Czy grozi nam wojna kapitałowa USA-Chiny?
Donald Trump rozważa delisting chińskich spółek z amerykańskich giełd. Co to oznacza dla inwestorów i globalnej gospodarki? Dowiedz się z naszego filmu, jakie konsekwencje może mieć ten drastyczny krok. Analizujemy wpływ potencjalnego konfliktu na przepływy kapitałowe, wyceny spółek i strategie inwestycyjne. Omawiamy alternatywne rynki i możliwości dla inwestorów w obliczu rosnącego napięcia geopolitycznego.
W filmie dowiesz się:
- Czym jest delisting i jak wpływa na rynek
- Jakie są potencjalne konsekwencje usunięcia chińskich spółek z giełd w USA
- Jak może zareagować rynek i inwestorzy
- Jakie alternatywy mają inwestorzy zainteresowani chińskimi spółkami
- Czy wojna handlowa przerodzi się w wojnę kapitałową?
Partnerem materiału jest AXI. Sprawdź ofertę brokera! Link w opisie.
Inwestowanie wiąże się z ryzykiem.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Chiny pod koniec tygodnia w Szwajcarii usiądą po raz pierwszy do negocjacyjnego stołu ze Stanami Zjednoczonymi. To pierwsza taka sytuacja od rozpoczęcia wojen handlowych przez Donalda Trumpa i jak twierdzi strona chińska, spotkanie odbywa się głównie z inicjatywy Waszyngtonu. Strona chińska cały czas podtrzymuje swoje stanowisko, że nieuzasadnione jednostronne cła poważnie zakłócają stosunki handlowe i globalny ład gospodarczy. Strona chińska ma dalej trwać w przekonaniu, że do poważnych rozmów nie przystąpi, jeśli najpierw USA nie obniżą ceł. Takie stanowisko potwierdził rzecznik chińskiego MSZU Lin Jan. A czy USA są chętne do takich działań? Jeszcze w środę Donald Trump kategorycznie odrzucał możliwość zmniejszania dotychczasowych ceł nałożonych na państwo środka. Jak wyglądać będą rozmowy? Czy Stany zdecydują się na łagodzenie swoich działań? O tym informować będziemy na kanale, dlatego warto zostawić subskrypcję i dołączyć do 100 000 widzów. Przyszedł do nas przycisk. Pięknie wam za te wszystkie subskrypcje. Dziękujemy. W tym odcinku skupimy się na innym aspekcie. na czarnym scenariuszu, który oznaczałby niedogadanie się Chin ze Stanami, a w rezultacie Trump chcąc wywrzeć presję na stronę chińską mógłby rozważyć scenariusz wyrzucenia chińskich firm z obrotu na giełdach amerykańskich, a konsekwencje takiego ruchu byłyby potężne i trudno precyzyjnie ocenić następstwa takiego posunięcia. W kręgach okołoydenckich w USA coraz śmielej się o nim dyskuntuje, czy delisting firm chińskich miałby poważne konsekwencje? Oj, wygląda na to, że naprawdę bardzo, ale to bardzo duże. W tym przede wszystkim zmodyfikowałby między innymi przepływy kapitałowe. To science fiction, czy jednak scenariusz, który należy brać poważnie pod uwagę. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Partnerem tego materiału jest broker Axi, gdzie możesz handlować ponad 220 aktywami, w tym parami walutowymi. Minimalny depozyt wynosi zaledwie 5 $arów. Link do oferty znajdziesz w opisie. Jak to działa w świecie finansów? Zapraszamy do finansowej encyklopedii. Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy takie narzędzie wpływu na chińską gospodarkę ma sens, zacznijmy od podstawowej kwestii, czyli tego, dlaczego spółki lgną na amerykańskie giełdy. O tym, że Stany Zjednoczone są hegemonem globalnym, jeżeli chodzi o rynki finansowe, nie ma sensu kogokolwiek przekonywać. Tam jest największa płynność notowań. Tam jest zgromadzony, jak przystało na największą gospodarkę świata, najpotężniejszy kapitał. Tam wreszcie można uzyskać najkorzystniejsze wyceny. Postawmy się w roli spółki, która chce zoptymalizować wycenę swoich walorów, a jest to naturalne dążenie, ponieważ z tego w końcu akcjonariusze rozliczają zarządy, w tym w postaci zmiennych składników wynagrodzenia, jak bonusów rocznych czy opcji menadżerskich. W jej interesie jest notowanie na rynku, który cechuje najwyższe wskaźniki giełdowe, na przykład prognozowany na rok naprzód CZ czy wskaźnik cena do wartości księgowej. Na czele takich rynków są właśnie Stany Zjednoczone. Oczekiwany przez konsensus analityków 12ięczny CZ, czyli cena do zysku, wynosi tam nieco ponad 20 punktów. Wysoka jest też wycena w oparciu o wskaźnik cena do wartości księgowej blisko 5 punktów. O wiele mniej mogą uzyskać korporacje, których papiery są notowane na innych wiodących giełdach we Frankfurcie, Paryżu, Londynie, Tokio, Szanghaju czy Hongkongu. Te rynki charakteryzują zdecydowanie niższe współczynniki. To oznacza, że emitenci pchają się do Nowego Jorku, żeby optymalizować wycenę akcji. Przykładowo na parkiecie NYSE są notowane akcje ponad 530 spółek z, uwaga, 48 krajów. A to tylko jedna giełda. Rynki finansowe służą też do mobilizacji kapitału. Świat jest zróżnicowany między innymi pod względem masy zakumulowanego kapitału, jak też stylu inwestycyjnego kapitałodawców. Więcej kapitału stwarza lepszą szansę, że emitent łatwiej i w odpowiednio wysokim wymiarze pozyska pieniądze na rozwój biznesu. A styl inwestycyjny też się tutaj liczy. Amerykańskie gospodarstwa domowe i inwestorów instytucjonalnych cechuje większa skłonność do lokowania pieniędzy na rynku kapitałowym w odróżnieniu od Europy, która jest bardziej zachowawcza i sporo odkłada w sektorze bankowym lub na rynku kapitałowym, ale w instrumenty mniej ryzykowne niż akcje, czyli mowa o obligacjach i ewentualnie ich innych pochodnych. Dzięki splotowi tych dwóch okoliczności wiele zagranicznych spółek decyduje się na pozyskanie kapitału w USA w ramach ofert publicznych w segmencie pierwotnym, czyli IPO, zanim papiery trafią do obrotu giełdowego, czyli trafią do tego segmentu wtórnego. Według danych udostępnionych przez J. Ritera z Warington College of Business. Trend coraz powszechniejszego ubiegania się przez firmy zagraniczne o kapitał w ojczyźnie wujka sama jest jednoznacznie widoczny. W ostatnich latach odpowiadały one za 30 nawet 40% IPO w Stanach Zjednoczonych. Można te dane jeszcze bardziej rozbić na czynniki pierwsze, koncentrując się na tym, kto najwięcej waży w ofertach publicznych przedsiębiorstw zagranicznych. Bardzo silnym graczem są Chiny, które wyciągają corocznie znaczące pieniądze od inwestorów uczestniczących w IPO. W latach 2016-2024 do ich kieszeni trafiło powyżej 40 miliardów dolarów. Jeszcze na początku XX wieku odsetek ofert publicznych z udziałem czerwonego smoka był niewielki. Start nastąpił przy skromnych 10%, lecz później systematycznie się powiększał do niejednokrotnie wysokich kilkudziesięciu procent. Ile chińskich spółek jest notowanych w USA według danych US China Economic and Security Review Commission na dzień 7 marca 2025 na trzech giełdach amerykańskich Nysse, Nasdaq i na Ameksie notowanych było 286 chińskich spółek o łącznej kapitalizacji przekraczającej 1,1 biliona dolarów. Wiele z nich jest rozpoznawalna powszechnie, bo mowa o takich spółkach jak Alibaba, Baydo czy Pinduo Duo, żeby tylko sięgnąć oczywiście po te najpopularniejsze i najwyżej wyceniane. Akcje 20 największych omawianych spółek były warte prawie 1 bilion dolarów. W grafice tej znajduje się też ważna kolumna, czyli tak zwany dual listing. W Hongkongu oznacza to, że papiery były nie tylko kwotowane w USA, ale również równolegle w Hongkongu, tudzież oczywiście są, a nie tylko były. Amerykanie wywierają potężną presję na relacje handlowe z Chinami. Drakońskie cła, czy to jest 145 czy 240% są już tak wywindowane w górę, że przestają robić na kimkolwiek wrażenie. Stany Zjednoczone mogą jeszcze sięgnąć po inną dźwignię wymuszenia na państwa, na państwie środka odpowiedniego zachowania zgodnie z interesami Waszyngtonu. Chodzi właśnie o omawiane wyrzucenie akcji i instrumentów opierających się na chińskich firmach z obrotu na giełdach w USA. O tym, że to nie jest jakieś urojony pomysł świadczy wypowiedź Scotta Besenta, sekretarza skarbu, która padła podczas rozmowy z Marią Barttiomu z kanału telewizyjnego Fox Business. Dziennikarka zapytała Besenta, czy możliwe jest wykluczenie papierów z Chin z notowań. Myślę, że wszystko jest na stole. powiedział amerykański decydent, który ma się spotkać z delegacją chińską na tym najbliższym yyy spotkaniu w Szwajcarii. W gronie republikańskim pomysły na zajęcie się chińskimi spółkami to nic nowego. Chyba najlepiej to, co myśli część obozu prezydenckiego, oddaje pismo, jakie skierował Rick Scott, republikański senator z Florydy, do Paola Atkina, czyli szefa SEK. Amerykańskie rynki kapitałowe są obiektem zazdrości wszystkich, zapewniający niezrównany dostęp do finansowania dla firm na całym świecie. Jednak ten przywilej wiąże się z obowiązkami, z których najważniejszym jest przejrzystość i przestrzeganie naszych zasad ujawniła i w tym ujawniania informacji finansowych. pisał Scott. Niepokojące jest to, że chińskie firmy nadal cieszą się dostępem do amerykańskiego kapitału, jednocześnie odmawiając gry według naszych zasad. 21 lutego bieżącego roku prezydent Trump podpisał memorandum America First Investment Policy o AFIP, bo tak wygląda ten skrót. Przestało się mówić powszechnie, ponieważ narracja publiczna skoncentrowała się na wojnie handlowej, ale to nie oznacza, że kiedyś ten scenariusz może się nie zmaterializować. Te chińskie firmy pozyskują również kapitał poprzez sprzedaż amerykańskim inwestorom papierów wartościowych, które są przedmiotem obrotu na amerykańskich i zagranicznych giełdach publicznych. Lobbing na rzecz dostawców indeksów i funduszy amerykańskich w celu uwzględnienia tych papierów wartościowych w ofertach rynkowych oraz angażowanie się w inne działania mające na celu zapewnienie dostępu do kapitału Stanów Zjednoczonych i towarzyszących mu korzyści niematerialnych. Tak, między innymi można przeczytać we wspomnianym dokumencie. Wcielenie w życie pomysłu usunięcia chińskich firm z obrotu giełdowego w USA miałoby parę kluczowych konsekwencji. Spółki nie miałyby już czego szukać w Stanach Zjednoczonych, dlatego żeby uzyskać notowania, skierowałyby swoje kroki gdzie indziej. Niektórzy w obliczu niepewności co dalej podejmują już teraz działania zaradcze. Na taki ruch zdecydował się Shin, jedna z większych platform e-commerce w dziedzinie odzieży. Reuters doniósł 11 kwietnia powołując się na dwa źródła zaznajomione ze sprawą, że spółka dostała zgodę brytyjskiego nadzorcy rynku finansowego FCA na pierwszą ofertę publiczną w Londynie. City nad Tamizą to wciąż jedno z centrów finansowych. Dlatego jednym z trendów po ewentualnym wyrzuceniu chińskich firm z notowań w Stanach Zjednoczonych będzie ubieganie się emitentów o kwotowania na innych wiodących giełdach. Skorzysta na tym zapewne Europa i Azja. Sytuacja stanie się bardziej skomplikowana, gdy uwzględni się już notowane podmioty, bo co teraz mogą zrobić ich akcjonariusze, żeby utrzymać ekspozycję na drugą największą gospodarkę świata? No i tu niestety, ale to zależy. Wcześniej wspomniałem o dual listingu w Hongkongu. Z wyliczeń wynika, że 68% firm spośród setki największych firm chińskich listowanych w USA jest tylko tam notowanych. nie ma równoległego miejsca kwotowania właśnie w postaci Hong Kongu. Po wyrzuceniu ich z obrotu giełdowego w Stanach Zjednoczonych akcjonariuszom takich spółek przyjdzie się jedynie modlić, żeby znalazły one szybko nowe lokalizacje dla kwotowań. A wielu inwestorów na wieść o zaprzestaniu obrotu w Nowym Jorku prawdopodobnie impulsywnie zareaguje pozbywając się chińskich walorów, nie chcąc tym samym brać udziału w sadze pod tytułem Co dalej z tymi papierami mogę zrobić? W lepszej sytuacji są akcjonariusze spółek obracanych na zasadach dual listingu. Nawet gdy giełdy amerykańskie zakończą notowania to zawsze pozostanie im jeszcze inny rynek. Tylko tu może pojawić się szereg utrudnień. Część inwestorów może narzekać, że w swoim handlu muszą uwzględniać strefy czasowe dzieląc dzielące ich miejsce zamieszkania od giełdy położonej w Europie lub Azji. Inwestorzy z USA brać będą pod uwagę również różnice kursowe, które nieuchronnie występują, gdy jednostką obrotu przestanie być dolar. Nie każdy z tego powodu będzie przeszczęśliwy. Liczyć się również należy z pewnymi ograniczeniami regulacyjnymi, jakim podlegać będą inwestorzy zagraniczni. Do kompletu najistotniejszych utrudnień warto dorzucić kwestie podatkowe. To da się pokonać, ale u większości inwestorów nieprofesjonalnych może wiązać się z dodatkowymi kosztami doradztwa podatkowego, aby nie być na bakier z lokalnym fiskusem. Wreszcie może zagrać zwykła ludzka wygoda. Jeżeli można napotkać tak wiele problemów po drodze, żeby uzyskać ekspozycję na Chiny, to pewnie część inwestorów po prostu udzieli się zrezygnowanie i poszuka szczęścia w innych aktywach. Ktoś powie, że przecież są jeszcze różne alternatywne systemy obrotu giełdowego na wzór naszego Global Connect, gdzie można szukać ekspozycji na przykład na państwo środka. I owszem, ale te rynki są niepłynne ze swojej natury, co przekłada się na wysokie spredy pomiędzy najlepszymi ofertami kupna i sprzedaży oraz mało konkurencyjne prowizje brokerskie. A i tak utrudnień się nie uniknie, choć nie po prawdzie dojdzie nowe podwyższone koszty handlu. Bez względu na to, czy sprawa będzie dotyczyć spółek notowanych tylko w USA czy na zasadach dual listingu, to zapewne dojdzie do ogromnych przesunięć kapitałowych, a te będą liczone w setkach miliardów dolarów. O tym, że to ryzyko wyrzucenia z obrotu jest niepomijalne, świadczy zachowanie się ADR-ów na chińskie akcje, czyli kwitów depozytowych wystawianych przez amerykański bank, które reprezentują akcje zagraniczne, które nie są notowane równolegle w Hongkongu. Wygląda to tak, jakby część inwestorów pozbywała się na wszelki wypadek papierów bez dual listingu. Wycofanie chińskich papierów z amerykańskich giełd wcale nie musi być najczarniejszym scenariuszem. Od trzeba będzie się trochę nagimnastykować, żeby w razie potrzeby uzyskać ekspozycję na akcje z Chin przez inne rynki. A co byłoby gdyby decydenci z USA zabronili w skrajnym przypadku swoim inwestorom posiadania walorów z państwa środka? Niedorzeczne? No wcale nie, bo o tym mówi się coraz głośniej w kręgach inwestorskich w sposób mniej lub bardziej formalny. Zamieszanie w krótkim terminie gwarantowane, czemu towarzyszyć będzie podwyższona zmienność na chińskich aktywach idąca za likwidowanymi setkami miliardów dolarów w papierach. Jednocześnie ban lub jakiekolwiek ograniczenia inwestycyjne sprawiłyby, że zniknęłoby lub skurczyłoby się jedno ze źródeł znaczącego popytu. Do sprawy odnieśli się 14 kwietnia analitycy Goldman Zaks, drugiego największego banku inwestycyjnego świata. W szczególności na rynkach kapitałowych inwestorzy kapitałowi są bardzo skupieni na odnowionym ryzyku wycofania chińskich ADRów z obrotu. Jak wskazano w polityce inwestycyjnej prezydenta Trumpa, America First Investment Policy sprzed dwóch miesięcy i ostatnich komentarzach sekretarza skarbu Besenta, a w bardziej ekstremalnym scenariuszu na ryzyku regulacyjnym ograniczającym osoby ze Stanów Zjednoczonych do inwestowania w chińskie papiery wartościowe, co według naszych szacunków może doprowadzić do sprzedaży akcji chińskich przez amerykańskich inwestorów w ramach likwidacji o wartości około 800 miliardów dolarów. Tak komentowali sytuację eksperci instytucji. Przewaga podaży nad popytem łączy się nieukronnie z przeceną aktywów. Tego tłumaczyć nikomu nie trzeba. To na pewno nie spodobałoby się chińskim decydentom, którzy sprawują kontrolę nad niektórymi wehikułami inwestycyjnymi lub podobnymi im tworami działającymi w imieniu państwa. A ponadto są zapewne w stanie zdopingować podmioty prywatne, żeby w odwecie pozbywały się amerykańskich aktywów. Z drugiej strony potencjalne ryzyko sprzedaży przez Chiny amerykańskich obligacji skarbowych i akcji amerykańskich, co według naszych szacunków może wynieść łącznie 1,7 bilionów dolarów oraz dążenie do znacznej dewaluacji waluty to tematy naszych rozmów z inwestorami makroekonomicznymi wyjaśnili finansści Goldman Zaks. Polscy inwestorzy zaangażowani w Chinach stoją nieco na uboczu, bo potencjalne przepychanki z listingiem chińskich firm w USA nie dotyczą ich zbyt dotkliwie. Kłopotem na pewno będzie posiadanie akcji chińskich, których jedynym miejscem notowania są Stany Zjednoczone. Wielomiliardowe wyprzedaże papierów z państwa środka, zwłaszcza jeśli dojdzie do tego, wyprzedaż odwetowo-amerykańskich aktywów doprowadzi do olbrzymich zawirowań cenowych. Ale później to wszystko się uspokoi i brokerzy europejscy i azjatycy wciąż będą handlować chińskimi aktywami w postaci akcji czy ETFów wszelkiej maści. Pytanie natomiast, czy na taki krok zdecyduje się administracja Donalda Trumpa, bo wtedy wojna handlowa przerodziłaby się w wojnę kapitałową o gigantycznych konsekwencjach i to nie tylko dla chińskich podmiotów, ale również dla amerykańskiej giełdy. W tym materiale niejednokrotnie wspominaliśmy o liczbie krajów i różnych podmiotów z różnych krajów, które na giełdy w Stanach Zjednoczonych się udają. A tego typu kroki jak ograniczanie dostępu do tak potężnego rynku wybiórczo poszczególnym krajom z pewnością wprowadziłoby duży chaos i zmniejszyło poziom zaufania do giełdy w Stanach Zjednoczonych. A o tym, że Donald Trump może zdecydować się na kroki wstecz i zdjąć w ogóle możliwość opcji atomowych takich jak chociażby ta przez nas tutaj omawiana. nikogo przekonywać nie trzeba. Niejednokrotnie w czasie swoich pierwszych 100 dni robił te kroki w tył. fakt oznajmiając sytuację zwycięstwa, że osiągnął sukces i tak dalej, co można oczywiście tylko i wyłącznie przypisać jego sposobie wypowiedzi i funkcjonowania, bo to sukcesem sukcesami absolutnie się nie kończyło. Chociażby sprawa z Jeromeem Powelem, który ostatecznie spokojnie może dokończyć swoją kadencję jako szef Fedów do maja 2026 roku. I tutaj może być podobnie, bo gdyby ten scenariusz był mocniej omawiany, to giełda może się mocno wystraszyć. A Donald Trump już w przypadku, gdy rentowności obligacji wędrowały, nie w te rejony, które by sobie tego życzył, był w stanie zdanie zmienić. Partnerem tego materiału jest broker akcji, gdzie możesz handlować ponad 220 aktywami, w tym parami walutowymi. Minimalny depozyt wynosi zaledwie 5$arów. Link do oferty znajdziesz w opisie. [Muzyka]








