Geopolityka i Gospodarka
Czy nowa wojna handlowa i geopolityczna już się rozpoczęła? Ten film analizuje napiętą sytuację między Indiami a Pakistanem w spornym regionie Kaszmir, omawiając implikacje geopolityczne i gospodarcze. Konflikt o Kaszmir sięga 80 lat wstecz, a ostatnie wydarzenia, takie jak bombardowania i ataki terrorystyczne, ponownie zaostrzyły relacje między tymi dwoma mocarstwami nuklearnymi. Film zagłębia się w historię konfliktu, badając jego przyczyny, w tym podział Indii Brytyjskich i spór o zasoby wodne.
Oprócz konfliktu w Kaszmirze, film analizuje również bieżące wydarzenia gospodarcze, takie jak cięcie stóp procentowych w Polsce i strategię „wait and see” amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Omawia wpływ tych decyzji na gospodarkę, w tym na raty kredytów i zdolność kredytową. Dodatkowo, film porusza temat przełomu w wojnie handlowej USA-Chiny, omawiając planowane rozmowy i ich potencjalny wpływ na rynki finansowe. Podpisanie pierwszej umowy handlowej między USA a Wielką Brytanią jest również analizowane pod kątem potencjalnych korzyści i ustępstw dla obu stron.
- Konflikt Indie-Pakistan: Eskalacja napięć w Kaszmirze i implikacje dla bezpieczeństwa globalnego.
- Wojna handlowa USA-Chiny: Rozmowy handlowe i potencjalny wpływ na gospodarkę światową.
- Stopy procentowe w Polsce: Analiza decyzji RPP i jej konsekwencje dla kredytobiorców.
- Umowa handlowa USA-Wielka Brytania: Omówienie korzyści i ustępstw dla obu stron.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Czy stoimy na krawędzi nowej wojny? Czy ona już się rozpoczęła? Mamy czego się obawiać. W końcu nie tylko Indie, ale również Pakistan to kraje, które w swoich arsenałach dysponują bronią nuklearną. W tym odcinku wyjaśniamy o co chodzi w tym konflikcie. W końcu mamy przełom. Chcę podziękować premierowi Starmerowi. Był wspaniały w swoim partnerstwie w tej sprawie, szczególnych stosunkach i zewnętrznych więziach. To naprawdę zewnętrzne i wewnętrzne więzi między naszymi dwoma krajami wkrótce będą silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Pierwszy deal handlowy został podpisany i Trump tym samym zaczyna ratować swój nadszarpnięty w ostatnich tygodniach wizerunek. Czy to początek kolejnych ugodowych rozwiązań? Stopy procentowe w Polsce ścięte i to o 50 punktów bazowych. To nie jest coś nadzwyczajnego, a rzecz, której rynek się spodziewał. Pytanie natomiast, co dalej i jaką decyzję RPP podejmie już w czerwcu? A może przyjmie strategię realizowaną przez głupiego Pela? Pekin zaczyna rozmowy z Waszyngtonem, a nowym papieżem został Robert Prewost, czyli doczekaliśmy się pierwszego papieża pochodzącego z Ameryki, ale temat Watykanu zostawimy na osobny odcinek i to jest powód, dla którego warto dołączyć do ponad 100 000 subskrybentów kanału FX Mac. Zaczynamy rynkowy alert, w którym podsumowujemy wydarzenia ważne dla twoich finansów. Partnerem odcinka jest i Europe, gdzie możesz handlować za pomocą kontraktów CFD. Zapraszam do obejrzenia odcinka podcastu Pospekulujmy wydanego przez IForex. Link znajdziesz w opisie. [Muzyka] W nocy z 6 na 7 maja Indie dokonały bombardowania terytorium Pakistanu. Dla wielu obserwatorów stanęły na krawędzi wojny. Według nieoficjalnych informacji w ataku miało zginąć co najmniej 26 osób. Minister obrony Indii twierdzi natomiast, że w wyniku ataku zginąć miało co najmniej 100 terrorystów. Tak wynikała z informacji opublikowanej przez portal Hindu. Siły zbrojne Indii przekazały, że działania z ich strony były ukierunkowane, wyważone i nie miały charakteru eskalacyjnego. Pakistan odgraża się, mówiąc o tchórzliwych atakach ze strony podstępnego wroga i tym samym zapowiada wojskowy odwet. Chociaż ostrzał artyleryjski rozpoczął się praktycznie od razu po bombardowaniach. Według informacji Pakistanu na granicy między państwami zabito od 40 do 50 indyjskich żołnierzy. Czy stoimy na krawędzi nowej wojny? Czy ona już się rozpoczęła? Mamy się czego obawiać. W końcu nie tylko India, ale również Pakistan to kraje, które w swoich arsenałach dysponują bronią atomową. Warto też dodać, że tak jak w przypadku tego typu sytuacji bywa, w sieci pojawia się mnóstwo nagrań, które mają rzekomo przedstawiać moment ataku, ale nie wszystkie one są aktualne i mogą wprowadzać w błąd. Dlatego upewnij się, czy źródło informacji jest wiarygodne. Wróćmy do tematu. Indyjskie naloty to przede wszystkim odpowiedź. Odpowiedź na kwietniowy zamach w spornym regionie Kaszmir. Indie dokonały trzech nalotów, a operacje nazwały operacją Sindor, która według słów ministra obrony cały czas ma trwać. O co chodziło z kwietniowymi atakami? Islamistyczni bojownicy zabili 26 indyjskich turystów w spornym regionie. Według informacji opublikowanych przez New Delhi mieli być wspierani przez Pakistan. Władze tego kraju, co oczywiste, zaprzeczyły tym doniesieniom. Żeby zrozumieć o co chodzi w tym konflikcie, musimy cofnąć się w czasie. Po pierwsze, konflikt nie jest nowy. Spór o Kaszmir trwa od niemal 80 lat i obydwa kraje uważają go za swoje terytorium. Ostatnie działania to według oceny ekspertów tylko i wyłącznie prężenie muskułów, bo brak reakcji Indii na kwietniowy atak mógłby być odebrany jako słabość. Indyjski atak to trzecia taka sytuacja w ciągu ostatnich 9 lat i to trzecia bliźniacza sytuacja. Jak one wyglądają? Najpierw jest atak w Indiach. Następnie ma miejsce odpowiedź Indii uderzająca głównie w terrorystów na terenie Pakistanu, a potem ma miejsce odpowiedź Pakistanu. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 6 lat temu, a więc w 2019 roku. Jak wtedy wyglądało uderzenie odwetowe Pakistanu? doszło do zbombardowania terenów, ale nie zamieszkałych. Nikt w ataku nie zginął. Co ciekawe, obie strony oczywiście ogłosiły sukces swoich działań, czyli z jednej strony takie klasyczne trumpowskie zachowanie, tylko że ono akurat w tym przypadku może prowadzić do deeskalacji konfliktu. Dlaczego? Skoro obydwie strony ogłosiły sukces, to presja społeczna w tych dwóch informacyjnych bańkach nie powinna narastać. Tutaj istotną kwestią jest to, jaką formę odpowiedzi wybierze Pakistan, bo gdyby doszło do ataku kończącego się śmiercią na przykład indyjskich żołnierzy, to Indie zmuszone byłyby do kolejnego ataku odwetowego. I tutaj nie chodzi o ostrzał artyleryjski, bo ten dla tamtego regionu nie jest niczym nowym i eksperci w sieci nie traktują tego typu działania jako eskalacji konfliktu. Gdy wsłuchamy się w narrację obydwu stron, to możemy dojść do wniosku, że ten konflikt jednak mimo wszystko nie powinien przerodzić się w otwartą wojnę, a polskie media po raz pierwszy od dłuższego czasu zareagowały na napięcia na linii Indie Pakistan w dosyć paniczny sposób. Na jaki ruch zdecyduje się Pakistan? Tutaj może mieć miejsce blew, że dokonany został atak, którego mało kto będzie w stanie zweryfikować. Indie to kraj zamieszkały przez ponad miliard 400 milionów ludzi. Pakistan to też olbrzymi kraj, ale ze zdecydowanie mniejszym potencjałem niż indyjski. Liczba ludności tego kraju wynosi niespełna 250 milionów. Strategia tego kraju wydaje się być jasna, czyli regularne próby osłabiania Indii, ale działaniami terrorystycznymi bez wchodzenia w formę otwartego konfliktu zbrojnego, który wcześniej na tych terenach niejednokrotnie miał miejsce. Dlaczego Kaszmir jest tak dużym punktem spornym pomiędzy stronami? Współczesny spór graniczny między Indiami a Pakistanem, który trwa od 1947 roku, należy do najdłuższych nierozwiązanych konfliktów na świecie. Jego przyczyną był podział Indii brytyjskich na część z większością hinduistyczną, czyli mowa o Indiach, oraz część z większością muzułmańską, mowa o Pakista. Biorąc pod uwagę siłę militarną obu państw, które są mocarstwami nuklearnymi oraz ich ludność, można śmiało uznać, że jest to jeden z najgorętszych punktów zapalnych na Ziemi. Szacuje się, że do tej pory zginęło w tym konflikcie ponad milion ludzi. Obie strony nie są jednak skłonne do jakichkolwiek kompromisów i roszczą sobie prawa do całości górzystego terytorium Dżamu i Kaszmiru. Aktualnie większą część sportnego obszaru zajmują Indię, nieco mniejszą Pakistan, a 1/5 najsłabiej zaludnioną państwo środka, a więc Chiny. Symbolem konfliktu indyjsko-pakistańskiego stał się rytuał codziennego otwierania i zamykania jedynego powszechnie dostępnego przejścia granicznego między tymi krajami w Wagach. Ceremonią wciągania i ściągania z masztu flag państwowych towarzyszą groźne gesty z obydwu stron mające bardzo czytelną symbolikę. Podział Indii brytyjskich przeprowadzono zbyt pospiesznie. Spotęgował on konflikty religijne i stał się źródłem wieloletnich sporów granicznych i gospodarczych nowych Indii z Pakistanem. Od 1947 terytorium damu zamieszkanego przez hindusów i kaszmiru zamieszkanego przez ludność muzułmańską stanowi przedmiot sporu między Indiami a Pakistanem. Ten ostatni nie uznał przyłączenia Kzmiru do Indii. Doprowadziło to do ierzej wojny o kaszmir w latach 47-1949. Walki zakończono na początku stycznia 1949 roku, kiedy w życie weszło zawieszenie broni wynegocjowane przez przy mediacji Organizacji Narodów Zjednoczonych. Rada Bezpieczeństwa ONZ powołała komisję do spraw Indii i Pakistanu, a także grupę obserwatorów wojskowych narodów Zjednoczonych w Indiach i Pakistanie, których zadaniem było ustalenie linii demarkacyjnej między skonfliktowanymi państwami. Nastąpił podział kaszmiru między oba kraje. Indą przypadła część południowo-wschodnia, najludniejsza i najlepiej rozwinięta gospodarcza, z doliną Kaszmiru oraz znaczącym ośrodkiem miejskim Džamu. Natomiast Pakistanowi przyznano północno-zachodni górzysty skrawek prowincji. Jednocześnie ONZ sugerował przeprowadzenie referendum na tych terenach, jednak do niego ostatecznie nie doszło. Później o sporne terytorium toczyły się kolejne wojny między tymi państwami w 65, 71 czy 1999. Do dziś nie uregulowano linii granicznej między Indiami i Pakistanem w tym regionie. Formalnie stanowi ją tak zwana linia kontroli, która wyodrębnia administrowane przez Indię Ladach, a także damu i kaszmir oraz pakistańską część kaszmiru. Indie brytyjskie zostały podzielone na kraj wyznawców islamu, czyli Pakistan i wyznawców pozostałych religii, głównie hinduizmu. Ostatecznie okazało się, że zachodnia myśl dotycząca nowych granic nie odpowiadała wystarczająco prawdziwym uwarunkowaniom społeczno-kulturowym terytoriów. Autorem podziału był angielski prawnik Syril Radcliff, który nie znając lokalnej specyfiki nie był gotowy do zadania, jakie przypadło mu w udziale. W rezultacie wytyczone przez niego granice dosłownie pocięły system irygacyjny wrośnięty w Pab. A konflikt o te tereny to przede wszystkim konflikt o wodę. Jak informuje portal Energetyka 24 woda, to tam szczególnie strategiczny żywioł, a polityka i konflikty rozbijają się o zbocza Himalajów, wśród których znajduje się około 15 000 lodowców. Lodowce te zasilają do rzecza Indusu, jak Braham Batury, Gangesu, Jangcy, żółtej rzeki i innych wodnych tytanów. Choć obecnie trwający konflikt między Indiami a Pakistanem rozbija się o niezabliźnione historyczne urazy i współczesne problemy polityczne, to spajającą go ramą pozostają wody Indusu. Ta sama woda po jednej stronie zapewnia możliwość uprawy i produkcji żywności, a po drugiej ma być przede wszystkim źródłem energii dla najludniejszego kraju świata. Woda. Żywioł życia okazuje się dla niektórych, jak każdy inny zasób powodem dla którego być może warto byłoby wszcząć wojnę. Na portalu Wodne sprawy możemy przeczytać, że w 1960 roku India i Pakistan przy mediacji Banku Światowego podpisały traktat o wodach Indusu. Jego głównym celem było uregulowanie podziału wód systemu rzecznego Indusu. Zgodnie z postanowieniami traktatu, Indie uzyskały kontrolę nad trzema wschodnimi dopływami. Natomiast Pakistan nad trzema zachodnimi rzekami, co zapewniało mu dostęp do około 80% zasobów wodnych systemu. W obliczu rosnącego zapotrzebowania i kurczących się zasobów wody władze indyjskie już w 2023 zaczęły rozważać renegocjacje traktatu. Wydarzenia ostatniego miesiąca postawiły jednak samo jego istnienie pod znakiem zapytania. Równina zalewowa Indusu, na której mieszka większość ludności Pakistanu, jest jednym z największych regionów rolniczych w Azji. Około 90% żywności Pakistanu i 65% zatrudnienia zależy od rolnictwa i hodowli zwierząt, które są możliwe dzięki temu rozlewisku. Indie w ostatnim czasie znacząco przyspieszyły działania związane z budową nowych projektów hydroelektrycznych. Według informacji, do których dotarła agencja Reuters, traktat wodny spowalniał postęp prac i Indie miały naruszać postanowienia tego traktatu. Dla przykładu od 4 maja przepływ z rzeki Czenabu spadł o 90% w stosunku do normalnego poziomu. Biorąc pod uwagę to, o jakim terenie tutaj mówimy, to cały czas ten obszar będzie wrotami piekieł, jak nazywa się krater gazowy w Turkmenistanie, który płonie nieustannie. od 50 lat. Nie powinniśmy mieć złudzeń. Ten konflikt nie wygaśnie, a ostatnie tygodnie nie są niczym nowym w tamtym rejonie. Nie mogło być inaczej. Stopy procentowe w Polsce zostały ścięte o 50 punktów bazowych. Oczekiwania co do decyzji, tak jak informowaliśmy, w minionym rynkowym alercie, okazały się być trafione. Wcześniejsze spadki wyboru oraz rentowności obligacji skarbowych jasno pokazywały potencjalny kierunek. Co jednak istotne, to może nie być koniec cięć i na kolejnym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej może zdecydować się na podobny krok, chociaż na konferencji prasowej profesor Glapiński mówił o tym, że dostosowanie stóp nie oznacza początku cyklu obniżek. Cięcia stóp procentowych w Polsce z mijającego tygodnia to pierwsza taka sytuacja od października 2023. Stopa referencyjna po tej zmianie wynosi 5,25%. Ważny aspekt podczas konferencji prasowej poruszył profesor Glapiński. Przypomnę też, że Rada Polityki Pieniężnej NBP konstytucyjnie i ustawowo ustala parametry polityki pieniężnej, w tym przede wszystkim stopy procentowe, kierując się jednym jedynym kryterium. Jest nim walka z inflacją, z nadmierną inflacją. Więc kiedy decyzję odczujemy w naszych portfelach, obniżenie stopy do wspomnianego wcześniej poziomu oznacza, że zmienią się raty kredytów. Ale te zmiany nie będą natychmiastowe. Kluczowe są cykle aktualizacji oprocentowania kredytów hipotecznych. To oznacza, że dla niektórych ulga przyjść może wcześniej, a w skrajnych przypadkach trzeba będzie poczekać na aktualizację nawet kilka miesięcy. Na to akurat w tym przypadku wpływu nie mamy. To co jednak może cieszyć to fakt, że oczekiwania co do przyszłości są jasne. Stopy powinny być jeszcze niższe. Świadczy o tym Wibor sześciomiesięczny, który od końca marca spadł o 70 punktów bazowych. Jak te zmiany przekładają się na raty kredytów? Dla kredytu udzielonego na 25 lat z marżą wynoszącą 2,3% i stawce opierającej się o wybor 3 miesięczny rata kredytu dla kwoty 600 000 zł spadnie o 194 zł. To jednak nie wszystko, bo zmienia się też sytuacja dla tych, którzy o kredyt się ubiegają. W związku z obniżką stóp zwiększy się ich zdolność kredytowa. Dla przykładu, jeśli ktoś w marcu mógł na podstawie swoich zarobków uzyskać kwotę maksymalnie 600 000 zł, to po obniżce jego zdolność może wynieść nawet 630 000. Wszystko zależy też od tego, czy kredyt opierać się będzie o wybor sześciomiesięczny, czy trzymiesięczny. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku leasingu, tylko że tutaj zwykle mowa jest o mniejszych kwotach finansowania, a więc i efekt działania RPP będzie mniejszy. Dlaczego Rada postanowiła obniżyć stopy procentowe? Aktualnie funkcjonujemy w realiach dodatnich realnych stóp procentowych. Oznacza to, że stopy są wyższe niż poziom inflacji. Ta w ubiegłym miesiącu według szacunkowego odczytu wyniosła 4,2%. Zatem czysto teoretycznie przestrzeń do dalszych obniżek dalej jest. Pytanie natomiast jaki scenariusz wybierze RPP, bo możliwości są dwie. Pierwsza to kolejne cięcia na czerwcowym posiedzeniu. Druga natomiast ją przedstawili ekonomiści ING Banku Śląskiego. Według ich scenariusza w czerwcu zobaczymy pauzę. Jeżeli nowe projekcje inflacji będą wyglądały dobrze, to w lipcu RPP powinno zdecydować o kolejnych cięciach łącznie. W 2025 mowa o obniżce na poziomie 125 punktów bazowych. Biorąc pod uwagę, że cięcia stóp były zakładane, to zarówno w przypadku kursu złotego, jak i w przypadku rentowności obligacji nie widzieliśmy większej zmienności. Co dalej? Dużo zależy od tego, jaki scenariusz wybierze RPP, bo pójście w ślady Fedu, który utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie jest jak najbardziej możliwe. Sam prezes Narodowego Banku Polskiego komentował, że obniżka stóp procentowych nie oznacza to jednak w żadnym razie, że walka o trwałe obniżenie inflacji została zakończona. Szczególnie, że istnieje wiele czynników niestety, które mogą utrudniać dalszy spadek inflacji. Polityka monetarna w stylu wait and sea wydaje się być słusznym kierunkiem, ale zdecydowanie bardziej uzasadnionym w przypadku Stanów Zjednoczonych. Wszystko w związku z polityką administracji Trumpa i wojnami handlowymi, które rozpętał 47 prezydent USA. Yyy, Jerome Paell podczas konferencji prasowej niejednokrotnie wspominał o tym, że sytuacja na ten moment w gospodarce jest dobra, ale nie oznacza to, że taka będzie w perspektywie całego drugiego kwartału. Obawy są jasne. Cła zmniejszyć powinny wzrost gospodarczy, ale także powinny podnieść inflację. Pytanie jest otwarte na temat tego, jak wielkie to mogą być zmiany i w obawie przed nimi Fed zdecydował się na kontynuację polityki z ostatnich trzech miesięcy. Scenariusz, który może dotknąć Stany Zjednoczone został rozpisany chociażby przez Apollo Global Management. Do połowy maja konsumenci mają zacząć odczuwać, że do portów zawija mniej kontenerów. W drugiej połowie miesiąca zmniejszyć ma się transport w handlu detalicznym, co może doprowadzić do pustych półek. Przełom kolejnego miesiąca może przynieść początek recesji w postaci zwolnień. Firmy będą musiały reagować na mniejszą sprzedaż. Pytanie, jak długo Trump będzie chciał realizować swoją strategię? Partnerem tego odcinka jest walutomat, gdzie sprawnie wymienisz złotówki na dewizy. Odbierz 50% rabat na prowizję przy pierwszej wymianie. Link znajdziesz w opisie. To miało się nie wydarzyć, przynajmniej nie przy aktualnych wysokościach taryf celnych, a jednak ma miejsce. Stany Zjednoczone po raz pierwszy siadają do stołu ze stroną chińską. Spotkanie startuje w sobotę w Szwajcarii. Rozmowy handlowe mogą potrwać nawet do 12 maja. To pierwsza taka sytuacja od rozpoczęcia wojen handlowych przez Donalda Trumpa. Jak twierdzi strona chińska, spotkanie odbywa się głównie z inicjatywy Waszyngtonu. Ze strony Stanów Zjednoczonych w rozmowach wezmą udział między innymi Scott Besent, czyli sekretarz skarbu oraz Jameson Greill, czyli przedstawiciel do spraw handlu. Po stronie chińskiej w negocjacjach uczestniczyć ma wicepremier Hefeng. Pekin cały czas podtrzymuje swoje stanowisko, że nieuzasadnione, jednostronne cła poważnie zakłócają stosunki handlowe i globalny ład gospodarczy. Państwo środka ma dalej trwać w przekonaniu, że do poważnych rozmów nie przystąpi, jeśli najpierw USA nie obniżą ceł. Takie stanowisko potwierdził rzecznik chińskiego MSZU Lin Jan. Dlaczego zatem Chiny zgodziły się usiąść do negocjacyjnego stołu? Przede wszystkim ta decyzja wynikać ma z globalnych oczekiwań, a także interesów Pekinu. A czy USA są chętne do zawieszenia ceł? Jeszcze w środę Donald Trump kategorycznie odrzucał możliwość zmniejszenia dotychczasowych ceł nałożonych na Chiny. To jednak nie oznacza, że ze swoich słów nie może się wycofać. Wygląda to bardziej na typową zagrywkę prezydenta USA, który przed ważnym spotkaniem pokazuje trochę bardziej skrajne podejście, żeby poprawić swoją ewentualną pozycję negocjacyjną, a w środę upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu, bo po pierwsze pokazał, że jest szansa na dogadanie się z państwem środka przy twardym stanowisku Stanów. A po drugie przyćmił swoim wystąpieniem bardzo dyplomatyczną konferencję, że Roma Powella, z którym pozostaje w otwartym konflikcie, w szczególności, że Fed nie zdecydował się na cięcia stóp procentowych. Taką decyzję Trump skwitował. Pel głupiec, który nie wie co robi. W deeskalacji wojny handlowej między Chinami a Stanami pomaga trochę przypadek. Jak informował Scott Besent, spotkanie z Chinami jest możliwe dlatego, że w tym samym czasie chińska delegacja miała wcześniej ustalone negocjacje, ale z Europą i jak to sekretarz skarbą ładnie ujął, świat przybywa do USA, a Chiny są brakującym elementem. Miałem być w Szwajcarii, aby negocjować ze Szwajcarami. Okazuje się, że chiński zespół podróżuje po Europie i będą również w Szwajcarii, więc spotkamy się w sobotę i w niedzielę. Tylko, że te najważniejsze rozmowy mają miejsce nie w Stanach, gdzie po tyłku państwa miały Trumpa całować. Mówię ci, te kraje dzwonią do nas, całują mnie w tyłek. A w Europie, a to świadczy o jednym, Europa jest tutaj kluczowym elementem układanki, a w zasadzie nie tyle Europa, co po prostu europejski konsument. W weekend mogą pojawić się pozytywne bodźce dla giełdy. Dlaczego? Scott Besend nie wyklucza tymczasowego zniesienia ceł na czas negocjacji, pomimo tego, że są to rozmowy wstępne. Z tym, że sekretarz skarbu podobnie wyraża się na temat możliwości negatywnych, takich jak zdjęcie chińskich spółek. z amerykańskich giełd używa do tego praktycznie tego samego sformułowania, czyli wszystko jest na stole. Sekretarz skarbu w ostatnich wypowiedziach rozwiał też wątpliwości co do stwierdzeń Donalda Trumpa o trwających rozmowach. Obecnie negocjujemy z 17 z tych partnerów handlowych. Z Chinami nie prowadziliśmy jeszcze negocjacji. Wyszło na to, że prezydent USA ponownie kłamał, a z Chinami faktyczne rozmowy nie miały miejsca. Z jednej strony zaczynamy negocjacje, z drugiej cały czas w obwodzie po obydwu stronach pozostają opcje atomowe. USA rozważyć mogą wykluczenie chińskich spółek z amerykańskich giełd. Natomiast Chiny według doniesień ekspertów mają na podstawie działań amerykańskich przeciwko rebeliantom Huti w Jemenie wspieranymi przez Iran wyciągać wnioski na temat przeprowadzenia ewentualnej inwazji na Tajwan. Na temat ściągnięcia chińskich spółek z parkietu, a także potencjalnej inwazji Chin na Tajwan, powstaną na naszym kanale osobne odcinki i to jest dobry powód do tego, żeby zostawić subskrypcję i włączyć powiadomienia. W końcu mamy przełom. Pierwszy deal handlowy został podpisany i Trump tym samym zaczyna ratować swój nadszarpnięty w ostatnich tygodniach wizerunek. W końcu mamy dopiero pierwszą umowę z rzekomo 200 prowadzonych rozmów. Tylko, że dodam, że oficjalnie mamy 195 państw. Podpisaną umowę handlową na linii Washington Londyn Trump ogłosił w swoim wyjątkowym stylu. To wielka umowa. Myślę, że Brytyjczycy będą jej pod wrażeniem. To wspaniała, bardzo wyjątkowa rzecz, którą udało nam się osiągnąć. Premier Wielkiej Brytanii, który brał udział w ogłoszeniu mowy telefonicznie, podkreślał, że udało się osiągnąć to, co wielu ludzi próbowało przez wiele lat. Dodając również, że czwartkowe wydarzenie jest wydarzeniem historycznym. Kir Starmer nie szczędził pochlebstw Donaldowi Trumpowi. Chcę ci Donaldzie podziękować za twoje przywództwo i za sposób w jaki twój zespół prowadził te negocjacje i tutaj pojawia się Zgrzyt w rządzącej w Wielkiej Brytanii Partii Pracy, której kierowanie pochlebstwę Trumpa absolutnie nie przypadło do gustu. A sam Starmer miał w trakcie negocjacji regularnie prawić pochlebstwa Donaldowi Trumpowi. No cóż, jak widać ego prezydenta USA chyba czuje się spełnione, bo do podpisania umowy ostatecznie doszło i chyba do prezydenta Stanów Zjednoczonych nie dotarły opinie niektórych polityków z Wielkiej Brytanii, które Trumpa nazywały kłamcą, oszustem i kobieciarzem. Chciałbym w tym miejscu dokładnie przedstawić założenia oraz kształt samej umowy, ale niestety nie jest ona dostępna publicznie. Poznaliśmy tylko i wyłącznie wyrywkowe informacje, którymi podzielili się przedstawiciele obydwóch stron. Jak wyglądać będą ustępstwa po stronie Londynu? Wielka Brytania ma zredukować lub w całości znieść wiele barier pozacelnych, które według administracji Trumpa zwyczajnie w świecie dyskryminowały produkty Made in USA. Umowa zakładała również ułatwienie czy dostępu do brytyjskiego rynku dla między innymi towarów rolnych z USA, a także na przykład wieprzowiny czy produktów alkoholowych. Łatwiej ma wyglądać również import amerykańskich produktów chemicznych czy też maszyn na wyspy. Wielka Brytania zgodziła się również na przyspieszenie odpraw celnych z produktami napływającymi ze Stanów Zjednoczonych. Co natomiast zyska Wielka Brytania? Według brytyjskiego premiera zyskać ma przemysł samochodowy, stalowy czy chociażby aluminiowy. Cłaa, czyli ulubiona broń Trumpa, mają zostać zmniejszone dla samochodów eksportowanych z wysp do Stanów z 27,5% do 10%. Z jednym zastrzeżeniem. Mowa tutaj o maksymalnie 100 000 pojazdów, których dotyczyłyby niższe cła. Nadzieje Brytyjczyków są jednak zdecydowanie większe. Ambasador Wielkiej Brytanii w Stanach Peter Mandelson liczy na zwiększenie partnerstwa technologicznego pomiędzy krajami. Czy ten zwrot w polityce międzynarodowej będzie zwrotem też w przypadku pozostałych krajów? Przyjdzie nam się o tym przekonać w najbliższych tygodniach. A pracy przed administracją Trumpa jest jeszcze ogrom, bo zegarka i lada moment świat stanie ponownie przed sytuacją wznowienia bardzo wysokich ceł. Pytanie, czy Trump do tego czasu będzie pamiętał o swoich słowach. To tyle w tym rynkowym alercie. Mam nadzieję, że przypadł ci do gustu. Zostaw łapkę w górę i subskrybuj po więcej informacji ze świata finansów. [Muzyka]








