Kupowanie po wejściu do S&P 500 nie działa. 30 lat danych zaskakuje! [Analiza strategii S&P 500 i zyski przed wejściem do indeksu]

Strategia S&P 500 – czy kupowanie appena po wejściu do indeksu opłaca się?.

Analiza 30-letnich danych z indeksu S&P 500 pokazuje, że strategia „kupowanie tuż po wejściu do indeksu” w większości przypadków nie generuje zysków. W tym filmie przedstawiamy dowody, że prawdziwe korzyści finansowe związane z indexem kryją się w inny sposób. Przeanalizujemy, co dzieje się przed, podczas i po dodaniu firmy do S&P 500. Dane wskazują, że średnia stopa zwrotu akcji dodanych do indeksu po jednym miesiącu to zaledwie 0,1%, a po trzech miesiącach – 0,9%. To znacznie gorszy wynik niż ogólna wydajność samego indeksu, który notował średnio 1% i 2% w analogicznych okresach. Czy istnieje alternatywa? Przeglądać zwracamy uwagę na strategię „kupowanie trzy miesiące przed wejściem do indeksu”, która w 29 z 30 lat podstawy wyprzedziła wyniki samych spółek. Dlaczego? Wskazujemy na kluczowy mechanizm: kombinację anticipatory tradingu (kupowania z wyprzedzeniem) i naturalnego momentum firmy. Wykorzystujemy kryteria wyboru potencjalnych kandydatów do indeksu – kapitalizacja rynkowa, rentowność, płynność i dyskrecję komitetu. Przeglądamy przykłady firm (np. Tesla, Block) i wskazujemy konkretne szanse na rynku już dziś.

  • Analiza 30-letnich danych z indeksu S&P 500
  • Strategia „kupowanie trzy miesiące przed wejściem do indeksu” vs „kupowanie tuż po konkursie”
  • Zachowanie cen akcji przed, po i podczas wejścia do indeksu
  • Anticipatory trading – jak firmy mogą prawdopodobnie wejść do indeksu?
  • Kryteria wyboru firm do indeksu S&P 500
  • Obecne wskazówki: Allam Pharmaceuticals, Marvel Technology, Ferguson Enterprises i Sienna Core – potencjalne kandydaty na S&P 500 w 2024 roku
Zobacz pełną transkrypcję filmu

Większość inwestycyjnych youtuberów powiem wam, że jeśli spółka wchodzi do S&P 500, no to kupować ją trzeba, bo cena urośnie. W końcu wchodzi do S&P 500. Fundusze pasywne muszą ją kupić. Popyt urośnie, brand będzie mocniejszy, sytuacja finansowa będzie lepsza. Brzmi logicznie, to prawda. Tylko, że my w DNA nie jesteśmy inwestycyjnymi youtuberami. Jesteśmy inwestorami i analitykami. I postanowiliśmy sprawdzić, czy to przypadkiem nie jest zwykłe pierdololo, bo gdyby ta narracja była prawdziwa, to przecież spółki wchodzące do S&P 500 systematycznie ubiłyby rynek przynajmniej w pierwszych miesiącach po swoim debiucie. Tymczasem statystyka mówi coś odwrotnego. Ups, 30 lat danych. I wniosek taki, że spółki wchodzące do indeksu w pierwszym miesiącu po debiucie średnio dają min 0,1%. Prawdziwy zysk jest do zrobienia, ale kryje się w zupełnie innym miejscu niż większość inwestorów by tego oczekiwała. Istnieje strategia związana z wejściem do S&P 500, która w 29 na 30 lat biła sam indeks. Rozkładamy dla was w tym materiale dane. Pokażę konkretne przykłady Tesli, Blocka, Applovin. Wytłumaczę jak znaleźć dzisiejszych kandydatów do indeksu i pokażę dlaczego ta standardowa narracja, żeby kupować gdy wchodzi się do S&P 500 jest dobra dla spóźnialskich. Zaczynamy. Apartnerem tego odcinka jest polska aplikacja inwestycyjna XTB, gdzie możecie sobie inwestować bez żadnej prowizji w akcje i w ETFY i możecie robić sobie to kompletnie bez żadnej prowizji, co chyba już mówiłem. No to jest jakby podwójna wartość. Bez żadnej prowizji to super. Do 100 000 € obrotu miesięcznie. Yyy, link w opisie. Także klikajcie, zakładajcie konta i inwestujcie. Inwestujcie. Najgorsze co można zrobić to nie inwestować. Nawet jak źle zainwestujecie to lepiej niż jak nie zainwestujecie, bo się czegoś nauczycie przynajmniej. No inwestuj skuteczniej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium DNA podobnie jak już ponad 5200 innych inwestorów. To najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już ponad 110 000 waszych subskrypcji dla tego kanału. To dla nas wiele znaczy, ale to dalej nie jest jeszcze milion, jeszcze tylko 890 000 i myślę, że to jest jednak kiedyś tam osiągalne. Więc pomóżcie nam, kliknijcie suba i pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać. Żeby sprawdzić moi drodzy czy wejście do indeksu rzeczywiście gwarantuje wzrost cen akcji potrzebna była dobra baza danych przede wszystkim nasza analiza objerała tu 30 lat historii indeksu konkretnie okres od 1996 do 2025 badanie podzielono na dwa główne etapy. Pierwszy z nich dotyczył czasu przed oficjalnym włączeniem firmy do indeksu, dokładnie trzy miesiące przed wejściem, bo to jest najczęściej moment, w którym na rynku pojawiają się pierwsze przewidywania, pojawiają się jakieś watchlisty. Inwestorzy mogą podjąć ryzyko i postawić na to, która spółka wywalczy awans. miesiąc przed wejściem również, bo to jest czas, w którym prawdopodobieństwo włączenia do indeksu jest bardziej podwyższone i część z tej watchy jest już usuwana i dosłownie na pięć sesji przed wejściem kluczowe kilka dni giełdowych, których zazwyczaj no nie chcielibyśmy, żeby tak było, ale przecieki już jakieś istnieją, po czym startuje dopiero faza, gdzie fundusze, inwestorzy próbują wyprzedzić jakieś ruchy innych graczy na rynku. Drugi etap badania skupi się z kolei na tym, co się działo po dołączeniu spółki do indeksu. Tu badane były stopy zwrotu po upływie jednego miesiąca i trzech miesięcy od wydarzenia. Do wyliczeń wykorzystano też ceny skorygowane, co jest bardzo ważne, bo oznacza, że uwzględniają zjawiska, które mogłyby sztucznie zniekształcić wykres, takie jak wypłaty dywidend czy na przykład splity akcji, albo czasem też scalenia. Dzięki temu badane są realne zmiany wartości, a nie żadne sztuczne przesunięcia na kursie. Na dzień wejścia pod uwagę wzięto też cenę z otwarcia notowań, a w pozostałych punktach odniesienia ceny zamknięcia sesji. Czyli interesuje nas tylko ten wielki łup, jak po prostu już spółka jest w tym indeksie nagle. No i mając taki fundament możemy przejść do konkretnych wyników i do co ważniejsze wniosków. Zacznijmy od momentu, w którym spółka świętuje swój sukces. Jak się zachowuje kurs po oficjalnym debiucie w indeksie. Moment świętowania tego awansu bardzo szybko mijam i inwestorzy, którzy decydują się na zakup akcji w dniu wejścia firmy do indeksu, no mają sporo czasu na weryfikację swojej hipotezy. Spójrzmy na czystą statystykę y dotyczącą tego, ile spółek w ogóle notuje jakiekolwiek zyski po dołączeniu do indeksu. Po miesiącu od włączenia do koszyka S&P 500% firm odnotowuje wzrost ceny swoich akcji. W u wyjęciu rocznym oznacza to, że w 18 latach na 30 badanych przynajmniej połowa debiutujących spółek przyniosła dodatnią stopę zwrotu. Ale ciężko mówić to jakimś wielkim sukcesie, nie? Połowa w połowie. Z kolei po trzech miesiącach od debiutu wzrostami może pochwalić się 53% podmiotów, a sytuacja, w której minimum połowa firm zyskiwała na wartości, powtarzała się w 17 z 30 badanych lat. To trochę przypomina jednak rzut monetą. No z jakimś tam większym przechyleniem na korzyść obstawiających wejście do indeksu, ale dalej w miarę rzut monetą. Liczby wyglądają stabilnie na pierwszy rzut oka. Jasne. No w końcu dodatni wynik notuje połowa stawki. Tylko same też dane o tym, czy cena wzrosła, czy spadła, nie pokażą nam precyzyjnie, czy wejście do indeksu dało ponad przeciętną szansę na pobicie szerokiego rynku, bo prawdziwą jakość inwestycji widać dopiero wtedy, kiedy zestawimy wyniki tych spółek z zachowaniem indeksu w tym samym czasie. I tu pojawia się spore zaskoczenie. Okazuje się, że średnia stopa zwrotu debiutujących spółek po pierwszym miesiącu wynosi skromne - 0,1%, w tym całym okresie cały indeks S&P 500 rósł średnio o 1%. Jeśli wydłużymy sobie nawet czas obserwacji do trch miesięcy, to średni zysk wchodzących do indeksu firm to 0,9%, a szeroki rynek notował w analogicznych momentach średni wzrost na poziomie 2%. Ta różnica staje się jeszcze bardziej widoczna, zwłaszcza wtedy, kiedy policzymy jak często ci nowo upieczeni członkowie indeksu okazują się lepsi od całego rynku. I w horyzoncie jednomiesięcznym średnia stopa zwrotu wchodzących spółek pokonała benchmark tylko w ośmiu z 30 badanych lat. W okresie trzymiesięcznym podbito to do 12 przypadków, ale to dalej jest skuteczność na poziomie 40%. Tu naprawdę nie ma wielkiego szału. Jasno widać, że po jednym i po trzech miesiącach od awansu spółki zachowują się zazwyczaj gorzej niż sam indeks S&P 500. I działo się tak niezależnie od tego, czy na giełdzie panowała ogólna hossa, czy ogólna bessa. Dlaczego powstaje pytanie w takim razie ci nowicjusze tak wyraźnie tracą siły i zaczynają odstawać od reszty stawki? I odpowiedź będzie bardzo prosta, kryjąca się w mechanizmie technicznym, w pewnym wygasaniu rynkowego momentum. Przed wejściem do indeksu wokół spółki jest często spore zainteresowanie. W momencie samego debiutu ten dodatkowy sztucznie napędzany popyt po prostu się wyczerpuje i już. To nie chodzi o to, że te firmy tracą jakieś magiczne fundamenty, że one stają się gorszymi firmami, nie tracą częściowo zainteresowanie, a to w zupełności w takim krótkim do średniego terminu wystarcza. Ale sprawdźmy teraz jak te same spółki zachowywały się przed wejściem do indeksu, czyli jak działa takie kupowanie alaplotek. Co dzieje się na tej ostatniej prostej? Najpierw zobaczmy w pięciu sesjach giełdowych bezpośrednio przed wejściem spółki do indeksu. To jest czas, kiedy zazwyczaj pojawia się już oficjalny komunikat o decyzji. Kiedyś ten krótki pięciodniowy okres był dla inwestorów źródłem bardzo wysokich zysków. Kiedyś dane historyczne pokazują, że do 2010 roku co najmniej połowa firm wchodzących do indeksu odnotowywała w tym czasie dodatnią stopę zwrotu i zyski jakie można było wtedy wypracować w tak krótkim horyzoncie to były naprawdę imponujące. W latach 96-2009 tylko w jednym roku, w 2002 średnia pięciodniowa stopa zwrotu była minimalnie pod kreską i wyniosła - 0,1%, w pozostałych przypadkach ceny akcji regularnie rosły tuż przed samym debiutem. To był kiedyś bardzo dobry okres, tylko że w kolejnych latach ta sytuacja uległa sporej zmianie. to już nie działa. Choć po 2010 roku ujemne średnie stopy zwrotu w tym pięciodniowym oknie były bardzo rzadkie, 3 na 16 lat, ale ogólne wyniki były dużo bardziej przeciętne. A tak stało się przecież pomimo tego, że w tym czasie przeogromny kapitał pasywny i ETFowy zaczął napływać na rynek. Skąd ten upadek pięciodniowego okresu, który dawał ponadprzeciętne zyski? Obecność innych uczestników na rynku, funduszy hedgingowych, funduszy też, które działają pod konkretne wydarzenia. Ci gracze nie czekają na sam wejścia spółki do indeksu jak inwestorzy pasywni, bo nie muszą. Oni realizują zakupy natychmiast w dniu ogłoszenia komunikatu przez komitet. I w tym krótkim okienku między tą zapowiedzią a faktycznym debiutem klasyczne fundusze ETF ze względu na swoje restrykcyjne działania najczęściej kupują akcje dopiero tuż przed włączeniem spółki do indeksu. Więc w praktyce oznacza to, że ci bardziej aktywni zarządzający są w stanie kupić akcje wcześniej i ubiec trochę fundusze pasywne. Przez co ta informacja o awansie zostaje w dużej mierze zdyskontowana przez rynek, zanim de facto tamci zdążą zareagować. Samo jednak upublicznienie informacji o rewizji indeksu bywa dla spółek faktycznie bardzo pozytywne i skala tego początkowego wzrostu zaraz po ogłoszeniu zależy mniej więcej od tego jak duże to było zaskoczenie. Im mniej rynek spodziewał się takiego awansu, im słabiej uwzględnił go wcześniej w wycenie, tym silniejszy i wyższy może to być nagły skok ceny na otwarciu. I tu faktycznie, jeśli ktoś sprawnie przewidzi moment tuż przed włączeniem, przed informacją komitetu o włączeniu do S&P 500, to w tym wąskim jednodniowym w sumie oknie jest w stanie bardzo dużo zarobić ponad rynek. Ale prawdziwy zysk kryje się na trzy miesiące przed faktycznym wejściem spółki do indeksu. W tym przypadku historyczne dane przynoszą zupełnie inne wnioski. Wcześniejsze zajęcie takiej pozycji dawało bardzo wysokie szanse, zarówno na dodatnią stopę zwrotu, jak i na solidne pokonywanie szerokiego rynku. No i główna przyczyna takich rezultatów jest bardzo prosta. Łączymy dwa silne mechanizmy. Naturalne momentum spółki i trochę handel wyprzedzający, tak zwane anticipatory trading. Pamiętajmy, że firmy nie trafiają do S&P 500 z przypadku. To nie jest losowanie na ślepo. Zazwyczaj to są takie firmy, które już wcześniej były w jakimś silnym trendzie wzrostowym, dynamicznie się rozwijały i to samo w sobie też przyciągało uwagę kupujących, bo zwiększało też obroty na tych spółkach. Gdy na rynku pojawiają się takie pierwsze przewidywania i rośnie prawdopodobieństwo, że dany podmiot ma realną szansę na awans, to inwestorzy, a przynajmniej ich część będą kupować akcje z dużym wyprzedzeniem pod takie potencjalne ogłoszenie. chcąc trochę ubiec te oficjalne ogłoszenie komitetu, załapać się na tą wąziutką jednodniową sesję, kiedy jest informacja i decyzja i potem otwarcie na rynku. I to podejście jest skuteczne. Widać to w statystykach. Jak spojrzę się na wskaźnik zyskownych inwestycji w horyzoncie jednego miesiąca przed wejściem do indeksu, to w ciągu całych 30 lat zaledwie pięć razy zdarzyła się sytuacja, w której przeważały ujemne stopy zwrotu. A jak rozciągniemy to na trzymiesięczną strategię, to wyniki są jeszcze bardziej jednoznaczne. To w całej tej historii tylko w dwóch latach cena akcji na trzy miesiące była przed debiutem, była wyższa niż w dniu samego wejścia do indeksu. Czyli w pozostałych 28 inwestorzy kupujący z takim wyprzedzeniem kończyli ten okres na plusie i większość z tych analizowanych lat charakteryzowała się wyraźnie podwyższonymi stopami zwrotu i w przypadku średnich i median. Gdy zestawi się te wyniki z wynikami wtedy całego benchmarku, no to okazuje się, że podmioty zakupione i miesiąc i trzy miesiące przed oficjalnym włączeniem do S&P 500 biły ten indeks w 29 na 30 badanych lat. No niby wszystko jest proste, ale to w takim razie trzeba jeszcze odpowiedzieć sobie na jedno pytanie, jedno zajebiście ważne pytanie. jak zidentyfikować spółkę, która ma realną szansę na wejście do S&P 500, bo cała ta strategia zależy tylko od tego, czy wytypujemy ją dobrze. Kryteria dołączenia do S&P 500 są publiczne. Można je na bieżąco weryfikować. Są cztery główne. Po pierwsze, kapitalizacja, po pierwsze, kapitalizacja rynkowa. Spółka musi mieć minimum teraz 22,7 miliarda dolarów wartości rynkowej. Ten próg nie jest stały, on jest podnoszony co jakiś czas. No teraz to jest 22,7 miliarda dolarów wartości rynkowej, czyli tak zwanego marketupu. Dziś na rynku w USA jest około 250 spółek powyżej tej kapitalizacji, które nie są w S&P 500. No to już jest jakaś pula kandydatów. Wbrew pozorom z całego grona amerykańskich firm, no to to jest całkiem wąskie grono już. Ale jest też drugi warunek, rentowność. Suma zysków netto z czterech ostatnich kwartałów musi być dodatnia. Tu nie będzie śmieciowych spółek. Najnowszy kwartał też musi być na plusie. To eliminuje większość spółek wzrostowych, które rosną bardzo szybko, ale dalej nie zarabiają. Snowflake przez lata był przez to eliminowany. Palantier był przez l przez lata przez to eliminowany. To bardzo mocno zawęża te 250 spółek. A do tego dochodzi jeszcze trzeci element. Płynność i freeat. Spółka musi mieć minimum 50% akcji w wolnym obrocie i konkretną wysoką dzienną płynność. To też eliminuje sporo spółek, gdzie są dominujący inwestorzy strategiczni. Z tego grona najczęściej zostaje jakieś 15, 20 możliwych firm, które są w stanie być włączone do indeksu. No i jest jeszcze czwarta zasada, niestety pułapka, bo ostateczna decyzja zawsze należy do komitetu S&P Dow Jones Indices, który zbiera się raz na kwartał i nawet jeśli spółka spełnia wszystkie kryteria w komitet, może ją pominąć i wybrać którąś z tych innych, która spełnia kryteria. Tesla była ignorowana przez ponad rok, mimo spełniania wszystkich kryteriów, zanim ostatecznie ją dopuszczono. Snapchat spełniał kryteria kapitalizacji od 2017 roku. Kilka lat spekulowano o jego wejściu do S&P 500. Analitycy wpisywali ją regularnie na watchlisty. Inwestorzy spekulujący kupowali w nadziei na wejście do indeksu. Snapchat nie wszedł nigdy, bo komitet ma władzę dyskrecjonalną i oni mogą wszystko. W praktyce wygląda to więc tak, że warto monitorować listę spółek powyżej tych 22,7 obecnie miliardów dolarów kapitalizacji, które jednocześnie są rentowne i mają dobry freelat i nie są w S&P 500. To jest watchlist i on wbrew pozorom nie jest zbyt obszerny. 15 do 20 spółek. A spółki z tej listy, które dopiero co zyskały rentowność albo dopiero co przebiły progi kapitalizacji, a wszystko inne miały jakby odhaczone już wcześniej, są bardzo prawdopodobnymi kandydatami w najbliższych kwartałach do wejścia do indeksu. Żebyście nie musieli teraz szukać i chcecie konkretne nazwiska z dzisiejszej watch listy. >> Daj, >> proszę bardzo. >> Nie wierzę. Allam Pharmaceuticals, Marvel Technology, Ferguson Enterprises, Sienna Core. Cztery spółki, które mają obecnie największą szansę i największe prawdopodobieństwo co do tego, że wejdą w rewizji czerwcowej do indeksu S&P 500. Ja osobiście myślę, że będzie to Marvel. Oczywiście to nie jest jeszcze gotowa hipoteza do inwestowania, ale jest to jakiś pomysł i najlepszą walidacją tej strategii jest fakt, że jedne z największych funduszy świata jej używają. Yale Endowment yy zarządzany przez Davida Swensena, naprawdę jednego z legendarnych inwestorów instytucjonalnych, miał bardzo dedykowaną strategię, która nazywała się Index Inclusion Arbitr, czyli jest to na tyle skuteczne, że zarządzający największymi uniwersyteckimi funduszami w USA traktują tę rozgrywkę bardzo poważnie. Więc czemu my byśmy nie mieli? Najważniejsza lekcja z tego tak czy inaczej jest taka, że na rynku najwięcej zarabią nie ci, którzy zareagują na wydarzenie, tylko ci, którzy dobrze je przewidzą. Inwestor, który reaguje na newsy zawsze będzie drugi i zawsze będzie wiecznie zdziwiony. Więc nie zdziwcie się, jeśli zobaczycie, że na przykład w czerwcu Marvel wejdzie do S&P 500. A sami dwa razy się zastanówcie, zanim podejmiecie decyzję o kupowaniu czegoś tylko dlatego, że weszło do indeksu S&P 500, bo jak widać, no to jeszcze naprawdę nic nie znaczy. Jeśli chcecie utrzymywać taką czujność na rynku i nie robić tego samodzielnie i jednocześnie poszerzać swój cały warsztat i wiedzę, to zachęcam już do sprawdzenia wersji premium portalu DNA, gdzie regularnie jest z nami ponad 5200 osób. Tam bieżący wgląd na to są naprawdę ważny na rynkach i nie warto czekać z dołączeniem. Wszyscy dostają codziennie różne analizy, przemyślenia o rynkach, gospodarce ode mnie i całego naszego zespołu DNA. Także mają możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach łącznej wartości prawie 9 milionów złot. Duże pieniądze, duże emocje, ale przede wszystkim masa nauki. I tą naukę mogę wam tylko obiecać i zagwarantować. Więcej na ten temat znajdzie na stronie premiumdranków.pl. Link w opisie do nagrania. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Pozdro 600 pery. Trzymaj się tam sztywno. Hello

Przewijanie do góry