Jak działa inwestowanie na giełdzie – kompleksowy przewodnik dla początkujących
W materiale dowiesz się, dlaczego długoterminowe inwestowanie w akcje historycznie zapewniało ponad 90% szans na zysk przy horyzoncie 10‑letnim, na podstawie danych indeksu S&P 500 do końca 2025 r. Prezentujemy mechanizm wyceny akcji: od podziału własności w spółce, poprzez wpływ podaży i popytu na kurs, aż po kluczowe wskaźniki fundamentalne – wskaźnik PE, wolny przepływ pieniężny oraz poziom zadłużenia. Pokazujemy, jak różnice między oczekiwanymi a rzeczywistymi wynikami prowadzą do zwyżek i spadków, ilustrując to przykładami takimi jak GoPro, Google czy historyczne bańki (kolejowa, internetowa). Omówiono także rolę dźwigni finansowej oraz najważniejsze lekcje z przeszłych kryzysów, w tym upadku Barings i strat funduszu Long Term Capital Management. Na końcu przedstawiamy platformę XTB – zero prowizji do 100 000 € obrotu miesięcznego, darmowe materiały edukacyjne oraz kod promocyjny bednarski, który umożliwia dostęp do specjalnego kursu dla początkujących. Wideo jest obiektywne, oparte na historycznych danych i służy jako punkt wyjścia do świadomego budowania portfela inwestycyjnego.
- Średnia szansa na zysk: 74% po 1 roku, 84% po 3 lata, 88% po 5 lat, 94% po 10 latach (S&P 500).
- Kluczowe wskaźniki: PE, wolny przepływ pieniężny, dług netto.
- Przykłady sukcesów: Warren Buffett, Ronald Red, Grace Groner.
- Ostrzeżenia: ryzyko utraty kapitału, konieczność analizy fundamentalnej i zachowania zdrowego rozsądku.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Now [muzyka] inwestowanie to temat rzeka. Jedni się bogacą, inni tracą. Jeżeli przez powodzenie inwestycji rozumiemy osiągnięcie do danej nominalnej stopy zwrotu, historyczne wyniki szerokiego amerykańskiego rynku wyglądały następująco. Po jednym roku trzymania danego instrumentu szansa na zysk wyniosła aż 74%. 3 lata to 84%, 5 lat 88%, natomiast 10 lat uwaga aż 94%. Dane obejmują indeks S&P 500 i okres do końca 2025 roku. S&P 500 reprezentuje około 500 największych amerykańskich przedsiębiorstw i obejmuje około 80% kapitalizacji dostępnego rynku akcji USA. Inne badania wykorzystujące miesięczne okresy kroczące od stycznia 1926 do maja 2023 roku dały bardzo podobne wyniki. Krótko mówiąc, inwestowanie długoterminowe historycznie dawało największe szanse na powodzenie. Amerykański inwestor Warren Buffett jest symbolem inwestowania długoterminowego. Mawiał, że jego ulubiony okres trzymania akcji to na zawsze. Efekt [muzyka] 1000 $ar zainwestowane w Berkshire Hteway pod koniec 1964 roku byłoby pod koniec 2025 roku warte około 61 milionów dolarów, czyli ponad [muzyka] 6 milionów% zysku w 61 lat. Ale za twierdzeniem, że inwestowanie na lata zawsze niemal kończy się sukcesem, stoi druga [muzyka] ciemniejsza strona medalu. To wszystko zależy tak naprawdę od analizy i doboru spółek. Nie zawsze giełda oddaje tak, jakby ktoś sobie tego życzył. Przykładów naprawdę nie jest mało. [muzyka] Na przykład akcje GoPro. Dzisiaj warte są 72 cent, a nieco ponad dekadę temu w 2014 roku były warte prawie 90 [muzyka] $ar. być może kiedyś jeszcze do tego poziomu wrócą, ale na ten moment nawet założenie 10letniego horyzontu okazało się porażką. Przy prawie 94% szans na powodzenie patrząc na historyczne wyniki innych spółek. Ale jak w ogóle działa inwestowanie? Jak to się dzieje, że jedna firma na wartości rośnie, a inna traci? Skąd biorą się takie wyceny? Jak można zainwestować pieniądze i na co patrzeć? To wszystko w dzisiejszym specjalnym materiale sponsorowanym przez partnera tego kanału, czyli platformę inwestycyjną XTB z najlepszą aplikacją na rynku. A zanim przejdziemy dalej, kilka słów o naszym partnerze. XTB to nie jest przypadkowy partner tego materiału. XTB jest jednym z największych brokerów w Europie notowanym na warszawskiej giełdzie. Więc firma, która sama jest spółką z rynku, o którym dziś opowiemy. Poetycko, trochę tak, ale przede wszystkim praktycznie, bo zobacz, jeszcze nie tak dawno inwestowanie było zajęciem tylko dla wybranych. Chciałeś kupić akcję, musiałeś dzwonić do maklera, złożyć zlecenie przez telefon, zapłacić słoną prowizję od każdej transakcji, a często jeszcze wpłacić grube tysiące, żeby w ogóle otworzyć rachunek. Giełda była za szybą. Patrzyłeś na nią z daleka jak na klub, do którego trzeba mieć zaproszenie. Dziś ta szyba dosłownie pękła. Cały ten rynek, te same akcje, te same spółki, o których dziś mówimy, masz w telefonie na wyciągnięcie kciuka. I dokładnie to robi XTB. Świat, który kiedyś był dostępny dla garstki, dziś oddaje każdemu zainteresowanemu. Akcje i ETFY kupisz z zerową prowizją do 100 000 € obrotu miesięcznie. Zero. Te pieniądze, które kiedyś znikały na prowizjach dla maklera dziś zostają u ciebie i pracują dalej. No i najważniejsze dla kogoś, kto dopiero zadaje sobie pytanie, jak to w ogóle działa. Edukacja XTB to setki godzin darmowych materiałów, kursów i analiz, a rejestrując się z kodem bednarski otrzymacie dodatkowo dostęp do wyjątkowego kursu dla początkujących. Szczegóły znajdziecie w opisie filmu. A skoro wiemy już gdzie można inwestować to czas zrozumieć dlaczego jedna spółka rośnie, a druga leci na łeb na szyję. Aby zrozumieć inwestowanie trzeba zacząć od jednej rzeczy. Kupując akcje nie kupujemy kolorowej cyfry w aplikacji, ale niewielki fragment prawdziwego [muzyka] przedsiębiorstwa. Razem z nim otrzymujemy udział w jego fabrykach, technologii, marce, gotówce, zadłużeniu i przede wszystkim przyszłych zyskach. Firma emituje akcje, aby zdobyć kapitał na rozwój, ale kiedy później kupujemy je na giełdzie, zazwyczaj nabywamy je już od innego inwestora. Giełda jest więc ogromnym rynkiem używanych udziałów, na którym cena powstaje w wyniku nieustannego przeciągania liny pomiędzy [muzyka] kupującymi i sprzedającymi. Gdy jedna osoba zgadza się zapłacić 100 zł, [muzyka] a druga sprzedać za 100 zł, właśnie ta transakcja ustala aktualny kurs. Posiadanie akcji oznacza natomiast realny udział we własności spółki i prawo do części jej aktywów oraz zysków. Z tego powodu kapitalizacja przedsiębiorstwa może zmieniać się o miliardy, choć miliardy te fizycznie nie wpływają do firmy, ani z [muzyka] niej nie wypływają. Jeżeli spółka posiada miliard akcji, a jedna kosztuje 100 zł, rynek wycenia ją na 100 miliardów. Gdy kurs spada do 80 zł, kapitalizacja kurczy się o 20 miliardów. Ale z firmowego sejfu de facto taka kwota nie zniknęła. [muzyka] Spadła cena, którą inwestorzy są gotowi zapłacić za przyszłość tego biznesu, a mimo to tracić na giełdzie, jeżeli rynek oczekiwał wyniku jeszcze lepszego. [muzyka] Przykładem może być ostatnio Google. Dobra informacja staje się rozczarowaniem. Giełda nie wycenia wyłącznie teraźniejszości, ale różnice pomiędzy przyszłością oczekiwaną, a przyszłością, która rzeczywiście nadchodzi. Pierwszy nowoczesny rynek akcji wyrósł właśnie z potrzeby finansowania niepewnej przyszłości. W 1602 roku holenderska kampania wschodnio-indyjska, czyli WOC jako pierwsza zaoferowała swoje udziały szerokiej grupie inwestorów. Wyprawa do Azji mogła przynieść fortunę, ale statek mógł również zatonąć albo zostać przejęty przez piratów. Zamiast stawiać cały majątek na jeden okręt, inwestorzy kupowali fragment przedsiębiorstwa organizującego wiele wypraw. Ryzyko zostało podzielone pomiędzy dużą liczbę osób, a udział można było później odsprzedać w Amsterdamie. Tak narodził się rynek, który przez kolejne stulecia finansował kolejne kopalnie, fabryki, koncerny samochodowe, internet i dzisiejsze centra danych. Od samego początku ten system miał jednak jedną wadę. Obsługiwali go ludzie. A ludzie ulegają chciwości, strachowi i przekonaniu, że tym razem ceny mogą rosnąć bez końca. Idealnie pokazała to brytyjska gorączka kolejowa z lat 40. XIX wieku. Kolej była prawdziwą rewolucją. Po sukcesie połączenia Liverpool Manchester indeks spółek kolejowych w ciągu dwóch lat mniej więcej podwoił swoją wartość. W 1845 roku brytyjski parlament zatwierdził około 3000 mil nowych tras, mniej więcej tyle, ile powstało przez wcześniej 15 lat. Inwestycje w kolei sięgnęły około 7% brytyjskiego dochodu narodowego i odpowiadały niemal połowie wszystkich inwestycji w gospodarce. Problem polegał na tym, że wiele projektów dublowało istniejące połączenia. Koszt budowy zaniżano, a przewidywaną liczbę pasażerów zawyżano. Do końca dekady indeks spółek kolejowych spadło o około 65%, a zwrot kapitału w branży obniżył się do około 3%. To jedna z najważniejszych lekcji giełdy. Można doskonale przewidzieć przyszłość świata i jednocześnie stracić pieniądze. Kolej [odchrząknięcie] rzeczywiście zmieniła gospodarki, ale ceny wielu spółek zakładały zyski, których nie dało się tak szybko osiągnąć. Ten sam schemat powrócił podczas bańki internetowej. Internet był przełomem, lecz inwestorzy zaczęli kupować niemal każdą firmę z końcówką.com, nawet bez zysków i rozsądnego modelu biznesowego. NZDAQ wzrósł z około 1000 punktów w 1995 roku do ponad 5000 w marcu 2000 roku, po czym do października 2002 roku stracił około 78%. Internet przetrwał i rzeczywiście zmienił świat, ale ogromna część spółek oraz pieniędzy inwestorów wyparowała. Bańki najczęściej nie powstają wokół całkowicie fałszywych wynalazków. Powstają wokół prawdziwych rewolucji, do których rynek dopisuje nierealne tempo wzrostu. Dlatego dobra firma nie zawsze jest dobrą inwestycją. Liczy się również cena. Wyobraźmy sobie teraz dwa identyczne przedsiębiorstwa zarabiające po milion złotych rocznie. Jedno można kupić za 5 milionów, drugie za 50. Biznes jest taki sam, ale w drugim przypadku płacimy równowartość 50 rocznych zysków i zakładamy niemal bezwzględny rozwój. Na giełdzie pokazuje to między innymi wskaźnik ceny do zysku, czyli PE. Jeżeli akcja kosztuje 100 zł, a przypadający na nią roczny zysk wynosi 10 zł, PE wynosi wówczas 10. Przy [muzyka] cenie 40 zł wzrasta do 40. Wysokie PE nie oznacza automatycznie bańki. a niskie nie oznacza pewnej okazji. Pokazuje jednak ile [muzyka] optymizmu albo strachu zostało już zapisane w cenie. Sam zysk również może być mylący. Firma może wskazywać księgowy zarobek, ale nie posiadać gotówki, ponieważ klienci nie płacą faktur, zapasy rosną, a fabryki pochłaniają miliardy. Dlatego jednym z najważniejszych parametrów jest wolny przepływ pieniężny, czyli gotówka pozostająca po sfinansowaniu działalności i niezbędnych inwestycji. To właśnie z niej spółka może spłacać zadłużenie, wypłacać dywidendy, przejmować konkurentów albo skupować własne akcje. Drugim punktem jest dług. W dobrych czasach przyspiesza wzrost, ale podczas kryzysu [muzyka] działa jak kamień przywiązany do nóg. W tej chwili zajmiemy się spadkiem koniunktury na rynku nieruchomości i jego wpływem na gospodarkę. Najnowsze dane wskazują, że w większości regionów kraju tempo budowy mieszkań spadło bardziej niż oczekiwano, a liczba wniosków o pozwolenia na budowę będąca wskaźnikiem przyszłej aktywności budowlanej spadła do najniższego poziomu od 1997 roku. Sytuacja gospodarcza jest dobra. Bezrobocie jest niskie, giełda idzie w górę, gospodarka jest w złym stanie. Zaufanie konsumentów jest chwiejne. Przemysł motoryzacyjny utknął w martwym punkcie. A co najważniejsze, być może [muzyka] rynek nieruchomości przeżywa załamanie. Sprzedaż domów spadła o około 14% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Liczba nowych inwestycji budowlanych spadła o prawie 30%, co obniżyło tempo wzrostu gospodarczego o ponad 1 punkt procentowy. [muzyka] Obecnie panuje ogromna obawa, że najgorętsze rynki nieruchomości ostatnich lat, takie jak Kalifornia i Nowy Jork, ucierpią najbardziej. W latach 2007-2009 ceny amerykańskich domów spadły średnio o około 30%, ponieważ wiele z nich było na kredyt. Ludzie się wyprzedawali, żeby tylko spłacić zobowiązania. Natomiast indeks S&P 500 od szczytu do dołka stracił 57%. Firmy, banki i inwestorzy korzystający z największej dźwigni znaleźli się wówczas w najgorszej sytuacji. Dźwignia to już zupełnie inny temat. To instrument, w ramach którego broker pożycza pieniądze na inwestycje. Dzięki temu przy wzrostach można solidnie zarobić, jeżeli ma się pozycję long, ale przy spadkach strata pieniędzy może być naprawdę dużo wyższa, czyli wprost proporcjonalna do dźwigni. Nie wystarczy również odnaleźć branży przyszłości. Trzeba jeszcze znaleźć przyszłego zwycięzcę, a to może się okazać znacznie trudniejsze. Badanie Hendrika Bessen Bindera obejmuje ponad 64 000 światowych spółek z lat 1990-2020. Wykazało ono, że 55,2% amerykańskich i 57,4 pozostałych akcji osiągnęło wynik gorszy od krótkoterminowych bonów skarbowych USA. Całe 75,7 biliona dolarów netto majątku stworzonego przez światowe giełdy pochodziło zaledwie od 2,4% najlepszych przedsiębiorstw. Innymi słowy, większość firm nie tworzy wielkich fortun. Cały rynek jest ciągnięty w górę przez niewielkie grono gigantycznych zwycięzców. Czy zatem warto inwestować? Tak, ale wyłącznie ze świadomością, że nawet największa inteligencja, doświadczenie i dostęp [muzyka] do informacji nie chronią przed katastrofą. Nigleson 28letni makler ukrył spekulacyjne transakcje, które w 1995 roku przyniosły 827 milionów funtów straty i doprowadziły do upadku działającego od 233 [muzyka] lat banku Barings. Fundusz Longterm Capital Management, którego zespół tworzyli między innymi nobliści Miron Schuls i Robert Merton, najpierw osiągnął ponad 40% stopy zwrotu, a później przez niespełna 4 miesiące 1998 roku stracił 4,6 miliarda dolarów. Głównie przez ogromną dźwignię finansową. Japoński miliarder Masaiosison podczas pęknięcia banki internetowej utracił około 98% swojego majątku. Mimo że wcześniej na krótko został najbogatszym człowiekiem świata, amerykański miliarder Bill Akckman stracił około 4 miliardów dolarów na akcjach Valeant, które nazwał później wielkim błędem, a ich kurs spadł od szczytu o około 95%. >> [muzyka] >> W ciągu 2014 roku poznaliśmy firmę Valentnie, co dało nam pewność siebie potrzebną do zainwestowania w nią w 2015 roku. Okazało się jednak, że w 2015 roku sytuacja firmy uległa radykalnej zmianie. Mam tu na myśli wydarzenia, które doprowadziły do upadku waliant. Prawie wszystkie miały miejsce w 2015 roku, [muzyka] a my nie byliśmy ich świadomi w momencie, gdy siedziały. Podam wam kilka przykładów. Jedną z rzeczy, która wzbudziła w nas zaufanie do inwestycji w Valent, były dotychczasowe osiągnięcia Mike Pona w zakresie alokacji kapitału. [muzyka] A najlepszym tego dowodem było to, czego doświadczyłem na własnej skórze. Ale też nie wszyscy tracą. Ronald Red przez lata pracował jako mechanik na stacji benzynowej, a później jako woźny. Żył niezwykle skromnie. Odkładał część zarobków i kupował akcje dużych firm, często trzymając je przez dziesięciolecia. Kiedy zmarł w wieku 92 lat, jego rodzina ze zdumieniem odkryła, że pozostawił majątek wart około 8 miliardów dolarów, z czego część milionów przekazał lokalnemu szpitalowi i bibliotece. Jeszcze bardziej nieprawdopodobna jest historia sekretarki Grace Groner, która w 1935 roku kupiła za 180 $arów trzy akcje firmy Abot Laboratories. reinwestowała dywidendy i nigdy ich nie sprzedała. Po jej śmierci inwestycja była warta uwaga 7,2 miliona dolarów. Teraz postać Leopolda Ashen Brennera. Ten 25latek to były badacz sztucznej inteligencji z Open AI, który założył fundusz Situational Awareness i stał się internetową sensacją po tym, jak zarobił miliardy na aktualnej rewolucji AI. Takich historii sukcesu czy porażek jest więcej. Najważniejsze jest, aby zachować w inwestowaniu zdrowy rozsądek. Nie każdy wygrywa, to najważniejszy wniosek, ale inwestowania nie można traktować jak hazardu, bo to największa zguba. Dziękuję wam za dzisiaj i pamiętajcie, inwestowanie zawsze wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Jest przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. A jeżeli chcecie rozpocząć swoją przygodę z tym światem, serdecznie polecamy wam XTB. Do usłyszenia i trzymajcie się.








