AI, bezpieczeństwo i reakcja rynków – co stoi za spadkami technologii?
W materiale analizujemy ostrzeżenia ekspertów AI dotyczące ryzyka wymknięcia się sztucznej inteligencji spod kontroli oraz apel o spowolnienie wyścigu AI ze strony liderów sektora (Dario Amodei, Sam Altman, Elon Musk). Przytaczamy konkretne propozycje: zewnętrznych ewaluatorów, jednolite standardy bezpieczeństwa oraz globalną koordynację, włączając Chiny.
Pokazujemy, jak rynki zareagowały: spadki akcji producentów półprzewodników (Intel, Micron, Nvidia), korekta indeksów technologicznych w Korei, Japonii i Europie oraz przedsesyjne osłabienie Alphabet, Amazon, Microsoft i Oracle.
Oprócz AI omawiamy kluczowe wydarzenia geopolityczne: rosyjski atak dronowy przy polskiej granicy, deklarację premierów Szkocji, Walii i Irlandii Północnej o możliwym rozpadzie Zjednoczonego Królestwa oraz starania Kanady o członkostwo stowarzyszone w UE. Na końcu wyjaśniamy przyczyny rekordowych cen diesla w USA i Polsce, uwzględniając konflikt na Bliskim Wschodzie oraz kontrowersyjne oskarżenia Donalda Trumpa wobec Ukrainy.
- AI bezpieczeństwo – scenariusze zagłady i propozycje regulacji.
- Reakcja rynków – spadki akcji i indeksów technologicznych.
- Geopolityka – drony Rosji, możliwy rozpad UK, kanadyjskie ambicje UE.
- Ceny paliw – źródła wzrostu diesla i wpływ konfliktów.
Materiał jest obiektywny, oparty na faktach i cytowanych źródłach, bez rekomendacji inwestycyjnych. Przydatny dla inwestorów chcących zrozumieć wpływ makro‑ i mikroekonomii na ceny akcji.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Najtęższe umysły tego świata boją się, że stworzą potwora i nawołują do uregulowania samych siebie. Wcześniej pędzili jak szaleni, a teraz nagle chcą zrzucać bieg. Czy gigantom AI naprawdę chodzi o bezpieczeństwo? Czy może za ich najnowszym pomysłem kryje się jakaś inna intencja? Niezależnie od tego rynki reagują bardzo jednoznacznie, co mogłeś już pewnie zobaczyć w swojej aplikacji inwestycyjnej, gdy czerwony kolor bił cię po oczach. Więcej o tym, co dokładnie się stało i jakie miało konsekwencje opowiem w dzisiejszym rynkowym alercie. Będzie też dużo o nowym porządku świata, który naprawdę zaczyna się tworzyć. Dotychczas znane nam i utrwalone od dekad na mapie mocarstwo może się rozpaść. Dodatkowo o wejście do Unii Europejskiej doprasza się kraj z zupełnie innego kontynentu. Obie te informacje brzmią absurdalnie. Wiem. No ale sęk w tym, że są jak najbardziej prawdziwe. O szczegółach opowiem w dalszej części materiału. Pochylimy się także nad cenami paliw, szczególnie diesla, które osiągają niezbadane dotąd szczyty. Z czego to wynika? No tu zdania są podzielone i kontrowersyjne, czego najlepszym dowodem jest jedna z najnowszych wypowiedzi Donalda Trumpa. Jak wytłumaczył to prezydent USA, zostań ze mną do końca, a się przekonasz. Zapraszam na film. Partnerem odcinka jest Dom Maklerski XTB, który przygotował specjalny raport na temat sytuacji na rynku ropy naftowej. Kliknij w link w opisie i odbierz darmowy materiał. A jeżeli nie masz jeszcze konta w XTB, to załóż je z kodem rabatowym FX Mac. Otrzymasz dodatkowe szkolenie. Linki w opisie. Ja nazywam się Michał Fitz, a ty oglądasz FX Mac. Kanał, na którym tłumaczymy świat finansów już od 2016 roku. Jeśli chcesz pozostać na bieżąco z informacjami ważnymi dla twojego portfela, to koniecznie zostaw suba. Widmo zagłady tak duże, że ci, którzy do tej pory przekonywali, że nie można zwalniać tempa rozwoju, teraz trąbią za potrzebą spowolnienia wyścigu AI. W efekcie na giełdzie, w sektorze technologii, przede wszystkim na spółkach związanych ze sztuczną inteligencją widać wyraźne spadki. Co się dzieje już tłumaczę od początku. W ubiegłym tygodniu niejaki Jacob Cookson, który pracował wcześniej dla Open AI, zrezygnował z pracy dla Antropik. Dlaczego raptem 27letni fachowiec z aż takim CV odchodzi? Jak wyjaśnił, nie chciał pracować w firmach, które działają tak nieodpowiedzialnie. stwierdził, że obie tak pędzą w wyścigu sztucznej inteligencji, że i grają z ludzkim życiem. Zdradził, że inżynierowie z Antropik spośród różnych scenariuszy rozważają nawet ten skrajny, w którym sztuczna inteligencja wymyka się spod kontroli i doprowadza do zakłady ludzkości do końca tej dekady. Jak to w ogóle możliwe? Jak wyjaśnił sam zainteresowany w jednym z wywiadów, których ostatnio udzielał, sztuczna inteligencja samoistnie mogłaby przejmować kontrolę nad całymi infrastrukturami, a także różnego rodzaju uzbrojeniem. Mało tego, sama byłaby w stanie stworzyć potężną broń biologiczną. >> Tak więc ten konkretny scenariusz brzmi trochę jak science fiction. Wydaje się czymś, co nie może być prawdziwe, ale myślę, że jest przerażająco realny. Najłatwiej go zrozumieć, jeśli pomyślisz o rzeczach, które naprawdę wydarzyły się dwa miesiące temu. Dwa miesiące temu agenci Open AI włamali się do infrastruktury należącej do stron trzecich całkowicie z własnej inicjatywy. Był to wręcz skoncentrowany zryw hakerski, który przeprowadziły z własnej woli. I myślę, że jeśli spojrzymy w przyszłość i wyobrazimy sobie AI dysponującą znacznie większymi możliwościami, ale zachowującą tę samą zdolność do samodzielnego podejmowania działań, mogłaby ona spowodować ogromne spustoszenie. na przykład mogłaby włamywać się do infrastruktury krytycznej albo tworzyć broń biologiczną, zdolną doprowadzić do zagłady ludzkości. >> Kokson z jednej strony uspokaja, że obecne modele nie są w stanie tego zrobić, a z drugiej dodaje, że niedługo twórcy modeli mogą dojść do momentu, w którym te uczą już same siebie i rozwijają się dzięki temu lepiej niż z pomocą człowieka. A to może być krytyczny moment, w którym człowiek przestanie być im potrzebny. Pewnie niektórzy uznaliby to za sensację i próbę wybicia się w mediach przez młodego człowieka. Sęk w tym, że rewelacje te potwierdził Evan Hubinger, jego współpracownik, który wciąż jest zatrudniony w Antropik, wprost napisał, że jego zdaniem są szanse na to, że sztuczna inteligencja wybije całą ludzkość w przeciągu 10 lat. Daje około 10% prawdopodobieństwa na spełnienie się tego czarnego scenariusza. No to wcale nie tak mało. Jeszcze pod koniec tygodnia politycy z obydwu amerykańskich partii zaczęli apelować o wdrożenie ustaw, które w jakiś sposób uregulują wyścig sztucznej inteligencji, by na mecie nie czekała nas katastrofa. W weekend w tej sprawie nastąpił prawdziwy przełom. Wcześniej twórcy sztucznej inteligencji byli raczej przeciwnikami regulacji. Mówiono, że niepotrzebnie spowalnia ona rozwój tak ważnej technologii. Tymczasem w sobotę sam Dario Amodei, czyli CEO Antropic, lidera sektora, opublikował esej, w którym wprost stwierdził, że wyścig sztucznej inteligencji trzeba spowolnić. A żeby tego było mało, zaraz potem poparli go w tym jego najwięksi rynkowi rywale. Sam Altman z Open AI oraz Elon Musk odpowiedzialny przecież za Groka. Amodei zaproponował także trzypunktowy plan działania, którego wdrożenie miałoby ustabilizować sytuację. Po pierwsze, firmy musiałyby wpuszczać zewnętrznych ewaluatorów, którzy trzymaliby piecze nad bezpieczeństwem rozwoju nowych modeli. Drugi punkt zakłada koordynację między firmami w celu wypracowania jednolitych standardów bezpieczeństwa. Trzeci mówi o globalnej koordynacji, która miałaby uwzględnić także państwa autorytarne, szczególnie Chiny, które również pędzą w tym wyścigu. I właśnie ze względu na Chiny ten pomysł nie spodobał się Donaldowi Trumpowi. Ten przebywa w Irlandii i jak się jeszcze przekonacie w tym odcinku parę ciekawych wypowiedzi w tym czasie udzielił. Jedna z nich dotyczyła właśnie postulatów liderów sektora AI. Prezydent USA stwierdził, że nie podoba mu się pomysł nadmiernych regulacji i wolałby, żeby obecnego systemu nie zmieniać. by nie dawać przewagi Chinom. Państwo środka też zdążyło się już do tego pomysłu ustosunkować na łamach kontrolowanej przez władze gazety Global Times. Informacje te dalej w świat podała agencja Reuters. Jak czytamy w depeszy, Chińczycy twierdzą, że ten pomysł to tak naprawdę próba zahamowania rozwoju chińskiego AI poprzez nałożenie barier technologicznych i regulacji. W Esoju Amodea jest też bowiem mowa o zaostrzeniu restrykcji eksportowych do Chin. Możemy być niemal pewni, że kwestia ta będzie omawiana przez Donalda Trumpa i Sidinpinga, który to zawita do Waszyngtonu już 24 września. Należy też pokazać drugą stronę medalu. Twórcy argumentują pomysł wręcz apokaliptyczną wizją, ale nie brakuje rynkowych komentatorów, którzy uważają, że prawdziwy cel jest inny. Na przykład David Sax, doradca Donalda Trumpa do spraw AI i kryptowalut, uważa, że giganci sztucznej inteligencji chcą w ten sposób stworzyć monopol, bo proponowane przepisy będą w stanie spełnić tylko duże firmy. Saks przewiduje, że następnym krokiem byłoby zakazanie modeli otwarto-Źródłowych, by wykosić resztę konkurencji. Innymi słowy, w tej teorii chodzi o to, że giganci chcą zatrzymać władzę nad AI i gwarantowany dzięki niej kapitał tylko w wąskim gronie osób. Dodatkowo pojawiają się też hipotezy, według których giganci AI nawołują do spowolnienia wyścigu, bo zorientowali się, że do tej pory pompowano w sektor za dużo kapitału i ten zwyczajnie się nie zwróci. Warto nadmienić, że szef Open AI sam Altman w ten sam weekend w rozmowie z Fortune przyznał, że spółka nie wejdzie na giełdę w tym roku, choć pierwotnie planowała to zrobić. Oficjalnie wyjaśnił, że to nie jest dobry moment na taki krok z uwagi na bezpieczeństwo AI. Jednak już wcześniej pojawiały się doniesienia, że wyniki finansowe Open AI są poniżej oczekiwań. Nie można więc wykluczyć, że to te problemy są powodem, przez który zaproponowano spowolnienie wyścigu. Ale przypominam, to jedynie hipoteza. Niezależnie od tego, gdzie leży prawda, rynek te rewelacje ocenił jednoznacznie i negatywnie. Ci, którzy przez weekend byli odcięci od wiadomości, a dziś przy kawce sprawdzali sobie notowania, mogli się nieźle zdziwić. Cały koreański indeks COSPI oparty głównie o producentów infrastruktury AI spadł w trakcie poniedziałkowej sesji o ponad 3%. W Japonii akcje Softbanku, jednego z głównych inwestorów Open AI potaniały o aż 10%. Przed południem taniały także akcje europejskich spółek związanych ze sztuczną inteligencją, na przykład producenta chipów ASML. W momencie, w którym nagrywam ten materiał, sesja na amerykańskim rynku jeszcze nie ruszyła, ale mamy już notowania z handlu przedsesyjnego i tu również widać wyraźne spadki na spółkach związanych z AI. Akcje Mikrona potaniały o 5%, Intela o 6%, a Nvidio 2%. Na większym lub mniejszym minusie byli też tak zwani Hyper Skylerzy, czyli spółki inwestujące najwięcej w infrastrukturę AI. Tu mam na myśli Alphabet, Amazon, Microsoft, Mete oraz Oracle. A jeżeli szukasz dobrej kawy, to skorzystaj z oferty od polskiej palarni kawy Cafe Delmondo. Jak użyjesz kodu FX Mac to pierwsze 30 dni dzierżawy będą bezpłatne. To idealna opcja dla firm już od jednej złotówki. Link znajdziesz w opisie. A jeśli chcesz być na bieżąco z ważnymi rynkowymi wydarzeniami, takie jak to, o którym przed chwilą mówiłem, to koniecznie zapisz się na nasz FX Magowy inwestycyjny newsletter. Link również znajdziesz w opisie. Niestety potwierdzają się słowa premiera Tuska i doniesienia zachodnich służb o coraz to kolejnych prowokacjach ze strony Rosji. W nocy z soboty na niedzielę Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak dronowy na Ukrainę, koncentrując się tym razem na zachodzie kraju, czyli na obszarze przylegającym do Polski. Około 4:00 rano siły zbrojne poderwały dyżurne pary myśliwców. W powietrzu znalazły się F16, śmigłowce oraz samolot rozpoznawczy. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało alerty do sześciu powiatów na Lubelszczyźnie, a w części miejscowości uruchomiono syreny. Według Ministerstwa Obrony Narodowej polskie systemy wykryły kilkanaście dronów odrzutowych. Jeden z nich uderzył kilometr od polskiej granicy, drugi 5 km. Jak przekazało MSW i bezzałogowiec trafił między innymi w stację paliw w Jagodzinie jakieś 800 m od przejścia granicznego w Dorochusku. Zapaliły się tam dwie ciężarówki i tu rzecz kluczowa. Polskiej przestrzeni powietrznej nikt nie naruszył. O 5:00 po południu premier zwołał odprawę w rządowym Centrum bezpieczeństwa. Powiedział tam, że eskalacja ze strony Federacji Rosyjskiej staje się faktem, a jej przykłady są coraz bliżej naszej granicy i dodał, że nie może wykluczyć, iż eskalacja będzie dotyczyła także naszego terytorium. Eskalacja ze strony działań Federacji Rosyjskiej staje się faktem, a jej przykłady są coraz bliżej naszej granicy. Ataki tej nocy, one wskazują, że Rosjanie są gotowi użyć groźniejszego niż do tej pory sprzętu. Mówię tutaj o dronach odrzutowych. >> Zapowiedział przejście służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wtryptu. Cytuję bardzo wzmocniony. Jeszcze jedna uwaga, bo warto być precyzyjnym. Ukraińskie koleje podały, że jeden z dronów uderzył w lokomotywę pociągu relacji Kijów Warszawa. 2 km od granicy z 206 pasażerami na pokładzie, wśród których nie było Polaków. Premier zapytany o te doniesienia odpowiedział, że nie może powiedzieć, że były nieprawdziwe, ale polskie służby takich zdarzeń nie potwierdzają. Rosyjskie ministerstwo obrony twierdzi z kolei, że celem ataku była infrastruktura kolejowa służąca transportowi ładunków wojskowych z Europy. Ostatnimi czasy to Donald Trump bawi się w przerysowywanie map, zmieniając nazwy jezior, zatok, a niedługo być może nawet Stanów. Niewykluczono jednak, że mapa Europy również będzie musiała zostać za jakiś czas mocno zaktualizowana. Dlaczego? Otóż może dojść do rozpadu Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. I to nie jest już tylko scenariusz z gatunku political fiction. To zupełnie realna możliwość, a pierwszy krok w tym kierunku postawiono właśnie dzisiaj. Pod koniec brytyjski The Telegraph doniósł bowiem, że premierzy Szkocji, Walii oraz Irlandii Północnej mają w poniedziałek spotkać się w walijskim Cardif. Powód. Liderzy tych autonomii mają podpisać deklarację domagającą się prawa do samostanowienia i możliwości przeprowadzenia referendów niepodległościowych. Do tej pory pojedyncze autonomie, głównie Szkocja, już parę razy próbowały wywalczyć niepodległość, ale bezskutecznie. Teraz jednak mamy do czynienia z sytuacją bezprecedensową, bo nigdy wcześniej autonomie nie łączyły swoich sił w tej kwestii. Doszło do tego dzięki temu, że wszystkimi rządzą teraz partie o zapędach separatystycznych. Przez to londyński rząd będzie miał dużo większy problem, by te zapędy zignorować. Warto zaznaczyć, że na spotkaniu premierów autonomii ma pojawić się także liderka opozycji Republiki Irlandii. Ta jednak od dawna jest niepodległa, więc skąd jej obecność? Jak mówią doniesienia, chodzi o przyszłość Irlandii Północnej. Ta w przeciwieństwie do Walii i Szkocji nie miałaby zostać całkowicie niepodległym państwem, a po prostu zjednoczyłaby się z resztą Wyspy. Co ciekawe, doniesienia te wypłynęły na dobę po wizycie Donalda Trumpa w Dublinie, który stwierdził publicznie, że chciałby zobaczyć zjednoczoną Irlandię, bo dla niego to naturalna kolej rzeczy. Tak. Zawsze bardzo lubiłem mieszkańców Irlandii i wydaje mi się, że mamy Irlandię Północną i mamy Irlandię. Więc moim zdaniem jedną z najbardziej naturalnych rzeczy na świecie byłoby po prostu je połączyć. >> Była to wypowiedź o tyle kluczowa, że Waszyngton do tej pory zachowywał neutralność wobec statusu Irlandii i Wielkiej Brytanii. Tymczasem nagle prezydent Stanów Zjednoczonych opowiedział się jasno po jednej ze stron. Warto jednak nadmienić, że to prawdopodobnie nie było oficjalne stanowisko administracji, a jedynie prywatna opinia Trumpa. Dzień później na konferencji prasowej stwierdził, że na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi, ale on uważa, że to fajny pomysł. To jedno z tych pytań, na które niezależnie od tego, co odpowiesz i jak dobrze to ująć, po prostu nie ma dobrej odpowiedzi, prawda? Jest takich pytań chyba ze cztery czy pięć. Mógłbym podać wam kilka innych, ale nie będę was do tego zachęcał. To było jedno z takich pytań, ale tak naprawdę powiedziałem, że moim zdaniem byłaby to bardzo fajna rzecz. Szczerze mówiąc, uważam, że byłoby fajnie. Tak czy siak, takie wypowiedzi to paliwo dla zapędów Szkocji, Walii oraz Irlandii Północnej. Jeśli okazałoby się, że faktycznie Waszyngton poprze ich pomysł, brytyjski rząd zostałby postawiony w niezwykle trudnej sytuacji. Na ten moment jednak oficjalnego poparcia nie ma. Warto też zaznaczyć, że Szkocja i Walia, gdyby uzyskały niepodległość, chciałyby dołączyć do Unii Europejskiej, a Irlandia Północna dołączyłaby w ramach Irlandii, bo ta już jest członkiem Unii Europejskiej. No dobrze, ale co musiałoby się stać, żeby do rozłamu Zjednoczonego Królestwa doszło? Żeby faktycznie się rozpadło, musiałaby się na to zgodzić strona, która najmniej tego chce, czyli rząd w Londynie. W Szkocji konstytucja jest materią zastrzeżoną, a Sąd Najwyższy orzekł w 2022 roku jednomyślnie, że Edinburg nie może samodzielnie rozpisać nawet referendum konsultacyjnego. Jedyna legalna droga to czasowe przekazanie tej kompetencji przez brytyjski rząd, a tak zrobiono raz przed głosowaniem z 2014 roku i nie ma żadnego przepisu, który zmuszałby Londyn do powtórzenia tego gestu. Warto przypomnieć, że wówczas Szkoci ostatecznie opowiedzieli się za pozostaniem częścią Zjednoczonego Królestwa w stosunku 55% do 45%. Było więc bardzo blisko i niewykluczone, że dziś szala przechyliłaby się na stronę separatystów. Walia jest w pozycji jeszcze słabszej, bo Unia Narodów Walii i Anglii również jest materią zastrzeżoną, a Karlif nie ma za sobą nawet precedensu. Żeby cokolwiek ruszyło, potrzebna byłaby nowelizacja ustawy o rządzie Wali. Całkowicie inaczej wygląda to w Irlandii Północnej, gdzie porozumienie wielkopiątkowe i ustawa z 1998 roku dają brytyjskiemu ministrowi nie tylko prawo, ale i obowiązek zarządzenia referendum, jeśli uzna za prawdopodobne, że większość opowie się za zjednoczeniem z republiką. Tylko, że to zależy tylko i wyłącznie od oceny premiera, a kolejni z nich konsekwentnie odmawiają określenia, jakimi kryteriami się kierują. Zresztą nawet gdyby referendum się odbyło, zgodę musiałyby wyrazić większości po obydwu stronach granicy. Wypowiedzieć musiałoby się też społeczeństwo Republiki Irlandii. Innymi słowy, spośród trzech autonomii, które podpisują deklaracje w Cardiv, tylko Irlandia Północna ma realną ścieżkę prawną. Szkocja ma ścieżkę całkowicie zależną od dobrej woli Londynu, a Walia nie ma jej jeszcze wcale. Unia Europejska, jak sama nazwa wskazuje, zrzesza kraje z Europy. W zasadzie od początku istnienia tej instytucji nikt tego nie podważał. Tymczasem okazuje się, że możemy niedługo być świadkami absolutnie bezprecedensowej sytuacji, w której członkiem, no formalnie kimś na kształt członka staje się kraj z drugiego kontynentu. Brzmi absurdalnie, wiem, ale to naprawdę może się wydarzyć. Wskazują na to doniesienia Wall Street Journal. Według nich premier Kanady Mark Kern od dawna prowadził zakulisowe rozmowy z wieloma liderami państw starego kontynentu, przede wszystkim z Emanuelem Macronem, by poszerzyć współpracę jego kraju z Unią. To bezpośredni efekt wojny celnej, którą Kanadyjczycy prowadzą od kilku tygodni ze Stanami Zjednoczonymi. Ci pierwsi muszą więc natychmiast szukać silnych i stabilnych partnerów handlowych. W związku z tym Kerni ma sondować możliwość dołączenia Kanady do Unii Europejskiej. na zasadzie tak zwanego członka stowarzyszonego. Co ważne, taki status obecnie nie istnieje, a wspólnota miała do tej pory twarde ramy dotyczące dołączania do niej. Absolutnie nie była w tej kwestii elastyczna. Tymczasem media donoszą, że w przypadku Kanady unijni decydenci mają być otwarci na takie rozwiązanie. Jak dokładnie miałoby to wyglądać? Oficjalnie szczegółów nie znamy, ale według doniesień to członkostwo umożliwiałoby swobodny przepływ towarów, usług i pracowników między Unią a Kanadą, a także gwarantowałoby bezwizowy ruch obywateli. Dodatkowo Kanada brałaby udział we wspólnych projektach gospodarczych. W najbliższy czwartek w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu Mark Kerni ma pojawić się osobiście i w swoim wystąpieniu wyjaśnić jak dokładnie widzi tę współpracę. Nawet jeśli większość członków wspólnoty zareagowałaby na ten pomysł pozytywnie, wprowadzenie go w życie nie byłoby proste. Unijne traktaty nie przewidują takiego rozwiązania, więc takie struktury trzeba wymyślić całkowicie od zera. To z kolei wymaga jednomyślności wszystkich 27 członków wspólnoty. Każdy będzie musiał się zgodzić na wprowadzenie nowego rozwiązania ratyfikując odpowiedni traktat, który dopiero trzeba sporządzić. Pewnie dlatego też Karni miał rozmawiać z większością liderów z osobna, by wybadać, czy byliby oni skłonni wydać zgodę. Warto zaznaczyć, że ani Bruksela, aniwa tych doniesień nie potwierdziły, ale też ich nie zdementowały. W najbliższych dniach przekonamy się jak ta sprawa się rozwinie. Jeśli faktycznie wszyscy wyrażą zgodę i proces prawny ruszy, nie możemy wykluczyć, że wkrótce inne kraje z całego świata podniosą rękę do góry i zgłoszą swoje zainteresowanie takim członkostwem stowarzyszonym. Unia globalna zamiast Unii Europejskiej. Kto wie, co przyniesie przyszłość. Ostatnio świat zmienia się na tyle dynamicznie, że i tego nie możemy wykluczyć. Poparcie dla zjednoczenia Irlandii to nie była zresztą jedyna kontrowersyjna wypowiedź, której Donald Trump udzielił tego weekendu. W trakcie tej samej wizyty został także zapytany o ceny paliw, głównie diesla. Średnia cena tego drugiego w Stanach Zjednoczonych w weekend przebiła 6ów za galon. To sytuacja dla amerykańskich kierowców wręcz krytyczna, bo diesel nigdy w historii nie był aż tak drogi. Przed wojną kosztował mniej niż 4 do$ za galą. Zresztą nie tylko tam jest drogi, bo w Polsce za litr oleju napędowego trzeba było pod koniec ubiegłego tygodnia zapłacić średnio 8 zł i 61 gr. W naszym wypadku również możemy mówić o jednej z historycznie najwyższych cen od miesięcy. Zupełnie słusznie zresztą winę za wysokie ceny paliw zrzuca się na wojnę na Bliskim Wschodzie, która doprowadziła do blokady dziecieśniny Ormus, przez którą to przepływała wcześniej co trzecia baryłka ropy transportowana drogą morską. Przez ostatnie dni sytuacja w regionie znów eskalowała. Konflikt rozlał się jeszcze na zachodzie, gdzie huti atakują Arabię Saudyjską i tamtejszą infrastrukturę naftową. W efekcie tych działań cena ropy znów podskoczyła. Za baryłkę ropy brand trzeba teraz zapłacić blisko 110 arów. Tymczasem Donald Trump zrzucił winę za wysokie ceny diesla na Ukrainę. Stwierdził, że te ceny to efekt ataków dronowych na rosyjskie rafinerie, które produkowały głównie diesla. Przyznał, że prosił Zełeńskiego o zmianę celów ataków, bo w chwili obecnej szkodzi on całemu światu. Zobaczymy, czy prezydent Ukrainy się posłucha. >> Prezydent Zełęski musi zrobić jedną rzecz. Musi przestać niszczyć rosyjskie instalacje i zapasy paliwa dislowskiego. Niech atakuje inne cele, ale nie paliwo dislowskie, ponieważ powoduje niedobór oleju napędowego. To nie jest spowodowane sytuacją na Bliskim Wschodzie. To, co się dzieje z Rosją i Ukrainą jest tego przyczyną. Rozmawialiśmy więc z panem Zełęskim na ten temat. Jest mnóstwo innych celów. Nie atakujcie paliwa dislowskiego. >> Dlaczego pana zdaniem tak jest, panie prezydencie? >> Szkodzi całemu światu. Nie chcemy, żeby atakował paliwo dislowskie. >> Niektórzy mogą się oburzać tym zrzuceniem winy na broniącą się Ukrainę. Ale trzeba uczciwie przyznać, że prezydent USA przynajmniej częściowo ma rację. Wcześniej Rosja miała wyraźną nadwyżkę diesla i eksportowała go za granicę. Tymczasem w wyniku powtarzających się ataków na rafinerię ten eksport został zablokowany. Tylko w sierpniu Ukraina przeprowadziła ponad 20 takich nalotów. Na początku wakacji wprowadzono zakaz eksportu i konsekwentnie go przedłużano. Obecnie blokada eksportu miałaby się zakończyć wraz z wrześniem, ale rosyjskie władze rozważają przedłużenie jej nawet do końca roku. Ni mniej należy podkreślić, że głównym czynnikiem windującym ceny paliw jest jednak wojna na Bliskim Wschodzie.







