3 wskaźniki, które pokażą, czy spółka jest naprawdę wysokiej jakości [ROIC, trwała przewaga, niska kapitałochłonność]

Jak rozpoznać wysokiej jakości spółkę na giełdzie?

W materiale edukacyjnym przedstawiono prosty, trzy‑etapowy filtr pozwalający odróżnić rzeczywistą wartość biznesu od chwilowego hype’u rynkowego. Autor szczegółowo omawia trzy kluczowe wskaźniki: ROIC (rentowność zainwestowanego kapitału), trwałą przewagę konkurencyjną (tzw. moat) oraz niska kapitałochłonność. Dzięki temu widz może samodzielnie ocenić, czy wzrost kursu akcji wynika z solidnych fundamentów, czy jedynie z popytu napędzanego modą i narracją w mediach społecznościowych.

  • Rozbicie działania ROIC – jak interpretować wartości powyżej 15 % i dlaczego stabilność tego wskaźnika przez lata świadczy o przewadze konkurencyjnej.
  • Omówienie źródeł trwałej przewagi: efekty sieciowe, wysokie koszty zmiany dostawcy oraz możliwość podnoszenia cen bez utraty klientów.
  • Analiza kapitałochłonności – porównanie firm wymagających ciężkich inwestycji w aktywa trwałe z przedsiębiorstwami generującymi wolne przepływy pieniężne przy minimalnym CAPEX.
  • Omówienie najczęstszej pułapki inwestorów: mylenie niskiej ceny z dobrą okazją oraz znaczenie czasu i cierpliwości w budowaniu majątku.

Materiał ma charakter czysto edukacyjny, nie zawiera rekomendacji inwestycyjnych i zachęca do własnej analizy przed podjęciem decyzji. Idealny dla osób poszukujących praktycznych narzędzi do fundamentalnej oceny spółek.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Spójrz na kurs, a właściwie nie. Najpierw spójrz na sam biznes. Na giełdzie można dziś znaleźć przeciętne spółki, które co chwilę biją nowe rekordy, a obok nich świetne firmy z mocnymi fundamentami, których inwestorzy nie chcą dotknąć nawet przy znacznie niższych wycenach. Momentami można odnieść wrażenie, że ryn kompletnie oderwał się od rzeczywistości. Coraz większe znaczenie ma dobra historia i to, co akurat przyciąga uwagę inwestorów, a coraz mniejsze to, co rzeczywiście dzieje się w finansach spółki. W takim otoczeniu tym bardziej warto mieć konkretny sposób oceny firm. Nie będziemy tutaj przewidywać kursów ani szukać sygnałów do kupna czy sprzedaży. Zamiast tego pokażę ci trzy rzeczy, które warto sprawdzić w każdej spółce, żeby odróżnić naprawdę dobry biznes od firmy, której kurs rośnie głównie dzięki modzie i dobremu marketingowi. A na końcu zajmiemy się jednym z najczęstszych błędów inwestorów z przekonaniem, że skoro akcje mocno potaniały, to automatycznie stały się okazją. Ten materiał ma charakter edukacyjny i nie jest poradą inwestycyjną. Zanim zaczniemy krótko o partnerze tego materiału, czyli Trade Republic, obecnie możesz tam aktywować oprocentowanie 6% w skali roku na niezainwestowanych środkach do 200 000 zł. I bez typowych bankowych komplikacji. Nie musisz zakładać lokaty, otwierać dodatkowych produktów ani zamrażać pieniędzy na kilka tygodni. Szczegóły i link znajdziesz w opisie filmu. Zacznijmy od tego, co dzieje się dziś na rynku. W krótkim terminie ceny akcji bardzo często nie poruszają się dlatego, że nagle zmieniły się fundamenty firmy. Dużą rolę odgrywa momentum, czyli po prostu kupowanie tego, co już rośnie. Według analizy compounding quality tylko około 15% obecnego wolumenu na rynku pochodzi od inwestorów, którzy przy podejmowaniu decyzji rzeczywiście analizują wyniki spółek. Około 64% mają stanowić uczestnicy rynku działający bardzo krótkoterminowo, a kolejne 21% inwestorzy indywidualni, często wchodzący i wychodzący z pozycji. W praktyce oznacza to, że duża część transakcji nie wynika z dokładnej analizy konkretnej firmy. Ludzie kupują akcje, bo ich kurs rośnie. Kolejny widzą wzrost, również zaczynają kupować i w ten sposób ruch sam się napędza. to klasyczne zachowanie stadne. Przez pewien czas cena może więc kompletnie rozjechać się z tym, co dzieje się w samym biznesie. Akcje mogą wzrosnąć o 50% w miesiąc, nawet jeśli w tym samym czasie zyski firmy spadają, bo wokół spółki pojawiła się atrakcyjna historia. Problem w tym, że takie nastawienie inwestorów może zmieniać się równie szybko. Warren Buffett porównał kiedyś rynek do kościoła, obok którego stoi kasyno i właśnie w takich momentach coraz więcej osób wybiera kasyno. Jeśli więc sam kurs nie mówi nam, czy mamy do czynienia z dobrą firmą, trzeba spojrzeć głębiej. I tutaj przydają się trzy rzeczy, które od lat pojawiają się w podejściu najlepszych inwestorów. Pierwsza to ROIIK, czyli zwrot zainwestowanego kapitału. Na chwilę zapomnijmy o wskaźniku cena do zysk czy wysokości dywidendy. Roik pokazuje jak skutecznie firma wykorzystuje pieniądze, które inwestuje w rozwój działalności. Nowe produkty, technologie, marketing, przejęcia czy rozbudowę biznesu. To jeden z najlepszych sposobów, żeby sprawdzić, czy zarząd potrafi dobrze gospodarować kapitałem. Jeżeli firma osiąga ROIIK na poziomie 20% oznacza to, że w dużym uproszczeniu, że każde 100 zł zainwestowane w biznes przynosi około 20 zł dodatkowego wyniku operacyjnego. Jeśli natomiast firma osiąga 4% zwrotu z kapitału, a jednocześnie finansowanie kosztuje ją 5%, sam wzrost przychodów niewiele pomaga. Taki biznes może rosnąć, ale niekoniecznie tworzy w ten sposób wartość dla akcjonariuszy. I nie chodzi o jeden wyjątkowo dobry rok. Najciekawsze są firmy, które potrafią utrzymywać wysoką rentowność kapitału przez 10 lat albo dłużej. To często oznacza, że posiadają coś, czego konkurencja nie jest w stanie łatwo skopiować. Rynek nie zawsze zwraca na to uwagę, bo ROIIK nie jest wskaźnikiem, który trafia na pierwsze strony portali finansowych, ale w długim terminie wyniki spółki w dużej mierze zależą właśnie od tego, jak dobrze potrafi ona wykorzystywać swój kapitał. Jest tylko jeden problem. Jeśli jakiś biznes zarabia wyjątkowo dobrze, prędzej czy później inni też będą chcieli wejść na ten rynek. I tutaj dochodzimy do drugiej rzeczy, trwałej przewagi konkurencyjnej. Samo stwierdzenie, że firma ma silną markę, to za mało. Trzeba zrozumieć, co konkretnie utrudnia konkurencji odebranie jej klientów i marsz. Jednym ze źródeł takiej przewagi jest efekt sieciowy. Produkt staje się bardziej wartościowy wraz ze wzrostem liczby użytkowników. Trudno przenieść cię do konkurencji, jeśli na obecnej platformie są już twoi klienci, znajomi czy dostawcy, a każdy kolejny użytkownik dodatkowo wzmacnia cały system. Drugim przykładem są wysokie koszty zmiany dostawcy. I nie zawsze chodzi tylko o pieniądze. Często większym problemem jest czas, ryzyko i cały bałagan związany ze zmianą. Jeżeli firma od lat korzysta z konkretnego oprogramowania do księgowości, obsługi klientów czy najważniejszych procesów wewnętrznych, przejście na zupełnie nowy system może oznaczać miesiące pracy i ryzyko poważnych problemów. Dzięki temu obecny dostawca ma znacznie większe szanse utrzymać klienta. Trzecim rodzajem przewagi jest możliwość podnoszenia cen bez masowej utraty klientów. To szczególnie ważne w okresach wysokiej inflacji. Jeśli firma może podnieść ceny i jej klienci nadal zostają, oznacza to, że oferowany produkt ma dla nich naprawdę dużą wartość. Czasem wynika to z bardzo silnej marki, a czasem z tego, że dany produkt stanowi niewielką część kosztów klienta, ale jest niezbędny do jego działalności. Bez takiej przewagi nawet bardzo wysoka rentowność może szybko zniknąć. Wystarczy, że pojawi się konkurent z większym budżetem, niższą ceną albo lepszym produktem. Trzecia rzecz może być mniej oczywista. Warto zwracać uwagę na firmy, które nie potrzebują ogromnych inwestycji tylko po to, żeby utrzymać obecny poziom działalności. Przez lata duże fabryki, maszyny czy infrastruktura były kojarzone z bezpieczeństwem biznesu, ale z punktu widzenia inwestora mogło być również dużym obciążeniem. Jeżeli firma musi każdego roku wydawać miliardy tylko na wymianę sprzętu i utrzymanie swoich aktywów, znaczna część wypracowanych pieniędzy od razu wraca do biznesu. I to nie po to, żeby rosnąć, ale po prostu, żeby firma mogła dalej funkcjonować. Porównajmy Hutę, która musi przeznaczać 80% swoich zysków na modernizację zakładów z firmą świadczącą usługi cyfrowe, która może podwoić liczbę klientów bez budowania kolejnych fabryk. Ta druga ma dużo większą szansę generować prawdziwe wolne przepływy pieniężne, czyli pieniądze, które zostają po pokryciu kosztów działalności i niezbędnych inwestycji. A właśnie te środki można później przeznaczyć na dalszy rozwój skub własnych akcji, dywidendy czy przejęcia. Dlatego warto patrzeć na to, ile firma generuje gotówki z działalności i jak dużą część z jej musi później przeznaczać na inwestycję, czyli Kapex. Jeżeli praktycznie cała gotówka jest pochłaniana przez wydatki potrzebne tylko do utrzymania biznesu, mamy firmę, która musi bardzo dużo inwestować, żeby właściwie stać w miejscu. Prawdziwy test takich spółek przychodzi jednak dopiero podczas kryzysu. Kiedy wszystko rośnie, bardzo łatwo wyglądać jak świetny inwestor. Znacznie więcej dowiadujemy się o jakości biznesu wtedy, kiedy cały rynek zaczyna spadać. Spójrzmy na największe kryzysy ostatnich dekad. pęknięcie bańki internetowej w 2000 roku, kryzys finansowy z 2008 roku czy pandemię z 2020. W takich okresach akcje jakościowych spółek oczywiście również spadały. Różnica polegała jednak na tym, co działo się później. Według badania przywoływanego przez Compounding Quality, wysokiej jakości spółki potrafiły wracać do wcześniejszych szczytów nawet dziewięć razy szybciej niż firmy, których wzrost opierał się głównie na oczekiwaniach inwestorów i atrakcyjnej historii. Powód jest dość prosty. Spółki spekulacyjne często potrzebują powodu optymizmu i taniego finansowania. Dobre biznesy nawet podczas kryzysu nadal sprzedają swoje produkty, zarabiają pieniądze i generują gotówkę. Jeśli dodatkowo mają zdrowy bilans, słabszy okres może stać się dla nich okazją do przejęcia konkurentów, którzy nie radzą sobie równie dobrze. Dobrym przykładem jest końcówka lat 90. W szczycie bańki internetowej Buffett był krytykowany za to, że nie chciał kupić popularnych wtedy spółek technologicznych po bardzo wysokich cenach. W tamtym momencie dla wielu inwestorów wyglądało to tak, jakby po prostu nie rozumiał nowej rzeczywistości. Z perspektywy czasu okazało się jednak, że cierpliwość miała ogromne znaczenie i właśnie tutaj dochodzimy do jednej z największych puławek inwestowania. Mylenia niskiej ceny z okazją. Jeśli akcje spadły o 70% na pierwszy rzut oka, mogą wyglądać bardzo tanio. Ale trzeba zadać sobie pytanie, dlaczego są takie tanie? Jeśli rentowność firmy gwałtownie spada, przewaga konkurencyjna znika, a spółka potrzebuje kolejnych pieniędzy z zewnątrz tylko po to, żeby przetrwać, niski kurs wcale nie musi oznaczać okazji. Może po prostu odzwierciedlać coraz gorszą sytuację biznesu. Dlatego kolejność ma znaczenie. Najpierw sprawdzamy jakość firmy, roik, przewagę konkurencyjną i to jak dużo kapitału potrzebuje do działania. Dopiero później zastanawiamy się czy jej akcje są tanie, czy drogie. Jeżeli bardzo dobra firma staje się tańsza z powodu przejściowego problemu, sytuacja może być interesująca, ale kupowanie słabego biznesu tylko dlatego, że jego akcje mocno spadły, często kończy się tym, że do portfela trafiają kolejne problemy zamiast okazji. I to prowadzi do przewagi, którą inwestor indywidualny rzeczywiście może mieć nad dużymi funduszami czasu. Zarządzający [parsknięcie] funduszami są rozliczani z wyników co kwartał. Ty nie musisz być. Procent składany działa najlepiej przez wiele lat, a nie przez kilka miesięcy. Największe majątki na giełdzie nie powstały dzięki ciągłemu przeskakiwaniu z jednej modnej spółki do drugiej. Powstawały dzięki znajdowaniu świetnych biznesów, kupowaniu ich przy rozsądnych wycenach i cierpliwemu trzymaniu ich tak długo, jak długo sama firma pozostawała dobra. Rynek jeszcze wiele razy będzie przez pewien czas nagradzał przeciętne firmy tylko dlatego, że akurat stały się modne. Dlatego zamiast patrzeć wyłącznie na kurs, warto wracać do trzech rzeczy. jak dobrze firma wykorzystuje swój kapitał, jak trwała jest jej przewaga nad konkurencją i ile pieniędzy musi rozdawać, żeby dalej się rozwijać. Resztę może zrobić czas. To już wszystko na dziś. Dzięki za oglądanie i do zobaczenia. Yeah.

Przewijanie do góry