Ten błąd niszczy wyniki inwestorów. Dywersyfikacja wcale nie musi pomagać! [Przedywersyfikacja i ryzyko]

Dywersyfikacja: Kiedy Zbytkowe Rozszerzanie Portfela Może Szkodzić?

Wiele inwestorów wierzy, że im więcej pozycji w portfelu, tym mniejsze ryzyko. Jednak jak pokazuje film, nadmierna dywersyfikacja może prowadzić do przedywersyfikacji – sytuacji, w której dodatkowe aktywa nie poprawiają wyników, a tylko zwiększają złożoność i koszty.

Analiza filmowa wskazuje, że kluczowe błędy inwestorów wynikają z:

  • Błędu niszczącego wyniki: Portfele z ponad 20-30 positionami często działają jak jedna duża inwestycja, tracąc łatwą kontrolę nad ryzykiem.
  • Mity nadmiaru: Sektorowe ETF-y czy produkty na USA i NASDAQ mogą się powtarzać, nie zwiększając dywersyfikacji ryzyka.
  • Kroczące w stronę chaosu: Więcej pozycji to nowe opłaty, podatki i konieczność ciągłego monitorowania, co ogranicza skuteczność decyzji.

Zostało potwierdzone, że optymalny numer pozycji to 10-25 aktywów. To wystarcza, by ograniczyć ryzyko firmy i sektora, ale dalsze rozbudowy portfela przez nadmiar ETF-ów lub sektorów mogą prowadzić do!

Film daje konkretne rekomendacje dotyczące selekcji aktywów i testowania ich korelacji, podkreślając, że skuteczna dywersyfikacja to nie tylko liczby, ale świadome łączenie instrumentów o różnej charakterystyce.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Większość inwestorów nie przegrywa przez brak dywersyfikacji, tylko przez nadmiar dywersyfikacji. Możesz mieć 15 ETFów, 20 spółek ekspozycje na cały świat czy na co tam jeszcze chcesz. A twój portfel dalej będzie działał jak jedna duża pozycja i co gorsze do tego będzie zarabiał gorzej niż prosty nudny portfel. Bo problem z dywersyfikacją jest taki, że działa, ale tylko do pewnego momentu, a potem zaczyna szkodzić. Inwestorzy kupują sobie kolejne ETFY, dokładają nowe rynki, nowe sektory, nowe okazje łapią, portfel rośnie. No i na pewno wygląda bardziej profesjonalnie, ale w praktyce zaczyna działać dużo gorzej. Zamiast lepszej ochrony mamy wtedy rozmycie wyników, a zamiast kontroli mamy chaos. No wyobraź sobie inwestora, który zaczyna bardzo rozsądnie i kupuje kilka spółek. Potem dokłada ETFa na S&P 500, potem na ZDAK, żeby mieć technologię, potem rynki wschodzące, żeby nie przegapić okazji, a potem surowce i potem jeszcze jeden ETF sektorowy. I po dwóch latach ma 35 pozycji i portfel wygląda dobrze, ale jego wynik po prostu przypło mi na średnią rynkową minus ten cały chaos decyzyjny. To jest moment, w którym dywersyfikacja przestaje pomagać. Jeśli chcecie wiedzieć jak tego uniknąć to koniecznie zobaczcie cały ten materiał. Zgarnij nawet 20 darmowych akcji o wartości do kilkuset dolarów każda. Załóż konto w Ferum 24 brokerze notowanym na amerykańskiej giełdzie Nazdach i zacznij budować swój portfel od darmowych akcji. A jeśli wystawiasz faktury z terminem płatności, to sprawdź faktora, dzięki któremu zamienisz je na gotówkę nawet 24 godziny i wzmocnisz płynność całej swojej firmy. Takie finansowanie uzyskuje się nawet do 15 milionów złot i to w 8 godzin można dostać tą decyzję. Najszybszy taki proces na rynku, a do tego przejrzyste warunki, indywidualne podejście. Więc jeśli macie problemy z czymś takim w firmie, to zdecydowanie pozwólcie sobie pomóc i sprawdźcie jak działa e factor.com.pl. Inwestuj skuteczniej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium DNA. Podobnie jak już ponad 4900 innych inwestorów. To najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już prawie 105000 waszych subskrypcji. Jeśli jeszcze nie jesteście z nami, to kliknijcie suba teraz i pomóżcie naszemu kanałowi dalej rosnąć. Wyjaśnijmy sobie na starcie kilka spraw, moi drodzy. Tak, tak, dywersyfikacja to jest jedna z podstawowych zasad inwestowania, tylko że często sprowadza się do banalnego kup więcej różnych rzeczy. Tylko, że w rzeczywistości chodzi o coś innego. Chodzi o rozłożenie kapitału tak, żeby wynik portfela nie zależał od jednego scenariusza. Nie od jednej spółki, nie od jednego sektora, nie od jednego rynku. To próba uniezależnienia się od pojedynczego błędu i głównym celem jest tu ograniczenie przede wszystkim ryzyka. Jeśli jedna inwestycja zawiedzie, to inne mogą częściowo to zrównoważyć. Dlatego inwestorzy łączą różne instrumenty i łączą różne klasy aktywów, bo dzięki temu portfel staje się bardziej odporny na nagłe, nieprzewidywane zdarzenia i mniej podatny na gwałtowne wahania. Nie chodzi więc o eliminację strat, tylko o amortyzowanie tych strat i utrzymanie większej stabilności całej inwestycji. Najbardziej popularnym sposobem takiej dywersyfikacji dla swojego portfela kiedyś był podział na akcje i obligacje. W długim terminie akcje miały generować wyższe stopy zwrotu, ale kosztem większej zmienności, a obligacje miały być dużo spokojniejsze i w momentach kryzysowych miały pełnić taką rolę stabilizatora. To było widoczne chociażby na przełomie wieków, kiedy po pęknięciu banki internetowej akcje przez kilka lat notowały ujemne stopy zwrotu, a obligacje zachowywały się dość stabilnie. Podobnie zresztą było w trakcie kryzysu w 2008 roku, no ale od czasu 2022 ten pomysł dywersyfikacyjny trochę się rozjechał. Zresztą opowiadałem o tym dokładnie w tym materiale. W każdym razie dywersyfikacja nie kończy się przecież na akcjach i obligacjach. Mogą do tego dochodzić całe rzesze innych klas aktywów. Surowce, metale przemysłowe, kryptowaluty, co tam wam fabryka dała. Inny poziom dywersyfikacji to z kolei geografia, bo rynki finansowe nie poruszają się synchronicznie dla całego świata. To co dzieje się w USA czy Europie nie zawsze powtarza się przecież w innych częściach świata. Na mapce, którą widzicie akurat teraz przed sobą pokazana jest roczna stopa zwrotu w różnych krajach. I dobrze widać jedną rzecz. Najwyższe wyniki wcale nie były też generowane na najbardziej oczywistych rynkach. Często to mniejsze giełdy jak Rumunia, jak Izrael dawały lepsze stopy zwrotu niż ci globalni liderzy. I to też jest ważna lekcja, bo inwestor skupiony wyłącznie na największych gospodarkach może przegapić dużo okazji. A w obecnym świecie inwestycyjnym naprawdę nie jest trudno zbudować sobie ekspozycje na takie okazje. Niszowe rynki są mniej popularne, mniej obgadane, ale właśnie dlatego czasem oferują ponadprzeciętne wyniki. Dywersyfikacja geograficzna to nie jest więc tylko sposób na rozproszenie ryzyka, tylko też na pewne wyjście poza te najbardziej oczywiste kierunki i łapanie okazji tam, gdzie większość inwestorów w ogóle nie patrzy. A do tego dochodzi jeszcze przecież dywersyfikacja sektorowa, technologia, energetyka, surowce, banki, każdy z tych segmentów potrafi reagować inaczej na zmiany gospodarcze. W jednym momencie liderem będzie jeden sektor, za chwilę inny sektor. Portfel, który uwzględnia to wszystko, jest dużo mniej podatny na gwałtowne wahania koniunktury. W praktyce więc możliwości dywersyfikacji jest od zarąbania, a jednak masa osób dalej robi to źle. Ten wykres, który macie przed sobą teraz, bardzo dobrze oddaje istotę dywersyfikacji. Na początku, gdy portfel składa się z kilku aktywów, wszystko jest bardzo skoncentrowane. Potencjalna stopa zwrotu jest bardzo wysoka, ale równie wysokie jest ryzyko. Wystarczy jedno rozczarowanie wynikami, jedna gorsza prognoza, problem polityczny w danym kraju i kurs będzie potrafił spadać o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent w jeden dzień. To sytuacja, którą wielu inwestorów zna aż za dobrze, szczególnie na rynku amerykańskim, gdy spółka podczas publikacji raportu finansowego nie spełnia oczekiwań analityków. I wraz z dodawaniem kolejnych spółek sytuacja zaczyna się jednak zmieniać. Ta czerwona linia, czyli zmienność portfela bardzo szybko spada, a cały portfel przestaje reagować tak gwałtownie i zamiast dużych nerwowych ruchów pojawia się większa stabilność. To jest bardzo prosta konsekwencja tego, że różne aktywa nie zachowują się identycznie. Więc jedne kompensują drugie. Inwestor zaczyna więc lepiej znosić wahania, bo portfel po prostu przestaje szarpać. Tylko, że ten wykres pokazuje też drugą stronę tego medalu. Niebieska linia, oczekiwany zwrot, który stopniowo maleje wraz z liczbą spółek. Im bardziej rozbudowujemy portfel, tym trudniej osiągać będzie ponadprzeciętne wyniki, bo każda kolejna pozycja rozcieńcza wpływ tych najlepszych decyzji inwestycyjnych. Kluczowy moment to jest wypłaszczenie obu tych krzywych. Po dodaniu określonej liczby spółek dalsza dywersyfikacja przestaje mieć realne znaczenie. To jest punkt, w którym dywersyfikacja przestaje być skutecznym narzędziemania ryzykiem, a zaczyna tworzyć jedynie jego pozó i wchodzimy wtedy w obszar przedwersyfikowania, jednego z największych błędów podczas budowy portfela. To jest sytuacja, w której portfel staje się tak rozbudowany, że przestaje działać efektywnie. I teraz dochodzimy do momentu, w którym dywersyfikacja przestaje być zaletą, a zaczyna być jednym z największych błędów inwestora. Bo korzyści z rozproszenia ryzyka przestają rosnąć, a kolejne inwestycje nie zwiększają już realnego bezpieczeństwa waszego kapitału. Zamiast tego jedyne co robią to utrudniają osiąganie wyników lepszych niż średnia i lepszych od innych. W praktyce oznacza to przekroczenie pewnego momentu, w którym dywersyfikacja przestaje pomagać, a zaczyna przeszkadzać. I konsekwencje są bardzo konkretne. Najważniejsze to jest rozmycie wyników, bo nawet najlepsze inwestycje mają za mały udział w waszym portfelu, żeby wtedy realnie wpływać na jego całość. No wyobraźcie sobie spółkę, która rośnie o 80% i stanowi szalone 2% waszego portfela. Brawo. Procentowo zarobiliście sporo, ale procentowo w ujęciu całego portfela zarobiliście plus 1,6%. >> No szału nie ma. A tam nie znasz się. >> Zwłaszcza, że utrafienie spółki, która rośnie 80% nie jest takie powszechne i nie zdarzy wam się co chwilę. Przedwersyfikowany portfel zaczyna poruszać się coraz bliżej szerokiego rynku. Po prostu robi to w bardziej złożonej i w bardziej kosztownej formie. Tracicie prostotę nie zyskując wyraźnej przewagi. Czyli może i jest nieefektywnie, ale za to jest drogo. No i do tego rośnie złożoność, bo macie dużo więcej decyzji i elementów do monitorowania. Coraz większe ryzyko błędów to generuje. W pewnym momencie inwestor przestaje rozumieć, co faktycznie odpowiada za jego wyniki. A to z kolei oznacza utratę realnej kontroli nad portfelem. Do tego dochodzi dodatkowy koszt, dodatkowy czas. Każda inwestycja wymaga choćby minimalnej uwagi. No przy kilkudziesięciu pozycjach to jest nierealne. Nierealne, o ile nie macie za sobą wielkiego zaplecza osób. W efekcie inwestor nic nie analizuje, tylko przegląda nagłówki, a jego decyzje zaczynają być oparte w całości o powierzchowną wiedzę. No i nie pomijajmy przy tym kosztów. Każdy ETF ma opłatę za zarządzanie. Każdy zakup i sprzedaż to prowizje, sprey, przewalutowania, podatki. Kupowanie kolejnych pozycji bardzo często nie jest wtedy inwestowaniem. Jest jedynie uciekaniem od pełnej decyzyjności. To nie jest inwestowanie. To banie się tego, żeby inwestować. Przesadzona dywersyfikacja nie ma żadnej wartości dodanej. Źródła tego zjawiska są wyłącznie psychologiczne, bo przedywersyfikowanie daje poczucie bezpieczeństwa, bo wtedy inwestor ma wrażenie, że ma wszystko, więc jest dobrze zabezpieczony. Tylko problem w tym, że to bezpieczeństwo jest pozorne. I w kontekście tej pozorności warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden, drugi błąd dywersyfikacyjny, też bardzo często popełniany przez inwestorów. Iluzja dywersyfikacji, czyli tak zwana dywersyfikcja. Z czasem inwestor przestaje kontrolować, co faktycznie znajduje się w portfelu, jeśli nie panuje nad tym, co robi, a zaczyna skupiać się na samej liczbie pozycji. Więc portfel rośnie, staje się bardziej rozbudowany i skomplikowany, ale wcale nie musi być bardziej zróżnicowany. I sedno tego problemu jest bardzo proste. Dywersyfikacja to nie jest gra w liczby. To pewna zależność między aktywami. Możesz mieć paradoksalnie nawet kilkadziesiąt pozycji i nadal nie być zdywersyfikowanym, jeśli wszystkie reagują na te same czynniki, na przykład na stołe procentowe, na kondycję gospodarki USA czy na sentyment na przykład do sektora technologicznego. W momencie stresu rynkowego te powiązania bardzo szybko będą wychodzić na wierzch. No i okaże się, że ten twój zróżnicowany portfel zachowuje się jak jedna wielka pozycja. To zjawisko bardzo dobrze opisuje teoria portfelowa Harrego Markowica, której kluczowym elementem jest korelacja, czyli to jak aktywa zachowują się względem siebie. Sens dywersyfikacji polega wyłącznie na łączeniu takich składników portfela, które nie poruszają się w tym samym idealnie kierunku w tym samym czasie. Tylko wtedy można realnie ograniczyć ryzyko specyficzne dla pojedynczych spółek, sektorów, geografii czy klas aktywów. Najczęstszy przykład tutaj to inwestor, który kupuje kilka ETFów na wszystko. Globalny indeks, osobno USA, dodatkowo NASDAQ, jakiś fundusz technologiczny, jeszcze nie wiem kilka sektorowych AI i data center. Na pierwszy rzut oka wygląda jakby miał dużo różnych rzeczy, ale w praktyce każdy z takich instrumentów powtarza się, bo powtarzają się tam te same spółki, pewnie największe firmy technologiczne, które dominują w strukturze. I to jest moment, w którym wielu inwestorów odkrywa coś bardzo niewygodnego. Ich portfel miał być zróżnicowany. A w praktyce zachowuje się jak jedna pozycja tylko w przebraniu. No więc skoro sama liczba pozycji nie gwarantuje bezpieczeństwa, to dochodzi jeszcze jedno kluczowe pytanie. Ile aktywów w portfelu ma rzeczywiście sens? Różne badania i modele wskazują, że sensowny poziom redukcji ryzyka można osiągać przy portfelu złożonym z około 20 podmiotów. To jest moment, w którym ryzyko związane z pojedynczymi firmami zostaje w dużej mierze ograniczone. Powyżej tego punktu dokładanie kolejnych pozycji przestaje istotnie zmieniać profil ryzyka. Największe znaczenie mają pierwsze decyzje, a każda następna wnosi już coraz mniej. Głównie po prostu zwiększa złożoność bez jakiejkolwiek wyraźnej poprawy bezpieczeństwa dla inwestora. Dalej pozostaje już głównie ryzyko rynkowe widoczne jako pozorna część tej krzywej, jego elementu nie da się wyeliminować. To właśnie ono odpowiada za momenty, w których przestają mieć znaczenie różnice między spółkami czy sektorami. Bo w takich sytuacjach jak kryzysy finansowe, nagłe zmiany polityki monetarnej, globalne szoki gospodarcze, kapitał po prostu wycofuje się z szerokiego rynku. Większość akcji zaczyna wtedy poruszać się w dokładnie tym samym kierunku, często niezależnie od branży i niezależnie od kraju. Wtedy w praktyce oznacza to, że niezależnie od tego, czy macie 2050 czy 250 spółek, i tak w takich momentach odczujecie spadki. Dywersyfikacja może je złagodzić, rozłożyć w czasie, ograniczyć wpływ pojedynczych błędów, ale nie będzie w takim wypadku w stanie ochronić portfela przed szerokim ruchem rynku. To ważne rozróżnienie, bo wielu inwestorów oczekuje od dywersyfikacji czegoś, czego ona po prostu nie może dać. Jej rolą nie jest eliminacja strat w każdych warunkach, tylko ograniczenie skali strat i uczynienie ich bardziej przewidywalnymi. Ryzyko rynkowe i tak będzie nieodłącznym elementem inwestowania i to właśnie ono będzie wyznaczało granice skuteczności całej tej twojej dywersyfikacji. W praktyce wygląda to mniej więcej tak, że do około 10 20 spółek ryzyko spada bardzo szybko. Potem między 20 a 30 nadal spada, ale już dużo wolniej, a powyżej tego poziomu efekt dywersyfikacji praktycznie się wypłaszcza. czyli ponad 80-90% korzyści z jakiejkolwiek dywersyfikacji jesteś w stanie osiągnąć naprawdę stosunkowo niewielką liczbą decyzji. Każda kolejna wniesie coraz mniej, a skomplikuje sprawy coraz bardziej. Problemy z dywersyfikacją często są głównie efektem albo próby całkowitego odrzucenia ryzyka i braku jego akceptacji, albo kompletnego niezrozumienia tego, w co się akurat zainwestowało. Tymczasem każdy portfel, no każdy portfel będzie się wahać i zmieniać swoją wycenę. każdy. Pytanie tylko czy ktoś będzie w stanie to wytrzymać i naprawdę lepiej mieć prostą strukturę zrozumiałego ryzyka niż skomplikowany układ, który będzie dawał złudne poczucie bezpieczeństwa. Do tego równie ważna jest selekcja przez odrzucanie. >> Do piekła >> rynek nieustannie produkuje jakieś nowe historie inwestycyjne. Raz jest to coś związanego ze sztuczną inteligencją, innym razem coś związanego z zieloną energią, innym razem jakieś inne konkretne rynki czy surowce. Problem w tym, że większość z nich pojawia się w momencie, gdy najlepsza część ruchu jest już za nami, a inwestor, który próbuje być wszędzie, w praktyce traci fokus, traci skupienie i zaczyna reagować zamiast działać. Dlatego świadome pomijanie okazji jest równie istotne jak ich wybieranie. To jest pewien filtr, który ma chronić portfel przed przypadkowością, bo na końcu naprawdę wszystko sprowadza się do prostoty i możliwości kontroli tego, co mamy. Portfel powinien być konstrukcją, którą jesteś w stanie ogarnąć jednym spojrzeniem. I nie w kontekście i sensie znajomości tickerów, tylko rozumienia pewnej mechaniki, jakie czynniki będą ten portfel wspierać, a jakie mogą mu zaszkodzić. Jeśli odpowiedź na takie pytanie wymaga naprawdę długiego zastanowienia albo analizy kilkunastu zależności, no to znak, że twój portfel i struktura jego jest zbyt rozbudowana, a im większa złożoność, tym większe ryzyko błędu, błędu po stronie inwestora, a nie błędu po stronie rynku. No dobra, tylko co z tym w takim razie można zrobić w praktyce? Oto, moi drodzy, na sam koniec kilka prostych zasad, które realnie działają. Po pierwsze, liczba pozycji ma znaczenie, ale w większości przypadków zakres od 10 do 25 maksymalnie aktywów w zupełności dla portfela wystarcza. Po drugie, sprawdzajcie co naprawdę macie w portfelu. ETFY na świat, ETFY na USA i ETFy technologiczne bardzo często oznaczają dokładanie tego samego, tylko w różnych proporcjach. A po trzecie, każda pozycja powinna mieć sens. Jeśli nie jesteś w stanie w jednym zdaniu powiedzieć po co masz coś w portfelu, to najprawdopodobniej w ogóle nie powinnoś to tam znaleźć. I odpowiedź, bo chcę zarobić nie jest sensowną odpowiedzią. Po czwarte, portfel powinien być czytelny. Jeśli potrzebujesz kilku minut, żeby zrozumieć co wpływa na taki portfel, to już jest on zbyt skomplikowany. I na koniec, po piąte, świadome pomijanie okazji, moi drodzy, to jest część strategii. To nie musi być błąd. Dywersyfikacja nie polega na tym, żeby mieć wszystko. Polega też często na tym, żeby wiedzieć, czego akurat nie mieć. A jeśli chcecie wiedzieć wy, jak ja się dywersyfikuję, to zachęcam już do sprawdzenia wersji premium portalu do 11 i regularnie korzysta ponad 4900 innych inwestorów. tam jeszcze bardziej bieżący wgląd na to, co naprawdę ważne na rynkach, ważne w gospodarce, ważne dla konkretnych spółek i codzienne przemyślenia o tym wszystkim ode mnie i całego naszego zespołu DNA, a także możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach łącznej wartości prawie 7 milionów złot. Duże pieniądze, dużo emocji i przede wszystkim masa nauki. Naukę jestem wam w stanie tylko zagwarantować. A więcej na temat znajdzie na stronie premiumdarynków.pl. Link oczywiście w opisie tego nagrania. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć.

Przewijanie do góry