdy zaliczyły największe spadki od listopada 25 roku. Na zamknięciu poniedziałkowej sesji indeks Eurostock 50 spadł o niecałe 2,5%. Niemiecki DAX o 2,56, a francuski CAC40 poszedł w dół o 2,17. Brytyjski FUTSI stracił z kolei 1,2%. W poniedziałek na giełdach w Europie zyskały akcje spółek energetycznych oraz zbrojeniowych, a straciły między innymi linie lotnicze oraz tur operatorzy. Rosnące ceny ropy naftowej poprawiły perspektywy przychodów firm energetycznych, a spółki zbrojeniowe zyskały na fali oczekiwań zwiększonych wydatków na armię. B system zyskał 4,5% najmocniej od sześciu miesięcy. Włoski Leonardo i niemiecki ręk zyskał po 2,5% i 3,5%. BP wzrósł o 3,5%, a o 3%. Akcje norweskich eksporterów ropy naftowej i gazu War Energii oraz Equinor zyskały po 6,8% kolejno. Pod presją były linie lotnicze z powodu obaw, że rosnące koszty paliw i możliwe zakłócenia w przestrzeni powietrznej uderzył w sektor turystyczny. Lufthaza spadła o 5%, a Airfrance KLM stracił 9,5%. Akcje TUI największej europejskiej firmy turystycznej spadły o 10%. Tracił sektor spółek hotelarskich. Akcore poszedł w dół o 9%. W dół poszły kursy akcji firm motoryzacyjnych. Stelantis stracił 7%, a na minusie były akcje europejskich banków. HSBC oraz Santander zniżkowały po 4,5 i5%. Punktualnie o 15:30 czasu polskiego amerykańskie giełdy otworzyły się na minusach, ale indeks S&P 500 odrobił straty z początku dnia. Tuż przed zamknięciem handlu NZAQ świecił już na zielono, podobnie Russell 2000. AJ Rajad Kasai przewodniczący do spraw badań w Perklis Capital i jeden z najczęściej cytowanych strategów w kontekście wpływu konfliktu w Iranie na rynki globalne, którego cytuje między innymi CNBC napisał, że ryzyko skrajne przedłużającego się konfliktu jest wyższe niż w 2024 czy 25, choć nie przewidujemy eskalacji wojny do punktu, który drastycznie zmieni perspektywy dla USA. Dodał jednak, że początek tego tygodnia to zbyt wcześnie, aby kupować akcje w czasie spadków. Zwłaszcza, że inwestorzy są przyzwyczajeni do szybkiej deeskalacji. John Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saksobanku, dodaje, że spółki sektora obronnego i energetycznego prawdopodobnie znajdą się wśród nielicznych relatywnych zwycięzców, podczas gdy większość pozostałych aktywów może znaleźć się pod silną presją. W warunkach szerokiej fali riskowof, jak zauważa Saxson, mogą również pojawić się nietypowe ruchy wynikające ze zdelewarowania zatłoczonych pozycji. Po porannej sporej przecenie w trakcie pierwszej w marcu sesji na warszawskiej giełdzie spadki wyhamowały, a główne indeksy traciły przed południem nie więcej niż 1,3%. Zdaniem analityków, z którymi rozmawiał Stokacz.pl, pl. Sytuacja na rękach akcji jest dynamiczna, a pod presją znalazły się spółki lotnicze i turystyczne. Akcje Rainbow Tour staniały na otwarciu GPW o 11,5%, blisko zamknięcia handlu o 7,5%. Jak mówi stokz.pl Piotr Poniotowski z biura makerskiego mBanku, gwałtowny wzrost cen paliwa lotniczego oczywiście może wpłynąć na obniżenie marży operacyjnej, ale spółka częściowo stosuje kontrakty zabezpieczające przyszłe ceny, co naszym zdaniem powinno zmniejszać ewentualny negatywny wpływ inflacji kosztowej. Z punktu widzenia fundamentalnego uważam, że spółka może utrzymać plan wypłaty dywidendy z wyników osiągniętych w zeszłym roku, a tworzenie wojennej poduszki bezpieczeństwa byłoby działaniem zbytecznym, przynajmniej na etapie obecnego rozwoju sytuacji. Dzisiaj wyceną giełdową rządzą przede wszystkim emocje i duża niepewność. Z fundamentalnego punktu widzenia nasza ostatnia rekomendacja dla Rainbow Tours brzmi: kupuj i weekendowe zdarzenia póki co jej nie zmieniają. Pewnie jest za wcześnie, by oszacować wpływ konfliktu na wyniki Rainbow Tours i innych to operatorów. Trzeba pamiętać, że z jednej strony ważnymi kierunkami dla polskiego turoperatora są Grecja i Turcja, z drugiej w ofercie są wycieczki do krajów Bliskiego Wschodu, a dalekie kodestynacje generują dla spółki najwyższe marże. Jak mówi stok.pl Adrian Kowolik z Value Research. Rainbow nie ma własnej floty charterowej, tylko korzysta z samolotów NTRR oraz lotu. Spółka korzysta z hedgingu. Natomiast wydaje się, że gwałtowny wzrost cen ropy, której cena może moim zdaniem dojść nawet do 100 do$larów za baryłkę w krótkim terminie odbije się negatywnie na wynikach spółki w tym roku. Odnośnie dywidendy uważam, iż Rainbow Tours ma bardzo solidny bilans i może sobie pozwolić na wypłaty wysokiej dywidendy mimo planowanych inwestycji w Rumunii oraz obecnych zawierowań geopolitycznych. Kurs Rainbow na zamknięciu poniedziałkowej sesji na GPW spadł o ponad 7%, NTRR o ponad 4%. Mocą przecen zaliczyła też Wirtualna Polska, właściciel takich platform turystycznych jak wakacje.pl, Travel Planet, Invia Group czy Sharllas Group. Na zamknięciu handlu kurs spadło o prawie 4,5%. W reakcji na amerykańsko-izrackie atak na Iran notowania ropy brand podskoczyły do 82,3 za baryłkę poziomu najwyższego stycznia 2025. Rynek tylko na chwilę się uspokoił, ale już we wtorek wróciła do mocnych wzrostów. Oczy inwestorów skierowane są z kolei cały czas na ciśnienę Ormoływa około 20% światowej ropy oraz znacznej ilości paliwa lotniczego, diesla i benzyny. Chociaż Iran technicznie cieśniny nie zablokował, transport jest ograniczony z powodu podwyższonego zagrożenia dla statków komercyjnych w regionie. Jak komentuje Tomasz Niewński z PKOP, z bazowych scenariuszy rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie wyłania się obraz prawdopodobnie kilkutygodniowego konfliktu z ryzykami cenowymi surowca do góry. Skala aprecjacji będzie uzależniona od ewentualnych zakłóceń wydobycia i transportu ropy w regionie. W przypadku opóźnień w dostawach prawdopodobny jest wzrost notowań BR do przedziału 80-90 $ar za baryłkę. Spadek produkcji może posłać cenę ropy w okolice 100 $ar. W skrajnym przypadku skuteczniej długoterminowej blokady cieśniny przez Iran prognozowany jest wzrost notowań Brenta do 140-200 do$arów za baryłkę. Aktualnie cieśniną przepływają głównie statki irańskie oraz poderą chińską. Państwo środka jest głównym odbiorcą surowca z Iranu, którego eksport w lutym prawdopodobnie przekraczał 2 miliony na baryłkę dziennie. Eksperci z banku PKO dodają, że wzrost cen ropy jest niewątpliwy i będzie widoczny na stacjach benzynowych, ale nie ma mowy o szoku. W porównaniu do historycznych szoków naftowych czy energetycznych obecny epizod jest mikroskopijny. Jak mówi doktor Jakub Bogi z epetrol.pl rzeczywiście należy trochę uspokoić nastroje, jeżeli chodzi o perspektywę polską. Sam PKN Orlen sugeruje, że nie ma powodów do paniki. Oczywiście te zwyżki są naturalną reakcją rynków na to, co dzieje się w regionie. Tą premią ryzyka, którą będziemy zapewne obserwować w przełożeniu także i na ceny paliw w Polsce. Spodziewamy się oczywiście biorąc pod uwagę to co dzieje się do tej pory kilkunastu, może kilkudziesięciu nawet groszowych zwyżek cen paliw podstawowych. Natomiast to nie będzie jednorazowy taki gwałtowny ruch, który dotknie kieszenie kierowców. On zapewne będzie się dokonywał systematycznie w najbliższych kilku, może kilkunastu dniach. Zmiana dotyczyć także może lub nawet musi gazu LNG, który jest z Kataru importowany przez wiele krajów i dla niego również cieśnina Ormus jest takim ważnym wąskim gardłem. jeżeli możemy tak powiedzieć, do dostania się do ostatecznych odbiorców. Ceny gazu w Europie wystrzeliły. W ciągu dwóch dni surowiec podrożał o 70% na fali obaw wywołanych przez wstrzymanie dostaw LNG z Kataru. Inwestorzy spodziewają się ostrej konkurencji o dostawy surowca. Według styczniowego raportu Komisji Europejskiej za drugi kwartał 25 dostawy LNG z Kataru stanowiły 4% gazu importowanego do Unii Europejskiej, w tym 8% LNG. W analizowanym okresie Katar był trzecim największym eksporterem skroplonego gazu na świecie z 19% udziałem w rynku. Jak zauważa Tomasz Niewiński z PKOBP, głównym odbiorcą katarskiego LNG jest Azja, lecz paliwo silnie zdrożało w Europie z powodu zaostrzonej konkurencji o dostępny surowiec. Według Reutersa Qatar Energy ma wstrzymać eksport LNG z powodu siły wyższej. Zdaniem niektórych uczestników rynku w przypadku krótkotrwałych zakłóceń dostaw skroplonego paliwa z Bliskiego Wschodu TTF może wdrożyć do 4050 € za megawhzin. Dłuższe zakłócenia rzędu trzech miesięcy mogą posłać notowania surowca w kierunku 100 € za megawodhinę. Sytuacje pogarszają obniżone zapasy paliwa w Unii Europejskiej wynoszące aktualnie niecałe 30% wobec na przykład ponad 38% rok temu. Wzrost cen ropy i gazu po ataku na Iran przekłada się na wzrosty notowań Orlenu oraz Unimotu. Orlen zyskał na koniec sesji ponad 5%. Kurs Unimotu poszybował w górę o ponad ctery. Pierwsza spółka zyskuje na wartości zapasów kupionych po niższych cenach oraz na spekulacje dotyczącej wyższych marsz rafineryjnych w obliczu globalnego deficytu diesla i benzyny. Z kolei ta druga jako importer paliw gotowych korzysta na zmienności rynkowej i skoku cen. Wygranymi poniedziałkowej zawiery rynkowej były spółki sektora zbrojeniowego. W górę potrzebowały między innymi akcje Lubawy, Zrębu, Niewiadów, PGM. Z żadnej z nich nie pojawiły się nowe informacje o kontraktach czy innych cenotwórczych zdarzeniach. Niemniej ruch ten można odczytywać jako grę po wzrost globalnego zainteresowania sektorem zbrojeniowym. Z kolei kurs KGHMU wspierało drożejące metale, w tym miedź oraz srebro. I w tym miejscu czekamy na waszą opinię. Jak wy widzicie konkretne spółki, które według was w obecnej sytuacji, która dzieje się na świecie jeszcze mogą zyskać, a które są zbyt wysoko wycenione i może czekać tąpnięcie. Jednocześnie jesteśmy ciekawi jak widzicie scenariusz GPW na najbliższy miesiąc. Czy jednak będą czekać na nas spadki, czy może jednak po szybkim zejściu w dół czeka nas jeszcze mocniejsze odreagowanie. Dziękuję za to, że oglądacie stokach.pl. My widzimy się w kolejnych materiałach.








