Jak inwestować GLOBALNIE? Zalety i wady [Zalety i wady globalnego inwestowania]

Globalne inwestowanie – zalety i wady

W materiale omówiono, jak dzięki współczesnym platformom inwestycyjnym można łatwo uzyskać ekspozycję na rynki akcji, obligacji oraz funduszy ETF z całego świata. Prezentowane są kluczowe korzyści: dywersyfikacja geograficzna i sektorowa, dostęp do liderów technologii oraz prostota konstrukcji portfela za pomocą jednego funduszu lub strategii core‑satellite.

Jednakowoż zwrócono uwagę na istotne wady: ryzyko walutowe i koszty przewalutowania, ukrytą koncentrację w indeksach ważonych kapitalizacją, korelacje między rynkami w okresach stresu oraz behavioralny problem home bias, który może prowadzić do nadmiernej ekspozycji na lokalny rynek.

  • Wyjaśnienie różnicy między akcją a obligacją oraz rolę funduszy i ETF.
  • Omówienie konstrukcji funduszu parasolowego i jego korzyści podatkowych przy zmianie strategii.
  • Przykłady wpływu wojen, inflacji i zmian stóp procentowych na globalny portfel.
  • Wskazówki, jak samodzielnie ocenić swój home bias i dobrać odpowiednie proporcje inwestycji.

Materiał jest przeznaczony dla inwestorów na różnych poziomów zaawansowania i stanowi solidną podstawę do budowania długoterminowej strategii globalnej.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Globalizacja to dla nas nic nowego. Możemy swobodnie podróżować po świecie. Korzystamy z usług z różnych krajów. Płacimy w różnych walutach. Zamawiamy rzeczy czasami z drugiego końca świata, a na niektórych platformach one przychodzą dosłownie za dzień czy dwa czy trzy. Generalnie świat nam się mocno skurczył pod względem bardzo, bardzo wielu usług. Jak mamy czasami wrażenie, że dużo rzeczy jest na wyciągnięcie ręki bardziej niż kilka czy kilkanaście lat temu, to dokładnie tak samo jest z inwestowaniem. Tylko tutaj mamy czasami jakieś duże opory, a możemy dzisiaj inwestować zdecydowanie nie tylko w to, co jest w Polsce, ale to, co jest dosłownie na całym świecie. Albo jeszcze inaczej możemy mieć cały świat w naszym portfelu. No i jak mówię o inwestowaniu, to nie mam na myśli tylko jednej klasy aktywów, ale dużo, dużo więcej. No i możemy to robić nie tylko z poziomu zaawansowanego konta maklerskiego dla profesjonalistów, bo tak kiedyś było w Polsce, ale z poziomu chociażby aplikacji w telefonie komórkowym. Więc dzisiaj wideo o globalnym inwestowaniu, ale nie tylko dla początkujących. A partnerem tego odcinka jest Uniedit. Ja się nazywam Tomek Jaroszek. Od 15 lat zajmuję się edukacją finansową, a moja specjalizacja to tłumaczenie trudnych finansowych zagadnień bardzo prostym językiem. To kolejny odcinek serii specjalnie dla Unicredit, żebyście mogli łatwiej zrobić ten pierwszy krok w stronę rynków kapitałowych i za kilka lat podziękować sobie za to, co sobie wyinwestowaliście. To może dzisiaj zacznijmy od takich super podstaw. Ja wiem, że dla was częściowo to może być totalnie zrozumiałe, ale dla niektórych jeszcze taka szybka przypominajka w co my w ogóle możemy tak naprawdę inwestować. Czyli najpierw kilka definicji bardzo prostych instrumentów, a później zastanowimy się jak to wszystko podzielić. No bo jak myślę o globalnym inwestowaniu, to myślę o inwestowaniu z podziałem geograficznym, sektorowym, pod względem rozwoju danych rynków. To wszystko nam się ułoży w taki globalny tort rynków. kapitałowych. Gdy myślimy o inwestowaniu, to najczęściej myślimy o akcjach, obligacjach i funduszach. Jeszcze bez wnikania nieco szerzej, co tam się pod tymi pojęciami kryje. Generalnie akcja to udział w spółce, czyli kupując akcję staje się współwłaścicielem jakiejś bardzo niewielkiej części danego przedsiębiorstwa. No i jeśli firma się rozwija, zwiększa zyski, rynek zaczyna wyżej oceniać jej perspektywy rozwoju, no to wtedy cena danej akcji może rosnąć. A niektóre spółki jeszcze do tego wypłacają też dywidendy, czyli dzielą się częścią zysku z akcjonariuszami. No oczywiście działa to też w drugą stronę, bo jeżeli przedsiębiorstwo ma problemy, wyniki się pogarszają, inwestorzy tracą zaufanie, cena akcji może spadać. Akcje dają więc udział w potencjalnym wzroście przedsiębiorstwa, ale oznaczają też udział w jego ryzyku. Z kolei obligacja to instrument, za pomocą którego ja pożyczam pieniądze państwu, przedsiębiorstwu albo jakiejś innej instytucji. Emitent obligacji zobowiązuje się do zwrotu tego pożyczonego kapitału na określonych z góry zasadach. No i zazwyczaj wypłaca z tego tytułu odsetki. Pod obligację kupujemy. To jednak wcale nie oznacza, że każda obligacja jest całkowicie bezpieczna. Istnieje ryzyko, że emitent nie spłaci swojego zobowiązania. No i też co bardzo ważne, a wiele osób o tym zapomina, wartość obligacji może zmieniać się pod wpływem na przykład stóp procentowych, inflacji czy w ogóle sytuacji rynkowej. Mówiąc najprościej, ale troszeczkę językiem prawniczym, akcja oznacza swego rodzaju współwłasność, a obligacja trochę pożyczkę. No ale żeby było łatwiej i żebyśmy sami tego nie musieli wszystkiego dobierać w różne konkretne portfele, strategie, jakieś koncepcje inwestycyjne, no to powstali pośrednicy. Powstały fundusze. Fundusze, które zbierają pieniądze od wielu inwestorów i lokują je w określoną strategię. Czyli ja mogę kupować akcje, obligacje, łączyć różne aktywa, koncentrować się geograficznie albo na branży, albo na sektorze, ale nie muszę tego wszystkiego robić samodzielnie. To jest cała magia rynków kapitałowych. Mogę to wszystko zrobić poprzez tego pośrednika, który całą tę skomplikowaną część transakcyjną, podatkową i tak dalej generalnie bierze na siebie. Ja kupuję daną jednostkę uczestnictwa. No ale oczywiście fundusz nie eliminuje ryzyka. Jeśli fundusz posiada akcję, no to wynik zależy od zachowania rynku akcji. Jeśli inwestuje w obligacje, no to wpływ mają między innymi stopy procentowe, jakość danych emitentów, to co jest oczywiście w środku. Więc fundusz jest co do zasady sposobem organizacji tej mojej inwestycji. A o tym jak duże ryzyko podejmujemy decyduje głównie to co się znajduje w środku tego funduszu. A później dołączył do tej rodziny produktów ETF, czyli Exchange Traded Fund, tak z definicji fundusz notowany na giełdzie i najczęściej jego zadaniem jest możliwie wierne odzwierciedlanie wybranego indeksu, czyli jakiegoś koszyka spółek albo innych aktywów. Ale tu ważna rzecz. Istnieją też ETFY aktywnie zarządzane, więc sam skrót ETF nie oznacza automatycznie strategii pasywnej. Przykład. ETF oparty na szerokim indeksie globalnym może dawać ekspozycję na setki albo tysiące przedsiębiorstw z przeróżnych krajów, ale inny ETF może obejmować wyłącznie amerykańskie spółki technologiczne albo obligacje skarbowe, albo na przykład producentów półprzewodników. Ważne, że ETF kupuje się i sprzedaje na giełdzie. Trochę podobnie jak akcja. to jednak nadal fundusz, a nie jakiś magiczny produkt odporny na spadki. Więc szeroki ETF globalny i wąski ETF na jeden sektor mają tę samą formę, ale mogą oznaczać zupełnie inny poziom ryzyka. Warto również zapamiętać, że nie każdy produkt notowany na giełdzie musi być ETFem. Idąc tego punktu widzenia są jeszcze certyfikaty, są instrumenty dłużne, są ETNY surowcowe, etc. Można się w tym troszeczkę pogubić i trzeba zawsze sprawdzać konstrukcje, co to jest i jakie przy okazji ma ryzyka. No i są jeszcze konstrukcje funduszy parasolowych, które nam się kojarzą jako kilka strategii pod jednym dachem, czyli taki fundusz, w ramach którego funkcjonuje kilka wydzielonych subfunduszy i tak sobie z reguły go wyobrażamy, ale ta konstrukcja, że wszystko jest pod jednym parasolem, daje nam z reguły jakieś możliwości tego łatwego przechodzenia z jednej strategii do drugiej. No i najważniejsze co do zasady przy takiej konstrukcji nie powoduje to przychodu podatkowego w chwili zamiany, czyli my odraczamy sobie moment rozliczenia tak naprawdę zmieniając strategię w trakcie jej trwania. I tutaj jest bardzo ważne rozróżnienie, no bo pewnie wiele osób jak teraz to słyszy to w ramach takiej struktury parasolowej kojarzy, że można sobie kupić różne fundusze, no ale tylko wyłącznie jednego dostawcy, no bo tak to historycznie w Polsce kojarzymy. Dzisiaj można robić z tym dużo lepsze rzeczy. W Unicredit u partnera tego wideo jest wprowadzona na przykład struktura parasolowa, ale w ramach One Markets, czyli ja w ramach tego jednego parasola globalnego mam fundusze od wielu zarządzających na całym świecie, więc to są technicznie rzecz biorąc podobne konstrukcje. No ale tak naprawdę biorąc pod uwagę skalę dostępu do strategii, do tych globalnych zarządzających, no niebo i ziemia zupełnie inna skala rozwiązania dla inwestora indywidualnego. I oczywiście taki szeroki dostęp do strategii jest najczęściej dla tych, którzy nie chcą śledzić na bieżąco rynków kapitałowych. No ale też nie do końca chcą być inwestorami całkowicie pasywnymi, którzy nie chcą nic więcej poza tym, co zrobi dla nich indeks. Jeśli ktoś woli wybrać ten środek, czyli aktywne zarządzanie pieniędzmi, ale nie przez samego siebie, lecz przez na przykład profesjonalnego zarządzającego, to to jest ta pula produktów. No i okej, w ten sposób struktura parasolowa może nam trochę ułatwić życie i dać dodatkowe korzyści podatkowe w przypadku zmiany strategii w środku. Kiedy wiemy już czym są podstawowe instrumenty, pojawia się kolejne pytanie: gdzie właściwie lokowane są nasze pieniądze? Inwestowanie lokalne oznacza koncentrację na jednym kraju, na przykład na polskich akcjach albo na polskich obligacjach. Inwestowanie regionalne obejmuje określony obszar, na przykład Europę, Amerykę Północną. Azję czy Europę środkowo-wschodnią. Z kolei inwestowanie globalne oznacza ekspozycje na wiele rynków jednocześnie. W zależności od konstrukcji takiego na przykład funduszu, mogą to być wyłącznie kraje rozwinięte albo połączenie rynków rozwiniętych i wschodzących. Wyjaśnimy sobie trochę dalej te pojęcia. Jest tu jednak jeden ważny szczegół, czyli kraj, do którego przypisana jest spółka w indeksie, no nie zawsze odpowiada temu, gdzie faktycznie zarabia ta spółka pieniądze. Amerykańska firma może sprzedawać swoje produkty na całym świecie. Znamy takich przykładów sporo. Szwajcarskie przedsiębiorstwo farmaceutyczne może osiągać dużą część przychodów w Stanach Zjednoczonych. Polska spółka może eksportować towary do bardzo wielu państw. Dlatego geografia inwestycji ma przynajmniej dwa poziomy, czyli to jest formalny kraj przypisania spółki oraz rzeczywista geografia działalności danej spółki. I to jest istotna różnica. No bo na przykład fundusz z wysokim udziałem spółek amerykańskich nie musi być ekonomicznie zależny tylko i wyłącznie od klientów ze Stanów Zjednoczonych, ale jednocześnie nadal pozostaje mocno uzależniony od tego amerykańskiego rynku kapitałowego, od aktualnych wycen na tym rynku, od otoczenia regulacyjnego. To geografia, ale inwestycje można dzielić nie tylko według krajów, ale również według branż. Czyli przykładowe sektory, technologia, finanse, przemysł, energetyka, ochrona zdrowia są też cały czas powstające nowe. No bo dobrym przykładem jest sztuczna inteligencja. No świeży temat na giełdzie, bo jeszcze kilka lat temu pewnie nie uznalibyśmy tego za jeden konkretny sektor. A dzisiaj gron, pierwsze skrzypce na rynkach kapitałowych. Na pierwszy rzut oka można uznać, że inwestowanie w AI to przede wszystkim amerykańscy giganci technologiczni, ale tutaj w praktyce łańcuch dostaw wygląda znacznie szerzej i ciekawiej. No bo projektowanie układów scalonych silnie związane ze Stanami Zjednoczonymi, ale już zaawansowana produkcja półprzewodników, o tu ma ważne ośrodki na Tajwanie. Istotną rolę odgrywają producenci pamięci w Korei Południowej, a kluczowe maszyny wykorzystywane przy produkcji chipów powstają między innymi w Holandii, a część specjalistycznych materiałów i urządzeń pochodzi z Japonii. No i do tego możemy iść dalej. dochodzą do tego centra danych, dostawcy energii, sieci elektroenergetyczne, infrastruktura chłodzenia i przedsiębiorstwa produkujące na przykład wyposażenie przemysłowe, żeby to wszystko powstało. No i teraz rozumiecie, czasami w jeden sektor dużo łatwiej jest zainwestować posiadając jakiś instrument pośredni typu właśnie fundusz albo ETF, coś co zrobi jednak te prace za nas. Bo może ja mam rację, że fundusz spółek technologicznych związanych ze sztuczną inteligencją warto mieć w portfelu przez co najmniej kilka lat. Tylko co mi po tym, jeśli musiałbym sam poskładać to z akcji spółek z całego świata i to jeszcze w odpowiednich proporcjach i cały czas tego pilnować na bieżąco. Jeden temat inwestycyjny potrafi więc obejmować wiele krajów i czasem też kilka różnych sektorów. Ale to też działa w drugą stronę. No bo kupując fundusz tematyczny związany ze sztuczną inteligencją, możemy jednocześnie zwiększyć sobie koncentrację geograficzną, technologiczną i całą zależność naszego portfela od de facto niewielkiej grupy spółek. Można o tym doktorat napisać, ale i tak najpopularniejszy podział jaki zobaczycie niemal wszędzie jak będziecie się uczyć o inwestycjach to są kraje rozwinięte i kraje rozwijające się inaczej tak zwane wschodzące. I rynki rozwinięte to między innymi Stany Zjednoczone, Japonia, Wielka Brytania czy sporo państw z Europy Zachodniej. Generalnie zazwyczaj charakteryzują się dużym rynkiem kapitałowym, ale co ważne wysoką płynnością i stosunkowo łatwym dostępem dla inwestora zagranicznego. Z kolei rynki wschodzące obejmują między innymi Indię, Brazylię, Chiny, Tajwan, ale Koreę Południową, a także według klasyfikacji MSCI Polskę. I taki podział nie oznacza, że jedna grupa krajów jest dobra, a druga gorsza. No to w ogóle nie o to chodzi. To nie jest też jakiś ranking zamożności. Generalnie dostawcy tych indeksów biorą pod uwagę właśnie między innymi poziom rozwoju gospodarczego, wielkość rynku, płynność akcji i to jak łatwo jest zagranicznym inwestorom kupować i sprzedawać instrumenty finansowe. Więc takie MSCI wskazuje wprost trzy obszary oceny: rozwój gospodarczy, wielkość i płynność rynku. No a w tym wszystkim oczywiście łącznie wychodzi nam dostępność. I tu ciekawostka, która dobrze pokazuje jak działa świat indeksów. Według MSCI Polska jest rynkiem wschodzącym. Według FTC Russell Polska jest już rynkiem rozwiniętym. I awans do tej grupy w zasadzie nastąpił dawno temu, ale w aktualnej klasyfikacji Polska nadal figuruje wśród europejskich rynków rozwiniętych. No i kto teraz ma rację? Obie instytucje, ale w ramach własnych metodologii. No dobra, ale czemu ja w ogóle o tym opowiadam? żeby później nie było pewnego zdziwienia, że mamy jakiś portfel konkretnych rynków i w tym są takie a takie kraje zgodnie z określoną metodologią. A ja się później zastanawiam: "No dobra, ale dlaczego tam nie ma danego kraju? No bo muszę zajrzeć do tej metodologii. Co ona zakłada, że ten kraj jest w tym koszyku, ale gdzie indziej będzie w innym koszyku? To po prostu warto wiedzieć. Globalne inwestowanie oznacza kontakt nie tylko z różnymi krajami, ale również z różnymi walutami. Najważniejszą rolę w światowych finansach odgrywa oczywiście dolar amerykański. I ja wiem, że w internecie przeczytacie kilka razy do roku, że zaraz dolar upadnie i to będzie koniec amerykańskiego hegemona, gdzie chiński smok przyleci czy coś takiego. Ale warto jest spojrzeć na konkretne dane, które pokazują, że tego króla walut naprawdę będzie bardzo ciężko zdetronizować. Według danych międzynarodowego funduszu walutowego w pierwszym kwartale 2026 roku dolar stanowił około 57% światowych rezerw walutowych. No a takie euro na przykład około 20%. Dolar dominuje też w obrocie walutowym i to naprawdę bardzo, bardzo mocno. Dla polskiego inwestora najważniejsze jest jednak coś innego. Jeśli wydajemy pieniądze w złotówkach, wartość zagranicznych inwestycji no może zmieniać się nie tylko z powodu zmian cen akcji czy obligacji, ale właśnie również z powodu kursów walut. W budowie swojej strategii inwestycyjnej cała sztuka polega na pogodzeniu tych wszystkich czynników. No bo jak mówimy dzisiaj o bezpieczeństwie finansowym, jak mówimy o dywersyfikacji majątku, to tak naprawdę mamy na myśli bardzo dużo czynników i im lepiej poznamy jak działają te rynki, tym lepiej zrozumiemy jak to jest skomplikowane i które elementy dopasować dobrze do siebie i swojej tolerancji ryzyka. No bo ja jak myślę sobie o odporności mojego majątku na różne scenariusze, no to już ostatnie lata pokazały, że jest istotne w jakim regionie świata żyjemy, w jakim mamy pieniądze i w jakich walutach mamy pieniądze. I co więcej jest istotne, czy mamy zabezpieczenie walutowe w inwestycjach, bo może my w ogóle chcemy wyłączyć to ryzyko na przykład po ostatnich latach. Nie będę oszukiwał, jest tego naprawdę dużo i nie dziwię się, że na samym początku może być to nieco przytłaczające. No ale spokojnie, bo na tym cała koncepcja polega, żeby w tych pierwszych miesiącach, kwartałach, może czasem latach, jeśli ktoś tyle potrzebuje, dostosować te wszystkie parametry do siebie. No bo ta strategia ma nam pasować przez długie, długie lata, a nie tylko kilka tygodni najbliższych. To było na pierwszym wideo. No i faktycznie ta koncepcja ma dać nam efekty, których się spodziewamy, a nie być zagadką, co mi z tego portfela wyjdzie. Nie na tym polega inwestowanie. Ja osobiście pomimo pięknej hossy w Polsce w ostatnich latach nadal jestem zwolennikiem tego, żeby jednak dywersyfikować portfel i nie stawiać wszystkiego tylko i wyłącznie na jeden kraj, w którym sam mieszkam. I jest to też częściowo ryzyko samo w sobie. Jest coś takiego jak home bias, czyli takie zjawisko, które zaraz sobie dokładnie omówimy. Nic nowego, ale każdy musi raz o tym usłyszeć i zastanowić się jak do tego podchodzi. Każdy na świecie, gdy startuje na jakimś rynku, no to naturalnie na tym rynku zaczyna inwestować. Tylko pytanie, czy później z tego rynku też wyjdzie i się zdywersyfikuje, bo troszeczkę inaczej wygląda sytuacja Polaka, Niemca, Hiszpana czy Chińczyka, a Amerykanina ze względu na rozmiar tego rynku i jego wpływ na cały świat. Czyli powiedzmy, że ten Amerykanin jak się urodził w USA i zaczął inwestować w USA, to będzie w troszeczkę lepszej sytuacji niż ten Polak, Niemiec, Hiszpan czy Chińczyk, o której tutaj wspomniałem. I ja rozumiem jak ktoś mówi, że jak to tak w Polsce mieć mało Polski w portfelu, no nie może tak być. Ja na to patrzę troszeczkę inaczej, no bo mój majątek jest od Polski zależny bardzo, bardzo mocno. Pracuję tu, mam tu nieruchomości, mam tu dochody, płacę tu podatki, odkładam tu pieniądze w systemie emerytalnym. Jak się nad tym głębiej zastanowić, to naprawdę dużo w moim życiu też finansowym zależy od Polski i kondycji jej gospodarki. Więc jeśli zdywersyfikuje swój portfel, tak, że on nie będzie w 100% polski, ale jednak spora część tego będzie na rynkach z całego świata, to może jednak z tego punktu widzenia ta dywersyfikacja będzie tutaj wręcz wskazana. Myślę, że rozumiecie mój punkt widzenia. Szymon Karaś, zarządzający Unicredit w bardzo fajnym tekście na bankier.pl plowiedział tak: "W idealnie zdywersyfikowanym podręcznikowym portfelu globalnym polskie akcje powinny stanowić równowartość 30 gros z każdych zainwestowanych 100 zł. Zostawię wam swoją drogą ten tekst pod wideo, bo jest naprawdę bardzo ciekawy, ale ten cytat dobrze oddaje ten tort, o którym na początku wspomniałem. Jeśli wyobrazimy sobie wszystkie rynki kapitałowe, te wszystkie giełdy na świecie jako taki jeden wielki globalny tort, to przy tej dysproporcji widzimy jakim cieniutkim, malutkim kawałeczkiem tego tortu jest polski rynek. Nikt by się z tego plasterka na torcie nie najadł. I to jest właśnie ta kluczowa różnica między tymi rynkami rozwiniętymi, tymi gigantycznymi z Ameryką oczywiście na czele, a tymi mniejszymi, gdzie gdzieś tam stoją w rozkroku, czy są rozwinięte, czy jeszcze rozwijające się. No i Polska akurat dzisiaj stanowi tutaj doskonały przykład jeszcze małego rynku, ale bardzo dynamicznie rozwijającego się. No i jednak będącego drobnym ułamkiem tego tortu przy dominacji chociażby USA. Spróbujmy rozbroić zatem ten cały home bias. Z definicji jest to skłonność do nadmiernego inwestowania na własnym rynku krajowym w stosunku do jego udziału w globalnym rynku. Czyli innymi słowy, no kupujemy przede wszystkim to, co znamy dla polskiego inwestora. No mogą to być oczywiście akcje spółek z warszawskiej giełdy, mogą być to krajowe fundusze akcyjne czy inne aktywa silnie zależne od polskiej gospodarki. I przyczyny takiego stanu rzeczy są absolutnie zrozumiałe. No łatwiej jest śledzić wiadomości po polsku, łatwiej jest rozpoznawać nazwy lokalnych firm. No jasne, że tak. łatwiej zaakceptować inwestycję, która jest z marszu denominowana w naszej polskiej walucie. No i też znajomość Krajowego Rynku daje nam takie poczucie kontroli. Tylko problem polega na tym, że poczucie znajomości tego rynku no nie jest tym samym, co taka rzeczywista dywersyfikacja. Tak jak wspomniałem, jeśli pracuję w Polsce, otrzymuję wynagrodzenie w złotych, posiadam nieruchomość w Polsce i większość oszczędności inwestuje w polskie akcje, no to duża część mojej sytuacji finansowej zależy tak naprawdę z perspektywy globalnej od jednego kraju, jednej waluty. Ewentualne pogorszenie krajowej koniunktury, no może wpływać jednocześnie na rynek pracy, na wartość nieruchomości, na kurs złotego i jeszcze mój portfel inwestycyjny. To oczywiście nie oznacza, że trzeba unikać jak ognia polskich aktywów. Nie, nie, nie. Tylko oznacza, że trzeba oceniać to w kontekście całego majątku, a może nie tylko rachunku inwestycyjnego. Ważne jest też rozróżnienie celu inwestycji. No bo pieniądze przeznaczone na na przykład krótkoterminowe wydatki w złotówkach mogą mieć uzasadnienie w krajowych instrumentach finansowych. No jest to logiczne, ale taka dyskusja o home bias nie dotyczy tego. Ona dotyczy przede wszystkim właśnie tej długoterminowej części portfela i to w szczególności z naciskiem na akcje. I są też pewne ryzyka pojedynczych rynków, które materializują się dosłownie na naszych oczach. Doskonale to było widać, gdy wybuchła wojna w 2022. Był wtedy taki moment, że cały nasz region był takim rejonem podwyższonego ryzyka. Dla wielu zarządzających na całym świecie to już nawet nie było żółte światełko przy naszych giełdach czy naszych rynkach kapitałowych, w zasadzie czerwone. Dopóki tutaj się nie uspokoi, dopóki się nie ustabilizuje, nie ruszamy tego rynku. Więc dla niektórych nagle staliśmy się na chwilę wręcz nieinwestowalni i zmaterializowało się takie zagrożenie, które występuje no w naszej części regionów, z naszym sąsiadem obok, z agresywną militarnie Rosją. A przy okazji jeszcze wydarzyło się dużo innych rzeczy, bo mieliśmy problem z inflacją, mieliśmy problem z wycenami spółek na giełdzie, mieliśmy globalne zagrożenie na rynku walutowym to mocno odczuliśmy. Polski złoty bardzo mocno osłabił się chociażby do dolara. Pewnie wszyscy pamiętamy jeszcze tutaj oglądając, że kilka lat temu widzieliśmy kolejki przy kantorach, dolar za 5 zł. No ale dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej, kiedy rynki się ustabilizowały i minęło już kilka lat, chociaż wojna dalej się toczy. Ale 2022 będzie takim książkowym przykładem, kiedy nakłada się na siebie dużo ryzyk i jeśli ten home bias nas dotknął i mamy dosłownie wszystko w naszym majątku uzależnione tylko i wyłącznie od tego, no mogliśmy odczuć te wszystkie ryzyka w swoim portfelu skumulowane. Na szczęście dzisiaj sytuacja wygląda już stabilniej, ale wydaje mi się, że od tamtego momentu na rynku, no ja znam dużo więcej inwestorów, którzy zdali sobie sprawę, że ta globalna dywersyfikacja, to powtarzanie w kółko, żeby oszacować czy ten home bias u nas jest czy nie i jak ten portfel złożyć, to nie jest takie gadanie dla gadania. To naprawdę ma duże znaczenie, szczególnie kiedy mówimy o oszczędnościach życia, o portfelach budowanych przez długie lata, o portfelach, które chcemy oddać naszym dzieciom. No chcemy, żeby one były odpowiednio zabezpieczone i to na wielu poziomach. To teraz spróbujmy sobie w takim razie szczerze porównać zalety i wady globalnego inwestowania, żeby zastanowić się może jeszcze przed kolejnymi wideo, może przed tym naszym budowaniem własnej pierwszej poważnej strategii inwestycyjnej, jaką my dywersyfikację chcemy przyjąć, jakie proporcje chcemy przyjąć, na ile w ogóle to globalne inwestowanie do nas przemawia. No bo dzisiaj, jak już wiecie, nie ma problemu dostępności. Zupełnie inna sytuacja niż kilka czy kilkanaście lat temu. Dostęp do globalnego rynku mamy fantastyczny. Pytanie tylko, jakie elementy my sobie do tego naszego portfela wybierzemy i przez co będziemy inwestować, czyli z czego faktycznie zechcemy skorzystać, bo to co mamy w środku, a jak jest opakowane w strategii, to czasem są dwie różne rzeczy i trzeba mieć świadomość z czym się to wiąże, jak będzie wpływać na charakter i strukturę naszej strategii inwestycyjnej. No to zaczynamy. Dywersyfikacja geograficzna. No najbardziej oczywista korzyść, ograniczenie tej zależności od jednego kraju, czyli ten mój przykład z 2022 i Polski w sytuacji w takim trudnym okresie z wojną, inflacją, szokiem surowcowym, kiedy wszystkie te problemy dosłownie wystąpiły jednocześnie. No to jest modelowy przykład takiego zagrożenia dla naszych pieniędzy w krótkim czy średnim terminie. I nie wątpię, że niejeden inwestor po prostu nie wytrzymał i nie czekał wiele lat na ustabilizowanie się i na hossę, tylko po prostu zaliczył solidne straty w 22. Poza tym każda gospodarka miewa własne problemy. Przecież może zmagać się z recesją, zmianami podatkowymi, z napięciami politycznymi albo jakimiś regulacjami, które destabilizują wręcz kraj. Jeżeli cały portfel jest skoncentrowany na jednym rynku, to takie wydarzenia wpływają na znaczną część naszych inwestycji. Natomiast portfel globalny po prostu rozkłada ekspozycje pomiędzy wiele państw i to oczywiście nie znacza, że on nigdy nie straci. Oznacza jednak, że pojedyncza krajowa decyzja, na przykład regulacyjna albo jakiś poważny problem jednej gospodarki, no nie musi decydować o wyniku całego mojego portfela. Ten punkt jest moim zdaniem bardzo mocny. Dywersyfikacja sektorowa. Polska giełda ma swoją specyficzną strukturę sektorową. No bo nie da się ukryć, że patrzymy na nasz rynek i mamy wyraźną dominację finansów. Gdzieś tam dalej oczywiście jest i energetyka, jest trochę przemysłu i kilka mniejszych dziedzin, ale te proporcje no są jakie widać. A to oznacza, że inwestor skoncentrowany wyłącznie na polskich akcjach, no będzie w dużym stopniu uzależniony tak naprawdę od banków, od ubezpieczycieli, od energetyki, no i jakiś wybranych pojedynczych branż, ale jednocześnie będzie miał ograniczony dostęp na przykład do globalnych producentów różnych rzeczy, chociażby ważnych dzisiaj półprzewodników, największych firm programistycznych, światowych przedsiębiorstw, farmaceutycznych, wszystkie te rewolucje w lekach, czy może też zagranicznych liderów infrastruktury cyfrowej. Generalnie globalne inwestowanie pozwala nam po prostu uzupełnić sektory, których na lokalnej giełdzie no po prostu jest niewiele albo nie ma wcale. No w tym materiale opowiadałem dosłownie o strukturze tej hossy sztucznej inteligencji, co tam jest w środku i gdybyśmy szukali spółek z całego sektora, no to musimy je rozrzucić po całym świecie. I smutna wiadomość jest taka, że nie bylibyśmy w stanie tak naprawdę dorzucić do tego koszyka nic z Polski. Jeśli mówimy o inwestycji w sztuczną inteligencję, o inwestycji w 100% w polski rynek, no przecież to się kompletnie nie pokrywa. Czyli tak naprawdę stawiając tylko na polski rynek pomijamy w tym samym czasie jeden z najważniejszych trendów na światowych rynkach ostatniej dekady. Tak totalnie. No to też się łączy dostęp do największych firm. No bo wiele firm, z których produktów korzystamy dosłownie każdego dnia, no nie jest notowanych w Warszawie. Oczywiście dotyczy to producentów smartfonów, oprogramowania, wyszukiwarek, platform. leków, producentów układów scalonych. Ja móg tak wymieniać i wymieniać przez wszystkie marki modowe i tak dalej. Inwestowanie globalne po prostu umożliwia to uczestnictwo w wynikach tych wielkich przedsiębiorstw, ale bez konieczności wskazywania samodzielnie, że to ta spółka będzie zwycięzcą w danym swoim sektorze. No i oczywiście najłatwiej jest pokazać gigantów ze Stanów, ale tak naprawdę są przecież wielkie spółki z Europy czy z Azji i one też zmieniają ten świat i też korzystamy z tych produktów. A przez globalne rozwiązania my możemy mieć po prostu je w swoim portfelu, chociażby mając jakiś fundusz czy ETF. Szeroki fundusz może obejmować zarówno obecnych liderów rynku, jak i firmy, które dopiero zwiększą swoje znaczenie. A ja tego nie muszę wiedzieć, która technologia wygra w tym wyścigu i który kraj będzie liderem konkretnej dekady w danym rozwiązaniu. Ja tego nie muszę wiedzieć. Ważne, że mój instrument mi to zapewni, jeśli będę miał odpowiednią ekspozycję na tę część rynku. No i wreszcie pewna prostota. Gigantyczna zaleta przy współczesnych możliwościach inwestycyjnych, bo tak naprawdę nie muszę spędzać nad tym dużo czasu. To jest bajecznie proste. Globalny portfel nie musi oznaczać kupowania akcji z kilkudziesięciu giełd. Nie potrzebuję tego wielu monitorów. W wielu sytuacjach szeroką ekspozycję mogę uzyskać za pomocą jednego funduszu, albo na przykład kilku wzajemnie uzupełniających się instrumentów. Może to być globalny ETF, może to być fundusz inwestycyjny albo jakaś strategia dobrana w ramach tego funduszu parasolowego. Ważne jest jednak rozróżnienie między prostą konstrukcją portfela, a tą prostotą jego ryzyka. O, to jest ważna rzecz, bo jeden globalny fundusz akcji może być super łatwy w obsłudze, ale nadal będzie pozostawał dla nas inwestycją akcyjną, więc jego wartość może po prostu znacząco spadać w niektórych okresach. I prostota operacyjna nie oznacza wtedy gwarancji bezpieczeństwa. Mam wrażenie, że to się nam czasami myli, szczególnie kiedy kolejny kwartał i kolejny rok jest po prostu na rynku hossa, to ja to częściej powtarzam, że prędzej czy później zobaczymy też w naszym portfelu jakąś silniejszą zmienność, czyli spadki, a jeśli będziemy inwestować długie lata, to zobaczymy pewnego dnia i bessę. To, że inwestujemy w bardzo prosty sposób i globalne akcje nie znaczy, że nasze inwestycje zawsze będą rosły. Miejmy to z tyłu głowy i mam nadzieję, że wszystko jest tu jasne, ale dla świętego spokoju lubię to co jakiś czas jednak powtarzać. Mamy już sporo zalet, ale ja do tego dorzucę, że przy dzisiejszych rozwiązaniach inwestowanie w te produkty jest też dużo tańsze niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. A to już nam układa fajny obraz, który jest przed nami, jeśli będziemy budować strategię. Tylko pamiętajcie, to nigdy nie jest takie zeroedynkowe i inwestowanie globalne oczywiście też będzie miało swoje wady i zaraz je sobie opowiemy. Waluty. Ach, te waluty. Tam jest więcej niż jeden rodzaj ryzyka. No bo ryzyko walutowe jest moim zdaniem no nieco bardziej rozbudowane niż nam się wszystkim wydaje. Oczywiście musimy dbać o to, żeby mieć dobre koszty przywalutowania oraz jeśli chcemy oczywiście to mieć to też to zabezpieczenie walutowe musi być w odpowiednio dobrych sensownych kosztach. Jednak to znowu nie jest takie super proste, bo trzeba odróżnić kilka kwestii, czyli trzeba odróżnić walutę, w której ja kupuję instrument i walutę, w której instrument jest wyceniany i walutę gospodarki, od której zależy wartość aktywów znajdujących się w środku. Jak trzeba, to można przewinąć jeszcze raz. To może być trochę trudne, ale zobaczmy w praktyce. Fundusz notowany w euro może inwestować głównie w amerykańskie akcje, prawda? No jasne, że może. A fundusz dostępny w złotych może posiadać zupełnie zagraniczne aktywa. I sam fakt, że jednostka ma cenę wyrażoną w złotym, no nie oznacza automatycznie, że ryzyko walutowe zostanie nam usunięte. Zagraniczne akcje rosną na przykład o 10%, waluta tej inwestycji osłabia się wobec złotego o 10%. No może się tak przytrafić, a jeszcze koszty przecież są po drodze. Może to też działać w drugą stronę. I znowu trzeba pokazać ten 2022. Inwestycje wyrażone w dolarach części inwestorom trochę uratowały wynik w danym roku. No i jednocześnie to najważniejsze pytanie, które my musimy sobie zadać jako inwestorzy. Czy my chcemy zabezpieczać się walutowo, czyli stosować ten tak zwany hedging, czy nie. Oczywiście takie rozwiązanie może ograniczać wpływ kursów, no ale będzie się zawsze wiązać z jakimiś kosztami. I dla mnie to jest logiczne, ale co jakiś czas widzę takie porównania z zabezpieczonych walutowo inwestycji do niezabezpieczonych. No jeśli ktoś porównuje koszty w jednym i drugim instrumencie, tak jakby to były takie same instrumenty, to coś tu jest absolutnie nie tak. Jeśli chcemy mieć zabezpieczenie walutowe, to zawsze będziemy musieli za nie zapłacić i powinniśmy wtedy takie produkty porównywać tylko i wyłącznie z innymi produktami, które też mają wbudowane zabezpieczenie walutowe. No wtedy dopiero się okaże, że porównujemy produkty tej samej kategorii. No i tak samo będzie z produktami niezabezpieczonymi walutowo. Je też możemy porównywać ze sobą. Jak zaczniemy to mieszać, to naprawdę, uwierzcie mi na słowo, nic dobrego z tego nie wyjdzie. A może się jeszcze okazać, że będziemy kierować się kryterium, które kompletnie tutaj nie pasuje. No bo załóżmy, że chcemy mieć absurdalnie tanio nasze inwestycje, ale jednocześnie chcemy mieć zabezpieczenie walutowe. No i tych dwóch rzeczy po prostu idealnie ze sobą nigdy nie pogodzimy. I myślę, że przy okazji walut warto jeszcze powiedzieć, że oprócz samego ryzyka kursowego jest jeszcze ten koszt wymiany walut czysto transakcyjnie. No bo jeśli ja kupuję zagraniczne instrumenty regularnie, nawet pozornie niewielka różnica w kosztach przewalutowania, no może z czasem wręcz wpłynąć na wynik całego portfela na potrzeby symulacji. Załóżmy, że wymiem 20 000 zł. No i koszt przewalutowania wynoszący 1% to 20 zł. No ale ten sam koszt na poziomie 1,5% to 300 zł. A jak podobny koszt wystąpi również przy wymianie środków z powrotem, no to różnica między obiema ofertami wyniesie nam spokojnie ponad 500 zł. I to takim uproszczone założenie, bo na podstawie tych obliczeń pomijamy w ogóle zmiany kursu w trakcie tej inwestycji. Nie lekceważcie kosztów przewalutowania, bo one mają znaczenie w długim terminie. Jest jeszcze taka wada jak koncentracja ukryta w globalnym indeksie. Ha, słowo globalny może nam sugerować taki równomierny podział między wszystkie kraje świata i to jest częsty błąd, bo w rzeczywistości wiele indeksów jest ważonych kapitalizacją rynkową, a to oznacza, że większy udział mają spółki i kraje o większej wartości na giełdzie. Więc na koniec lipca 26 roku w takim indeksie MSCI All Country World Index takie Stany Zjednoczone odpowiadały za 63,6% wartości, a sam sektor technologii informacyjnej to 30%. Czyli oznacza, że globalny fundusz akcji może być w dużej mierze zależny nie tylko od jednego rynku, ale od jednego sektora. W dodatku największe przedsiębiorstwa mają większy wpływ na wynik indeksu niż mniejsze spółki, więc kilka globalnych gigantów może odpowiadać za istotną część całego naszego portfela. Czy to jest błąd? No niekoniecznie. To po prostu jest pewna konsekwencja przyjętej metodologii. Musimy zdawać sobie z tego sprawę, bo indeks ważony kapitalizacją pokazuje jak dzisiaj wygląda rynek dostępny dla inwestorów, a nie jak wyglądałby portfel rozłożony po równo między państwa albo sektory. To to nie kapitalizm, to tak nie działa. Ważne, aby wiedzieć, że dywersyfikacja globalna po prostu nie zawsze oznacza taką równą ekspozycję na cały świat. No i uwaga na pewne korelacje, czyli kiedy rynki zaczynają się tak naprawdę poruszać razem. Dywersyfikacja najlepiej działa wtedy, gdy różne części portfela nie reagują identycznie na te same wydarzenia. No bo w okresach silnego stresu rynkowego, o tak to ujmę, zależności między rynkami mogą rosnąć. Jeśli inwestorzy na całym świecie ograniczają ryzyko, to mogą spadać zarówno akcje amerykańskie, jak i europejskie, jak i azjatyckie. I często tak jest. Znaczenie mają też stopy procentowe. Na przykład w Stanach Zjednoczonych znaczenie ma globalna płynność finansowa, znaczenie ma to, co dzieje się na dolarze czy amerykańskich obligacjach. Z naszego punktu widzenia stany są całkiem daleko, no ale wszystkie inne rynki reagują na te impulsy, które stamtąd przychodzą. I kiedyś wśród polskich inwestorów było takie powiedzenie, że jeśli na Wall Street w USA ktoś kichnie, to cała Europa może od razu wpaść w przeziębienie. I coś w tym jest. Tak to działa, że te naczynia są ze sobą czasami bardzo powiązane. No i szczególnie, gdy ci najwięksi mają problemy, to tak naprawdę cały świat ma jakiś problem przynajmniej chwilowo, tylko jeszcze nie do końca zdajemy sobie sprawę jaka będzie siła oddziaływania na poszczególne rynki. Więc wniosek jest dosyć prosty. Globalna dywersyfikacja może ograniczać ryzyko związane z jednym krajem, no ale nie chroni nas automatycznie przed na przykład globalną bessą. Co więcej, jeśli wszystkie elementy portfela są funduszami akcyjnymi, to nawet bardzo szeroka dywersyfikacja geograficzna, no też nie usunie tego podstawowego ryzyka rynku akcji. No i jeszcze ryzyko instrumentu, bo liczy się nie tylko kierunek inwestycji. Dwa fundusze opisane jako globalne mogą znacząco się od siebie różnić. No jeden może obejmować kilka tysięcy spółek, a drugi może na przykład obejmować kilkadziesiąt przedsiębiorstw. Serio są i takie. Jeden może posiadać akcje bezpośrednio, a drugi może odtwarzać ten wynik, na przykład indeksu za pomocą instrumentów pochodnych. No i tu jest praca domowa do wykonania przed każdym inwestorem, żeby faktycznie sprawdzić kilka rzeczy. Podstawa, czy dany instrument, który będzie nam potrzebny do realizacji tej konkretnej strategii, czy on ma w portfelu dokładnie to, o co nam chodziło, a jakie będzie miał koszty, jak już go wybiorę, jaki będzie miał sposób odzwierciedlania tego instrumentu, jak on w ogóle działa? Jaka jest płynność, jaka jest polityka dotycząca dywidend, czy tam się coś reinwestuje, czy tam się dystrybuje i coś dostanę i jeszcze zrobi się z tego jakiś podatek. Jakie są zabezpieczenia walutowe w środku? No i na koniec jeszcze jedna rzecz. jaka jest w ogóle konstrukcja prawna produktu, no i wiarygodność instytucji, która za produktem stoi. Więc trochę tych rzeczy jest, ale plus jest taki, że jak już to wszystko wybierzemy i ta strategia nam się spodoba i ta koncepcja nam się spodoba i będziemy ją kontynuować później przez wiele lat, więc ta praca domowa jest największa do zrobienia na początku, to nie jest tak, że będziemy co tydzień siadać i przerabiać to wszystko od nowa. Absolutnie nie. No i na koniec w zasadzie zastanawiam się na ile jest to wada, na ile jest to po prostu taki nieodłączny element inwestowania w tym przypadku także globalnego. No bo największym problemem może nie być to co mamy w środku instrumentu. Może nie być to strategia, którą wybraliśmy, ani fundusz, który chcemy zainwestować. Największym ryzykiem możemy być my sami. My inwestorzy, którzy nie będą w stanie się odnaleźć przy tak olbrzymich możliwościach. To jest taka trochę klęska urodzaju. Już tłumaczę o co mi chodzi. No bo 100 razy już tutaj powiedziałem, że globalny rynek daje nam dzisiaj ogromny wybór. Jeśli najlepiej radzą sobie spółki technologiczne, to może ja mam ochotę zwiększyć udział w tych spółkach. Ale widzę tę piękną Koreę Południową, jakie niesamowite wyniki osiąga. Może ja bym chciał przenieść tam teraz część portfela, albo jeden kwartał okaże się słabszy i uznam, że całą strategię ja muszę w tym momencie przebudować i znowu otwieram to wielkie portfolio instrumentów. zaczyna się taka pogoń za tym, co na przykład ostatnio działało najlepiej. I problem polega na tym też, że historyczne wyniki no nie są prognozą przyszłości. I takie częste zmiany portfela to też są dodatkowe koszty. Czasem to są konsekwencje podatkowe, czasem to jest ryzyko podejmowania też decyzji pod wpływem emocji. A jak mamy jakieś fajne technicznie rozwiązanie i jeszcze nie boimy się, że jak coś poprzesuwamy, to nie wygeneruje nam podatku, no bo jest fajnie i wygodnie, to może ja będę skakać ze strategii na strategię. No niestety czasem jak skupiamy się na tym, że mamy dostęp do fantastycznych instrumentów, to nie jesteśmy w stanie wybrać i mamy ochotę co chwilę coś zmieniać. Będziemy sobie raz klikać to, raz to, przechodzić z jednych rynków kapitałowych na drugie, albo będziemy sobie optymalizować do bólu ten portfel. I jest takie pojęcie jak przeoptymalizowanie, czyli ktoś tak dużo na tym kombinuje, że tak naprawdę więcej te kombinacje nas kosztują niż dają solidnych korzyści. No i jest jeszcze jedna rzecz, którą obserwuję w ostatnich latach i muszę koniecznie wszystkich ostrzec. łatwo jest wpaść w taką pułapkę pozornej dywersyfikacji, czyli można sobie kupić na przykład globalny fundusz akcji, fundusz amerykański, ETF technologiczny i jeszcze fundusz oparty o sztuczną inteligencję i nagle odkrywamy, że wiecie już pewnie o co chodzi. W każdym z nich są te same największe spółki, czyli mam w portfelu zdywersyfikowanym cztery fundusze, ale tak naprawdę wszystkie te instrumenty są ze sobą niesamowicie mocno skorelowane, więc czterokrotnie zwiększyłem zakład na ten sam segment rynku. i portfel składający się z takich czterech funduszy, no nie do końca mógłbym powiedzieć, że jest dobrze zdywersyfikowany. Wspomniałem na samym początku tej serii wideo, że globalne inwestowanie daje nam ogromne możliwości i jest czynnikiem, przez który warto jest po prostu przejść i zastanowić się, czy to jest dla nas, jak bardzo to jest dla nas i czy nasz portfel powinien to uwzględniać w długim terminie. Ja nie będę nikogo przekonywał do konkretnych proporcji portfela, do konkretnych rynków czy konkretnych pomysłów inwestycyjnych, bo to akurat nie jest moje zadanie. Tutaj pracę domową trzeba po prostu odrobić samodzielnie. Z mojego punktu widzenia trochę trudno mi sobie dzisiaj wyobrazić inwestowanie 100% skoncentrowane w jednym miejscu, jeśli nie jesteśmy specjalistami od tej dziedziny, bo to jest taka drobna pułapka, w którą możemy wpaść przeglądając chociażby strony internetowe o inwestowaniu. Jak naczytamy się specjalistów z danego wąskiego rynku, którzy będą nas przekonywać, że tylko tutaj można zarabiać i w ogóle nie ma co się rozdrabniać na jakiś cały świat, tylko w tej małej dziedzinie są najlepsze okazje. To pamiętajmy, co ze sobą porównujemy. Czy tak jak w ostatnim webinarze na przykład zdecydowaliśmy się poświęcać godzinę w tygodniu na nasze inwestycje i wtedy sobie patrzymy na naszą strategię, a my zajmujemy się przez cały tydzień zarabianiem pieniędzy, a te zarobione na nas pracują i obieramy te strategie na długi termin. Czy my chcemy rzucić pracę i inwestować samodzielnie na pełny etat i brać na siebie to wszystko? Kupowanie pojedynczych instrumentów, pilnowanie tych wszystkich proporcji, pilnowanie tych rozliczeń. No ja nadal mam wrażenie, że tak czysto statystycznie tak 9 na 10 osób powinno raczej inwestować przez gotowe strategie, albo pasywne, albo indeksowe, albo jakieś konkretnie zarządzane, ale wiadomo jako strategię przyjęliśmy. Szczególnie, że dzisiaj to jest naprawdę dużo łatwiejsze i tańsze niż jakiś czas temu, więc to jest to dobrodziejstwo rynku kapitałowego i globalnego rynku kapitałowego, o którym dzisiaj no przez kawał czasu tak naprawdę rozmawialiśmy. To co w takim razie z tą wiedzą możemy zrobić na koniec? Ja bym osobiście chyba postawił na takie drobne ćwiczenie dotyczące home bias, czyli żebyśmy się dobrze zastanowili jak bardzo nasze finanse, ale tak szeroko, szeroko pojęte są zależne od kraju, w którym żyjemy, mieszkamy i zarabiamy. Ja podałem taki super prosty przykład, ale to czasem jest bardziej skomplikowane. na przykład zarabiamy w różnych krajach albo mieszkamy w Polsce i tu płacimy podatki, ale nie do końca jest takie zerojedynkowe, bo płaciliśmy kiedyś podatki i składki emerytalne długo w innym kraju i będziemy mieć emeryturę także z innego kraju, więc są takie różne kombinacje finansowe, dlatego warto jest na sobie po prostu to zweryfikować jak to jest tym home bias u nas, czy to jest 100% zależne od jednego kraju, jednej gospodarki, czy trochę bardziej rozłożone. A jeśli jesteśmy w 100% zależni od tego, co jest w Polsce, to wtedy może warto się zastanowić, czy część naszego majątku nie powinna być trochę bardziej zdywersyfikowana. No a jeśli tak, to jaka część? Bo to jest naprawdę ważne. Jak będziemy szyć jakąś strategię opartą o globalne rozwiązania, to nikt za nas po prostu tych proporcji nie poustawia. Dzisiaj możemy wyeksportować masę trudnych rzeczy do specjalistów, którzy będą się tym zajmować. No ale to jest ta rzecz akurat, którą musimy zrobić samodzielnie. A być może to się szczególnie przyda przed kolejnym wideo, bo w kolejnym pokażę wam jeden z moich ulubionych modeli. To się nazywa portfel core satellite, czyli jak można sobie bardzo ciekawie poukładać ten portfel na długie lata. I no nie chcę powiedzieć tak po finansowemu mieć ciastko i zjeść ciastko, bo nie do końca o to w tym chodzi, ale można w ten sposób mieć solidnie zbudowaną strategię opartą o taki jeden duży filar, ale jednocześnie realizować mniejsze i ciekawe inwestycje, ale w ramach już całego portfela. Ale o tym w kolejnym wideo.

Przewijanie do góry