3 sposoby na rebalancing portfela. Który jest najlepszy? [Analiza Strategii Rebalancingu Portfela]

Rebalancing portfela – kiedy i jak przywrócić założoną alokację?

W materiale przedstawiono trzy najpopularniejsze strategie rebalansowania portfela inwestycyjnego: kalendarzową, progową oraz hybrydową. Autor omawia, dlaczego proporcje aktywów w portfelu samoczynnie odchylają się od założonego planu wskutek różnej stopy zwrotu poszczególnych klas aktywów, czyli efektu procentu składanego.

  • Strategia kalendarzowa – rebalansowanie w ustalone terminy (np. raz na kwartał, pół roku lub rok). Przedstawiono wyniki badań Vanguard, które wskazują, że częstsze niż raz w roku działania nie przynoszą istotnej poprawy zwrotu ani redukcji ryzyka, a jedynie generują dodatkowe koszty transakcyjne.
  • Strategia progowa (threshold) – działanie tylko wtedy, gdy odchylenie alokacji przekracza wcześniej określony próg (np. 5 punktów procentowych dla dużych pozycji, 25% względnie dla małych). Omówiono zasadę 5,25 oraz korzyści płynące z rzadszej, ale bardziej świadomej interwencji.
  • Strategia hybrydowa – łączy oba podejścia: sprawdzenie portfela w stałych odstępach (np. raz w roku) i wykonanie transakcji tylko wtedy, gdy przekroczony zostanie ustalony próg. Autor wskazuje, że taka metoda minimalizuje zbędne operacje, jednocześnie utrzymując kontrolę nad ryzykiem.

Dodatkowo w filmie poruszono kwestię wpływu podatków przy rebalansingu na zwykłym rachunku maklerskim (podatek belki 19%) oraz możliwość jego uniknięcia poprzez wykorzystanie kont IKE/XTB, gdzie przenoszenie środków między aktywami nie wywołuje zobowiązania podatkowego. Zwrócono uwagę na najczęstsze popełniane błędy: zbyt częste rebalansowanie, podejmowanie decyzji pod wpływem emocji oraz pomijanie kosztów transakcyjnych i podatkowych.

Podsumowanie podkreśla, że celem rebalancingu nie jest utrzymywanie portfela z dokładnością do ułamków procenta, ale zapobieganie długoterminowemu dryfowi alokacji, który może znacząco podnieść zmienność portfela i rzeczywiste ryzyko inwestycji.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Powiedzmy, że rok temu założyłeś taki portfel. 70% akcje, 30% obligacje. Od tamtej pory nic w nim nie zmieniałeś. Dziś prawie na pewno nie jest to już 70 na 30, bo portfel, którego nie pilnujesz, sam w sobie zmienia proporcje, a razem z proporcjami zmienia się twoje ryzyko bez twojej zgody i trochę bez twojej wiedzy. W tym filmie pokażę ci trzy najbardziej znane strategie rebalancingu. Policzę na konkretnych liczbach jak się sprawdzają i powiem dla kogo, która ma sens, bo odpowiedź na pytanie jak często rebalansować nie brzmi raz w roku ani gdy coś się zmieni. Brzmi to zależy i zaraz ci pokażę od czego. Pamiętajcie, że to co usłyszycie w tym filmie to są tylko i wyłącznie moje opinie. Nie jest to porada inwestycyjna. Partnerem odcinka jest XTB. Jeśli chcesz kupić swoje pierwsze akcje lub ETFY u polskiego brokera, to możesz to zrobić właśnie tutaj. Przy rejestracji z moim kodem Snela otrzymujesz za free kurs dla początkujących. Myślę, że warto z tego skorzystać. Dlaczego portfel sam się rozjeżdża? Zacznijmy od tego, dlaczego w ogóle ten problem istnieje. Powiedzmy, że masz 100 000 zł i dzielisz je 70 na 30. Akcje obligacje. Załóżmy też dla samego przykładu, że akcje rosną średnio 8% rocznie, a obligacje 4. Po roku akcje warte są już 75600, a obligacje 31200. Więc proporcja już się zmieniła na 70,8 do 29,2. No i co? No niby niewiele, prawda? Tylko, że po latach takiego inwestowania proporcja rozjeżdża się mocno. Po 10 latach bez dotykania akcje będą warte 151 000. obligacje 44 000 i twój portfel bez żadnej decyzji zmienił się z 7030 na 7723. No i dlaczego tak się dzieje? No dlatego, że aktywo, które rośnie szybciej, mocniej, z każdym rokiem stanowi coraz większy kawałek tortu. To nie jest błąd rynku, ani twój błąd. To po prostu matematyka procentu składanego. Tam gdzie ten procent jest większy, tam siłą rzeczy udział też wzrośnie. Więc rebalancing to nic innego jak regularne przywracanie portfela do tego planu, który sobie ustaliłeś, powiedzmy, na chłodno, a nie w emocjach hossy czy podczas bessy. I pytanie brzmi tylko już teraz wiedząc kiedy i jak często należy ten rebalancing robić. I tu właśnie wchodzą trzy strategie. Strategia kalendarzowa. Pierwsza strategia jest najprostsza. Rebalancing kalendarzowy. Ustalasz sobie termin na przykład raz na kwartał albo raz na pół roku, raz na rok i w tym konkretnym dniu sprawdzasz portfel. No i przywracasz go do docelowych proporcji. Niezależnie od tego, jak bardzo się rozjechał, to ma ogromną zaletę. Prostotę. No wpisujesz sobie przypomnienie w kalendarzu, na przykład na koniec grudnia i tego dnia robisz porządek. Nie musisz codziennie zaglądać do aplikacji i sprawdzać jakie w tym momencie są procenty. Ale jest tu pewien haczyk, który pokazało badanie Vangarda. Sprawdzili co się dzieje gdy rebalansujesz co miesiąc, co kwartał albo raz w roku. Okazuje się, że rebalancing co miesiąc albo co kwartał nie dawał prawie żadnej wyraźnej poprawy wyniku ani poprawy ryzyka w porównaniu do rebalancingu raz w roku. Sprawdzano tutaj właśnie miesięczne, kwartalne i roczne rebalansowanie oraz progi tego rebalancingu, czyli o ile procent pozycja w portfelu musi się odchylić od tego co ustalono, żebyśmy w ogóle podjęli decyzję o przywróceniu tej pierwotnej proporcji. Czyli jeżeli ustaliliśmy, że akcje mają być 70, no to rebalansujemy dopiero jak przekroczą w tym przypadku 75. Myślę, że to jest zrozumiałe. W sumie punkty procentowe nawet bardziej niż procenty, tak? No bo wiadomo, procent z procentu to nie to samo, co punkty procentowe od tego co było. Tak czy inaczej, pomijając już to, widzimy tutaj na dole podsumowanie, jakie był, jaki był średni zwrot z takiego portfela, który rebalansowaliśmy, oraz jaka była jego zmienność. No i okazuje się, że w przypadku miesięcznych transakcji zwrot z portfela był nawet nieco gorszy niż w przypadku rocznych czy kwartalnych z wysokim progiem i zmienność była właściwie ta sama, a nawet troszeczkę wyższa. To co jeszcze nie jest uwzględnione to, że takie rebalansowanie co miesiąc też kosztuje, zarówno podatki, jak i prowizje. O tym sobie jeszcze powiemy. Natomiast to badanie mówi wyraźnie, że rebalancing ma sens. Dlaczego? Bo osoba, która nigdy nie robiła rebalancingu, tutaj założono, że mamy portfel 6040, czyli mamy 60% akcji, 40% obligacji. W najgorszym momencie przy rocznych rebalancingach te proporcje potrafiły się rozjechać do 63 versus 27. Kiedy nigdy nie robimy rebalancingu przez te prawie 90 lat, no to widzimy, że akcje urosłyby aż do 84% w portfelu i tym samym zmienność to volatility, czyli odchylenie standardowe w tym przypadku jest znacznie wyższe. Średnio bujało portfelem o 14,4%, a nie o 12. To jest duża różnica. Ktoś powie 2,5 punktu procentowego. No tak, ale jak przez 90 lat w tym portfelu nazbiera się 50 milionów złotych, no to z tego dwa punkty procentowe to jest około bańki w jedną czy w drugą stronę. To ma znaczenie. Na małym portfelu zmienność można traktować mniej poważnie, ale im dłużej inwestujemy, tym większe ma to znaczenie. Jest też druga słabość tej metody. Termin jest sztywny, a rynek nie. I może się zdarzyć tak, że dzień przed twoim zaplanowanym rebalancingiem portfel rozjechał się tylko trochę. Więc robisz transakcję, która niewiele zmienia. Albo odwrotnie, miesiąc po twoim terminie zdarza się, że gwałtowny spadek albo wzrost portfela mocno ci mocno rozjeżdża znowu te proporcje. No a ty czekasz kolejnych 11 miesięcy, bo taki jest plan. Więc dla kogo sens ma taka strategia? No dla kogoś, kto chce prostego, zwykłego rytuału bez jakiegoś wielkiego myślenia raz w roku, na przykład przy okazji rozliczenia PITu czy na koniec roku kalendarzowego, sprawdzasz portfel, przywracasz proporcje. Tyle. Wśród tych właśnie strategii rebalancingu widzimy, że właśnie roczny rebalancing jest tym najbardziej optymalnym, jeżeli patrzymy stricte na kalendarz tylko i wyłącznie. Nie odchodzi on tutaj dużo od rebalancingu robionego co pół roku czy nawet rebalancingu robionego co 2 lata. Natomiast widzimy, że jakby optimality, czyli optymalność, jeżeli można tak to nazwać, podczas kiedy nie robimy żadnych rebalancingów, jest no bardzo niska, mniej więcej taka jak rebalancing co tydzień. Strategia progowa. Druga strategia działa zupełnie inaczej. Zamiast pilnować kalendarza, pilnujesz odchylenia od planu. To się nazywa rebalancing progowy, czyli od angielskiego threshhold rebalancing. Zasada jest prosta. ustalasz próg, na przykład 5 punktów procentowych i rebalansujesz dopiero wtedy, gdy twoja alokacja go przekroczy, czy to w jedną, czy w drugą stronę, niezależnie od tego, czy minął tydzień, czy minęło 10 lat. Najbardziej znana wersja tej strategii to jest tak zwana reguła 5,25. Chodzi o to, że dla dużych aktywów w portfelu, na przykład akcji, które mają 70% udziału, ustalasz próg wynoszący 5ć punktów procentowy. Ale dla mniejszych pozycji, na przykład złota, które będzie miało 8% w portfelu, robimy rebalancing, kiedy udział w portfelu zmieni się o 25% względem docelowego. Czyli jeżeli złoto stanowi 8% w portfelu, no to rebalancing robimy, kiedy odchyli się o dwa punkty procentowe, czyli zacznie stanowić 10 albo 6. No i dlaczego dwa różne progi? No bo 5 punktów procentowych przy dużej pozycji to niewielka zmiana względna, ale przy małej pozycji takiego 8% złota to jest ogromna zmiana. Dlatego ta reguła 5,25 jest często wskazywana jako takie ciekawe podejście. Zaleta jest konkretna, no bo reagujesz tylko wtedy, kiedy zmiana się faktycznie dzieje, a nie na siłę, no bo akurat minął kwartał, czy tam rok. I tu w październiku 22 roku znów badacze z Vanguarda opublikowali taką analizę Rational Rebalancing yyy w której przetestowali no różne kombinacje częstotliwości sprawdzania portfela, szerokości progów i tak dalej. I co się okazuje, że rzadsze, ale takie bardziej przemyślane podejście biło te właśnie częste poprawianie portfela. Najciekawsze jest jednak to, skąd yyy bierze się ta przewaga w jednym czy w drugim podejściu, ponieważ nie tylko chodzi o sam fakt y m lepszego śledzenia docelowej alokacji, co o to, że im mniej transakcji, tym mniej kosztów. No i okazuje się, że od 10 do mniej więcej 15% tej dodatkowej stopy zwrotu pochodzi z niższych kosztów transakcyjnych. Jak sami widzicie, korzystając z tych optymalnych metod rebalancingu, czyli w tym przypadku na przykład rocznych, widzimy, że na przykład w takim portfelu 60% akcje, 40% obligacje, około 87% wyniku portfela wynikało z tego, że rynek po prostu rósł. A 13% tego dodatku wynikało z tego, że robimy rzadziej te transakcje, że nie oddajemy aż tak dużo opłat zawierając te transakcje na przykład co tydzień w ramach takiego rebalancingu. Rzadszy, ale zdyscyplinowany rebalancing to nie tylko jest oszczędność na prowizjach, ale też więcej czasu, żeby twoje najlepiej radzące sobie aktywa mogły popracować, zanim je przytniesz z powrotem do planu. Jeżeli masz na przykład ETF indeksowy i jest akurat mocny rok, to dlaczego mielibyśmy do licha przycinać ten ETF co tydzień, skoro on może przez cały rok sobie pięknie urosnąć, na koniec roku go zredukujemy. No i dla kogo ta strategia ma sens? Dla kogoś, kto chce rebalansować tylko wtedy, gdy ma to sens finansowy i nie przeszkadza mu to, że trzeba będzie częściej spoglądać do portfela. Strategia hybrydowa. Trzecia strategia to jest połączenie tych dwóch poprzednich i w praktyce nawet przez samego Vangarda jest najczęściej polecana. Zasada jest taka, że łączymy oba podejścia, czyli sprawdzamy portfel w stałych odstępach. Wiemy już, że roczne są optymalne. No ale do tego dokładamy jeszcze sprawdzenie, czy proporcje rozjechały się o określony próg. Na przykład te 5 punktów procentowych. To eliminuje słabości obu poprzednich metod na raz, bo po pierwsze nie musimy pilnować portfela co tydzień, że jak nam się rozjedzie proporcja od razu przycinamy, a jednocześnie nie robimy niepotrzebnej transakcji tylko dlatego, że akurat taki mamy termin. Bo jeżeli się okaże, że rebalancing robimy raz w roku i rozjechały się proporcje o jeden punkt procentowy, to nie ma sensu po prostu rebalansować. Taka prawda. To podejście wymaga najmniej wysiłku przy zachowaniu największej kontroli nad ryzykiem. Przykładowo mamy ten portfel 7030. I załóżmy, że jest mocny rok dla akcji, a dla obligacji wiadomo, tam wypracowała się stopa zwrotu, powiedzmy z naszych skarbowych polskich obligacji 4%, niech te akcje zrobią 30. No to wtedy jak się rok kończy, to sprawdzamy po pierwsze kalendarz, czyli że jest grudzień i musimy zajrzeć, a druga sprawa sprawdzamy czy akcje pod względem udziału faktycznie zmieniły swój udział o 5 punktów procentowych i czy obligacje zmieniły o 5 punktów procentowych, czy to w jedną, czy w drugą stronę. Jeśli tak, to przycinamy, ale gdyby jedne i drugie urosły w miarę podobnie, to nie robimy nic. Czekamy kolejne 12 miesięcy. No i jeśli sprzedajesz i kupujesz ETFY czy też akcje na zwykłym rachunku, no to każda transakcja z zyskiem to jest potencjalnie 19% podatku belki. Natomiast na koncie IKE i XE tego podatku przy rebalancingu nie ma. To znaczy możesz przesuwać środki między aktywami bez oddawania Fiskusowi kawałka zysku. I tu pojawia się partner tego odcinka, czyli XTB, bo to jest broker, u którego możesz właśnie prowadzić IKEX. A do tego inwestować w akcje i ETFY bez prowizji do 100 000 EUR obrotu miesięcznie. Dla kogoś kto inwestuje na spocie, no to jest to całkiem, całkiem spory limit, szczególnie jeżeli mówimy o rebalancingu raz czy może dwa razy w roku. Szczegóły samej oferty XTB znajdziesz oczywiście w linku w opisie. Nie fiksuj się na sterylnej precyzji. Teraz najważniejsze zastrzeżenie w sumie w całym filmie. Twój portfel prawie nigdy nie będzie wyglądał idealnie. 70,00 do 30,00%. I to jest normalne. Z kwartału na kwartał, z miesiąca na miesiąc, nawet z dnia na dzień proporcje będą się wahać o 1 d tr punkty procentowe w te i we w te. No bo rynki się wahają każdego dnia. Jeśli będziesz gonić za sterylną precyzją i próbować utrzymać portfel dokładnie na tych docelowych liczbach co tydzień, no to zrobisz se tylko krzywdę. No w postaci prowizji maklerskich i dużej ilości stresu, dużej ilości komplikacji, problemów, straconego czasu na codzienne grzebanie. Po co to? Różnica, która naprawdę ma znaczenie, to nie jest różnica między 60,1 a 60,3%. To jest różnica między portfelem, który waha się o kilka punktów procentowych wokół planu, a portfelem, który na przykład latami dryfuje sobie bez żadnej korekty, gdzie w ogóle nie mamy założeń co do udziału poszczególnych aktywów. Nie wiemy tak naprawdę jakie jest ryzyko w tym portfelu. Czas sobie leci, to urosło, to spadło, proporcje się kompletnie rozjechały. To jest problem. a nie 2%. Celem nie jest to, żeby pilnować ten portfel z linijką co tydzień. Tutaj jeszcze na tej grafice yyy również z tego samego badania mamy pokazaną relację pomiędzy kosztami właśnie transakcyjnymi i tracking error, czyli takim błędem w śledzeniu naszej docelowej proporcji. To znaczy o ile mijamy się z docelową proporcją w trakcie roku. No i okazuje się, że kiedy robimy codziennie rebalancing, no to nasz tracking error jest praktycznie zerowy. To znaczy codziennie mamy z powrotem idealnie taki sam udział aktywów w portfelu jaki powinien być. Ale widzimy, że koszty transakcyjne no zżerają nam tutaj całkiem sporo w portfelu i to też będzie zależało gdzie te transakcje zawieramy. Wpłyną na to jeszcze spreedy, wpłyną na to jakieś ewentualne koszty przewalutowania. To będzie myślę nawet wyższy transaction cost niż te 0 tam 14% czy tam 0,13. Ale widzimy na przykład, że rebalancing comiesięczny owszem sprawia, że troszeczkę nam uciekają te proporcje od tych docelowych, ale koszty transakcyjne takiego podejścia są dużo niskie, dużo niższe. Tak samo 2% threshhold, czyli ten próg 2% sprawia, że mamy najniższe koszty na takim dłuższym badaniu. Więc tutaj też mamy kolejne potwierdzenie tego, że to dzienne nie dość, że nie jest optymalne nawet w strategii samego kalendarza, to jeszcze jak do tego dołożymy sobie te progi, to w ogóle już lepiej sobie odpuścić, bo po prostu to kosztuje. No im więcej transakcji, tym generalnie gorzej w długim terminie. I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Rebalancing nie musi odbywać się tylko i wyłącznie poprzez sprzedaż aktywów, które zwiększyły swój udział. No bo proporcje można wyrównywać też wpłatami, co realnie obniża nam koszty związane z płaceniem podatków od zysków, z przyciętych pozycji, z tych, które zmniejszamy. Oczywiście im większy portfel, no tym trudniej będzie zrobić taki rebalancing, tak? No bo załóżmy, że portfel ma 2 miliony zł, no i dopłacamy do niego dychę 10 000, no to nie wyrównamy proporcji, które rozjechały się o 5 punktów procentowych, czyli jakieś 100 000 zł. Ale póki można to myślę, że warto jest portfel rebalansować wpłatami. Ja sam staram się właśnie tak robić. Jeżeli w ciągu roku widzę, że konkretna część mojego portfela tak jak teraz ta aktywnie zarządzana po tym, co się działo w Microsofcie, no trochę odjeżdża, to nie tyle przycinam tutaj, co po prostu dokładam więcej tam, gdzie są ETFY indeksowe, tak żeby gonić te docelowe proporcje w trakcie roku bez konieczności sprzedawania, bo tak czy siak te kasę do giełdy dołożę. Tak czy tak czy siak dopłacam. co miesiąc. Więc jeżeli mam możliwość razem z tą dopłatą zrobić rebalancing, no to świetnie. Najczęstsze błędy. Błąd numer jeden. Rebalancing zbyt częsty. Sprawdzanie portfela co tydzień, poprawianie go w przyjmniejszym możliwym odchyleniu nie ma wpływu na wynik pozytywnego oczywiście, bo ma wpływ negatywny. Prowizje, koszty, mówiliśmy o tym dużo. Płąd numer dwa, rebalancing oparty na emocjach. O, to jest temat rzeka. To myślę, że zasługiwałoby nawet na osobny film, żeby trochę popatrzeć jak potrafią się zmieniać portfele inwestora w czasie w oparciu o to jak zmieniają się nastroje na rynku. No to jest ciekawy temat. Zmierzam do tego, że często coś takiego obserwuję i to widać w komentarzach, w wiadomościach, które czasem dostaję. Jak rośnie, to kupujemy i zwiększamy udział akcji, jak spada to sprzedajemy. Problem w tym, że powinno być w sumie na odwrót. Błąd numer trzy. Ignorowanie podatków przy rebalancingu. No każda sprzedaż z zyskiem na zwykłym rachunku maklerskim to jest realizacja 19% podatku belki. Dopóki te kwoty mieszczą się w ramach IKY i możesz rebalancing zrobić tam czy w ramach XZE, no to super. No ale znów jak portfel ma 2 miliony zł, no to no nie zrobimy tego w ramach IKE. Będzie naprawdę ciężko, więc prawdopodobnie trzeba będzie przycinać i trzeba pamiętać właśnie o tym podatku. Błąd numer cter. Zaniedbanie portfela na lata. To jest przeciwieństwo pierwszego błędu. No ale sytuacja, w której ustawiasz portfel raz, o ile w ogóle go ustawiasz, bo czasem proporcje w ogóle są losowe i do niego nie zaglądasz. I to jego ryzyko jest zupełnie inne w każdym możliwym punkcie w czasie. Czyli na początku ryzyko było takie, po pięciu latach takie, po sześciu takie, po dwóch takie, za każdym razem inne, bo te aktywa same sobie tam zmieniają udział i proporcje w tym portfelu. Podsumujmy sobie to krótko. Strategia kalendarzowa jest prosta, ale bywa nieefektywna. albo rebalansujesz za często, albo czekasz za długo. Strategia progowa reaguje tylko na zmiany, ale wymaga poświęcania dużej ilości czasu. Często trzeba zerkać na portfel. A ta strategia hybrydowa łączy oba podejścia. Sprawdzasz portfel rzadko, na przykład raz w roku i rebalansujesz tylko wtedy, kiedy przekroczony jest ustalony próg. Żadna z tych strategii oczywiście nie zadziała, jeżeli kompletnie zapomnisz o tym rebalancingu. Czego lepiej nie robić. Daj znać w komentarzu, jaką strategię stosujesz. kalendarzową, progową, hybrydową albo czy w ogóle uznajesz coś takiego jak rebalancing portfela. Jestem ciekaw waszych opinii. Piszcie na dole, a ja wam dziękuję za poświęcony czas i do zobaczenia w następnym. Yeah.

Przewijanie do góry