2 biliony długu. Czy mamy się czego bać? [Dług publiczny i budżet państwa]

Dług publiczny: mit czy prawda?

XTB Polska 74 800 subskrybentów
1 785 114 13/05/2026

Wideo analizuje rosnący dług publiczny w Polsce, wyjaśnia kluczowe pojęcia takie jak deficyt, dług i budżet państwa. Omawia również, dlaczego dług może być zarówno korzystny, jak i niebezpieczny, w zależności od tego, na co go wykorzystuje się. Autor przedstawia dane z 2025 roku i shows, że Polska ma skorpujtną strukturę długu, z dużym udziałem krajowych wierzycieli, co ogranicza ryzyko. Pokazuje również, jak można zarabiać na obligacjach. Wideo kończy na ostrzeżeniu, że zbyt duży dług może Ursztaty w przyszłości, zwłaszcza w czasie kryzysów.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Kto z was pamięta wiszącą w centrum Warszawy tablicy z napisem dług publiczny? Albo kto z was z kolei nie słyszał takich nagłówków jak zadłużenie Polski przekracza rekordowe x miliardów złot albo najnowszy program obniżek cen paliwa obciąży budżet o z miliardów złotych. Kiedy przejeżdżałem przez centrum jako zainteresowane ekonomią dziecko, ta ciągle rosnąca i liczona w miliardach czy dziesiątkach tysięcy na głowę kwota budziła jakiś lęk, że zmierzamy ku jakiejś katastrofie. Czym są w ogóle te pieniądze? Kto jej pożycza, na co pożycza i czemu w ogóle państwo pożycza? Dzisiejszy odcinek służy temu, aby odpowiedzieć właśnie na te pytania. Zdemistyfikujemy tę wielką liczbę, która przy pewnych założeniach może niepokoić, ale bazowo wcale nie musi. Nie zabraknie również informacji, jak można na długu publicznym zarobić. Nazywam się Aleksander Jabłoński, jestem analitykiem rynków finansowych WXTB i serdecznie zapraszam na dzisiejszy materiał. Zaczniemy sobie od definicji trzech podstawowych terminów, które wrzucane są we wszystkie nagłówki, które my rozumiemy intuicyjnie, ale których też czasem używamy naprzemiennie i nie do końca zdając sobie sprawy z niuansu. Pierwszy nie powinien sprawić problemu, budżet państwa. Budżet państwa to nic innego jak coroczny plan finansowy rządu. Zestawienie tego ile pieniędzy państwo spodziewa się zebrać, ile planuje wydać w danym roku. Uchwalany jest przez Sejm w formie ustawy budżetowej i stanowi swego rodzaju umowę społeczną. Tutaj decydujemy ile na szpitale, ile na wojsko, a ile na obsługę wcześniej zaciągniętych długów. Zgodnie z konstytucją rząd ma obowiązek przedłożyć projekt ustawy budżetowej w Sejmie najpóźniej na trzy miesiące przed rozpoczęciem roku budżetowego, czyli do 30 września roku poprzedzającego nowy ruch budżetowy. Ustawę przejmuje się zwykłą większością głosów przy zachowaniu tak zwanego kworum, czyli musi być minimum 231 posłów na sali. Co ważne, prezydent nie ma prawa weta wobec ustawy budżetowej. może albo ją podpisać, albo skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Warto również zadać sobie pytanie, co się dzieje na wypadek braku większości za ustawą budżetową. W zeszłym roku głośno było o tym, że we Francji brak większości położył półtora premiera. Półtora, ponieważ jeden podał się do dymisji, drugi też, ale potem wrócił i budżet przepchnął. Podobna sytuacja w teorii mogłaby mieć miejsce w Polsce. Jeśli budżet nie trafiłby na biurko prezydenta w ciągu czterech miesięcy od złożenia go w Sejmie, wówczas prezydent może, nie musi, ale może rozwiązać Sejm i rozpisać nowe wybory. Po drugie, deficyt finansów publicznych. Deficyt to różnica między tym, ile państwo wydaje, a tym ile zbiera. Gdy wydatki przekraczają wpływy, mamy deficyt. Działa to dokładnie tak samo, w ten sam sposób jak bycie pod kreską na koniec miesiąca, tylko w skali setek miliardów złotych. Deficyt najczęściej wyraża się jako procent PKB, co pozwala porównywać kraje o różnej wielkości gospodarki. Po drugiej stronie mamy oczywiście nadwyżkę, czyli sytuację, w której wpływy do kasy państwa są wyższe niż wydatki, ale z perspektywy Polski i nie tylko Polski, bo i wielu krajów rozwiniętych jest to sytuacja raczej egzotyczna. Niemniej przykładów nie brakuje nawet w europejskim otoczeniu. Krajem nadwyżkowym jest chociażby Norwegia, która zarabia duże kwoty na eksporcie ropy i to poniekąd tłumaczy ostatnie wzrosty na koronie norweskiej w obliczu zamknięcia ciśnus. I po trzecie, dług publiczny. Kiedy my jako zwykli ludzie jesteśmy pod kreską na koniec miesiąca, to możemy zrobić dwie rzeczy. albo rezygnujemy z niektórych wydatków, albo zaciągamy pożyczkę, aby zrealizować wszystko. W przypadku państwa do wyraźnych cięć dochodzi rzadko i zwykle wtedy, kiedy nie ma już innej opcji. I inną opcją jest właśnie pożyczanie pieniędzy na pokrycie deficytów. Jeśli chciałbym, żebyście państwo wynieśli z tego tylko jedną rzecz, to właśnie różnicy między długiem a deficytem. Samemu pod presją czasu czy stresu zdarzyło mi się myśląc o jednym powiedzieć drugie. Dlatego mam nadzieję, że wspólnie unikniemy kolejnych FOPA. Dług publiczny to skumulowana suma wszystkich poprzednich deficytów pomniejszona o ewentualne nadwyżki. Mówiąc prościej, jeśli państwo co roku wydaje więcej niż zbiera, ta różnica dokłada się do rosnącego stosu zadłużenia. Dziś Polska jest winna wierzycielom ponad 2 biliony złot, czyli około 53 000 zł na mieszkańca bez względu na wiek. Źródłem długu mogą być obligacje hurtowe albo detaliczne czy na przykład pożyczki negocjowane w ramach Unii Europejskiej jak KPO czy sejf często o niższym oprocentowaniu niż które rząd zastałby na rynku. Dług sam w sobie nie jest czymś automatycznie złym. Wyobraźcie sobie sytuację, w której bierzecie kredyt na 10% w skali roku. Jeśli zainwestujecie te pieniądze w aktywo, w jakąś akcję, w jakiś projekt, który przyniesie wam więcej niż 10%, wówczas zarobiliście na tym, że na początku się zadłużyliście. Sky całego państwa tym projektem jest no całe państwo, a stopą wzwrotu wzrost PKB. Ekonomiści zapisują tę zależność bardzo prosto. Jeśli tempo wzrostu gospodarki jest wyższe od stopy procentowej płaconej od długu, to relacja długu do PKB spada sama z siebie, nawet bez dodatkowych oszczędności i bez żadnych akcji. Państwo niejako wyrasta wówczas ze swojego długu i problemem dopiero jest, kiedy mamy odwrotną sytuację, gdy koszt pieniądza przewyższa wzrost PKB. Wtedy dług rośnie szybciej niż gospodarka i zaczynasz żyć własnym życiem, nakręcając się jak śnieżna kula. Kluczowe jest jednak to, na co te pieniądze idą. Jeśli pożyczone środki trafiają w drogi, koleje, edukację, technologię czy zdrowie, bo jak słyszałem w wielu pracach zdrowy pracownik to wydajny pracownik, to podnoszą one produktywność całej gospodarki, a dług może stać się pozytywnym kołem zamachowym. Jeśli jednak finansujemy nimi bieżące wydatki konsumpcyjne, to efekt może być zupełnie inny. Dług rośnie, a gospodarka niekoniecznie przyspiesza. Spójrzmy zatem, jak w praktyce wyglądał budżet Polski we wstępnie podliczonym 2025 roku. Łączne wydatki przyniosły 870 miliardów złotych i od razu warto zwrócić uwagę na trzy pozycje. Największe to ZUS, czyli finansowanie systemu emerytalnego i ponad 180 miliardów 1/5 całego budżetu. Zaraz za nim placuje się obrona narodowa ze 118 miliardami i to jedyna pozycja, którą budżet wykonał w 100%. Dla mnie osobiście najbardziej wymowna liczba to 78,2 miliarda zł na obsługę samego długu, czyli odsetek, które płacimy wierzycielom. To więcej niż wydajemy na zdrowie wszystkich Polaków z jedną uwagą, bo czemu na wykresie jest i ZUS, i zdrowie? ZUS obejmuje przede wszystkim wypłacane na bieżąco świadczenia, a zdrowie to różnego rodzaju inwestycje, jak chociażby staże dla młodych lekarzy czy działalność naukowa w tym obszarze. Niemniej duże wydatki na obsługę długu to nie jest fenomen polski, tylko ogólny. Skrajnym przykładem byłyby Stany Zjednoczone, które w 2025 roku według szacunków na odsetki wydały około 970 miliardów dolarów, czyli na samej liczbie jest to około 12okrotność tego co wydajemy w Polsce, co jeszcze musimy przemnożyć przez kurs dolara. Sky całego budżetu jest to ponownie więcej niż u nas, bo około 14%. Po stronie dochodów zebraliśmy niespełna 595 miliardów złotych i deficyt wyniósł blisko 276 miliardów złot. Warto jednak wspomnieć, że był on niższy niż pierwotnie dopuszczone 289 miliardów złotych, stanowiąc około 95% kwoty przewidzianej w ustawie. 3/4 przychodów pochodzi z podatków pośrednich, VAT i akcyzy. To ważna obserwacja, bo polska gospodarka finansuje państwo głównie przez konsumpcję, a nie przez opodatkowanie kapitału czy wysokich dochodów. No dobrze, to jak już mniej więcej wiemy na co wydajemy, ile wydajemy i ile musimy pożyczać, to spójrzmy teraz kim są ci słynni wierzyciele. Pierwszy wykres pokazuje podział długu skarbu państwa na krajowy i zagraniczny. Długo dominującym trendem było zmniejszanie się udziału długu zagranicznego z ponad 34% w 2016 roku do około 20% w ostatnich latach. Dla Polski to dobra informacja, ponieważ stajemy się coraz mniej zależni od nastroju zagranicznych inwestorów i ryzyka kursu walutowego, a posiadanie większości długów we własnej walucie zabezpiecza nas przed niekontrolowanymi wahaniami kwoty do zapłaty. Drugi wykres rozbija dług według typu wierzyciela. Trzy główne grupy to sektor krajowy bankowy, krajowy sektor pozabankowy oraz inwestorzy zagraniczni. Udział tych ostatnich stabilizuje się na poziomie około 29%, co oznacza, że prawie 3/4 długu utrzymają polskie instytucje, banki, fundusze emerytalne, towarzystwa ubezpieczeniowe. To strukturalnie bezpieczna sytuacja. Krajowi wierzyciele rzadziej gwałtownie wyprzedają obligacje w momencie rynkowej paniki. W latach 16-2019 relacja długu do PKB spadła z 51% do zaledwie 45 i był to efekt opisany wcześniej relacji między stopami procentowymi a PKB. Przy stopach na poziomie 1,5% gospodarka rosła szybciej niż koszty obsługi zadłużenia i Polska dosłownie wyrastała ze swojego długu. Potem jednak przyszedł COVID i skok do 57% w 2020 roku uwarunkowany awaryjnymi wydatkami na podtrzymanie gospodarki w obliczu kryzysu. I choć sytuacja chwilowo się ustabilizowała, to od 2025 roku dług do PKB wrócił do wyraźnego trendu wzrostowego, przekracając dziś 59%. Najnowsza projekcja Ministerstwa Finansów na 2026 rok wskazuje z kolei już 65% PKB. I kierunek jest wyraźny i dość niepokojący, ponieważ przekroczymy tym samym unijny próg ostrożnościowy na poziomie 60%. I to może nas zmusi do podjęcia tych słynnych niewygodnych cięć. Na arenie europejskiej nie wygląda to jednak katastrofalnie. Polska znajduje się bezpiecznie poniżej średniej unijnej jak i dla strefy euro. A z dużo większym długiem borykają się kraje starej Unii, które wpadając w problemy strukturalne, jak chociażby dużo niższe od polskiego wz gospodarczypadły jednocześnie w spirale pęczniejącego wskaźnika długu do PKB. Próg 60% jest zatem bardziej kierunkiem niż regułą. Państwa członkowskie mają jednak prawo do kształtowania suwerennej polityki fiskalnej. Niemniej nie warto go ignorować, bo zbyt duży dług w obliczu jakiegoś szoku, na przykład cen energii, które mogą zmusić bank centralny do gwałtownego podnoszenia stóp procentowych, może szybko wymknąć się spod kontroli. Dynamika deficytu, czyli corocznej różnicy między wpływami a wydatkami opowiada tę samą historię, tylko dosadniej. Przed pandemią byliśmy blisko równowagi, natomiast po deficyt eksplodował do blisko 7% i de facto nigdy nie wrócił do normy. Polska ma dziś drugi najwyższy deficyt w całej Unii Europejskiej. Przebija nas tylko Rumunia i to w momencie, gdy gospodarka jest w dobrej kondycji. To właśnie definicja problemu strukturalnego i to jakie reformy musielibyśmy podjąć, aby z tego wyjść zasługuje na swój własny film. Więc dajcie znać czy jest popyt na makroekonomię. Na sam koniec wróćmy do obiecanego wcześniej pytania. Jak można zarobić na tym, że państwo potrzebuje pożyczać pieniądze? Rozchodzi się o wspomniany już przeze mnie instrument, który często stanowi znaczną część portfolio wielu inwestorów, czyli obligacje. Obligacje to nic innego jak umowa pożyczki między tobą a państwem, tyle że sformalizowana w postaci papieru wartościowego. Kupując obligacje pożyczasz rządowi określoną kwotę na określony czas. W zamian państwo zobowiązuje się do dwóch rzeczy. Po pierwsze, regularnie płacić odsetki zwane kuponem przez cały okres trania obligacji i po drugie, oddać ci całą pożyczoną kwotę w dniu wykupu, czyli w momencie gdy obligacja wygasa. To instrument z góry określony. Wiesz dokładnie kiedy, ile i na jakich warunkach zarobisz. Przynajmniej w teorii. Budżet, dług, deficyt, to wszystko pojawia się non stop w debacie publicznej i narracja wokół tych tematów jest potężnym narzędziem dokształtowania waszej opinii i waszych wyborów, w tym politycznych. Temat finansów publicznych jest bardzo szeroki, bardzo ciekawy i potencjalnie enigmatyczny. Tak naprawdę można by było nakręcić całą serię filmów, które wchodzą głębiej w konkretne aspekty. Na przykład w to, jak konkretne wydatki rządowe w dany sektor przekładają się na zmianę PKB i zmianę dobrobytu. Temat niezwykle ważny w obliczu globalnego wzrostu wydatków na zbrojenia. Na ten moment jednak zostawiam was z tą dawką wiedzy. Dziękuję serdecznie za wasz czas i za waszą uwagę. Zapraszam was do naszej zakładki analizy rynkowe i do śledzenia nowych analiz na kanale YouTube.

Przewijanie do góry