Ten NUDNY Rynek Stworzy Nowych Milionerów – Zaczynam Budować Pozycję [Analiza rentowności obligacji USA]

Analiza rynku obligacji USA – kluczowe czynniki wpływające na rentowności

W materiale omówiono strukturę obligacji rządowych, mechanizm odwrotnej zależności pomiędzy ceną a rentownością oraz rolę amerykańskiego długu publicznego przekraczającego 40 bilionów dolarów. Przedstawiono aktualne poziomy 10‑ i 30‑letnich skarbowych papierów wartościowych, które po podwyżce stóp Fed osiągnęły okolice 5 % oraz 5,3 %. Analiza uwzględnia Decyzja Rezerwy Federalnej z 16 września, projekcje stóp na lata 2024‑2026 oraz działania Departamentu Skarbu związane z odkupem długoterminowych obligacji (buyback).

Omówiono również wpływ inflacji, realnej stopy procentowej oraz premii terminowej (term premium) na kształtowanie krzywej rentowności. Przedstawiono zależności między amerykańskimi obligacjami a rynkiem japońskim, gdzie wzrost rentowności 10‑letnich JGB może ograniczyć popyt na amerykański dług. W materiale zwrócono uwagę na korelacje z aktywami ryzykownymi – akcjami, kryptowalutami i nieruchomościami – oraz na rolę spreadów kredytowych (high‑yield OAS) jako wskaźnika nastrojów na rynku kredytu korporacyjnego.

  • Wyjaśnienie pojęć: principal, kupon, maturity, yield oraz mechanizm odwrotnej zależności cena–rentowność.
  • Analiza sytuacji makroekonomicznej: inflacja, polityka Fedu, deficyt budżetowy i koszty obsługi długu.
  • Omówienie wpływu Japonii i innych gospodarek na globalny popyt na obligacje USA.
  • Interpretacja spreadów kredytowych i ich znaczenia dla oceny ryzyka recesji.
  • Wnioski dla inwestora: kiedy wysokie rentowności obligacji mogą stać się atrakcyjnym źródłem pasywnego dochodu oraz jak monitorować sygnały zmiany reżimu rynkowego.

Materiał jest prezentowany obiektywnie, bez rekomendacji inwestycyjnych, i stanowi solidne podstawy do dalszej analizy obligacji oraz ich wpływu na szersze rynki finansowe.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

W tym materiale przedstawię tobie nudną perspektywę, która jest ignorowana przez większość, a szczególnie w obecnej sytuacji na rynku może dać konkretną przewagę. Większość ludzi, kiedy zastanawia się co właściwie rusza rynkami finansowymi, wymieni Fed, inflacje, stopy procentowe, wyniki spółek, dane z rynku pracy albo geopolitykę. W przypadku [parsknięcie] kryptowalut możemy dorzucić jeszcze ETFy, cykliczność i powstające regulacje. Ale pod praktycznie wszystkimi tymi tematami znajduje się jeszcze jeden rynek. Rynek, którego większość inwestorów nie obserwuje, mimo że potrafi wpływać na kredyty, akcje, nieruchomości, dolara, a nawet bitcoina. I to jest właśnie rynek obligacji, a skala jest naprawdę ogromna. Obecnie globalny rynek obligacji jest wyceniany na około 160 bilionów dolarów. Tak, bilionów. Czyli mówimy o rynku porównywalnym swoją wielkością, a obecnie nawet nieco większym od całego globalnego rynku akcji. Dlatego obligacje nie są jakimś nudnym dodatkiem do świata finansów. To jest jeden z jego fundamentów. Co więcej to nie bez powodu przygotowałem ten materiał właśnie teraz, bo sytuacja przez ostatnie dni zrobiła się jeszcze ciekawsza. Amerykańskie 10letnie obligacje praktycznie dotknęły 5%. 30letnie obligacje doszły w okolice 5,4%. czyli poziomy ostatni raz widziane dosłownie przed kryzysem z 2008 roku. A jednocześnie właśnie dostaliśmy bardzo ważną decyzję Fedu. 16 września rezerwa federalna podniosła stopy procentowe o 25 punktów bazowych do przedziału 3,75 do 4%. Była to pierwsza tego typu podwyżka od ponad trzech lat. Co więcej, decyzja była jednomyślna. Fed bardzo jasno powiedział również, dlaczego to zrobił. Inflacja pozostaje zbyt wysoka. Gospodarka nadal rozwija się w solidnym tempie. Konsumpcja pozostaje odporna, a rynek pracy nie pokazuje jeszcze poważnego załamania. A inwestycje przedsiębiorstw są na mocnym poziomie. Czyli Fed nie podnosi obecnie stóp dlatego, że gospodarka już się rozpada. Podnosi je dlatego, że gospodarka nadal jest wystarczająco mocna. żeby znosić restrykcyjną politykę, a inflacja nadal nie wróciła do celu. Co więcej, Fed nie sugeruje na razie, że ta jedna podwyżka kończy temat. Najnowsze projekcje członków FOMC wskazują mediane stopy na około 4,1% pod koniec 2026 roku, czyli jeszcze jedną podwyżkę o 25 punktów bazowych. Jednocześnie Fed oczekuje, że inflacja zakończy ten rok w okolicach 3,7%, a dopiero później będzie stopniowo schodziła w stronę celu. A mimo tego długoterminowe rentowności znajdują się już na poziomach, które zaczynają realnie oddziaływać na gospodarkę. Dlatego teraz tutaj jesteśmy. Myślę, że warto zrozumieć, co właściwie mówi nam rynek obligacji. Słuchajcie, rentowności długoterminowych obligacji w największych gospodarkach świata znajdują się obecnie na poziomach niewidzianych od wielu, wielu lat. Tym bardziej, że są to serio poziomy ostatni raz widziane przed kryzysem, ale nie będę was tutaj straszyć. Po prostu przejdziemy sobie przez twarde dane, omówimy sobie o co w tym wszystkim chodzi i wyciągniemy konkretne wnioski. Ale zacznijmy od podstaw, czyli czym właściwie jest obligacja. I jakby co to podzieliłem ten materiał na rozdziały, więc możesz sobie przewinąć kwestie, które są tobie znane. Więc najprościej mówiąc, obligacja to pożyczka. Tylko zamiast pożyczania pieniędzy od banku, to wy pożyczacie pieniądze komuś innemu, na przykład firmie albo państwu. Wyobraźmy sobie, że rząd Stanów Zjednoczonych potrzebuje pieniędzy na wydatki publiczne. Wtedy może wyemitować obligację. Wydajecie mu przykładowo 1000 do$arów. W zamian za to rząd zobowiązuje się regularnie wypłacać wam odsetki, a po określonym czasie oddać wasze 1000$ i tyle. To jest podstawowa idea obligacji. A teraz pojawia się kilka pojęć, które warto znać. Kapitał, czyli principal to jest po prostu kwota, którą pożyczacie. Kupon określa odsetki wypłacane przez obligacje, a termin zapadalności, czyli maturity mówi nam kiedy pożyczone pieniądze mają zostać zwrócone. Jest jeszcze rentowność, czyli yield. To właśnie rentowność jest jednym z najważniejszych wskaźników całego rynku obligacji. I tutaj dochodzimy do tematu, który naprawdę warto podkreślić. Cena obligacji i jej rentowność zazwyczaj poruszają się w przeciwnych kierunkach. Brzmi mało intuicyjnie, więc pokażmy to na prostym przykładzie. Załóżmy, że kupiliście obligację, która płaci 2% rocznie, ale po pewnym czasie na rynku pojawiają się nowe obligacje, które płacą już 5%. No i teraz pytanie, kto chciałby od was kupić obligację płacącą 2%, jeżeli może kupić nową, która płaci 5%. No prawdopodobnie nikt. Chyba, że obniżycie cenę swojej obligacji i właśnie wtedy jej cena spada. Ale ponieważ nadal wypłaca określoną kwotę odsetek, nowy kupujący otrzymuje większy zwrot względem ceny, którą zapłacił. Czyli rentowność rośnie, dlatego cena obligacji spada, a rentowność rośnie. I cena obligacji rośnie, kiedy rentowność spada. Jeżeli z całej części edukacyjnej tego materiału macie zapamiętać jedną rzecz, to właśnie byłoby to, bo ten mechanizm będzie nam później potrzebny do zrozumienia zależności z akcjami, Bitcoinem i całej gospodarki. Dodam, że to nie są puste słowa. Ja sam poluję na zachó obligacji. To jest też jeden z tematów, który przewija się u mnie na mentoringu, ale na chwilę obecną on jest zamknięty i nie można do niego dołączyć. Możliwe, że kolejne miejsca pojawią się w okolicach października. Ale jeśli tak będzie, dam wam o tym znać wcześniej. A teraz wracamy do najważniejszej rzeczy, czyli kto właściwie ustala te rentowności. Nowe obligacje rządowe są najpierw sprzedawane inwestorom, a później mogą być między nimi normalnie kupowane i sprzedawane. I właśnie poprzez te transakcje rynek cały czas ustala jakiej rentowności oczekuje za pożyczenie pieniędzy państwu. Inwestorzy wtedy zastanawiają się między innymi jaka będzie inflacja, co zrobi bank centralny, czy gospodarka będzie rosła, czy może wejdzie w recesj i jak duży będzie deficyt państwa oraz na przykład ile nowych obligacji będzie trzeba wyemitować. i na podstawie tych przykładowych oczekiwań decydują przy jakiej rentowności opłaca mi się pożyczać państwu pieniądze. No i tutaj pojawia się bardzo ważne rozróżnienie, bo Fed, czyli amerykański bank centralny bardzo mocno wpływa na krótkoterminowe stopy procentowe, natomiast nie ustala bezpośrednio rentowności amerykańskich obligacji 10oletnich czy 30letnich. Ich rentowność ustala rynek. Fed ma oczywiście ogromny wpływ również na te obligacje, ale inwestorzy patrzą tam dużo dalej w przyszłość. Zastanawiają się jaka będzie inflacja za kilka lat, jakie będą przyszłe stopy procentowe i jak dużo długu będzie emitował rząd. Dlatego może się wydarzyć sytuacja, która początkującym inwestorom często wydaje się po prostu dziwna. Bank centralny może obniżać stopy procentowe, a rentowność długoterminowych obligacji może w tym samym czasie rosnąć. No i dzieje się tak dlatego, że rynek może stwierdzić, no że spoko, stopy dzisiaj spadają, ale przez tę politykę inflacja w przyszłości może być wyższa. I to byłby podręcznikowy przykład tego, o czym przed chwilą mówiłem. Fed podniósł stopy o 25 punktów bazowych i co zrobił rynek obligacji? Rentowność dwulatki, która jest najbardziej wrażliwa na politykę Fedu, wzrosła po decyzji o około 7 punktów bazowych do okolic 4,73%. 10letnia obligacja wzrosła znacznie mniej, do około 5%, a 30letnia obligacja praktycznie się nie ruszyła i zakończyła reakcję w okolicach 5,36%. Czyli podwyżka najmocniej uderzyła w krótki koniec krzywej rentowności. I to jest bardzo ważna informacja. Rynek powiedział mniej więcej spoko, okej. Fed prawdopodobnie będzie musiał utrzymywać krótkoterminowe stopy wyżej, ale jednocześnie nie podniósł znacząco wymaganej rentowności na 30 lat. To może oznaczać, że sama podwyżka zwiększyła trochę wiarygodność Fedu w walce z inflacją. I właśnie dlatego nie możemy patrzeć wyłącznie na Fed. Musimy patrzeć również na to, co mówi rynek obligacji. I tutaj dochodzimy do jednego z największych problemów lub wyzwań obecnej gospodarki, długu Stanów Zjednoczonych. W 2026 roku całkowity dług federalny Stanów Zjednoczonych przekroczył 40 bilionów dolarów. Ale sama liczba 40 bilionów nie jest nawet najważniejsza, bo najważniejszy jest koszt obsługi tego długu, bo każdy wyemitowany przez rząd papier dłużny ma jakiś koszt. Państwo musi wypłacać odsetki. Przez wiele lat Stany Zjednoczone mogły pożyczać pieniądze bardzo tanio. Stopy procentowe były bliskie z zera, więc nawet bardzo duży dług był stosunkowo tani w obsłudze. Ale obligacje nie trwają wiecznie. Jedne wygasają i trzeba emitować kolejne. I ten proces nazywa się refinansowaniem długu. Wyobraźcie sobie, że kilka lat temu państwo pożyczyło pieniądze przy oprocentowaniu 1%. ta obligacja wygasa, ale teraz żeby pożyczyć ponownie trzeba zapłacić 4 albo 5%. Czyli ta sama kwota długu robi się znacznie droższa i dokładnie ten proces odbywa się obecnie w Stanach Zjednoczonych. Więc to nie jest tak, że cały dług nagle staje się droższy jednego dnia, bo to dzieje się stopniowo, ale z każdym kolejnym rokiem coraz większa część długu jest refinansowana po wyższych stopach. Efektem są koszty odsetek od amerykańskiego długu, które już przekroczyły skrajnie wysokie poziomy. Mówimy o ponad bilionie dolarów rocznie, czyli średnio prawie 3 miliardy dolarów każdego dnia. I to prowadzi nas do bardzo ważnego mechanizmu. Jeżeli rentowności obligacji są wysokie, państwo płaci więcej odsetek. Jeżeli płaci więcej odsetek, rośnie jego deficyt. A jeżeli deficyt rośnie, trzeba pożyczyć więcej pieniędzy. A żeby pożyczyć więcej pieniędzy, trzeba wyemitować więcej obligacji. A jeżeli obligacji pojawia się bardzo dużo, to rynek może zażądać wyższej rentowności, żeby je wszystkie kupić i zaczyna robić się nieprzyjemnie. To nam mówi, że obecnie poziom rentowności obligacji jest dla amerykańskiego budżetu dużo ważniejszy niż jeszcze kilkanaście lat temu. I właśnie tutaj pojawia się bardzo ciekawy, aktualny element, bo amerykański Departament Skarbu najwyraźniej również widzi presję na długim końcu rynku. 19 sierpnia skarbiec ogłosił zwiększenie skali operacji odkupu długoterminowych obligacji, czyli od września do początku listopada. Wielkość części operacji BBEC, czyli tego odkupu dla obligacji o długich terminach zapadalności została co najmniej podwojona. W przypadku części papierów 10 i 30letnich mówimy o wzroście maksymalnej wielkości pojedynczej operacji z około dwóch do co najmniej 4 miliardów dolarów i reakcja rynku była bardzo szybka. Długoterminowe obligacje zostały kupione, ich ceny wzrosły, a rentowności spadły. Rentowność amerykańskiej 30latki zeszła po ogłoszeniu z okolic 5,34% do około 5,18. Tyle że ten efekt okazał się krótkotrwały, bo w kolejnych tygodniach doszło do wyprzedaży i po wczorajszym posiedzeniu Fedu rentowność 30latki znajduje się znowu w okolicach 5,35% a 10olatka około 5%. Czyli mamy bardzo dobry dowód, że odkup od strony skarbca może chwilowo pomóc płynności i popytowi na konkretnym fragmencie rynku, ale nie jest w stanie samodzielnie ustawić poziomu długoterminowych rentowności. I właśnie dlatego tutaj trzeba zatrzymać się na chwilę, bo bardzo łatwo jest popełnić pewien błąd. Rząd [parsknięcie] skupujący obligacje to nie jest luzowanie ilościowe. W przypadku klasycznego luzowania obligacje kupuje Fed, czyli bank centralny, przez co jego bilans rośnie, a płynność w systemie finansowym się zwiększa. A jednym z celów takiej operacji może być na przykład obniżenie długoterminowych rentowności i poluzowanie warunków finansowych. Ale Departament Skarbu nie może po prostu stworzyć nowych dolarów i za nie kupić własnych obligacji. Jeżeli skarbiec odkupuje starszy dług, to pieniądze na ten odkup musi skądź pozyskać. Może wykorzystać posiadaną gotówkę. Może też finansować się poprzez emisję innych papierów skarbowych, czyli w uproszczeniu. Może odkupić część starszych 20 albo 30letnich obligacji, ale jednocześnie wyemitować dług gdzie indziej. Nie jest to więc klasyczne drukowanie pieniędzy i nie oznacza, że amerykański dług nagle znika. Więc po co w ogóle to skupowanie? No jednym z oficjalnych celów jest poprawa płynności rynku. Na rynku obligacji istnieją bowiem starsze emisje, na których wolumeny są znacznie mniejsze niż te nowsze. Skarbiec w takim przypadku może odkupywać takie obligacje i poprawiać funkcjonowanie rynku. Ale dla nas, dla inwestora, ciekawszy jest również drugi efekt, bo skarbiec staje się dodatkowym kupującym w konkretnym miejscu rynku. A jeżeli pojawia się większy popyt na obligacje, ich ceny mogą rosnąć, a jeżeli ceny rosną, to rentowności mogą dalej spadać. Czyli krótkoterminowa reakcja cenowa może wyglądać podobnie jak przy luzowaniu ilościowym, ale mechanizm pod spodem jest zupełnie inny. To luzowanie ilościowe, czyli quantitive, oznacza kreację nowych rezerw przez bank centralny. Treasy buyback oznacza zarządzanie istniejącym długiem i strukturą finansowania państwa. Dlatego nie wrzucałbym tych dwóch rzeczy do jednego worka. Natomiast samo ogłoszenie tych buybacków, tego odkupu jest dla rynku bardzo interesujące, bo pokazuje nam, że obecny poziom długoterminowych rentowności zaczyna mieć coraz większe znaczenie dla władz fiskalnych. I tutaj pojawia się kolejna ciekawa sytuacja. Z jednej strony mamy Fed. Jeżeli inflacja pozostaje zbyt wysoka, to Fed może chcieć utrzymywać restrykcyjną politykę albo nawet ponownie podnosić krótkoterminowe stopy. Z drugiej strony mamy skarbiec, który widzi bardzo wysokie rentowności długoterminowe i podejmuje działania mające między innymi poprawić funkcjonowanie tego rynku. No i to nie [parsknięcie] znaczy, że Fed i skarbiec dosłownie walczą ze sobą. Oni grają do tej samej bramki, ale oznacza, że różne części systemu mierzą się obecnie z trochę innymi problemami. Fed martwi się przede wszystkim inflacją i stabilnością cen, a skarbiec musi jednocześnie myśleć o finansowaniu ogromnego długu i sprawnym funkcjonowaniu rynku obligacji. I to tworzy, moim zdaniem, bardzo ciekawy konflikt, bo zbyt niskie stopy mogą ponownie rozpędzić inflację, ale zbyt wysokie rentowności mogą zacząć coraz bardziej obciążać państwo, gospodarkę i rynki finansowe. I właśnie dlatego najbliższe miesiące mogą być bardzo interesujące. Jeżeli rentowności długoterminowych obligacji ponownie mocno wzrosną, warto będzie obserwować nie tylko Fed, warto będzie również patrzeć na to, co rzeczywiście robi skarbiec, bo im większy staje się amerykański dług, tym ważniejsze staje się nie tylko to, ile USA pożycza, ale również na jaki termin pożycza i po jakim koszcie. Dlatego teraz przejdziemy do tematu Japonii, bo Japonia jest prawdopodobnie jednym z najciekawszych eksperymentów monetarnych na świecie. Przez wiele lat Bank Japonii utrzymywał bardzo niskie stopy procentowe. Kupował też ogromne ilości japońskich obligacji rządowych. W pewnym momencie posiadał około połowy całego rynku tych obligacji. Więc po co to robił? A robił to po to, żeby między innymi utrzymywać rentowności bardzo nisko, czyli też ograniczać koszt finansowania państwa. Problem w tym, że obecnie Japonia zaczyna powoli wychodzić z tej polityki. Inflacja wzrosła, a Bank Japonii zaczął podnosić stopy, przez co ogranicza zakupy obligacji, a rentowności idą w górę. Japońska 10letnia obligacja przekroczyła ostatnio 3% pierwszy raz od około 30 lat. I ktoś może teraz powiedzieć: "Okej, ale ja nie inwestuję w Japonii, co mnie to obchodzi?" A tak się składa, że powinno ciebie bardzo to obchodzić, bo japońscy inwestorzy są ogromnymi inwestorami na światowych rynkach. Przez lata sytuacja wyglądała mniej więcej tak, że w Japonii obligacje praktycznie nic nie płaciły, więc japoński inwestor szuka wyższej rentowności za granicą, na przykład właśnie w Stanach Zjednoczonych. Jeżeli jednak nagle może dostać 3 czy 4% w Japonii we własnej walucie, to część pieniędzy może wrócić do kraju. A jeżeli japońscy inwestorzy kupują mniej amerykańskich obligacji, no to USA tracą część popytu na swój dług. A mniejszy popyt przy dużej podaży może oznaczać wyższe rentowności. I tutaj zaczyna się to wszystko łączyć, bo to co dzieje się z obligacjami w Japonii może mieć wpływ na rentowności w Stanach. A następnie to amerykańskie rentowności mogą wpływać na amerykański rynek akcji, który również może wpływać na Bitcoina. Mamy tutaj taki efekt domina. No właśnie. Dlatego dopiero teraz zagłębmy się w te korelacje. Wyobraźmy sobie dwie sytuacje. W pierwszej mamy amerykańskie obligacje skarbowe, które dają wam 1% rocznie. No i ktoś widzi ten 1% rocznie lub te śmieszne lokaty bankowe. No i od razu przychodzi na myśl, wręcz rośnie apetyt na większe ryzyko, żeby zarobić więcej. Zatem przechodzimy teraz do bardziej ryzykownych inwestycji, takie jak akcje, kryptowaluty, nieruchomości, obligacje firm i tak dalej. Ale teraz obligacje skarbowe dają ponad 5% i okazuje się, że sytuacja zmienia się diametralnie, bo po co ktoś ma ryzykować na przykład inwestując w nieruchomości, żeby może potencjalnie zarobić 7% i to przed podatkami, skoro można dostać ponad 5% na bezpieczniejszych obligacjach. A skoro mowa tutaj o oprocentowaniu i pasywnym zbieraniu tych procentów, to mamy akurat bardzo dobry przykład z aktualnego rynku, bo największa uregulowana giełda Okex, z którą współpracuję wynagradza obecnie nowych użytkowników bonusem plus 8% właśnie w skali roku do wpłaconych [parsknięcie] środków po rejestracji z linku. A kampania naturalnie trwa właśnie rok, więc środki, które wpłacicie otrzymają bonus w ciągu 52 tygodni wypłacany w formie takiej dywidendy o wysokości 8%. Natomiast aby się załapać na tą akcję to trzeba założyć konto z oficjalnego linku, który wam zostawiłem w opisie i przypiętym komentarzu. Oczywiście nie porównuję tego z obligacjami, bo to dwie kompletnie różne rzeczy. W tym przypadku to giełda przeznacza własne środki na tą kampanię, więc to nie jest jakiś dziwny produkt finansowy, w którym się nie wiadomo skąd biorą te procenty. A z punktu widzenia alternatywnego kosztu kapitału robi się to ciekawe, szczególnie przez to, że twoje środki nie muszą być zamrożone i nadal można nimi obracać. Więc nie blokujecie kapitału w nieruchomości czy obligacji, a nadal macie dostęp do swoich środków i możecie dalej nimi handlować, gdy w międzyczasie otrzymujesz te dodatkowe 8% w skali roku. Dodatkowo automatycznie po wpłacie i wygenerowaniu volumenu można otrzymać bonus do 400 €. Więc oficjalny link wiecie gdzie znaleźć. Tam są dodatkowe szczegóły. Ja już swoje bonusy odebrałem. No i idąc dalej to wiesz już jak bardzo obligacje stanowią punkt odniesienia dla praktycznie całego rynku, a nawet może się okazać szczególnie istotne dla wysoko wycenianych spółek technologicznych. Dlatego, że inwestor kupujący taką spółkę często płaci dzisiaj za zyski, które firma ma wygenerować dopiero wiele lat w przyszłości. A im wyższe stopy procentowe, tym mniej warte są z dzisiejszej perspektywy te przyszłe zyski. Więc im wyższy bezpieczny zwrot można dostać z obligacji, tym trudniej uzasadnić bardzo wysokie wyceny bardziej ryzykownych aktywów. I w podobny sposób myślę, że warto będzie patrzeć na Bitcoina po wzrostach w trakcie hossy. Jeżeli dodatkowo wysokim rentownością towarzyszy mocny dolar i mniej płynności na rynku, to może być niekorzystne dla kryptowalut, ale tutaj również nie działa proste równanie, w którym rentowności rosną, a Bitcoin spada lub rentowności spadają i Bitcoin rośnie, bo rentowności mogą zacząć gwałtownie spadać, dlatego że inwestorzy boją się recesji. A jeżeli rynek zaczyna wyceniać poważną recesję, akcje i kryptowaluty, które zaliczają się aktywów o podwyższonym ryzyku, również mogą spadać. Czyli serio, najważniejsze jest pytanie, dlaczego obligacje właśnie rosną albo spadają i można to częściowo sprawdzić. Jedną z rzeczy, na które warto patrzeć są tak zwane break eveny inflacyjne. W dużym uproszczeniu pokazują nam jakiej średniej inflacji rynek oczekuje w przyszłości. I obecnie 10letni break even znajduje się w okolicach 2,3%. Co ciekawe przed decyzją Fed był bliżej 2,4%, ale po podwyżce spadł do około 2,33%. Czyli mimo, że krótkoterminowe stopy poszły w górę, rynek nie zwiększył swoich długoterminowych oczekiwań inflacyjnych. Wręcz przeciwnie, trochę je obniżył i ponownie. To nie oznacza, że problem inflacji zniknął, ale jest to pierwszy sygnał, że rynek, przynajmniej częściowo, odebrał podwyżkę jako ruch zwiększający wiarygodność Fedu. Ale zauważcie jedną rzecz, bo rentowność 10letniej obligacji nadal znajduje się na poziomie prawie 5%, a rynek nie mówi nam, że spodziewa się 5%ow inflacji przez kolejne 10 lat. Czyli obecny wzrost rentowności nie wynika wyłącznie z inflacji. Dochodzi do tego wysoka realna stopa procentowa i jeszcze jeden element, czyli tak zwany term premium. To jest dodatkowa rekompensata, której inwestor żąda za zamrożenie pieniądzy na bardzo długi okres, bo przez 10 albo 30 lat może zmienić się wszystko. Inflacja, polityka Fedu, deficyt, podaż nowych obligacji, sytuacja fiskalna Stanów Zjednoczonych i dlatego bardzo ważne jest rozróżnienie. Jeżeli rentowności rosną głównie razem z oczekiwaniami inflacyjnymi, to rynek boi się przede wszystkim inflacji. A jeżeli jednak oczekiwania inflacyjne są względnie stabilne, a długoterminowe rentowności nadal mocno rosną, to coraz większą rolę może odgrywać realna stopa, podaż długu i właśnie term premium. I dopiero teraz możemy dołożyć kolejny element tej układanki, czyli spredy kredytowe. Brzmi skomplikowanie, ale idea jest bardzo prosta. Załóżmy, że rząd USA pożycza pieniądze na 4,5%. Firma, która jest bardziej ryzykowna, musi inwestorowi zapłacić 7%. A różnica pomiędzy tymi wartościami to właśnie spread. w tym przypadku 2,5 punkta procentowego. Jeżeli inwestorzy są spokojni i wierzą, że firmy bez problemu będą spłacały swoje zadłużenie, ta różnica może być niewielka. Ale kiedy pojawia się strach przed recesją albo bankructwami firm, no to inwestor może sobie pomyśleć, że okej, skoro mam pożyczyć pieniądze ryzykownej firmie, chcę dostać dużo więcej i spre wtedy zaczyna się rozszerzać. Dlatego właśnie spredy kredytowe potrafią być bardzo dobrym takim swego rodzaju termometrem strachu na rynku. One oczywiście nie przewidują magicznie każdego kryzysu, ale jeżeli widzimy jednocześnie rosnące koszty finansowania, rozszerzające się spredy, problemy z płynnością i pogarszające się dane gospodarcze, to jest to sygnał, którego zdecydowanie warto pilnować. Dlatego właśnie teraz przejdziemy sobie do konkretnej interpretacji. Obecnie amerykański High Heield Oasnajduje się w okolicach 2,7 punktu procentowego, czyli mimo bardzo wysokich rentowności treasuries to rynek obligacji korporacyjnych nadal nie wycenia jakiejś wielkiej fali niewypłacalności. I to jest dla mnie bardzo ważny element obecnej sytuacji, bo rynek obligacji rządowych mówi nam, że koszt pieniądza jest wysoki i tak jest problem z inflacją, podażą długu albo premią terminową, ale rynek kredytu korporacyjnego jeszcze nie mówi, że coś właśnie zaczyna powoli pękać. Gdybyśmy natomiast zobaczyli, że rentowności Treasuries zaczynają spadać, ale spreedy kredytowe gwałtownie rosną, to wtedy mielibyśmy zupełnie inny komunikat. Wtedy rynek przestałby bać się głównie inflacji, zacząłby bać się recesji i niewypłacalności. Ale słuchajcie, już jest jeden fragment gospodarki, w którym wysoki koszt pieniądza zaczyna być bardzo wyraźnie widoczny. Chodzi tutaj o nieruchomości, bo oprocentowanie 30letniego kredytu hipotecznego w USA znajduje się obecnie w okolicach 6,76,8%, a sprzedaż istniejących domów spadła w sierpniu do najniższego poziomu od 14 miesięcy. Jednocześnie liczba domów wystawionych na sprzedaż wzrosła do najwyższego poziomu od końcówki 2019 roku. I właśnie tak zazwyczaj działa wysoki koszt kapitału. Najpierw nie widzimy spektakularnego kryzysu jak z filmu jakiś tam Big Short. Po prostu mniej ludzi jest w stanie pozwolić sobie na zakup domu. Spada liczba transakcji, refinansowanie robi się mniej atrakcyjne, a koszt obsługi długu rośnie. I dopiero, jeżeli taki stan utrzymuje się wystarczająco długo, zaczynamy sprawdzać czy presja przechodzi dalej, czyli do banków, firm i szerokiego rynku kredytowego. No i wczorajsza decyzja Fedu jeszcze lepiej ustawia nam tę sytuację w kontekście cyklu. Fed już wiemy, że podnosi stopy, ale robi to przy gospodarce, którą sam określa jako nadal rozwijającą się w solidnym tempie. Bezrobocie pozostaje relatywnie niskie. Konsumpcja jest odporna, a inwestycje pozostają mocne, a spreedy high yield, czyli wysokiego oprocentowania nadal znajdują się w okolicach 2,7%. Czyli z perspektywy tego 18letniego cyklu nie wygląda to jeszcze jak faza, w której coś szeroko pękło. Bardziej przypomina późny etap ekspansji, w którym bank centralny ponownie dokręca warunki finansowe, ponieważ gospodarka i inflacja nadal są zbyt mocne. I właśnie problem polega na tym, że skutki dzisiejszych podwyżek nie pojawiają się natychmiast. One przechodzą przez gospodarkę z opóźnieniem. Dlatego teraz zbierzmy sobie wszystko razem. Mamy obecnie bardzo wysokie rentowności długoterminowych obligacji w Stanach Zjednoczonych. Mamy najwyższe od dekad rentowności w Japonii i Wielkiej Brytanii. Mamy ogromne deficyty państw. Mamy ponad 40 bilionów dolarów amerykańskiego długo. Mamy też ponad bilion dolarów rocznych kosztów odsetkowych. Do tego mamy skarbiec USA zwiększający odkupy i jednocześnie mamy Fed, który nadal musi pilnować inflacji. I to jest jak najbardziej niecodzienna kombinacja, bo z jednej strony gospodarka i rząd chciałyby niższych kosztów finansowania, a z drugiej strony inwestorzy chcą odpowiedniej rekompensaty za inflację, ogromną podaż długu i ryzyko zamrożenia pieniędzy na kilkanaście albo kilkadziesiąt lat. I właśnie dlatego obecnie rynek obligacji jest moim zdaniem jednym z najważniejszych tematów do obserwowania. Jeżeli inflacja zacznie wyraźnie spadać, a gospodarka zwolni, ale uniknie recesji, rynek może zacząć wyceniać niższe przyszłe stopy procentowe. I z obecnego miejsca mamy więc tak naprawdę trzy główne scenariusze. Pierwszy, czyli wczorajsza podwyżka okazuje się wystarczająca albo Fed robi jeszcze jeden ruch, inflacja zaczyna schodzić, a długoterminowe rentowności stabilizują się i później spadają. To byłby scenariusz soft landingu, tak zwanego miękkiego lądowania. Rynek zacząłby wyceniać niższą przyszłą inflację i niższe stopy, ale bez poważnego załamania gospodarczego. To byłoby korzystne dla obligacji, a po pewnym czasie również dla wielu aktywów ryzykownych. A drugi scenariusz to inflacja pozostająca uporczywa. Fed musiałby dalej podnosić stopy, ale jednocześnie 10letnie i 30letnie rentowności również robią kolejne szczyty. Wtedy rynek mówiłby nam, że problem nie dotyczy już wyłącznie krótkoterminowej polityki Fedu. Inwestorzy nadal żądaliby wysokiej premii za inflację, podaż długu i finansowanie Stanów Zjednoczonych na bardzo długi okres. To oznaczałoby dalszą presję na kredyty hipoteczne, nieruchomości, wyceny akcji i ogólny koszt finansowania. No i trzeci scenariusz to restrykcyjna polityka w końcu zaczyna coś łamać. Wtedy może wydarzyć się coś pozornie dziwnego, bo rentowności treasuries mogłyby zacząć gwałtownie spadać, ale jednocześnie spready kredytowe zaczynają rosnąć, akcje spadają, a dolar się umacnia. To nie byłby już scenariusz zdrowej dezinflacji. To byłoby przejście z problemu inflacyjnego do problemu kredytowego. I właśnie taka zmiana reżimu byłaby jednym z najważniejszych sygnałów, których warto obecnie szukać. Dlatego następnym razem kiedy zobaczycie, że Bitcoin, NASDAQ albo SP500 nagle mocno reaguje, mimo że nie wydarzyło się nic oczywistego, to warto otworzyć dodatkowy wykres, czyli amerykańską 10olatkę, potem 30estlatkę, następnie pozycję dolara przez indeks DXY. Naturalnie ja do swojej analizy dokładam różne metryki, platformy i narzędzia, a w tym moje dwa autorskie wskaźniki. Jest to ulepszona wersja wskaźnika RSI, który pomaga szybciej oceniać momentum. i potencjalne zmiany jego struktury. A drugi to agregator zbierający dywergencję z 28 metryk, żeby zaoszczędzić trochę czasu i mieć szerszy wgląd w rynek. Instrukcje odbioru tych wskaźników zostawiłem w opisie i przypiętym komentarzu, a po kliknięciu w link zostaniecie poprowadzeni przez mojego bota na Telegramie za rękę. A jeżeli chcecie wejść poziom głębiej w swojej analizie, to zerknijcie również na wspomniane spready kredytowe, a szczególnie w obecnym stanie rynku dodałbym jeszcze jedną warstwę, czyli rzeczywiste ruchy wykonane przez skarbiec USA. No dobra, to teraz zejdźmy z teorii i spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, które prawdopodobnie interesuje was najbardziej. Co z tego? Co z tego wszystkiego właściwie wynika dla inwestora dzisiaj? Bo obecna sytuacja jest naprawdę ciekawa. Z jednej strony mamy amerykańską 30latkę dającą ponad 5%. Co więcej, 30letnie obligacje indeksowane inflacją dają obecnie około 3% realnej rentowności. Czyli rynek oferuje nam poziomy, których przez wiele lat po prostu nie było. Z drugiej strony nadal mamy inflację powyżej celu. Mamy ropę około 100 do$larów obecnie. Mamy Fed, który właśnie podniósł stopy i którego własne projekcje sugerują, że jedna dodatkowa podwyżka do końca roku pozostaje scenariuszem bazowym i nadal istnieje ryzyko, że długoterminowe rentowności pójdą jeszcze wyżej. Czyli osobiście nie patrzyłbym na obecne 5,3% jak na magiczny poziom, od którego obligacje już tylko rosną. Oczywiście mówi, mówię o ich wartości, a nie o rentowności, ale im wyżej potencjalnie pójdą te rentowności, tym ciekawsza zaczyna robić się dla mnie tutaj relacja, stosunek potencjalnego zysku do ryzyka. No bo jeżeli inflacja zostanie opanowana albo gospodarka zacznie wyraźniej zwalniać, to rentowności długoterminowych obligacji mogą zacząć spadać, a przy 30letnich obligacjach nawet stosunkowo niewielki spadek rentowności może oznaczać spory wzrost ceny. A tak się składa, że wiemy już, że Fed podniósł stopy, ale 30letnia rentowność nie poleciała jeszcze wyżej. To oczywiście za mało, żeby stwierdzić, że szczyt rentowności jest już za nami, ale jest to dokładnie rodzaj zachowania, którego warto szukać, jeżeli długi koniec zaczyna uznawać, że Fed odzyskuje kontrolę nad inflacją. I właśnie dlatego interesuję się obecnie amerykańską obligacją 30letnią i w najbliższym czasie najprawdopodobniej będę stopniowo budować właśnie tam pozycję. Natomiast dokładny sposób, moment i poziomy, przy których chcę to robić, zostawię już dla członków mentoringu, bo tutaj ważniejsze jest zrozumienie samej logiki. Obligacje zaczynają oferować coś, czego rynek nie widział od dłuższego czasu. Wysoki pasywny dochód z moim zdaniem potencjałem na wzrost ceny, jeżeli gospodarka przejdzie z fazy walki z inflacją do fazy spowolnienia albo recesji. W temacie akcji to obecne warunki obecnie nie wyglądają źle. Wyniki wiodących spółek są dobre i tak naprawdę gdyby rynek naprawdę oczekiwał obecnie poważnej fali bankructw, recesji czy krachu, to powinno być to już widoczne między innymi w spreedach kredytowych. A high yield Oas nadal znajduje się w okolicach 2,7 punktów procentowych, czyli rynek kredytowy nadal zachowuje się stosunkowo spokojnie. W drugim kwartale zdecydowana większość spółek z SP500 pobiła oczekiwania analityków, więc na chwilę obecną mamy bardzo drogi pieniądz, ale jeszcze nie mamy potwierdzenia szerokiego kryzysu zysków albo kredytu. Ale matematyka zrobiła się znacznie mniej wybaczająca. Jeżeli skarbiec daje ponad 5%, to wysoko wyceniona spółka musi naprawdę regularnie dowozić wzrost zysków, żeby uzasadnić swoją wycenę. Coraz trudniej liczyć wyłącznie na to, że inwestorzy zapłacą jeszcze wyższy mnożnik. Czyli w takim środowisku jak teraz większego znaczenia nabierają realne zyski, cashfow, bilans i poziom zadłużenia firmy. I to jest bardzo charakterystyczne dla późniejszych faz 18letniego cyklu. Dobre firmy nadal mogą rosnąć, indeksy nadal mogą robić nowe szczyty, ale koszt błędu zaczyna być znacznie większy. No i do tego wszystkiego dochodzą kryptowaluty. Tutaj sytuacja jest jeszcze ciekawsza, bo Bitcoin już odbił bardzo mocno od sierpniowych dołków. Pojawiły się ponowne napływy do ETFów i poprawił się sentyment. Czyli nie mamy sytuacji, w której cały rynek krypto już się rozpada, ale krótkoterminowo makro nie jest idealne. Jeżeli Fed dalej podnosi stopy, realne rentowności pozostają bardzo wysokie, dolar się umacnia, a 10 i 30letnie obligacje dalej tracą na cenie, to koszt alternatywny trzymania aktywa, które nie wypłaca odsetek, no robi się coraz większy. Dlatego tutaj właśnie wczorajsza reakcja rynku jest bardzo ciekawa. Fed podniósł stopy, dwulatki poszły mocnie w górę, dolar się umocnił, ale 30letnie obligacje praktycznie nic nie zrobiły. Raczej natomiast zobaczyliśmy wzrost oczekiwań dotyczących krótkoterminowych stóp i jednocześnie względną stabilizację długiego końca. Dla aktywów ryzykownych to jest mieszany sygnał. Wyższe krótkie stopy i mocniejszy dolar są przeszkodą, ale jeżeli kolejne dane inflacyjne zaczną słabnąć, a 30letnie obligacje przestaną robić nowe szczyty rentowności, będzie to coraz ciekawszy sygnał, że restrykcyjna polityka zaczyna działać. to byłoby znacznie lepsze środowisko również dla aktywów ryzykownych, tym bardziej w połączeniu z tokenizacją, która wyraźnie nabiera tempa. I temat ten omówiłem wszystko co najważniejsze z nim w oddzielnym materiale. Jeżeli natomiast Fed podniesie stopy, a 10letnie i 30letnie rentowności nadal będą agresywnie rosły, to dolar będzie się umacniał i realne rentowności pójdą jeszcze wyżej. Wtedy presja na akcje i krypto może się jeszcze bardziej zwiększyć. Ale jest jeszcze trzeci scenariusz, w którym rentowności zaczynają gwałtownie spadać, ale w tym samym czasie spredy kredytowe zaczynają rosnąć, akcje spadają i dolar się umacnia. Wtedy nie mamy już soft landingu, mamy flight to quality tak zwany, czyli wtedy obligacje mogą zachowywać się bardzo dobrze. Dokładnie w momencie, kiedy Bitcoin i akcje zachowują się bardzo źle. Dlatego moja obecna taka mapa rynku wygląda mniej więcej tak, że obligacje długoterminowe zaczynają być dla mnie coraz bardziej atrakcyjne. Akcje nadal mają fundamentalne podłoże w zyskach, ale wysokie rentowności sprawiają, że wyceny mają znacznie mniej miejsca na błędy, a kryptowaluty nadal mają mocne długoterminowe narracje, ale krótkoterminowo pozostają wrażliwe na realne stopy, dolara, regulację i płynność. A dopóki spreedy kredytowe pozostają niskie, nie powiedziałbym, że kryzys, na który tyle osób czeka, już się rozpoczął. Ale właśnie dlatego warto obserwować te dane teraz, a nie po fakcie, bo największą przewagę daje nie rozpoznanie kryzysu wtedy, kiedy wszyscy już widzą, że on trwa, tylko zauważenie, że warunki, które mogą do niego doprowadzić zaczynają się układać wcześniej. Więc jeżeli po tym materiale mielibyście zapamiętać tylko cztery kwestie, to po pierwsze obligacja jest pożyczką, po drugie cena obligacji i jej rentowność poruszają się w przeciwnych kierunkach. Cena w dół, rentowność w górę, czyli też cena w górę i rentowność w dół. Po trzecie, rentowność amerykańskich obligacji jest jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla wyceny praktycznie wszystkich innych aktywów na świecie. I po czwarte, nie każdy skup obligacji oznacza luzowanie ilościowe. Odkup wykonany przez skarbiec i zakupy obligacji przez Fed to dwa różne mechanizmy, mimo że krótkoterminowo oba mogą zwiększać popyt na obligacje i obniżać ich rentowności. Dlatego warto obserwować nie tylko to, co mówi Fed, warto obserwować również to, jak reaguje rynek obligacji i co robi sam Departament Skarbu. Bo politycy mogą mówić, co chcą zrobić. Bankierzy mogą przedstawiać swoje prognozy, ekonomiści mogą publikować kolejne dzikie scenariusze, ale to właśnie na rynku obligacji największe instytucje finansowe świata każdego dnia podejmują decyzj prawdziwymi pieniędzmi. I właśnie dlatego ten pozornie nudny rynek potrafi powiedzieć nam o sytuacji finansowej znacznie więcej niż mogłoby się to wydawać. I jeżeli ten materiał był dla was ciekawy to właśnie między innymi w tę stronę chcę coraz bardziej rozwijać ten kanał. Nie tylko Bitcoin zrobi to lub tamto, ale zrozumienie mechanizmów, które znajdują się kilka poziomów głębiej na rynkach. To samo robimy dużo bardziej praktycznie w mentoringu. Natomiast tak jak mówiłem wcześniej, obecnie jest on zamknięty. Jeżeli otworzę kolejny nabór, możliwe, że wydarzy się to w październiku, to informacje najpierw wrzucę na grupę z pierwszeństwem. A jeżeli chcesz postawić kolejny krok do naszej społeczności, wszystkie pozostałe materiały, wskaźniki i informacje o zamkniętej społeczności znajdziecie pod materiałem, który teraz oglądacie, który właśnie dobiegł końca. Yeah.

Przewijanie do góry