Czy dolar straci na wartości w dobie deglobalizacji?
Karol Paczuski i Rafał Grzeszyk z Unia TFI omawiają wpływ polityki handlowej USA i decyzji Donalda Trumpa na przyszłość dolara i innych walut. Eksperci analizują potencjalne scenariusze, w tym dewaluację dolara, wpływ ceł na gospodarkę amerykańską oraz możliwe reakcje rynków finansowych. Zastanawiają się, czy inwestowanie w amerykańskie aktywa jest obecnie ryzykowne oraz jakie alternatywy warto rozważyć.
Czy warto pozbywać się dolarów?
Eksperci dyskutują o tym, czy obecna sytuacja dolara jest powodem do obaw dla inwestorów. Analizują wpływ decyzji politycznych na rynki finansowe i omawiają możliwe konsekwencje dla posiadaczy dolarów. Poruszają temat potencjalnego odpływu kapitału z USA i zastanawiają się, czy jest to zjawisko trwałe.
Gdzie inwestować w dobie niepewności?
W drugiej części rozmowy Rafał Grzeszyk omawia perspektywy inwestycyjne na różnych rynkach akcji, w tym polskim, europejskim i amerykańskim. Eksperci dzielą się swoimi spostrzeżeniami na temat przyszłości poszczególnych gospodarek i wskazują, które rynki są obecnie najbardziej atrakcyjne dla inwestorów. Omawiają również wpływ ceł na handel międzynarodowy i potencjalne konsekwencje dla globalnej gospodarki. Poruszają kwestię inwestowania w złoto i surowce w kontekście zmieniającej się roli dolara.
- Dolar a deglobalizacja
- Inwestowanie w amerykańskie aktywa
- Alternatywne waluty i rynki
- Złoto i surowce
- Przyszłość gospodarki globalnej
Zobacz pełną transkrypcję filmu
rynek finansowy uważam, że będzie w stanie niejako ograniczyć zapędy administracji amerykańskiej co do co do do dział do kolejnych kroków. To byłoby swego rodzaju co najmniej co najmniej ekonomiczne, finansowe, bo do tej pory nikt takiej operacji nie przeprowadził. byłoby to pewne pewne nowum. Więc jeżeli papier papier amerykański byłby niezbywalny, no to siłą rzeczy nie powinien znajdować się w funduszach inwestycyjnych. Dewaluacja dolara nie ma większego znaczenia, ponieważ my zabezpieczamy kurs walutowy euro dolar, dolar PLNL. Rafale, czy inwestowanie w dzisiaj w Ameryce, w amerykańskie aktywa jest twoim zdaniem rodzajem samobójstwa? Z naszej perspektywy dzisiaj najbardziej perspektywiczne w horyzoncie, dłuższym horyzoncie, mówię horyzoncie kilkuletnim jest rynek, jest pewnie rynek polski, rynek europejski. Azja na pewno będzie kontynentem dwóch prędkości, aczkolwiek no obecne cła na pewno nie sprzyjają. Jest takie troszeczkę jakby niezrozumienie wśród jakby części komentatorów, że dewaluacja waluty jest niesamowitym intelektualnym, genialnym pomysłem na poprawę swojej gospodarki. Tak nie jest. trzecia gospodarka świata, trzecia jakby potęga ekonomiczna, jaką jest Unia Europejska, no może na tym potencjale po prostu po prostu jakby [Muzyka] zyskać. Dzień dobry. Dzień dobry. Witam was serdecznie w kolejnym odcinku podcastu i widecastu Finansowe sensacje tygodnia. Dzisiaj będziemy się zastanawiać o tym, jak lokować nasze pieniądze w tych niepewnych czasach, w jakich walutach je lokować, czy niektóre waluty stały się nagle jakby mniej bezpieczne, czy też być może trzeba ten y cały dym, to całe zamieszanie, które się w ostatnich tygodniach i miesiącach dzieje. Może trzeba spojrzeć na to przez palce i i dojść do wniosku, że po prostu czekamy, co się wydarzy. Będę o tym wszystkim rozmawiał dzisiaj z dwoma zarządzającymi naszymi pieniędzmi, z ludźmi, którzy zarządzają funduszami inwestycyjnymi, a więc no też żyją tymi tematami i też starają się tak tymi pieniędzmi zarządzać, żeby to dla klientów tych funduszy przyniosło jak najlepszy skutek. No i bardzo jestem ciekaw ich zdania na ten temat. Moim pierwszym gościem będzie Karol Paczusski zarządzający funduszami w Unia TFI. Witaj, witaj Karolu. Ostatnio jak rozmawiam z ludźmi, z moimi czytelnikami, odbiorcami, widzami, to relatywnie często dostaję pytanie co z tym dolarem? Czy od czy dolar straci wiarygodność, czy straci wartość, czy to będzie tak, że y trzeba się dolara dzisiaj pozbywać? Y bo wiele osób w Polsce trzyma jednak część oszczędności w dolarach. Czy to są lokaty? Myślę, że co najmniej kilkadziesiąt miliardów złotych jest w lokatach bankowych, dolarowych, czy też no niektórzy mają po prostu gotówkę w kieszeni. Parę osób ma pewnie fundusze, które za jakoś tam zależą od dolara, fundusze inwestycyjne. No i co mi co co można powiedzieć dzisiaj o pozycji dolara? Czy on się czy on może na trwałe stracić wiarygodność, czy to raczej nie wchodzi w grę? Zamieszanie z dolarem rzeczywiście w tym roku jest bardzo, bardzo istotnym tematem na globalnych rynkach finansowych. indeks dolarowy spadł o niemal 10% więc w ciągu dwóch bardzo krótkim czasie tak jest w ciągu praktycznie dwóch dwóch trzech miesięcy, więc to bardzo, bardzo szybki spadek jak na to jak na to aktywo. Wydaje się, że przyczyną przyczyną takiego dużego spadku jest zamieszanie gospodarcze wynikające z z wojny celnej, z tego, że Stany Zjednoczone postanowiły nałożyć cła na na swoich partnerów handlowych. A drugi z tych powodów to zapowiedzi jeszcze przed przed wyborem Donalda Trumpa. wypowiedzi Sfena Mirana, który został szefem doradców gospodarczych Donalda Trumpa i jego założenia co do polityki gospodarczej. Chodziło głównie o to, że dolar powinien zostać zdewaluowany. Administracja powinna dążyć do tego, żeby wartość była niższa niż niż obecnie. po to właśnie, żeby wyrównać dysproporcje handlowe między między Stanami Zjednoczonymi i jego partnerami. No właśnie to jest bardzo ciekawy cel i rzeczywiście no niektóre wyliczenia mówią, że dolar jest przewartościowany. Zresztą jak się spojrzy na ten słynny indeks Big Maca y czyli ile w różnych krajach płaci się za kanapkę w McDonaldsia McDonald'sa tę flagową, no to to wychodzi, że tam Ameryka jest zdecydowanie przewartościowana jeśli chodzi o o siły waluty. Natomiast no niektórzy mówią, że to tak po prostu musi być, że znaczy dopóki Amerykanie mają walutę rozliczeniową świata, dopóki tak naprawdę eksportują mnóstwo rzeczy i w zamian cały świat kupuje ich obligacje, dzięki czemu oni mogą się bardziej zadłużać, no to po prostu nie ma innego wyjścia. Znaczy to to ten ten dolar musi być z jednej strony silna, a z drugiej strony deficyt handlowy stany muszą mieć. Czy oni nie próbują przypadkiem ci doradcy Trumpa wymyślić czegoś, co co jest kompletnie nierealne? To prawda. Mając walutę rezerwową, siłą rzeczy powstaje deficyt na rachunku obrotów bieżących, a z drugiej strony napływa kapitał na rynki finansowe. Więc za te dolary partnerzy handlowi po prostu kupują kupują obligacje, głównie obligacje skarbowe w mniejszym stopniu pewnie. pewnie yyy akcje i rzeczywiście w ten sposób to działało yyy do tej pory i i zapewne będzie mimo wszystko dalej dalej działać. Natomiast administracja Donalda Trumpa m postanowiła te różnice trochę wyrównać, zmniejszyć yyy i stąd groźba, a później kilkudniowe nałożenie dużych ceł na partnerów. celem tego, żeby, żeby następnie zacząć prawdziwe negocjacje z innymi krajami i po prostu niejako zmusić ich do tego, aby więcej więcej kupowali w Stanach i zmniejszali swoje nadwyżki handlowe w relacji ze Stanami Zjednoczonymi. To to może jakieś skutki przynieść, tak? Bo już widać, że że niektóre duże firmy amerykańskie, technologiczne deklarują, że przeniosą część produkcji do Stanów, otworzą tam nowe fabryki. Pewnie, pewnie będzie tak, że te części świata, z którymi się Ameryce do tej pory za dobrze nie handlowało, będą teraz bardziej otwarte, więc może te warunki handlowe będą dla Ameryki lepsze. Tylko pytanie, czy No i też powiedzmy sobie szczerze, ten dolar trochę spadł, więc z tego punktu widzenia dla amerykańskich eksporterów to jest jest to jakaś ulga. No tylko pytanie, czy przy okazji oni sobie nie niszczą wiarygodności tego dolara. I teraz tak naprawdę dochodzimy do sedna tego problemu. Czy ten odpływ kapitału z Ameryki, który spowodował spadek dolara, twoim zdaniem jest trwały? No stała się rzecz bardzo dziwna, bo kiedy jest duże ryzyko turbulencji, to zwykle bywało tak, że pieniądze z całego świata biegły do Ameryki. wszyscy kupowali amerykańskie obligacje skarbowe, godzili się na niższe ich oprocentowanie, czyli ich rentowność spadała. Teraz to się nie wydarzyło. Wydarzyło się coś dokładnie odwrotnego. No i czy to jest twoim zdaniem zjawisko trwałe, czy też y jednak chwilowe? Taka ciekawostka odnośnie tego, co co wspomniałeś i zachowania aktywów aktywów amerykańskich po nałożeniu ceł. Rzeczywiście przez kilka dni obligacje amerykańskie drażały, głównie antycypując potencjalną recesję w Stanach Zjednoczonych właśnie po nałożeniu tak wysokich ceł. Natomiast kilka dni później rentowności długich obligacji, ale też średnioterminowych istotnie wystrzeliły w górę. Czyli inwestorzy zaczęli żądać wyższych odsetek, tak? poniżej 4% to do poziomu 4,5% na dla obligacji 10letniej i niemal 5% dla obligacji 30letniej. A wynikało to właśnie z tego, że aktywa amerykańskie zaczęły tracić wiarygodność. Yyy, to znaczy inwestorzy yyy sprzedawali aktywa w Stanach Zjednoczonych i pieniądze lokowali na przykład w Europie, bo tutaj stosunkowo lepiej zachowywały się nasze nasze europejskie yyy aktywa finansowe. Więc to oczywiście była oznaka tego, że Stany tracą wiarygodność poprzez swoje swoje zachowanie, poprzez swoje poprzez ten chaos, który został wprowadzony przez prezydenta Trumpa. I niejako rynki finansowe wymusiły pewne ustępstwa, pewne pewne zmiany zachowań i rzeczywiście no po tygodniu praktycznie część ceł została została zawieszona na 90 dni. i rozpoczęły się rozmowy, więc rynek finansowy uważam, że będzie w stanie niejako ograniczyć zapędy administracji amerykańskiej co do co do do kolejnych kroków i jednak będą musieli bardziej uważać na to, jak zachowują się chociażby obligacje długoterminowe, ponieważ od nich zależy koszt finansowania się tego tego rządu. Właśnie Trump nie może sobie pozwolić na to, żeby amerykański rząd musiał sprzedawać obligacje z oprocentowaniem, nie wiem, 56% w skali roku, bo oni tego nie wytrzymają finansowo. Zarówno zarówno rząd, jak i gospodarstwa domowe są mocno uzależnione od tego, co się dzieje na rynkach finansowych. Pamiętajmy, że znaczna część oszczędności Amerykanów, również emerytów jest ulokowana w akcjach amerykańskich i tutaj ten efekt majątkowy może wystąpić. To znaczy przy dużych spadkach cen y Amerykanie po prostu zaczną mniej konsumować, wiedząc, że mają mniej oszczędności. Y druga sprawa, koszt kredytów hipotecznych. On jest uzależniony od rentowności obligacji 10oletniej. A im wyższy, im wyższa rentowność, tym droższy koszt nowego kredytu i mniejsza aktywność chociażby na rynku i nieruchomości. No tak. Czyli jesteśmy w sytuacji, w której tak naprawdę rynek mówi Trumpowi w pewnych momentach stop. Dalej iść nie możesz, no bo będą się dziać z dolarem rzeczy, które bardzo źle będą się kończyć dla amerykańskiej gospodarki. Można go trochę zdewaluować, zmniejszyć jego wartość. Natomiast jeśli to by szło zbyt szybko i zbyt mocno i zbyt gwałtownie przede wszystkim, tak? Bo takie długoterminowe trendy, różne waluty się umacniają albo się osłabiają. Trwa to po 20, 30 lat pomalutku, tak? i wtedy jakby cała gospodarka się do tego potrafi przygotować. Natomiast jak to się dzieje tak bardzo nagle, no to to zaczyna być problem. I czyli reasumując, twoim zdaniem to nie jest tak, że jeśli mam w garści dolary, to powinienem się jak najszybciej ich pozbyć, bo one za chwilę nic nie będą warte. Będą po prostu niewiele znaczącym papierkiem. dolar zachowa swoją wartość, mniejszą, większą yyy ale nie przewidujesz, że że tu się stanie coś naprawdę strasznego. Yyy myślę, że myślę, że nie, że że takiego scenariusza yyy nie będziemy nie będziemy przerabiać w najbliższej najbliższym czasie. Natomiast y na pewno warto tutaj wspomnieć o tym porozumieniu Mara Logo, o którym też można przeczytać na twoim blogu Subiektywnie o finansach. Tam to jest właśnie opisane, jakie były założenia przedstawione przez doradcę ekonomicznego Trumpa pana pana Mirana i według tego tego założenia dolar powinien zostać zdewoluowany, czyli po prostu działać na na na w kierunku osłobienia wartości dolara do do innych walut, chociażby do euro. A z drugiej strony pomysłem na to, aby oddłużyć stany, aby zmniejszyć koszt finansowania się, koszt odsetek w budżecie była zamiana obligacji skarbowych kuponowych na stuletnie obligacje zerokuponowe, czyli takie, które nie wypłacają kuponu w trakcie trwania i które dodatkowo byłyby niezbywalne po to, żeby nie wywoływać zamieszanie na rynkach finansowych. No ale to de facto by oznaczało, nie wiem, jakiś rodzaj wywłaszczenia inwestorów, no bo mieliby papier, który zmienił warunki wypłaty odsetek na bardzo niekorzystne. Z drugiej strony nie można byłoby z nim nic zrobić. Yyy, no i nie można byłoby go też sprzedać, więc reakcja rynkowa byłaby żadna. Z drugiej strony to byłoby swego rodzaju co najmniej co najmniej ekonomiczne, finansowe, bo do tej pory nikt takiej operacji nie przeprowadził. Byłoby to pewne pewne nowum. Natomiast myślę, że to byłoby musiałoby być przeprowadzone z dnia na dzień, tak żeby rzeczywiście nikt nie nie zdążył dokonać żadnych żadnych transakcji. Natomiast wiemy, że to jest niemożliwe po prostu w tym świecie. to jest niemożliwe i że pewne zachowania byłyby już wcześniej widoczne i po prostu doprowadziłoby to do masowej wyprzedaży obligacji skarbowych amerykańskich. No co na pewno odbiłoby się odbiłoby się na na konsumencie i na i i na koszty finansowania rządu. Wydaje mi się, że do tego do tego nie dojdzie. To jest taka taka powiedzmy teoria teoria, którą którą dobrze się pisze na papierze. Natomiast w praktyce w tych warunkach finansowych nie da się tego nie da się tego przeprowadzić. Dobra, ale gdyby gdyby Amerykanie to zrobili w taki sposób, że rzeczywiście mówią: "Słuchajcie kochani inwestorzy z całego świata, którzy macie tam dziesiątki, nie no chyba naście bilionów dolarów tych w tych obligacjach, to my wam teraz nie oddamy tych pieniędzy tylko za 100 lat, więc więc się uspokójcie. Nie możecie handlować tymi papierami. Pewnie no to to to będzie oznaczało de facto uwięzienie pieniędzy w tych w tych obligacjach. To by oznaczało. No i i jakby głównym skutkiem oczywiście prawdopodobnie jakaś katastrofa, jeśli chodzi o kurs dolara i pewnie jakaś katastrofa, jeśli chodzi o możliwość finansowania długu amerykańskiego. Znaczy oni mogliby to zrobić tylko w jednym przypadku. W takim przypadku, kiedy mieliby zrównoważony budżet. To znaczy jeśli no oni dzisiaj potrzebują rocznie 2 biliony dolarów nowych dolarów pożyczyć, tak? I dopóki tego to potrzebują zrobić, dopóki to muszą zrobić, no to nie mogą sobie pozwolić na taki numer, że nie wypłacamy obligacji, bo wtedy nie mają skąd pożyczyć dwóch bilionów. Muszą od kogoś pożyczyć. Wątpię, żeby konsumenci amerykańscy byli w stanie kupować tak duże kwoty obligacji i to rozumiem jest tak naprawdę tak jakby no gwarancja w dzisiejszych czasach słowo gwarancja jest w ogóle ryzykowne, tak, ale jakimś takim to to ogranicza prawdopodobieństwo tego rodzaju scenariusza. No bo fajnie jest mieć 36 bilionów dolarów zadłużenia i powiedzieć sobie z dnia na dzień: "No to my go nie spłacamy, macie tam te swoje obligacje, przyjdźcie za 100 lat". No tylko to można zrobić tylko wtedy, jak nie trzeba zaciągać nowych długów. Dokładnie. Też pamiętajmy o tym, że dosłownie kilka kilka kilka dni temu, kiedy rozpoczął się ten chaos związany z cłami, w pewnym momencie właśnie rentowności, obligacje amerykańskie zaczęły mocno rosnąć o niemal pół punkta procentowego w ciągu dwóch dni. No prawdopodobnie wynikało to z tego, że któryś z partnerów handlowych sprzedawał część swoich rezerw ulokowanych właśnie w obligacjach. No mówiło się najpierw o Chinach, potem o Japonii. O Japonii, prawda? I i takie takie zachowanie doprowadziło do bardzo szybkiego skoku rentowności. To wyobraźmy sobie jaki byłby skok rentowności, gdyby administracja zmierzała do tego, aby zawierać takie porozumienia. To to byłoby istotnie istotnie wyższe, prawda? Bo każdy każdy chciałby po prostu jak najwięcej obligacji sprzedać. Pamiętajmy też, że fundusze inwestycyjne, które inwestują y w aktywa finansowe, muszą lokować je zgodnie ze statutem w aktywa zbywalne, takie które, którymi można handlować. Więc jeżeli papier papier amerykański byłby niezbywalny, no to siłą rzeczy nie powinien znajdować się w funduszach inwestycyjnych. No tak. Y, no to mieliśmy coś takiego, taki przypadek jakby wybuchło, jak Rosja najechała na na Ukrainę. Y i rzeczywiście w niektórych funduszach były jakieś aktywa, które nagle się okazały, że są zamrożone albo nie można ich ruszyć. No było z tego tytułu kilkudniowe, co prawda tylko, ale dość spore zamieszanie. No dobra, załóżmy, że mam pieniądze w funduszu inwestycyjnym, który kupuje amerykańskie obligacje. W Unia KFI ma chyba ze dwa takie fundusze. Jeden chyba kupuje amerykańskie obligacje skarbowe, drugi korporacyjne. Yyy, czy ja się powinienem przejmować tym, co się dzieje? No bo tak, z jednej strony rentowności obligacji są wysoko, inwestorzy żądają dość wysokich odsetek, więc powiedzmy, że z tego punktu widzenia no jakieś pieniądze z tych z tych funduszy powinny płynąć. Czy z drugiej strony y no rynkowe wyceny tych obligacji są takie sobie, więc z tego tytułu można odnieść straty. Z trzeciej strony jest ten dolar spadający. Czy to jest taki miks, który może spowodować, że moje pieniądze w funduszu, który ma amerykańskie obligacje są w jakiś sposób zagrożone, czy też wy jesteście się w stanie jakoś przed tym zabezpieczać? Mhm. Y, rzeczywiście w naszym w naszym portfolio jest fundusz Unika obligacji amerykańskie, który może inwestować yyy zarówno w obligacje skarbowe, jak i obligacje korporacyjne o ratingu inwestycyjnym. Yyy, i są to głównie obligacje o o stałym kuponie, yyy więc tutaj ich wyceny są też zależne od tego, jak zmienia się rentowność obligacji obligacji skarbowych. Co do zasady wydaje się, że wciąż inwestowanie w obligacje amerykańskie ma sens. Pamiętam jak spotykaliśmy się rok temu i rozmawialiśmy właś właśnie między innymi o o tym funduszu. Wówczas inflacja w Stanach Zjednoczonych była jeszcze na wyższym poziomie. Mocno odbiegała od od poziomu, który który Fed wyznaczył sobie jako swój cel, czyli 2%. Natomiast teraz ta inflacja jest bardzo już zbliżona do do celu do celu banku centralnego i wynosi około 2,5% z tendencją do dalszego dalszego spadku. Oczywiście wprowadzenie ceł może spowodować wzrost inflacji w krótkim terminie. Yyy to oczywiście zależne od tego jaki jaki będzie jak jak j jak jaki będzie ta macierz y macierz ceł jak jaka wysokość z jakiego kraju. Natomiast co do zasady co do zasady jesteśmy w takim punkcie gdzie ta inflacja jest już opanowana więc bank centralny może kontynuować cykl obniżek 100%. Na razie stopy zatrzymały się na poziomie 4,5% po obniżkach o 100 punktów bazowych, więc w dalszym ciągu jest przestrzeń do tego, aby aby tę politykę monetarną y luzować i to na pewno byłoby korzystne dla posiadaczy obligacji. Tak, bo co do zasady luzowanie polityki monetarnej, obniżanie stóp procentowych wiąże się ze spadkiem rentowności obligacje, a zatem wzrostem ich wycen. Więc to jest to jest na pewno argument za tym, aby inwestować. Kwestią, kwestią niepewności, kwestią ryzykowną jest to, jak te cła, które o ile zostaną utrzymane przełożą się na wzrost, wzrost cen, bo to patrzymy teraz na oczekiwania konsumentów. Oni faktycznie wskazują na to, że spodziewają się wyższej inflacji w ciągu 12 12 miesięcy, to zdaje się dwa razy wyższej niż obecna. I gdyby się to skodziło, to rzeczywiście bych c pi w granicach 45% prawda. natomiast są oczekiwania. Wszystko zależy od tego, jak w rzeczywistości te cy będą działać. Tego na razie jeszcze nie wiemy, bo trwają rozmowy, więc to na pewno jest czynnik czynnik czynnik ryzyka. Z punktu widzenia inwestujących w fundusze inwestycyjne y dewaluacja dolara nie ma większego znaczenia, ponieważ my zabezpieczamy kurs walutowy euro dolar dolar PLN. Czyli krótko mówiąc, jeśli dolar się osłabia, to dla moich pieniędzy w funduszu amerykańskich obligacji, ale w polskim TFI i w złotych to nie powinno mieć dużego znaczenia. Tak, ponieważ kurs jest zabezpieczony na całym poziomie i i zmiany zmiany wycen nie wpływają na zmianę. Czyli to, co może być niebezpieczne z punktu widzenia tego rodzaju inwestycji, to jest to, że nie będzie obniżek 100%, bo inflacja nagle wyskoczy. Yyy i to i w związku z tym no to się odbije na wycenach obligacji. Wy je musicie codziennie wyceniać tak, jak są na rynku y wyceniane i i to wtedy uderza w wyniki funduszy. Tak. Z jednej strony one biorą dość wysokie odsetki od amerykańskiego rządu, tak? No bo w takiej sytuacji rentowność obligacji utrzymuje się na wysokim poziomie. Z drugiej strony na giełdzie ich ceny spadają. To jest z kolei in minus. Zmiany kursowe właściwie bez znaczenia. Najlepszy scenariusz jest taki, w którym pomimo ceł amerykański bank centralny obniża stopy procentowe i dzięki temu z jednej strony są wysokie odsetki, z drugiej strony zysk z wyceny tych obligacji, no i neutralne znaczenie. Tak, tylko że obniżki obniżki 100%ow przez bank centralny też musi wynikać jakby z uwarunkowań makroekonomicznych. To znaczy jeżeli gospodarka będzie zmierzała ku recesji, a z dużym prawdopodobieństwem pierwszy kwartał był ujemny. Tak, jeżeli patrzymy chociażby na wskaźnik GDP Nowikowany przez Atlanta Fed, to tam wyliczają wylicza, są wyliczenia, które wskazują na to, że za pierwszy kwartał zobaczymy ujemny wynik, czyli spadek gospodarczy, tak, w Stanach Zjednoczonych. I to na pewno jest jakieś jakie jakiś argument za tym, aby aby obniżać stopy. Natomiast jeżeli obniżki będą wynikały z tego, że prezydent Trump będzie naciskał na szefa Fedu Powela na to, żeby obniżał stopę tu i teraz, bo tak chce prezydent, albo spróbuje go wyrzucić, czego mu nie wolno zrobić form, tak? albo będzie naciskał i będzie próbował znaleźć takie rozwiązanie, aby go po prostu zdymisjonować, to w mojej opinii rynek zareaguje w drugą stronę, to znaczy y obligacje będą tanieć właśnie z tego powodu, że po raz kolejny okaże się, że Stany Zjednoczone są niewiarygodnym partnerem, który potrafi wprowadzić niemałe zamieszanie na rynkach finansowych i to będzie po prostu kolejne kolejny krok rynku finansowego, które pokaże Trumpowi, że na pewne rzeczy się nie zgadza i zapewne posunięcia, za pewne kroki będzie po prostu niejako karł rząd amerykański. I i myślę, że w tych warunkach, przy takich założeniach y rentowności wcale nie muszą spadać, a wręcz może będą właśnie rosły przez przez ten chaos. Czyli inwestorzy żądają z jednej strony wyższych odsetek, z drugiej strony wyprzedają obligacje amerykańskie na rynku, więc ich ceny spadają. Tak, nie jest to najlepszy scenariusz dla kogoś, kto ma polski udziały w polskim funduszu obligacji, ale mówimy, przypominam, o takim scenariuszu dość skrajnym, w którym którego większość dużych banków inwestycyjnych nie zakłada. To znaczy, że, że prezes prezes Ameryki, tak, prezes Ameryki spróbuje wyrzucić prezesa banku centralnego, naruszając drastycznie jego niezależność. Karolu, ostatnie pytanie do ciebie. Jak widzisz przyszłość innych walut? spokojnych przystani tych antykryzysowych. No bo tak dolar się osłabiał dość przez kilka tygodni. No z siłą rzeczy to był lepszy czas dla Euro. Bardzo dobry czas dla Franka szwajcarskiego i i dobry dla Jena. Czy tak naprawdę gdyby ktoś się czuł bardzo zaniepokojony to powinien twoim zdaniem inwestować w inne spokojne waluty mające status spokojnych przystani? czyli na przykład Franka szwajcarskiego, czy to jest już nadmiar ekstrawagancji? Myślę, że ten nabyw kapitału właśnie do chociażby Franka szwajcarskiego wynikał z tego zamieszania wprowadzonego przez Donalda Trumpa i tego co działo się na rynkach finansowych i rzeczywiście ucieczka do tak zwanych Safe Haven odbywała się za pośrednictwem Franka i Jena. No tutaj dolar ewidentnie w tym w tym przypadku nie był taką bezpieczną przystanią dla inwestorów. Natomiast czysto fundamentalnie, jeżeli spojrzymy na to, gdzie są stopy w Szwajcarii, a są na poziomie 0,25 po cyklu obniżek stóp, więc są niemal zerowe. Dodatkowo rentowności krótkoterminowe, dwuletnie szwajcarskie mają już ujemną rentowność, to powiem szczerze, że wydaje się to niezbyt optymalnym rozwiązaniem w To znaczy naprawdę trzeba mieć w sobie dużo desperacji, żeby inwestować w w obligacje kraju, który każe sobie dopłacać do posiadania obligacji. Tak to w tej chwili tak wygląda w przypadch krótkoterminowych obligacji szwajcarskich. No czyli ta wielka moda na takie waluty jak Frank szwajcarski czy czy jen może nie być bardzo długoterminowa. Karolu, bardzo ci dziękuję za za rozmowę. Za chwilę rozmawiamy z Rafałem Grzeszykiem, twoim kolegą z teamu zarządzających i i jego będę pytał pewnie bardziej o akcje i i może też o surowce. Wielkie dzięki za za rozmowę jeszcze raz i do zobaczenia myślę za kilka miesięcy, jak będziemy już więcej wiedzieli o tym, gdzie tak naprawdę doszła polityka Donalda Trumpa. No bo mieliśmy okres deklaracji bardzo szumnych. Mamy dzisiaj okres weryfikacji, co się da zrobić, czego się nie da i pewnie za kilka miesięcy będziemy mieli jakieś jakoś się uczę kompromis tych tych dwóch zjawisk czy rzeczy. Dzięki serdecznie. Dziękuję bardzo. A ja zapraszam na drugą część rozmowy. [Muzyka] No i czas na drugą rozmowę. Teraz moim gościem jest Rafał Grzeszyk, który również jest zarządzającym funduszami inwestycyjnymi w Unika TFI. Rafał, jego bliższa specjalizacja to to rynek akcji, więc pewnie będziemy więcej rozmawiać o sytuacji tych, którzy zainwestowali w akcje. Rafale, czy inwestowanie w dzisiaj w Ameryce, w amerykańskie aktywa jest twoim zdaniem rodzajem samobójstwa, czy też czy też to, że akcje trochę spadły, może już nie są tak hossa, już nie jest tak rozgrzana, może, może się w ogóle zakończyła, jest raczej dobrą okolicznością do tego, żeby inwestować w Ameryce. Twoim zdaniem to, co się dzieje w Ameryce jest yyy znaczy trzeba tam siedzieć i się nie przejmować, czy raczej na na jakieś dwa lata sobie odpuścić i zobaczyć co co oni tam wyczynią? To może jakby spróbuję odpowiedzieć na to pytanie od drugiej strony. Ostatnie jakby 100 lat historii pokazuje nam, że warto inwestować w akcje. To jest jakby pierwszy jakby wniosek, który płynie, że najlepiej w każ niezależnie od warunków rynkowych warto mieć ekspozycję na rynek akcyjny. To jest jakby nie próbować wchodzić jak jest yyy tanio, wychodzić jak jest drogo, bo to mało komu się udaje wbrew pozorom. Tak. I to jest właśnie drugi wniosek ze wszystkich jakby badań jakie są dzisiaj dostępne, że mało komu tak zwany timing rynkowy y w sposób jakby powtarzalny w długim terminie mówiąc wprost wychodzi. Dlatego wniosek jakby tutaj wracamy pośrednio do wniosku pierwszego. Zawsze warto mieć ekspozycję na rynek akcyjny. Teraz znowu nie odpowiadając jakby wprost na twoje pytanie, czy warto dzisiaj inwestować w rynek amerykański, to skoro już odpowiedzieliśmy sobie na pierwsze pytanie, że warto mieć ekspozycję na rynek akcyjny, no to teraz jakby warto postawić sobie pytanie na których rynkach naszym zdaniem warto dzisiaj mieć jakby zainwestowane swoje pieniądze. No i drugie pytanie, czy czy można tutaj jakby pominąć rynek amerykański. To z naszej perspektywy dzisiaj najbardziej perspektywiczne w horyzoncie, dłuższym horyzoncie, mówię horyzoncie kilkuletnim jest rynek, jest pewnie rynek polski, rynek europejski i rynek amerykański byśmy jakby tutaj, my jakby wewnętrznie w naszym zespole lokujemy na trzecim miejscu jako ten jeden jednak z mniej atrakcyjnych, mniej atrakcyjnych rynków i bo jest drogo i się za bardzo zaczyna, zaczyna tam bujać tą łódką. Tak. Tak. Rynek polski jest naszym najbardziej atrakcyjny, bo patrząc jakby na wskaźniki rynkowe, czyli to co zarządzający jakby codziennie na to w pewnym sensie patrzą, analizują, czyli porównują y cenę do zysku dla poszczególnych rynków, indeksów yyy czy akcji. Rynek polski jest znacznie tańszy, a jednocześnie perspektywy ekonomiczne na kolejne lata w Polsce naszym zdaniem są wyglądają znacznie lepiej niż dla rynku amerykańskiego. Po pierwsze mamy sama nawet prognoza wzrostu PKB, która jest jakby tutaj w pewnym sensie podsumowaniem tych wielu jakby czynników, które się na to składa. To dzisiaj można powiedzieć, że te prognozy makroekonomiczne no oscylują pomiędzy 3,5 punkta procentowego, a w okolicach czterech punktów PKB i to jest najwięcej w Europie tak naprawdę. Tak więc jest to bardzo duży wzrost i kolejny rok 2026 również powinien to jakby tempo tempo wzrostu w Polsce powinno być bardzo wysokie. Kolejnym czynnikiem, który sprawia, że naszym zdaniem rynek polski w chwili obecnej jest atrakcyjniejszy, to jest polityka amerykańska i cła. Yyy, oczywiście dzisiaj wychodzi bardzo dużo research i analiz, które próbują sobie odpowiedzieć na pytanie, które gospodarki stracą najwięcej na potencjalnych cłach. Oczywiście dzisiaj nikt nie wie jakie te cł jakie dokładnie będą. Y natomiast jakby te pierwsze kalkulacje, które były pod Dniu wyzwolenia no wskazywały, że Polska traci relatywnie najmniej. Znaczy tym jakby tą gospodarką, która powinna najwięcej stracić z gospodarek rozwiniętych jest oczywiście gospodarka amerykańska. Znacznie mniej traci traciła gospodarka Unii Europejskiej i Polska jeszcze mniej. No nasz eksport do Stanów jest znikomy. W pewnym sensie główna ekspozycja polskiej gospodarki to jest za pośrednictwem naszych partnerów handlowych chociażby Niemiec, które są największym partnerem handlowym Polski, no które eksportują swoje towary do Polski. Czy tak znowu spinając z klamrą Polska ma znacznie niższe wyceny niż rynek amerykański i dobre prognozy makroekonomiczne i wydaje się mniej narażona na ewentualne jakby cła znaczy ewentualne czy ewentualne mam myśli stawki celne, których dzisiaj nie znamy, ale na cła, które się pojawią na rynku amerykańskim, ale jednocześnie to nie oznacza, że nie powinniśmy mieć zainwestowanych żadnych pieniędzy na rynku amerykańskim. No bo pamiętajmy to zą wielokrotnie to sam podkreślasz, że rynek amerykański no to jest znacznie powyżej 50% tego światowego rynku akcyjnego. On nawet w szczycie dochodził do tam ponad 70 punktów procentowych. Kwestia oczywiście jak to jeszcze będziemy liczyć, ale jest to istotnie powyżej 50%. Więc yyy inaczej mówiąc ciężko pomijać komponent amerykański w swoim portfelu inwestycyjnym, ale jeżeli mielibyśmy w naszym żargonie mówimy przeważać w chwili obecnej jakieś rynki, czyli mieć ich więcej niż to by wynikało z tak zwanego benchmarku, to powinniśmy jednak tutaj postawić na rynek polski i rynek europejski. No właśnie. No ta Europa wyglądało się wyglądało na to, że się słania na nogach, że w zasadzie jest już gospodarką taką, która będzie pogrążona już przez najbliższą dekadę w jakiejś to może nie w recesji, tak, ale w takiej płaskości żałosnej. A tu się okazuje nagle, że to co zrobił Trump nagle spowodowało, że Europa chce na kredyt budować swój potencjał i to nie tylko obronny. i że zamierza się rozwijać szybciej. Natomiast rodzi się niebezpieczeństwo, że no czy nas na to stać jako Europę, to znaczy Europa jest już bardzo zadłużona i teraz chce jeszcze na kredyt pompować swój rozwój. Stany Zjednoczone robią dokładnie odwrotnie. Powiedziały: "No będziemy oszczędzać, jesteśmy za bardzo zadłużeni. Czas na przegląd wydatków. My robimy odwrotnie. Czy my możemy na tym wygrać jako Europa? Znowu wydaje mi się, że możemy na tym jakby wygrać. Y, ale nawet to nie chodzi o samą kwestię zadłużenia, to jakby Niemcy też to chyba było jakby istotne jakby wydarzenie w ostatnich miesiącach, y, że tam nowa koalicja jakby próbuje zmienić jakby podejście do do zadłużenia. To jest jakby istotna jakby zmiana, ale zwróciłbym uwagę, że trochę jakby układ sił zaczyna się trochę jakby zmieniać. To znaczy y ewidentnie kolizyjny kurs pomiędzy Chinami a Stanami Zjednoczonymi sprawia, że jakby trzecia gospodarka świata, trzecia jakby potęga ekonomiczna, jaką jest Unia Europejska, no może na tym potencjale po prostu po prostu jakby zyskać. jakby to jest takie przysłowie, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta i w tym poszczególnym jakby wypadku przypadku wydaje się, że tym trzecim jest Unia Europejska. Yyy po drugie m to jest tak jakby już moja bardzo subiektywna opinia, y Unia Europejska potrzebowała jakiegoś impulsu do zmiany. To znaczy niski wzrost gospodarczy był w ostatnich latach w Unii Europejskiej po prostu akceptowany. To nie stanowiło, to nie stanowiło problemu, bo średni poziom życia był na tyle wysoki, no że każdy akceptował ten status quo i każdemu było na tyle dobrze, że był w stanie przeżyć, że ten tempo wzrostu jest poniżej innych gospodarek rozwijających się. Rozumiem, że to jest tak, że że Europa po prostu żyła dobrze, na wysokim poziomie, trochę odcinała kupona od tej dywidendy pokojowej. Tak, Amerykanie brali na siebie wydatki, my tu się czuliśmy bezpiecznie. Jak mieliśmy jakieś pieniądze, to je woleliśmy je wydać na socjał niż na rozwój, czyli na inwestycje. I wszystko się kręciło. Tak, Amerykanie nam trochę nam tutaj pomieszali szyki, każą nam wydawać więcej pieniędzy, więc rozumiem, że teraz to się zmieni i priorytety będą inne. Będzie się bardziej liczyć bezpieczeństwo, rozwój, inwestycje, a mniej takie no utrzymywanie status quo. Tak mi się wydaje, że jakby ostatnie wydarzenia jakby to dokładnie jakby wskazują też jakby inwazja rosyjska na Ukrainę, no tutaj jakby zaburzyła takie poczucie na pewno szczególnie oczywiście w Europie Wschodniej takie poczucie bezpieczeństwa i nagle jakby ten świat, który wydawał się bezpieczny, przewidywalny, świat, którym jakby nie trzeba było prężyć tych jakby muskułów, no wydaje się, że dzisiaj społeczeństwa w Europie zdają sobie sprawę, że jednak ten wzrost, potęg ekonomiczna jest niezwykle ważna i no chociażby wybory w Niemczech to pokazują, że jest zmiana kursu w Europie. Oczywiście nie zapominajmy, że Europa jest to duży duży statek i on tak łatwo jakby nie zmienia swojego położenia. Y, aczkolwiek no na pewno tutaj polityka Donalda Trumpa no pomaga w pewnym sensie elitom europejskim no wyrwać się z tego letargu i skupić się bardziej na kwestiach właśnie wzrostu bezpieczeństwa niż na bym powiedział kwestiach światopoglądowych czy chociażby no już dzisiaj obserwujemy nawet odejście od tego zielonego ładu czy w pewnym sensie modyfikacje. No więc to jakby pokazuje, że te ciężary no zostają jakby rozłożone, rozłożone trochę gdzie indziej. Mhm. A jak widzisz przyszłość Azji na tym tle? Pewnie Azje, no jako analitycy też wiele firm, które na przykład organizują organizują indeksy giełdowe, rozdzielają Azję na dwie części, tak? Chiny i cała reszta, a z kolei inni Azja po całości i i Azja minus Japonia, więc tych układów w tej grze jest kilka. Natomiast yy w naszej rozmowie ta Azja się do tej pory nie pojawiła. Mówiłeś o tym, że najbardziej atrakcyjnie wyglądają dzisiaj aktywa w Polsce, a głównie akcje. Y że Europa też y no po pierwsze jest też jeszcze relatywnie tania, po drugie no będzie się musiała szybciej rozwijać. A gdzie jest w tej układance Azja? Znowu to pewnie Azja, tak jak sam powiedziałeś, pewnie trzeba bardzo mocno jakby dzielić. Yyy, ja bym tutaj zwrócił szczególnie jakby uwagę na dużą jakby znaczy duże różnice pomiędzy Chinami a Indiami. To są dwa najbardziej ludne państwa tego regionu i i też mają jakby zupełnie inne jakby wyzwania. W Chinach to co jakby podkreśla się w takich mówię w analizach długoterminowych jest to bardzo słaba demografia, jedna z najsłabszych demografii na świecie. Dzisiaj Chiny są yyy jakby pod względem liczby mieszkańców są pewnie są w szczycie i w kolejnych dekadach y ta jakby proporcja osób po pierwsze, że liczba ludności będzie się bardzo mocno kurczyć. Po drugie proporcja osób pracujących do pobierających świadczenia socjalne w związku z przekroczeniem wieku emerytalnego będzie się diametralnie zmieniać. Więc ten model, ten model rozwoju oparty na inwestycjach infrastrukturalnych, no dzisiaj w długim horyzoncie czasowym on po prostu nie ma sensu. Szczególnie, że do roku 200 w zależności oczywiście od prognoz tam liczba ludności Chin się, jak to brzydko się mówi, przepołowić. Y, czyli ten jakby ten kliw demograficzny będzie niesamowicie silny. Czyli on ani nie potrzebują aż tyle infrastruktury. Nie potrzebują tyle infrastruktury. Nie potrzebują na pewno tylu mieszkań. A pod względem kulturowym Chiny raczej nie będą atrakcyjnym miejscem dla jakieś emigracji yyy dla emigracji. I to jest na pewno coś, co w długim horyzoncie istotnie m jakby różnicuje Stany Zjednoczone Europy od od Chin. Więc jakby jakby geopolitycy właśnie zwracają uwagę, że chyba Chiny no no dzisiaj są jakby, mówię relatywnie u szczytu swojej potęgi i no tutaj do tej pory chyba nie ma przykładu państw, które były w stanie sobie poradzić ze słabą demografią, a tam w związku z kilkudziesięcioletnią polityką jednego dziecka ta demografia jest bardzo słaba. No po drugiej stronie są Indie, gdzie demografia jest bardzo mocna, gdzie liczba osób, no Chiny dzisiaj są najbardziej ludnym państwem na świecie, więc tak. Indie w przyszłości będą zapewne. Indie w przyszłości. Tak, przepraszam, chciałem powiedzieć, że Indie, Indie już są chyba, więc one są w zupełnie innym jakby miejscu i tam na pewno ten rozwój będzie ekonomiczny. pytanie oczywiście czy to będzie jak szybko będzie rosła siła nabywcza na na mieszkańca. Natomiast ta liczba mieszkańców razy nawet stała liczba, znaczy stała siła nabywcza czy stały jakby dochód no powoduje, że to państwo będzie się rozwijać. I tak samo jak to jest jakby odzwierci również w wycenach. Jak spojrzymy na MSCI China czy MSI India, no to widać, że te Indie chodzą z dużą premią do Chin. Jest to rynek bardzo mocno jakby wyceniony. Tam wskaźniki są bardzo wysokie, więc Azja na pewno będzie kontynentem dwóch prędkości. Aczkolwiek no obecne cła na pewno nie sprzyjają krótkoterminowo. Raczej nie sprzyjają tym rynkom. Zawsze w takim momencie powstaje od razu pytanie o potencjalny stymulus chiński. Hym, tu zawsze trudno jest opowiedzieć w jakiej on będzie skali. Yyy, i czy on jakby osiągnie swoje swoje swój jakby zamierzony zamierzony skutek. Ale tak w ogóle paradoksalnie zwróciłbym uwagę, że może się okazać, że ta polityka Trumpa no w pewnym sensie jeszcze bardziej zmusi Chińczyków do postawienia na rynek wewnętrzny, nie tylko na eksport. I w długim horyzoncie czasowym to może być w pewnym sensie słuszne, no bo wszyscy sobie zdają sprawę, że oni muszą w którymś momencie zacząć pobudzać ten tą wewnętrzną konsumpcję. Znaczy to jest i tak ich przeznaczenie, tylko zawsze się trudno na to zdecydować, bo to przejściowo oznacza różne kłopoty i czasami może być tak, że przejściowo zbiednijemy zanim później się wzbogacimy. No ale jak impuls przychodzi z zewnątrz i ktoś to ktoś nas do tego zmusza, to być może może to mieć jakiś większy no sens ma pewnie taki sam, ale jakby dzieje się to szybciej i z tego punktu widzenia może warto się mimo wszystko Chinom przyglądać. A propos nie, nie, nie myślicie o stworzeniu funduszu inwestycyjnego, który by gdzieś tam w tych Indiach inwestował. Mówiłeś, że tam już jest strasznie drogo. Niestety jest trochę za późno. Tak się wydaje. Aczkolwiek znowu dzisiaj wydaje mi się, że Europa i Polska te jakby kolejne kilka lat powinny być bardzo dobre. Tak to też jakby oczywiście jest pytanie teraz czy ten w jakiej części handel międzynarodowy to jest jakby teza. niektórzy stawiają taką tezę, że będzie ta wymiana handlowa będzie się zmniejszać. A z drugiej strony, co nawet widzimy w Unii Europejskiej, m, że w związku z czym, że zaczynają się trochę, znaczy jest obawa, że Stany zaczną się zamykać, to Europa zaczyna się otwierać na inne państwa i szukać innych sojuszy handlowych, więc ta jakby, y, a my mamy dużą zdolność koalicyjną, tak więc ten jakby wynik tego równania nie jest nie jest jakby w 100% jasny, bo może się okazać oczywiście, że no stany są na tyle duże, że jeżeli ta wymiana handlowa ze Stanami będzie częściowo ograniczona, ale pytanie czy nie będzie na przykład częściowo rekompensowane przez zwiększoną wymianę handlową pomiędzy państwami, no które wcześniej wydawały się na tyle powiedzmy nieistotne, bo jak mamy stany jeden duży rynek, to jest przewić i tracić czas na jakieś negocjacje, więc to może wreszcie świata wręcz przyspieszyć tą tą tą wymianę handlową. Więc jakby to co moim zdaniem warto podkreślić, że ta zmiana, obecna zmiana proponowana przez administrację amerykańską jest na tyle duża, że nikt chyba dzisiaj nie jest w stanie jakby odpowiedzialnie powiedzieć jakie będą po prostu konsekwencje, a tym bardziej, że ona się dopiero dzieje, tak? To znaczy nie nie znamy jeszcze finalnej finalnego układu handlowego świata. Ale rzeczywiście tak jak mówisz, ja ostatnio jak rozmawiam z menedżerami, ale też jak czytam zagraniczną prasę, media, to widzę, że jest to dość duży pęd, żeby na przykład robić biznes z Meksykiem, z Ameryką Łacińską. Wiele takich globalnych korporacji do tej pory skoncentrowanych na rozwoju w Stanach teraz szuka no linków z innymi rynkami, które wcześniej tak jak powiedziałeś były uznawane za zbyt mało perspektywiczne albo po prostu ogólnie za małe, żeby się na nich skupiać. No to jeszcze może na koniec porozmawiajmy o złocie, o surowcach. Czy to co się ostatnio działo na rynku złota to jest zwykła spekulacja? Nie chcę powiedzieć bańka spekulacyjna, bo no bo tam jednak są jakieś fundamentalne przyczyny tego, że złoto jest coraz droższe. To, że jednak całe globalne południe stara się jakoś od dolara uniezależnić i w zasadzie trudno mieć na to jakiś inny pomysł niż złoto. No ale ale mimo wszystko to to może być tak, że to jest bańka. [Muzyka] czy też jest rzeczywiście przygotowanie do jakiejś fundamentalnej zmiany roli dolara i w związku z tym to złoto nie będzie za chwilę kosztowało 3 tys doarów tylko za uncję tylko na przykład sześć albo siedem bo może się okazać że po prostu jego rola się zmienia i jak ty na to patrzysz to jakby tutaj bym w twoim jakby pytaniu sam jakby wodnił takie dwa pytania po pierwsze to jest o rolę dolara na świecie I wydaje mi się, że tu jakby kluczowa odpowiedź jest taka, znaczy kluczowy jakby message z mojej strony, że nawet jeżeli rola dolara będzie się zmniejszać, to będzie to proces ewolucyjny, a nie rewolucyjny. Na dzień dzisiejszy dolar jest tą walutą, powiedzmy, wiodącą, walutą rezerwową, walutą, w której znaczna część handlu się odbywa. Natomiast to może się zmieniać, ale to będzie na pewno proces, a to nie nie będzie to rewolucja. Dewaluacja dolara na pewno odpowiedzią na to jakby zakupy złota przez inwestorów no są w pewnym sensie odpowiedzią na ryzyko dewaluacji dolara. Inwestorzy obawiają się jakby dewaluacji, ale również obawiają się wcześniej rozmawiałeś z Karolem na temat stuletnich obligacji obawiają się, że czy dolar na pewno będzie na tyle płynną walutą, bo jeżeli ktoś zainwestuje swoje pieniądze, nie będzie mógł później sprzedać tych sprzedać tych obligacji w pewnym sensie wyciągnąć kasę, to po co mu dolar? Po co mu dolar? Na pewno złoto z tej perspektywy jest istotnie, będzie istotnie bardziej płynne, bo jest bezpaństwowe. Jest bezpaństwowe, czyli jakby nie jest nie ma takiego emitenta jak nie wiem, dolar Stany Zjednoczone. W tym sensie euro jest dosyć ciekawą walutą, no bo to też jest waluta wspólna w wielu krajów. No dobra, czyli krótko mówiąc to jest kwestia tego obaw o dewaluację dolara. Im mniejsze będą te obawy, im bardziej będzie się okazywało, pewnie może tak się zdarzyć, no że ten dolar nie nie można go tak dewaluować bez końca, czy to głupimi wypowiedziami, czy głupimi decyzjami, czy czy jakimiś czy stosowaniem niezbyt mądrych mechanizmów. No tym bardziej złoto będzie powiedzmy narażone na jakąś korektę. Czy to twoim zdaniem już jest takie aktywo yyy w pewnym sensie spekulacyjne, że może mieć takie gwałtowne korekty jak wszystko inne? No bo jak się spojrzy na ostatnich 5 lat na czy może trzy lata na złocie to ta to no szybciej rosło niż indeks amerykańskich akcji. To się nie zdarzało do tej pory w historii. To prawda, ale zwróciłbym uwagę, że poza ryzykiem dewaluacji również jakby istotne jest są globalne jakby napięcia i inwestorzy szukają aktywa, które po prostu będzie bezpieczne niezależnie od yyy rozwoju yyy globalnej wojny handlowej czy innych perturbacji. Na pewno tutaj złoto będzie tym aktywem, wydaje się w każdym razie jako to aktywo dosyć dosyć bezpieczne. I ja też powiem jakby znowu bardzo subiektywnie, nie jestem przekonany a propos tej dewaluacji dolara, czy na pewno ona będzie miała miejsce i i jej skali. Ponieważ wydaje mi się, że jest taka jest takie troszeczkę jakby niezrozumienie wśród jakby części komentatorów, że dewaluacja waluty jest niesamowitym intelektualnym, genialnym pomysłem na poprawę swojej gospodarki. Tak nie jest. Musimy pamiętać, że w momencie kiedy dochodzi do dewaluacji danej waluty, to oznacza, że wszystkie towary, które są importowane są droższe. To również oznacza, że oszczędności w tym wypadku Amerykanów, które są również denominowane w dolarze, mają mniejszą siłę nabywczą, więc jest to forma narzucenia de facto dodatkowego podatku na swoich na swoich obywateli. Kurs walutowy powinien no jest jakąś funkcją, gdzie która jakby równoważy handel czy równoważy napływ kapitału do danego do danego państwa. natomiast nie jest na pewno remedium na wszystkie problemy gospodarcze. I zwróciłbym też uwagę, że jeżeli spojrzymy na jakby moim zdaniem wysoki dolar czy jak część osób twierdzi przywartościowany to nie jest główna przyczyna tego, że Stany Zjednoczone mają dzisiaj niedorozwinięty względem ich jakby oczekiwań przemysł. Jeżeli zobaczymy na medianę wynagrodzeń w Niemczech, w Japonii czy w Stanach Zjednoczonych, tam nie ma bardzo istotnych różnic. Znaczy te państwa natomiast przy przy tej względnie oczywiście podobnej jakby medianie wynagrodzeń wyrażonej jakby w dolarach jednak Niemcy potrafią no są jakby tą słyną z bardzo mocnego przemysłu. Również Japonia tutaj jest jest krajem bym powiedział mocno mocno jakby nastawionym na przemysł. o czymś chociażby świadczą japońskie jakby korporacje. To jakby jakby niedorozwinięcie, tak to tak to nazwę, jakby przemysłu w Stanach Zjednoczonych jest pokłosiem wielu innych decyzji politycznych, chociażby bardzo mocnego postawienia na najnowsze technologie. Czy nie ma możliwości, żeby dynamicznie rozwijało się państwo we wszystkich sektorach. Jeżeli jakiś sektor osiąga bardzo duży, bardzo duży sukces, zaczyna przyciągać najzdolniejszych ludzi. E, uniwersytety kształcą yyy ludzi, którzy również są odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku pracy. Yyy, więc to, że w Stanach Zjednoczonych nie ma tego przemysłu jest y dużo bardziej złożoną kwestią niż powiedzenie, że to jest y pokłosie tylko i wyłącznie kursu kursu walutowego. I moim zdaniem nawet kolejny jakby dalsza dewaluacja dolara o 10 czy nawet 15 czy 20% no nie będzie tym remedium na yyy słaby wewnętrzny m przemysł, bo to wymaga yyy to wymaga bardzo podjęcia wielu czynników, znaczy przepraszam wielu wielu pewnym sensie ruchów ze strony administracji i skutki również będą rozłożone rozłożone rozłożony w czasie. Czyli to jest trochę tak jak znaczy pewnie nawet bardziej niż trochę tak jak mówi prezes Appla, że to nie jest, że oni nie produkują tych smartfonów w Chinach dlatego, że tam jest tania siła robocza, bo ona tam wcale nie jest tania. Po prostu są ludzie, którzy się na tym znają, a Ameryka ma ludzi, którzy znają się nad czymś innym, bo postawiła na nowe technologie i kształci inny inny gatunek pracownika niż ten robotnik, który ma pracować w fabryce. Tak, dokładnie. Właśnie dokładnie tak jest. Yyy, natomiast ja rozumiem, to jest jakby moja interpretacja, że yyy ponieważ jakby jaka jest różnica pomiędzy znaczy jedna z oczywiście jest wiele tych różnic, ale jedna z różnic pomiędzy yy przemysłem a nowoczesnymi technologiami, że przemysł jednocześnie tworzy dużą liczbę miejsc pracy dla wysoko kwalifikowanych, ale pracowników fizycznych czy powiedziałbym pracowników o jakby byśmy ich tak na nich spojrzeli wykwalifikowanych, ale niekoniecznie, którzy posiadają najwyższe kwali kwalifikacje, natomiast nowoczesne technologie w dużej części przyciągają tylko i wyłącznie tych najzdolniejszych i powiedzmy taki zwykły, szary pracownik nie często nie jest w stanie tam wnieść duże dużej wartości i po prostu nie znajduje zatrudnienia. I to jest pewnie jeden z czynników, który powoduje, że ta dysproporcja w zarobkach pomiędzy średnią, medianą, a najlepiej zarabiającymi osobami w Stanach Zjednoczonych jest wyjątkowo duża, bo po prostu nowoczesne technologie są w stanie bardzo wysoko płacić, ale bardzo, znaczy bardzo dużo płacić, ale bardzo wysoko wykwalifikowanym pracownikom i no w pewnym sensie takie rzesze ludzi nie znajdzie o średnich kwalifikacjach, nie jest w stanie znaleźć tam pracy, więc ja bym wiązał ten pomysł na powrót przemysłu do Stanów, no również z tymi bardzo mocno z tymi kwestiami społecznymi i tą rosnącym jakby dysproporcją w zarobkach pomiędzy najlepą najlepiej zarabiających osób a tym typowym, szarym Amerykaninem. No tak, bo tylko w świecie w kraju, w którym wysokie technologie są najlepiej rozwijane na świecie, można bardzo dobrze płacić bardzo dobrze wykwalifikowanym yyy, kreatywnym ludziom i to się opłaca. No czyli krótko mówiąc będzie tak, że jeśli Amerykanie zrozumieją, że dewaluacja waluty nie jest sposobem na to, żeby naprawić to, co ich zdaniem źle pracuje w Ameryce, no to to pewnie będą chcieli zejść z tej drogi, no bo zdewaluowana waluta oznacza, że ludzie mają mniej pieniędzy. Jak ludzie mają mniej pieniędzy, to mniej wydają. Ameryka jest krajem nastawionym na konsumpcję. Tak, to jest gospodarka konsumpcyjna, więc to jest najgorsze, co jej można zrobić, spowodować, że ludzie będą mieli mieli pieniędzy na wydawanie. Tak. Znaczy oczywiście dewaluacja może pomóc jakby w industrializacji, ale pytanie czy to będzie też społecznie akceptowane w momencie kiedy zwykły pracownik nagle poczuje, że zbiednieje. Oczywiście to będzie w stanie może momentami nawet tak samo jak cła poprawić jakby rachunek obrotów bieżących, jeżeli ludzie zaczną drastycznie mniej konsumować. Ale to to nie powinna być droga do Myślę, że to nie jest jakby droga, którą chciałaby podążać administracja amerykańska, bo oni chcieliby ten rachunek obrotów bieżących poprawiać nie przez to, że Amerykanie konsumują istotnie mniej, ty są w stanie więcej więcej przede wszystkim produkować, żeby sfinansować jeszcze wyższą jeszcze wyższą konsumpcję. Więc jakby zadanie, które stoi przed ministracją amerykańską na pewno nie jest łatwe, jest trudne, a rzadko kiedy na trudne zadania i trudne problemy, rzadko kiedy bardzo są bardzo łatwe rozwiązania. No i wracając też spinając klamrą, wracając do kwestii złota, jeśli rzeczywiście okaże się, że dewaluacja dolara taka no zbyt szybka i nadmierna, bo oczywiście do pewnego stopnia rzeczywiście dewaluacja może coś tam pomóc gospodarce każdej, ale ale jeśli będzie to zbyt gwałtowne, to to się źle skończy. To może być pewien hamulec dla złota. Jeden z, to znaczy jakby zostanie wyłączony jeden z czynników, czyli ten czynnik kupuję złoto, bo się boję, że dolar zostanie








