WOJNA HANDLOWA. Co zrobią Chiny? Jak wygląda chińska gospodarka? [Wojna handlowa USA-Chiny]

Jak wojna handlowa wpływa na Chiny?

FXMAG 103 000 subskrybentów
16 374 648 16/04/2025

Wojna handlowa między USA a Chinami zaostrza się, a jej konsekwencje odczuwają globalne łańcuchy dostaw. Dawid Augustyn z FXMAG analizuje chińską perspektywę konfliktu, omawiając wpływ taryfy celne na eksport, potencjalne strategie Chin i możliwe scenariusze rozwoju sytuacji.

  • Eksport: Chiny, jeden z głównych partnerów handlowych USA, stoją w obliczu ogromnych czta, które utrudniają im sprzedaż towarów na amerykańskim rynku.
  • Łańcuchy dostaw: Zakłócenia w łańcuchach dostaw wywołane wojną handlową i pandemią stanowią poważne zagrożenie dla światowej gospodarki.
  • Strategie Chin: Chiny mogą odpowiedzieć na cta, przekierowując eksport do innych krajów, inwestując w firmy poza granicami i stymulując popyt wewnętrzny.
  • Wpływ na gospodarkę: Wojna handlowa może spowolnić wzrost gospodarczy Chin, a analitycy już rewidują prognozy PKB.

Dowiedz się, jak Chiny radzą sobie z presją ze strony USA i jakie kroki mogą podjąć, aby złagodzić negatywne skutki wojny handlowej. Posłuchaj analizy eksperta i poznaj potencjalne scenariusze rozwoju sytuacji.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

245%. To nie żart. Tyle wnoszą aktualnie cła na niektóre chińskie produkty importowane do USA. Są oczywiście wyjątki i to niezwykle istotne wyjątki. Wymiana ciosów pomiędzy Stanami a państwem środka trwa w najlepsze. A to zapewne dlatego, że Chiny zdecydowały się na działania Trumpa stanowczo odpowiedzieć. Popatrzmy w tym odcinku na chiński punkt widzenia. chiński eksport, łańcuchy dostaw i tego, czy Chiny rzeczywiście potrzebują Stanów Zjednoczonych. Stałych widzów proszę o kredyt zaufania w postaci łapki w górę. Ja nazywam się Dawid Augustyn, ty trafiłeś na kanał FX Mac, a to encyklopedia finansowa, w której przedstawiamy ważne rzeczy ze świata finansów w przystępny sposób. Aż 73% oglądających nie subskrybuje naszego kanału, przez co omija ich mnóstwo wiedzy. Dołącz do subskrybentów dbających o swoje finanse. Partnerem odcinka jest IForex Europe, gdzie możesz handlować za pomocą kontraktów CFD. Zapraszam do obejrzenia odcinka podcastu Pospekulujmy wydanego przez IFOREX. Link znajdziesz w opisie. Jak to działa w świecie finansów? Zapraszamy do finansowej encyklopedii. Walka o dominację wśród liderów światowej gospodarki rozpaliła się do czerwoności po tym, gdy w kwietniu Amerykanie w sekwencji podwyżek taryf celnych na produkty chińskie sprawili, że eksport z państwa środka do USA stał się mało opłacalny. Chiny jako jedyne w odpowiedzi na cła wyznaczone przez Stany Zjednoczone natychmiast odpowiedziały ostrym odwetem. Rozjuszyło to Trumpa, który nie okazał wyrozumiałości i zaaplikował 245% cła. Z tej stawki są jednak wyłączone niektóre towary elektroniczne, które chętnie kupują konsumenci amerykańscy. Z ulgą odetknęli zapewne klienci iPhonów, bo z Chin pochodzi według szacunków Counterpoint, firmy analizującej globalny rynek nowoczesnych technologii, 80% produkcji sztandarowej marki Apple. Zadowoleniem przyjęli ogłoszoną decyzję akcjonariusze koncernu, gdy na liście wyłączeń taryfowych ujrzeli kod 8517 1300, bo identyfikuje on właśnie smartfony. Gdyby nie to, to jak donosiły media, cena typowego iPhona mogłaby zbliżyć się do 2000 zamiast 1000. W porównaniu z konkurentami akcje Apple od początku tego roku są głęboko pod wodą. Mimo odreagowania spadków, wzrostem na wieść o ulgowym potraktowaniu taryfowym papiery spółki i tak straciły w tym okresie prawie 17%. To odmienne niż w przypadku dwóch innych producentów telefonów. Chińskie Xiaomi zyskało w tej perspektywie niemal 27%, a koreański Samsung 6%. Według wyliczeń Capital Economics z rakońskich trzycyfrowych ceł wyłączona została 1/4 eksportu Chin do Stanów Zjednoczonych. Kuciesze firm i gospodarstw domowych, ponieważ sprzedaż niektórych produktów z czołowej chińskiej dziesiątki importu o wartości 130 miliardów dolarów niemal opanowała całkowicie rynek. Gdyby ich nagle zabrakło i trzeba było uganiać się za zamiennikami albo stałyby się piekielnie drogie, to uderzyłoby to po kieszeniach konsumentów. Konsole do gier, monitory, zabawki, smartfony, baterie litowoonowe, made in China mają co najmniej 70% udział w rynku amerykańskim. Eksport chiński do USA wyniósł w zeszłym roku około 463 miliardy dolarów, a państwo środka było jednym z największych partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych po Meksyku i Kanadzie. Teraz to może się zmienić, gdyż ukarane cłami wjazdowymi Chiny nie będą miały tak łatwo, żeby sprzedawać swoje towary w największej gospodarce świata. Chiny od lat coraz mocniej rozpychają się, jeżeli chodzi o udział w globalnym eksporcie produkcji przemysłowej. Jeszcze dwie dekady temu ten odsetek wynosił około 20%. Następnie według najświeższych danych UNTrade systematycznie powiększał się i dobił do prawie 40%. Analitycy rynków finansowych rozważają różne scenariusze na temat tego, w jakim kierunku potoczy się wywołana przez Donalda Trumpa wojna celna. Czy prezydent USA złagodzi swoje stanowisko, czy jednak wytrwa w uporze. A tak postępując ryzykuje, że inflacja pozostanie na podwyższonym poziomie za oceanem, a zatem nici z dalszego łagodzenia polityki pieniężnej przez rezerwę. Eksporterzy przeniosą koszty ceł na konsumentów, a do tego dojdzie do zakłóceń w łańcuchach dostaw. Rośnie opór wewnętrzny w Stanach Zjednoczonych. Liberty Justice Center, organizacja wsparcia prawnego złożyła pozew imieniu pięciu przedsiębiorstw niewielkich rozmiarów, aby zablokować wzajemne cła Trumpa. To co najmniej drugi pozew złożony w ostatnim czasie przeciwko władzom federalnym, który kwestionuje możliwość zastosowania w polityce taryfowej ustawy o międzynarodowych nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych do nakładania globalnych ceł. Niektórzy eksperci obawiają się tego, że będziemy mieć do czynienia z zakłóceniami w łańcuchach dostaw, które poprzednio dały się we znaki ich światowej gospodarce, gdy wybuchła pandemia COVID-19, a ludzie zostali zamknięci w swoich domach, żeby ograniczyć ryzyko przenoszenia się koronawirusa. Jest jeszcze pewnie za wcześnie, żeby wieścić tak czarny scenariusz. Niemniej niepokój pozostaje. Fing Tang Drewery specjalizujący się w analizach z dziedziny transportu morskiego opublikował parę dni temu dane, z których wynika, że coś niedobrego dzieje się w królestwie Neptuna. Specjaliści firmy pomodzyli, że znacząco wzrosła liczba odwołanych rejsów towarowych w marcu i kwietniu na szlakach wiodących po Transpacyfiku, transatlantyku oraz w relacji Azja. Europa Północna i może Śródziemna. W analizowanej perspektywie ekspertom wyszło, że 198 rejsów zostało odwołanych, podczas gdy w analogicznym okresie poprzedniego roku było to 135 takich zdarzeń. Na trasie Azja Zachodnia, wybrzeże Ameryki Północnej, przewoźnicy zwykle odwołują wiele rejsów w lutym z powodu chińskiego nowego roku, ale w kolejnych miesiącach ograniczają tę praktykę. Jednak w tym roku przewoźnicy nadal odwoływali ponad 40 rejsów z Azji, z do zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej miesięcznie, zarówno w marcu, jak i w kwietniu. Naszym zdaniem, czyli zdaniem ekspertów, amerykańscy importerzy wahają się czy wysyłać towary zacji do USA, nie wiedząc jakie nowe sła uderzą w nich, gdy odprawią swoje towary po przybyciu do Ameryki Północnej. W związku z tym po silnych wolumenach w okresie styczeń, luty, które obejmowały pewne zaopatrzenie wstępne, no bo importerzy ścigali się z czasem, żeby odpowiednio zatowarować się zapasami przed wprowadzeniem nowych taryf, przewoźnicy mogli spodziewać się niższych wolumenów przewozów oraz spowolnienia wzrostu importu w ujęciu rok do roku, no i też tak zwanych pustych rejsów. Kolejnym czynnikiem wpływającym na wzrost liczby odwołanych rejsów może być także taktyka przewoźników. Podczas gdy przewoźnicy i załadowcy negocjują obecnie nowe umowy o świadczenie usług od 1 maja, niektórzy przewoźnicy mogli odwołać rejsy, aby uzasadnić podwyżki stawek umownych na rynku, na którym zdolność przewozowa wydaje się być aktualnie ograniczana. Jedno drugiego oczywiście nie wyklucza, czyli wahania importerów i taktyki przewoźników. Ta sama firma co tydzień aktualizuje swoje szacunki szacunki. Mowa oczywiście o duary. Jeśli po 1 maja bieżącego roku liczba odwołanych rejsów nie zmniejszy się, to powody do niepokoju o zakłócenia w łańcuchach dostaw spotęgują się. Popatrzmy na sytuację z perspektywy historycznej, bo z niej płyną pouczające elekcje. Donald Trump już za czasów swojej pierwszej kadencji prezydenckiej wywijał szabelką. Ukarał taryfami Chiny w 2018. Cła sprzed lat zamroziły ilość towarów wysyłanych z Chin do USA w kontenerach i zmiana netto o 0% w ciągu 6 lat daje do myślenia. Gdzie się dwóch bije, tam ponoć trzeci korzysta. Beneficjentem napięć handlowych okazał się Wietnam, którego ominęły taryfy. Wolumen handlu kontenerowego w analizowanym okresie w tym państwie poszedł w górę o 45%. Według badania amerykańskich naukowców z 2024 roku dotyczącego podwyżek ceł przez USA wobec Chin w latach 2018-2019, wzrost ceł w USA o jeden punkt procentowy spowodował 1%ocentowy spadek handlu, co nastąpiło w ciągu roku po nałożeniu taryf. Świadczy to o wrażliwości wymiany zagranicznej na daninę, a do tego wcześniejsze cła nie były tak dotkliwe jak obecne, bo wynosiły od 10 do 16%. Co Chiny mogą uczynić, żeby poprawić swoją sytuację? W grę wchodzą trzy najbardziej prawdopodobne rozwiązania. przekierowanie eksportu chińskiego do innych partnerów handlowych, wykorzystanie spółek kontrolowanych przez własny kapitał zlokalizowany w krajach yyy oczywiście tych poza Chinami, które nie mają tak wysokich ceł na przykład Wietnam y i pobudzenie stymulusami fiskalnymi konsumpcji na rynku wewnętrznym. Cła z pierwszej kadencji Donalda Trumpa zmotywowały Chiny do zmiany swoich kanałów eksportowych. Państwo środka pogłębiło wymianę handlową tam, gdzie się bardziej opłacało. Szeroki potok towarów popłynął na wiele kontynentów. Chiny umocniły swoją pozycję w handlu z państwami Azji południowo-wschodniej czy Meksykiem. Wyciągając wnioski z historii można założyć, że Chiny postąpią podobnie tym razem. Nieprzypadkowo właśnie prezydent XI wybrał się z wizytami do Wietnamu, Kambodży i Malezji. A oczywistym kolejnym krokiem zdaje się poprawa relacji handlowych z Japonią czy Koreą Południową. Coś co ze względów historycznych nie zdawało się do niedawna takim oczywistym wyborem. Celem misji dyplomatycznych zdaje się uradzenie z partnerami. Jakie kroki należy podjąć, aby poprawić nadwyrężoną amerykańskimi cłami pozycję międzynarodową. Przy odpowiednim zarządzaniu regułami pochodzenia towarów znaczna część chińskiej sprzedaży mogłaby być reeksportowana. Zajmie to pewnie trochę czasu, zanim rozbudują się moce produkcyjne w państwach regionu, ale w końcu wszystko zaskoczy. Służyć temu będą napływy kapitału z Chin i pogłębienie kooperacji międzynarodowej. W czasach pierwszej wojny celnej z Donaldem Trumpem oczywiście intensywnie rozwijał się eksport na liny na linii Chiny Wietnam, który później w znacznej mierze był przekierowywany do USA. Jednocześnie chińscy kapitałodawcy sypnęli groszem w postaci wielomiliardowych bezpośrednich inwestycji zagranicznych dokonanych w Wietnamie. Trzecim działaniem może być wzrost popytu wewnętrznego w Chinach, co sprawi, że potrzeba eksportu towarów zmaleje, bo ich nabywcami staną się chińscy obywatele. Warto tutaj dodać, że znaczenie eksportu w przypadku chińskiej gospodarki maleje. W 2006 aż 36% chińskiego PKB stanowił eksport aktualnie. Jest to 19,7%. Zamiar pobudzenia popytu wewnętrznego pokazuje wypowiedź premiera Lee, który stwierdził, że rząd chce rozszerzyć popyt krajowy we wszystkich kierunkach, spokojnie radzić sobie z trudnościami i wyzwaniami wynikającymi ze wstrząsów zewnętrznych, promować konsumpcję, zwiększać popyt wewnętrzny. Rynki finansowe z Chin kontynentalnych wyglądają niecierpliwie i czekają na agresywniejsze wdrożenie pakietu stymulacyjnego o wartości 2 bilionów juanów ogłoszonego przez ogólnochińskie zgromadzenie przedstawicieli ludowych. Nie ogłoszono jeszcze żadnego nowego bodźca konsumpcji krajowej. Chociaż zwykle dobrze poinformowany dziennik South China Morning Post opublikował ostatnio materiał, w których podkreślono wysiłki lokalnych rządów w celu zapewnienia odpowiedniego stymulusa. Może to oznaczać, że wkróce on się pojawi. Mało kto liczy, że Chiny wyjdą z wojny handlowej z USA bez szwanku. Tak cukierkowo raczej nie będzie. Świadczyć o to mogą dane, jakie zaprezentowała ostatnio amerykańska federacja handlu detalicznego zwrzeszająca importerów. Widać wyraźnie cofnięcie się oczekiwań dotyczących wolumenu cargo przybywającego do Stanów Zjednoczonych. Jeszcze w lutym i marcu nie było tak źle. Kwietniowy odczyt wskaźnika był już kiepski. Ankietowani spodziewają się prawie 30% obniżenia ilości ładunków w imporcie. Analitycy firm inwestycyjnych pod wpływem agresywnej polityki celnej wymierzonej w Chiny dokonali rewizji prognoz dla wielu wskaźników makro, w tym dotyczących tempa wzrostu PKB tej drugiej co do wielkości gospodarki świata. Zgodnie z danymi MFW MFW w 2023 PKB było warte nominalnie około no niespełne 18 bilionów dolarów. Reuters świeżo wypuścił wyniki yyy ankiety przeprowadzonej na bazie opinii 57 ekonomistów. Konsensus prognoz dla wzrostu PKB w pierwszym kwartale tego roku zakładał ponad 5% dynamikę. 16 kwietnia pojawił się urzędowy odczyt wzrostu gospodarczego za pierwszy kwartał tego roku i wyszło 5,4% wzrostu PKB w chińskiej gospodarce. W całym bieżącym roku tempo wzrostu PKB zdaniem ankietowanych spowolni. do poziomu 4,5%, co sprawi, że spadnie nieco poniżej oficjalnego celu decydentów wynoszącego 5%. Słabiej ma też być w przyszłym roku, czyli w 2026, bo PKB ma wzrosnąć o 4,2%. Inflacja w Chinach natomiast spadła i to drugi miesiąc z rzędu. W warunkach deflacyjnych nie jest tak łatwo przekonać konsumentów, żeby kupowali na potęgę, bo jak mieliby ruszyć ochoczo na zakupy, skoro w przyszłości ceny mogą być niższe, spore nadzieje wiąże się z dalszym luzowaniem polityki monetarnej przez bank centralny, który niejednokrotnie obiecywał cięcia stóp. Ekonomiści przepytywani przez Reutersa sądzą, że Bank Ludowy Chin obniży je w tym kwartale o co najmniej 25 punktów bazowych. Inflacja natomiast wzrośnie do 4% w 2025, a w 2026 ma sięgnąć 1%. Choć oficjalne stanowisko w kręgach decydentów, czyli y członków partii ludowej mówią i zakładają cel na poziomie 2%. W przypadku inwestowania w chińskie spółki pojawia się jeden istotny problem, czyli możliwość wyrzucenia z amerykańskich giełd chińskich podmiotów. Jak to może wyglądać? Zapraszam do subskrybowania, bo ten temat omówimy w osobnym odcinku, oczywiście na naszym kanale. Jeżeli chodzi o ten odcinek, to już wszystko. Mam nadzieję, że przypadu. Zostaw łapkę w górę, no i subskrybuj po więcej informacji ze świata finansów. [Muzyka]

Przewijanie do góry