Sześć wskaźników analizy portfela inwestycyjnego
Film przedstawia praktyczny przewodnik po najważniejszych metrykach używanych przez profesjonalnych zarządzających. Wyjaśnia, jak obliczyć całkowitą stopę zwrotu uwzględniając zyski kapitałowe, odsety, dywidendy oraz inne dystrybucje, i dlaczego sam wzrost cen aktywów nie pełny obraz wyników. Zawiera również przykłady obliczeń oraz wskazówki dotyczące częstego błędu pomijania dywidend.
Następnie opisuje znaczenie horyzontu czasowego, annualizacji wyników oraz dobór odpowiedniego benchmarku, który musi odpowiadać strukturze aktywów w portfelu – akcje, obligacje lub ich mieszankę. Pokazuje, że przegląd portfela raz na kwartał wystarcza, aby uniknąć pochopnych decyzji wywołanych krótkoterminowym szumem.
Omówione są miary ryzyka: odchylenie standardowe (zmienność), beta (współzależność z rynkiem) oraz R² (stopień podobieństwa ruchów do indeksu). Na końcu przedstawione zostają wskaźniki Sharpe i Sortino, które łączą zysk i ryzyko, umożliwiając ocenę, czy podjęte ryzyko rzeczywiście się opłaca.
- Całkowita stopa zwrotu – pełny obraz przychodu.
- Horyzont czasowy i annualizacja.
- Wybór i konstrukcja benchmarku.
- Odchylenie standardowe, beta, R².
- Wskaźnik Sharpe i Sortino.
Dzięki temu widzowie zdobywają wiedzę potrzebną do świadomego porównywania swoich wyników z rynkiem oraz optymalizacji portfela pod kątem ryzyka i zwrotu.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Twój portfel wzrósł w tym roku o 20% i myślisz, że wszystko idzie świetnie. Być może masz rację, ale możliwe też, że podejmujesz ryzyko, które wcale ci się nie opłaca, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Bo sama stopa zwrotu to jeden wynik, na który wszyscy patrzą. Nie opowiada całej historii. Dzisiaj zobaczysz, czy twój portfel naprawdę jest solidny. Pokażę ci sześć wskaźników, których używają profesjonalni zarządzający. Nie mierzą one tylko tego, ile zarobiłeś, ale też ile ryzyka musiałeś po drodze zaakceptować, żeby ten wynik osiągnąć. Zacznijmy od liczby, której używa prawie każdy, ale którą mało kto liczy poprawnie, całkowitej stopy zwrotu. Wiele osób patrzy tylko na to, o ile wzrosła cena funduszu czy ETFu, a na tym kończy analizę, a to pokazuje tylko część obrazu. Żeby stopa zwrotu była naprawdę całkowita, musi uwzględniać cztery elementy. Po pierwsze zyski kapitałowe, czyli wzrost ceny inwestycji. Po drugie odsetki, jeśli masz obligacje albo inne instrumenty, które je wypłacają. Po trzecie, dywidendy, czyli pieniądze wypłacane przez spółki akcjonariuszom. I po czwarte, wszystkie inne wypłaty lub dystrybucje, które otrzymujesz po drodze. Jeśli liczysz tylko wzrost ceny, a pomijasz wypłacone dywidendy, możesz mocno zaniżać swoje rzeczywiste wyniki. Czasem naprawdę mocno, bo w długim terminie reinwestowane dywidendy potrafią odpowiadać za ogromną część końcowego rezultatu. Ale nawet ten wynik sam w sobie nadal niewiele tak naprawdę mówi. 8% może być świetnym wynikiem albo bardzo przeciętnym. Wszystko zależy od tego, z czym go porównujesz i w jakim czasie został osiągnięty. I tutaj pojawia się horyzont czasowy, czyli okres przez który oceniasz, czy twoja inwestycja faktycznie idzie dobrze. To zupełnie inna sytuacja, jeśli inwestujesz z myślą o emeryturze za 30 lat, a inna, jeśli odkładasz na wkład własny na mieszkanie za 2 lata. Jeśli twoim celem jest długi termin, wynik za jeden kwartał sam w sobie niczego nie mówi sensownego. Tak naprawdę lepiej patrzeć na okresy 5 i 10 lat. Każdy cel zmienia sposób patrzenia na inwestycje. Co innego, jeśli chcesz generować bieżący dochód, co innego, jeśli chcesz chronić kapitał, pokryć krótkoterminowy wydatek albo odkładać na studia dziecka. Ponieważ prawie nikt nie inwestuje tylko na jeden rok, stopa zwrotu często się annualizuje, czyli przelicza na średni wynik roczny, zwykle z uwzględnieniem procentu składanego. Dzięki temu można porównywać różne okresy tą samą miarą. Dlatego przy akcjach i ETFA tak często wynik widzisz wynik za rok, trzy lata, 5 lat i 10. Teraz przechodzimy do tego, z czym w ogóle powinieneś porównywać swój wynik. Twoja stopa zwrotu sama w sobie nic nie znaczy, dopóki nie zestawisz jej z czymś innym. Tym czymś jest benchmark, czyli punkt odniesienia. To indeks, który działa jak lustro i pozwala sprawdzić, czy radzisz sobie lepiej, czy gorzej niż rynek. Ale wybór odpowiedniego benchmarku zależy od tego, co masz w portfelu. Jeśli inwestujesz w akcje naturalnym punktem odniesienia może być S&P 500, czyli indeks 500 największych amerykańskich spółek. Jeśli inwestujesz w obligacje, bardziej sensownym punktem odniesienia będzie indeks obejmujący rynek obligacji, na przykład Bloomberg US Aggregate Bond index. A jeśli mieszasz akcje obligacje, porównywanie się wyłącznie z S&P 500 byłoby po prostu nieuczciwe. Żeby go dobrze ocenić, możesz porównać go z funduszem indeksowym, który sam łączy oba typy aktywów albo zbudować własny benchmark, mieszając indeks akcji i indeks obligacji w tej samej proporcji. Chodzi o to, żeby porównywać rzeczy podobne do siebie. Kiedy masz już stopę zwrotu i odpowiedni benchmark, zostaje jeszcze jedno pytanie, które wiele osób zadaje sobie źle. Jak często to sprawdzać? Rzadziej niż myślisz. Nie ma sensu analizować portfela co tydzień. Krótkoterminowy szum bardzo łatwo prowadzi do impulsywnych decyzji. Rozsądniej jest robić przegląd raz na kwartał. To zwykle rytm, w którym dostajesz zestawienia od brokera i w którym spółki publikują wyniki finansowe. I ważne, przegląd portfela nie oznacza automatycznie, że musisz coś zmieniać. Chodzi o to, żeby sprawdzić czy nadal idziesz w dobrym kierunku. Na tym etapie wiemy już ile zarobiliśmy i z czym porównywać wynik. Teraz brakuje najważniejszego elementu, czyli ryzyka. Zacznijmy od najprostszej miary, czyli odchylenia standardowego. To taki termometr twoich nerwów pokazuje jak mocno cena twojej inwestycji odchyla się w górę i w dół. Im wyższe odchylenie standardowe, tym większe wahania, czyli portfel może mocniej rosnąć, ale też mocniej spadać po drodze. Najczęstszym sposobem na obniżenie tej zmienności jest dywersyfikacja, czyli podzielenie pieniędzy między aktywa, które nie poruszają się zawsze w tym samym kierunku. Dzięki temu, kiedy jedno aktywo spada, inne może utrzymywać portfel w ryzach. wiesz już ile zarabiasz, z czym się porównujesz i jak bardzo twój portfel się waha, ale nadal nie wiesz jak zachowuje się względem całego rynku. I tutaj pojawia się beta. Beta mierzy jak bardzo twoja inwestycja porusza się w porównaniu z rynkiem jako całością. Punkt odniesienia jest prosty. Rynek ma betę równą 1. Jeśli beta jest wyższa niż 1, inwestycja porusza się mocniej niż rynek. Zwykle rośnie bardziej kiedy rynek rośnie, ale też spada bardziej, kiedy rynek spada. Jeśli beta jest niższa niż jeden, inwestycja jest spokojniejsza od rynku. Jedna liczba pozwala więc zobaczyć, czy masz w portfelu aktywów bardziej nerwowe, czy bardziej stabilne względem całego rynku. Kolejny wskaźnik to R kwadrat. R kwadrat pokazuje jak bardzo ruchy twojej inwestycji przypominają ruchy jej indeksu odniesienia. Wyraża się go w procentach od zera do 100. R kwadrat na poziomie 95% oznacza, że 95% ruchu twojej inwestycji jest bardzo mocno powiązane z ruchem indeksu. Po co ci to? Wyobraź sobie, że masz już w portfelu fundusz na S&P 500. Jeśli chcesz naprawdę dywersyfikować, interesuje cię inwestycja z niskim r kwadrat względem tego indeksu, czyli coś, co nie porusza się dokładnie w tym samym rytmie. Bo jeśli wszystko co masz zachowuje się tak samo, to nie dywersyfikujesz. Kupujesz praktycznie to samo tylko pod inną nazwą. Przejdźmy teraz do dwóch wskaźników, które łączą obie części historii. Zysk i ryzyko. Pierwszy to wskaźnik szarpa. Pokazuje on ile dodatkowej stopy zwrotu uzyskujesz za każdą jednostkę ryzyka, które bierzesz na siebie w porównaniu z aktywem uznawanym za wolne od ryzyka. na przykład krótkoterminowymi obligacjami skarbowymi. Mówiąc prościej, Sharp odpowiada na pytanie, czy ryzyko, które podejmujesz naprawdę ci się opłaca. Wysoki wskaźnik szarpa to dobra oznaka, oznacza, że za podejmowane ryzyko dostajesz sensowną nagrodę. Niski szarp oznacza coś odwrotnego, dużo stresu, duże wahania i stosunkowo mało korzyści. Dlatego portfel, który zarobił 20%, ale ma słaby wskaźnik szarpa może być gorszy niż portfel, który zarobił 12. ale zrobił to przy dużo lepszej relacji zysku do ryzyka. Ostatni [parsknięcie] wskaźnik to Sortino. To bardziej precyzyjna wersja Szarpa. Różnica polega na tym, co oba wskaźniki uznają za ryzyko. Szarp każe całą zmienność, zarówno spadki, jak i mocne wzrosty. A to może być trochę dziwne, bo jeśli twoja inwestycja szybko rośnie, to raczej nie jest problem. Nikt nie narzeka na to, że zarabia. Sortino patrzy tylko na ryzyko spadków, czyli na tą część zmienności, która naprawdę boli inwestora. Dlatego Sortino lepiej sprawdza się przy bardziej zmiennych portfelach, a Sharp dobrze działa przy spokojniejszych strategiach. I to jest cała szóstka. Całkowita stopa zwrotu pokazuje ile naprawdę zarabiasz. Benchmark mówi z czym powinieneś się porównywać, a odchylenie standardowe beta, r² i sortino pomagają zrozumieć ile ryzyka kryje się za wynikiem. Żaden z tych wskaźników nie wystarczy sam. Najważniejsze jest patrzenie na nie razem, bo zdrowy portfel to nie ten, który rośnie najmocniej. Zdrowy portfel to ten, który daje najlepsze wyniki w stosunku do ryzyka, jakie podejmuje. Jeśli chcesz zobaczyć jak budować różne rodzaje portfeli, zostawiam ci tutaj propozycję. To już wszystko na dziś. Dzięki za oglądanie i do zobaczenia.








